SOFOKLES
-----
* * * * * KRÓL EDYP * * * * *
-----
PRZEKŁAD - JÓZEF JASIELSKI

* 2010
PERSONY TRAGEDII
--------------------------------------
EDYP - władca TEB
JOKASTA - matka i żona Edypa
KREON - brat Jokasty
TYREZJASZ - wróżbita
POSŁANIEC z Koryntu
PASTERZ
SŁUGA
PRZEWODNIK CHÓRU
CHÓR Tebańczyków
Przed pałacem królewskim w Tebach.
PROLOG
-----------------------
EDYP
Dzieci Kadmosa
co was sprowadza
dziś
w królewskie progi
z błaganiem i trwogą ?
Dlaczego dymy z ofiarnych kadzideł
zasnuły miasto
w modlitwie i płaczu ?
Stoję przed wami,
cieszący się sławą
by jako pierwszy wysłuchać was pilnie.
Jeden tu człowiek znaczy mniej niż wielu.
Mów zatem, starcze, w imieniu zebranych
czego potrzeba
- rady czy pociechy ?
Byłbym bez serca,
gdybym wam odmówił.
PRZEWODNIK CHÓRU
Edypie, królu !
Dziś widzisz nas tutaj
starych i młodych.
Całe nasze Teby już na kolanach
w świątyniach Pallady.
Sam wiesz, Edypie, w jak krwawej otchłani
miasto się miota.
Ziemia jałowa, padają zwierzęta
kobiet bezpłodnych w rozpaczy przybywa…
Straszna zaraza
pustoszy to miasto
i czarny Hades zbiera swoje żniwo.
Nierówny bogom
jesteś pierwszym z ludzi
boś nas wyzwolił od srogiego Sfinksa,
dałeś nam życie,
spokój i pomyślność
Ratuj nas znowu i podnieś z upadku !
Kim będziesz rządził
gdy zostaną trupy ?
EDYP
Wiem, że cierpicie.
Ja cierpię postokroć
bo za was wszystkich.
Czasu nie przesypiam.
Troska jak kamień ciąży mi na sercu
Z głębokim bólem
szukam rozwiązania.
Po to Kreona, brata mojej żony
wysłałem śpiesznie do świętej Wyroczni.
Niech Pytia wskaże drogę ocalenia.
Długo nie wraca.
Kiedy wróci, spełnię, co bóg objawił.
Cóż więcej robić
gdy wszystko zawodzi ?
PRZEWODNIK CHÓRU
Ludzie Kreona bardzo poruszeni…
Jest w samą porę !
EDYP
Boski Apollonie !
Niechaj jego słowa będą tak zbawcze
jak jego twarz jasna.
PRZEWODNIK CHÓRU
Wraca z wawrzynem, co nam dobrze wróży.
EDYP
I cóż przynosisz od boskiej Wyroczni ?
KREON
Każde zło z czasem w dobro się odmieni.
EDYP
Co masz na myśli ?
Czy mamy bać się, czy zyskać otuchę ?
KREON
Czy przepowiednię mam ujawnić wszystkim ?
A może zechcesz usłyszeć to w domu…
EDYP
Powiedz to wszystkim.
Więcej się o nich martwię niż o siebie.
KREON
Apollo żąda
by hańbiące piętno
co zbrodnią plami naszą świętą ziemię
rychło usunąć,
zanim nas wygubi.
EDYP
Jakim sposobem ?
KREON
Wypędzić zbrodniarza, zabić w odwecie…
I zmyć krew, co gniew bogów ściąga na nas…
EDYP
Kto tu zawinił ?
KREON
Rządził przed tobą tym miastem król Lajos…
EDYP
Słyszałem o tym.
KREON
Mamy odnaleźć zabójcę Lajosa
i pomścić zbrodnię.
EDYP
Gdzie szukać po latach ?
KREON
Wśród nas, rzekł Apollo.
Ten, kto szuka, znajdzie.
EDYP
Gdzie zginął Lajos ?
W pałacu, gdzieś w polu, czy w innym kraju ?
KREON
Wybrał się do Wyroczni i nie wrócił.
EDYP
I żaden świadek, czy towarzysz w drodze
nic nie przekazał ?
KREON
Wszyscy zginęli…
Jeden zbiegł ze strachu, niewiele mówił…
EDYP
Nikły ślad często prowadzi do wiedzy.
KREON
Mówił, że na króla napadli zbójcy.
Było ich wielu.
EDYP
Żeby zabójca na to się odważył
ktoś stąd zapewne przekupił go złotem…
KREON
Tak i mówiono.
Nikt nie szukał zemsty.
EDYP
I nikt nie żądał kary dla mordercy ?
KREON
Sfinks nam zagroził, odciągnął uwagę
ku sprawom bliższym…
EDYP
Ja rzecz wyświetlę
całą
od początku,
bo to się słusznie należy zmarłemu.
Spłacimy dług ten
bogom i ojczyźnie.
Wierzcie mi, ludzie,
zrobię co konieczne !
Siebie też bronię, bo skryty morderca
może i na mnie podnieść krwawą rękę.
Zwołajcie wszystkich.
Zrobię, co przyrzekłem.
Dotrzymam słowa !
Reszta w rękach bogów.
PRZEWODNIK CHÓRU
Słowa króla znaczą
że nasze myśli idą zgodnym torem.
A boski Febus
co przysłał tę radę
niech nas ochroni przed widmem zagłady.
PARODOS
-------------------------
CHÓR
O, Boże z Delos !
Jakież to łaskawe i zbawcze wieści
niesiesz nam niegodnym i pełnym lęku ?
Zło nas pogrąża
ginie nasze miasto
gdzie stosy trupów po ulicach leżą
gdzie żony, matki wśród dzikich lamentów
wzywają bogów
ale nadaremno…
Ty, jako pierwsza
waleczna Ateno
wspomóż nas razem z siostrą Artemidą.
Boski Apollo,
nie szczędź swego łuku.
Razem postawcie tamę czarnej śmierci.
Ty, Dionizosie
Teb naszych obrońco
porzuć Menady i zejdź z gór skalistych,
żagwią płonącą przepędź stąd Aresa
który nas nęka.
Niech to bóstwo dżumy
w trackich głębinach znajdzie swoje miejsce.
Ojcze Zeusie
wybaw nas od złego.
Zachowaj Teby.
Dawniej przychylni – pomóżcie i teraz.
EPEISODION I
-----------------------------
EDYP
Prośby się spełnią.
Wierzę, że wyjdziemy
rychło z tej klęski.
Nie mam nic wspólnego
z tym, co się stało.
Lecz jako członek waszej społeczności
z racji urzędu
przemówię w tej sprawie.
Jeżeli ktoś z was
wie
z czyjej to ręki
padł władca Lajos
niech nam to wyjawi.
Nic mu nie grozi.
Nawet gdyby sam był zabójcą króla
zostanie wygnany.
Kto skrywa prawdę
chroniąc przyjaciela
albo i siebie –
tego człowieka
ja
dzierżący władzę
zabraniam gościć przy rodzinnym stole
mówić z nim nawet, odbywać obrzędy
jak dzikie zwierzę pędzić precz od domu.
Tak chce Wyrocznia.
Przeklinam mordercę.
Niech jego życie w piekło się zamieni
a jego prochy wiatr w niebyt rozniesie.
Gdyby się schronił
w moim własnym domu
niechaj ta klątwa także mnie dosięgnie.
Pomsty za króla
nie wolno zaniechać.
Zająłem miejsce przy królewskiej żonie
mam z nią potomstwo…
A was, Tebańczycy
proszę o pomoc.
Niech moje przekleństwo
omija wszystkich, co chcą służyć sprawie.
PRZEWODNIK CHÓRU
Związany klątwą
odpowiem
nic nie wiem
Apollo wskaże tego, co zawinił.
EDYP
Słuszne to słowa
ale żaden z bogów
nic nam nie powie, jeżeli nie zechce.
Gdyby wiadomym było to, co przyjdzie
człowiek by pytał
po co są bogowie.
PRZEWODNIK CHÓRU
Mam drugą radę.
I dobrą, jak myślę.
EDYP
Daj mi i trzecią, czwartą – byle szybko !
PRZEWODNIK CHÓRU
Od Tyrezjasza dowiesz się najwięcej.
EDYP
Właśnie dwóch ludzi wysłałem po niego.
Kreon nalegał, żebym to uczynił.
PRZEWODNIK CHÓRU
Jakieś to wszystko niejasne, odległe…
EDYP
Co masz na myśli ?
Ważny każdy szczegół.
PRZEWODNIK CHÓRU
Podobno zginął z rąk kilku wędrowców.
EDYP
Podobno – chociaż tego nikt nie widział.
PRZEWODNIK CHÓRU
Jeśli ten człowiek ma coś na sumieniu
twoja go klątwa do nas przyprowadzi.
EDYP
Ten, kto zabija, słów się nie przestraszy.
PRZEWODNIK CHÓRU
Oto jest człowiek, który wskaże sprawcę.
Boski wróżbita, ślepiec, który widzi.
/ wchodzi Tyrezjasz /
EDYP
O, Tyrezjaszu
znasz to, co tajemne.
Choć jesteś ślepcem
wiesz, co gnębi miasto.
I że Apollo nakazał nam wszystkim
znaleźć zabójcę i wymierzyć karę.
Użyj najrychlej swej wróżbiarskiej sztuki.
TYREZJASZ
Bywa, że prawda ciężko nas doświadcza.
Chciałem uniknąć naszego spotkania…
EDYP
Co na przeszkodzie staje tej rozmowie ?
TYREZJASZ
Pozwól mi odejść.
Lepiej dla nas obu
nie kusić losu…
EDYP
Odmawiasz pomocy
miastu w potrzebie
co zwie cię swym synem
karmi i kocha, wynosi nad innych ?
TYREZJASZ
Źle postępujesz.
PRZEWODNIK CHÓRU
Nie ukrywaj prawdy !
TYREZJASZ
Lepiej nie wiedzieć, co nas jeszcze czeka.
EDYP
Wiesz i nie powiesz ?
Chcesz naszej zagłady ?
TYREZJASZ
Nic wam nie powiem.
Cierpienia aż nadto.
EDYP
Podły człowieku o kamiennym sercu !
Będziesz tak milczał
aż nas los powali ?
TYREZJASZ
Mnie śmiesz oskarżać ?
EDYP
Bo hańbisz to miasto.
TYREZJASZ
Dowiesz się prawdy.
EDYP
Ale nie od ciebie ?!
TYREZJASZ
Gniew nic tu nie da.
EDYP
Tyś sprawcą tej zbrodni.
TYREZJASZ
Straciłeś rozum.
EDYP
Uknułeś ten spisek…
TYREZJASZ
Jesteś zakałą…
EDYP
Mogę cię ukarać !
TYREZJASZ
Prawda mą tarczą.
EDYP
Wywróżona z fusów ?
TYREZJASZ
Z twego uporu.
EDYP
I cóż to za prawda ?
TYREZJASZ
Chcesz mnie wybadać ?
EDYP
Nie wszystko rozumiem.
TYREZJASZ
Jesteś mordercą.
EDYP
Już druga obelga !
TYREZJASZ
Mam mówić dalej ?
EDYP
To puste gadanie !
TYREZJASZ
Twój kazirodczy…
EDYP
Uważaj, co mówisz !
TYREZJASZ
Prawda jest siłą.
EDYP
Ale nie dla ślepca.
TYREZJASZ
Będziesz przeklęty.
EDYP
Ten ślepiec mi grozi…
TYREZJASZ
Nie ja – Apollo.
EDYP
Kreon to wymyślił ?
TYREZJASZ
Nikt poza tobą.
EDYP
Jakaż to zawiść
chce mnie zwalić z tronu ?
Kreon z tym wieszczkiem, który ani z ptaków
ani z wątroby
czy z czego tam jeszcze
nie mógł rozwiązać
tak prostej zagadki –
chcą mnie oskarżyć dla wrednego zysku.
Bez żadnych sztuczek pokonałem Sfinksa
a ty próbujesz
wznieść się przy Kreonie.
Chcesz mnie ogłupić…
Masz szczęście żeś stary.
PRZEWODNIK CHÓRU
Nie czas na kłótnie.
Słuchajmy Wyroczni.
TYREZJASZ
Choć jesteś królem
nie jestem twym sługą.
Boski Apollo
ma mnie w swej opiece.
Kreon tu po co ?
Drwisz z mojej ślepoty
własnej nie widzisz.
nie wiesz też, kim jesteś
z kim żyjesz w domu
i w jakiej ohydzie.
Klątwa cię z kraju przepędzi, nędzarzu.
Będziesz żył w mroku i żadne z gór echo
już nie odpowie na twoje wołanie
pełne rozpaczy.
Nawet nie przeczuwasz
jakie nieszczęścia
spadną na ciebie i na twoje dzieci.
Będziesz zmiażdżony
jak żaden śmiertelny.
Jak chwast wycięty
przez zło straszliwe
któregoś zaczynem.
EDYP
Jak pies ujada.
Wynocha stąd, kundlu !
TYREZJASZ
Kto mnie zaprosił ?
EDYP
Ale nie z bredniami.
TYREZJASZ
Twoim rodzicom…
EDYP
Znam swoich rodziców.
TYREZJASZ
I tu się mylisz.
EDYP
Zostań ! Kto mnie zrodził ?
TYREZJASZ
Dzień, co zabije.
EDYP
Każesz mi zgadywać.
TYREZJASZ
W tym jesteś mistrzem.
EDYP
I musisz to przyznać.
TYREZJASZ
To cię zgubiło.
EDYP
Ocaliłem miasto.
TYREZJASZ
Żegnam cię, królu.
EDYP
Dasz mi wreszcie spokój ?!
TYREZJASZ
To nie ze strachu
przed tobą odchodzę.
Powiem na koniec –
ten, którego szukasz
jest między nami.
Widzi, lecz oślepnie.
Z bogacza żebrak
pójdzie w obce kraje.
I wnet się wyda
że bratem i ojcem był swoich dzieci
a synem i mężem swej własnej matki.
To ojcobójca
w kazirodczym związku !
Jeśli to kłamstwo
uznaj mnie za głupca.
/ obaj odchodzą /
STASIMON I
-------------------------
CHÓR
Kogo wskazała delficka Wyrocznia
ten niech ucieka
zanim go Erynie mściwe dopadną
i boski Apollo gromem porazi.
Czy kryje się w lasach
w mrocznych jaskiniach
wśród skalnych wąwozów
wieszczy go wyrok osacza i złamie.
Słowa wróżbity sieją wątpliwości.
Czy mamy ująć Edypowi sławy
i skrwawić ręce zabójstwem Lajosa ?
Dopóki prawda na wierzch nie wypłynie
żadne złe słowa o królu Edypie
paść nie powinny
bo gdy Sfinks skrzydlaty pustoszył miasto
Edyp go pokonał
Teby ocalił.
EPEISODION II
--------------------------------
KREON
Drodzy rodacy !
donoszą mi zewsząd
że władca Edyp
waży się oskarżać
mnie
o intrygę.
Niech dnia nie dożyję
jeśli cokolwiek zrobiłem takiego
by go pogrążyć !
Takie posądzenie godzi w mój honor
wyrządza mi krzywdę
i w waszych oczach
czyni mnie niegodnym.
PRZEWODNIK CHÓRU
Króla poniosło.
KREON
Knuję z Tyrezjaszem ?
PRZEWODNIK CHÓRU
Takie tam słowa.
KREON
Publiczne zarzuty.
CHÓR
Nic nam do tego !
/ wchodzi Edyp /
EDYP
Hej, ty, bezczelny
co śmiesz tu przychodzić
grozić mi śmiercią i z tronu ograbić !
Masz mnie za durnia
i podłego tchórza
że wymyśliłeś tak naiwny podstęp ?
Toż to głupota
chcieć zagarnąć władzę
bez swoich ludzi i dużych pieniędzy.
KREON
Najpierw posłuchaj, potem będziesz sądził.
EDYP
Kłamliwe słowa puszczam mimo uszu.
KREON
O tym chcę mówić.
EDYP
Że jesteś niewinny ?
KREON
Upór jest ślepy.
EDYP
Krzywda jest przewiną.
KREON
Co ci zrobiłem ?
EDYP
Nasłałeś wróżbitę ?
KREON
Słusznie radziłem.
EDYP
Ile to już czasu…
KREON
…przeszło, gdy Lajos…
EDYP
…zginął z rąk morderców ?
KREON
To dużo czasu.
EDYP
Wtenczas wieszczek wróżył ?
KREON
Był wówczas znany.
EDYP
I mówił coś o mnie ?
KREON
Nic o tym nie wiem.
EDYP
Wszczęliście śledztwo ?
KREON
Nic nie wykryto.
EDYP
Wieszczek nic nie gadał ?
KREON
Nic o tym nie wiem.
EDYP
Wiesz, ale nie powiesz.
KREON
Co mam powiedzieć ?
EDYP
Że byliście w zmowie.
KREON
Chcę cię wypytać…
EDYP
Nie jestem mordercą !
KREON
Wziąłeś za żonę…
EDYP
…twoją drogą siostrę.
KREON
Dzielisz z nią władzę ?
EDYP
Ma wszystko, co zechce.
KREON
Jestem wam równy ?
EDYP
I to rodzi zawiść.
KREON
Jakże się mylisz !
Mam władzę nie mniejszą
bez lęku, znoju
mogę spać spokojnie.
Tron mnie nie kusi.
Wszyscy mnie szanują, schlebiają, chwalą…
Miałbym to porzucić ?
Dla królowania pełnego kłopotów ?
Zapytaj w Delfach
czy przeinaczyłem słowa Wyroczni
by zawiązać spisek.
Jeśli tak – zabij.
Ale nie oskarżaj
tylko z domysłów.
Dobrego człowieka czas nam wyświetla
złego by rozpoznać
jeden dzień starczy.
PRZEWODNIK CHÓRU
To mądre słowa.
Pośpiech złym doradcą.
EDYP
Trzeba uprzedzić cios, który nam grozi.
KREON
Zamierzasz może wypędzić mnie z kraju ?
EDYP
Wypędzić ? Śmiercią zapłacisz za zdradę.
KREON
Pokaż dowody.
EDYP
A ty chociaż skruchę.
KREON
Tracisz rozsądek.
EDYP
Mam go, kiedy trzeba.
KREON
Tu jest potrzebny.
EDYP
Jesteś złym człowiekiem.
KREON
Może się mylisz ?
EDYP
Masz mnie jednak słuchać.
KREON
Nie złego władcy.
EDYP
Miasto, moje miasto !
KREON
I moje także !
PRZEWODNIK CHÓRU
Dajcie już pokój !
Nadchodzi Jokasta.
/ wchodzi Jokasta /
JOKASTA
Nie wstyd wam
toczyć bezrozumne kłótnie
gdy cierpią ludzie i potrzeba zgody ?
Chodź do pałacu
a i ty, Kreonie
wracaj do domu
bo błahy zatarg w wojnę się przemieni.
KREON
Siostro, twój mąż chce mojego wygnania
a nawet śmierci.
EDYP
Chcę tego, Jokasto
Zawiązał spisek, aby mnie obalić.
KREON
Jeśli to prawda, niech mnie bóg spopieli !
JOKASTA
Uwierz mu, proszę.
PRZEWODNIK CHÓRU
I gniew swój opanuj.
EDYP
To wam wystarczy ?
PRZEWODNIK CHÓRU
Uszanuj przysięgę.
EDYP
Czy wiesz, co mówisz ?
PRZEWODNIK CHÓRU
Wiem, królu Edypie.
EDYP
Skoro wiesz, powiedz.
PRZEWODNIK CHÓRU
Nie zhańbił się winą.
Bóg jego świadkiem.
EDYP
Prosisz o moją śmierć albo wygnanie.
PRZEWODNIK CHÓRU
Klnę się na Słońce
co jest pierwsze z bogów
że anim myślał o tym nawet w mgnieniu
ale się lękam
że wasze tu kłótnie
ściągną na Teby jakieś nowe plagi.
EDYP
Niech sobie idzie.
Choćbym miał zapłacić
za taką słabość
śmiercią lub wygnaniem.
Potrafisz prosić
chociaż to za mało
żebym nienawiść stłumił jak ogarek.
KREON
Wróg siedzi w tobie.
EDYP
Wyniesiesz się wreszcie ?!
KREON
Odchodzę czysty.
/ Kreon odchodzi /
PRZEWODNIK CHÓRU
Zabierz, królowo, króla do pałacu.
JOKASTA
O co się starli ?
PRZEWODNIK CHÓRU
Jad wątpliwości rozorał im serca.
JOKASTA
Z winy ich obu ?
PRZEWODNIK CHÓRU
Tak.
JOKASTA
Więc o co poszło ?
PRZEWODNIK CHÓRU
To zbyt bolesne.
EDYP
Obrażasz rozum i ranisz mi serce.
PRZEWODNIK CHÓRU
Rozum mi każe zostać dziś przy tobie.
Teraz jak dawniej
ratuj nas w niedoli.
JOKASTA
Skąd tyle gniewu ?
EDYP
Bo Kreon to zdrajca.
JOKASTA
Masz na to dowód ?
EDYP
Twierdzi, że jestem zabójcą Lajosa.
JOKASTA
Wie – czy usłyszał ?
EDYP
Przysłał Tyrezjasza.
JOKASTA
Bądź więc spokojny
bo wiem znacznie więcej
niż ten wróżbita
co głupich nabiera na swoje sztuczki.
Lajos otrzymał wróżbę, że zabity
będzie przez syna
a przecież zginął z rąk zbirów w podróży.
Niemowlę kazał porzucić gdzieś w górach
na zatracenie.
Czyżby duch go zabił ?
Ta przepowiednia to wierutne brednie.
Gdy bóg nam zechce
zdradzić co tajemne
sam to odsłoni.
EDYP
Mam zamęt w głowie.
JOKASTA
Co cię znowu gnębi ?
EDYP
Na dróg rozstaju…
JOKASTA
…zabito Lajosa.
EDYP
Jakież to miejsce ?
JOKASTA
Podobno Fokida.
EDYP
Ile lat temu ?
JOKASTA
Kiedy tu przybyłeś.
EDYP
Srogi Zeusie !
Coś ty ze mną zrobił ?
JOKASTA
Czego się boisz ?
EDYP
Jak wyglądał Lajos ?
JOKASTA
Wysoki…siwy…
do ciebie podobny.
EDYP
Przekląłem siebie !
JOKASTA
Słucham z przerażeniem.
EDYP
Boję się, że ten wróżbiarz nie jest ślepy.
Chciałbym zapytać…
JOKASTA
Jeżeli już musisz…
EDYP
Sam podróżował ?
JOKASTA
Nie – z królewską świtą.
Było ich pięciu.
EDYP
Zgroza ! Wszystko jasne.
Kto o tym doniósł ?
JOKASTA
Jeden uszedł z życiem.
EDYP
Jest w tym pałacu ?
JOKASTA
Wysłałam go na wieś
bo bardzo prosił
ale i zasłużył na taką łaskę…
EDYP
Niech go sprowadzą !
JOKASTA
Sprowadzą – lecz po co ?
EDYP
Może na zgubę.
JOKASTA
Mnie możesz powiedzieć…
EDYP
Nie chcę ukrywać przed tobą niczego.
Sprawy tak idą, że to mnie przeraża.
Był moim ojcem
Polibos z Koryntu
matką – Meropa z pobliskiej Doridy…
Aż wśród biesiady
pijany mężczyzna
krzyknął, że jestem nieszczęsnym podrzutkiem.
Gniew mnie ogarnął i już wczesnym rankiem
rodziców moich musiałem wypytać.
Jednak ich słowom
nie chciałem dać wiary
i po kryjomu poszedłem do Pytii.
A tam Apollo
poraził mnie wróżbą
że z własną matką będę dzielił łoże
że spłodzę dzieci i gdzieś na rozstaju
zabiję ojca.
Uciekłem z Koryntu przed taką hańbą.
Aż pewnego razu
na dróg rozstaju
gdzie miał zginąć ojciec
spotkałem starca, który chciał mnie z drogi
usunąć biczem.
Użyłem kostura.
Zwalił się z wozu…
Zatłukłem i służbę.
Jeśli ten starzec był królem Lajosem
nie ma człowieka gorszego ode mnie.
Czy sam tę klątwę
rzuciłem na siebie ?
Jestem nędznikiem ?
Piekło się sprzysięgło, żeby mnie zgubić ?
Wolałbym przepaść bez żadnego śladu
niż wziąć na siebie
cios mściwego losu.
PRZEWODNIK CHÓRU
Dopóki świadek prawdy nam nie wyzna
nie wiń sam siebie i nie trać nadziei.
EDYP
Resztka nadziei trzyma mnie przy życiu.
Pozwala czekać na tego człowieka.
JOKASTA
W czym ta nadzieja ?
EDYP
Potwierdzi twe słowa.
JOKASTA
Jakie to słowa ?
EDYP
Zbójców było kilku.
Jeśli był jeden
wina spada na mnie.
JOKASTA
Mówił, że kilku.
Miałby to odwołać ?
Gdyby zaprzeczył, to i tak nie znaczy
że Lajos zginął z ręki swego syna
bo ten już wcześniej
zginął na pustkowiu.
Wróżby mam za nic i takie bajanie
miesza nam w głowach
i usypia rozum.
EDYP
Pewnie masz rację, ale jak najrychlej
sprowadź pasterza.
JOKASTA
Poślę po niego.
Chodźmy do pałacu.
EDYP
Chodźmy, lecz poślij…
JOKASTA
Nie zaniedbam tego.
STASIMON II
-----------------------------
CHÓR
Niech los łaskawy pozwoli nam słabym
czcić to, co święte
i z Olimpu dane.
Ludzka myśl tego na świat nie wydała
ni w zapomnienie nie pójdzie co boskie.
Pycha jest glebą, co rodzi tyranów.
Gdy się nasyci
spada w czarną otchłań.
Ludzi występnych niech zły los ukarze.
Niech się nie ważą dotykać świętości
skażoną ręką.
Zeusie wszechmocny
osądź nas - ludzi
bo boskie wyroki mamy za marę…
Gaśnie nasza wiara.
EPEISODION III
------------------------------
JOKASTA
Myśl naszła mnie taka
by pójść do świątyń z wieńcem i kadzidłem.
Nadmierne troski
wżerają się w duszę króla Edypa.
Łatwo daje wiarę
temu, co grozę przynosi i rozpacz.
Żadną otuchą darzyć go nie mogę…
Nikt oprócz ciebie
boski Apollinie
nas nie wspomoże
nie przepędzi lęku
jaki dzielimy ze strwożonym królem.
/ wchodzi Posłaniec z Koryntu /
POSŁANIEC
Powiedzcie, ludzie, gdzie pałac Edypa ?
PRZEWODNIK CHÓRU
Tam jego pałac.
A to jego żona.
POSŁANIEC
Życzę jej szczęścia.
JOKASTA
Nawzajem, wędrowcze.
Z czym tu przychodzisz ?
POSŁANIEC
Z pomyślną nowiną.
JOKASTA
Jaka ? Od kogo ?
POSŁANIEC
A różna. Z Koryntu.
JOKASTA
Radosna ? Smutna ?
POSŁANIEC
Mieszkańcy Koryntu
chcą aby Edyp
królował nad nimi.
JOKASTA
A król Polibos ?
POSŁANIEC
Rozstał się z tym światem.
JOKASTA
Ojciec Edypa ?!
POSŁANIEC
Przysięgam na życie.
JOKASTA
Umarł zwyczajnie.
Edyp go nie zabił !
/ wchodzi Edyp /
Słuchaj go, mężu
zamiast słuchać bogów.
EDYP
Kto to jest ? Po co ?
JOKASTA
Przybył tu z Koryntu.
Polibos skonał.
EDYP
Powtórz to, przybyszu !
POSŁANIEC
Powtarzam : umarł.
EDYP
Zabity czy w łożu ?
POSŁANIEC
Starość go zmogła.
EDYP
Wróżby pytyjskie i czytanie z ptaków
warte najwyżej
tyle, co garść piachu !
Przepowiedziano, że zabiję ojca
a ten już w ziemi
zanim go dotknąłem.
Chyba, że umarł z tęsknoty za synem.
Tak tylko byłbym winien jego śmierci.
Wyrocznie zwodzą
tych co patrzą jutra
i mocno wierzą w hojne dary losu.
JOKASTA
Tak też mówiłam.
EDYP
Lecz strach mnie ogłupił.
JOKASTA
Nie myśl już o tym…
EDYP
Spałem z własną matką ?
JOKASTA
Bać się ? I czego ?
Wszystko to przypadek.
Niczego zatem przewidzieć nie można.
Cieszmy się każdym dniem, co świtem wstaje.
A co do matki –
prawie każdy chłopiec
śni, że z nią sypia.
Dziecinne fantazje.
EDYP
Gdyby nie żyła…
JOKASTA
Ojciec twój nie żyje !
EDYP
Boję się żywej !
POSŁANIEC
Co to za kobieta ?
EDYP
Meropa, starcze.
POSŁANIEC
I czym wam zagraża ?
EDYP
Wyrok z Delf srogi.
POSŁANIEC
Czy to tajemnica ?
EDYP
Wieścił Apollo, że matkę poślubię
ojca zabiję
dlatego też Korynt mijałem z dala
by nie kusić losu.
POSŁANIEC
Tego się bałeś ?
EDYP
Że zabiję ojca.
POSŁANIEC
I do Koryntu…
EDYP
…nie wrócę. To pewne.
POSŁANIEC
To przez rodziców ?
EDYP
Tak. Tego się boję.
POSŁANIEC
I niepotrzebnie.
EDYP
Skoro jestem synem…
POSŁANIEC
Nie – Polibosa.
EDYP
Nazywał mnie synem.
POSŁANIEC
Ja cię przyniosłem…
EDYP
I pokochał obce…
POSŁANIEC
Bo nie miał dzieci.
EDYP
A gdzie mnie znalazłeś ?
POSŁANIEC
W jarach Kiteronu.
EDYP
I cóżeś tam robił ?
POSŁANIEC
Byłem pastuchem.
EDYP
Byłeś pastuchem ?
POSŁANIEC
I twoim wybawcą.
EDYP
Od czego, starcze ?
POSŁANIEC
Spójrz na swoje stopy.
EDYP
Nie mów mi o tym.
POSŁANIEC
Bo były przekłute ?
EDYP
Więc jako dziecko…
POSŁANIEC
I stąd twoje imię.
EDYP
Kto mi je nadał ?
POSŁANIEC
Wie ten, kto cię znalazł.
EDYP
Nie ty znalazłeś…
POSŁANIEC
Nie, to inny pastuch.
EDYP
Czy znasz go dobrze ?
POSŁANIEC
Służył u Lajosa.
EDYP
Władcy tej ziemi ?
POSŁANIEC
Był jego pastuchem.
EDYP
Czy jeszcze żyje ?
POSŁANIEC
Wy to lepiej wiecie.
EDYP
Czy wśród obecnych
poznał ktoś pastucha, o którym mowa ?
Może go gdzieś widział
w polu lub w domu ?
Mówcie, bo pora by wszystko wyświetlić.
PRZEWODNIK CHÓRU
Nie znam innego poza tym wezwanym.
Królowa Jokasta wie znacznie więcej.
EDYP
O niego chodzi ?
JOKASTA
Takie tam gadanie.
EDYP
Mając dowody…
JOKASTA
Nie badaj, na bogów !
EDYP
Muszę znać prawdę.
JOKASTA
Posłuchaj mej rady.
EDYP
Rady, co dręczy !
JOKASTA
Nie pytaj, kim jesteś !
EDYP
I gdzie ten pastuch ?!
JOKASTA
Biedaku ! żegnam cię słowem ostatnim. / wychodzi /
PRZEWODNIK CHÓRU
Skąd taka rozpacz u naszej królowej ?
CHÓR
Kiedy milczenie zatyka nam usta
już krok zaledwie do krawędzi klęski.
EDYP
Muszę rozwikłać swoje pochodzenie.
I gdybym nawet w biedzie się urodził
to się nie wstydzę.
Często ludzie prości
sięgają szczytów.
Dowiem się, kim jestem.
EPEISODION IV
-------------------------------
EDYP
Wydaje mi się
że pasterz nadchodzi
tak długo przez nas tu oczekiwany
Znałeś go dawniej
więc możesz potwierdzić…
/ wchodzi pasterz /
PRZEWODNIK CHÓRU
To on, mój panie.
Służył u Lajosa.
EDYP
Ciebie zapytam
przybyszu z Koryntu.
Czy to ten człowiek, o którym mówiłeś ?
POSŁANIEC
O nim mówiłem.
EDYP
Mów, gdy zapytam.
Patrz na mnie, człowieku !
Dawniej byłeś sługą króla Lajosa ?
PASTERZ
Chowałem się w domu…
EDYP
I co robiłeś ?
PASTERZ
Chodziłem za stadem.
EDYP
I gdzie to było ?
PASTERZ
Zwykle w Kiteronie.
EDYP
Znasz tego tutaj ?
PASTERZ
Kogo masz na myśli ?
EDYP
Tego, co stoi.
PASTERZ
Nie bardzo pamiętam…
POSŁANIEC
To mnie nie dziwi.
Zaraz mu przypomnę jak przez trzy lata
z wiosny do jesieni
paśliśmy razem stada w Kiteronie.
Zimą wracałem do swojej zagrody
on – do Lajosa.
No, gadaj ! tak było ?
PASTERZ
Oj, dawno, dawno.
POSŁANIEC
Oddałeś mi dziecko ?
PASTERZ
A po co pytasz ?
POSŁANIEC
To jego mi dałeś.
PASTERZ
Zeżryj swój język !
EDYP
To dotyczy ciebie.
PASTERZ
Czym zawiniłem ?
EDYP
Nie mówisz o dziecku.
PASTERZ
Bo nie ma o czym.
EDYP
Zmusimy cię kijem.
PASTERZ
Na bogów ! siłą ?
EDYP
Związać go natychmiast !
PASTERZ
Za co ? Czego chcesz ?
EDYP
Dałeś mu to dziecko ?
PASTERZ
Bodaj bym zginął.
EDYP
Zginiesz, jak nie powiesz.
PASTERZ
Prawda jest gorsza.
EDYP
Znów szuka wykrętów !
PASTERZ
Dałem to dziecko.
EDYP
Dostałeś ? Znalazłeś ?
PASTERZ
Wziąłem od kogoś.
EDYP
Z jakiego domostwa ?
PASTERZ
Nie pytaj, panie !
EDYP
Pytam raz ostatni.
PASTERZ
Z tego pałacu.
EDYP
Z rodziny Lajosa ?
PASTERZ
Straszna odpowiedź…
EDYP
Starczy mi odwagi.
PASTERZ
Królewskie dziecko.
Jokasta wie więcej.
EDYP
Dała ci dziecko ?
PASTERZ
Oddała je, panie.
EDYP
Po co oddała ?
PASTERZ
Ażebym je zabił.
EDYP
Wyrodna matka !
PASTERZ
Bała się Wyroczni.
EDYP
Jakiej wyroczni ?
PASTERZ
Syn miał zabić ojca.
EDYP
Po co je dałeś ?
PASTERZ
Z żalu i litości.
Myślałem, że je zabierze gdzieś dalej.
On je ocalił na nieszczęsną dolę.
Bo jeśli jesteś
tym, o którym mówi
nie ma człowieka tak nieszczęśliwego.
EDYP
Jestem zgubiony !
Mam to, czego chciałem.
O, słońce, niech cię
ostatni raz widzę !
Życie dostałem nie od tych, co trzeba.
I żyłem z tymi, z którymi nie wolno.
Zabiłem tego, który był mi bliski.
STASIMON IV
------------------------
CHÓR
Ludzie śmiertelni
marne wasze życie.
Szczęście to majak.
Z marzycielskich rojeń
budzi was nagły przypływ wrogich zdarzeń.
Twój los, Edypie
świadczy, że szczęśliwym
zwać się nie może
ten, kto nie przewidział
dnia ni godziny.
Wywyższony sławą
teraz runąłeś w czarną otchłań klęski
i zapomnienia.
W końcu czas cię dopadł
winę odsłonił i zbrukane łoże.
Synu Lajosa
kiedyś dałeś wolność
dziś więzisz w mroku.
EXODOS
---------------------
SŁUGA
Ludzie szlachetni
to, co usłyszycie
przejmie was bólem
jeśli jest wam bliski
ród Labdakidów.
I myślę, że rzeki Istros i Fasis
nie zmyją tych brudów
które się kryją w środku tego domu.
Ten ból największy, który w nas uderza
z naszej przyczyny.
PRZEWODNIK CHÓRU
Co chcesz nam powiedzieć ?
SŁUGA
Powiem najkrócej –
Jokasta nie żyje.
PRZEWODNIK CHÓRU
Jak to się stało ?
SŁUGA
Zabiła się sama.
Bez żadnych świadków.
Sam wiem tylko tyle
że jak szalona rzuciła się w łoże
targając włosy.
Wzywała Lajosa
dzień wspominając, kiedy ją zostawił
by z własnym synem mogła płodzić dzieci.
Potem wpadł Edyp
biegał jak szalony
zażądał miecza
pytał też o żonę…
Zły duch mu chyba wskazał do niej drogę.
Wpadł do komnaty –
na plecionym sznurze
zwisła Jokasta.
Zaczął wyć jak zwierzę.
Potem – okropność ! – wyrwał złote szpilki
z jej strojnej sukni
i wbił sobie w oczy.
Wołał, że nie chce, aby oglądały
jego cierpienia, zbrodnie i najbliższych.
U progu szczęścia
patrz, człowieku, końca.
Nieszczęść zbyt wiele.
Starczy dla każdego.
PRZEWODNIK CHÓRU
Co się z nim dzieje ?
SŁUGA
Chce by pokazano go Kadmejczykom
jako ojcobójcę, tego co z matką…
Słów nie powtórzę –
pójdzie na wygnanie.
Sam siebie przeklął.
Żąda przewodnika
bo ociemniały…
Zaraz go ujrzycie.
I taki widok poruszyłby wroga.
/ wchodzi Edyp /
EDYP
O, ja nieszczęsny !
Co ze mnie zostało ?
Los mnie powalił.
Bogowie daleko.
Czym dla nich człowiek ?
Dokąd teraz pójdę ?
PRZEWODNIK CHÓRU
Piekło przed tobą.
EDYP
O, czarna chmuro
co zżerasz źrenice…
Pamięć tak boli z tego, co zrobiłem…
PRZEWODNIK CHÓRU
Podwakroć cierpisz.
EDYP
O, przyjacielu mój !
głos twój poznaję.
Masz litość nad ślepcem…
PRZEWODNIK CHÓRU
Zły duch cię skusił ?
EDYP
Ból zesłał Apollo
ja sam – ślepotę.
I na co wzrok temu
który nie widzi dobra i radości ?
PRZEWODNIK CHÓRU
To wszystko prawda !
EDYP
Precz mnie wypędźcie !
Jestem zarazą.
Ściągnąłem na miasto
gniew naszych bogów…
Nic mnie tu nie trzyma.
PRZEWODNIK CHÓRU
Lepiej cię nie znać !
EDYP
Przeklęty sługa co mnie uratował.
Lepiej mi było
zginąć niż przysporzyć
tyle nieszczęścia, hańby i cierpienia
wam, Tebańczycy.
PRZEWODNIK CHÓRU
Lepiej gdybyś zginął !
EDYP
Nic by nie było.
PRZEWODNIK CHÓRU
Nie lepiej już umrzeć
niż żyć w ślepocie ?!
EDYP
Próżne wasze rady.
Jak mógłbym spojrzeć ojcu w twarz w Hadesie
i mojej matce, którą tak skalałem ?
Czy widok dzieci porodzonych w grzechu
byłby mi miły ?
I czy w hańbie swojej
wolno mi patrzeć na drogie mi Teby
i na was tutaj ?
O, nie, nie…Przenigdy !
Gdybym mógł uszy zalać szklistą lawą
i tak się cały odgrodzić od świata
być może byłbym poza kresem cierpień…
O, Kiteronie
czemuś mnie nie zabił ?
Rozstajne drogi
nasiąkłe krwią ojca
czy pamiętacie okropne zdarzenie ?
Tyle zła, tyle…
Stąd mnie jak najszybciej
przepędźcie, ludzie !
Możecie mnie zatłuc
wrzucić do morza…
Bylebym zniknął już jak pył na wietrze.
A teraz bez lęku
stąd mnie wywleczcie.
Udźwignąć mnie łatwiej
bo lżejszy jestem od mego cierpienia
którego unieść nie zdoła nikt inny.
PRZEWODNIK CHÓRU
Kreon nadchodzi.
On teraz strażnikiem
naszego miasta.
EDYP
Cóż mam mu powiedzieć ?
Że zawiniłem srogim posądzeniem…
KREON
Nie chcę wyrzutów czynić ci za błędy.
Wy zaś na widok tej strasznej ohydy
nie wystawiajcie.
Zamknijcie go w domu.
bo tylko krewni winni go oglądać.
EDYP
Twoja życzliwość dla złego człowieka
daje mi prawo
by wystąpić z prośbą
która nam obu przyniesie korzyści.
KREON
O co mnie prosisz ?
EDYP
Masz mnie wygnać z kraju.
KREON
Zapytam bogów.
EDYP
Wszak chcą mojej śmierci.
KREON
Lepiej mieć pewność.
EDYP
Co do mnie, nędznika ?
KREON
Dziś dasz im wiarę.
EDYP
Wiara – co to znaczy ?
KREON
To, co dziś czujesz.
EDYP
Błagam cię, pochowaj
tę, co w pałacu
skończyła ze sobą.
Mnie pozwól odejść w góry Kiteronu
gdzie miałem umrzeć z woli mych rodziców.
Niech los rozrządzi, co się dalej stanie.
O moich chłopców
nie troszcz się zanadto.
Gdziekolwiek pójdą, dadzą sobie radę
Lecz dbaj o córki.
Były zawsze przy mnie.
Pozwól je objąć i razem zapłakać.
Oczy mam puste.
Widzieć ich nie mogę.
Ciepło ich ramion zaświadczy, że moje…
Synu Menojka
nie pozwól by córki
twej zmarłej siostry
żyły w łzach i w biedzie.
Bądź im ostoją.
Daj rękę, Kreonie
i nie odmawiaj.
Biedne moja dzieci !
O los łaskawszy dla was tylko proszę.
KREON
Dosyć łez. Idź już.
EDYP
Pójdę, choć to boli.
KREON
Wszystko ma koniec.
EDYP
Wiesz, czego ja pragnę ?
KREON
Pewnie mi powiesz.
EDYP
Wypędzisz mnie z kraju.
KREON
Rozstrzygną bogowie.
EDYP
Mam ich nienawiść.
KREON
Dlatego się zgodzą.
EDYP
Czy jesteś pewien ?
KREON
Słów na wiatr nie rzucam.
EDYP
Więc mnie stąd zabierz.
KREON
Chodźmy już. Bez dzieci.
EDYP
Zostaw je przy mnie.
KREON
Nie ma nic na zawsze.
CHÓR
O, Tebańczycy
Spójrzcie na Edypa
który przeniknął życiowe zagadki
i najprzedniejszym był pośród rodaków.
A teraz patrzcie jak los go pogrążył.
Dlatego każdy musi patrzeć końca.
Gdy zła nie poznał, za wcześnie szczęśliwy.
Zanim nie umrze, co jest wart
nie wiemy.
-------------------------------------------------













