Pisarze.pl

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

MOLIER

* * *   DON JUAN   * * *

czyli

biesiada z kamieniem

/ Don Juan ou le festin de pierre /


&

PRZEKŁAD  ----  JÓZEF JASIELSKI

 

 

 

 

 

*  2011

OSOBY

----------------------

 

DON JUAN  - syn Don Louis`a Tenorio

SGANAREL  -  sługa Don Juana

ELWIRA  -  kochanka Don Juana

GUSMAN  -  koniuszy Elwiry

DON CARLOS  -  brat Elwiry

DON ALONSO  -  brat Elwiry

DON LOUIS TENORIO - ojciec Don Juana

FRANCISZEK  -  biedak

KAROLKA  -  wieśniaczka

MAŁGOŚKA  -  wieśniaczka

PIETREK  -  wieśniak

POSĄG KOMANDORA

FIJOŁ -  lokaj Don Juana

PYSKOL -  lokaj Don Juana

PAN NIEDZIELA  -  kupiec

BICZ -  zabijaka do wynajęcia

ORSZAK Don Juana

ORSZAK Don Carlosa i Don Alonsa

WIDMO

 

 

Rzecz ma miejsce na Sycylii.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

AKT PIERWSZY

 

Scena przedstawia wnętrze pałacu.

 

SCENA PIERWSZA  ------------------

 

SGANAREL

Co by tam nie prawił sam Arystoteles i cała ichnia filozofia -  nic nie dorówna tabace. To namiętność ludzi uczciwych… a kto żyje bez tabaki, nie jest wart, żeby żyć. Tabaka nie tylko rozwesela i oczyszcza mózgownicę, ale w dodatku wiedzie duszę ku cnocie. Dzięki niej człowiek nabiera szlachetności… Popatrz, jak ten, kto zażywa tabakę, czuje się zobowiązany wobec całego świata; z jakim zachwytem częstuje nią na prawo i lewo wszędzie, gdzie się znajdzie ? Nawet nie czeka, aż go kto poprosi. Tak! To najprawdziwsza prawda, że tabaka wywołuje uczucie honoru i cnoty u wszystkich, którzy ją zażywają… Ale zostawmy to. Wracajmy do naszej rozmowy. Zatem, zacny Gusmanie, Donna Elwira, twoja pani, zaskoczona naszym wyjazdem, puściła się naszym śladem i jej serce, które mój pan tak mocno rozbujał, nie może już żyć, powiadasz, póki go tutaj nie znajdzie. Chcesz, żebym tak między nami powiedział ci, co mi chodzi po głowie ? Boję się, że dostanie lichą zapłatę za swoją miłość; że jej wyprawa do tego miasta wyda zgniłe owoce, i że zyskalibyście tyle samo, nie ruszając tyłka z domu.

 

GUSMAN

I co jeszcze ? Skąd taka zła wróżba, Sganarelu ? Czy twój pan zwierzył ci się, że ma nas dosyć…i to skłoniło go do wyjazdu ?

 

SGANAREL

Widzę to i owo, i wiem do czego to wszystko prowadzi.

 

GUSMAN

Czyżby ten nagły wyjazd wziął się z niewierności don Juana ? On byłby zdolny do takiego zbrukania czystych uczuć Donny Elwiry ?

 

SGANAREL

Gdzie tam. To jeszcze młokos i nie ma odwagi…

 

GUSMAN

Człowiek tak szlachetnie urodzony miałby zachować się jak nikczemnik ?

 

SGANAREL

No tak, urodzenie ! Piękny powód, żeby tego nie robić.

 

GUSMAN

Ale święte węzły małżeńskie zobowiązują…

 

SGANAREL

Ech, mój biedny Gusmanie, święte węzły! Nie masz zielonego pojęcia, jakim człowiekiem jest Don Juan.

 

GUSMAN

Nie pojmuję, to prawda, co to za człowiek, skoro zachował się wobec nas tak perfidnie.

Jak po takiej gorącej miłości i tak wyraźnie okazywanej niecierpliwości, po tak natarczywych wyznaniach, przysięgach, łzach i westchnieniach, namiętnych listach, po tylu uniesieniach, które doprowadziły go aż do pogwałcenia świętych murów klasztoru i wydarcia im siłą Donny Elwiry…Powtarzam: nie rozumiem, jak po tym wszystkim miałby czelność złamać dane słowo. Jak ?

 

SGANAREL

Zrozumienie akurat tego nie sprawia mi kłopotu. I gdybyś znał na wylot naszego spryciarza, przekonałbyś się, że dla niego to tyle, co splunąć. Nie twierdzę, że zmieniły się jego uczucia do Donny Elwiry. Nie mam jeszcze pewności co do tego. Ale tak między nami, ostrzegam cię, że don Juan, mój pan, to największy bandzior, jakiego ziemia kiedykolwiek nosiła, wściekły pies, diabeł, Turek, heretyk, który nie wierzy ani w Niebo, ani w Piekło, ani w wilkołaka; żyje jak prawdziwe bydlę, jak wieprz Epikura, jak prawdziwy Sardanapal…który zamyka uszy na wszystkie chrześcijańskie napomnienia i ma w nosie to, w co wierzymy. Mówisz, że ożenił się z twoją panią. Wierz mi, że dla zaspokojenia swojej żądzy zrobiłby znacznie więcej; ożeniłby się także z tobą, z jej psem i kotem. Małżeństwo ma za nic. Obietnica ślubu to pułapka na naiwne panienki. Mężatka, panna, mieszczanka, wieśniaczka… Dla niego żadna nie jest za gorąca, ani za zimna. Gdybym ci wyliczył imiona tych wszystkich, z którymi się ożenił, nie skończyłbym do północka. O ! osłupiałeś i mienisz się na gębie z tego, co mówię. Ale to zaledwie blady portrecik tego osobnika, który dla wyrazistego obrazu wymaga sporego machania pędzlem. Tyle tu tego, że gniew boski dopadnie go niechybnie któregoś dnia. Lepiej by mi było służyć diabłu niż jemu. Zmusza mnie do patrzenia na takie okropności, że modlę się, żeby gdzieś przepadł jak kamień w wodzie. Bo wielki pan i w dodatku zły człowiek, to rzecz straszna. Służę mu wiernie, ale zawsze ze wstrętem. Strach zmusza  mnie do gorliwości, pęta moje uczucia i każe mi przyklaskiwać temu, czego moja dusza nienawidzi… O ! Idzie do pałacu; rozejdźmy się. Weź pod uwagę: powiedziałem ci to wszystko w zaufaniu i może niepotrzebnie rozpuściłem jęzor. Gdybyś mnie sypnął, powiem, że łżesz jak pies.

 

SCENA DRUGA  ------------------

 

DON JUAN

Co za człowiek z tobą rozmawiał ? Wyglądał mi na poczciwego Gusmana Donny Elwiry.

 

SGANAREL

Coś koło tego.

 

DON JUAN

Co ? To on ?

 

SGANAREL

We własnej osobie.

 

DON JUAN

Od kiedy w tym mieście ?

 

SGANAREL

Od wczorajszego wieczora.

 

DON JUAN

A co go tu przygnało ?

 

SGANAREL

Myślę, że pan wie.

 

 

DON JUAN

Pewnie nasz nagły wyjazd ?

 

SGANAREL

Poczciwiec jest mocno przybity i pytał o powód.

 

DON JUAN

I co odpowiedziałeś ?

 

SGANAREL

Że pan nie miał mi nic do powiedzenia.

 

DON JUAN

Ale sam, co o tym myślisz ?

 

SGANAREL

Ja…Myślę, bez urazy, że panu chodzi po głowie jakiś nowy romans.

 

DON JUAN

Tak myślisz ?

 

SGANAREL

Tak.

 

DON JUAN

Tak ? No to zgadłeś. Nowy obiekt przepędził Elwirę z moich myśli.

 

SGANAREL

Ech ! mój Boże ! Znam przecież mojego Don Juana jak koniec swojego palca i wiem, że pańskie serce to największy uwodziciel na świecie. Wędruje to tu, to tam i nigdzie nie zagrzeje miejsca.

 

DON JUAN

A nie myślisz, że mam rację postępując w ten sposób ?

 

SGANAREL

Ech !

 

DON JUAN

Co ? Mów.

 

SGANAREL

Pewnie ma pan rację, jeśli pan tak sobie życzy. Ale gdyby pan życzył sobie coś innego, to byłoby całkiem inaczej.

 

DON JUAN

Dobrze. Możesz mówić swobodnie i wyjawić mi, co czujesz.

 

SGANAREL

W takim razie, proszę pana, powiem bez osłonek, że nie pochwalam pańskiej metody i uważam, że to bardzo niegodziwe kochać tak na wszystkie strony, jak pan to robi.

 

DON JUAN

Jak to ? Chciałbyś, aby pozostać przy pierwszym obiekcie, który nas zauroczył, wyrzec

się dla niego świata i nie spojrzeć więcej na inną kobietę ? Piękna mi rzecz, unieść się fałszywym honorem i być wiernym; dać się pogrzebać na zawsze w jednej namiętności…Umrzeć tak młodo dla wszystkich innych piękności, które zachwycają nasze oczy ? Nie, nie, wierność ośmiesza nas mężczyzn. Wszystkie pięknotki mają prawo nas czarować. Ta pierwsza nie może odbierać innym słusznych praw do naszych serc. Co do mnie, piękność zachwyca mnie gdziekolwiek ją spotykam i poddaję się z łatwością tej słodkiej przemocy, z jaką nas porywa. Po to mam oczy, żeby widzieć zalety wszystkich ślicznotek i każdej złożyć hołd i daninę, jakiej wymaga od nas prawo Natury. Jest jakiś tajemniczy urok w budzącym się pożądaniu…Upić się kobiecością jak prowansalskim winem…Ugasić nieodparte pragnienie, które wszczepiła nam Matka-Natura…Cała rozkosz miłości polega na ciągłej zmianie. Cóż to za słodycz nie do opisania – przez niezliczone zaklęcia i komplementy skłaniać ku sobie serduszko młodej i pięknej dziewczyny, patrzeć jak dzień po dniu zwalczam kolejne opory. Wśród wybuchów czułości, łez i westchnień jej niewinna wstydliwość duszy poddaje się i prowadzę ją powoli do celu naszych wspólnych pragnień. Ale gdy jest już moja, odczuwam pustkę ! Cały urok namiętności gdzieś znika. Błogostan miłości obezwładnia mnie; zapadam w sen, z którego może mnie obudzić tylko jakiś nowy przedmiot pożądania, rozpalający serce do nowego podboju. Mam widocznie ambicję zdobywców, którzy pędzą od zwycięstwa do zwycięstwa i nie potrafią ograniczyć swoich pragnień. Nic nie jest w stanie powstrzymać mojej żądzy i zdaje mi się, że mógłbym posiąść całą ziemię…I jak Aleksandrowi Wielkiemu marzą mi się jakieś nieznane światy, gdzie mógłbym dokonywać miłosnych podbojów.

 

SGANAREL

Jak mi życie miłe, to mi dopiero przemówienie ! Jak z pamięci, albo z grubej książki.

 

DON JUAN

Co ty na to ?

 

SGANAREL

Cóż ! Powiedziałbym…Nie wiem, co powiedzieć, bo pan tak wywraca sprawę, żeby wyglądało, że ma pan rację. A przecież pan jej nie ma. Już miałem głowę pełną najpiękniejszych myśli, ale pańskie przemówienie wszystko mi poplątało. Zostawmy to. Innym razem przygotuję swoje wywody na piśmie, żeby z panem rzetelnie podyskutować.

 

DON JUAN

Dobrze zrobisz.

 

SGANAREL

Ale, proszę pana, czy nie przekroczę dozwolonych mi granic, które pan zakreślił, jeśli tylko powiem, że jestem nieco…zgorszony życiem, jakie pan prowadzi ?

 

DON JUAN

A jakie życie…ja prowadzę ?

 

SGANAREL

Bardzo dobre. Ale, na przykład, patrząc na to wszystko, to co miesiąc pan się żeni…

 

DON JUAN

Czy jest coś przyjemniejszego ?

 

SGANAREL

To niby prawda. Rozumiem, że to całkiem przyjemne i urozmaicone…Sam bym się

do tego przyłączył, gdyby to nie było grzechem. Ale, proszę pana, tak igrać ze świętego sakramentu i…

 

DON JUAN

No, no, to już sprawa między Niebem a mną. Rozwiążemy ją sami, bez twojego udziału

 

SGANAREL

No nie ! Mówią, że kpiny z Nieba są nie na miejscu i że każdy bezbożnik zawsze źle kończy.

 

DON JUAN

Hola ! głupi mędrku, już raz powiedziałem, że nie znoszę kazań.

 

SGANAREL

Nie mówię tego do pana, niech mnie Bóg broni ! Sam pan wie, co pan robi i jeśli pan w nic nie wierzy, to pewnie ma pan swoje powody. Ale są na bożym świecie takie bezczelne wypierdki, co bawią się w niedowiarków, nie wiedząc dlaczego. I gdybym miał takiego… pana, powiedziałbym mu prosto w oczy: jak pan śmiesz igrać z Niebem i nie boisz się drwić z najświętszych rzeczy ? Czy tobie przystoi, przyziemny padalcu, licha mrówko / mówię tak do tamtego pana /, obracać w kpinę to, co ludzie czczą i szanują ? Czy myślisz, że jak jesteś wysoko urodzony, w peruczce na łbie i w kapelusiku z kogucim ogonem, w szamerowanym surduciku z wstążeczkami…/ mówię tak do tamtego pana /, to zawsze masz rację i wszystko ci wolno, i nikt nie ośmieli się rzucić ci prawdy w oczy ? Dowiedz się ode mnie, swojego sługi, że Bóg, wcześniej czy później, karze bezbożników, że podłe życie sprowadza podłą śmierć, i że…

 

DON JUAN

Wystarczy !

 

SGANAREL

Co ?

 

DON JUAN

A to, domorosły katecheto, że nowa ślicznotka skradła mi serce i zniewolony jej wdziękami przybyłem za nią do tego miasta.

 

SGANAREL

I niczego pan się nie boi ? Sześć miesięcy nazad zakatrupił pan tutaj komandora.

 

DON JUAN

A czego mam się bać ? Nie zabiłem go jak należy ?

 

SGANAREL

Jak należy, najlepiej na świecie, skrzywdziłby pana, gdyby miał pretensje.

 

DON JUAN

Sprawę umorzono.

 

SGANAREL

Tak. Ale to umorzenie być może nie umorzyło nienawiści rodziców, przyjaciół i…

 

DON JUAN

Ach ! Nie zawracajmy sobie głowy nieszczęściem, które może nam się przydarzyć. Myślmy jedynie o tym, co nam może dać przyjemność. Osóbka, o której ci mówię, jest młodziutką narzeczoną, najmilszą na świecie, i przyjechała tutaj ze swoim kochasiem. Kilka dni przed naszą podróżą  zupełnie przypadkiem zobaczyłem tę gruchającą parkę. Gru…gru...gru…Nigdy nie widziałem dwojga osób tak zapatrzonych w siebie i tak promieniejących miłością…To mną wstrząsnęło, poruszyło moje serce. Moja miłość zaczęła się od zazdrości. Nie mogłem wprost patrzeć na to, jak im ze sobą dobrze razem. Niechęć rozbudziła moje żądze i wyobraziłem sobie, co by to była za rozkosz, zniszczyć ten czuły związek tak nieznośny dla mojego wrażliwego serca. Ale do tej pory wszystkie moje wysiłki okazały się bezskuteczne. Muszę sięgnąć po środek ostateczny. Wybierają się oboje na morską wycieczkę. Nic ci nie mówiłem, ale wszystko jest już przygotowane, aby dogodzić mojej namiętności. Mam małą łódkę i ludzi, którzy z łatwością uprowadzą tę ślicznotkę.

 

SGANAREL

O ! Panie…

 

DON JUAN

Hę ?

 

SGANAREL

Jak dla pana to bardzo dobrze. I pański plan wygląda jak trzeba. Nie ma nic podobniejszego na świecie, żeby sobie dogodzić.

 

DON JUAN

Będziesz miał okazję zobaczyć, jak to wygląda. Zabierz moją broń, żeby…

 

/ dostrzega Donnę Elwirę /

 

Ach ! przykre spotkanie. Zdrajco, nie powiedziałeś mi, że ona jest tutaj.

 

SGANAREL

Panie…Pan mnie o to nie pytał.

 

DON JUAN

Oszalała ? Żeby się nie przebrać i przychodzić tutaj w podróżnym stroju ?

 

SCENA TRZECIA  -----------------

 

DONNA ELWIRA

Zrobisz mi tę łaskę, Don Juanie, i zechcesz mnie jeszcze poznawać ? Czy mogę mieć nadzieję, że zwrócisz twarz w moją stronę ?

 

DON JUAN

Pani, wyznaję, że jestem zaskoczony i że nie spodziewałem się zobaczyć panią tutaj.

 

DONNA ELWIRA

Tak. Widzę doskonale, że pan się nie spodziewał i rzeczywiście jest pan zaskoczony. Ale całkiem inaczej wyobrażałam sobie pańskie zaskoczenie. Twoje zachowanie potwierdza to, w co mimo wszystko nie chciałam uwierzyć. Jakże byłam naiwna i słaba!

Odpychałam myśl o zdradzie, chociaż wszystko na to wskazywało. Byłam dostatecznie

dobroduszna, przyznaję, a raczej dość głupia, żeby oszukiwać samą siebie i nie wierzyć w to, co widziałam i czułam. Usprawiedliwiałam twoją obojętność, chłód naszych intymnych kontaktów, uniki i kłamstwa…Wymyśliłam nawet przyczyny pańskiego nagłego wyjazdu, byle tylko nie oskarżyć pana o zdradę przed własnym rozumem…Ileż żałosnych urojeń uniewinniało pana w moim sercu ! Ale spojrzenie, którym mnie przywitałeś, mówi mi więcej, niż chciałabym wiedzieć. A skoro już jestem, to może sam wyjaśnisz mi powody tak nagłego wyjazdu. Mów, Don Juanie, proszę, zobaczymy, czym wytłumaczysz…

 

DON JUAN

Pani, oto Sganarel, który wie, dlaczego wyjechałem.

 

SGANAREL

/ szeptem do Don Juana / Ja, panie ? Przepraszam, ale ja nic nie wiem.

 

DONNA ELWIRA

Dobrze ! Mów Sganarelu. Nieważne z czyich ust dowiem się o powodach tej niespodziewanej ucieczki.

 

DON JUAN

/ daje znak Sganarelowi, żeby się do niego zbliżył /  No ! Mów do pani.

 

SGANAREL

/ szeptem / Co pan chce, żebym powiedział ?

 

DONNA ELWIRA

Zbliż się, jak ci kazano, i mów.

 

DON JUAN

Nie odpowiesz ?

 

SGANAREL

/ szeptem do Don Juana / Nie mam nic do odpowiedzenia. Pan sobie żarty stroi ze swojego sługi.

 

DON JUAN

Będziesz mówił ?

 

SGANAREL

Pani…

 

DONNA ELWIRA

Co ?

 

SGANAREL

/ do Don Juana / Panie…

 

DON JUAN

Jeżeli…

 

SGANAREL

Pani…zdobywcy, Aleksander i inne światy są powodem naszego wyjazdu. Oto, proszę pana, wszystko, co mogę powiedzieć.

 

DONNA ELWIRA

Czy mogę prosić, Don Juanie, żebyś rozjaśnił tę piękną zagadkę ?

 

DON JUAN

Pani, prawdę mówiąc…

 

 

DONNA ELWIRA

Ach ! Żałośnie się pan broni, jak na salonowego bywalca, przyzwyczajonego do tego typu sytuacji. Jestem zażenowana pańskim zmieszaniem. Dlaczego nie posłuży się pan szlachetną bezczelnością ? Dlaczego nie przysięgasz, że twoje uczucia są niezmienne, że kochasz mnie bezgranicznie i tylko śmierć może cię ode mnie oderwać? Dlaczego nie mówisz, że nadzwyczajne sprawy zmusiły cię do niespodziewanego wyjazdu i nie zdążyłeś mnie o nim uprzedzić ? Że musisz zostać tutaj jakiś czas, i że powinnam spokojnie wrócić do domu, pewna, że wrócisz do mnie, jak tylko będzie to możliwe…Że straszliwie tęsknisz za mną, jak zbolałe ciało oderwane

od duszy…Że…Oto jak należy się bronić, a nie stać jak…osłupiały.

 

DON JUAN

Wyznaję, pani, że nie mam talentu do udawania czegokolwiek i tylko szczerość zarządza moim sercem. Po co mam mówić, że nadal panią kocham, skoro postanowiłem uciec od pani ? Nie chodzi tutaj o rozliczne przyczyny, które przychodzą

pani do głowy, ale o głos sumienia, który pozbawia mnie wiary, że nadal będąc z panią

mogę żyć bez grzechu. Otworzyły mi się oczy na to wszystko, co dla ciebie zrobiłem.

Uświadomiłem sobie, że aby panią poślubić, wykradłem cię z klasztoru, że złamałaś

ślubowanie, które związało cię ze świętym posłannictwem, i że Bóg zazdrośnie pilnuje tego zobowiązania. Ogarnęły mnie wyrzuty sumienia i poczułem strach przed karą

boską. Zrozumiałem, że nasze małżeństwo było tylko zamaskowanym cudzołóstwem,

które ściągnie na nas boski gniew; że muszę zapomnieć o tobie, bo nie należysz do mnie i powinnaś wrócić do klasztoru…Chcesz sprzeciwić się tej świętej decyzji i nadal

żądać, abym zatrzymał cię przy sobie, narażając się…

 

DONNA ELWIRA

Ach ! łotrze, teraz przejrzałam cię na wylot. Na moje nieszczęście – za późno. Ale ta zbrodnia nie ujdzie ci bezkarnie. To samo Niebo, z którym tak igrasz, pomści mnie za

twoją ohydną perfidię.

 

DON JUAN

Sganarelu, Niebo !

 

SGANAREL

Oj, igramy, igramy…

 

DON JUAN

Pani…

 

DONNA ELWIRA

Dosyć. Nie chcę tego słuchać. Żałuję, że usłyszałam więcej niż trzeba. To poniżające, kiedy ktoś w tak „wymowny” sposób maluje obraz naszej hańby. Dla szlachetnego serca wystarczy jedno słowo. Wie jak zareagować. Nie oczekuj, że zacznę obrzucać cię wyrzutami i obelgami. Nie, nie…Nie zmarnuję swojego gniewu w bezskutecznych słowach, ale całą jego siłę zachowam dla zemsty. Powtarzam: Niebo ukarze cię, hipokryto, za krzywdy, które mi wyrządziłeś. A jeśli nie boisz się Nieba, powinieneś bać się gniewu znieważonej kobiety.     / wychodzi /

 

SGANAREL

Żeby chociaż poczuł wyrzuty sumienia !

 

DON JUAN

/ po chwili / Pomyślmy o naszej miłosnej wyprawie.

 

 

SGANAREL

Ach ! jakże okropnemu panu muszę służyć !

 

 

AKT DRUGI

 

Scena ma miejsce na wsi, nad morzem, w pobliżu miasta.

SCENA PIERWSZA  ------------------

KAROLKA

Święta Panienko, Pioterku, znalazłeś się tam w samą porę…

 

PIETREK

O rany ! Brakowało tyle co nic, żeby obaj utonęli !

 

KAROLKA

To ta ranna wichura wywróciła ich na morzu ?

 

PIETREK

Ano, ano ! Karolka, opowiem ci wszystko do samego końca, jak to i było. Pierwszy ich przyuważyłem…Ja pierwszy - mówie ci teraz. Bo staliśmy tak sobie na brzegu, ja niby i gruby Łukasz, i ciskaliśmy sobie na głowy grudki ziemi, bo jak ci wiadomo, gruby Łukasz lubi sobie tak, a i ja czemu nie. I tak ciskając, patrze, a tam daleko coś się tak gmyra w wodzie i fala niesie to-to coraz bliżej. A zaraz potem widze, że nic nie widze !

„ Ej ! Łukasz / tak to było /, zdaje mi się, że to ludzie tam płyno.” – „ Chyba ćmi ci sie w ślepiach”/ on mi na to /.- „Rany boskie / ja mu na to /, nic mi się nie ćmi, to ludzie.” – „Akurat / on mi na to /, ćmi ci się.” – „ Załóżmy sie / ja mu na to /, że mi sie wcale nie ćmi i że dwóch ludzi / ja mu na to / płynie do nas.” – „ Niechże cie ! / on mi na to /, zakład, że nie.” – „ Takiś to / ja mu na to /, stawiam dziesiątaka, że tak.” – „ Dobra / on mi na to /, masz dziesiątaka.” Nie jestem głupi, ani zakręcony i jak nie cisne na ziemie pare razy tyle grosza…Ot, tak jakbym łyknął kieliszeczek. Taki już jestem. Dobrze wiedziałem, co robię. Ledwo przybiliśmy zakład / tak to było /, a już widzimy ludzi, którzy machają, żeby ich ratować. A ja zaraz cap za nasze stawki ! „Zbierajmy się, Łukasz, / ja mu na to / widzisz, jak wrzeszczą, trzeba ich wyciągnąć.” – „Nie / on mi na to /, toć przez nich przegrałem.” Wtedy ja na niego i tak mu tego, że wskoczylim do łodzi i tak wiosłami…o ! że na koniec wyciągnęlim ich z wody. A potem wziełem ich do domu, do ognia / tak to było /. Potem suszyli się na golasa. Potem jeszcze przyszło dwóch od nich. Na koniec przyleciała Małgośka i jeden z nich zaczął do niej wywracać ślepiami…I tak to było, Karolka.

 

KAROLKA

Czy nie mówiłeś Pioterku, że jeden z nich wygląda najładniej ?

 

PIETREK

Tak, to pan. Pewnie jakiś ważny, ważny pan, bo ma złoto na ubraniu od góry do dołu.

Ci inni to też panowie. Ale co z tego, że taki ważny ? I tak by sie utopił, gdyby nie my.

 

KAROLKA

No, no !

 

PIETREK

O ! bez nas byłoby po nim.

 

KAROLKA

I jest jeszcze u ciebie cały goły, Pioterku ?

 

PIETREK

Gdzie tam. Ubrali go przy nas. Mój Boże, nigdym takiego ubierania nie oglądał. Czego

to na sobie nie wieszają ci dworscy panowie…Zgubiłem się od samego patrzenia, jak

jaki głupi. Uważaj no, Karolka, oni mają takie włosy, co nie rosną na głowie i wciskają

na łeb taką włochatą czapkę, że to niby…Mają koszule z takimi rękawami, że gdybyśmy tam wleźli oboje, to szukalibyśmy się od dziś do niedzieli. Portki mają takie

szerokie, jak stąd do Wielkiejnocy. Miast kaftana kamizela, co nie chowa pępka. Miast kołnierza wielka chusta na szyi, cała podziurawiona i takie chwosty, co im dyndają po brzuchu. Przy ręcach mają małe kołnierzyki, przy nogawicach – koroneczki, i tyle wstążeczek, tyle…Aż sie w głowie kręci ! A gdybym wlazł w ich trzewiki, to bym kark skręcił…

 

KAROLKA

Żebym dnia nie dożyła, Pioterku, muszę to zobaczyć.

 

PIETREK

O ! przedtem jeszcze posłuchaj, co mam ci do powiedzenia.

 

KAROLKA

No dobrze ! Mów. O co chodzi ?

 

PIETREK

Widzisz, Karolka, trzeba, jak to mówią, żebym ci wygarnął, co mam w sercu. Kocham cie, wiesz dobrze, i mamy się pobrać razem…Ale, o rany ! nie jestem z ciebie zadowolony.

 

KAROLKA

Jakże to ? Co to niby ma być ?

 

PIETREK

Ma być to, że cięgiem ino zamartwiam się przez ciebie.

 

KAROLKA

I po cóż to ?

 

PIETREK

Do diabła ! Ty mnie nie kochasz.

 

KAROLKA

Ach ! Tylko tyle ?

 

PIETREK

Tak, tylko tyle, i wystarczy.

 

KAROLKA

Mój Boże, Pioterku, ty mi zawsze mówisz jedno i to samo.

 

PIETREK

Mówie ci zawsze jedno i to samo, bo to jest zawsze jedno i to samo. Gdyby nie było zawsze jedno i to samo, nie mówiłbym ci zawsze jedno i to samo.

 

 

KAROLKA

Ale czego ci trzeba ? Co ty chcesz ?

 

PIETREK

Wciórności ! Chce, żebyś mnie kochała.

 

KAROLKA

A ja ciebie nie kocham ?

 

PIETREK

Nie, ty mnie nie kochasz. A przecie robie wszystko, żeby tak było. Kupuje ci, nie wymawiając, wstążki u wszystkich kramarzy, którzy przyjeżdżają na odpust. Mało karku nie skręcę, żeby ci wybrać szpaki z gniazda, opłacam muzykantów, żeby ci wygrywali na imieniny. I to wszystko, jakbym walił głową w mur ! Widzisz, to nie jest ładnie, ani uczciwie, nie kochać ludzi, którzy nas kochają.

 

KAROLKA

Ale, Święta Panienko, ja także ciebie kocham.

 

PIETREK

Tak, ty mnie kochasz…Do bani takie kochanie !

 

KAROLKA

Co chcesz, żebym robiła ?

 

PIETREK

Chce, żebyś robiła tak, jak się robi, kiedy się kocha kogoś jak należy.

 

KAROLKA

Nie kocham ciebie, jak należy ?

 

PIETREK

Nie ! Kiedy tak jest, to widać od razu. Jak się kogoś kocha, to się z nim ciągle żartuje.

Popatrz na grubą Tereskę, co to się zadurzyła w młodym Leonie. Jak go obskakuje,

nie odpuści ani na chwilę. To mu zrobi jakiś figiel, to znowu da kuksańca w bok…Kiedyś chciał usiąść, to mu stołek wyrwała spod tyłka i rymnął jak długi na ziemię. Do diabła ! od razu widać, że się ludzie kochają. Ale ty, ty nigdy mnie nie zaczepisz. Jesteś cięgiem jak drewniany kołek w płocie. Mógłbym przejść koło ciebie i dwadzieścia razy, a ty nie ruszysz się, żeby mnie kuksnąć albo zagadać. Psiakrew !

Jesteś za zimna dla ludzi.

 

KAROLKA

To co mam robić ? Taka już jestem i nie przerobię się.

 

PIETREK

„Taka już jestem…” Kiedy się kocha ludzi, to zawsze można się przerobić.

 

KAROLKA

Kocham, jak potrafię. Jak jesteś niezadowolony, zakochaj się w innej.

 

PIETREK

To nie to ! Jakbyś mnie kochała, powiedziałabyś coś takiego ?

 

KAROLKA

Dlaczego mącisz mi w głowie ?

 

PIETREK

Robie ci co złego ? Chce, żebyś mnie trochę lubiła.

 

KAROLKA

To mnie zostaw i nie popędzaj. Może to przyjdzie tak niespodziewanie.

 

PIETREK

Daj rękę, Karolka.

 

KAROLKA

No to masz.

 

PIETREK

Obiecaj mi, że postarasz się więcej mnie kochać.

 

KAROLKA

Zrobię, co w mojej mocy,ale niech to przyjdzie samo z siebie. Pioterku, czy to ten pan ?

 

PIETREK

Tak, to on.

 

KAROLKA

Święta Panienko, jaki on śliczny. Szkoda by było, gdyby się utopił !

 

PIETREK

Zaraz wracam, pójdę tylko wychylić kufelek, bom się mocno nadwyrężył przy rannej

robocie.

 

SCENA DRUGA  -------------------

 

DON JUAN

Nie udało się nam, Sganarelu. Przez tę niespodziewaną burzę, która wywróciła łódź, nasz plan poszedł na dno. Ale wyznam ci szczerze, że ta wieśniaczka, z którą rozstałem się przed chwilą, wynagrodzi mi z nawiązką nasze niepowodzenie. Odkryłem

w niej tyle uroku, że już prawie nie pamiętam o naszej niefortunnej przygodzie. Nie wymknie mi się z rąk to gorące serduszko, które tak rozpaliłem, że nie grozi mi długie wzdychanie zanim wygaśnie.

 

SGANAREL

Przyznaję, że mnie pan znowu zadziwił. Ledwie co uniknęliśmy śmierci, a pan zamiast podziękować Bogu za okazane nam zmiłowanie, naraża się  na Jego gniew, byle tylko zaspokoić swoje niecne zachcianki…Milcz, durny ty ! Sam nie wiesz, co pleciesz. Twój pan wie, co robi. / widząc Karolkę / Chodźmy.

 

DON JUAN

/ zobaczył Karolkę /  Aaaa ! Skąd się tu wzięła ta wieśniaczka, Sganarelu ? Widziałeś kiedykolwiek coś ładniejszego? Wcale nie gorsza od poprzedniej ?

 

SGANAREL

Nowa zabawka.

 

DON JUAN

Cóż to za miłe spotkanie, moja śliczna ? Jak to możliwe ? W tym wiejskiej głuszy, wśród tych drzew i tych skał, można znaleźć osoby tak piękne jak ty ?

 

KAROLKA

Toć pan widzi.

 

DON JUAN

Jesteś z tej wioski ?

 

KAROLKA

Tak, panie.

 

DON JUAN

I mieszkasz tutaj ?

 

KAROLKA

Tak, panie.

 

DON JUAN

Jak się nazywasz ?

 

KAROLKA

Karolka, do usług.

 

DON JUAN

O ! Jaka piękna…i te oczy przenikające do głębi !

 

KAROLKA

Wstydam sie, panie.

 

DON JUAN

Ach ! Nie trzeba się wstydzić prawdy o sobie. Sganarelu, dobrze mówię ? Czy można oglądać coś bardziej uroczego. Obróć się troszeczkę, proszę. Ach ! co za rozkoszna figurka ! Podnieś trochę główkę, błagam. Ach ! jaki milutki buziaczek ! Otwórz szeroko oczka. Ach ! są takie piękne ! Pokaż ząbki, dziecinko, proszę. Ach ! są do schrupania, i te smakowite usteczka ! Co do mnie, jestem zachwycony i nigdy, jak żyję, nie widziałem takiej czarującej osóbki.

 

KAROLKA

Pan tylko tak zagaduje, żeby sobie pożartować ze mnie.

 

DON JUAN

Ja, żartować z ciebie ? Niech mnie Bóg broni ! Za bardzo cię kocham i mówię to ze szczerego serca.

 

KAROLKA

Jestem bardzo obowiązana…jeśli tak jest.

 

DON JUAN

Bynajmniej. Nie jesteś do niczego zobowiązana tym, co powiedziałem. Zawdzięczasz to wyłącznie swojej piękności.

 

KAROLKA

Panie, wszystko to za ładnie pan mi powiedział. Nie mam takiej głowy, żeby odpowiedzieć.

 

 

DON JUAN

Sganarelu, popatrz na te rączki.

 

KAROLKA

Fi ! Panie, są czarne, jak nie wiem co.

 

DON JUAN

Och ! co ty mówisz ? Są najpiękniejsze na świecie. Pozwól mi je pocałować.

 

KAROLKA

Pan mi robi za dużo zaszczytu.Gdybym wiedziała wcześniej, to bym umyła w otrębach.

 

DON JUAN

Powiesz mi coś o sobie, piękna Karolko ? Nie jesteś jeszcze zamężna ?

 

KAROLKA

Nie, panie, ale niedługo mam wyjść za Pioterka, syna sąsiadki…

 

DON JUAN

Co ? Osoba taka jak ty miałaby zostać żoną prymitywnego chłopa ! Nie, nie, to profanacja twojej piękności. Nie zostałaś stworzona po to, żeby mieszkać na głuchej wsi. Zasługujesz bez wątpienia na lepszy los i Niebo, które wie o tym, przysłało mnie tutaj, żebym nie dopuścił do tego małżeństwa i oddał sprawiedliwość twoim wdziękom. Poza tym, piękna Karolko, kocham cię całym sercem i od ciebie tylko zależy, czy uda mi się wydostać cię z tego nędznego miejsca i umieścić cię tam, gdzie powinnaś być. Ta miłość jest niewątpliwie nagła, ale cóż ? To skutek, Karolko, twojej niezwykłej urody i jeśli ciebie można pokochać zaledwie w kwadrans, to na każdą inną trzeba sześć miesięcy.

 

KAROLKA

Doprawdy, panie, nie wiem, co robić, kiedy pan tak mówi. To, co pan mówi, sprawia mi przyjemność i oddałabym wszystko na świecie, żeby panu wierzyć…Ale zawsze mi mówiono, że nie wolno wierzyć paniczom, i że ci z dworu, to zwodzą po to, żeby wykorzystać dziewczyny.

 

DON JUAN

Nie jestem takim człowiekiem.

 

SGANAREL

Ani mu to w głowie.

 

KAROLKA

Widzi pan, to nic miłego, dać się wykorzystać. Jestem biedną wieśniaczką, ale mam swój honor i wolałabym umrzeć, niż być zhańbioną.

 

DON JUAN

Ja miałbym tak podłą duszę, żeby wykorzystać osobę taką jak ty ? Byłbym takim nikczemnikiem, żeby cię zhańbić ? Nie, nie…Sumienie mi na to nie pozwala. Kocham cię, Karolko, uczciwie i z szacunkiem. I żeby cię przekonać, że mówię prawdę, wiedz, że nie mam innego zamiaru, jak tylko ożenić się z tobą. Chciałabyś jeszcze większego dowodu ? Zrobię to, kiedy tylko zechcesz. Daję ci słowo i tego oto człowieka biorę za świadka.

 

SGANAREL

Nie, nie…nie obawiaj się. Ożeni się z tobą tyle razy, ile zechcesz.

 

DON JUAN

Ach, Karolciu, dobrze widzę, że mnie jeszcze nie znasz. Robisz mi wielką krzywdę, maleńka, porównując mnie z innymi. Jeśli są na świecie oszuści; ludzie, którzy wykorzystuję dziewczęta, ja do nich nie należę. Jak możesz wątpić w moją szczerość? Powinnaś zaufać swojej urodzie. Kiedy się jest tak ukształtowaną jak ty, można czuć się bezpiecznie. Nie wyglądasz, wierz mi, na osobę, którą można by wykorzystać. Co do mnie, przysięgam, że przebiłbym swoje serce tysiącem sztyletów, na samą myśl, że mógłbym cię kiedykolwiek zdradzić.

 

KAROLKA

Mój Boże ! Nie wiem, czy pan mówi prawdę, czy nie. Ale pan robi coś takiego, że się panu wierzy.

 

DON JUAN

Jeśli mi wierzysz, oceniasz mnie sprawiedliwie. I dlatego jeszcze raz ponawiam obietnicę, którą ci złożyłem. Zgodzisz się zostać moją żoną ?

 

KAROLKA

Tak…jeżeli ciotka pozwoli.

 

DON JUAN

Daj mi rękę, Karolko, na dowód, że tego właśnie chcesz.

 

KAROLKA

Tylko, panie, proszę mnie nie oszukać. Miałby pan mnie na sumieniu. Widzi pan, jak panu wierzę.

 

DON JUAN

Wygląda na to, że ty ciągle wątpisz w moją szczerość ! Chcesz, żebym złożył najstraszliwszą z przysiąg ? Niech mnie Niebo…

 

KAROLKA

Boże mój, niech pan nie przysięga. Wierzę panu.

 

DON JUAN

Daj mi buziaka, że mówisz prawdę.

 

KAROLKA

O ! panie, proszę zaczekać, aż się pobierzemy. Potem będę pana całować, kiedy pan zechce.

 

DON JUAN

Dobrze ! piękna Karolko, zgadzam się na wszystko. Daj mi tylko twoją rączkę i pozwól, żebym tysiącem pocałunków wyraził zachwyt, że jestem…

 

SCENA TRZECIA  -----------------

 

PIETREK

/ wciska się między nich i odpycha Don Juana /  Powoli, panie, przyhamuj pan, no !

Zanadto sie pan gorączkujesz i może być z tego jakieś ścierwo.

 

DON JUAN

/ odpychając go /  Skąd się wziął ten cham ?

 

PIETREK

Mówie, żeby sie pan trzymoł z dala i nie dobiroł do cudzego ogródka.

 

DON JUAN

/ j. w /  Ach ! co to za hałas !

 

PIETREK

Psiakrew ! Tak sie ludzi nie popycha.

 

KAROLKA

/ biorąc Pioterka pod ramię / Nie przeszkadzaj, Pioterku.

 

PIETREK

Jakże to ? Mam nie przeszkadzać ? A ja nie chce.

 

DON JUAN

Ejże !

 

PIETREK

Psiakrew, mówie ! Dlatego, że jesteśta Jaśnie Panem, to wolno wom obmacywać nasze dziewuchy pod naszym nosem ? Idź se pan obmacywać swoje.

 

DON JUAN

Hę !

 

PIETREK

Hę ! / Don Juan policzkuje go / O rany ! nie bij pan. / następny policzek /  O ! niech cie diabli ! / następny policzek / Jezusie ! / następny policzek / Do licha ! To nieładnie, tak bić ludzi. To ma być zapłata, żem sie panu nie dał utopić.

 

KAROLKA

Pioterku, nie złość się tak…

 

PIETREK

Złoszcze się, a ty jesteś szmata, bo dajesz mu sie obmacywać.

 

KAROLKA

Och ! Pioterku, to nie jest tak, jak myślisz. Ten pan chce się ze mną ożenić i nie powinieneś się złościć.

 

PIETREK

Jakże tak ? Tfu ! Jesteśmy po słowie.

 

KAROLKA

To nic takiego, Pioterku. Jeśli mnie kochasz, to powinieneś się cieszyć, że zostane wielką panią ?

 

PIETREK

Do diabła rogatego, nie ! Lepiej, żebyś zdechła, niż była czyją inną.

 

KAROLKA

Zaraz, zaraz, Pioterku, nie turbuj się tak. Jak będę panią, dam ci zarobić. Będziesz przynosił do nas masło i ser.

 

 

PIETREK

A figa z makiem ! Nigdy nic nie przyniese, choćbyś mi płaciła dwa razy tyle. Słuchasz tego, co on plecie ? Rany boskie ! Gdybym to wiedział wcześniej, nie byłbym taki głupi, żeby wyciągać go z wody…Trzasnąłbym go wiosłem w łeb.

 

DON JUAN

/ zbliżając się do Pioterka, żeby go uderzyć /  Coś powiedział ?

 

PIETREK

/ chowając się za Karolkę / Wciórności ! Nie boje się nikogo.

 

DON JUAN

Czekaj no !

 

PIETREK

/ znowu chowa się za Karolkę /  Mam gdzieś to wszystko.

 

DON JUAN

/ biegnie za nim / Zobaczymy.

 

PIETREK

/ chowając się za Karolkę / Nie z takimi miałem do czynienia.

 

DON JUAN

Ejże !

 

SGANAREL

Ech, panie, zostaw pan tego biedaka. Trzeba nie mieć sumienia, żeby bić takiego.

Słuchaj, gamoniu, lepiej zamknij gębę i zabieraj się stąd.

 

PIETREK

Już ja mu wygarne.

 

DON JUAN

/ chce spoliczkować Pioterka; ten uchyla się i policzek otrzymuje Sganarel /

Ech ! Zaraz ci dołożę.

 

SGANAREL

/ do Pioterka / Niech cię diabli, łajdaku !

 

DON JUAN

Dostałeś zapłatę za swoje współczucie.

 

PIETREK

A niech go ! / do Karolki / Powiem twojej ciotce, co tutaj się szykuje.  / wybiega /

 

DON JUAN

Nareszcie będę najszczęśliwszym z ludzi i nie oddam mego szczęścia nikomu na świecie. Cóż za rozkosz mnie czeka, kiedy wreszcie dorwę się do mojej żoneczki i kiedy…

 

SCENA CZWARTA  -----------------

 

SGANAREL

/ spostrzegając Małgośkę /  A ! a !...

 

MAŁGOŚKA

/ do Don Juana / Panie, co pan tu robi z Karolką ? Czy pan jej także mówi o kochaniu ?

 

DON JUAN

Nie, wprost przeciwnie, to ona ma ochotę zostać moją żoną. Odpowiedziałem jej, że

jestem po słowie z tobą.

 

KAROLKA

Czego od pana chce Małgośka ?

 

DON JUAN

/ szeptem do Karolki / Jest zazdrosna, że rozmawiamy. Chce, żebym się z nią ożenił,

ale powiedziałem jej, że jestem po słowie z tobą.

 

MAŁGOŚKA

Jakże to ? Karolka…

 

DON JUAN

/ szeptem do Małgośki / Wszystko, co jej powiesz, nic nie da. Wbiła to sobie do głowy.

 

KAROLKA

Co znowu ? Małgośka…

 

DON JUAN

/ szeptem do Karolki / Próżne gadanie. Wbiła to sobie do głowy.

 

MAŁGOŚKA

Czy to znaczy, że…

 

DON JUAN

/ szeptem do Małgośki / Pomieszało jej się w głowie.

 

KAROLKA

Chciałabym…

 

DON JUAN

/ szeptem do Karolki / Uparta jak wszyscy diabli.

 

MAŁGOŚKA

Rzeczywiście…

 

DON JUAN

/ szeptem do Małgośki / Nic jej nie mów, to wariatka.

 

KAROLKA

Myślę…

 

DON JUAN

/ szeptem do Karolki / Zostaw ją, to wariatka.

 

MAŁGOŚKA

Nie, nie…Muszę z nią pomówić.

 

 

KAROLKA

Muszę wiedzieć, o co jej chodzi.

 

MAŁGOŚKA

Co ?

 

DON JUAN

/ szeptem do Małgośki / Założę się, powie ci, że obiecałem jej małżeństwo.

 

KAROLKA

Ja…

 

DON JUAN

/ szeptem do Karolki / Założę się, powie ci, że obiecałem jej małżeństwo.

 

MAŁGOŚKA

Hola ! Karolka, włazisz na mój interes.

 

KAROLKA

To nieuczciwe, Małgośka, zazdrościć, że pan ze mną rozmawia.

 

MAŁGOŚKA

To mnie pan zobaczył pierwszą.

 

KAROLKA

Jeśli ciebie pierwszą, to mnie zobaczył drugą i obiecał, że się ze mną ożeni.

 

DON JUAN

/ szeptem do  Małgośki / A co ! nie mówiłem ?

 

MAŁGOŚKA

Wypchaj się ! To ze mną, a nie z tobą.

 

DON JUAN

/ szeptem do Karolki / Nie zgadłem ?

 

KAROLKA

Nie do mnie takie gadanie. Mnie to obiecał.

 

MAŁGOŚKA

Jaja sobie robisz ? Tu o mnie się rozchodzi.

 

KAROLKA

Stoi tu: niech powie, czy nie mam racji.

 

MAŁGOŚKA

Stoi tu: niech zaprzeczy, jeśli nie mówię prawdy.

 

KAROLKA

Czy obiecał pan, że się z nią ożeni ?

 

DON JUAN

/ szeptem do Karolki / Żarty sobie stroisz.

 

 

MAŁGOŚKA

Czy to prawda, panie, że dał pan słowo zostać jej mężem ?

 

DON JUAN

/ szeptem do Małgośki / Jak możesz tak myśleć ?

 

KAROLKA

A ona ciągle swoje.

 

DON JUAN

/ szeptem do Karolki / Zostaw ją.

 

MAŁGOŚKA

Jest pan świadkiem, co ona bredzi…

 

DON JUAN

/ szeptem do Małgośki / Niech sobie bredzi.

 

KAROLKA

Nie, nie…prawda musi wyjść na wierzch.

 

MAŁGOŚKA

Trzeba to rozsądzić.

 

KAROLKA

Tak, Małgośka, pan ci pokaże jaka z ciebie gęś z żółtym dziobem.

 

MAŁGOŚKA

Tak, Karolka, chcę, żeby ci przytarł nochala.

 

KAROLKA

Panie, zakończcie spór, proszę.

 

MAŁGOŚKA

Rozsądźcie nas, panie.

 

KAROLKA

/ do Małgośki / Zaraz zobaczysz.

 

MAŁGOŚKA

/ do Karolki / To ty zobaczysz.

 

KAROLKA

Niechaj pan powie.

 

MAŁGOŚKA

Niechże pan przemówi.

 

DON JUAN

Co chcecie, żebym wam powiedział ?Obie upieracie się, że przyrzekłem każdej wziąć

ją za żonę. Czy to możliwe ? Czy każda z was nie wie, jak jest, bez konieczności wyjaśniania tego bez końca ? Dlaczego zmuszacie mnie, żebym powtarzał w kółko to samo ? Czy ta, której to obiecałem, nie powinna raczej śmiać się z gadaniny tej drugiej? I czy musi się tak denerwować, skoro z pewnością spełnię swoją obietnicę ?

Cała ta gadanina nie warta funta kłaków. Trzeba działać, a nie gadać. Czyny mówią więcej niż słowa. Gdy się ożenię, okaże się, która z was zdobyła moje serce. / szeptem do Małgośki / Pozwól jej wierzyć, w co chce. / szeptem do Karolki / Zostaw ją z jej urojeniami. / szeptem do Małgośki / Uwielbiam cię. /szeptem do Karolki / Jestem cały twój. / szeptem do Małgośki / Wszystkie twarze są brzydkie przy twojej. / szeptem do Karolki / Nie cierpię patrzeć na inne, gdy ciebie widzę. / do obu / Muszę teraz coś załatwić. Spotkamy się za kwadrans.

 

KAROLKA

/ do Małgośki / Murowane, że to mnie kocha.

 

MAŁGOŚKA

Jasne, że ze mną się ożeni.

 

SGANAREL

Oj ! bidulki, żal mi waszej niewinności. Nie mogę patrzeć, jak pędzicie niby ćmy do zguby.Uwierzcie mi, jedna i druga; nie nabierajcie się na bajeczki, które wam baje. Zostańcie lepiej w waszej wiosce.

 

DON JUAN

/ wracając / Ciekawe, dlaczego Sganarel nie ruszył za mną.

 

SGANAREL

/ do dziewcząt / Mój pan jest oszustem. Zamierza was wykorzystać, jak wykorzystał wiele innych. Jest gotów ożenić się z całym ludzkim rodzajem i …/ spostrzega Don Juana / To kłamstwo. Ktokolwiek wam to powie, powiedźcie mu, że jest kłamcą. Mój pan nie ma zamiaru oszukiwać was i nikogo nigdy nie wykorzystał. Ach ! oto i on. Same go lepiej zapytajcie.

 

DON JUAN

Tak ?

 

SGANAREL

Panie, świat jest pełen oszczerców, dlatego uprzedziłem nieco sprawy i właśnie tłumaczyłem im, że gdyby ktoś ośmielił się mówić źle o panu, mają nie wierzyć i nazwać go kłamcą.

 

DON JUAN

Sganarelu…

 

SGANAREL

Tak. Mój pan jest szlachetnym człowiekiem. Ręczę za to.

 

DON JUAN

Głową !

 

SGANAREL

Tylko bezczelni…

 

SCENA PIĄTA  ----------------

BICZ

Przychodzę ostrzec pana. Nie jest tu dla pana bezpiecznie.

 

 

DON JUAN

Czyżby ?

 

BICZ

Dwunastu ludzi na koniach szuka pana i będą tutaj lada moment. Nie wiem, jak wpadli na pański trop, ale dowiedziałem się o tym od pewnego wieśniaka, którego przesłuchali

i przedstawili mu pański rysopis. Czas ucieka. Im wcześniej pan stąd pryśnie, tym lepiej.

 

DON JUAN

/ do Karolki i Małgośki / Pilna sprawa zmusza mnie do natychmiastowego wyjazdu.

Pamiętajcie o słowie, które wam dałem. Otrzymacie ode mnie wiadomość jutro przed

wieczorem. / dziewczyny odchodzą /  Ponieważ siły są nierówne, trzeba uciec się do

fortelu i sprytnie wywinąć się z opresji. Każę, żeby Sganarel przebrał się w moje ubranie, a ja…

 

SGANAREL

Panie, to chyba żarty. Mogę być zabity w pańskim ubraniu.

 

DON JUAN

Pośpiesz się, robię ci zaszczyt. Szczęśliwy sługa, który ginie bohaterską śmiercią za

swojego pana.

 

SGANAREL

Dziękuję za taki bohaterski zaszczyt. Panie Boże, tu chodzi o śmierć. Zrób mi tę łaskę, żebym nie został wzięty za kogo innego !

 

 

AKT TRZECI

Scena przedstawia las, blisko morza i w sąsiedztwie miasta. Don Juan w stroju wiejskim. Sganarel w przebraniu lekarza.

SCENA PIERWSZA  -----------------

SGANAREL

Doprawdy, musi pan przyznać, że jesteśmy obaj cudownie przebrani. Pański pierwszy pomysł nie był odpowiedni, a to kryje nas lepiej, niż pan chciał.

 

DON JUAN

Niewątpliwie lepiej. Nie wiem, skąd wygrzebałeś takie śmieszne łachy.

 

SGANAREL

Tak ? To ubiór starego lekarza, oddany w zastaw. Wykupiłem go za ostatnią gotówkę.

Czy pan wie, że ten strój dodaje mi powagi, że jestem pozdrawiany przez ludzi, i że

udzielam porad, jakbym był medykiem.

 

DON JUAN

Rzeczywiście ?

 

SGANAREL

Pięć, albo i sześć wieśniaczek i wieśniaków, przechodząc mimo, pytało mnie o opinię

na temat różnych chorób.

 

DON JUAN

Odpowiedziałeś im, że nie znasz się na tym ?

 

SGANAREL

Ja ? Nie byłoby to honorowo w takim stroju. Rozprawiałem o chorobie i każdemu z nich

przepisałem jakąś receptę.

 

DON JUAN

I jakież to leki im przepisałeś ?

 

SGANAREL

Gadałem byle co. Ile śliny na języku. Moje recepty były przypadkowe i byłoby wesoło, gdyby chorzy ozdrowieli i przyszli mi podziękować.

 

DON JUAN

A dlaczego nie ? Z jakiegoż to powodu nie miałbyś korzystać z takich samych przywilejów, jakimi cieszą się wszyscy inni lekarze ? Nie mają wcale większego udziału od ciebie w leczeniu chorób i cała ich sztuka lekarska jest czystą farsą. Gdy ktoś  zupełnie przypadkiem wyzdrowieje, przypisują to sobie za sukces. Możesz robić to samo i ciągnąć korzyści z tych, co szczęśliwym trafem wrócili do zdrowia. Niech się łudzą, że to skutek twoich leków, a nie zasługa przypadku i sił Natury.

 

SGANAREL

Jak to, panie, to pan jest także niedowiarkiem w medycynie ?

 

DON JUAN

To jest jedno z wielkich oszustw, jakie plenią się wśród ludzi.

 

SGANAREL

Jakże to tak ? Nie wierzy pan w senes, ani w kasję, ani w emetykowe wino ?

 

DON JUAN

A dlaczego to miałbym wierzyć ?

 

SGANAREL

Ma pan duszę straszliwie niewierzącą. Jednakże musiał pan, od czasu do czasu, słyszeć, że emetykowe wino zrobiło sporo hałasu. Jego cudowne skutki zdołały nawrócić największych niedowiarków i nie zeszły trzy tygodnie, jak tu z panem mówię,

a sam widziałem nadzwyczajny skutek tego leku.

 

DON JUAN

Jakiż to ?

 

SGANAREL

Był człowiek, który od sześciu dni leżał w agonii. Nie wiadomo było, co mu przepisać

i żadne leki nie skutkowały. Uradzono w końcu, żeby dać mu emetyk.

 

DON JUAN

I pewnie wyszedł z tego cało ?

 

SGANAREL

Nie. Umarł.

 

 

DON JUAN

Wspaniały efekt.

 

SGANAREL

Jak to ? Przez sześć dni nie mógł umrzeć, a emetyk uśmiercił go od jednego razu !

Życzyłby pan sobie coś skuteczniejszego ?

 

DON JUAN

Racja.

 

SGANAREL

Ale zostawmy medycynę, w którą pan nie wierzy, i pomówmy o innych rzeczach.

W tym ubraniu czuję się jak natchniony i teraz to mogę z panem podysputować.

Przecież pozwala mi pan na dysputy, tylko zabronił napomnień.

 

DON JUAN

I co ?

 

SGANAREL

Chciałbym gruntownie poznać pańskie przekonania. Czy to możliwe, że pan całkowicie

nie wierzy w Niebo ?

 

DON JUAN

Zostawmy to.

 

SGANAREL

Wygląda na to, że nie. A w Piekło ?

 

DON JUAN

Ech !

 

SGANAREL

Tak samo. A w diabła, proszę pana ?

 

DON JUAN

Tak, tak.

 

SGANAREL

Także nie. Nie wierzy pan w życie po śmierci ?

 

DON JUAN

Cha, cha, cha !

 

SGANAREL

Oto człowiek, którego trudno mi będzie nawrócić. Niech mi pan powie, w wilkołaka pan

wierzy, co ?

 

DON JUAN

Że też nie ma zarazy na takich kretynów !

 

SGANAREL

A widzi pan, tego to już nie mogę ścierpieć. Nie ma nic prawdziwszego od wilkołaka

i za to dałbym się powiesić ! Ale jednak trzeba w coś wierzyć na tym świecie. W co

pan wierzy ?

 

DON JUAN

W co ja wierzę ?

 

SGANAREL

Tak !

 

DON JUAN

Wierzę, że dwa i dwa to cztery, a cztery i cztery to osiem.

 

SGANAREL

Oto piękne wyznanie wiary ! Pańską religią, jak widzę, jest arytmetyka ? Trzeba przyznać, że dziwaczne szaleństwa lęgną się w ludzkich głowach i im kto bardziej wykształcony, tym mniej rozumny. Co do mnie, proszę pana, nie uczyłem się tyle co pan, dzięki Bogu, i nikt nie może się pochwalić, że mnie czegokolwiek nauczył. Ale mój

skromny rozsądek widzi rzeczy lepiej, niż wszystkie książki. Pojmuję doskonale, że ten świat, na który patrzymy, nie jest grzybem, co wyrósł sam z siebie w jedną noc. Chciałbym pana zapytać, kto zrobił tamte drzewa, te skały, tę ziemię i to niebo tam w górze ? Czy to wszystko powstało samo z siebie ? A weźmy pana, na przykład, jest pan tutaj. Czy pan aby zrobił sam siebie ? Może pan patrzeć na wszystkie te wymysły, z których składa się ludzka maszyna, nie podziwiając w jaki sposób to wszystko jest rozmieszczone jedno w drugim ? Te nerwy, te kości, te żyły, te arterie, te…te płuca, to serce, ta wątroba, i te…te wszystkie inne składniki, które są w człowieku i które…Och ! do diaska, niech mi pan przerywa, jeśli pan sobie życzy. Nie potrafię dysputować, jeśli nikt mi nie przerywa. Pan milczy naumyślnie przez złośliwość.

 

DON JUAN

Czekam, aż twoje rozumowanie dogalopuje do końca.

 

SGANAREL

Moje rozumowanie jest takie, że cokolwiek by nie powiedzieć, jest w człowieku coś

zachwycającego, czego nie mogą wytłumaczyć wszyscy uczeni. Bo czy to nie jest

cudowne, że jestem tutaj, i że mam coś takiego w głowie, co myśli o stu różnych rzeczach w jednej chwili i robi z moim ciałem, co zechce ? Chcę klasnąć w ręce, unieść

ramiona, spojrzeć w niebo, spuścić głowę, poruszyć nogami, pójść na prawo, na lewo,

do przodu, do tyłu, obrócić się… / potyka się i pada na twarz /

 

DON JUAN

No proszę ! Tak oto twoje rozumowanie złamało sobie nochal.

 

SGANAREL

Do stu diabłów ! Głupiec ze mnie, że tracę czas na dysputy z panem. Niech pan sobie

wierzy, w co pan chce. Mam w nosie, że będzie pan potępiony.

 

DON JUAN

Ale tak dysputując, chyba zabłądziliśmy. Przywołaj tego człowieka - tam jest - i zapytaj

o drogę.

 

SGANAREL

Hola, ho, człowieku ! ho, mój przyjacielu ! Słówko, jeśli łaska.

 

SCENA DRUGA  ------------------

 

SGANAREL

Pokaż nam drogę, która prowadzi do miasta.

 

BIEDAK

Idźcie prosto tą drogą, panowie, i skręćcie na prawo, kiedy będziecie na skraju lasu.

Ale radzę wam, żebyście się mieli na baczności, bo od pewnego czasu grasują tutaj

złodzieje.

 

DON JUAN

Jestem ci zobowiązany, mój przyjacielu, i dziękuję z całego serca.

 

BIEDAK

Czy zechciałby pan wspomóc mnie jakąś jałmużną ?

 

DON JUAN

A ! twoja rada jest interesowna, jak widzę.

 

BIEDAK

Jestem biedakiem, panie, żyję samotnie w tym lesie od dziesięciu lat. Będę prosił Boga, żeby cię obdarował wszelkim dobrem.

 

DON JUAN

Et ! Módl się raczej, żeby dał ci ubranie na grzbiet, zamiast martwić się o innych.

 

SGANAREL

Nie znasz tego pana, poczciwino. On wierzy tylko, że dwa i dwa to cztery, a cztery

i cztery to osiem.

 

DON JUAN

Czym się zajmujesz w tych krzakach ?

 

BIEDAK

Modlę się każdego dnia o pomyślność dla dobrych ludzi, którzy mnie czymś obdarowali.

 

DON JUAN

No to musi ci się dobrze powodzić ?

 

BIEDAK

Niestety ! panie, jestem największym nędzarzem na świecie.

 

DON JUAN

Rozbawiłeś mnie. Człowiek, który modli się cały dzień, powinien być wolny od wszelkich kłopotów.

 

BIEDAK

Zapewniam cię, panie, że najczęściej nie mam nawet kęsa chleba, żeby włożyć między

zęby.

 

DON JUAN

To dziwne, że twoje modlitewne starania pozostają bez niebieskiej nagrody. Cha, cha !

Dam ci złotego luidora, jeśli zabluźnisz przeciwko Bogu.

 

BIEDAK

Och ! panie…Chce pan, żeby popełnił tak ciężki grzech ?!

 

DON JUAN

Myśl tylko o tym, czy chcesz zarobić, czy nie. O, patrz ! Dam ci go, jeżeli przeklniesz.

No, masz…ale klnij.

 

BIEDAK

Panie !

 

DON JUAN

Chyba, że nie chcesz.

 

SGANAREL

No, no, przeklnij trochę. To nic złego.

 

DON JUAN

Bierz ! Mówię ci. Tylko przeklnij.

 

BIEDAK

Nie, nie…panie. Wolałbym umrzeć z głodu.

 

DON JUAN

Dobrze, już dobrze…Daję ci go z miłości dla ludzkości ! Ale co ja widzę ? Jakiś człowiek został zaatakowany przez trzech innych ? Nie cierpię takiej podłości. / biegnie w stronę walczących /

 

SCENA TRZECIA  ------------------

SGANAREL

Mój pan jest szaleńcem, żeby tak pchać się w niebezpieczeństwo, które nas nie szuka.

Ale, rzeczywiście, pomoc była skuteczna i dwóch zmusiło trzech do ucieczki.

 

DON CARLOS

/ ze szpadą w ręku / Widać po gwałtownej ucieczce tych bandytów, jak mocnym wsparciem było pańskie ramię. Pozwoli pan, że złożę mu podziękowanie za tak szlachetny czyn i że…

 

DON JUAN

Nie zrobiłem nic takiego, czego i pan nie zrobiłby na moim miejscu. To sprawa honoru.

Postępek tych łajdaków był tak nikczemny, że równym łajdactwem byłoby nie przeciwstawić się mu. Ale jak pan wpadł w ich łapska ?

 

DON CARLOS

Zabłądziłem i odłączyłem się od brata, od wszystkich z naszej świty. Gdy ich szukałem,

natknąłem się na tych bandytów, którzy najpierw zabili mojego konia, a potem, gdyby nie pańska waleczność, zrobiliby to samo ze mną.

 

DON JUAN

Zamierza pan udać się w kierunku miasta ?

 

DON CARLOS

Tak, ale nie mam zamiaru tam wjeżdżać. Jesteśmy zmuszeni razem z moim bratem

do przeszukiwania okolicy z powodu jednej z tych bolesnych spraw, które nakazują

szlachetnie urodzonym poświęcić siebie i rodzinę wymogom honoru. Jesteśmy jego

więźniami, zdanymi na każdy występek innych. Życie, spokój i mienie szlachcica

zależą od fantazji byle zuchwalca i stają się jego łupem. Często musi zginąć, aby

oczyścić swój honor.

 

 

DON JUAN

Ma to jednak tę zaletę, że na to samo ryzyko możemy narazić tych, którym przyszła

fantazja obrazić nas w podobny sposób. Czy będę niedyskretny, jeśli zapytam, o jaką

sprawę chodzi ?

 

DON CARLOS

Sprawa zaszła tak daleko, że nie ma powodu robić z tego tajemnicy. Nasz honor nie

pozwala nam ukrywać hańbę, ale uczynić ją głośną tak, jak pragnienie zemsty.

Nie będę ukrywał, panie, że chcemy pomścić znieważenie naszej siostry, uwiedzionej

i porwanej z klasztoru przez Don Juana Tenorio, syna Don Louisa Tenorio. Szukamy go od kilku dni. Dzisiaj rano wpadliśmy na jego trop. Z doniesienia pewnego służącego

wynika, że Don Juan wyjechał konno w towarzystwie czterech albo pięciu ludzi i jedzie

wzdłuż tego wybrzeża. Ale wszystkie nasze starania okazały się bezskuteczne i nie

wiemy, gdzie mógł się ukryć.

 

DON JUAN

Czy zna pan tego Don Juana, o którym pan mówi ?

 

DON CARLOS

Osobiście nie. Nigdy go nie widziałem i znam go tylko z opisu mojego brata. Ale wiem,

że nie cieszy się dobrą sławą i jest to człowiek, którego życie…

 

DON JUAN

Wystarczy ! Jestem z nim zaprzyjaźniony i byłoby podłością z mojej strony, gdybym

pozwolił komukolwiek mówić o nim źle w mojej obecności.

 

DON CARLOS

Przez wdzięczność dla pana nic więcej nie powiem. Uratował mi pan życie. Ale chociaż

jest pan jego przyjacielem, ośmielam się przypuszczać, że nie pochwala pan jego postępowania i nie dziwi się, że chcemy się zemścić.

 

DON JUAN

Wprost przeciwnie. Chciałbym wam pomóc i oszczędzić zbytecznych trudów. Jestem

przyjacielem Don Juana i nic tego nie zmieni. Nie mniej jednak, nie mogę pojąć, jak

można bezkarnie znieważać ludzi szlachetnie urodzonych i postaram się, aby dał wam

satysfakcję.

 

DON CARLOS

Jaką satysfakcję można otrzymać po takiej zniewadze ?

 

DON JUAN

Każdą, która zaspokoi wasze poczucie honoru. Zaprzestańcie dalszych poszukiwań,

a ja przyrzekam dostarczyć wam Don Juana w umówione miejsce i o dowolnej porze.

 

DON CARLOS

To słodka nadzieja dla zranionych serc. Jednak po tym, co panu zawdzięczam, byłoby

dla mnie zbyt bolesne widzieć pana po przeciwnej stronie.

 

DON JUAN

Jestem tak przywiązany do Don Juana, że nie mogę się nie bić, kiedy on walczy.

W końcu odpowiadam za niego, jak za samego siebie. Wystarczy, że pan powie,

kiedy ma się zjawić i dać wam satysfakcję.

 

DON CARLOS

Że też los musi być tak okrutny ! Zawdzięczam życie przyjacielowi mojego wroga.

 

SCENA CZWARTA  ----------------

DON ALONSO

Napoić moje konie i… Na Boga ! Co widzę ! Jak to ? Mój bracie, ty tutaj, z naszym śmiertelnym wrogiem ?

 

DON CARLOS

Z naszym śmiertelnym wrogiem ?

 

DON JUAN

/ cofa się trzy kroki i kładzie dłoń na rękojeści swojej szpady / Tak. Jestem Don Juan Tenorio we własnej osobie. Wasza przewaga liczebna nie zmusi mnie do ukrywania mojego nazwiska.

 

DON ALONSO

A ! zdrajco, musisz zginąć i …

 

DON CARLOS

Wstrzymaj się, mój bracie. Zawdzięczam mu życie. Bez jego pomocnego ramienia,

zginąłbym z rąk bandytów, którzy mnie osaczyli.

 

DON ALONSO

I spodziewasz się, że ten wzgląd powstrzyma naszą zemstę ? Jakiekolwiek przysługi

oddane nam przez wroga nie mogą w niczym ograniczać naszej woli. Twoja wdzięczność w porównaniu z jego zniewagą jest po prostu śmieszna. Honor jest nieporównywalnie droższy od życia i nic nie jesteśmy winni temu, który ocalił nam życie, wcześniej odbierając nam godność.

 

DON CARLOS

Znam różnicę między jednym a drugim. Wdzięczność nie zaciera zniewagi. Pozwól, że

w tym miejscu oddam mu to, co mi ofiarował i wyrównam rachunek, odwlekając tylko naszą zemstę.

 

DON ALONSO

Nie, nie…Nie możemy ryzykować. Taka okazja może się już nie powtórzyć. Bóg daje

nam ją właśnie tutaj i musimy to wykorzystać. Kiedy honor jest śmiertelnie zraniony,

nie czas myśleć o skrupułach. Jeśli odczuwasz wstręt przed użyciem broni, usuń się

i zostaw mnie chwałę zadośćuczynienia.

 

DON CARLOS

Błagam, mój bracie…

 

DON ALONSO

Ta gadanina jest zbyteczna. Musi zginąć.

 

DON CARLOS

Wstrzymaj się, mówię, mój bracie ! Nie zniosę, aby ktoś nastawał na jego życie,

i na Boga ! będę go bronił tutaj przed wszystkimi. Życie, które ocalił, stanie się

dla niego tarczą. Najpierw będziesz musiał ugodzić we mnie.

 

DON ALONSO

Stajesz po stronie naszego wroga przeciwko mnie ?

 

 

DON CARLOS

Bracie, miarkujmy się. Nie mścijmy naszego honoru z taką zajadłością. Zapanujmy

nad nią. Nie zachowujmy się jak dzikusy, ale rozumnie i bez wściekłego zaślepienia.

Nasza zemsta, choć się odwlecze, nie straci swego blasku. Przeciwnie, zyska na tym.

W oczach świata będzie jaśniejącym triumfem sprawiedliwości.

 

DON ALONSO

Cóż za dziwaczna słabość i głupota. Narażać sprawę osobistej godności z powodu

śmiesznego przekonania o chimerycznym zobowiązaniu !

 

DON CARLOS

Nie zadręczaj się, mój bracie. Jeśli popełniam błąd, będę umiał go naprawić i sam

zatroszczę się o nasz honor. Wiem, do czego on nas zobowiązuje, a jednodniowa

zwłoka zwiększy tylko satysfakcję z zemsty. Widzisz, Don Juanie, jak staram się

odpłacić ci za dobro, które od ciebie otrzymałem. Możesz być pewien, że moje staranie, aby odpłacić ci za wyrządzoną nam zniewagę, nie będzie mniejsze, niż

moja zapłata za twoją przysługę. Reszta zależy od ciebie. Znasz doniosłość zniewagi,

którą nam wyrządziłeś. Sam zdecyduj, jakiego wymaga zadośćuczynienia. Może być

ono łagodne, albo gwałtowne i krwawe. Ale w końcu, cokolwiek wybierzesz, pamiętaj,

dałeś mi słowo, że Don Juan wypełni swoje zobowiązanie. I jeszcze jedno : poza tym

miejscem będę wyłącznie dłużnikiem swojego honoru.

 

DON JUAN

Niczego od ciebie nie żądałem i dotrzymam przyrzeczenia.

 

DON CARLOS

Ruszajmy, mój bracie. Ta chwilowa zwłoka nie uchybi powadze naszego obowiązku.

 

SCENA PIĄTA  -------------------

DON JUAN

Hola, Sganarelu !

 

SGANAREL

Co tam ?

 

DON JUAN

„Co tam ?”, łajdaku, uciekasz, kiedy mnie napadają ?

 

SGANAREL

Przepraszam pana, odszedłem tylko kawałeczek. Wygląda na to, że ten ubiór ma właściwości przeczyszczające i że nosić go, to jak zażyć rycynę.

 

DON JUAN

Niech cię zaraza, chamie ! Mógłbyś dla swojego tchórzostwa wymyślić jakąś przyzwoitą wymówkę. Zdajesz sobie sprawę, kim jest ten, któremu uratowałem życie ?

 

SGANAREL

Ja zdaję…Nie.

 

DON JUAN

Brat Elwiry.

 

SGANAREL

Brat…

 

DON JUAN

Dzielny brat. Zachował się przyzwoicie. Żałuję, że wpakowałem się w całą tę historię.

 

SGANAREL

Mógłby pan z łatwością wszystko załagodzić.

 

DON JUAN

Tak. Ale moja namiętność do Donny Elwiry już się wyczerpała, a jakieś tam zobowią-

-zania…nie odpowiadają mojemu charakterowi. Wiesz, że lubię swobodę w miłości

i nie zamknę serca w czterech ścianach. Mówiłem ci ze dwadzieścia razy, że mam

wrodzoną skłonność, aby gonić za tym, co mnie fascynuje. Moje serce należy do wszystkich pięknych kobiet, i każda z nich może nim zawładnąć na tak długo, jak potrafi…Ale co to za wspaniała budowla między tymi drzewami ?

 

SGANAREL

Nie wie pan ?

 

DON JUAN

Nie, serio.

 

SGANAREL

Dobre sobie ! To grobowiec, który postawił sobie komandor, nim pan go ukatrupił.

 

DON JUAN

A ! Racja. Nie wiedziałem, że to w tych stronach. Wiele słyszałem o niezwykłości tego

dzieła, jak i o posągu komandora. Mam ochotę obejrzeć to.

 

SGANAREL

Panie, niech pan tam nie idzie.

 

DON JUAN

Dlaczego ?

 

SGANAREL

Nie wypada odwiedzać człowieka, którego pan zabił.

 

DON JUAN

Wprost przeciwnie. Ta wizyta będzie wyrazem uprzejmości i powinien ją przyjąć łaskawie, jeśli jest człowiekiem dobrze wychowanym. No, wejdźmy do środka.

 

/ grobowiec otwiera się; widać wewnątrz Posąg Komandora /

 

SGANAREL

Och ! Jakie to piękne ! Piękne rzeźby ! Piękny marmur ! Piękne kolumny ! A ! Co za

piękno ! Co pan powie ?

 

DON JUAN

Już wyżej nie mogłaby się wznieść pycha nieboszczyka. Zadziwia mnie, że człowiek,

który za życia mieszkał dość skromnie, zapragnął mieć po śmierci tak wspaniałą rezydencję, z której już nie może, biedak, korzystać.

 

SGANAREL

Oto Posąg Komandora.

 

DON JUAN

Do licha ! Dobrze mu w tym stroju rzymskiego cesarza !

 

SGANAREL

Daję słowo, panie ; pierwszorzędna robota. Wygląda jak żywy. Gapi się na nas takim wzrokiem, że gdybym był tu sam, narobiłbym w portki. Myślę, że nasz widok nie sprawia mu przyjemności.

 

DON JUAN

Wtedy dowiódłby, że nie potrafi docenić zaszczytu, który mu wyświadczam. Zapytaj go,

czy zechce przyjść do mnie na kolację.

 

SGANAREL

Uważam, że to jest coś, czego on już nie potrzebuje.

 

DON JUAN

Rób, co mówię.

 

SGANAREL

Co za dziwactwo ! Panie komandorze…Śmieję się z własnej głupoty, ale mój pan zmusza mnie do tego. Panie komandorze, mój pan Don Juan pyta, czy zrobi mu pan ten zaszczyt i pofatyguje się…przyjdzie do niego na kolację. / posąg skinął głową / Ha !

 

DON JUAN

Co się stało ? Co ci jest ? Mów, o co chodzi ?

 

SGANAREL

/ kiwa głową jak posąg / Posąg…

 

DON JUAN

Nuże ! Co chcesz powiedzieć, łajdaku ?

 

SGANAREL

Mówię panu, że posąg…

 

DON JUAN

No ! Posąg !...Skuję ci pysk, jeśli nie będziesz gadał.

 

SGANAREL

Posąg dał mi znak.

 

DON JUAN

Zaraza z tym tchórzem !

 

SGANAREL

Przecież mówię: dał mi znak. Nie ma nic prawdziwszego. Niech pan sam zagada do niego, to pan zobaczy. Może…

 

DON JUAN

Chodź tutaj, szelmo, podejdź. Dotkniesz paluchem swojego tchórzostwa. Uważaj.

Wielmożny panie komandorze, czy zechce pan przyjść do mnie na kolację ?

 

/ posąg skinął głową /

 

 

SGANAREL

Nie chciałbym tego oglądać nawet za dziesięć pistoli. Co, panie ?

 

DON JUAN

Chodźmy stąd.

 

SGANAREL

Oto mądrale, co to w nic nie wierzą.

 

AKT CZWARTY

 

SCENA PIERWSZA  ----------------

DON JUAN

Tak czy owak, zostawmy to. To głupstwo. Nic takiego. Mogliśmy ulec złudzeniu przez migotanie światła, albo przez opary, które osłabiły nasze widzenie.

 

SGANAREL

Nie ! panie, niech pan nie próbuje zaprzeczyć temu, co widzieliśmy obaj na własne oczy. Nie ma nic najprawdziwszego, niż ten znak głową. Jestem pewien, że to Niebo, zgorszone pańskim życiem spowodowało ten cud, aby pana przekonać i zawrócić…

 

DON JUAN

Słuchaj no ! Jeśli ośmielisz się dłużej zamęczać mnie swoimi kretyńskimi kazaniami, piśniesz jedno słowo więcej, niż należy, to zawołam trzech albo czterech ludzi i dostaniesz najmniej tysiąc batów. Jasne ?

 

SGANAREL

Bardzo jasne. Najjaśniejsze na świecie. Pan wyraża się wyjątkowo jasno. To jest dobre

u pana, że nie szuka pan okrężnej drogi. Tylko tak prosto z mostu. Z podziwu godną

ostrością.

 

DON JUAN

Ruszaj. Niech mi podadzą kolację jak najszybciej. / do Fijoła / Krzesło, chłopcze.

 

SCENA DRUGA  ---------------

FIJOŁ

Proszę pana, przylazł pański kupiec, Niedziela, i znowu chce z panem mówić.

 

SGANAREL

A to dobre. Trzeba nam jeszcze komplimentów wierzyciela. Ośmiela się przyłazić tutaj i żądać od nas pieniędzy. Nie powiedziałeś mu, że pana nie ma ?

 

FIJOŁ

Od trzech kwadransów mówię to samo. Ale, psiajucha, nie chce wierzyć. Siedzi tam i czeka.

 

SGANAREL

Niech czeka, ile chce.

 

DON JUAN

Niech wejdzie. To bardzo zła polityka ukrywać się przed wierzycielami. Dobrze jest

czymkolwiek zapłacić. Posiadam tajemnicę, jak pozbyć się ich tak, żeby odeszli

zadowoleni, jakby dostali dwa razy tyle.

 

SCENA TRZECIA  -----------------

 

DON JUAN

A ! pan Niedziela, witam, witam…Jestem zachwycony, że pana widzę. To wszystko przez moją opieszałą służbę, która nie wpuściła pana natychmiast ! Dałem rozkaz, że nie ma mnie dla nikogo, ale to pana nie dotyczy. Dla pana drzwi mojego domu są zawsze otwarte…

 

PAN NIEDZIELA

Panie, jestem panu bardzo zobowiązany…

 

DON JUAN

/ do swojej służby / Do pioruna ! hultaje, ja was nauczę, co to znaczy trzymać pana

Niedzielę w przedpokoju i nie poznawać ludzi…

 

PAN NIEDZIELA

To nic takiego, proszę pana.

 

DON JUAN

Nic takiego !? Mówić panu Niedzieli, że mnie nie ma w domu, mojemu najlepszemu

przyjacielowi ?

 

PAN NIEDZIELA

Jestem pańskim sługą. Przyszedłem…

 

DON JUAN

Szybciej ! Krzesło dla pana Niedzieli…

 

PAN NIEDZIELA

Tak jest dobrze…

 

DON JUAN

Kropka ! Chcę, żeby pan usiadł obok mnie.

 

PAN NIEDZIELA

To nie jest konieczne. Przyszedłem…

 

DON JUAN

/ do służby / Zabierzcie stołek i przynieście fotel.

 

PAN NIEDZIELA

Pan żartuje sobie ze mnie i …

 

DON JUAN

Nie, nie…Wiem ,co jestem panu winien i nie chcę, żeby była między nami jakakolwiek

różnica.

 

PAN NIEDZIELA

Panie…

 

DON JUAN

No, proszę siadać.

 

 

PAN NIEDZIELA

Nie trzeba, proszę pana, chcę powiedzieć tylko słowo. Przyszedłem…

 

DON JUAN

Powiedziałem, żeby pan usiadł.

 

PAN NIEDZIELA

Nie, proszę pana, tak mi dobrze. Przyszedłem, żeby…

 

DON JUAN

Nie, nie słucham, jeśli pan nie siedzi.

 

PAN NIEDZIELA

Robię, co pan chce. / siada / Ja…

 

DON JUAN

Do diabła ! Panie Niedziela, ależ pan się trzyma…

 

PAN NIEDZIELA

Tak, do usług. Przyszedłem…

 

DON JUAN

Ma pan wspaniałe zdrowie. Wargi świeże, cera rumiana, żywe oczy…

 

PAN NIEDZIELA

Jednak chciałbym…

 

DON JUAN

Jak się miewa pańska małżonka ?

 

PAN NIEDZIELA

Bardzo dobrze, dzięki Bogu.

 

DON JUAN

Zacna kobieta.

 

PAN NIEDZIELA

Do pańskich usług. Przyszedłem…

 

DON JUAN

A córeczka Klaudyna, jak ona się miewa ?

 

PAN NIEDZIELA

Najlepiej na świecie.

 

DON JUAN

Jakaż ona śliczna ! Kocham ją całym sercem.

 

PAN NIEDZIELA

To zbyt duży honor dla niej, proszę pana. Ja…

 

DON JUAN

A malutki Colin robi zawsze tyle hałasu na swoim bębenku ?

 

 

PAN NIEDZIELA

Zawsze tak samo, proszę pana. Ja…

 

DON JUAN

A pański szorstkowłosy pieseczek ? Zawsze tak głośno warczy i gryzie po nogach wszystkich, którzy pana odwiedzają ?

 

PAN NIEDZIELA

Bardziej niż kiedykolwiek. Nie dajemy sobie z nim rady.

 

DON JUAN

Niech się pan nie dziwi, że tak wypytuję o całą pańską rodzinę. To ze szczerej sympatii i przywiązania.

 

PAN NIEDZIELA

Wszyscy jesteśmy panu ogromnie zobowiązani. Ja…

 

DON JUAN

/ wyciąga do niego rękę / Proszę uścisnąć, panie Niedziela. Jest pan przecież moim

przyjacielem, prawda ?

 

PAN NIEDZIELA

Panie, jestem pańskim sługą.

 

DON JUAN

Niech to diabli ! Jestem panu oddany całym sercem.

 

PAN NIEDZIELA

Za dużo zaszczytu dla mnie. Ja…

 

DON JUAN

Zrobię dla pana wszystko.

 

PAN NIEDZIELA

Jest pan zbyt dobry dla mnie. Ja…

 

DON JUAN

I proszę mi wierzyć, że jest to zupełnie bezinteresowne.

 

PAN NIEDZIELA

Nie zasłużyłem na taką łaskawość. Ale proszę pana…

 

DON JUAN

O! właśnie, panie Niedziela, bez ceregieli, chciałby pan ze mną zjeść kolację ?

 

PAN NIEDZIELA

Nie, proszę pana, muszę wracać do domu. Ja…

 

DON JUAN

/ podnosząc się / Dalej ! szybko z pochodnią, żeby odprowadzić pana Niedzielę.

Niech czterech albo pięciu ludzi weźmie broń dla bezpieczeństwa…

 

PAN NIEDZIELA

/ podrywa się / Panie, to nie jest konieczne. Pójdę śmiało sam.

 

DON JUAN

Ja to ? Ja pana nie puszczę bez eskorty. Zbyt mi na panu zależy. Jestem pańskim

sługą i co więcej dłużnikiem.

 

PAN NIEDZIELA

Ach ! proszę pana…

 

DON JUAN

Wcale tego nie kryję i mówię to całemu światu.

 

PAN NIEDZIELA

Jeżeli…

 

DON JUAN

Chce pan, żebym pana odprowadził ?

 

PAN NIEDZIELA

Ach ! znowu pan żartuje. Ja…

 

DON JUAN

Niech mnie pan ucałuje, proszę…Niech mi pan wierzy, że jestem panu szczerze oddany i zrobię dla pana wszystko. Wszystko ! / wychodzi nazbyt szybko /

 

SGANAREL

Trzeba przyznać, że masz w moim panu najprawdziwego przyjaciela.

 

PAN NIEDZIELA

To prawda… Robi mi tyle grzeczności i tyle komplementów, że nie ośmielam się nigdy

zażądać od niego zwrotu moich pieniędzy…

 

SGANAREL

Cały ten dom dałby się posiekać za ciebie. I chciałbym, żeby ci się coś złego przytrafiło; żeby cię ktoś obił kijem, obciął choćby palec…Wtedy przekonałbyś się, jak mój pan…

 

PAN NIEDZIELA

Wierzę ! Ale, proszę, szepnij  mu choć słówko o moich pieniądzach.

 

SGANAREL

Och ! nie martw się. Zapłaci najlepiej na świecie.

 

PAN NIEDZIELA

Ale ty, Sganarelu, też jesteś mi winien cośkolwiek na własny rachunek.

 

SGANAREL

Fi ! nie mówmy o tym.

 

PAN NIEDZIELA

Co ? Ja…

 

SGANAREL

Czy ja sam nie wiem, że jestem panu winien ?

 

 

PAN NIEDZIELA

Tak, ale…

 

SGANAREL

Ruszajmy, panie Niedziela, poświecę panu.

 

PAN NIEDZIELA

Ale moje pieniądze…

 

SGANAREL

/ chwyta go pod ramię / Żartuje pan ?

 

PAN NIEDZIELA

Chciałbym…

 

SGANAREL

/ trąca go / Ech !

 

PAN NIEDZIELA

Słyszałem…

 

SGANAREL

/ popycha go / Głupstwa.

 

PAN NIEDZIELA

Ale…

 

SGANAREL

/ popycha go / Fi !

 

PAN NIEDZIELA

Ja…

 

SGANAREL

/ wypycha go poza scenę / Fi ! mówię.

 

SCENA CZWARTA  ----------------

FIJOŁ

Proszę pana, pański ojciec.

 

DON JUAN

Niech to szlag ! Jeszcze tego brakowało.

 

DON LOUIS

Widzę, że znowu zjawiłem się nie w porę. Jeśli ciebie napawa wstrętem mój widok, dla mnie równie odrażające są twoje wybryki. Niestety ! Nie wiemy, co czynimy, nie zostawiając Bogu troski o nasze dobro i chcąc Go przechytrzyć w jego planach. Nękając Go nierozważnymi prośbami. Pragnąłem z całej duszy mieć syna i nieustannie, żarliwie prosiłem o niego. I oto ten syn, o którego zamęczałem Boga, stał się dla mnie udręką, zamiast radością i pociechą. Jakim okiem, jak myślisz, mam patrzeć na wszystkie twoje nikczemne poczynania, których nie da się usprawiedliwić w oczach świata ? Na te bezustanne niegodziwe postępki, które zmuszają mnie do nadużywania łaski naszego monarchy, chociaż nie starcza już moich zasług wobec niego i zaufania moich przyjaciół ? Ach ! jakże jesteś podły ! Czy nie wstydzisz się, że przestałeś być godnym swego wysokiego urodzenia ?Czy masz prawo, powiedz mi, szczycić się nim ?Czego dokonałeś na tym świecie, aby zasłużyć na miano szlachcica? Wydaje ci się, że wystarczy mieć szlacheckie nazwisko i szpadę? Nie,nie…Pochodzenie jest niczym, jeśli nie ma cnoty. Sława naszych przodków spływa na nas tylko wtedy, kiedy staramy się być podobni do nich, kiedy podążamy ich śladem, kiedy kierujemy się wytyczonymi przez nich prawdziwymi wartościami, kiedy… Nie masz nic wspólnego ze szlachetnymi przodkami, od których pochodzisz. Nic a nic ! Oni gardzą tobą. Jesteś pasożytem, próbującym zaistnieć w blasku ich sławy, co tylko jasno ukazuje twój hańbiący sposób życia. Dowiedz się na koniec, że szlachetnie urodzony, który żyje niegodnie, jest potworem w świecie przyrody. Potworem ! Więcej wart dla mnie syn tragarza, który jest uczciwym człowiekiem, niż syn monarchy, który żyłby jak ty.

 

DON JUAN

Panie, gdyby pan usiadł, byłoby wygodniej prawić kazanie.

 

DON LOUIS

Nie, zuchwalcze, nie chcę usiąść, ani też dłużej mówić. Dobrze widzę, że moje słowa nic dla ciebie nie znaczą. Ale wiedz, niegodny synu, że moja ojcowska czułość już się

wyczerpała i potrafię, wcześniej niż myślisz, położyć kres twoim wybrykom, uprzedzić

boski gniew i wymierzyć ci karę, która zmyje hańbę, że cię spłodziłem.  / wychodzi /

SCENA PIĄTA  ----------------

DON JUAN

Ech ! Żebyś zdechł jak najszybciej, to najlepsze, co mógłbyś zrobić. Trzeba nie mieć taktu, żeby żyć tak długo. / siada w fotelu /

 

SGANAREL

Ach ! panie, źle pan zrobił.

 

DON JUAN

Źle ?

 

SGANAREL

Panie…

 

DON JUAN

/ wstaje / Źle ?

 

SGANAREL

Tak, proszę pana, źle pan zrobił znosząc cierpliwie i tak długo jego gadaninę. Trzeba było wyrzucić go stąd na zbity pysk. Widziano kiedyś podobną bezczelność ? Ojciec, który przychodzi stawiać zarzuty swojemu synowi, żąda, żeby zmienił swoje zachowanie, żeby pamiętał o swoim pochodzeniu, żeby żył jak uczciwy człowiek, żeby… i setkę innych bzdur tego rodzaju ! Czy może to ścierpieć taki człowiek jak pan, który wie, jak należy żyć ? Podziwiam pańską cierpliwość. Gdybym był na pańskim miejscu, posłałbym go do wszystkich diabłów. / na stronie / O, przeklęta służalczość Czym się to skończy ?

 

DON JUAN

Czy wreszcie podadzą mi kolację ?

 

SCENA SZÓSTA  -----------------

 

PYSKOL

Panie, jakaś zasłonięta dama chce z panem mówić.

 

DON JUAN

Kto to może być ?

 

SGANAREL

Trzeba zobaczyć.

 

DONNA ELWIRA

Nie bądź zaskoczony, Don Juanie, że widzisz mnie o tej porze i w tym stroju… Naglący powód skłonił mnie do tej wizyty i do niezwłocznej rozmowy z tobą. Nie przychodzę tutaj przepełniona gniewem, jaką byłam tak niedawno. Nie, nie…Tak bardzo zmienił mnie dzisiejszy ranek…To nie jest już ta Donna Elwira, która rzucała na ciebie przekleństwa i pragnęła zemsty. Bóg uwolnił moją duszę od wszystkich niegodnych uczuć, związanych z tobą… od karygodnego miłosnego oszołomienia, od przyziemnej i ordynarnej żądzy, od…W moim sercu pozostał dla ciebie jedynie oczyszczony ze zmysłów płomień, czułość pełna świętości, miłość wolna od wszystkiego, niczego nie żądająca i pełna troski o twoje dobro.

 

DON JUAN

/ do Sganarela / Wydaje mi się, że płaczesz.

 

SGANAREL

Proszę wybaczyć.

 

DONNA ELWIRA

Ta doskonała i czysta miłość, która przywiodła mnie tutaj dla twego dobra, ostrzega cię

przed boskim gniewem i pragnie zatrzymać na skraju przepaści, ku której pędzisz. Proszę…Znam wszystkie nieprawości twojego życia. Proszę żebyś…To samo Niebo, które poruszyło moje serce i otwarło oczy na błędy, natchnęło mnie, abym przyszła do ciebie i powiedziała w Jego imieniu, że twoje grzechy wyczerpały już boskie miłosierdzie, że jego straszny gniew spadnie na ciebie. Tylko niezwłoczna skrucha może cię uratować. Proszę o…Może pozostał ci tylko jeden dzień, żeby uniknąć nieszczęścia. Jeden dzień ! Jeśli o mnie chodzi, nie wiąże mnie już z tobą żadne ziemskie zobowiązanie. Pozbyłam się, dzięki Niebu, wszystkich szalonych myśli. Postanowiłam wrócić do mojego klasztornego schronienia. Proszę jedynie o długie życie, żebym mogła odkupić swoje winy i zasłużyć, przez surową pokutę, na odpuszczenie mi występnego szaleństwa, w które wtrąciły mnie nierozważne porywy namiętności. Ale w tym odosobnieniu czułabym straszliwy ból, że osoba, którą darzyłam czułością, stała się nieszczęsnym przykładem boskiej sprawiedliwości. Proszę…Sprawi mi to niesłychaną radość, jeśli usunę przerażający cios zawieszony nad twoją głową. Błagam cię, Don Juanie, nie odmawiaj mi swojej skruchy. Proszę o to ze łzami. Jeśli nie obchodzi cię własny los, niech przynajmniej wzruszą cię moje modlitwy. Oszczędź mi okrutnego cierpienia, gdy cię zobaczę skazanego na wiekuiste męki.

 

SGANAREL

Biedna kobieta !

 

DONNA ELWIRA

Kochałam cię z bezgraniczną czułością. Nic na świecie nie było mi droższe od ciebie. Nic na świecie, nic…Dla ciebie zapomniałam o swoich powinnościach. Gotowa na wszystko. A cała nagroda, o którą proszę, to żebyś zmienił swoje życie i uchronił się przed zgubą. Ratuj się, błagam, przez miłość dla siebie, a może przez miłość dla mnie. Jeszcze raz, Don Juanie, proszę ze łzami…A jeśli nie wystarczą łzy osoby, którą kochałeś, zaklinam cię na wszystko, co zdolne jest cię wzruszyć.

 

SGANAREL

Serce tygrysa !

 

DONNA ELWIRA

Teraz odchodzę. To wszystko, co miałam ci do powiedzenia.

 

DON JUAN

Pani, już późna pora, proszę zostać.

 

DONNA ELWIRA

Nie, Don Juanie, nie zatrzymuj mnie dłużej !

 

DON JUAN

Sprawisz mi wielką przyjemność…

 

DONNA ELWIRA

Nie, nie, nie…Błagam, nie traćmy czasu na zbędne rozmowy. Pozwól mi odejść jak najszybciej. Proszę mnie nie odprowadzać ! Myśl tylko…myśl, jak skorzystać z mojej rady.

SCENA SIÓDMA  ----------------

DON JUAN

Czy wiesz, że jeszcze coś do niej czuję ? Było coś podniecającego w jej dziwnej odmianie. W jej zaniedbanym stroju, w jej osłabieniu i łzach…Wszystko to obudziło we mnie jakieś resztki wygasłej namiętności.

 

SGANAREL

To znaczy, że jej słowa nie miały na pana żadnego wpływu.

 

DON JUAN

Szybciej z tą kolacją !

 

SGANAREL

Dobry pomysł, bo…

 

DON JUAN

/ siada do stołu / Sganarelu, wypadałoby jednak pomyśleć o pokucie.

 

SGANAREL

Oj, tak, tak !

 

DON JUAN

Tak, naprawdę, trzeba się poprawić. Jeszcze dwadzieścia albo trzydzieści lat takiego

życia, a potem pomyślimy o poprawie.

 

SGANAREL

Och !

 

 

DON JUAN

Co powiesz ?

 

/ Fijoł i Pyskol wnoszą półmiski /

SGANAREL

Nic. Oto i kolacja. / bierze kawałek z półmiska i wkłada do ust /

 

DON JUAN

Zdaje mi się, że masz spuchnięty policzek. Co to jest ? Gadaj, co masz tutaj ?

 

SGANAREL

Nic…tutaj.

 

DON JUAN

Pokaż. Do licha ! Jakaś fluksja. Szybko, lancet, trzeba to przekłuć. Biedaczek, ledwie oddycha, ten ropień może go udusić…Czekaj, widzisz jaki dojrzały. Ach, ty szelmo !

 

SGANAREL

Na honor ! Panie, chciałem tylko sprawdzić, czy kucharz nie przesolił, albo nie przepieprzył.

 

DON JUAN

Dalej, siadaj tu i jedz. Zgłodniałeś, jak widzę.

 

SGANAREL

/ siada za stołem / Pewnie, proszę pana. Nic nie jadłem od rana. Ummm… Proszę skosztować tego… Najlepsze na świecie.

 

/ Pyskol zabiera Sganarelowi talerz, jak tylko coś sobie nałoży /

 

Mój talerz, mój talerz ! Kulturalnie, proszę. Ho, ho ! natręcie, sprytny jesteś w podawaniu czystych talerzy ! A ty, Fijołeczku, potrafisz nalać w sam raz !

 

/ podczas, gdy Fijoł nalewa wina Sganarelowi, Pyskol zabiera mu talerz /

 

DON JUAN

Kto to może pukać w ten sposób ?

 

SGANAREL

Ki diabeł przyłazi przeszkadzać nam w jedzeniu ?

 

DON JUAN

Chcę wreszcie zjeść. Nie wpuszczać nikogo.

 

SGANAREL

Niech pan pozwoli, ja to sam załatwię.

 

DON JUAN

I co tam ?

 

SGANAREL

/ kiwając głową, jak robił to posąg / On…jest tam !

 

DON JUAN

Zobaczmy i pokażmy, że nic nie może nas przerazić.

 

 

SGANAREL

Biedny Sganarelu, gdzie ty się schowasz ?

 

/ Pojawia się Posąg Komandora /

 

SCENA ÓSMA  -----------------

DON JUAN

Krzesło i nakrycie. Prędzej ! / do Sganarela / Dalej, siadaj przy stole.

 

SGANAREL

Panie, nie jestem już głodny.

 

DON JUAN

Siadaj tutaj, powtarzam. Podać wina. Zdrowie Komandora ! W twoje ręce Sganarelu.

Dajcie mu wina.

 

SGANAREL

Panie, ja już nie mam pragnienia.

 

DON JUAN

Pij i zaśpiewaj piosenkę, żeby zabawić Komandora.

 

SGANAREL

Mam katar, proszę pana.

 

DON JUAN

Nieważne. Dalej. / do służby / Reszta niech podejdzie. Zaśpiewacie chórem.

 

POSĄG

Dość tego, Don Juanie. Zapraszam cię na jutrzejszą wieczerzę u mnie. Będziesz miał

odwagę ?

 

DON JUAN

Tak, przyjdę tylko ze Sganarelem.

 

SGANAREL

Dziękuję za ten zaszczyt, ale ja jutro poszczę.

 

DON JUAN

/ do Sganarela / Weź pochodnię.

 

POSĄG

Nie potrzeba światła, kiedy Niebo prowadzi.

 

 

AKT PIĄTY

SCENA PIERWSZA  -------------------

 

DON LOUIS

Jak to ? mój synu, czy to możliwe, żeby pełen dobroci Bóg wysłuchał moich próśb ?

Czy to, co mi powiedziałeś, jest prawdą ? Nie łudzisz mnie fałszywą nadzieją ? Mogę zaufać tej zaskakującej wieści o tak nagłym nawróceniu ?

 

DON JUAN

Tak, ojcze, widzisz mnie uwolnionego ze wszystkich moich błędów. Nie jestem już taki sam, jak wczorajszego wieczora. Niebo spowodowało we mnie przemianę, która zadziwi cały świat. Poruszyło duszę moją i otworzyło oczy moje. Patrzę teraz z przerażeniem na długie zaślepienie i na zbrodnicze życie, jakie prowadziłem. Przywołuję w myślach te wszystkie obrzydliwości i dziwię się, jak Bóg zechciał je znosić tak długo, zamiast ze dwadzieścia razy uderzyć w moją głowę swoją straszliwą sprawiedliwością. Widzę, że Jego dobroć obdarzyła mnie łaską, odwlekając karę za zbrodnie. Pragnę wykorzystać tę szansę, jak tylko potrafię, i ogłosić całemu światu tę nagłą odmianę życia. Wynagrodzić krzywdy, które wyrządziłem i uzyskać pełne odpuszczenie grzechów. Nad tym będę pracował i proszę cię, ojcze, abyś wspierał mnie w tym zamiarze i pomógł mi wybrać osobę, która będzie moim duchowym przewodnikiem na nowej drodze życia.

 

DON LOUIS

Ach, mój synu, jak łatwo odzyskać ojcowską miłość ! Jak szybko znika pamięć krzywd wyrządzonych przez syna za najmniejszym słowem skruchy ! Nie pamiętam już tych

wszystkich przykrości, które mi sprawiłeś. Zostały wymazane przez szlachetne słowa, które wypowiedziałeś. Nie jestem w stanie tego pojąć, płaczę ze szczęścia. Wszystkie moje prośby zostały wysłuchane. I od tej chwili nie mam już o co prosić Boga. Ucałuj mnie, mój synu, i trwaj, zaklinam cię, w tym chwalebnym zamiarze. Co do mnie, idę natychmiast zanieść tę cudowną nowinę twojej matce i podzielić się z nią słodkim uczuciem szczęścia. Podziękować Bogu za dar łaski, którym raczył cię natchnąć.

 

SCENA DRUGA  ----------------

 

SGANAREL

Ach, panie, jakże się cieszę z pańskiego nawrócenia ! Tak długo na to czekałem, i oto, dzięki Niebu, wszystkie moje życzenia spełniły się.

 

DON JUAN

Zaraza z tym kretynem !

 

SGANAREL

Jak to, kretynem ?

 

DON JUAN

A tak to ! Bierzesz za dobrą monetę to, co powiedziałem i wierzysz, że moje usta były w zgodzie z moim sercem ?

 

SGANAREL

Co to ? To nie…Pan nie…pańskie…Och ! co to za człowiek ! co za człowiek ! co za człowiek !

 

DON JUAN

Nie, nie…nie zmieniłem się. Zawsze myślę i czuję tak samo.

 

SGANAREL

Nie zrobił na panu żadnego wrażenia ten kamienny posąg, który jakimś nadludzkim cudem rusza się i mówi ?

 

 

DON JUAN

Rzeczywiście, jest w tym coś, czego jeszcze nie rozumiem. Ale cokolwiek by to nie

było, nie jest w stanie, ani mnie przekonać, ani mną wstrząsnąć. Jeśli powiedziałem, że chcę się poprawić i rozpocząć przykładne życie, wynika to jedynie z wyrachowania. To czysta taktyka, użyteczny podstęp, niezbędna obłuda, aby zyskać przychylność ojca, który jest mi jeszcze potrzebny i żeby mieć zasłonę przed ludźmi na wypadek przyszłych kłopotów. Jestem skłonny, Sganarelu, zwierzyć ci się ze wszystkiego. Cieszę się, że mam świadka, który pozna głębię mojej duszy i prawdziwe motywy, które mną kierują.

 

SGANAREL

W nic pan nie wierzy i chce uchodzić za porządnego człowieka ?

 

DON JUAN

A dlaczego nie ? Wielu jest takich jak ja. Tak samo posługują się maską, żeby oszukać

świat !

 

SGANAREL

Ach ! co to za człowiek ! co za człowiek !

 

DON JUAN

To dzisiaj żaden wstyd. Hipokryzja to modna i skuteczna ułomność. Patrz, jak wszystko, co modne zyskuje powszechną aprobatę. Opłaca się odgrywać rolę wybitnie uczciwego i głęboko wierzącego człowieka. Z obłudy wielu żyje dostatnio i bezpiecznie. Mistrzowskie oszustwo staje się raczej przedmiotem podziwu i zazdrości, niż słusznego potępienia. Jest przywarą uprzywilejowaną. Hipokryci łączą się w wąskie kręgi ludzi wpływowych i solidarnych. Jeżeli zaatakujesz, któregoś szubrawca, zaraz rzuci się na ciebie cała sfora współplemieńców. Nawet ludzie uważani powszechnie za przyzwoitych i głęboko religijnych stają się naiwnymi ofiarami pozornych i krzykliwych wzorców. Myślisz, że nie znam takich, którzy posługując się obłudą wymazali zręcznie przestępczą przeszłość, z manifestacyjnej religijności zrobili sobie mur ochronny, przy każdym łajdactwie powołując się na immunitet od Pana Boga ? I mimo to są szanowani, bo potrafią zagrać na ludzkiej głupocie i emocjach. Dlaczego mam nie skorzystać z ich doświadczeń i wsparcia ? Nie mam zamiaru wyrzec się swoich ekscytujących przyjemności. Gdyby mnie nawet przyłapano na czymś karygodnym, zaraz całe bractwo hipokrytów stanie w mojej obronie. To cudowny sposób, żeby bezkarnie dogadzać swoim zachciankom. Tak, tak… Zostanę surowym cenzorem; będę osądzał i wydawał wyroki. O sobie będę mówił wyłącznie dobrze. Nigdy nie przebaczę temu, kto mnie zaczepi i przechowam nienawiść pod maską uprzejmości. Ogłoszę się obrońcą boskich interesów i pod tym szyldem będę tępił moich wrogów, oskarżał ich o bezbożność, o co się tylko da…Zmobilizuję przeciwko nim żarliwych dewotów, którym niewiele trzeba, żeby opluwać i obrzucać obelgami każdego, kogo im wskażę w imię boże. Tak właśnie należy wykorzystywać ludzkie słabości. Człowiek mądry idzie z prądem swojego czasu.

 

SGANAREL

Wielkie nieba ! Co to znaczy ? Zabrakło panu jeszcze hipokryzji, żeby się pogrążyć do

końca ? To już szczyt obrzydliwości. Panie, tego już za dużo i nie mogę wstrzymać się

od mówienia. Może pan zrobić ze mną, co się panu podoba, bić mnie, zatłuc kijami, zabić, co tam pan chce. Muszę ulżyć sercu i jako wierny sługa powiedzieć, co powiem.

Wiedz pan, że póty dzban wodę nosi, póki się ucho nie urwie. I jak doskonale powiedział ten autor, którego nie znam : człowiek jest na tym świecie niby ptak na gałęzi. Gałąź trzyma się drzewa. Kto trzyma się drzewa, kieruje się dobrymi zasadami.

Dobre zasady znaczą więcej niż piękne słówka. Piękne słówka spotyka się na dworze.

Przy dworze są dworzanie. Dworzanie stosują się do mody. Moda idzie z fantazji. Fantazja jest zdolnością duszy. Dusza daje nam życie. Życie kończy się śmiercią. Śmierć każe nam myśleć o Niebie. Niebo jest nad ziemią. Ziemia to nie morze. Morze podlega burzom. Burze podrzucają statkami. Statki potrzebują dobrych sterników. Dobrzy sternicy są roztropni. Roztropność nie jest cechą młodych. Młodzi powinni słuchać starych. Starzy łakną bogactwa. Bogactwo tworzy bogaczy. Bogacze nie są biedakami. Biedacy żyją w nędzy. Nędza nie zna, co to prawo. Kto nie zna, co to prawo, żyje jak bydlę. A z tego wynika, że będziesz pan potępiony jak wszyscy diabli !

 

DON JUAN

Cóż to za porażający logiczny wywód !

 

SGANAREL

Jeśli nawet to pana nie przekona, tym gorzej…najgorzej dla pana.

 

SCENA TRZECIA  ------------------

DON CARLOS

Don Juanie, dobrze się składa, że pana znalazłem i że możemy porozmawiać tutaj, a nie w pańskim domu. Chciałbym zapytać, co postanowiłeś w wiadomej sprawie.   Chodzi o zobowiązanie, które tak niedawno podjąłem w twojej obecności i także w twoim interesie. Co do mnie, życzyłbym sobie, aby ta sprawa znalazła swoje szczęśliwe zakończenie. Zrobię wszystko, żeby skłonić pana do publicznego uznania mojej siostry za pańską żonę.

 

DON JUAN

Niestety ! Chciałbym, z całego serca, dać panu zadośćuczynienie, jakiego pragniesz, ale Niebo sprzeciwia się temu. To ono wzbudziło w mojej duszy postanowienie zupełnej odmiany życia i myślę jedynie o porzuceniu wszystkich marności tego świata,

żeby przez surowe umartwienia odpokutować zbrodnicze czyny, do których wciągnął

mnie żar zaślepionej młodości.

 

DON CARLOS

To szlachetne postanowienie, Don Juanie, nie jest sprzeczne z tym, co powiedziałem.

Życie u boku żony da się doskonale pogodzić ze szlachetnym zamiarem, jakim natchnęło cię Niebo.

 

DON JUAN

Niestety ! wcale nie. Pańska siostra zamierza wrócić do klasztoru. Zostaliśmy oboje równocześnie obdarzeni łaską odkupienia.

 

DON CARLOS

Jej powrót do klasztoru nie zadawala nas. Może być powszechnie rozumiany jako skutek twojej pogardy dla niej i całej naszej rodziny. Nasz honor wymaga, żeby żyła z tobą.

 

DON JUAN

Zapewniam pana, że to niemożliwe. Pragnąłbym tego ponad wszystko. Jeszcze dzisiaj

prosiłem Boga o radę, ale usłyszałem głos, który powiedział , że nie wolno mi nawet

myśleć o pańskiej siostrze, i że żyjąc z nią nie osiągnąłbym zbawienia wiecznego.

 

DON CARLOS

Wydaje ci się, Don Juanie, że zwiedziesz nas pięknymi wymówkami ?

 

 

DON JUAN

Jestem posłuszny głosowi Nieba.

 

DON CARLOS

Co to ? Ma nam wystarczyć takie…?

 

DON JUAN

Bóg tak chce.

 

DON CARLOS

Wykradłeś siostrę z klasztoru, żeby ją potem porzucić ?

 

DON JUAN

Z woli Nieba.

 

DON CARLOS

Mielibyśmy ścierpieć takie pohańbienie naszej rodziny ?

 

DON JUAN

Z woli Nieba.

 

DON CARLOS

Ciągle to Niebo ?

 

DON JUAN

Niebo tego pragnie.

 

DON CARLOS

Dosyć, Don Juanie, wiem wszystko ! Starczy mi odwagi i potrafię użyć szpady,

gdy to konieczne. Za godzinę będę przechodził ustronną uliczką, która prowadzi do

klasztoru i… Ale oświadczam, że nie mam zamiaru walczyć. Bóg chroni mnie przed

taką myślą. Jeżeli mnie zaatakujesz, zobaczymy, co się stanie.

 

DON JUAN

Zobaczymy, to prawda, zobaczymy.

 

SCENA CZWARTA  -----------------

 

SGANAREL

Panie, diabeł w pana wstąpił, czy co ? To gorsze od tego, co było. Wolałem pana takim, jakim pan był przedtem. Cały czas miałem nadzieję na pańskie zbawienie. Teraz

wszystko przepadło. Uważam, że Bóg, który znosił pana dotąd cierpliwie, już dłużej nie

ścierpi tych ostatnich okropności…

 

DON JUAN

Bla, bla, bla….Bóg nie jest tak skrupulatny, jak myślisz. Ma ważniejsze sprawy na głowie. I gdyby za każdym razem, kiedy ludzie…

 

SGANAREL

/ widząc Widmo / Ach ! panie, to znak z Nieba. To ostatnie ostrzeżenie…

 

DON JUAN

Jeśli Niebo daje mi ostrzeżenie, niech się wyraża jaśniej, żebym mógł je zrozumieć.

 

SCENA PIĄTA  -----------------

WIDMO

Don Juanowi pozostała już tylko chwila, aby skorzystać z boskiego miłosierdzia. Jeśli

w tym miejscu i natychmiast nie okaże skruchy, będzie zgubiony.

 

SGANAREL

Słyszy pan ?

 

DON JUAN

Kto ośmiela się wygłaszać takie brednie ? Wydaje mi się, że znam ten głos.

 

SGANAREL

Ach, panie, to z pewnością widmo. Poznaję po tym, jak chodzi…

 

DON JUAN

Widmo, duch, albo diabeł…Chcę zobaczyć, co to jest.

 

/ Widmo przemienia się w Czas z kosą w ręku /

 

SGANAREL

O Boże ! Widzi pan, jak się zmienia ?

 

DON JUAN

Nie, nie…Nic nie jest w stanie mnie przerazić. Szpadą sprawdzę, czy to ciało, czy duch.

/ Widmo znika, gdy Don Juan chce je ugodzić szpadą /

 

SGANAREL

O ! Niech pan ustąpi przed tyloma dowodami i okaże skruchę. Panie…

 

DON JUAN

Nie, nie…Będzie, co ma być. Nikt nie będzie rozgłaszał, że ukorzył Don Juana Tenorio.

Idziemy ! Razem.

 

SCENA SZÓSTA  -----------------

POSĄG

Zatrzymaj się, Don Juanie. Dałeś mi wczoraj słowo, że zjesz ze mną wieczerzę.

 

DON JUAN

Tak. Dokąd mam iść ?

 

POSĄG

Podaj mi rękę.

 

DON JUAN

Oto ona.

 

POSĄG

Don Juanie, Zatwardziałość w grzechu sprowadza straszliwą śmierć. Kto odrzuca

boskie miłosierdzie, otwiera drogę karzącym piorunom.

 

DON JUAN

Co się ze mną dzieje ? Pożera mnie niewidzialny ogień…Jestem tym, który…

Całe moje ciało staje się płonącą żagwią ! Ooooo…!

 

/ Piorun wśród błyskawic uderza w Don Juana. Ziemia otwiera się

i pochłania go. Z jamy, w której zniknął, buchają ogromne płomienie /

 

SGANAREL

Ach ! a moja zapłata, zapłata za moje zasługi ! Oto dzięki jego śmierci wszyscy są

zadowoleni. Obrażone Niebo, pogwałcone prawa, uwiedzione dziewczyny, zhańbione

rodziny, znieważeni rodzice, unieszczęśliwione żony, mężowie doprowadzeni do ostateczności… cały świat jest zadowolony. Tylko ja jeden jestem nieszczęśliwy…Nic z tego nie mam. Moje zasługi ! Gdzie zapłata za moje zasługi ?!

 

 

 

 

 

* * * * * * * * * * * * * *

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież


Pisarze.pl
E-tygodnik literacko-artystyczny
Numer 21/12 (92)
ISSN: 2084-6983



Dziś René Magritte

 Zdradliwość Obrazów, Zagubiony Dżokej oraz Terapeuta to najbardziej znane obrazy René Magritte’a.

więcej>>

Coraz więcej listów do Państwa, coraz więcej wierszy, mało prozy, widać, że nie cieszy się ona specjalnymi względami, albo może prozaicy są bardziej skryci, bardziej tajemniczy.




Strona oparta na Joomli