Jerzy Marciniak

 

Poetki z Ravensbruck

 

Marciniak Jerzy

 

 

 

Osoby:

        Narrator

        Bożysław Kurowski – adwokat, publicysta, więzień Stutthof

        Jerzy Więckowski, syn więźniarki Ravensbruck

        Więźniarka Ravensbruck

        Piotr Czarkowski – wnuk więźniarki Ludwiki hr. Broel-Plater

        Róża hr. Broel-Plater

 

Teksty poetyckie powstałe w Ravensbruck pochodzą;

- ze zbiorów Archiwum Polskiego Uniwersytetu w Lund

- z publikacji „Röster från Ravensbruck” - Universitetsbiblioteket

- ze zbiorów więźniarki obozu Marii Leliwa- Żurowskiej

- ze zbiorów więźniarki obozu Ludwiki hr. Broel-Plater

- z broszury „Wspomnienie – 60 rocznica zakończenia II Wojny Światowej i Akcji Białych Autobusów” - Fundacja Jana Pawła II w Lund.

 

CZYTAJ CAŁOŚĆ>>

 

Wacław Holewiński

 

 

Nim wypowiesz słowo, jesteś jego panem

 

holewinski

 

 

Osoby:

Mieczysław Widaj – emerytowany sędzia wojskowy, płk. Ludowego Wojska Polskiego, l. 95.

Ewa Vitroux – dziennikarka, l. 32.

 

Mieczysław Widaj: O czym pani chce rozmawiać?

Ewa Vitroux: Panie pułkowniku, jeśli pan pozwoli…

Mieczysław Widaj: Wolę, jak się do mnie mówi mecenasie. Przyzwyczaiłem się…

Ewa Vitroux: A nie sędzio? Przecież tyle lat był pan sędzią. Jeszcze przed wojną. W Mościskach, Przemyślu…

Mieczysław Widaj: Widzę, że pani sporo o mnie wie. Więc o czym mamy rozmawiać?

Ewa Vitroux: Chciałabym zapytać o „Huzara”.

Mieczysław Widaj: O kogo?

Ewa Vitroux: Kazimierz Kamieński, pseudonim „Huzar”. Pamięta go pan? Wydał pan na niego wyrok…

Mieczysław Widaj: Wydałem setki wyroków, uczestniczyłem (chwila zastanowienia), tak, gdyby dobrze policzyć, w paru tysiącach posiedzeń sądów. Podsądni, skazani, gdybym miał wszystkich pamiętać…

Głos z offu: I za czyny opisane w akcie oskarżenia skazuję Zygmunta Edwarda Szendzielarza, syna Karola, posługującego się pseudonimem „Łupaszka”, na karę śmierci…

Ewa Vitroux: No tak. Setki wyroków. Ale tego pan skazał na karę śmierci.

Mieczysław Widaj (nerwowo): Jak nazwisko?

Ewa Vitroux: Kazimierz Kamieński, pseudonim „Huzar”.

Mieczysław Widaj: W którym to było roku?

Ewa Vitroux: (słychać przewracane kartki papieru) 26 marca 1953 roku Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie na sesji wyjazdowej w Łapach. Pan przewodniczył. Naprawdę pan nie pamięta?

Mieczysław Widaj: Coś pamiętam. To był bandyta.

Ewa Vitroux: 13 marca 1997 roku Sąd Wojewódzki w Białymstoku unieważnił wyrok.

Mieczysław Widaj: Młyn historii. To pani dziadek? Dlaczego on panią interesuje?

Ewa Vitroux: Dużo o nim czytałam. To był ciekawy człowiek.

Mieczysław Widaj: Ciekawy dlatego, że zabijał milicjantów? Chłopów? Dzieci?

Ewa Vitroux: Milicjantów tylko rozbrajał. Strzelał do tych z PPR-u. Skąd panu przyszły do głowy dzieci? Tego nie było nawet w akcie oskarżenia…

Mieczysław Widaj: Chce pani rozmawiać o historii. Nie warto. Ani pani, ani ja nie mamy na nią wpływu.

Ewa Vitroux: Historia to ludzie.

Mieczysław Widaj: Pani jest młoda. Ile pani ma lat?

Ewa Vitroux: 32. Ale nie chcę rozmawiać o historii. Chciałam zapytać o jego twarz. Co pan w niej zobaczył?

Mieczysław Widaj (śmiech): Twarz. Każdy z nich popuszczał w gacie. Przecież on wiedział, że go powieszą.

Ewa Vitroux: Wierzył, że przyjechał do Warszawy, aby wyjechać na Zachód.

Mieczysław Widaj: A tu niespodzianka. Strzelał do naszych.

Ewa Vitroux: Ślepymi nabojami. Podmieniliście mu amunicję.

Mieczysław Widaj: To bez znaczenia. Bezpieczeństwo robiło dobrą robotę. Trzeba było zlikwidować terror. W Polsce była wojna…

Ewa Vitroux: Panie sędzio, w ’53 roku? Przecież V Komenda WiN-u to była wasza prowokacja.

Mieczysław Widaj: Toczyła się gra, albo oni nas, albo my ich.

Ewa Vitroux: (głębokie westchnienie) Ich już nie było. Mogliście ich bez problemu wyłapać, wsadzić do więzienia… Policzyłam – pan sam wydał 106 wyroków śmierci. Niech pan spojrzy na jego zdjęcie. To jeszcze młody człowiek. Miał 34 lata, kiedy go powiesiliście. Był niewiele starszy ode mnie.

Mieczysław Widaj: Pani mi się bardziej podoba.

Ewa Vitroux: Panie sędzio…

Mieczysław Widaj: Mecenasie.

Ewa Vitroux: Panie mecenasie, dlaczego…

Mieczysław Widaj (nerwowo): Pani nie rozumie, czy jest pani taka głupia? Żadna władza nie pozwoli, aby do niej strzelano. Niech pani pomyśli, Amerykanie strzelają do Arabów, Rosjanie do Czeczenów, nikt, nikt nie pozwoli…

Ewa Vitroux: Panie mecenasie, chciałam zapytać o jego twarz... To był odważny człowiek.

Mieczysław Widaj: Komu była potrzebna ta odwaga? Niech pani sama sobie odpowie.

Ewa Vitroux: Wierzył w inną Polskę.

Mieczysław Widaj: Te wszystkie bzdury, które się teraz czyta… Ta ich odwaga… Rycerze bez skazy…. Jeden w jeden bohater. Każdy z Matką Boską i Jezuskiem w sercu…

Ewa Vitroux: Mógł pan być jednym z nich. Przecież pan też był w podziemiu, w AK.

Mieczysław Widaj (stanowczo): Nie mogłem! To była droga donikąd. Trzeba było przetrwać. Teraz mówią, że Stalin to, że Stalin owo… Trzeba tam było być…

Ewa Vitroux: Pan się przestraszył?

Mieczysław Widaj: Nic, dziewczyno, nie rozumiesz, nic. Masz źle pomalowane paznokcie.

Ewa Vitroux: Pan ma dobry wzrok.

Mieczysław Widaj (dumnie): Wciąż czytam bez okularów.

Ewa Vitroux: W ’39 bił się z Niemcami. Jak pan. Byliście po tej samej stronie. Pan był dowódcą plutonu w 60 Dywizjonie Artylerii Ciężkiej.

Mieczysław Widaj: A on? Zaraz, zaraz, niech pani nie mówi… 9. Pułku Strzelców Konnych. Po bitwie pod Kockiem dostał się do niewoli niemieckiej.

Głos z offu: I za czyny opisane w akcie oskarżenia skazuję Stanisława Skalskiego, syna Szymona, na karę śmierci…

Ewa Vitroux: Pan ma świetną pamięć. Tak, dostał się do niewoli. Ale uciekł Niemcom.

Mieczysław Widaj: Gdyby nie uciekał, posiedziałby w jakimś stalagu, przetrwał wojnę, wrócił. Może dalej byłby żołnierzem. Zwróciła pani uwagę, podchorąży rezerwy, a parę lat później kapitan…

Ewa Vitroux: Wojna daje szybkie awanse.

Mieczysław Widaj: Zwłaszcza tym, którzy walczyli z Sowietami. Teraz dają im ordery, Virtuti Militari, jakieś Polonie Restituty… A za kilka lat będą odbierać. Niech pani pamięta. Będą odbierać.

Ewa Vitroux: Ordery?

Mieczysław Widaj: Będą odbierać, niech pani zapamięta.

Ewa Vitroux: Będę pamiętać. Pan go pamięta, prawda, panie pułkowniku?

Mieczysław Widaj: Mecenasie! Jakie to ma znaczenie? To był bandyta, to pani też niech pamięta!

Ewa Vitroux:To był dzielny człowiek…

Mieczysław Widaj (jakby recytował z pamięci): 1945–1946 wykonano 30 wyroków śmierci na informatorach i funkcjonariuszach UB, NKWD, działaczach komunistycznych, nadgorliwych milicjantach.

Ewa Vitroux: Często to byli pospolici przestępcy.

Mieczysław Widaj: Walki z WP oraz grupami UBP i MO, wiosną 1945 zajęcie posterunków w Szulborzu i Łapach, a latem 1946 w Kosowie Lackim. Napady na sklepy, poczty, pociągi, kasy kolejowe…

Ewa Vitroux: Przecież nie brali tych pieniędzy dla siebie…

Mieczysław Widaj: 17 lutego ’46 roku w Kitach przeprowadzono akcję na pociąg relacji Łapy–Warszawa, podczas niej zginął oficer WP i troje cywilów, zdobyto broń oraz 700 tys. zł., a na początku kwietnia na pociąg na stacji Czarnowo-Undy. Mało? Już za to powinien dostać kulę w łeb.

Ewa Vitroux: Panie mecenasie, dlaczego pan poszedł do sądu?

Mieczysław Widaj: O co pani pyta? Przecież byłem prawnikiem…

Ewa Vitroux: No tak, ale jak pana wzięli do armii (chwila przerwy, przewracane kartki) 15 marca ’45, mógł pan pójść na front…

Mieczysław Widaj: Co pani plecie? Te paznokcie, a nie, już pani mówiłem… Wojsko, wojna to nie przedszkole. Dostaje się rozkaz, przydział i wio. Zresztą to już była końcówka, ostatni akord. Wie pani, co to jest akord? Współbrzmienie co najmniej trzech dźwięków…

Ewa Vitroux: …o różnej wysokości i nazwie. Ale przecież pan wiedział, że będzie pan sądził swoich.

Mieczysław Widaj (jakby kończył poprzednią myśl): Współbrzmienie kilku dźwięków oddalonych o oktawę lub jej wielokrotności nie stanowi akordu. (wracając do rzeczywistości). Jakich swoich?

Ewa Vitroux: Bał się pan?

Mieczysław Widaj: Frontu? Nie. Chciałem się bić.

Ewa Vitroux: Z Niemcami?

Mieczysław Widaj (ze zdumieniem): A z kim?

Ewa Vitroux: No, mógł pan, jak „Huzar” bić się z Sowietami. Pański dowódca z AK…

Mieczysław Widaj (ze złością): Niech pani nie opowiada głupstw. Polska nie miała wyboru.

Ewa Vitroux: (cicho) Polska nie, ale pan miał.

Mieczysław Widaj: Coś pani powiem. Naczytała się pani jakichś głupot, ale z rozumem krucho. Rosjanie byli we Lwowie w ’39. Wie pani, co się działo, jaki był strach?

Ewa Vitroux: Pan wie, że on cudem uniknął wywózki w ’41?

Mieczysław Widaj: Kto?

Ewa Vitroux: „Huzar”. Matkę i siostrę zabrali.

Mieczysław Widaj (śmiejąc się): No widzi pani. Mógł się uratować. Wyszedłby z Andersem…

Ewa Vitroux: Gdyby przeżył.

Mieczysław Widaj: Był młody, miał szanse większe od innych.

Ewa Vitroux: Wie pan, dlaczego on mógł tyle lat z wami walczyć? Bo ludzie go kochali. Bo ich chronił przed kontyngentami, przed bandytami.

Mieczysław Widaj: Kochali? Bali się. Niech pani poczyta zeznania świadków.

Ewa Vitroux: Czytałam. To była pokazówka. Zanim zaczął pan sądzić, wydał pan wyrok.

Mieczysław Widaj: Pani chce mnie obrazić? Do tego trzeba rozumu. Niech pani wyłączy magnetofon.

Ewa Vitroux: Ale dlaczego? Przecież to ważne, co pan mówi.

Mieczysław Widaj (agresywnie): Niech pani wyłączy, albo wyrzucę panią z mieszkania.

Ewa Vitroux: Dobrze (słychać jak dziennikarka wyłącza magnetofon).

Mieczysław Widaj: Sądziłem uczciwie. Na podstawie relacji świadków i dokumentów. Kamieński mógł mówić, co chciał.

Ewa Vitroux: Przecież pan mu odbierał głos.

Mieczysław Widaj: Sąd to nie miejsce do agitacji politycznej.

Ewa Vitroux: Nie pozwolił pan na zeznania świadków obrony.

Mieczysław Widaj: Nie mogli wnieść niczego do sprawy. To sąd decyduje… Zresztą, po co ja o tym mówię? Pani jest prawnikiem?

Ewa Vitroux: Tak, skończyłam prawo, zrobiłam aplikację, ale nie chcę być sędzią. Panie mecenasie, pan pamięta jego twarz?

Mieczysław Widaj: Po co to pani? Po co pani do tego wraca? Pół wieku… Nikogo pani nie wskrzesi. I nie wywoła we mnie wyrzutów sumienia. Gdzieś przeczytałem takie mądre zdanie, że na wyrzuty sumienia zdobywają się tylko przegrani. Całe życie się tego trzymam…

Ewa Vitroux: Mówią, że pan wydał tych wyroków najwięcej. Chciałam pana zapytać…

Mieczysław Widaj: Coś pani powiem. Widziałem i pamiętam. Każdego z nich. Nawet tego biskupa, jak on się nazywał…

Ewa Vitroux: Czesław Kaczmarek

Mieczysław Widaj (głośno): Tak, pamiętam. Wszystkich. Ale śpię spokojnie, nie budzę się w środku nocy.

Głos z offu: I za czyny opisane w akcie oskarżenia skazuję Mieczysława Gągorowskiego, syna Józefa, posługującego się pseudonimem „Mietek”, na karę śmierci…

Ewa Vitroux: (szum przewracanych kartek) Jego łączniczka tak pisała: „Psy zupełnie inaczej szczekały na nich – delikatnie, piskliwie, przyjaźnie. Wtedy mówiliśmy: «Partyzanci idą, bo psy tak szczekają». I faktycznie, zaraz ktoś stukał w okno i pytał: «Spokój we wsi?». A jak przyjeżdżało wojsko czy milicja, to psy ujadały, że mało łańcuchów nie pozrywały”.

Mieczysław Widaj (śmiejąc się): Ci wstrętni komuniści… (poważniejąc) Po co pani czyta takie głupoty? Dziś można powiedzieć wszystko. Strzelali oni, strzelali nasi…

Ewa Vitroux: Panie sędzio, kiedy pan uznał, że oni to pan? Że może pan razem z Rosjanami i z tymi, którzy zdradzili… Wiedzieli, że pan był w podziemiu?

Mieczysław Widaj: A dlaczego miałem to ukrywać?

Ewa Vitroux: Aby nie pojechać na Syberię.

Mieczysław Widaj: Wcześniej czy później i tak wyszłoby to na jaw.

Ewa Vitroux: Pan wolał być ze zwycięzcami.

Mieczysław Widaj: A kto kocha porażkę? Tylko głupcy.

Ewa Vitroux: Odpierali ekspedycje UB i NKWD.

Mieczysław Widaj: Łatwo dziś to tłumaczyć.

Ewa Vitroux: Mówił pan, że strzelali. Tak, na przykład w maju 1945: (czyta) „Pod Łapami zabito pięciu funkcjonariuszy UB i Milicji, ośmiu odniosło rany, w tym trzech ciężkie. Pozostali poddali się i otrzymali pewną ilość gum dla zapamiętania, żeby nie strzelać, kiedy każą się poddać oraz jako nagrodę za wierną służbę dla PKWN-u, rozebrani do bielizny – puszczeni”.

Mieczysław Widaj: Pięciu funkcjonariuszy zabitych, ośmiu rannych… Sama pani widzi…

Ewa Vitroux: Widzę, że polowaliście na nich, nie dawaliście odetchnąć, że wygoniliście tych ludzi do lasu. A ta reszta, która się poddała…

Mieczysław Widaj: Powinna zostać rozstrzelana. Zasrańcy. Trudne czasy wymagają radykalnych środków.

Ewa Vitroux: Pan by kazał ich rozstrzelać? Naprawdę? Przecież pan wie, mecenasie, że nikt was nie popierał, że PPR to była garstka agentów przysłanych z Moskwy, że gdyby nie było tu Rosjan…

Mieczysław Widaj: Ale byli…

Ewa Vitroux: Panie mecenasie, dlaczego pan nie chce zrozumieć, że można było być wiernym przysiędze, że dla nich Polska…

Mieczysław Widaj: Niech pani da spokój, bo zaraz się rozpłaczę. Ojczyzna, honor, jeszcze Bóg pani został…

Ewa Vitroux: O Niego też zapytam…

Mieczysław Widaj: Wie pani, co się w życiu liczy? Przeżyć. Każdy żołnierz siedzący w okopach to pani powie.

Ewa Vitroux: Pan nie siedział w okopach.

Mieczysław Widaj: Były amnestie, w ’45, w ’47, w ’52…

Ewa Vitroux: No, ta już go nie dotyczyła, była w listopadzie, a on był w waszych rękach w październiku…

Mieczysław Widaj (jakby nie słyszał): miał szansę się ujawnić, zacząć normalnie żyć.

Ewa Vitroux: Przecież i tak byście go nie puścili, choćby za te Łapy. A poza tym (słychać jak wyciera nos w chusteczkę), a poza tym tysiącom ludzi, którzy wam uwierzyli, nie daliście żyć…

Mieczysław Widaj: Tylko tym, którzy byli groźni dla państwa. Pani niczego nie rozumie.

Ewa Vitroux: (szum kartek) Nie było tu mowy o jakichkolwiek ekscesach, rabunkach, samowoli czy też niestosownym zachowaniu nawet w stosunku do „niezorganizowanych” gospodarzy. Obowiązywał zakaz nadużywania alkoholu, zabierania mieszkańcom wartościowych przedmiotów, ubrania – dopuszczano wymianę zniszczonego obuwia za zgodą gospodarzy i dowódcy oddziału – a nawet żywności. Zabronione były surowo samowolne akcje – ze wszystkich działań dowódcy patroli musieli rozliczać się, składając przed kapitanem „Huzarem” okresowe sprawozdania.

Mieczysław Widaj: Tak, a chłopskim dzieciom dupy podcierał.

Ewa Vitroux: Panie mecenasie, przecież to chłopi się przeciw wam buntowali, nie chcieli kołchozów, bronili się. Gdyby nie oni, gdyby nie miał w nich oparcia… (wydmuchuje nos w chusteczkę) a poza tym tysiącom ludzi, którzy wam uwierzyli, nie daliście żyć… Zapełniliście nimi więzienia…

Mieczysław Widaj: Tylko tym, którzy byli groźni dla państwa. Pani niczego nie rozumie. Chłopi, powiada pani. To mierzwa. Wystarczyło plunąć…

Ewa Vitroux: Pan pogardza ludźmi…

Mieczysław Widaj: Ludźmi? O nie, nie. Każdy chciał mieć ziemię. Wie pani, jaki w Polsce był głód ziemi?

Ewa Vitroux: Wiem, że się bronili. I że KBW i UB paliło całe wsie.

Mieczysław Widaj: Tylko te, które współpracowały z bandytami.

Ewa Vitroux: Ale przecież to była odpowiedzialność zbiorowa. Tak działali Niemcy i Sowieci. Nie przerażało to pana? Nie wierzę…

Mieczysław Widaj: Pani to robi specjalnie, prawda?

Ewa Vitroux: Co?

Mieczysław Widaj: Myśli, że mnie wyprowadzi z równowagi. Może pani mówić pułkowniku, sędzio, jak pani chce. Nie mam się czego wstydzić.

Ewa Vitroux: A śledztwo?

Mieczysław Widaj: Co śledztwo?

Ewa Vitroux: Przecież pan wie, że go katowano. Że go bito, wyrywano paznokcie, przetrzymywano na mrozie, oblewano ekskrementami.

Mieczysław Widaj (ironicznie): Naprawdę? Pani to widziała? Jak go zobaczyłem, był rumiany, dobrze ubrany, nawet chyba nie schudł…

Ewa Vitroux: Nikogo nie wydał. Wiedział, że go powiesicie.

Mieczysław Widaj: A na co miał liczyć? Na koronę cierniową? (ironicznie) Tłumy w jego obronie nie pojawiły się na ulicach. Wie pani, co słyszałem na sali sądowej? Ludzie krzyczeli, żeby go powiesić, że nie ma łaski dla morderców.

Ewa Vitroux: Przecież to wy dobraliście publiczność. Pamięta pan tę salę w parafialce?

Mieczysław Widaj: Co pani plecie? W jakiej parafialce? O czym pani mówi?

Ewa Vitroux: W Łapach, w sali parafialnej przy Cmentarnej. Tam się odbył jego proces. Wpuściliście sto osób. Ale tylko wasi, aktyw partyjny. Sami entuzjaści nowego porządku. Na ulicach megafony, aby ludzie słyszeli. Chcieliście ich zastraszyć.

Mieczysław Widaj: W ’52? Nikogo już nie trzeba było straszyć.

Ewa Vitroux: Odwrotnie. Chcieliście ludzi przygnieść do ziemi. Przecież kary śmierci otrzymali też jego podwładni: Mieczysław Grodzki „Żubryd”, Wacław Zalewski „Zbyszek” i Tadeusz Kryński „Rokita”.

Mieczysław Widaj: Temu ostatniemu Rada Państwa zamieniła wyrok śmierci na dożywotnie więzienie.

Ewa Vitroux: (jakby nie słysząc) Na karę więzienia skazał pan też współpracujących z „Huzarem” ks. Czesława Rakowskiego, ks. Wiktora Borysewicza i kolejarza Kazimierza Łapińskiego.

Mieczysław Widaj: Według ciebie, dziecino, księża nie podlegają prawu?

Ewa Vitroux: Zarzuciliście im współpracę z gestapo. Po co?

Mieczysław Widaj: Likwidowali partyzantkę sowiecką. To była współpraca z okupantem.

Ewa Vitroux: Panie mecenasie, przecież to nieprawda. Żadnych sowieckich partyzantów nie zabili. Pan nie wierzy w to, co mówi.

Mieczysław Widaj: Niech pani popatrzy (słychać szum rozkładanej gazety), jaka durna krzyżówka, trzeba wpisać nazwę serialu telewizyjnego. Ogląda pani seriale?

Ewa Vitroux: Nie, nie oglądam. Specjalnie przenieśliście ten proces do Łap. Bo tam go ludzie wspierali, chronili, był ich.

Mieczysław Widaj (jakby do siebie): Rzeka w Bazylei na trzy litery. Ren.

Ewa Vitroux: Chcieliście zniszczyć legendę. Nie wystarczyło go zamordować, prawda? Nawet grobu nie można było mu zrobić. Nawet tego się baliście. Bo ludzie by przychodzili. Legenda, mit, duch oporu, to było groźniejsze niż sam człowiek.

Mieczysław Widaj: Jaka legenda?

Ewa Vitroux: A ten cyjanek? Przecież też mu podmieniliście. Chciał do was strzelać, ale miał ślepe naboje, zgryzł ampułkę z trucizną, a tam pewnie proszek do pieczenia…

Mieczysław Widaj: Zrobili wam wodę z mózgu.

Ewa Vitroux: Trzynastokrotna kara śmierci, utrata praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na zawsze, przepadek całego mienia na rzecz skarbu państwa.

Mieczysław Widaj (jakby do siebie): „Zachowuje kamienną twarz” na osiem liter. P-o-k-e-r-z-y-s-t-a. Nie, za dużo liter.

Ewa Vitroux: Jego brat też siedział. Wie pan mecenas o tym? We Wronkach. Wyszedł w ’56

Mieczysław Widaj (twardo): Siedział, znaczy zasłużył.

Ewa Vitroux: Panie mecenasie, wyście się nigdy nie mylili, prawda?

Mieczysław Widaj: Powinna pani już iść. Chce pani prawdy? Nie ma jednej prawdy. Była ich prawda i nasza prawda. I one się nie mogły zejść. Rewolucja, historia, ludzka mierzwa. Banał.

Ewa Vitroux: Śmierć tylu ludzi była banałem, pstryknięciem palców?

Mieczysław Widaj: Powinniśmy dziękować Bogu, że się obroniliśmy. Pani by wolała, żeby tu była sowiecka republika, żeby nie było Polski?

Ewa Vitroux: Pan wie, że przed wojną to byli zamożni ludzie? Mieli gospodarstwo, w ich domu była szkoła, mieszkała u nich nauczycielka. Niczego im nie brakowało. Ale byli dumni z tej Polski, którą mieli, nie z tej, którą chcieliście im dać.

Mieczysław Widaj: Pani jest… pani jest… strasznie… widzi pani, stary człowiek, czasami mi brakuje słowa. Mam: pani jest strasznie infantylna. Pani nie wie, jaka przed wojną była nędza. Ludzie przychodzili do gospodarza pracować tylko za jedzenie.

Ewa Vitroux: Brat widział, jak Sowieci brali ich matkę. Siedział w krzakach, płakał. Mieli was pokochać? Za co?

Mieczysław Widaj: Za co? Za co? Władzy nie trzeba kochać. Trzeba ją szanować.

Ewa Vitroux: Wyście chcieli, aby się was bano. A Polska marzyła, żeby przyszli tu Amerykanie, żeby was pognali do Moskwy.

Mieczysław Widaj: Pani jest śmieszna. Niech pani poogląda filmy, kroniki z tamtych lat…

Ewa Vitroux: Panie pułkowniku, mam wrażenie, że wyście nawet w sądzie się ich bali.

Mieczysław Widaj: Przecież pani mówiłem, że to oni srali w gacie. Wszyscy, bez wyjątku.

Ewa Vitroux: Panu dali jego akta, pan je czytał?

Mieczysław Widaj: To był sąd. Panie tego nie rozumie? Był prokurator, obrońca, podejrzani mieli prawo do… Po co ja to pani mówię? Mógłbym pani powiedzieć, że nic nie pamiętam…

Ewa Vitroux: Chyba kilka razy pan tak mówił prokuratorom. I zasłaniał się stanem zdrowia… Instytut Pamięci Narodowej chciał pana postawić przed sądem, ale okazało się, że jest pan chory. Bardzo chory.

Mieczysław Widaj (ze złością): IPN, IPN, kto to jest? Banda łobuzów, która chce na nowo napisać historię. (krzyczy) Tak się nie da, rozumiesz, tak się nie da!

Ewa Vitroux: (spokojnie) Niech pan popatrzy: wysoki, przystojny mężczyzna. Dobrze ubrany. Dobrze wykształcony. Był prymusem w Szkole Podchorążych Rezerwy Kawalerii w Grudziądzu. Chłopskie dziecko.

Mieczysław Widaj: Państwo ludowe dało szansę setkom tysięcy dzieci robotników i chłopów na edukację. Przecież pani nie zaprzeczy. Więc kto miał rację? Oni czy my?

Ewa Vitroux: Komisja Mazura po śmierci Bieruta w ’56…

Mieczysław Widaj: Niczego mi nie zarzucono… Niczego!!!

Ewa Vitroux: Uznano, że pańska działalność powinna być przedmiotem śledztwa.

Mieczysław Widaj: I na tym się skończyło. Nie rozumie pani? Państwo to jest najwyższa wartość. Najwyższa! A ja byłem… działałem w imieniu państwa…

Głos z offu: I za czyny opisane w akcie oskarżenia skazuję Andrzeja Rudolfa Czaykowskiego, posługującego się pseudonimem „Garda”, syna Witolda, na karę śmierci.

Ewa Vitroux: „W obliczu Boga Wszechmogącego i Najświętszej Maryi Panny, Królowej Korony Polskiej, przysięgam być wiernym Ojczyźnie mej, Rzeczypospolitej Polskiej. Stać nieugięcie na straży Jej honoru, o wyzwolenie z niewoli walczyć ze wszystkich sił…”

Mieczysław Widaj: Niech pani da spokój tym bogoojczyźnianym pierdołom.

Ewa Vitroux: (spokojnie) „…aż do ofiary mego życia. Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej, Naczelnemu Wodzowi i wyznaczonemu przezeń Dowódcy Armii Krajowej będę bezwzględnie posłuszny, a tajemnicy bezwzględnie dochowam. Cokolwiek by mnie spotkać miało. Tak mi dopomóż Bóg”. Przecież obaj składaliście tę przysięgę.

Mieczysław Widaj: W związku z tym obaj powinniśmy byli poświęcić życie. Jest tylko pytanie: po co?

Ewa Vitroux: Ciągle próbuję zrozumieć, dlaczego…

Mieczysław Widaj: Nie ma „dlaczego”. Historia nie wybiera.

Ewa Vitroux: To my tworzymy historię.

Mieczysław Widaj: Jesteś, gówniaro, zabawna. Co ty wiesz o życiu? Wszędzie były trupy…

Ewa Vitroux: A pan mecenas dodawał kolejne.

Mieczysław Widaj: Sami się o to prosili. Wiał wiatr historii, co ja mówię, huragan…

Ewa Vitroux: Kto nie z nami…

Mieczysław Widaj: Żebyś wiedziała, pannico. Widziałem tych milicjantów. Oni też mieli rodziny, dzieci…

Ewa Vitroux: Przecież to nie „Huzar” organizował na was obławy, to wyście go tropili, szukali, przekupywali ludzi. A on był wierny…

Mieczysław Widaj: Tym, którzy bezpiecznie przesiedzieli wojnę w Londynie, tak?

Ewa Vitroux: Wierny przysiędze. Nie czuł się z niej zwolniony… Przecież on nic nie miał poza własnym życiem. Gdyby poszedł do was na służbę, zdradził, wydał kolegów…

Mieczysław Widaj: Znów te patriotyczne frazesy. Liczą się fakty, pani redaktor. I spluwa przystawiona do skroni. Tylko to. Ja wciąż żyję. 95 lat (chichot)… Nawet krzyżówki jeszcze rozwiązuję. Żaden Alzheimer… I kobiety ładne lubię. Te pani paznokcie. Tak, tak, wiem, już mówiłem. No, czasami zapominam.

Ewa Vitroux: Chciałabym wiedzieć…

Mieczysław Widaj: Wtedy nie zadawaliście pytań…

Ewa Vitroux: My?

Mieczysław Widaj: Przecież przyszłaś tu rzucać oskarżenia. Mówisz, że miałem gotowy wyrok przed procesem. Ty, zanim tu przyszłaś, też uznałaś mnie za mordercę. Dziennikarz… (nerwowo) Jesteście gorsi od dzikich psów. Chcecie dopaść i zagryźć. A jak się nie da, to przynajmniej złapać za nogawkę. Zrobić szum. Macie tego, który zabił, pluńcie mu w twarz… Nie masz prawa mnie osądzać…

Ewa Vitroux: Nie chcę pana sądzić. Chcę zrozumieć. Mogliście być w jednym oddziale, mógł pan być jego dowódcą…

Mieczysław Widaj: Siedzieć na tej samej ławie oskarżonych. To chcesz powiedzieć?

Ewa Vitroux: Patrzę na jego zdjęcie…

Mieczysław Widaj: Idź na Powązki, zobaczysz setki, tysiące zdjęć na grobach. Wszyscy zapłaciliśmy cenę…

Ewa Vitroux: Pan też?

Mieczysław Widaj: Chciałabyś, żebym się rozpłakał, bo 50 lat temu jakiś dureń poszedł do piachu… Nie mam nic do ukrycia… Prawo państwa socjalistycznego jest narzędziem dyktatury proletariatu i walki klasowej.

Ewa Vitroux: Pan sędzia wciąż wierzy w marksistowskie teorie? W burżuazyjne przesądy, interes kolektywu? Człowiek nic nie znaczy? A ja wciąż będę wracać… Kamieński…

Mieczysław Widaj: Strzelali do ludzi za samo podejrzenie donosu. Żaden wyrok, bo i kogo. Szast-prast, był człowiek, nie ma. Pani nawet nie wie… Konspiracja degeneruje, tworzy bandytów. Ludzie ci pomagają, informują, dają żreć, potem się odsuwają, chcą żyć w spokoju… A ty bierzesz, mają dać i koniec. A jak nie, to spluwa. Zabijesz raz, potem coraz łatwiej. Znasz, dziewczyno, sprawę, jaką sprawę, mord w Sokołach. Ci Żydzi przeżyli wojnę i przyszedł twój „Huzar” i powystrzelał dzieci…

Ewa Vitroux: Przecież pan miał jego zeznania. Był wyrok na donosiciela.

Mieczysław Widaj: Dlatego zabili dzieci?

Ewa Vitroux: Przecież nawet nie wiedział, kogo mają zabić. I to nie on, nie jego oddział, on obstawiał posterunek milicji, a do mieszkania poszedł „Zemsta” ze swoimi ludźmi. Ktoś się na niego rzucił z siekierą. Przecież nie da się uniknąć…

Mieczysław Widaj: Pamięć, przeklęta pamięć. Przeżyli koncentrak i przychodzi bandzior i strzela. Nawet nazwiska mogę ci przypomnieć. Dawid Żółty, Basia Wajnsztajn i czteroletnia Tolka Żytawer, Dawid Kaszczewski, Szajna Olszak, trzynastoletni Szyjke Litwak. Milczysz? Skończyły się argumenty?

Ewa Vitroux: Panie pułkowniku…

Mieczysław Widaj: Postawcie im wszystkim pomniki, dajcie ordery, emerytury, niech się dzieci w szkołach o nich uczą… W styczniu ’45 zwolniono go, dziewczynko, z tej przysięgi… „Niedźwiadek” wszystkich nas z niej zwolnił. Więc mi nie zarzucaj…

Ewa Vitroux: A potem pojechał do Moskwy, na wycieczkę? Panie pułkowniku…

Mieczysław Widaj: Chcesz się licytować na ofiary? Ciesz się życiem, napij się wódki, przytul do mężczyzny, idź na spacer. Ten „Huzar” nie jest wart ani twojej, ani mojej pamięci.

Ewa Vitroux: Zrobiliście wszystko, aby zabić o nim pamięć. Ta książeczka (słychać szum przewracanych kartek, czyta tekst z okładki)… „W tomiku odtworzono walki żołnierzy KBW z bandą «Huzara»”.

Mieczysław Widaj: Wszystko prawda.

Ewa Vitroux: „Bandyta, syn kułacki i płód sanacyjnego wójta, wyrafinowany zdrajca i zbrodniarz...” Wie pan, czyje to słowa?

Mieczysław Widaj: Jakie to ma znaczenie?

Ewa Vitroux: To pan. Na procesie. A wasi agenci…

Mieczysław Widaj: Po co to? Komu to ma służyć?

Głos z offu: I za czyny opisane w akcie oskarżenia skazuję Tadeusza Cieślę, syna Jana, posługującego się pseudonimem „Żbik”, na karę śmierci…

Ewa Vitroux: Sieńko o nim mówił, że był inteligentnym bandytą, a Reniak, że zrobił na nim dodatnie wrażenie, że jest sprytny. Baliście się go do końca. Był wspaniałym dowódcą, po co przeczyć? Pożoga, wasz generał, mówił, że namieszał wam w głowach. (czyta z kartki) „Nasza agentura zaczęła się wzajemnie podejrzewać”.

Mieczysław Widaj: Chcesz, dziewczyno, skłócić Polaków, rozgrzebywać trumny.

Ewa Vitroux: Chciałabym, aby ich rodziny wiedziały, gdzie są kości ich ojców, braci…

Mieczysław Widaj: I żeby urządzali tam demonstracje, o to ci idzie. Zobacz, jak ten naród jest podzielony. Kiedyś tego nie było.

Ewa Vitroux: Pan ma swoje groby, ale innym tego nie dał.

Mieczysław Widaj: Co ja miałem z tym wspólnego?

Ewa Vitroux: Przecież to pan, panie pułkowniku, wydał te wyroki. Wrzucili ich do jakiegoś dołu, polali wapnem. Przecież pan wie, że ich krewni będą ich szukać, że Polska będzie wolna dopiero wówczas, gdy ich kości…

Mieczysław Widaj (sarkastycznie): Znów ta Polska. Ten kraj pochował miliony, których nikt nie szuka. Gdyby mnie ktoś wtedy palnął w łeb, byłoby inaczej? Przecież na mnie polowali.

Ewa Vitroux: Panie sędzio, miałby pan uroczysty pochówek, wojskowy ceremoniał, miejsce na Powązkach. Nikt nie musiałby szukać pańskiego grobu.

Mieczysław Widaj: Jakie to ma znaczenie? (zaczepnie) Jakie?

Ewa Vitroux: Niech pan spojrzy. To list gończy, który za nim wystosowaliście. Podpisał go mjr Sikora, komendant województwa białostockiego MO. Pomyliliście datę urodzenia, wpisaliście 1918. Urodził się rok później. Ale to drobiazg. Napisaliście: „działając celem przysporzenia sobie korzyści materialnych, pod płaszczykiem obłudnych haseł politycznych, dokonał całego szeregu bestialskich morderstw i rabunków na bezbronnej ludności cywilnej”. Pan wie, że to nieprawda. Nigdy nie rabował…

Mieczysław Widaj: Dla pani nie liczy się prawda. Chcesz, dziewuszko, oskarżyć system, pokazać, że był nieludzki, że… a zresztą, po co ja to mówię…

Ewa Vitroux: Pamięta pan, jaką pan miał wówczas pensję?

Mieczysław Widaj: Chcesz zaglądać mi do kieszeni?

Ewa Vitroux: Ależ skąd. Na tym liście gończym nie ma daty. Ale wiem, ile zarabiano w ’50 roku. 551 zł. A za informację o Kamieńskim, niech pan spojrzy, dawaliście 20 tys. „Nazwisko zawiadamiającego nie będzie ujawnione”. Wiedzieliście…

Mieczysław Widaj (krzyczy): Ty nic nie rozumiesz! Polska to nie Dziki Zachód…!

Ewa Vitroux: (spokojnie) Wtedy trochę był. Tylko kto był dobrym szeryfem? Chcieliście zbrukać jego dobre imię. Ale nikt wam nie chciał pomóc…

Mieczysław Widaj: Nie chciał? Dziewuszko, przychodzili, gadali…

Ewa Vitroux: Mówi pan, że gadali. Łamaliście ludziom kręgosłupy. Przecież pan, panie pułkowniku, wie, jak to się odbywało.

Mieczysław Widaj: Byłem sędzią, miałem kodeksy, dekrety…

Ewa Vitroux: To wystarczało?

Mieczysław Widaj: A czego chcesz jeszcze?

Ewa Vitroux: Niech pan posłucha, mam tu wspomnienia siostry jednej z łączniczek kapitana… (spokojnie) „Jedynym się «Huzar» podobał, innym nie, ale dla mnie on był jak święty. Jak oddział stał we wsi i u nas kilku nocowało, a «Huzar» gdzie indziej, to zawsze witał ich: No jak, chłopaki, wyspaliście się? A co wam się śniło? – mówił takim łagodnym głosem – Co słychać? Strasznie miłe to było”.

Mieczysław Widaj (zaczyna się śmiać, potem śmiech przechodzi w kaszel): Święty, święty… Pewnie ta krowa się w nim kochała, ciągnęła do wyrka. Oni wszyscy byli tacy sami… Dziewuchy i wóda. A potem… Te mundury, a te głupie wiejskie baby…

Ewa Vitroux: Może nie były głupie?

Mieczysław Widaj: Co ty, panienko, wiesz. Po wojnie chłopów było jak na lekarstwo, wszystkie rozkładały nogi.

Ewa Vitroux: Pamięta pan majora Jana Płonkę? Porucznika Władysława Marszałka?

Mieczysław Widaj: Nie.

Ewa Vitroux: To wy wydaliście na nich wyrok. A podpułkownik Henryk Ligęza? To prokurator.

Mieczysław Widaj: Wie pani, ilu było sędziów, prokuratorów?

Ewa Vitroux: W wojskowych sądach? Nie tak wielu. Brali tam tylko najbardziej zaufanych. Pan był…

Mieczysław Widaj: Nawet, dziecinko, nie wiesz, ile napisano na mnie donosów…

Ewa Vitroux: Czytałam, pańscy podwładni. Pracowali dla Informacji Wojskowej. Ale to panu wierzono, prawda? Panu ufano. Ale chcę o „Huzarze”. I o sędziach, pańskich kolegach.

Mieczysław Widaj: Nie byli moimi kolegami…

Ewa Vitroux: Żaden z was nie miał wątpliwości, nie zaprotestował, nie zgłosił zdania odrębnego.

Mieczysław Widaj: Niech by spróbował. To był front…

Ewa Vitroux: Panie pułkowniku, w ’53 roku, w październiku? Od pół roku nie żył Stalin…

Mieczysław Widaj: I we wszystkich demoludach zapadały wyroki. Oni wieszali nawet swoich… Masz szczęście, że nie urodziłaś się pół wieku wcześniej. Inaczej byś śpiewała. Cieniutko. A historia to nam przyznała rację, nam!

Głos z offu: I za czyny opisane w akcie oskarżenia skazuję Antoniego Olechnowicza, syna Ferdynanda, posługującego się pseudonimem „Pohorecki”, na karę śmierci…

Ewa Vitroux: Wam? Naprawdę pan tak sądzi?

Mieczysław Widaj: Nam, bo tylko my mamy głos. Bohaterem nie jest ten, kto się daje zabić. (patetycznie) Czasem trudniej żyć, niż umrzeć.

Ewa Vitroux: Panu było trudniej?

Mieczysław Widaj: Łatwo nie było. Trzeba było dokonywać wyborów… Decydować…

Ewa Vitroux: Panie sędzio, po co po tylu latach udawać? Przecież pan o niczym nie decydował, kazali, a pan tylko podpisywał.

Mieczysław Widaj: Gdyby tak było, to o co ten krzyk, że Widaj morderca?

Ewa Vitroux: Pamięta pan jakie miał oczy? Ich kolor?

Mieczysław Widaj: Myślisz, że mógł zrobić karierę jako amant filmowy? Nie mógł. Miał coś z nosem, ciągle nim pociągał. To nawet przeszkadzało w procesie.

Ewa Vitroux: Uszkodziliście mu biciem przegrodę nosową.

Mieczysław Widaj: Lepiej bić, czy zostawić gdzieś bandziora? Sama sobie odpowiedz…

Ewa Vitroux: Proces trwał trzy dni. Po co?

Mieczysław Widaj: Trwał tyle, ile trzeba. Trzeba było przesłuchać świadków, wysłuchać prokuratora, obrońców, oskarżonych.

Ewa Vitroux: Chcieliście zachować pozory? Przecież nikt nie miał co do was złudzeń.

Mieczysław Widaj: To był uczciwy proces, ale wyrok mógł być tylko jeden.

Ewa Vitroux: Stefana Sieńko „Kłosa”, Stefana Kowalskiego „Kazimierza”, Edwarda Wasilewskiego „Wichury” i Janusza Terlikowskiego „Rytla". To tak zwana V Komenda Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, sami wasi agenci. To dzięki nim wpadł w wasze ręce.

Mieczysław Widaj: Dzielni ludzie, dobrze zasłużyli się Polsce.

Ewa Vitroux: Wie pan, panie sędzio, że Sieńko zmienił potem nazwisko?

Mieczysław Widaj: Mecenasie. Tak, coś mi się obiło o uszy.

Ewa Vitroux: Andrzej Kazimierowicz pracował jako dziennikarz. Jak pan myśli, dlaczego zmienił nazwisko?

Mieczysław Widaj: Niech pani nie udaje naiwnej. Miał się sam wystawić?

Ewa Vitroux: Komu? Przecież już ich wszystkich wykończyliście…

Mieczysław Widaj (nerwowo): Polacy to głupi naród, niech mnie pani nie prowokuje. Mógł się znaleźć jakiś szaleniec. Po co miał ryzykować?

Ewa Vitroux: Ci, co go aresztowali, mieli mundury kolejarskie. Ilu ich było?

Mieczysław Widaj: A skąd mam wiedzieć. Czy nie rozumiesz, że sędzia nie zajmuje się tym, czym zajmują się służby? Każdy ma swoją rolę. Mylisz, że dziś jest inaczej?

Ewa Vitroux: Dzisiaj to polskie służby.

Mieczysław Widaj: A wtedy czyje były? Nie polskie? To po jakiemu gadali?

Ewa Vitroux: Panie mecenasie, przecież pan wie, że od groma tam było, jak to się wówczas mówiło? Radzieckich?

Mieczysław Widaj: To byli nasi sprzymierzeńcy… Dziś macie Amerykanów. Trwała zimna wojna…

Ewa Vitroux: Pan wie, że ten Edward Wasilewski to był zdolny oficer w czasie okupacji? Był w AK, a w ’45 uwolnił więzionych Polaków w obozie w Rembertowie koło Warszawy?

Mieczysław Widaj: No widzisz, poszedł po rozum do głowy.

Ewa Vitroux: Aresztowaliście go w ’47, siedział na Koszykowej. Terlikowski też był aresztowany.

Mieczysław Widaj: Mieli wybór.

Ewa Vitroux: Między życiem, a zdradą.

Mieczysław Widaj: Dokonali dobrego wyboru. Życie, tylko ono się liczy. Już ci to mówiłem.

Ewa Vitroux: A jeśli, nie jeśli, bo tak było, wierzył w Boga, w zbawienie?

Mieczysław Widaj: Zabawna jesteś. Lecisz do klechy, wyspowiadasz się, był grzech? Odmów pacierz, trzy zdrowaśki, nie ma grzechu. Znasz piąte przykazanie?

Ewa Vitroux: Nie zabijaj.

Mieczysław Widaj: Zabijali. A potem szli się wyspowiadać.

Ewa Vitroux: Jest też ósme przykazanie. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu. Wszystko, co robiliście, przeczyło temu przykazaniu…

Mieczysław Widaj (śmieje się, później śmiech przechodzi w kaszel): Ale myśmy byli komuniści. Nam Bóg wybaczył zanim zgrzeszyliśmy. Otwórz z łaski swojej okno. (słychać kroki, otwierane okno, szum ulicy, klakson samochodowy)

Ewa Vitroux: Wierząc w Boga…

Mieczysław Widaj: Nie bał się śmierci? Bał się jak każdy, może nawet bardziej.

Głos z offu: I za czyny opisane w akcie oskarżenia skazuję Henryka Borowskiego, syna Józefa, używającego pseudonimu „Trzmiel”, na karę śmierci…

Ewa Vitroux: Mówi pan, że każdy się bał. Trudno, żeby było inaczej. Ale wielu nawet w obliczu śmierci zachowało godność, przecież pan o tym wie. Sądził pan „Trzmiela”, Henryka Borowskiego, sądził go pan, panie pułkowniku razem z „Łupaszką”…

Mieczysław Widaj: Też bohater…

Ewa Vitroux: I „Trzmiel” w ostatnim słowie powiedział (słychać rozkładane kartki): „Oskarżyciel publiczny żąda kary śmierci. Trudno, żołnierska to rzecz ginąć. Ale czuję się uczciwym człowiekiem i dobrym Polakiem dzisiaj jeszcze. Więcej do powiedzenia nic nie mam”. „Huzar” też nie uległ, nie poddał się. Był dzielnym człowiekiem.

Mieczysław Widaj: Powtarzasz to jak mantrę. Ci twoi bohaterowie wszyscy gadali, rwali się do zeznań. Jeden drugiego oskarżał. Bez ich zeznań nawet połowy byśmy nie skazali.

Ewa Vitroux: Znam zeznania „Huzara”. Nikogo nie oskarżył.

Mieczysław Widaj: I jesteś pewna, że wszystko było w papierach?

Ewa Vitroux: Panie sędzio, sugeruje pan…

Mieczysław Widaj: Niczego nie sugeruję. Pluję na ich groby, pamięć, na to, co chcecie z nich zrobić. Byli łajdakami, zrozum to, łajdakami, którzy mordowali, za nic mieli cudze życie.

Ewa Vitroux: Major Płonka, on z panem sądził Kamieńskiego…

Mieczysław Widaj: Dobry sędzia, wzorowy oficer. Dokładny, precyzyjny, jasno formułował pytania.

Ewa Vitroux: To on był przy śmierci „Huzara”. Pan nie chciał?

Mieczysław Widaj: Nie.

Ewa Vitroux: Dlaczego?

Mieczysław Widaj: Była masa roboty. A sędzia Płonka był z Białegostoku.

Ewa Vitroux: Oprócz Płonki był naczelnik więzienia, podporucznik Tadeusz Należyty, prokurator kapitan Sylvester Ströcker, lekarz kapitan Tamerlan Smolski i dowódca plutonu egzekucyjnego starszy sierżant Aleksander Jurczuk. To on wykonał wyrok.

Mieczysław Widaj: Po co ci, dziewczyno, te nazwiska? Po co cała ta historia?

Ewa Vitroux: Chciałabym wiedzieć… 11 października ’53 o 13.30. Tak zapisano w aktach. Chciałam pana zapytać, przecież pan wiedział, że to patrioci…

Mieczysław Widaj: Bandyci, a nie patrioci. Bandyci!

Ewa Vitroux: Chciałam zapytać, czy tych procesów nie można było przeciągnąć? Trzy lata później już byście ich nie zabijali.

Mieczysław Widaj: Niech pani zamknie to okno. Strasznie śmierdzą te spaliny. (słychać kroki, zamykane okno, niknie szum pojazdów)

Mieczysław Widaj: Napije się pani koniaku? Dobry, gruziński.

Ewa Vitroux: Nie, dziękuję.

Mieczysław Widaj: To niech mi pani naleje. Lekarz mówi, że na podniesienie ciśnienia (po chwili) Już, już, wystarczy. W moim wieku kieliszek i już się we łbie kręci.

Ewa Vitroux: Więc nie dało się?

Mieczysław Widaj: Dura lex, sed lex. Twarde prawo, ale prawo. Stosować się do przepisów należy bezwzględnie.

Ewa Vitroux: Ale przecież jest coś takiego, jak domniemanie niewinności. Wyście stosowali domniemanie winy. In dubio pro reo. W razie wątpliwości na korzyść oskarżonego

Mieczysław Widaj: Nic nie mogło świadczyć na ich korzyść.

Ewa Vitroux: No właśnie, nic nie mogło świadczyć na ich korzyść.

Mieczysław Widaj: Nie łap mnie, głupiutka, za słowa. Zamachy, zabójstwa, kradzieże. Przecież oni na procesie nawet się tego nie wypierali. Rozumiesz? Nawet się nie wypierali.

Ewa Vitroux: Panie pułkowniku, wyrok, który wykonali to był zamach.

Mieczysław Widaj: Jaki wyrok? Czyj wyrok? Kto im dał takie prawo? Wyrok wydaje sąd, tego cię nie nauczyli na studiach. I Polska miała swoich sędziów. Nie w lasach, a w sądach.

Ewa Vitroux: Czasami w garnizonach.

Mieczysław Widaj: Wojsko wszędzie na świecie ma swoje sądy.

Ewa Vitroux: W czasie pokoju nie wszędzie, to raczej wymysł komunistów.

Mieczysław Widaj: Sama odpowiedz na pytanie, to tu była wojna czy jej nie było. Myśmy się bronili…

Ewa Vitroux: Bronili?

Mieczysław Widaj (gwałtownie, uderzając kilkakrotnie pięścią w stół): Terror trzeba zdusić w zarodku, nie dać mu się rozwinąć, okrzepnąć…

Ewa Vitroux: I do tego wam byli potrzebni Sowieci? Musieliście kopiować ich wzorce?

Mieczysław Widaj (sarkastycznie): Tu była wolna Polska. Kraj, który uznawał cały świat, ONZ, organizacje międzynarodowe… Nie było innej Polski.

Ewa Vitroux: To prawda, nie było. Ale chciałam pana zapytać o jego twarz. Wie pan, kiedy o nim czytałam, oglądałam zdjęcia, rozmawiałam z jego towarzyszami broni…

Mieczysław Widaj (stanowczo): Żadni towarzysze broni. Oprawcy.

Ewa Vitroux: Śnił mi się po nocach. Czasami z nim rozmawiałam.

Mieczysław Widaj: Masz dziwny talent.

Ewa Vitroux: Pan nie ma snów? Nie rozmawia pan w nich ze zmarłymi?

Mieczysław Widaj: Powinnaś iść do psychiatry. Nalej mi jeszcze tego koniaku. I sama też się napij. Dobrze ci zrobi.

Głos z offu: I za czyny opisane w akcie oskarżenia skazuję Lucjana Jana Minkiewicza, syna Antoniego używającego pseudonimu „Wiktor” na karę śmierci…

Ewa Vitroux: I miałam w oczach taki obrazek, jak przyjmuje konną paradę w Wysokiem Mazowieckiem, gdy zajęli miasteczko. I wie pan, co czułam?

Mieczysław Widaj: Będziesz mi teraz opowiadać sny? Za dużo się naoglądałaś, złych filmów.

Ewa Vitroux: (jakby nie słyszała Widaja): Czułam, że ci ludzie, którzy stali na ulicach, byli z niego dumni. I wierzyli, że przyniósł im kawałek Polski. Wolnej Polski.

Mieczysław Widaj: Dumni? Z mordercy? Bali się i mieli czego. Tam nie było żadnego tłumaczenia, słuchania. Nie spodobałeś się, krzywo spojrzałeś i bandzior walił ci między oczy. To jest prawda, a nie (przedrzeźniając) byli z niego dumni.

Ewa Vitroux: Panie sędzio, w grudniu ’44 roku został schwytany przez MO. Uciekł wam. Zresztą uciekał wam tyle razy. Gdyby nie prowokacja…

Mieczysław Widaj: Wobec wrogów klasowych można stosować wszystkie chwyty. Wszystkie!

Ewa Vitroux: Pan wtedy, w ’44, nie był marksistą, co się stało…?

Mieczysław Widaj: Co się stało, co się stało… Zmądrzałem, przejrzałem na oczy. Nie dałem się dłużej wodzić za nos. Reakcja międzynarodowa… Czy ty wiesz, że gdyby nie Rosjanie, nie byłoby Ziem Zachodnich? Kto by nas obronił? Churchill? Dogorywający Roosevelt? Truman? Wiesz, gdzie oni mieli Polskę? Polska była dla nich kłopotem, wrzodem…

Ewa Vitroux: A Rosjanie ten wrzód zoperowali…

Mieczysław Widaj: A żebyś wiedziała. Skutecznie zoperowali. Dali ludziom pracę, chłopom ziemie, skończył się analfabetyzm… Stalin wiedział, dobrze wiedział, co robi. I nikt, kto chciał tu siać niepokój, nie mógł liczyć na pobłażanie. Bo pobłażanie rozzuchwala, puszczają hamulce, ludzie pokazują najgorsze oblicze.

Ewa Vitroux: Herbert napisał: „Nie dajmy zginąć poległym”…

Mieczysław Widaj: Nie znam.

Ewa Vitroux: To bez znaczenia. Oni wciąż żyją, przypominają o sobie, krążą jak duchy, czasami ścisną za gardło.

Mieczysław Widaj: Napij się, dziewczyno, koniaku, może te duchy cię opuszczą.

Ewa Vitroux: Pana opuściły? Panie sędzio…

Mieczysław Widaj: Mecenasie.

Ewa Vitroux: Panie mecenasie, niech pan pomyśli, ponad 60 lat pluliście na nich, robili z nich złoczyńców, morderców, złodziei, a oni wracają. To jak to jest, kto tu zwyciężył?

Mieczysław Widaj: To nie oni wracają, to państwo czyni z nich bohaterów.

Ewa Vitroux: Przecież w PRL-u tych, którzy o nich przypominali, skazywaliście za „rozpowszechnianie fałszywych informacji mogących wyrządzić szkodę interesom PRL”.

Mieczysław Widaj: Macie swoją wymarzoną wolność (ironicznie) Śpiewaliście po kościołach „Ojczyznę wolną, racz nam wrócić Panie”… No to macie. I bohaterów takich, jakich dało wam państwo. Morderców i bandytów.

Ewa Vitroux: Nie, panie sędzio. III Rzeczpospolita wcale o nich nie dbała, to ludzie zmusili władzę, aby o nich pamiętać…

Mieczysław Widaj: Taka władza, dziewuszko, taka władza. Kiedyś to nie było możliwe.

Ewa Vitroux: Widział pan młodzież… Ci młodzi krzyczą „Cześć i chwała bohaterom”.

Mieczysław Widaj: A przed wojną co krzyczeli: „Żydzi, getto ławkowe”…

Ewa Vitroux: Pan w nim nie uczestniczył?

Mieczysław Widaj: Chciałaś zobaczyć mordercę? Po to przyszłaś? To zobaczyłaś i wynocha.

Ewa Vitroux: Chciałam zapytać o jego twarz…

Mieczysław Widaj: Już pytałaś.

Ewa Vitroux: Wiem. Ale pan nie odpowiedział.

Mieczysław Widaj: A co mam ci powiedzieć. Zwykła chłopska gęba. Ani lepsza, ani gorsza od innych. Taka prawda.

Ewa Vitroux: W walce z wami zginęło 10 tys. żołnierzy podziemia. Ponad 5 tys. stracono po procesach, ponad 21 tys. ludzi zmarło w komunistycznych więzieniach i obozach do ’56 roku… A przecież to nie wszystkie ofiary. Panie sędzio, przyszłam do pana pełna nadziei…

Mieczysław Widaj: Na co? Że uklęknę przed tobą? Przed ołtarzykiem, który chcesz stworzyć, że się pokajam, krzyknę jak ci młodzi „Cześć i chwała bohaterom”?

Ewa Vitroux: Pan mówi, że ma dobrą pamięć. I że pamięta tych, których skazał.

Mieczysław Widaj: I mam teraz zapłakać? Pokajać się? Opowiedzieć, jak mnie zmuszono do wysyłania szlachetnych Polaków na łono Abrahama? Nic takiego nie będzie! (podniesionym głosem) Nic takiego nie będzie!

Ewa Vitroux: (słychać szum przekładanych papierów) Niech pan popatrzy na te zdjęcia.

Mieczysław Widaj: Co to ma być?

Ewa Vitroux: Nie wie pan? Tak ich układano po zastrzeleniu. Z podniesioną głową. Przecież pan widział takie zdjęcia. Więcej, pan ich widział po egzekucjach.

Mieczysław Widaj: Oszczędź sobie. Jestem starym człowiekiem. Został mi miesiąc, dwa, może rok życia. Po dziewięćdziesiątce ceni się każdy dzień.

Ewa Vitroux: Pan nie czuje…

Mieczysław Widaj (żartobliwie): Każdą kosteczkę swego ciała…

Ewa Vitroux: Pan nie czuje się odpowiedzialny, winny jego śmierci?

Mieczysław Widaj: Byłem żołnierzem.

Ewa Vitroux: Był pan sędzią.

Mieczysław Widaj: Kodeks był jednoznaczny. Trzymałem się ściśle litery prawa.

Ewa Vitroux: Hitlerowscy sędziowie też tak mówili. Trzymali się ściśle litery prawa.

Mieczysław Widaj: Chcesz mnie do nich porównywać?

Ewa Vitroux: Nic pan nie czuł.

Mieczysław Widaj: Czułem. Czułem, że albo oni, albo my.

Głos z offu: I za czyny opisane w akcie oskarżenia skazuję Adama Mireckiego, syna Dominika, na karę śmierci…

Ewa Vitroux: Panie sędzio, pan miał matkę, ma żonę… One wiedziały, kim pan jest?

Mieczysław Widaj: To znaczy kim? Bo ty, dziewczyno, sugerujesz, że przed tobą siedzi jakiś potwór, prawda? I że matka, żona, wszyscy krewni, znajomi powinni się ode mnie odsunąć?

Ewa Vitroux: Piszą o panu „bestia”.

Mieczysław Widaj: Piszą też „morderca sądowy”. Ale mnie to nie rusza. W moim wieku są ważniejsze sprawy. Zobacz, ile leków stoi na stole. Co i rusz biorą mnie do szpitala.

Ewa Vitroux: Niech pan powie, pańska żona…

Mieczysław Widaj: Była piękną kobietą. I miała dobrze poukładane w głowie.

Ewa Vitroux: Wiedziała?

Mieczysław Widaj: Trzymałem się kodeksów, przepisów. Dlaczego miała nie wiedzieć? Przecież o tym pisała prasa, mówili w radio.

Ewa Vitroux: Była dumna z pańskiej kariery.

Mieczysław Widaj: Szkoda, że jest w sanatorium, zobaczyłabyś, jak dobrze gotuje. Goloneczka. Albo ruskie pierogi. To co, nie napijesz się? Popróbuj, dobry koniaczek, nie za mocny, ale swoją moc ma.

Ewa Vitroux: Myśli pan, że „Huzar” nie tęsknił za domem? Za spokojem, ułożonym życiem?

Mieczysław Widaj: O czym ty, dziewucho, mówisz? Wchodzili do wsi, brali którą chcieli. I nie było, że tak albo nie. Gwałcili, mordowali. Uwierz mi, to były zwierzęta, a nie ludzie.

Ewa Vitroux: Panie pułkowniku, nikt tak, prócz pana o nich nie mówi, nikt.

Mieczysław Widaj: Wiesz, jakie to przekleństwo, długo żyć? Te wszystkie bandziorki już poumierały, co ty tam wiesz.

Ewa Vitroux: Niektórzy żyją. Młodsi od pana. Byli dziećmi, ale pamiętają. Mówią, że ich chronił przed bandytami, że tam, gdzie był „Huzar”, nie było kradzieży, napadów, że ludzie nie bali się wychodzić z domu.

Mieczysław Widaj: Na procesie inaczej śpiewali.

Ewa Vitroux: Panie sędzio, na procesie nie było świadków obrony. A pan wie, że historii nie tworzą masy, tworzą ją jednostki. Takie jak on. Człowiek, który swoją postawą, heroizmem, rusza nawet zatwardziałe sumienia.

Mieczysław Widaj: Tacy jak on lądują na śmietniku historii. Bo tam ich miejsce. Próbujecie z nich zrobić bohaterów i nic wam z tego nie wychodzi, nic. A wiesz czemu?

Ewa Vitroux: Bo to byli bandyci, tak?

Mieczysław Widaj: Bo to byli bandyci, śmiecie, wyrzutki społeczne. Bo nie umieli dostrzec, że ich czas minął. Że władza nie może i nie będzie tolerować (kaszel)…

Ewa Vitroux: Mógł mieć tę rodzinę, żonę, dzieci, spokój… Dlaczego z wami walczył?

Mieczysław Widaj: Bo nauczył się zabijać i nie umiał przestać.

Ewa Vitroux: Nie wydaje się panu, że to za proste? Że może ważniejszy od wszystkiego był honor i to, czego go nauczyła II Rzeczpospolita? Umiłowanie wolności, duma, tradycja, dane słowo, przysięga? Próbuję was zrozumieć. Jego i pana. Ale tylko pana mogę słuchać. I tak myślę, jak wyważyć racje. Panie pułkowniku…

Mieczysław Widaj: Mecenasie. Było, jest i zawsze będzie prawo. Którego – chcesz czy nie – trzeba przestrzegać.

Ewa Vitroux: Prawo to nie są kodeksy. Prawo to to, co sąd albo prokuratura zrobi z daną sprawą, to też dotrzymywanie słowa. A wyście słowa nigdy nie dotrzymywali. Dawaliście ludziom nadzieję, a potem lądowali w więzieniu, niektórzy na szubienicy.

Mieczysław Widaj: Raczej dostawali kulę w łeb.

Ewa Vitroux: (ironicznie) Honorowo. Dla żołnierza kula w łeb.

Mieczysław Widaj: Ale z tymi paznokciami coś zrób. Idź do manikiurzystki. Ty ich nie obgryzasz przypadkiem?

Ewa Vitroux: Nie, panie pułkowniku, rozdwajają się.

Mieczysław Widaj: Wszyscy jesteście teraz jacyś popaprani, niedorobieni. Cherubinki. Jak wy chcecie tej Polski bronić. Patrzę w telewizji, wszystko to jakieś ciamajdowate, słabe, nikt nie potrafi podjąć decyzji, zająć się porządkiem. Każdą decyzję władzy się podważa, kontestuje. Władza ma być władzą. Bo jak władza jest słaba, przyjdą inni i zrobią tu porządek. Polska zawsze była słaba…

Ewa Vitroux: Nie zawsze, panie pułkowniku… Ale ja chciałam…

Mieczysław Widaj (przedrzeźniając): Chciałam, chciałam.

Ewa Vitroux: Znalazłam takie słowa Mołotowa: „Ponoszę odpowiedzialność za represje i uważam, że były słuszne. Wszyscy członkowie Politbiura ponoszą odpowiedzialność. Ale rok 1937 był konieczny”. Pan wie, co było w ’37 w Sowietach?

Mieczysław Widaj: W Związku Radzieckim.

Ewa Vitroux: Niech będzie, w Związku Radzieckim. Pan nie czuje, że ponosi odpowiedzialność? Za system, za represje, za setki ofiar? Za prochy porozrzucane po polach, samotne kobiety? Naprawdę nigdy nie przyszło panu do głowy, że był pan częścią machiny zbrodni?

Mieczysław Widaj: Wszystko to sofistyka.

Mieczysław Widaj: Twój „Huzar” nie był ofiarą. Był katem, dziką bestią. I dla takich ludzi nie ma przebaczenia.

Ewa Vitroux: Dziś też wydałby pan taki wyrok?

Mieczysław Widaj: Historia, dziewczyno, historia.

Ewa Vitroux: Pytałam prawników. Każdy z nich znalazł dziesiątki argumentów…

Mieczysław Widaj: Na obronę? Zbrodnia, śmierć, zabójstwo, gwałt, kradzież… Każdy sędzia na moim miejscu wydałby taki sam wyrok.

Ewa Vitroux: Każdy z nich znalazł dziesiątki argumentów, aby obalić pański wyrok.

Mieczysław Widaj: Po co rozdrapywać rany?

Ewa Vitroux: Co pan widział w jego twarzy? Widziałam go raz, drugi, piąty. On się was nie bał.

Głos z offu: I za czyny opisane w akcie oskarżenia skazuję Władysława Lisieckiego, syna Jana, posługującego się pseudonimem „Orzelski” na karę śmierci…

Mieczysław Widaj: Zostaw to, dziecko, tyle lat minęło. To już nie ma znaczenia.

Ewa Vitroux: Nie miało znaczenia przez pół wieku. Kiedyś musi mieć znaczenie, nie sądzi pan, panie pułkowniku?

Mieczysław Widaj: Mecenasie.

Ewa Vitroux: Kiedyś musi mieć znaczenie… Zło musi być nazwane złem, a dobro musi być uhonorowane.

Mieczysław Widaj: Człowiek przywyknie do wszystkiego, uwierz.

Ewa Vitroux: Przywyknie, ma pan rację. Zwłaszcza, gdy przykłada mu się spluwę do skroni. Czasami, panie sędzio, myślę, że oni, że bez nich by nas nie było.

Mieczysław Widaj (śmiech): Nas… nas by nie było. Co ty, dziewczyno, za brednie opowiadasz. Przecież jesteś, ja jestem, wyjrzyj za okno.

Ewa Vitroux: Pan dobrze wie, o czym mówię. Nas, Polaków… Bez takich jak „Huzar”…

Mieczysław Widaj: Przyjmijmy na chwilę, że masz rację. Ale czy najważniejsze nie jest bezbolesne przejście z tamtego systemu do, jak wy mówicie, wolności?

Ewa Vitroux: Sporo ludzi się o nich upomina. „Łupaszka”, „Huzar”, „Rój”, „Młot”, „Pług”, „Inka”, „Orlik”, „Szary”, przecież mogłabym wymieniać w nieskończoność… Ale pan wie nie mniej ode mnie. Co ja gadam, pan wie więcej, nieporównanie więcej. Gdyby pan chciał…

Mieczysław Widaj: Czego ty chcesz, panienko?

Ewa Vitroux: Mógłby pan powiedzieć, gdzie szukać… Kości, prochów, pamięci. Zgodził się pan na tę rozmowę…

Mieczysław Widaj: Żona mówiła żeby nie rozmawiać, że tylko mnie zdenerwujesz. Ale teraz jest w sanatorium. To dobra kobieta. Nie mam na co narzekać. Tyle lat. Jak ją poznałem była bardzo ładna. Wszyscy mężczyźni się za nią oglądali.

Ewa Vitroux: Kiedy zaczęłam o nim czytać, rozmawiać z ludźmi… Musiałam z panem, panie pułkowniku się zobaczyć. Bo jego oczy nie dają mi spokoju. Chciałam wiedzieć…

Mieczysław Widaj: Niczego się nie dowiesz.

Ewa Vitroux: Pan po tylu latach wciąż jest jego sędzią, wciąż pan go oskarża. Jak to możliwe?

Mieczysław Widaj: Oskarżam? Prawda. Twoja, moja, każdy ma inną.

(Chwila milczenia)

Ewa Vitroux: A moralność? Pan, pułkowniku, chce, abym uwierzyła, że pan nie ma zasad? Że świat, pański świat, to wyłącznie cynizm? Zdrada? Wyzucie z poczucia wspólnoty?

Mieczysław Widaj: Moralność? Dobrze usłyszałem? Pluń na nią. Życie. Tylko ono się liczy. Ile razy mam ci powtarzać. Ja przeżyłem, a on?

Ewa Vitroux: A cena, którą pan zapłacił?

Mieczysław Widaj: Miałem dobre życie.

Ewa Vitroux: Mieszkanie, samochód, pieniądze, kobiety. Tak, miał pan przywileje, lepsze życie od innych. I to wystarczy?

Mieczysław Widaj: Szukasz jego prochów?

Ewa Vitroux: Chciałabym wiedzieć, położyć kwiaty, uklęknąć, pomodlić się.

Mieczysław Widaj: Sama sobie odpowiedziałaś. Honor, powiadasz? Nie honor, a czas jest ważny. Jedno, dwa pokolenia…

Ewa Vitroux: (gwałtownie) Myśli pan, że nikt by nie pamiętał?

Mieczysław Widaj: Macie wolność, pootwierane granice, samochody. Latacie po świecie. Czy ktoś tam mówi o trupach sprzed pół wieku? Zapomnieć. Czasami trzeba zapomnieć. I nie wracać… Wszystko w życiu ma swoją cenę.

Ewa Vitroux: Pan ją wyznaczył Kamieńskiemu?

Mieczysław Widaj: Po co udajesz? Nie wiesz? Widaj był za malutki… To nie ja ten system instalowałem…

Ewa Vitroux: Był pan ważną figurą…

Mieczysław Widaj: Tylko dlatego, że był ten twój „Huzar”, „Młot”, „Pług”, „Inka”. Wojna wszystko zmienia. Mogłem być kim innym, sędzią w małym miasteczku gdzieś na Kresach, przeżyć życie, którego nikt by nie zauważył. Podobnie jak on. Zginął…

Ewa Vitroux: Panie pułkowniku, czy pan rozumie, że pan zmienia znaczenie słów? On nie zginął…Został zamordowany, pozbawiony honoru, opluty, zakłamany, utopiony w szambie nienawiści. To może wasza największa wina?

Mieczysław Widaj: Nasza?

Ewa Vitroux: Zna pan takie powiedzenie, że strach jest trucizną, która trawi sumienia powoli, lecz nieuchronnie. Strach zatruł wasze sumienia nieodwołalnie, do końca, do ostatniego dnia. I wciąż was nawiedza.

Mieczysław Widaj: Znam inne. Poczekaj, zaraz znajdę (słychać szum kartek). Już mam „Wolę, gdy ludzie popierają mnie ze strachu niż z przekonania. Przekonania są zmienne, strach zawsze jest ten sam”. Wiesz, kto to powiedział?

Ewa Vitroux: Nie mam pojęcia.

Mieczysław Widaj (z satysfakcją): A widzisz. Stalin!

Ewa Vitroux: Wiedział, że umrze, że nie może liczyć na jakąkolwiek łaskę. Nie prosił o nią…

Mieczysław Widaj: Prosił, prosił. Każdy prosił. Te pomniki zbudowaliście z za dużą porcją piasku. Sypią się jeden po drugim. Wiatr powieje i nic z nich nie zostanie.

Ewa Vitroux: Więc o nic was nie prosił…

Mieczysław Widaj (gwałtownie): Był tchórzem, rozumiesz, tchórzem! Zostawił swoich ludzi i chciał uciekać. Przecież po to przyjechał do Warszawy.

Ewa Vitroux: Więc o nic was nie prosił. Pewnie mógł uratować życie, wyjechać, kiedy był czas. Pewnie dziś mogłabym z nim zrobić wywiad, poznać żonę, napić wina…

Mieczysław Widaj: Tylko o czym byłby ten wywiad? O tchórzostwie?

Ewa Vitroux: Nie był tchórzem. Pan dobrze wie. Nikt z tych, którzy przedzierali się na Zachód, nie był tchórzem. Mieli w sercu…

Mieczysław Widaj: Daj spokój, panienko, tego się nie da słuchać. Była wojna…

Ewa Vitroux: Była okupacja.

Mieczysław Widaj: Niemcy były pobite.

Ewa Vitroux: Sowieci byli lepsi? Panie pułkowniku, przecież pan był oficerem, polskim oficerem, walczył pan w ’39, był w AK.

Mieczysław Widaj: Wojna się skończyła…

Ewa Vitroux: I połamano wam kręgosłupy. Więc, staram się zrozumieć, dlaczego, dlaczego… Dlaczego im nie połamano, a wam tak?

Głos z offu: I za czyny opisane w akcie oskarżenia na podstawie artykułu pierwszego paragraf jeden Dekretu z dnia 31 sierpnia 1944 roku o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego skazuję Wiktora Stryjewskiego, posługującego się pseudonimem „Cacko”, na karę śmierci…

Mieczysław Widaj: Niczego nie rozumiesz, niczego… To były straszne czasy, jedni się bali, inni zamykali się w sobie, głupcy strzelali…

Ewa Vitroux: Ciągle pan powtarza, że niczego nie rozumiem. Ale ja pytam o proste rzeczy: pamięć, dobre imię, pochówek. Pan wie, kiedy on pierwszy raz strzelał do NKWD?

Mieczysław Widaj: Za pierwszej okupacji.

Ewa Vitroux: Otóż to, dobrze pan to ujął, za pierwszej okupacji. Pod koniec ’39, na początku ’40. Był kurierem, przechodził z sowieckiej strefy do Generalnej Guberni. Wtedy też by pan powiedział, że był bandytą?

Mieczysław Widaj: Łapiesz mnie za słowa, panienko. Wtedy nie strzelał do chłopów, nie mordował dzieci.

Ewa Vitroux: Nigdy nie mordował dzieci, strzelał do zdrajców, tych, którzy się zaparli ojczyzny. Chciałam pana zapytać, czy wtedy, w ’39, ’40, ’41, Sowieci byli dla pana wrogiem? Przecież pan, jak „Huzar”, przysięgał…

Mieczysław Widaj: O nie, nie. Nie namówisz mnie na takie wyznania…

Ewa Vitroux: Ale przecież to jest prosta sprawa.

Mieczysław Widaj: Prosta? Nasze życie nie było proste. Proste było tylko to, który z nas dostanie kulę w łeb. I od kogo.

Ewa Vitroux: Mogliście dostać od tego samego.

Mieczysław Widaj: Lepiej byś się czuła, wiedząc, że zginął jeszcze jeden Polak?

Ewa Vitroux: Panie sędzio, każda śmierć jest bólem, każda czyjąś tragedią, płaczem bliskich, niespełnieniem… Ale wyście im nie dali szansy.

Mieczysław Widaj: Szansę dostaje się raz, góra dwa razy. Jak ktoś nie korzysta, znaczy, że jest głupcem. Świata głupotą nie zawojujesz. A oni myśleli, że będą się po tych lasach włóczyć w nieskończoność, chlać bimber, strzelać do milicji, babom kiecki na łeb zarzucać. I że władza na to pozwoli.

Ewa Vitroux: Ta władza, panie pułkowniku, tak nie całkiem polska, co?

Mieczysław Widaj (gniewnie): Polska, polska.

Ewa Vitroux: Gdyby nie Sowieci, ci leśni skończyliby was w tydzień.

Mieczysław Widaj: Bandyci, a nie żadni leśni. To wy (emocjonalnie), wy wmawiacie młodym…

Ewa Vitroux: Pan mówi o bezprawiu. Przecież każdy wyrok, który wykonali, musiał być poprzedzony rozpoznaniem wywiadowczym, a wniosek wskazujący kogoś do ukarania podpisany przez kilka wiarygodnych osób z siatki. I jeszcze zatwierdzony przez „Huzara”. Tyle osób się myliło?

Mieczysław Widaj: A idź ty, dziewucho, do diabła. Dla mnie liczył się kodeks karny…

Ewa Vitroux: Dekret o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy…

Mieczysław Widaj: Dla zdrajców narodu polskiego! Bo Polska była tu, a nie w Londynie, nie rozumiesz? Tu! I nigdzie indziej!

Ewa Vitroux: Nosili polskie mundury i mieli orła na rogatywkach. Z koroną.

Mieczysław Widaj: Chcesz powiedzieć, że mój był gorszy? Bo bez korony?

Ewa Vitroux: Panie sędzio, wciąż bijemy się o słowa. Zdrada, honor, Polska. Historycy mówią, że pan był marionetką…

Mieczysław Widaj: Historycy? Łobuzy, z tego, z tego… Jakże on się nazywa…?

Ewa Vitroux: Instytut Pamięci Narodowej.

Mieczysław Widaj: Taśmowa produkcja. Wczoraj bohater, dziś zdrajca, wczoraj bandyta, dziś odszkodowanie. Wszyscy oni dobrzy. I płacą im miliony… Te odszkodowania, przywileje. Byle tylko płacić. Z czyjej kieszeni, ja się pytam?

Ewa Vitroux: Pan by nie dał?

Mieczysław Widaj: A za co?

Ewa Vitroux: No, jak ktoś był niesłusznie aresztowany, zabity…

Mieczysław Widaj: Był sąd, obowiązywał porządek prawny…

Ewa Vitroux: Więc pan by nie płacił? To starzy ludzie. Cierpieli – rodziny bez ojców, synów…

Mieczysław Widaj: Myśmy służyli państwu. I też swoje wycierpieliśmy. I nikt się nie lituje.

Ewa Vitroux: Ma pan szansę powiedzieć prawdę, tłumaczyć siebie, swoją postawę, odpowiedzialność.

Mieczysław Widaj: Odpowiedzialność? A za co? Pani wie, że zabrali mi wojskową przychodnię, lecznictwo, emeryturę?

Ewa Vitroux: Panie sędzio, przeżył pan tyle lat. I wciąż pan chce walczyć z mitem? Przecież z mitem się nie da wygrać.

Mieczysław Widaj: Chcesz mnie uczyć patriotyzmu?

Ewa Vitroux: W żadnym wypadku. Każde z nas… (Dłuższa chwila przerwy.)

Ewa Vitroux: Każde z nas…

Mieczysław Widaj: Wyduś z siebie to wreszcie…

Ewa Vitroux: Każde z nas inaczej ten patriotyzm rozumie. (Brzęczek telefonu. Trzy sygnały.)

Mieczysław Widaj: Słucham? Tak, pani Teresko, tak…. A co jest do wyboru? Pani weźmie sznycel cielęcy. Nie, nie, bez cebuli. Pani wie (chichot), chciałaby dusza do raju… Tak, jakąś surówkę i ziemniaczki przysmażone. A zupki jakie? To barszczyk. Tak, tak, to czekam. (Odkładana słuchawka telefonu.)

Mieczysław Widaj: O czym mówiłaś?

Ewa Vitroux: Chciałam panu coś jeszcze zacytować. Pamięta pan? To pańskie słowa: „jako naczelne zjawisko wystąpił udowodniony w toku przewodu sądowego fakt, że dowództwa Armii Krajowej na różnych szczeblach, od najwyższych począwszy, aż do Komendy Obwodu włącznie, nie tylko w myśl reakcyjnej teorii «dwu wrogów» powstrzymywały szeregowych żołnierzy AK od czynnej walki z Niemcami, propagując hasła «stania z bronią u nogi», lecz nadto czynnie współdziałały z polityczną policją niemiecką Gestapo w gnębieniu ruchu lewicowego w Polsce…”

Mieczysław Widaj: Dosyć tego, dosyć!

Ewa Vitroux: (nie przerywając) „…w hamowaniu wszelkiej walki rzeczywiście przynoszącej szkodę hitlerowskim okupantom, walki podejmowanej z uporem i wytrwale kontynuowanej przez Polską Partię Robotniczą, Gwardię Ludową i Armię Ludową. Przy wymiarze kary oskarżonym Sąd miał na uwadze, że oni jako przestępcy zawodowi działający z nienawiści do ustroju oraz z chęci zysku i łatwych zarobków nie rokują nadziei poprawy, i dlatego uznał za stosowne zupełne wyeliminowanie ich ze zdrowego społeczeństwa”.

Głos z offu: I za czyny opisane w akcie oskarżenia na podstawie artykułu pierwszego paragraf jeden Dekretu z dnia 31 sierpnia 1944 roku o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego skazuję Jana Przybyłowskiego, posługującego się pseudonimem „Onufry”, na karę śmierci…

Mieczysław Widaj (twardo): Byli mordercami!

Ewa Vitroux: Panie sędzio, w piętnastowiecznej żydowskiej rozprawie o etyce zatytułowanej Orchotcadikim jest powiedziane: „Nim wypowiesz słowo, jesteś jego panem. Gdy je już wypowiesz – ono panuje nad tobą”.

Mieczysław Widaj: Przypomnij mi swoje nazwisko…

Ewa Vitroux: Ewa Vitroux.

Mieczysław Widaj: Dziwne nazwisko.

Ewa Vitroux: Dziwne?

Mieczysław Widaj: Nie polskie.

Ewa Vitroux: To po ojcu. Ojciec był Francuzem.

Mieczysław Widaj: A ty? (Chwila milczenia.)

Ewa Vitroux: Co ja? Pyta pan, czy jestem Polką? Staram się…

Mieczysław Widaj: /Chcesz mnie uczyć, jak być Polakiem? Ty, która sama nie wiesz, kim jesteś?

Ewa Vitroux (do siebie): Czy dlatego, że urodzili się na polskiej ziemi, można ich nazwać rodakami?

Mieczysław Widaj: Jesteś jak kundel, ani tu, ani tam.

Ewa Vitroux: Wymordowaliście niepokornych, zostały cienie, ale one wciąż do was wracają, prawda? Nie dadzą wam spokoju. Nawet po śmierci.

Mieczysław Widaj: Po śmierci… Starzy ludzie się jej nie boją, uwierz. To młodzi mają plany.

Ewa Vitroux: Rozerwaliście więzi łączące pokolenia.

Mieczysław Widaj: Historia. Jej nie osądzisz. Była…

Ewa Vitroux: A ja wciąż widzę jego twarz. Nie jest smutna.

Głośny dzwonek do drzwi.

Mieczysław Widaj: Sznycelek przyjechał. Musisz już iść, Francuzeczko. Trzeba dobrze się odżywiać, aby dożyć mego wieku.

Ewa Vitroux: Czemu to tylko sen? Tej rozmowy… (Chwila ciszy.)

Mieczysław Widaj: Nie było. Masz rację, jej nie było. Zapomnij. Do diabła, zapomnij.

 

Koniec

 

 

Mieczysław Widaj (ur. 12 września1912 w Mościskach, zm. 11 stycznia2008 w Warszawie) – pułkownikWojska Polskiego, zastępca przewodniczącego Najwyższego Sądu Wojskowego, w latach 1945–1953 odpowiedzialny za skazanie na śmierć 106 żołnierzy podziemia niepodległościowego, zbrodniarz stalinowski. Po śmierci miał zostać pochowany na cmentarzu służewieckim, obok ofiar terroru komunistycznego. Na skutek protestów odstąpiono od pomysłu. Został pochowany na cmentarzu w Grabowie. Po licznych aktach profanacji grobu bez pomnika, prawdopodobnie w 2009 r., szczątki zostały ekshumowane i przeniesione na cmentarz w okolicach Grodziska Mazowieckiego.

 

Kazimierz Kamieński ps. „Gryf”, „Huzar” (ur. 8 stycznia1919 w miejscowości Markowo-Wólka, gm. Nowe Piekuty, pow. Wysokie Mazowieckie, zm. 11 października1953 w komunistycznym więzieniu w Białymstoku) – oficer rezerwy Wojska Polskiego, dowódca partyzancki AK, ROAK i Zrzeszenia WIN, jeden z najdłużej walczących żołnierzy antykomunistycznego podziemia niepodległościowego. Za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej został w roku 2007 odznaczony Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski. Miejsce spoczynku „Huzara” jest nieznane, jego symboliczny grób znajduję się na cmentarzu w Poświętnem. 08.10.1995 r. odsłonięto w Nowych Piekutach pomnik ku czci kpt. Kazimierza Kamieńskiego „Huzara” i jego żołnierzy.

 

 

Stanisław Grabowski

„Chłopiec z nieba”

Scenariusz filmu fabularnego

 Olga Boznańska

 

 

O s o b y:

 

Alfred Wolność, Chłopiec, lat 11

Alfred Wolność, Grabarz, ojciec Alfreda

Weronika, Dziewczynka o kuli, lat 11

Jej koleżanka Ania

Stanisław, kuzyn Grabarza

Ryszard, kolega Stanisława

Sztyc, obywatel RFN, z pochodzenia Żyd,

b. kolega Grabarza i Stanisława

Szachne, 10-letni syn Sztyca

Józef Buras, ubek I

Henryk Walczak, ubek II

Bliźniacy, synowie Burasa

Proboszcz

Wikary

Kamieniarz

Inne dzieci, dorośli.

 

Akcja dzieje się, w ciągu kilku letnich dni, w 1956 roku, b. ważnym dla polskiej historii, kolejnym pokoleniom tamte lata jawią się niby baśń o Żelaznym Wilku. Tym bardziej należy o nich pamiętać.

 

SCENA 1

 

Plener. Południe. Pełnia lata, idylliczna sceneria, jakby raj, niewielka, meandrująca rzeczka, plaża z czystym piaskiem, nad nią drzewa, dalej łąka, wzgórza, las, widać grupę kąpiących się chłopców w wieku 9–12 lat. Pisk, hałas, spychanie do wody i tym podobne wygłupy. Nagle zaczyna dość silnie wiać, przez chwilę słońce kryje się za chmurę! Mija to szybko, choć niepokoi kąpiących się. Jeden z nich przestaje się pluskać. Podchodzi do brata-bliźniaka czytającego na brzegu książkę.

BLIŹNIAK I (pokazuje ręką) Zobacz, tam widać jakiś kamień, pagórek, którego przed chwilą jeszcze nie było. Ale powiało i...

BLIŹNIAK II (odrywa się niechętnie od lektury) I we łbie ci pomieszało! Wydaje ci się, tam jest płasko, tam nic nie ma.

BLIŹNIAK I Nieprawda. Widzę kamień, wybrzuszenie. To rośnie.

BLIŹNIAK II A ja nic nie widzę.

 

            Bliźniak II bierze się do czytania książki pt. „Jak hartowała się stal”, jego brat dalej wpatruje się w to „coś”, co rośnie. 

 

CZYTAJ CAŁOŚĆ>>

 

Henryk Gała

 

MANEBO

 

gala henryk

 

Stanisław Okrajski – emeryt, dla matki Staś, miał być co najmniej profesorem w jakiejkolwiek dziedzinie, a został zegarmistrzem.

Roza, Rozalia – matka Stanisława, od dziecka każe mówić na siebie Roza. kobieta odwieczna, wie wszystko, bardziej boi się życia niż śmierci i dlatego, wiedząc, że coraz więcej ludzi będzie cierpiało z tego powodu, wypróbowuje na sobie „pastylki przetrwania”, według recepty doktora Steimana, która z czasu II wojny zachowała się w rodzinnych szpargałach.