Pisarze.pl

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

AUGUST STRINDBERG

* *  OJCIEC  * *

/ Fadern /

PRZEKŁAD  -  JÓZEF JASIELSKI

 

 

*  SZTOKHOLM  -  2006



OSOBY :

ROTMISTRZ

LAURA  - jego żona

BERTA  - ich córka

DOKTOR OSTERMARK

PASTOR

MARGRET – stara niania

NOJD – żołnierz

SVARD – ordynans

 

 

AKT PIERWSZY


SCENA PIERWSZA  ---------------


Gabinet w domu Rotmistrza. Pośrodku – duży okrągły stół z rozrzuconymi gazetami i palącą się lampą naftową. Po prawej stronie – skórzana kanapa i mały stolik. Z lewej, obok drzwi prowadzących w głąb mieszkania – sekretarzyk ze stojącym na nim zegarem. W głębi dwoje

drzwi; jedne z nich ukryte w tapetowanej ścianie. Na ścianach – broń myśliwska.

Na kanapie siedzą Rotmistrz i Pastor. Rotmistrz ubrany w mundur, w butach z ostrogami.

Pastor cały w czerni, z białym szalikiem w miejscu koloratki. Pali właśnie fajkę. Rotmistrz dzwoni.

 

SVARD / wchodzi / Jaki rozkaz, panie rotmistrzu ?

 

ROTMISTRZ

Jest gdzieś Nojd ?

 

SVARD

W kuchni.

 

ROTMISTRZ

Znowu zadekował się w kuchni ?! Daj mi go tutaj !

 

SVARD

Rozkaz, panie rotmistrzu ! / wychodzi /

 

PASTOR

Coś się stało ?

 

ROTMISTRZ

Ten bubek romansuje ze służącą…Nie ma na niego sposobu !

 

PASTOR

Nojd ? Rok temu było to samo.

 

ROTMISTRZ

Pamiętasz ? Daj mu pater-noster ! Może to odniesie jakiś skutek. Wymyślam mu, tłukę po mordzie, ale to na nic.

 

PASTOR

Mam mu walnąć kazanie…Wierzysz, że słowo boże naprawi kawalerzystę ?

 

ROTMISTRZ

No nie. Na mnie też nie robi większego wrażenia, mój drogi szwagrze…

 

PASTOR

Oj, tak !

 

ROTMISTRZ

Ale jego może wzruszy. Cóż ci szkodzi.

 

SCENA DRUGA  --------------


ROTMISTRZ

/ wchodzi Nojd / Znowu narozrabiałeś, Nojd ?

NOJD

Pan rotmistrz zwolni mnie od wyjaśnień w obecności pana pastora…

 

PASTOR

Śmiało, chłopcze…

 

ROTMISTRZ

Słucham ! Inaczej oberwiesz…

 

NOJD

Było tak, panie rotmistrzu. Wybraliśmy się potańczyć i wtedy Ludwik…

 

ROTMISTRZ

Ludwik ? Nie kręć.

 

NOJD

Tak jest, panie rotmistrzu ! Emma chciała, żebym poszedł z nią do stodoły…

 

ROTMISTRZ

Tak jest ! Zostałeś, kapcanie, uwiedziony przez Emmę ?!

 

NOJD

Tak jest, panie rotmistrzu ! O mały włos…Wiadomo, że jak dziewczyna nie chce, to tego nie da się zrobić…

 

ROTMISTRZ

Wystarczy ! Jesteś ojcem dziecka ?

 

NOJD

Nie mam pojęcia.

 

ROTMISTRZ

Co ? Nie masz pojęcia ?

 

NOJD

Tak jest, panie rotmistrzu ! Mężczyzna nigdy tego nie wie.

 

ROTMISTRZ

Ilu was było ?

 

NOJD

Było…Ale człowiek nigdy nie wie, czy to on zmajstrował…

 

ROTMISTRZ

Chcesz powiedzieć, że to Ludwik maczał w tym palce ? To jego sprawka ?

 

NOJD

Trudno powiedzieć, czyja to sprawka…

 

ROTMISTRZ

Obiecałeś Emmie małżeństwo ?

 

NOJD

Tak sobie powiedziałem…Obietnica nic nie kosztuje.

 

ROTMISTRZ

/ do pastora / To przecież skandaliczne !

 

PASTOR

Stara śpiewka. Jesteś mężczyzną, Nojd, a to znaczy, że powinieneś wiedzieć, czy to twoje dziecko, czy nie.

 

NOJD

Panie pastorze, nie zapieram się, że wtedy byłem z Emmą…Co nie znaczy, jak pan dobrze wie, że z tego musiało coś wyjść…

 

PASTOR

Zostawisz ją z dzieckiem ? Nie musisz się zaraz żenić, ale dziecko musi mieć ojca. Musi !

 

NOJD

Niech będzie, ale do spółki z Ludwikiem.

 

ROTMISTRZ

Skoro tak – przekażę sprawę do sądu. Zabieraj się stąd, do cholery !

 

PASTOR

Jedno słówko, Nojg. Tak ! Nie sądzisz, że to podłość porzucać dziewczynę z dzieckiem ?

No ? Że takie postępowanie…Tak ?!

 

NOJD

Żebym tylko wiedział, że jestem ojcem tego dziecka ! Skąd to wiedzieć, panie pastorze…

A znowu po co mi obcy bachor na całe życie…Panowie raczą zrozumieć…

 

ROTMISTRZ

Stul pysk ! Wynoś się !

 

NOJD

Rozkaz, panie rotmistrzu !

 

ROTMISTRZ

I z daleka od kuchni, kretynie !

 

SCENA TRZECIA  ----------------


ROTMISTRZ

Miałeś mu dać nauczkę !

 

PASTOR

A co to było, jak nie kazanie ?

 

ROTMISTRZ

E ! Takie tam byle co.

 

PASTOR

Przyznam się, że nie bardzo wiedziałem, co tu powiedzieć. Oboje zasługują na współczucie.

A jeżeli nie jest ojcem ? Dziewczyna zawsze może zostać mamką…dziecko do przytułku…

A chłopak, co ? Mamką nie zostanie i wyleją go z pułku…

 

ROTMISTRZ

Nie ja tu będę sędzią. Chłopak nie jest bez winy, chociaż…Najpewniej zawiniła dziewczyna.

PASTOR

Wróćmy jednak do naszego poprzedniego tematu. Berta i jej konfirmacja ?

 

ROTMISTRZ

Nie tyle konfirmacja, ile raczej edukacja. Wszystkie kobiety w tym domu chcą wychowywać moje dziecko. Teściowa przysposabia ją do spirytyzmu…duchy…wirujące talerze…Laura chce ją wyedukować na artystkę, a guwernantka na metodystkę. Niania jednak woli, żeby Berta została baptystką, zaś służące namawiają ją, aby wstąpiła do Armii Zbawienia…Czy w takich warunkach można prawidłowo ukształtować duszę dziecka, jego osobowość ? Wszyscy robią mi na przekór mimo, że mam największe prawo decydowania o jej wychowaniu…A to znaczy, że muszę zabrać Bertę z tego domu !

 

PASTOR

Babskie rządy !

 

ROTMISTRZ

No widzisz ! Czuję się jak w klatce z drapieżnikami ! Gdybym nie trzymał tych bab pod batem, rozszarpałyby mnie na strzępy ! Śmiej się teraz, spryciarzu…Nie wystarczy, że ożeniłem się z twoją siostrą, a ty jeszcze podrzuciłeś mi starą macochę…

 

PASTOR

Jak można mieszkać z kimś takim !

 

ROTMISTRZ

Ale ja mogę ?

 

PASTOR

Każdy ma swój krzyż.

 

ROTMISTRZ

Podobno. Ale ja mam znacznie więcej do dźwigania…Stara mamka, która traktuje mnie jak oseska…

 

PASTOR

Baby należy trzymać krótko, drogi szwagrze ! Za dużo im pozwalasz…

 

ROTMISTRZ

Ho, ho ! Może ty, ojczulku, nauczysz mnie, jak się to robi ?

 

PASTOR

Przyznaję, że moja siostra zawsze była uparta…

 

ROTMISTRZ

Nie to jest najgorsze…

 

PASTOR

Dalej, dalej ! Może się jeszcze czegoś dowiem, mimo że znam ją na wylot !

 

ROTMISTRZ

Laura łatwo wpada w egzaltację, za to niełatwo przystosowuje się do nowych warunków…

W końcu jest moją żoną !

 

PASTOR

I dlatego jest lepsza od innych ? To ona przecież najbardziej daje ci w kość…

 

ROTMISTRZ

Co by nie powiedzieć, jest źle. Laura trzyma Bertę przy sobie. Muszę wyrwać dziecko z tego wariatkowa.

 

PASTOR

To będzie trudne, jeżeli Laura nie wyraża zgody. Gdy jej w dzieciństwie czegoś zabraniano, zaraz udawała omdlenie i wymuszała każdą rzecz. Tylko po to, żeby postawić na swoim.

 

ROTMISTRZ

Już wcześniej taka była ? Teraz też reaguje niekiedy w sposób nazbyt emocjonalny, co mnie

niepokoi.

 

PASTOR

Co was tak różni w sprawie Berty ?

 

ROTMISTRZ

Nie podejrzewasz chyba, że zamierzam stworzyć z Berty jakiś…ósmy cud świata albo też swój własny portret ? Nie chcę natomiast być rajfurem wychowującym córkę wyłącznie na żonę, zdaną być może na łaskę jakiegoś bydlaka…

 

PASTOR

Zatem ?

 

ROTMISTRZ

Pragnę, żeby została nauczycielką. Jeśli kiedyś zostanie sama, zarobi na życie. Jeżeli wyjdzie zamąż, wykorzysta swoje wykształcenie, wychowując własne dzieci. I co ?

 

PASTOR

I dobrze ! Ale z drugiej strony Berta jest tak uzdolniona plastycznie, że aż szkoda taki talent

zmarnować.

 

ROTMISTRZ

Otóż nie ! Wybitny malarz, któremu pokazałem jej rysunki, ocenił, że ich poziom nie wykracza poza przeciętność. Ale Laurę w jej błędnym mniemaniu umocnił latem młody gnojek, wychwalający niebywałe zdolności Berty.

 

PASTOR

Zakochał się w niej ?

 

ROTMISTRZ

Tak przypuszczam !

 

PASTOR

Widzę, mój drogi, że mogę jedynie polecić cię boskiej opiece. Przykre to wszystko. Laura ma

w tym domu mocne wsparcie…

 

ROTMISTRZ

Tak ! W całym domu wrze, a ich metody są wręcz niegodziwe !

 

PASTOR

/ wstaje z kanapy / Skąd ja to znam !

 

ROTMISTRZ

Ty też ?

 

PASTOR

Ja też !

 

ROTMISTRZ

Mam wrażenie, że powoduje nimi jakaś pierwotna nienawiść do samca…Ale, ale…nie zostaniesz na kolacji ? Czekam na doktora. Widziałeś go przypadkiem ?

 

PASTOR

Z daleka, po drodze. Sympatyczny.

 

ROTMISTRZ

Dobrze ! Pomoże mi ?

 

PASTOR

Kto to wie. Może zna się na kobietach.

 

ROTMISTRZ

Zostaniesz ?

 

PASTOR

Dziękuję, mój drogi, ale nie mogę. Obiecałem mojej pani wrócić przed kolacją. Nie chcę jej

niepokoić.

 

ROTMISTRZ

Niepokoić ? Chyba – doprowadzić do furii ! Cóż, twoja sprawa ! Podam ci futro.

 

PASTOR

O, dziękuję. Mocno dzisiaj mrozi. Musisz lepiej dbać o siebie, Adolfie. Jesteś znerwicowany.

 

ROTMISTRZ

Rzeczywiście ?

 

PASTOR

Tak ! Coś ci dolega ?

 

ROTMISTRZ

To sugestia Laury ? Od dwudziestu lat widzi we mnie potencjalnego nieboszczyka.

 

PASTOR

To nie Laura ! To ja jestem niespokojny o ciebie. Dbaj o siebie, staruszku. Do widzenia.

 

ROTMISTRZ

Bądź zdrów ! Przekaż w domu moje pozdrowienia.

 

PASTOR

Do widzenia, drogi szwagrze. Pozdrów Laurę.  / wychodzi /

 

SCENA CZWARTA  ----------------


ROTMISTRZ

/ otwiera sekretarzyk, liczy pieniądze /  Trzydzieści cztery…dziewięć…czterdzieści trzy…

siedem, osiem, pięćdziesiąt jeden.

 

LAURA

/ wchodzi / Byłbyś łaskaw…

ROTMISTRZ

Chwileczkę ! Sześćdziesiąt sześć…Tak ?

 

LAURA

Nie przeszkadzam ?

 

ROTMISTRZ

Skądże ! Potrzebujesz pieniędzy na prowadzenie domu ?

 

LAURA

Tak.

 

ROTMISTRZ

Zostaw rachunki. Zaraz je sprawdzę.

 

LAURA

Rachunki ?

 

ROTMISTRZ

Tak !

 

LAURA

Muszę przedstawić rachunki ?

 

ROTMISTRZ

Teraz należy wszystko księgować na wypadek starcia z naszymi wierzycielami. Nasza sytuacja finansowa…

 

LAURA

To nie moja wina, że nasza sytuacja finansowa…

 

ROTMISTRZ

Dowiemy się o tym z twoich rachunków.

 

LAURA

To moja wina, że dzierżawca nie płaci ?

 

ROTMISTRZ

Ty poręczyłaś za tego nieudacznika.

 

LAURA

Ale ty go przyjąłeś.

 

ROTMISTRZ

Gdybym go nie przyjął, to wylądowałbym w szpitalu wariatów albo na cmentarzu. Zatruwałyście mi każdy dzień, aż wreszcie zwalił mi się na kark ! Popierałaś go, bo twój braciszek chciał się go pozbyć; spodobał się twojej matce, bo mnie się nie podobał, guwernantce – bo był metodystą, a starej Margret – bo przyjaźniła się z jego babką…Masz tu

pieniądze, a rachunki dasz mi później.

 

LAURA

Dziękuję bardzo ! Czy swoje wydatki poza domem także notujesz ?

 

ROTMISTRZ

Nie twoja sprawa.

LAURA

Tak jak wychowanie mojego dziecka. Czy dzisiejsza narada obu panów przyniosła jakąś decyzję ?

 

ROTMISTRZ

Decyzję podjąłem znacznie wcześniej. Berta wyjedzie na pensję do miasta. Już za dwa tygodnie.

 

LAURA

Do kogo ? Jeśli to nie tajemnica ?

 

ROTMISTRZ

Do sędziego Sarberga.

 

LAURA

Do tego heretyka !

 

ROTMISTRZ

Prawo nakazuje wychowywać dzieci w religii ich ojców.

 

LAURA

Matki tutaj nie mają nic do gadania ?

 

ROTMISTRZ

Ani trochę. Przekazały swoje prawa ojcom swych dzieci w zamian za opiekę i zapewnienie

codziennego bytowania.

 

LAURA

Matka ma być pozbawiona wszelkich praw do swojego dziecka ?

 

ROTMISTRZ

Wszelkich ! Nie można mieć jednocześnie towaru i pieniędzy za ten towar.

 

LAURA

Ale może to być wspólna decyzja…

 

ROTMISTRZ

I co by to dało ? Ja – Berta wyjedzie do miasta. Ty – zostanie w domu. Nasza średnia arytmetyczna to połowa drogi między domem a miastem. Gdzieś na dworcu ? Nie da się tego rozwiązać…

 

LAURA

To trzeba przeciąć ! / pauza / Co znowu z tym Nojdem ?

 

ROTMISTRZ

Tajemnica zawodowa !

 

LAURA

Nie dla kucharek !

 

ROTMISTRZ

No to już wiesz !

 

LAURA

Już wiem.

ROTMISTRZ

Wydałaś już wyrok ?

 

LAURA

O wyroku stanowi prawo.

 

ROTMISTRZ

Prawo nie stanowi, kto jest ojcem dziecka.

 

LAURA

To powinno się wiedzieć samemu.

 

ROTMISTRZ

Mądrość ludowa głosi, że tego nie wie się nigdy.

 

LAURA

To ciekawe ! Nie wiadomo, kto jest ojcem ?

 

ROTMISTRZ

Tak się mówi.

 

LAURA

Po co zatem powoływać się na jakieś ojcowskie prawa ?

 

ROTMISTRZ

Te prawa wynikają z podjętych przez ojca obowiązków wobec rodziny. Małżeństwo rozstrzyga wszelkie wątpliwości w tym względzie.

 

LAURA

Wszelkie wątpliwości ?

 

ROTMISTRZ

Mam nadzieję !

 

LAURA

A zdrada małżeńska ?

 

ROTMISTRZ

Nie w tym wypadku ! Coś jeszcze ?

 

LAURA

Nie !

 

ROTMISTRZ

No to idę do siebie. Daj mi znać, jak zjawi się doktor. / zamyka sekretarzyk /

 

LAURA

Jak sobie życzysz.

 

ROTMISTRZ

/ wychodzi przez drzwi w wytapetowanej ścianie / Zawołaj mnie. Tak ?

 

SCENA PIĄTA

/ słychać głos teściowej w głębi mieszkania : Laura ! /

LAURA

Słucham !

 

GŁOS TEŚCIOWEJ

Co z herbatą ?!

 

LAURA

Zaraz !

 

SVARD

/ wchodzi / Pan doktor Ostermark.

 

DOKTOR

Szanowna pani !

 

LAURA

/ podaje mu rękę / Witam serdecznie pana doktora w naszym domu. Za chwilę zjawi się mąż.

 

DOKTOR

Pragnę przeprosić za spóźnienie…Miałem jeszcze kilka wizyt po drodze…

 

LAURA

Proszę, niech pan usiądzie, doktorze !

 

DOKTOR

Dziękuję.

 

LAURA

Ostatnio dużo u nas chorych, ale mam nadzieję, że nie zniechęci to pana do nas, prowincjuszy. To piękne, kiedy lekarz tak troszczy się o pacjentów. Słyszałam o panu, panie

doktorze, tyle dobrego…Mam pewność, że nie jest to nasze jedyne spotkanie.

 

DOKTOR

To miłe z pani strony. Częste wizyty lekarza nie zwiastują jednak nic dobrego. Ale w tej rodzinie wszyscy są jak na razie w dobrym zdrowiu, więc…

 

LAURA

Na razie. Tak to przynajmniej wygląda.

 

DOKTOR

Wygląda ?

 

LAURA

Cóż, mogłoby być lepiej…

 

DOKTOR

Jestem zaniepokojony !

 

LAURA

O pewnych rodzinnych sprawach nie wypada mówić…

 

DOKTOR

Ale nie przed rodzinnym lekarzem !

 

 

LAURA

Ano właśnie ! Ciężko mi mówić o tym już przy pierwszym naszym spotkaniu…

 

DOKTOR

Może odłożymy tę rozmowę do czasu przedstawienia mnie panu rotmistrzowi ?

 

LAURA

Nie ! To musi nastąpić, zanim pan go pozna.

 

DOKTOR

Coś z nim…?

 

LAURA

Taki kochany i taki biedny !

 

DOKTOR

Pani wzmaga mój niepokój…I niech mi pani wierzy – głęboko współczuję…

 

LAURA

/ z chusteczką przy oczach / Mąż jest umysłowo chory !

 

DOKTOR

Co też pani mówi ! Artykuły pana rotmistrza na temat minerałów wzbudziły mój podziw dla jego umysłu i wybitnej inteligencji…

 

LAURA

Doprawdy ? Czułabym się taka szczęśliwa, gdybyśmy wszyscy w tym domu nie mieli racji…A jednak !

 

DOKTOR

Może rzeczywiście coś się dzieje z jego umysłem…Więc jak to wygląda ?

 

LAURA

Co jakiś czas przychodzą mu do głowy bardzo dziwne pomysły i poglądy…wiadomo, jest uczonym…ale zaczynają one zagrażać naszej rodzinie…Często kupuje, co popadnie…

 

DOKTOR

Co kupuje ?

 

LAURA

Mnóstwo książek…I wcale tego nie czyta.

 

DOKTOR

To nic dziwnego. Ludzie nauki często gromadzą książki.

 

LAURA

Pan mi jednak nie wierzy, doktorze ?

 

DOKTOR

Wierzę w pani jak najlepsze intencje !

 

LAURA

Czy normalny człowiek może zobaczyć w mikroskopie to, co ma miejsce na innych planetach?

 

DOKTOR

Tak twierdzi ?

 

LAURA

Tak !

 

DOKTOR

W mikroskopie ?

 

LAURA

W mikroskopie !

 

DOKTOR

Gdyby to była prawda…

 

LAURA

Pan mi nadal nie wierzy ? Zdradziłam panu rodzinną tajemnicę i okazuje się, że nie zasługuję na zaufanie…

 

DOKTOR

Proszę wybaczyć, ale jako lekarz, muszę to zbadać, zanim postawię diagnozę…Czy pani mąż zachowuje się w jakiś szczególny sposób ?

 

LAURA

Tak, tak…Nie jest stały w decyzjach.

 

DOKTOR

Uparty ?

 

LAURA

Gdy osiągnie  to, co chce, nagle przestaje się tym interesować…

 

DOKTOR

To typowe i zasługuje na systematyczną obserwację…Wola jest fundamentem naszej duszy

i kiedy zostaje naruszona, dusza czuje się zagubiona…

 

LAURA

Sam Bóg może zaświadczyć, jak ciężko znosiłam jego kaprysy przez te wszystkie lata…Jak okropne to było życie ! Nie uwierzy pan !

 

DOKTOR

Serdecznie pani współczuję i zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby pani pomóc. Proszę tylko o pełne zaufanie. Proszę także nie denerwować chorego, nie prowokować silnych wzruszeń, bo to często prowadzi do stanów urojeniowych. Czy to jasne /

 

LAURA

Nie należy wzbudzać jego podejrzliwości ?

 

DOKTOR

Otóż to ! Wtedy chory tworzy różne urojenia…

 

LAURA

Rozumiem ! Dobrze. Zapamiętam to ! / słychać dzwonek z głębi mieszkania / Przepraszam pana, mama czegoś potrzebuje…Jedną chwileczkę…O, jest Adolf !

 

SCENA SZÓSTA  ----------------

ROTMISTRZ

/ wchodzi przez drzwi ukryte w ścianie / Serdecznie witam pana doktora w naszych progach !

 

DOKTOR

Jestem zaszczycony z poznania tak wybitnego naukowca !

 

ROTMISTRZ

Co też pan mówi ! Na służbie nie ma czasu na jakąś poważną pracę naukową, chociaż jestem bliski odkrycia czegoś niezwykłego…

 

DOKTOR

No, no ?

 

ROTMISTRZ

Niech pan sobie wyobrazi, że przeprowadziłem analizę widmową meteorytów i odkryłem w nich węgiel, czyli ślady życia ! I co ?

 

DOKTOR

Przy pomocy mikroskopu ?

 

ROTMISTRZ

Spektroskopu pryzmatycznego !

 

DOKTOR

Spektroskopu ! Wygląda na to, że już wkrótce opowie nam pan, co się dzieje na Jowiszu !

 

ROTMISTRZ

Raczej, co się tam działo kiedyś ! Jak tylko ten pieroński księgarz przyśle mi z Paryża zamówione książki…Jakby się zmówili przeciwko mnie. Od ponad dwóch miesięcy żaden z nich nie reaguje na moje ponaglenia. Można oszaleć ! Jak tak może być !

 

DOKTOR

Nie należy się tym przejmować. Zwykłe niedbalstwo.

 

ROTMISTRZ

Do pioruna ! Przez to nie mogę skończyć mojego artykułu i ci z Berlina mogą mnie uprzedzić…Zostawmy to ! Jeśli chodzi o pana, proponuję gościnny pokój. A może woli pan mieszkanie po swoim koledze ?

 

DOKTOR

To już tak, jak pan zdecyduje…

 

ROTMISTRZ

Nie ja – pan ! No, śmiało !

 

DOKTOR

Zdaję się na decyzję pana rotmistrza.

 

ROTMISTRZ

To nie moja decyzja. To pan powinien wiedzieć, czego pan chce. Mnie to nie obchodzi. Absolutnie !

 

 

DOKTOR

Jak mogę decydować…

 

ROTMISTRZ

Chryste, niechże się pan wreszcie zdecyduje…Moje zdanie, czy życzenie…nie ma tu żadnego znaczenia…Nie jest pan chyba fujarą, która nie wie, czego chce ? Proszę mówić, bo tracę cierpliwość !

 

DOKTOR

Zdecydowałem, że zamieszkam w pańskim domu !

 

ROTMISTRZ

Brawo ! Uff ! Dziękuję ! proszę wybaczyć, doktorze, ale każdy brak zdecydowania wyprowadza mnie z równowagi. / dzwoni – wchodzi Margret / A, Margret ! Czy dla pana doktora…

 

NIANIA

Pokoje przygotowane !

 

ROTMISTRZ

No, proszę ! A więc nie zatrzymuję pana dłużej. Powinien pan odpocząć. Do zobaczenia.

 

DOKTOR

Dobranoc, panie rotmistrzu.

 

ROTMISTRZ

Wie pan już niewątpliwie coś niecoś od mojej żony…

 

DOKTOR

Zostałem już wtajemniczony w coś niecoś przez pana małżonkę, panie rotmistrzu. Życzę dobrej nocy. / wychodzi /

 

SCENA SIÓDMA  ----------------

ROTMISTRZ

Znowu ty, moja droga ?

 

NIANIA

Panicz Adolf musi mnie wysłuchać !

 

ROTMISTRZ

I wysłucham ! Jako jedynej osoby, która nie nadwyręża moich nerwów.

 

NIANIA

Trzeba by, panie Adolfie, jakoś dogadać się z panią w sprawie dziecka…To przecież matka, nie ?

 

ROTMISTRZ

Jest także ojciec, Margret !

 

NIANIA

Niech będzie, niech będzie…Ale ojciec ma jeszcze wiele innych rzeczy na głowie, a matce pozostaje tylko dziecko…

 

 

ROTMISTRZ

Tak ! Wszystkie te sprawy zwaliły się na moją głowę…Kim mógłbym być teraz, gdyby nie żona i dziecko ?

 

NIANIA

Ja nie o tym.

 

ROTMISTRZ

Masz mnie przekonać, że nie mam racji.

 

NIANIA

Źle panu życzę ?

 

ROTMISTRZ

Nie, nie ! Po prostu nie rozumiesz, co jest dla mnie dobre. Dać dziecku życie to niewiele. Ja chcę mu także oddać swoją duszę.

 

NIANIA

A tego to nie rozumiem. Co ma wspólnego jedno z drugim, żeby się pogodzić ?

 

ROTMISTRZ

Jednak nie jesteś moją przyjaciółką, Margret !

 

NIANIA

Nie jestem ? Mocny Boże ! Niech pan Adolf tak nie mówi ! Wyniańczyłam pana jak własnego syna…

 

ROTMISTRZ

Tak ! I zawsze stałaś po mojej stronie przeciw wszystkim. Ale teraz, gdy znalazłem się w trudnej sytuacji, przeszłaś na stronę wroga.

 

NIANIA

Wroga ?

 

ROTMISTRZ

Wroga ! Cały czas jesteś świadkiem tego, co się dzieje…

 

NIANIA

Widziałam tu niejedno ! Ale, mój Boże, czy dwoje ludzi musi się tak stale zadręczać ? Skoro dla innych są tacy dobrzy…choćby jak pani dla mnie…

 

ROTMISTRZ

Nie dla mnie, Margret ! Jeśli teraz mnie zostawisz, popełnisz ciężki grzech. Zawiązano tu spisek przeciwko mnie. Ten nowy doktorek  też umoczył w tym palce !

 

NIANIA

Jak można tak wszystkich źle osądzać ? To dlatego, że nie ma w panu prawdziwej wiary !

 

ROTMISTRZ

Tak jak w tobie i w twoich baptystach !

 

NIANIA

Niech pan w końcu zegnie kark przed Bogiem…i zaraz pokocha pan ludzi…

 

 

ROTMISTRZ

To niezwykłe, że twój głos twardnieje, a oczy napełniają się nienawiścią właśnie wtedy, gdy zaczynasz mówić o miłości bliźniego i o Bogu. I ty masz prawdziwą wiarę, Margret ?

 

NIANIA

To wymądrzanie się niewiele panu pomoże.

 

ROTMISTRZ

Ileż to pychy w tej religijnej pokorze ! Widać, że mądrość omija z daleka takie proste łby jak wasze.

 

NIANIA

Jak panu nie wstyd ! Mimo tego, stara Margret i tak kocha swojego Adolfa, który, gdy przyjdzie nieszczęście szybko do niej powróci.

 

ROTMISTRZ

Wybacz mi, Margret ! Mam tutaj tylko ciebie. Przeczuwam coś złego i liczę na twoją pomoc.

Coś się już zaczęło ! / słychać krzyk / Kto to ?

 

SCENA ÓSMA  ----------------

 

BERTA

/ wbiega / Tatku, ratuj mnie !

 

ROTMISTRZ

Co się stało, moje słoneczko ?

 

BERTA

Babcia chce mnie ukarać, bo ją oszukałam !

 

ROTMISTRZ

Opowiadaj.

 

BERTA

Ale nie będziesz się na mnie złościł, tatku ?

 

ROTMISTRZ

Dobrze, dobrze…Opowiadaj wreszcie, co się takiego stało ?

 

BERTA

Gdy robi się ciemno, babcia przykręca lampę, każe mi siadać przy stole z piórem i papierem, a potem zapowiada, że przeze mnie będą pisać duchy…

 

ROTMISTRZ

A do licha ! Mówisz mi o tym dopiero teraz ?

 

BERTA

Przepraszam, tatku, ale bałam się, bo babcia powiedziała, że duchy mszczą się za niezachowanie tajemnicy. Nie wiem, czy duchy piszą, czy ja sama…Ale często jestem zmęczona i to nie wychodzi…Wtedy babcia na mnie krzyczy ! Dzisiaj szło nawet dobrze, ale babcia powiedziała, że ja oszukałam, przepisując z książki…To było okropne…

 

ROTMISTRZ

Wierzysz w duchy, moja maleńka ?

 

BERTA

Nie wiem !

 

ROTMISTRZ

Ale ja wiem, że duchy nie istnieją !

 

BERTA

Babcia uważa, że tatko się na tym nie zna, i że pisanie o różnych planetach jest o wiele gorsze.

 

ROTMISTRZ

Tak plecie ! Co jeszcze ?

 

BERTA

Że tatko nie ma pojęcia o czarach !

 

ROTMISTRZ

A po co ? Za to badam meteoryty, takie kamienie, które spadają na ziemię z innych planet, żeby sprawdzić, czy są w nich ziemskie pierwiastki. Tyle to można zobaczyć.

 

BERTA

Babcia opowiada, że widzi rzeczy niedostępne dla nikogo…

 

ROTMISTRZ

Kłamie !

 

BERTA

Babcia nie kłamie !

 

ROTMISTRZ

A dlaczego ?

 

BERTA

Mama też kłamie ?

 

ROTMISTRZ

Eee…

 

BERTA

Nigdy ci nie uwierzę, jeśli myślisz, że mama kłamie.

 

ROTMISTRZ

Ale musisz uwierzyć, że twoja przyszłość zależy od wyjazdu z tego domu. Chcesz pojechać do miasta i zdobyć zawód tak przydatny w życiu ?

 

BERTA

Oj ! Chciałabym wyjechać stąd dokądkolwiek, tatku ! Ale musiałabym cię często widywać. Często ! Ach, w naszym domu jest tyle smutku, jak w mroźną noc…A kiedy się zjawiasz, robi się nagle jaśniej, jak w wiosenny poranek…

 

ROTMISTRZ

Moje słoneczko !

 

BERTA

Mama tak często płacze…Będziesz dobry dla niej, tatku ?

ROTMISTRZ

Taak…A więc wyjedziesz do miasta ?

 

BERTA

Tak, tak, tak !

 

ROTMISTRZ

A jak mama powie: nie !

 

BERTA

Powie: tak !

 

ROTMISTRZ

Może się nie zgodzić i co wtedy ?

 

BERTA

Zgodzi się !

 

ROTMISTRZ

Musisz ją o to poprosić, dobrze ?

 

BERTA

Ty poprosisz. Mnie nie posłucha.

 

ROTMISTRZ

My chcemy, ale ona nie zechce. I co ?

 

BERTA

Wszystko się pokręciło…Nie możecie, ty i mama…

 

SCENA DZIEWIĄTA  -----------------

 

LAURA

/ wchodzi / Berta tutaj ! No to zapytamy ją, co myśli o decyzji, dotyczącej jej przyszłości.

 

ROTMISTRZ

Nie wymagajmy od dziecka poważnej opinii na temat dorosłego życia. Nasze doświadczenie…

 

LAURA

Niech Berta rozstrzygnie, kto z nas ma rację !

 

ROTMISTRZ

Nie ! Nikt nie będzie decydował o moich prawach ! Berto, kochanie, proszę, żebyś wyszła.

/ Berta wybiega /

 

LAURA

Zamknąłeś jej usta w obawie, że stanie po mojej stronie.

 

ROTMISTRZ

To widać, że Berta chce wyjechać z tego domu, ale ty zręcznie nią manipulujesz…

 

LAURA

Przeceniasz mnie.

 

ROTMISTRZ

Należysz do ludzi, którzy nie cofają się przed niczym. Dla których cel uświęca środki. Ciekawe, jak usunęłaś stąd doktora Norlinga i ściągnęłaś sobie tego nowego ?

 

LAURA

O ! A jak myślisz ?

 

ROTMISTRZ

Norling wyjechał, bo miał dosyć twojego chamstwa. Potem twój braciszek ustawił głosowanie na korzyść tego bubka.

 

LAURA

Zgodnie z prawem. / pauza / Więc Berta wyjeżdża ?

 

ROTMISTRZ

Za dwa tygodnie.

 

LAURA

Nie zmienisz zdania ?

 

ROTMISTRZ

Nie !

 

LAURA

Rozmawiałeś z nią…?

 

ROTMISTRZ

Tak !

 

LAURA

Nie pozwolę na to !

 

ROTMISTRZ

Szkoda fatygi !

 

LAURA

Rzeczywiście ? Wydaje ci się, że matka może narazić swoje dziecko na wpływy zdegenerowanego środowiska, zamiast je chronić przed złem ? Moja córka nie wybaczyłaby

mi kiedyś tego.

 

ROTMISTRZ

A tobie się roi, że wydam córkę na pastwę ograniczonych bab, urabiających dziecko przeciwko własnemu ojcu ?

 

LAURA

Co tu ma do rzeczy ojciec ?

 

ROTMISTRZ

Że co ?

 

LAURA

Matka zawsze wie, czy to jej dziecko, ojciec – nie.

 

ROTMISTRZ

Co to znaczy ?

LAURA

Nie możesz mieć pewności, że jesteś ojcem Berty !

 

ROTMISTRZ

Nie mam pewności ?

 

LAURA

Oczywiście ! Nie ma jej żaden ojciec !

 

ROTMISTRZ

To żart ?

 

LAURA

Czerpię pełną garścią z twoich nauk. Poza tym mogłam cię zdradzić, nie ?

 

ROTMISTRZ

Mogę cię posądzać o wiele innych rzeczy, ale nie o to. Nie powiedziałabyś mi tego, gdyby to była prawda…

 

LAURA

Może ze względu na dobro dziecka ? A teraz w końcu mogę wyznać prawdę: Berta jest moim dzieckiem, nie twoim. Może…

 

ROTMISTRZ

Dosyć !

 

LAURA

Gdzie wtedy twoje ojcowskie prawa ?

 

ROTMISTRZ

To trzeba udowodnić !

 

LAURA

Drobiazg. Chcesz tego ?

 

ROTMISTRZ

Dosyć już !

 

LAURA

Podaje się nazwisko prawdziwego ojca, czas i miejsce zdrady…Ile to lat po naszym ślubie urodziła się Berta ? Trzy lata…

 

ROTMISTRZ

Dosyć, albo…

 

LAURA

Albo ? Dobrze, dajmy temu pokój ! Przemyśl to. Będziesz najbardziej uczonym rogaczem w okolicy !

 

ROTMISTRZ

To nie jest śmieszne. Bezgranicznie smutne.

 

LAURA

Będziesz zatem jeszcze śmieszniejszy !

 

ROTMISTRZ

Ty nie ?

 

LAURA

Ani trochę. Kobiet nie przechytrzysz.

 

ROTMISTRZ

Dlatego nie można z wami zadzierać.

 

LAURA

Po co więc wypowiadasz wojnę przeciwnikowi silniejszemu od ciebie ?

 

ROTMISTRZ

Silniejszemu ?

 

LAURA

Tak ! Zadziwiające, ale zawsze czułam swoją przewagę nad mężczyznami…

 

ROTMISTRZ

Teraz poczujesz coś przeciwnego i to tak mocno, że zapamiętasz to na zawsze.

 

LAURA

Zaciekawiasz mnie !

 

NIANIA

/ wchodzi / Podano kolację !

 

LAURA

Doskonale ! / rotmistrz siada w fotelu / Zostajesz ?

 

ROTMISTRZ

Nie jestem głodny !

 

LAURA

Obraziłeś się ?

 

ROTMISTRZ

Nie jestem głodny.

 

LAURA

Nie rób scen ! Chodź, proszę ! Nie to nie ! / wychodzi /

 

NIANIA

Co znowu takiego, panie Adolfie ?

 

ROTMISTRZ

Powiedz mi, dlaczego wy, kobiety, macie skłonność do traktowania dorosłego mężczyzny tak, jakby nadal był dzieckiem ?

 

NIANIA

Nie wyznaję się na tym, ale to chyba dlatego, że każdy mężczyzna, stary czy młody, zawsze jest dzieckiem jakiejś kobiety…

 

ROTMISTRZ

…i żaden mężczyzna nie urodził kobiety ! Margret, czy jestem ojcem Berty ? Powiedz !

NIANIA

Co za głupstwa ! Jest pan ojcem Berty, a jakże ! A teraz proszę iść na kolację ! Bez takiej miny ! Proszę !

 

ROTMISTRZ

/ wstaje z fotela / Wynocha ! Wracaj do piekła, stara czarownico ! Svard ! Svard !

 

SVARD

/ wbiega / Panie rotmistrzu !

 

ROTMISTRZ

Siodłaj konia ! Piorunem !

 

NIANIA

Panie rotmistrzu !

 

ROTMISTRZ

Zejdź mi z oczu, czarownico !

 

NIANIA

Boże, co teraz…co teraz ?

 

ROTMISTRZ

Nie wracam przed północą ! / wybiega /

 

NIANIA

Boże, miej nas w opiece ! Co teraz…?

 

 

AKT  DRUGI

 

SCENA PIERWSZA  -------------------

 

DOKTOR

Po rozmowie z panem rotmistrzem nie wszystko jest dla mnie jasne. Otóż błędne było pani twierdzenie, ze pan rotmistrz osiągnął te zaskakujące badawcze rezultaty za pomocą mikroskopu. Wiem, że był to spektroskop, a więc trudno tu podejrzewać chorobę umysłową…

 

LAURA

Nic takiego nie powiedziałam…

 

DOKTOR

Droga pani ! Zwróciłem szczególną uwagę na ten szczegół…Mam to w moich notatkach z naszej rozmowy. Zarzuty muszą być udokumentowane i niepodważalne, jeśli chce się kogoś

ubezwłasnowolnić.

 

LAURA

Ubezwłasnowolnić ?

 

DOKTOR

Człowiek chory umysłowo traci prawa rodzinne i publiczne.

 

 

LAURA

Nie wiedziałam o tym.

 

DOKTOR

Nie rozumiem jednej rzeczy. Mąż skarżył się, że nie otrzymuje przesyłek od księgarza. Czy to nie pani, kierując się, oczywiście, najlepszymi intencjami, zablokowała wymianę tej korespondencji ?

 

LAURA

Zrobiłam to z poczucia obowiązku, inaczej doprowadziłby nas do ruiny ! Musiałam zadbać o nasze interesy !

 

DOKTOR

Przepraszam, ale nie zdaje sobie pani sprawy ze skutków takiego postępowania. Jeśli mąż dowie się o tym, jego nieufność do pani zyska realne podstawy. Skrycie przeciwstawiając się jego woli tylko potęguje pani stany wzbudzenia i irytacji. Sama pani wie, jak boleśnie odczuwamy wszelkie próby unicestwienia naszych planów i marzeń…

 

LAURA

O, tak !

 

DOKTOR

Ma pani zatem świadomość, jak silny będzie to cios…

 

LAURA

Nie wraca, a już północ. Zawsze się boję, żeby coś się nie stało !

 

DOKTOR

Proszę mi powiedzieć, co takiego zaszło między wami po moim wyjściu.

 

LAURA

Coś bredził i dziwaczył…Że, proszę sobie wyobrazić, nie jest ojcem Berty !

 

DOKTOR

Skąd to podejrzenie ?

 

LAURA

Nic nie rozumiem. Może wzięło się to z rozmowy z jednym z żołnierzy, którego posądza się o ojcostwo…Gdy stanęłam po stronie biednej dziewczyny, wyrwało mu się, ze nigdy nie wiadomo, kto jest ojcem dziecka…Tak sobie to wbił do głowy, że wszelkie moje próby…/wybucha płaczem /

 

DOKTOR

Widzę, że sprawa jest poważna. Czy kiedyś miały miejsce podobne obsesje ?

 

LAURA

Sześć lat temu ! W liście do lekarza wyznał, że boi się obłędu.

 

DOKTOR

No tak, stara historia ! Gdzie on teraz może być ?

 

LAURA

Nie wiem. Stale przychodzą mu do głowy różne szalone pomysły.

 

 

DOKTOR

Życzy pani sobie, żebym poczekał na jego powrót ? Żeby nie wzbudzić jego podejrzeń, powiem, że pani matka źle się poczuła i przyszedłem ją zbadać.

 

LAURA

Jak najbardziej ! Niech nas pan nie opuszcza, doktorze. Tak się niepokoję ! Może lepiej powiedzieć mu szczerze i jasno, co mu dolega ?

 

DOKTOR

Tego się nie robi w stosunku do chorych umysłowo. Wszystko wymaga czasu. Ale my go nie mamy…Przejdę do sąsiedniego pokoju, żeby to nie wyglądało na jakiś spisek.

 

LAURA

Słusznie ! Zostawmy tutaj Margret. Ona zawsze czeka na niego i jest jedyną osobą, z która mąż się liczy. Margret ! Margret !

 

NIANIA

/ wchodzi / Wzywała mnie pani ? Pan już wrócił ?

 

LAURA

Nie, ale poczekaj tutaj na niego. Jak się zjawi, to powiedz mu, że teściowa zachorowała i jest u niej pan doktor.

 

NIANIA

Ale…Tak, tak ! Wszystkiego przypilnuję.

 

LAURA

/ otwiera drzwi do sąsiedniego pokoju / Proszę za mną !

 

DOKTOR

Jak pani sobie życzy !

 

SCENA DRUGA  -----------------

 

NIANIA

/ wkłada okulary i czyta z książki do nabożeństwa /  Tak !

Żywot człowieczy tak marny,

tak żwawo do kresu sięga.

Wszędy Anioł Śmierci czarny

swym głosem wszędy dobiega.

Marność nad marnościami !

Próżność nad próżnościami !

 

Tak !

 

I co żyje na tej ziemi,

miecz Anioła wnet wypleni.

Jednaka wszystkim żałoba

i te słowa, co na grobach.

Marność nad marnościami !

Próżność nad próżnościami !

 

Tak !

 

 

BERTA

/ wchodzi z kubkiem kawy i jakąś robótką / Margret, mogę z tobą posiedzieć ? Na górze boję się czegoś…

 

NIANIA

Jeszcze nie śpisz, moje dziecko ?

 

BERTA

Ta haftowana chusteczka to prezent gwiazdkowy dla tatki ! Dla ciebie też coś mam !

 

NIANIA

Już dobrze, dziecinko, ale musisz jutro wcześnie wstać. Minęła północ…

 

BERTA

Boję się duchów tam na górze…

 

NIANIA

A widzisz ! Mówiłam, że w tym domu straszy. Coś słyszałaś ?

 

BERTA

Ktoś śpiewał na strychu !

 

NIANIA

Na strychu !

 

BERTA

Tak smutno i żałośnie…i dobiegał z pomieszczenia, gdzie stoi kołyska…No, wiesz, z lewej strony…

 

NIANIA

Ooo…I jeszcze ta upiorna pogoda dzisiejszej nocy !

 

BERTA

Tatko jest chory, Margret ?

 

NIANIA

Może i tak…

 

BERTA

No to nie będzie Wigilii. Ale jak jest chory, to nie powinien chodzić ?

 

NIANIA

Ma, kochanie, taką chorobę, że nie musi leżeć w łóżku. Sza ! Ktoś jest w sieni ! Idź do łóżka !

I wynieś tę kawę, bo tata może się rozgniewać.

 

BERTA

Dobranoc, Margret. / wychodzi /

 

NIANIA

Dobranoc, dziecinko, i niech Bóg czuwa nad tobą.

 

SCENA TRZECIA  ----------------

 

ROTMISTRZ

/ wchodzi / Nie śpisz o tej porze ? Marsz do łóżka !

NIANIA

Czekałam…/ rotmistrz siada przy sekretarzyku, zapala świecę, wyjmuje z kieszeni jakieś listy/  Panie Adolfie !

 

ROTMISTRZ

Chcesz czegoś ?

 

NIANIA

Doktor jest u starszej pani !

 

ROTMISTRZ

Coś groźnego ?

 

NIANIA

Pewnie tylko przeziębienie.

 

ROTMISTRZ

Znasz ojca swojego dziecka, Margret ?

 

NIANIA

Mówiłam już panu tyle razy, że to ten huncwot Johansson.

 

ROTMISTRZ

Skąd pewność ?

 

NIANIA

Dziecinne pytanie ! Miałam go tylko jednego.

 

ROTMISTRZ

I on był pewien, że tylko z nim byłaś ? Otóż, nie ! Tylko ty znasz prawdę, on – nie. To jest ta różnica…

 

NIANIA

Nie ma tu żadnej różnicy.

 

ROTMISTRZ

Może dla ciebie. Ale ona, niestety, istnieje ! / przegląda album leżący na stole / Jak myślisz,

Berta jest podobna do mnie ?

 

NIANIA

Kropla w kroplę !

 

ROTMISTRZ

Johansson przyznał się do ojcostwa ?

 

NIANIA

Musiał !

 

ROTMISTRZ

Musiał ? Żałosne ! O ! Pan doktor !

 

SCENA CZWARTA  --------------

 

ROTMISTRZ

Witam, doktorze. Co z moją teściową ?

DOKTOR

Nic poważnego. Niegroźne skręcenie lewej stopy.

 

ROTMISTRZ

Różni się pan w tej sprawie z Margret, która zdiagnozowała to jako przeziębienie. No, idź już do łóżka, Margret ! / niania wychodzi, pauza / Niech pan usiądzie, doktorze.

 

DOKTOR

Dziękuję. / siada /

 

ROTMISTRZ

Skrzyżowanie zebry z klaczą daje w efekcie pręgowane źrebaki ?

 

DOKTOR

/ zaskoczony / No tak !

 

ROTMISTRZ

Gdy później skrzyżujemy klacz z ogierem, to następne źrebaki też będą pręgowane ?

 

DOKTOR

Zgadza się.

 

ROTMISTRZ

A więc może się zdarzyć, że ogier zostanie ojcem zebry i odwrotnie ?

 

DOKTOR

To możliwe.

 

ROTMISTRZ

Czyli podobieństwo dziecka do ojca nie jest w tej kwestii żadnym dowodem ?

 

DOKTOR

Oj !

 

ROTMISTRZ

Ojcostwo nie jest do udowodnienia.

 

DOKTOR

Ach !

 

ROTMISTRZ

Jest pan wdowcem, tak ? Miał pan…ma dzieci ?

 

DOKTOR

Taaak…

 

ROTMISTRZ

Widok ojca reklamującego po ulicach „swoje” bachory wydaje mi się niebywale komiczny.

Powinien raczej rozgłaszać, że to „przychówek jego żoneczki”…Nigdy nie śmieszyła pana

nieco fałszywa rola tatusia ? Nie miał pan wątpliwości, a nawet – bez urazy – podejrzeń ?

 

DOKTOR

Takie uczucia są mi obce. To zdaje się Goethe napisał, że swoje dzieci należy przyjmować

z pełną wiarą…

 

ROTMISTRZ

Wiara i kobiety ? Duże ryzyko.

 

DOKTOR

Są różne kobiety.

 

ROTMISTRZ

Opowiem panu coś, co wzbudziło moje wątpliwości. Podróżując statkiem w młodości poznałem kobietę rozpaczającą po stracie narzeczonego, który właśnie utonął. Przysiadła się do naszego towarzystwa. I co pan powie ? Po każdym kieliszku szampana byłem coraz

bliżej celu. Jeszcze przed świtem była moja !

 

DOKTOR

Takie przypadki mogą się zdarzyć. Co to ma do rzeczy ?

 

ROTMISTRZ

A to: poznałem w uzdrowisku młodą i bardzo religijną damę z dziećmi. Pożyczyłem jej kilka

Książek. Po naszym rozstaniu znalazłem w jednej z nich wyznanie miłosne na bileciku…

Takie „niewinne” wyznanie miłosne mężatki skierowane do obcego mężczyzny, który przecież nigdy o nią nie zabiegał. A wniosek ? Nie ufaj nikomu !

 

DOKTOR

Przesada w tym względzie nie popłaca !

 

ROTMISTRZ

Do pewnego stopnia ! Nie dość na tym. Ta kobieta, doktorze, opowiedziała mężowi, że zakochała się we mnie, nie zdając sobie sprawy, że postąpiła wobec męża niegodnie. Kobiety nie mają świadomości, że postępują nikczemnie ! Może to umniejsza ich winę, ale nie chroni od wyroku.

 

DOKTOR

Panie rotmistrzu ! Przestrzegam pana przed takim chorobliwym myśleniem.

 

ROTMISTRZ

Niech pan nie nadużywa słowa: „chorobliwy”. Nie każdy kocioł parowy wybucha, gdy manometr wskazuje sto stopni ! Jak prawdziwy mężczyzna nie będę się skarżył, ani oskarżał. Skrzyżuję ręce na piersi jak Rzymianin i wstrzymam oddech czekając na śmierć.

Dobranoc !

 

DOKTOR

Pańska męskość, panie rotmistrzu, nie dozna uszczerbku tylko z tego powodu, że opowie mi

pan o wszystkim, co dotyczy pańskiego zdrowia. Muszę mieć informacje od obu stron…

 

ROTMISTRZ

Mam wrażenie, że zadowolił się pan wysłuchaniem jednej ze stron…

 

DOKTOR

Nic podobnego. I powiem panu, że gdy słuchałem, jak pięknie monologuje o swoim mężu

pani Alving w „Upiorach” Ibsena, przyszło mi na myśl, że niedobrze się stało, iż jej zmarły

małżonek nie może już tego posłuchać.

 

ROTMISTRZ

Sądzi pan, że to by coś zmieniło ? Dobranoc, panie doktorze. Zachowuję się normalnie i może pan spokojnie położyć się…

 

DOKTOR

Dobranoc, panie rotmistrzu Ta sprawa już mnie nie interesuje.

 

ROTMISTRZ

Jesteśmy wrogami ?

 

DOKTOR

Skądże ! Żałuję tylko, że nie będziemy przyjaciółmi. Dobranoc. / wychodzi /

 

ROTMISTRZ

/ uchyla drzwi po lewej stronie /  No, wejdź ! Wiedziałem, że podsłuchujesz !

 

SCENA PIĄTA  -----------------

 

/ wchodzi zmieszana Laura, rotmistrz siada przy sekretarzyku /

 

ROTMISTRZ

Co prawda już późno, ale musimy porozmawiać. Usiądź ! / pauza / Z listów, które odebrałem

na poczcie, wynika że przywłaszczałaś sobie moją korespondencję, opóźniając, a tym samym, niszcząc rezultaty mojej ciężkiej pracy.

 

LAURA

Nie chciałam, żeby ucierpiały na tym twoje sprawy służbowe !

 

ROTMISTRZ

Moje ? Nie robiłaś tego z życzliwości dla mnie, ale z zazdrości o moją naukową sławę. Byłabyś wtedy mniej warta niż teraz. / pauza / Przyniosłem także twoje listy…

 

LAURA

To szlachetne z twojej strony !

 

ROTMISTRZ

W listach do moich byłych przyjaciół piszesz o mojej umysłowej chorobie i nastawiasz wszystkich przeciwko mnie. Nawet mój szef, nie mówiąc już o sprzątaczce, uważa mnie za pomyleńca. A wiesz doskonale, że jestem zdrowy i zdolny do każdej pracy ! Mimo to, będziesz mnie zatruwać do końca, aż się wszystko rozpadnie w mojej biednej głowie…Nie odwołam się do twoich uczuć, bo i gdzież one są ? Odwołam się do twojego interesu.

 

LAURA

Proszę bardzo.

 

ROTMISTRZ

Przyznaję, ze masz pewne osiągnięcia. Stałem się podejrzliwy, pobudliwy, rozkojarzony…

Lada chwila dopadnie mnie tak pożądane przez ciebie szaleństwo. I dlatego pytam: jaki zysk

z męża wariata ? Stracicie źródło utrzymania…No i jeszcze premia ubezpieczeniowa po mojej śmierci…Jeżeli popełnię samobójstwo, zostaniecie bez grosza. Zatem interes nakazuje, aby obchodzić się ze mną…jak z jajkiem !

 

LAURA

To pułapka ?

 

ROTMISTRZ

Ty decydujesz – wpadniesz albo ujdziesz cało.

 

 

LAURA

Samobójstwo ? Nie stać cię na to !

 

ROTMISTRZ

Skąd ta pewność ? Wydaje ci się, że można żyć tak po prostu, dla nikogo i bez celu ?

 

LAURA

Kapitulacja ?

 

ROTMISTRZ

Rozejm.

 

LAURA

Na jakich warunkach ?

 

ROTMISTRZ

Nie pogłębiaj mojej podejrzliwości…

 

LAURA

Podejrzliwości ?

 

ROTMISTRZ

Że Berta…

 

LAURA

Masz jakieś wątpliwości ?

 

ROTMISTRZ

Mam. I to twoja robota.

 

LAURA

Moja ?

 

ROTMISTRZ

Twoja ! Powiedz mi prawdę i wszystko ci wybaczę…

 

LAURA

Nie mogę obwiniać siebie samej !

 

ROTMISTRZ

Cokolwiek by to było, zachowam tajemnicę.

 

LAURA

Jeśli zaprzeczę – nie uwierzysz. Jeśli potwierdzę – zyskasz wreszcie pewność. Chcesz, żeby to była prawda ?

 

ROTMISTRZ

Tak, bo to drugie da się jakoś udowodnić…

 

LAURA

Masz jakieś dowody ?

 

ROTMISTRZ

I tak, i nie !

 

LAURA

Ta twoja pułapka polega na oskarżeniu mnie, usunięciu z domu i przejęciu władzy nad moim

dzieckiem. Nic z tego, mój panie.

 

ROTMISTRZ

Czy gdybym uwierzył w twoją winę, to zależałoby mi wtedy na obcym dziecku ?

 

LAURA

Pewnie, że nie. Dlatego kłamałeś, mówiąc, że wszystko mi wybaczysz.

 

ROTMISTRZ

Lauro, pomóż mi ! Niczego nie rozumiesz. Nie chcę mieć żadnych praw, jeżeli dziecko nie jest moje. Tego przecież pragniesz ! Tak ? Czego jeszcze chcesz, powiedz ? Władzy nad dzieckiem i mnie, żebym łożył na wasze utrzymanie ?

 

LAURA

W tej walce na śmierć i życie chodzi tylko o władzę, prawda ? I ja chcę ją mieć !

 

ROTMISTRZ

Uważam dziecko za kontynuację mojego własnego życia. To taka teoria nieśmiertelności człowieka niewierzącego. Jedyna, która mi się sprawdza. Jeżeli i to mi zabierzesz, nie mam po co żyć.

 

LAURA

Dlaczego nie rozstaliśmy się wcześniej ?

 

ROTMISTRZ

Jak to się stało, że dziecko, które kiedyś zbliżyło nas ze sobą, z czasem uczyniło nas wrogami ? / pauza / Pamiętam pewne zdarzenie, które nie najlepiej świadczy o tobie. Minęły właśnie dwa lata naszego małżeństwa i nadal nie mieliśmy dziecka. Wiesz dlaczego ! Gdy leżałem chory, bliski śmierci, usłyszałem, jak w salonie rozmawiasz z adwokatem o moim majątku. Powiedział, że nie będziesz dziedziczyć po mnie, ponieważ nie mamy dziecka i spytał, czy nie jesteś w ciąży…Nie usłyszałem twojej odpowiedzi, ale gdy wyszedłem z choroby, niespodziewanie przyszła na świat Berta…Kto jest jej ojcem ?

 

LAURA

Ty !

 

ROTMISTRZ

Podłe kłamstwo ! Harowałem niczym biały niewolnik dla ciebie, twojego dziecka i całej twojej

rodziny. Poświęciłem swoją karierę, znosiłem upokorzenia, w bezsenne noce dręczył mnie lęk o wasz bezpieczny byt…Tylko myśl o moim dziecku pozwoliła mi znieść to wszystko…

I teraz ta nikczemna kradzież ! Skazałaś mnie na siedemnaście lat katorgi…Za co ?

 

LAURA

Straciłeś rozum !

 

ROTMISTRZ

W tym twoja nadzieja ! Już dawniej coś podejrzewałem, ale odpychałem to od siebie. Cierpiałem w milczeniu. Dla ciebie ! Co ty teraz zrobisz dla mnie ?

 

LAURA

Co mam zrobić ?! Jesteś ojcem Berty ! Przysięgam na Wszechmocnego Boga i wszystkie

świętości…

 

ROTMISTRZ

To nic nie znaczy, skoro uważasz, że matka może popełnić każdą zbrodnię dla dobra swojego dziecka…Błagam cię, powiedz mi wszystko ! Ze względu na wspólnie przeżyte lata…Jestem jak śmiertelnie ranny żołnierz błagający o skrócenie jednym strzałem męki konania…Okaż chociaż trochę współczucia…/ płacze /

 

LAURA

/ kładzie mu rękę na czole /  Jesteś mężczyzną i płaczesz ?

 

ROTMISTRZ

Tak, jestem mężczyzną i płaczę. Ale czy mężczyzna, podobnie jak kobieta, nie posiada zmysłów, uczuć i pragnień ? Czy nie ranią nas wasze ciosy, czy nie rozbawiają wasze dowcipy, nie uśmiercają wasze trucizny ? Cóż zatem dziwnego w tym, że mężczyzna czasem żali się i płacze ? Czy to pozbawia nas męskości ?

 

LAURA

Płacz, mój chłopczyku. Zawsze byłeś słabym dzieckiem, niepożądanym albo wcześniakiem, ale ja zawsze byłam przy tobie jak druga matka.

 

ROTMISTRZ

Byłem niechcianym dzieckiem, dojrzewałem wpatrzony w ciebie, oddany jak wierny podkomendny. Głupi jak dziecko…

 

LAURA

Moje kochane dziecko ! Ale ilekroć kochaliśmy się zawsze czułam wstyd i wyrzuty sumienia.

Byłam matką i kochanką jednocześnie ! To poniżające !

 

ROTMISTRZ

A mnie wydawało się, że gardzisz mną. Podkreślając swoją męskość chciałem odnaleźć w tobie kobietę.

 

LAURA

Błąd ! Odnajdując we mnie kobietę, znalazłeś także wroga. Miłość to walka. Nie oddawałam

ci się, ale wyłącznie brałam, co chciałam ! Ciągle jednak nie miałam przewagi nad tobą…

 

ROTMISTRZ

Miałaś ! Łaziłem za tobą jak zahipnotyzowany dureń, wierzyłem w twoje najgłupsze pomysły,

mogłabyś nawet namówić mnie do zbrodni, do krańcowego upodlenia…Kiedy wreszcie zrozumiałem jakie to poniżające i jak zręcznie mną manipulujesz, szukałem rekompensaty

w jakimś wielkim odkryciu naukowym, nawet w samobójstwie dla ratowania zszarganego honoru…Nie pozwolono mi pójść na wojnę…Zostałem naukowcem…Cóż, kiedy odcięłaś mnie od tak bliskich owoców mojego badawczego trudu, jak się odcina wyciągniętą rękę.

Mężczyzna nie może żyć bez honoru.

 

LAURA

A kobieta może ?

 

ROTMISTRZ

Może, bo ma swoje dzieci ! Natomiast mężczyźni żyją jak we śnie, dziecinnie nieświadomi,

pełni złudzeń i ideałów. Dlatego budzą się z ręką w nocniku szarpani przez jakiegoś lunatyka. Starzejącym się kobietom ukradkiem wyrastają brody…Czy starzejący się mężczyźni pieją jak wykastrowane koguty ? W dodatku nie widać wschodu słońca w ruinach

naszych złudzeń zatopionych w martwym świetle księżyca…

 

 

LAURA

Mogłeś zostać poetą !

 

ROTMISTRZ

Kto to wie !

 

LAURA

Resztę tego poetyzowania zostaw na jutro, bo chce mi się spać.

 

ROTMISTRZ

Jeszcze trochę o nas ! Nienawidzisz mnie ?

 

LAURA

Kiedy stajesz się mężczyzną.

 

ROTMISTRZ

To rasizm. Jeśli rzeczywiście pochodzimy od małpy, to z pewnością od dwóch różnych gatunków. Jesteśmy tak różni…

 

LAURA

To znaczy ?

 

ROTMISTRZ

Jedno z nas musi zginąć.

 

LAURA

Kto ?

 

ROTMISTRZ

Słabszy gatunek !

 

LAURA

Słuszność zawsze po stronie silniejszego ?

 

ROTMISTRZ

Bo ma władzę !

 

LAURA

Ale to ja mam rację.

 

ROTMISTRZ

Władzę także ?

 

LAURA

Na mocy prawa – ponieważ jutro znajdziesz się pod nadzorem…

 

ROTMISTRZ

Pod…nadzorem ?

 

LAURA

Moje dziecko będę wychowywać sama…

 

ROTMISTRZ

Kto będzie za to płacił ?

 

LAURA

Twoja emerytura !

 

ROTMISTRZ

/ groźnie / Jak chcesz to zrobić ?

 

LAURA

/ pokazuje mu list / Oto kopia listu, który złożyłam w sądzie opiekuńczym.

 

ROTMISTRZ

List ?

 

LAURA

W którym wyznajesz lekarzowi, że jesteś umysłowo chory ! Twoja rola skończona i możesz

teraz zniknąć. Nie możesz tu pozostać, bo nie chcesz uznać, że mój rozum dorównuje sile

twojej woli !

/ rotmistrz rzuca w Laurę płonącą lampę, Laura wybiega /

 

 

AKT TRZECI

SCENA PIERWSZA  ------------------

/ Ta sama dekoracja. Inna lampa. Drzwi w tapecie zablokowane krzesłem /

 

LAURA

Masz klucze ?

 

NIANIA

Ukradłam je z kieszeni munduru, gdy Nojd zabrał go do czyszczenia. Niech Bóg mi wybaczy!

 

LAURA

To Nojd jest dzisiaj na służbie ?

 

NIANIA

Nojd.

 

LAURA

Dawaj klucze !

 

NIANIA

Proszę ! Czuję się jak złodziejka…Co on tak chodzi na górze tam i z powrotem…? Słyszy pani ?

 

LAURA

Dobrze zaryglowałaś drzwi ?

 

NIANIA

Solidnie !

 

LAURA

Co z tobą, Margret ?! Musimy zachować spokój. / pukanie do drzwi / Kto tam ?

 

 

NIANIA

/ uchyla drzwi do przedpokoju / To Nojd.

 

LAURA

Wpuść go !

 

NOJD

/ wchodzi / List od pana pułkownika.

 

LAURA

Daj. / czyta / No, dobrze ! Nojd, zabrałeś całą amunicję z ładownicy i strzelby ?

 

NOJD

Według rozkazu !

 

LAURA

Czekaj za drzwiami, aż odpiszę pułkownikowi !  / Nojd wychodzi /

 

NIANIA

Proszę pani ! Co on teraz może robić na górze ?

 

LAURA

/ pisze / Cicho ! Przeszkadzasz mi !

 

NIANIA

/ do siebie / Niech Bóg się nad nami zmiłuje ! Co teraz ? Do czego to doprowadzi ?

 

LAURA

/ wręcza list niani / Zanieś ten list Nojdowi. I mojej matce ani słowa ! No !

/ niania wychodzi, Laura wyjmuje z sekretarzyka jakieś dokumenty /

 

SCENA DRUGA  -----------------

PASTOR

/ wchodzi i siada obok Laury / Dobry wieczór, siostrzyczko. Coś tu się zdarzyło niemiłego pod moją nieobecność ?

 

LAURA

Coś takiego spotkało mnie po raz pierwszy w życiu.

 

PASTOR

Na szczęście, już po wszystkim.

 

LAURA

Niezupełnie. Uroił sobie, że nie jest ojcem Berty i rzucił we mnie płonącą lampą !

 

PASTOR

Oszalał ! Co teraz zrobisz ?

 

LAURA

Trzeba go powstrzymać. Doktor załatwił już w szpitalu kaftan bezpieczeństwa…napisałam

także list do pułkownika…Próbuję rozeznać się w naszej sytuacji majątkowej, nienajlepszej

z winy Adolfa.

 

 

PASTOR

Spodziewałem się czegoś takiego ! To jak woda z ogniem!..Co jest w tej szufladzie ?

 

LAURA

/ wyciąga szufladę / Spójrz, czego tu nie ma !

 

PASTOR

Boże drogi ! To twoja lalka i czepek od chrztu, zabawka Berty, twój medalion i listy…

Musiał cię bardzo kochać, Lauro ! Ja czegoś takiego nie przechowuję !

 

LAURA

Kiedyś mnie kochał, tak myślę. Ale czas robi swoje !

 

PASTOR

A to co ? Akt kupna rodzinnego grobowca ! Pewnie, lepiej w grobowcu niż w szpitalu wariatów ! Powiedz mi, Lauro, nie czujesz się ani trochę winna…?

 

LAURA

Ani trochę ! Czy to moja wina, że ktoś oszalał ?

 

PASTOR

Ani słowa więcej ! Nie podcina się gałęzi, na której się siedzi…

 

LAURA

Jakieś insynuacje ?

 

PASTOR

Słuchaj !

 

LAURA

No ?

 

PASTOR

Nie powiesz chyba, że to wszystko nie jest ci na rękę. Będziesz miała wreszcie Bertę wyłącznie dla siebie.

 

LAURA

Nie mam pojęcia, o co ci chodzi !

 

PASTOR

Jesteś godna podziwu !

 

LAURA

O ! Ja ?

 

PASTOR

Zatem obejmę kuratelę nad tym niedowiarkiem, którego zawsze traktowałem jak obcy element w naszej rodzinie !

 

LAURA

/ wybucha nagłym śmiechem, po chwili poważnieje / Masz czelność mówić to do jego żony ?

 

PASTOR

Ileż w tobie siły, Lauro ! Raczej umrzesz niż dasz się złapać. Odgryziesz sobie kończynę jak

zwierzę w potrzasku…Sumienie też ci do niczego nie potrzebne. Spójrz w lustro !

LAURA

Po co mi lustro ?

 

PASTOR

Nie odważysz się ! Daj mi swoją dłoń ! Czyściutka. Ani zdradliwej kropelki krwi, ani śladu

skrytobójczej trucizny ! Przypadkowa, marginalna zbrodnia w majestacie prawa. Czy aby

przypadkowa ? Słyszysz, jak on walczy tam na górze ? Uważaj na niego !

 

LAURA

Chcesz zagadać swoje nieczyste sumienie ! Możesz mnie oskarżyć !

 

PASTOR

Nie mogę !

 

LAURA

Skoro tak – jestem niewinna ! Teraz zainteresuj się swoją zbłąkaną owieczką tam na górze,

duszpasterzu. Ja wracam do Berty. / wchodzi doktor / O, jest doktor !

 

SCENA TRZECIA  ----------------

 

LAURA

Jak dobrze, że pan już jest, panie doktorze. Słyszy pan, jak on tam szaleje ? Przekonał się pan ?

 

DOKTOR

To, że panią zaatakował, nie jest dla mnie ostatecznym dowodem jego szaleństwa…

 

PASTOR

Musi pan jednak przyznać, doktorze, że niezależnie od tego, co się stało, jego chore obsesje…

 

DOKTOR

Panie pastorze, pańskie obsesje uważam za daleko bardziej chore !

 

PASTOR

Co ? Moja głęboka duchowość…

 

DOKTOR

Zostawmy to ! Droga pani ! To pani zadecyduje o tym, czy mąż pójdzie do więzienia, czy do

zakładu psychiatrycznego. Jak jest zatem pani opinia o zachowaniu rotmistrza ?

 

LAURA

W tej chwili nie odpowiem na to.

 

DOKTOR

Nie wie pani, co będzie bardziej korzystne dla rodziny ? A pan, panie pastorze ?

 

PASTOR

Cóż, tak czy owak, nie unikniemy skandalu…

 

LAURA

Gdy dostanie tylko grzywnę za czynne znieważenie, z pewnością znowu się to powtórzy.

 

DOKTOR

Więzienie także wkrótce opuści. Widzę, że najlepiej zadowoli rodzinę odizolowanie

pana rotmistrza w szpitalu wariatów. Gdzie niania ?

 

LAURA

Niania ?

 

DOKTOR

Po mojej rozmowie z rotmistrzem, to właśnie ona powinna mu nałożyć kaftan bezpieczeństwa. Na mój wyraźny znak ! Mam go…jest tutaj ! / wychodzi i wraca z dużą torbą/  Proszę wezwać nianię ! / Laura dzwoni /

 

PASTOR

Koszmar !  / wchodzi niania /

 

DOKTOR

/ wyjmuje z torby kaftan / Moja miła, ten oto kaftan trzeba założyć panu rotmistrzowi od tyłu

i zawiązać na plecach…O, tak ! Na mój wyraźny znak ! Ma on długie rękawy – o ! – zapobiegające zbyt gwałtownym ruchom…Te dwa pasy, nianiu, mocuje się do jakiegoś mebla…

 

NIANIA

Boże, nie, nie mogę, panie doktorze ! Nie !

 

LAURA

Sam pan nie może tego zrobić ?

 

DOKTOR

Chory nie ma do mnie zaufania. Do pani, niestety, również. Może pan pastor…

 

PASTOR

Oj, nie, nie…Też pan wymyślił !

 

SCENA CZWARTA  ----------------

/ wchodzi Nojd /

 

LAURA

Przekazałeś list ?

 

NOJD

Według rozkazu.

 

DOKTOR

Nojd, jesteś tu zadomowiony i z pewnością wiesz, że pan rotmistrz zachorował. Pomożesz

nam zatroszczyć się o niego…

 

NOJD

Wszystko dla pana rotmistrza !

 

DOKTOR

Nałożysz mu, chłopcze, ten kaftan…

 

NIANIA

Nie chcę, żeby go dotykał ! Może zrobić biedakowi jakąś krzywdę. Ja sama…ostrożnie…

Ostrożniutko…tak…Nojd tylko do pomocy w razie, gdyby…/ słychać uderzenie w drzwi /

 

DOKTOR

Ukryjcie pod czymś ten kaftan ! Zostanę tutaj tylko z pastorem. Proszę teraz wyjść. Gotów

wyłamać drzwi…

 

NIANIA

Ratuj nas, Chryste ! / wychodzi na lewo – Laura zamyka sekretarzyk i też wychodzi, za nią – Nojd /

 

SCENA PIĄTA  ------------------

 

ROTMISTRZ

/ wyłamuje drzwi i wpada z książkami w rękach /  Wszystko jest w tych książkach !

W „Odysei” Telemach mówi do Ateny:” Szczerze ci powiem, gościu. Matka mówi, że jego synem jestem. Jakże może ktoś sam poznać swój ród ?” Podejrzewa Penelopę, uosobienie cnoty ! Niezłe, co ? A teraz prorok Ezechiel: „Głupiec mówi, patrzcie, oto mój ojciec, lecz skądże on może wiedzieć, czyje lędźwie go spłodziły ?” To wszystko tłumaczy ! A to ! Historia literatury rosyjskiej. „Aleksandra Puszkina zabiła nie tyle kula w pojedynku, ile plotki

o niewierności jego żony. Umierając, przysięgał, że żona jest niewinna.” Co za kretyn ! To jest w tych książkach !  / jakby dopiero spostrzegł Pastora i Doktora /  O, Jonasz ! Doktor także, jakże by inaczej ! Nie wiesz nic. Możesz tylko wierzyć. Tak jest, Jonaszu ? Ci co uwierzyli, będą zbawieni ! tak to, tak to…A przecież to kłamstwo ! Ten, kto wierzy, też może

zostać potępiony…Wiem to !

 

DOKTOR

Panie rotmistrzu !

 

ROTMISTRZ

Zamilcz pan ! I nie powtarzaj potem przez telefon, że mi odbiło. Słyszałem te brednie !

A ty, Jonaszu, jesteś pewien swojego ojcostwa ? Krążyły dziwne plotki o waszym przystojnym guwernerze…

 

PASTOR

Wypraszam sobie !

 

ROTMISTRZ

A wypraszaj ! Jak tam twoje poroże ? Zbladłeś, chłopie ! Oczywiście, to były tylko plotki, ale w każdej plotce…Zresztą, wszyscy żonkosie to palanty. Tak jest, doktorze ? U pana też mieszkał pewien porucznik. Jak mu było…/ do ucha doktora /  Pan też blednie ! Niepotrzebnie. Żona już w grobie i sprawa uległa przedawnieniu. A tego porucznika znałem…niech pan nie odwraca wzroku, doktorze…Pański porucznik jest teraz majorem.

I, na Boga, też nosi rogi !

 

DOKTOR

Może porozmawiamy poważnie ?

 

ROTMISTRZ

Rozumiem ! Rogi to zbyt frywolny temat dla obu panów.

 

PASTOR

Nie wiem, czy wiesz, że jesteś umysłowo chory ?

 

ROTMISTRZ

Ależ wiem ! Gdyby was poddano takiemu praniu mózgu, już dawno skończylibyście w wariatkowie. To, co się ze mną stało, nie bardzo was obchodzi ! Chcecie poważnej rozmowy? Proszę bardzo. / patrzy na album z fotografiami / Czy to moje dziecko ? Po co mi

wiedza i wszelka filozofia, skoro okradliście mnie z tego, co było gwarantem mojej nieśmiertelności i teraz nie mam po co żyć ? Cóż po życiu bez honoru ? Usycham jak podcięty pień. Umrzeć jak najszybciej ! Dobijcie mnie, szlachetni lordowie ! To koniec !

 

/ Pastor i doktor, coś szepcząc, wychodzą. Wchodzi Berta /

 

SCENA SZÓSTA  -----------------

 

BERTA

Czy tatko chory ?

 

ROTMISTRZ

Ja, złotko ?

 

BERTA

Rzuciłeś lampą w mamę, pamiętasz /

 

ROTMISTRZ

Rzuciłem ?

 

BERTA

Gdybyś ją skaleczył…

 

ROTMISTRZ

To co ?

 

BERTA

Mówisz tak, jakbyś nie był moim tatą !

 

ROTMISTRZ

Co ? Skąd wiesz, że nie jestem twoim ojcem ? Kto nim jest ?

 

BERTA

Na pewno nie ty !

 

ROTMISTRZ

Kto ci to powiedział ? Kto ? Mówiąc to okrywasz hańbą swoją matkę…

 

BERTA

Nie mów tak o mamie, słyszysz ?

 

ROTMISTRZ

Ty też jesteś przeciwko mnie !

 

BERTA

Tatku, nie !

 

ROTMISTRZ

Nie nazywaj mnie tak !

 

BERTA

Tatku, tatku !

 

ROTMISTRZ

/ tuli ją / Berto, moje najdroższe, cudne słoneczko, promyczku mojego życia  –  jesteś

moim dzieckiem ! Musisz być moim dzieckiem ! Tak jest ! Reszta to jakieś chore majaczenie…Spójrz na mnie. Chcę zobaczyć moją duszę w twoich oczętach ! Tylko moją – nie jej ! Masz mieć tylko moją duszę i kochać ją, jedną wolą i myślą  -  moją !

 

BERTA

Tak nie chcę ! Chcę być sobą.

 

ROTMISTRZ

Nie wolno ci ! Jestem jak Saturn – ludożerca, pożeram własne dziecko, żeby nie zostać pożartym. Ktoś kogoś musi pożreć. Masz ostre ząbki i pazurki…Ale nie zrobię ci nic złego, mój skarbie…Nic, nic…  / zdejmuje ze ściany jeden z pistoletów /

 

BERTA

Ratunku, mamo, ratunku ! On chce mnie zabić !

 

NIANIA

/ wbiega / Co się tu dzieje ?

 

ROTMISTRZ

Wyjęłaś naboje ?

 

NIANIA

Jak się pan uspokoi, to je przyniosę. / sadza go na krześle, bierze kaftan i staje za krzesłem,

Berta wybiega / Pamięta pan, panie Adolfie, jak w dzieciństwie otulałam pana kołderką i odmawialiśmy modlitwę wieczorną ? Jak bajeczkami rozpędzałam niedobre sny ? Czy mój chłopiec to pamięta ?

 

ROTMISTRZ

Mów jeszcze Margret. To takie kojące…Mów !

 

NIANIA

Raz zabrał pan duży nóż kuchenny. Musiałam użyć podstępu, żeby go odebrać nierozsądnemu dzieciakowi. „Ten wąż cię ugryzie – powiedziałam – rzuć go.” Albo nie chciałeś się ubierać. „Włóż ten książęcy strój…niech rączki dadzą nurka w rękawy – mówiłam – a teraz zapnę ci to na plecach.” / zakłada mu kaftan i prowadzi go do kanapy /

A potem mówiłam: ”Połóż się teraz ładnie !”

 

ROTMISTRZ

Co to jest ? Bądź przeklęta, stara wiedźmo ! / próbuje się uwolnić z kaftana / Jak umrzeć w tej pułapce ?!

 

NIANIA

Proszę mi wybaczyć, ale muszę chronić Bertę !

 

ROTMISTRZ

Gdy życie jest piekłem, śmierć zdaje się rajem. Poszłaby do nieba…

 

NIANIA

Skąd pan może wiedzieć, co nam sądzone po śmierci ?

 

ROTMISTRZ

Wiemy więcej o niebie niż o życiu. Szkoda, że tak późno !

 

NIANIA

Panie Adolfie, jeszcze nie jest za późno, aby ubłagać Boga. Tak jak ten łotr na krzyżu,

któremu Chrystus powiedział: „Dziś jeszcze będziesz ze mną w raju.”

 

ROTMISTRZ

Sterczysz nade mną jak sęp nad trupem, stara dewotko ! / niania zaczyna się modlić z książeczki do nabożeństwa /  Nojd ! Gdzie jest Nojd ? / wbiega Nojd / Wyrzuć stąd tego sępa! Chce mnie wykończyć psalmami…Wywal ją drzwiami, oknem, kominem, obojętnie jak,

byle dalej…

 

NOJD

Jakże tak ! Nie mogę, panie rotmistrzu ! Żeby tak  -  z kobietą…

 

ROTMISTRZ

Nie poradzisz sobie z babą ?

 

NOJD

To przecież kobieta…Nie wypada…

 

ROTMISTRZ

I co z tego ? A co one ze mną zrobiły, cha ?

 

NOJD

Niby tak…Ale to przecież grzech…/ wchodzi Laura i daje Nojdowi znak, żeby wyszedł /

 

SCENA SIÓDMA  -----------------

 

LAURA

Popatrz na mnie, Adolfie ! Czy jestem twoim wrogiem ?

 

ROTMISTRZ

Tak jest ! Wszyscy jesteście moimi wrogami ! Matka, która wbrew sobie wydaliła mnie na świat i poskąpiła piersi ; siostra, która traktowała mnie jak niewolnika; moja córka także stanęła przeciwko mnie…Ty, moja oblubienico, stałaś się wrogiem śmiertelnym, pozbawiając

mnie marnych resztek życia !

 

LAURA

Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek nastawała - nawet w myślach - na twoje życie. Może czasem… Ale nie było w tym żadnego skrytego planu. Nie czuję się winna ani przed Bogiem,

ani też we własnym sumieniu. Byłeś jak ogromny głaz zalegający na moim sercu, który musiał być zepchnięty…Wybacz, jeśli niechcący sprawiłam ci ból !

 

ROTMISTRZ

I w czym mi to teraz pomoże ? Kto tutaj zawinił ? Nie ma już prawdziwej miłości. Cóż to za

dzieci zrodzone ze związku, który przypomina spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością…

 

LAURA

Twoje podejrzenia co do Berty mijają się z prawdą.

 

ROTMISTRZ

I to jest koszmarne ! Złośliwe pozory chowają się po krzakach, nieuchwytne…To tak , jak

strzelać w powietrze ślepymi nabojami. Nawet najgorsza prawda wzbudza jakiś sprzeciw,

porusza duszę i ciało, a tutaj…tylko rozrzedzona mgławica myśli i dopalający się zwolna mózg ! Daj mi poduszkę i przykryj mnie ! Strasznie marznę !  / Laura okrywa go szalem, Niania wychodzi po poduszkę /

 

 

LAURA

Daj rękę, mój drogi !

 

ROTMISTRZ

Nie mam już wolnej ręki. Skułaś Herkulesa Omfalo, pozbawiłaś maczugi i przebrałaś w damskie ciuszki. Tak, tak, Omfalo ! Twój szal na moich ustach jest taki ciepły i aksamitny jak

twoje ramiona…Pachnie wanilią twoich włosów, jak dawniej w brzozowym lesie, kiedy byłaś

młodziutka i…rozdeptywałaś świeże…pierwiosnki i…gapiłaś się na…na rozśpiewane drozdy!

Co się stało z naszym pięknym życiem, co ?! Kto kieruje naszym losem ?

 

LAURA

Z pewnością – Bóg…

 

ROTMISTRZ

Zatem Bóg wojny i nienawiści ! A raczej okrutna bogini ! Zdejmij ze mnie tego kocura !

/ Niania wchodzi z poduszką i zabiera szal /  Przynieście mój mundur ! Przykryjcie mnie !

/ Niania zdejmuje z wieszaka mundur i nakrywa nim rotmistrza /  To moja lwia skóra, którą

nie zdążyłaś mi skraść, Omfalo ! Męska siła uległa przewrotnej kobiecości ! Przeklinam cię

i twoją płeć, szatańska kobieto ! / chce plunąć na Laurę, ale opada z sił /  Cóż to za twarda

i zimna poduszka, Margret ? Usiądź przy mnie ! Chcę położyć głowę na twoich kolanach

i poczuć twoje piersi ! O, tak !

 

LAURA

Chcesz zobaczyć twoje dziecko, Adolfie ?

 

ROTMISTRZ

Moje ? To kobiety mają dzieci. Mężczyzna umiera bezdzietny ! O Chryste, który rzekłeś:

pozwólcie dziatkom przyjść do mnie…

 

NIANIA

Modli się !

 

ROTMISTRZ

Do ciebie się modlę, Margret. Uśpij moje zmęczenie. I dobranoc. Błogosławionaś ty między

niewiastami !  / unosi się i opada z jękiem /

 

SCENA ÓSMA

LAURA

Panie doktorze, na pomoc ! Przestał oddychać ! / wchodzi Doktor z Pastorem /

 

DOKTOR

/ bada puls rotmistrza / Atak serca !

 

PASTOR

Już po wszystkim ?

 

DOKTOR

Może odzyskać przytomność, ale…

 

PASTOR

Najpierw śmierć, potem sąd ostateczny…

 

DOKTOR

Nic tu po sądach i oskarżeniach ! Niech się pan modli za niego.

NIANIA

Panie pastorze, zanim odszedł od nas, jeszcze raz zwrócił się do Boga…

 

PASTOR

/ do Laury  To prawda ?

 

LAURA

O, tak. To prawda !

 

DOKTOR

Śmiem wątpić…Moja rola skończona. Teraz pan wkracza na scenę, pastorze !

 

LAURA

Panie doktorze, to mają być ostatnie pańskie słowa przy łożu umierającego ?

 

DOKTOR

Tak, ostatnie ! Niech się wypowie ktoś, kto jest bardziej poinformowany.

 

BERTA

/ wchodzi i podbiega do matki / Mamusiu ! Mamusiu !

 

LAURA

Moje dziecko ! Moje, moje !

 

PASTOR

Amen !

 

 

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

 

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież


Pisarze.pl
E-tygodnik literacko-artystyczny
Numer 21/12 (92)
ISSN: 2084-6983



Dziś René Magritte

 Zdradliwość Obrazów, Zagubiony Dżokej oraz Terapeuta to najbardziej znane obrazy René Magritte’a.

więcej>>

Coraz więcej listów do Państwa, coraz więcej wierszy, mało prozy, widać, że nie cieszy się ona specjalnymi względami, albo może prozaicy są bardziej skryci, bardziej tajemniczy.




Strona oparta na Joomli