Pisarze.pl

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

Tomasz Borkowski


Dział martwietingu

 

 Bogumiła Wrocławska           Zapukałam po raz drugi. Potem jeszcze raz. „Umawia się a teraz jej nie ma!” Wkurzyłam się. „Dzwoni, płacze w słuchawkę, a potem sobie jak gdyby nigdy nic wychodzi!”.

            Kopnęłam w drzwi.

- Głupia pipa!

            Zadzwoniła rano. Zaczęła mi jęczeć, że ona sobie coś zrobi, że już dłużej tego nie wytrzyma. Że jest kłębkiem nerwów u kresu. No to ja, żeby się spotkać gdzieś na mieście. Potańczyć, coś wypić, zbajerować jakichś facetów. Rozerwać się, zapomnieć o codzienności. Ale ona nie. Żeby przyjść do niej, bo się boi wychodzić. No to dobra. W końcu siedziałyśmy przez cztery lata w jednej ławce, to możemy przez parę godzin posiedzieć jeszcze na tej jej łososiowej kanapie. „Niech się wyryczy”, myślałam, „a potem ją i tak wyciągnę do jakiejś knajpy”.

- A jak sobie coś zrobiła? – mruknęłam nagle do siebie.

            „A jak tam leży we własnych rzygach bo się nażarła jakichś tabletek?”

            Kopnęłam w drzwi jeszcze trzy razy.

- Otwieraj, Nika, wiem, że tam jesteś! – przyblefowałam do judasza.

            Dawniej taka nie była. Konie z nią można było kraść. No, może pożyczać kucyki... A teraz co? Ciągle łapie jakieś deprechy. To przez tą tyrkę. Mówiłam jej już sto razy, żeby to pizgła w pierony. Ale ona, że nie może...

            Coś zachrobotało w zamku. Drzwi uchyliły się. W szparze zobaczyłam Białą Damę wydestylowana z oparów dawnej Niki.

- Wyglądasz jak wywłoka – powiedziałam.

- Cześć Jolka.

            I w ryk. No i dobra. A co miałam powiedzieć? „Twoja buzia tryska zdrowiem, jak coś powiem, to już powiem”?

            Jej mieszkanie kiedyś wydawało mi się strasznie fajowe. Zazdrościłam jej. Teraz już nie. Syf tam był i śmierdziało. Brakowało tylko paru kur i kawałków omszałego eternitu.

- Wzięłam tydzień urlopu – powiedziała, jakby to miało wyjaśnić tą całą rozpizgę.

- Co robisz? Pijesz? Ćpasz? – zaciekawiłam się.

- Płaczę. Martwię się.

- Jesteś w ciąży z żonatym szefem?

- My mamy szefową.

- A w ogóle jesteś w ciąży?

            W tym momencie spadła półka, o którą się oparłam. Stała na niej duża doniczka z jakimś uschniętym badylem. Walnęło fest. Poziom syfu wzrósł natychmiast do 146%. Ziemia na glebie, zielsko w ciuchach. Bleee!

- Ja pierdolę! – nie wytrzymałam i kopnęłam dużą niebieską skorupę. – Co tu się dzieje? Poczekaj. Zaraz wracam.

            Poleciałam do sklepu na dole. Wróciłam z flaszką.

- Żadnych drinków! – zarządziłam nalewając czystą wódkę do szklanek. – No, kuźwa, na pohybel!

            Krztusiła się i pluła, ciamajda jedna, ale zmusiłam ją żeby wypiła wszystko. To były małe szklanki, po Nutelli. Powtórzyłam zabieg, zwaliłam na podłogę jakieś szpargały z kanapy, posadziłam pacjentkę i mówię:

- What’s your problem, baby, kurza twarz?

            Westchnęła. Nalałam jeszcze, ale już nie zmuszałam jej do picia.

- Czy ty wiesz, jak łatwo ulega podrażnieniu skóra noworodka? – zapytała.

            „A więc jednak ciąża! A ja ją tu poję wódą! No ładnie...”

- Który tydzień? – zapytałam rzeczowo.

- Co?

- To, że masz w brzuchu obcego ósmego, to jeszcze nie koniec świata.

- Bardzo łatwo ta skóra ulega podrażnieniu – ona na to. – Trzeba o nią strasznie dbać. Bo przyjemniej jest maluchom, kiedy mają bardziej sucho...

- Krótko mówiąc: pan Pierdołka spadł ze stołka. Dobra, gadaj, kto ci to zrobił. Znam go?

- O co ci chodzi? Nie rozumiesz, że to poważna sprawa? Zdrowie dziecka, małego, bezbronnego stworzenia, jest w naszych rękach. Ono nie może nawet powiedzieć, że coś mu jest. Wyobraź sobie, że nie możesz mówić, nie możesz się poruszać, a w majtkach masz mokro. I zimno. I jeszcze do tego coś cię zaczyna swędzieć.

- Tak z osobna, to jeszcze, ale tak wszystko razem, to trudno sobie wyobrazić... – mówiąc te słowa zauważyłam, że mi się lekko plącze język.

- A właśnie trzeba sobie wyobrazić! – krzyknęła i walnęła się pięścią w kolano. – Bo inaczej sobie wyobrażą inne wiodące firmy i nas ubiegną, i nam odbiorą klientów, i to oni się będą troszczyć o te słodkie maleństwa, a nie my, i będą u nas cięcia, i znajdę się na bruku. Tylko... tylko kiedy ja to sobie wyobrażam, to mi się ich robi tak okropnie żal, tak okropnie, że aż strach...

            Zaczęła ryczeć.

- No to jesteś w ciąży, czy nie?

            Pokręciła energicznie głową.

- Ja nigdy, przenigdy! – załkała. – Podrażniona skóra... Nie dopuszczę!

            Odetchnęłam z ulgą i z czystym sumieniem polałam.

            Zadzwonił telefon. Bezprzewodowy. Co ja się dziada naszukałam! W końcu go znalazłam w łazience, w koszu z brudną bielizną.

- Hallo? – powiedziałam poprawiając nie wiadomo czemu bluzkę pod szyją.

- Mówi jakaś tam – rozległ się w słuchawce poważny głos kobiety. – Czy zastałam panią Dominikę?

- Nie ma jej aktualnie – odparłam uczenie – gdyż wyszła.

- Proszę jej przekazać, że bardzo się w naszym dziale martwimy jej nieobecnością. Jeśli jest chora, powinna przynieść zwolnienie. Jak najprędzej.

- No ale, przecież ona wzięła tydzień urlopu, czyż nie?

- Owszem. Ale urlop się skończył przed pięcioma dniami. Ja dzwonię już nie pierwszy raz.

- Ona chce się zwolnić – palnęłam.

- Jak to? To przecież jeden z najlepszych pracowników w dziale marketingu. Zawsze tak się angażuje... Można by powiedzieć – bez reszty.

- Wszystkie wielkie zespoły w końcu się rozpadają. Nie licząc Rolling-Stonesów.

- Słucham?

- Nie licząc Rolling-Stonesów, mówię. No satisfaction...

- A pani kim właściwie jest?

- Ja? A bo ja wiem?

            Zauważyłam, że zaczynam wygrażać palcem.

- Wie pani co – odezwała się po dłuższej chwili milczenia jakaś tam – zadzwonię później.

- Wild horses – zanuciłam, a ona odłożyła słuchawkę.

            Wyciągnęłam z telefonu baterię i schowałam do kieszeni. Telefon wsadziłam na dno kosza. To samo zrobiłam z komórką.

            Nika spała.

            „Dobra robota!”, pochwaliłam się w duchu. Dopiłam flaszkę i poszłam do swojego przytulnego kartonu pod mostem.


*



 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież


Pisarze.pl
E-tygodnik literacko-artystyczny
Numer 21/12 (92)
ISSN: 2084-6983



Dziś René Magritte

 Zdradliwość Obrazów, Zagubiony Dżokej oraz Terapeuta to najbardziej znane obrazy René Magritte’a.

więcej>>

Coraz więcej listów do Państwa, coraz więcej wierszy, mało prozy, widać, że nie cieszy się ona specjalnymi względami, albo może prozaicy są bardziej skryci, bardziej tajemniczy.




Strona oparta na Joomli