M O L I E R
TARTUFFE
albo
OSZUST
/ Le Tartuffe ou L`Imposteur /
&
Spolszczył prozą - JÓZEF JASIELSKI
&
2009
- * * OSOBY * * *
TARTUFFE - świętoszek
ORGON - mąż Elmiry
ELMIRA - żona Orgona
MARIANNA - córka Orgona i kochanka Walerego
DAMIS - syn Orgona
PANI PERNELLE – matka Orgona
DORYNA - pokojówka Marianny
KLEANT - szwagier Orgona
WALERY - kochanek Marianny
FLIPOTA - służąca pani Pernelle
LAURENTY - niemowa, kompan Tartuffe`a
PAN LOYAL - komornik
OFICER POLICJI
&
W Paryżu, w domu Orgona
AKT PIERWSZY
SCENA PIERWSZA ----------------
PANI PERNELLE
Ruszaj, Flipoto ! Jazda ! Nic tu po mnie.
ELMIRA
Proszę…
PANI PERNELLE
Zostaw, moja synowo, zostaw, trafię sama…Nie trać na mnie czasu.
ELMIRA
Nikt z nas nie chciał obrazić…
PANI PERNELLE
Nikt mnie tu nie szanuje ! Nikt nie słucha ! Wszystko na głowie.
DORYNA
Jeśli…
PANI PERNELLE
Ty, gówniaro, jesteś zbyt pyskata, impertynencka,…nochal wpychasz wszędzie, wszystkich przerobisz na swoje kopyto…
DAMIS
Ale…
PANI PERNELLE
Jesteś kretynem ! Mówiłam twojemu ojcu chyba ze sto razy, że spłodził byle co i będą kłopoty…
MARIANNA
Myślę…
PANI PERNELLE
Siostrunia myśli ! A o czym to, puszczalska ?...Udajesz cnotkę, a...
ELMIRA
Nie można….
PANI PERNELLE
Moja synowo, nie zatkasz mi gęby ! Przykład idzie z góry…Jesteś rozrzutna, stroisz się jak …Dla kogo, pytam? Przecież nie dla męża…Ich świętej pamięci matka…
KLEANT
Chwileczkę !
PANI PERNELLE
Co do ciebie, przeuczony szwagrze – wyrazy podziwu, czci, uwielbienia i czego tam jeszcze…Ale twoje życiowe maksymy nie są dla uczciwych ludzi. Jesteś jak kloaka. Cuchniesz złem. Na miejscu mojego syna zatrzasnęłabym ci drzwi przed nosem. Mówię to bez ogródek. Co w sercu, to na języku.
DAMIS
Za to pan Tartuffe…
PANI PERNELLE
Co, pan Tartuffe ? To święty człowiek i trzeba go słuchać !
DAMIS
Słuchać ? Ja mam słuchać tego stukniętego przybłędy ? Tego świętoszka, który panoszy się w naszym domu…
DORYNA
Jak się słucha jego porannych kazań, można dojść do wniosku, że we wszystkim co robimy, czai się jakaś zbrodnia. A on tylko czyha, żeby nas przyłapać, osądzić i skazać…
PANI PERNELLE
Idiotyzm ! Strzeżonego Pan Bóg strzeże. To jest droga, którą doprowadzi was do zbawienia wiecznego. Czy tego chcecie, czy nie. I dobrze, że mój syn…
DAMIS
Nawet ojciec nie zmusi mnie, żebym przestał mówić to, co myślę i czuję. Zrobię wszystko, żeby…
DORYNA
A w dodatku, ten włóczęga, który przylazł tutaj boso i w śmierdzących łachach, zachowuje się w tym domu jak pan i właściciel…
PANI PERNELLE
On ! Dziękuję Bogu, że dożyłam tej chwili. Podziękuję stokroć, gdy jego święte słowa i zamiary znajdą tutaj należny posłuch…A znajdą !
DORYNA
Robi nas w konia. To pieprzony hipokryta i tyle.
PANI PERNELLE
Co za niewyparzona gęba ! Apage satanas ! / robi znak krzyża /
DORYNA
Ten jego niepełnosprawny Laurenty też nie lepszy. Nie mam zaufania do takich ciemnych typków…
PANI PERNELLE
Pytał cię ktoś o zdanie, wyciruchu ?....Nie znam go na tyle, ale jest przydatny.
Co do pana Tartuffa…Przeszkadza, bo wali prosto z mostu, co myśli o waszym doczesnym życiu…bo jest szczerze oddany rodzinie…bo nienawidzi grzechu…bo kiedyś trzeba będzie umrzeć i co wtedy ?
DORYNA
Dobra. Ale dlaczego od pewnego czasu nie możemy przyjmować gości ? Co Niebo ma z tym wspólnego ? Chyba, że jest zazdrosny o panią Elmirę ? Ot, co !
PANI PERNELLE
Zamknij się ! Jawna bezczelność…Co ona tu robi ? Każdy z sąsiadów miał już dosyć tych pijackich imprez, tych, pożal się Boże, dam i panów, tych wrzasków o świcie, tego…Wolę nie myśleć. I plotki na mieście !
KLEANT
Jak pani chce zamknąć ludziom usta ? Zresztą, po co ? Z powodu cudzych opinii nie zrezygnuję z najlepszych przyjaciół. Z niczego nie należy rezygnować. Niech gadają. Nas to nie dotyczy, jeżeli nie mamy sobie nic do zarzucenia.
DORYNA
Ten, kto wszystkich krytykuje, sam jest niewiele wart.
PANI PERNELLE
Oronta wie, co mówi. Jest wzorem pobożności…Mieszka naprzeciwko i sporo widzi.
DORYNA
Zgadza się. Żyje w cnocie, bo żaden chłop nie poleci na starą prukwę. Kiedyś nie mogła się opędzić od gachów…Zwietrzała chcica, została kaplica.Te ploty to z zawiści, że już nie może…
PANI PERNELLE
I takiego plugastwa słucha pani córka ! Za to mnie nikt nie słucha. Ale powiem swoje i tak. Mój syn dał dowód wielkiej mądrości, przyjmując do swego domu tego posłańca niebios. W nim wasz ratunek i nadzieja na poprawę. Te wizyty, te bale, ta cała paplanina to są diabelskie pokusy. Zamęt. Pomieszanie języków jak w babilońskiej wieży. Wszystko oprócz modlitwy…/ do Kleanta / Widzę, że to bawi uczonego pana ? Poszukaj szyderców sobie podobnych, a będzie weselej. I bez…/ do Elmiry / Żegnaj, moja synowo, nic więcej nie powiem. Moja noga już nie przekroczy tego progu. Amen. / uderza w twarz Flipotę / Hej, ty !
Wronę połknęłaś ? Przetrzeć ci uszy ? O, Boże ! Ruszaj, łachudro ! Jazda !
/ Wychodzą. Za nimi : Elmira, Marianna, Damis /
SCENA DRUGA -------------------
KLEANT
Zostanę chwilę. Niech ten tajfun przejdzie. Okropne babsko !
DORYNA
Dobrze, że nie słyszy.
KLEANT
Jest najwyraźniej nastawiona przeciwko nam. Tartuffe owinął ją wokół palca.
DORYNA
Co tam ! Z panem Orgonem nie lepiej. Do niedawna był normalny. Teraz chodzi jak na prochach. Odsunął się od żony i dzieci. Traktuje Tartuffe`a jak rodzonego brata, uważa za wyrocznię, nie ma przed nim żadnych tajemnic…Zachowuje się jak kochanek ; co rusz go ściska, głaszcze, tuli się na kanapie…Oddał mu główne miejsce przy rodzinnym stole i gdy ten żre i beknie, on woła : „Szczęść Boże !” Cytuje go przy każdej okazji. Niczego nie widzi poza nim. Jakaś paranoja ! Tartuffe to spryciarz. Usidlił go swoją obłudną świętością; zachowuje się jak ksiądz, wygłasza kazania, to klęka, to wstaje, kładzie się krzyżem nawet, gdy nie pozamiatane, klepie „zdrowaśki” , błogosławi byle co…Komedia !
/ Wracają : Elmira, Marianna, Damis /
SCENA TRZECIA ---------------
ELMIRA
/ do Kleanta / Masz szczęście ! Dostało nam się w drzwiach na pożegnanie…
O ! mąż wraca. Zaczekam na niego na górze.
KLEANT
Nie przyszedłem dla zabawy. Tylko się pożegnam.
DAMIS
Może coś o małżeństwie mojej siostry ? Podejrzewam, że Tartuffe będzie przeciwny. Może wymusić na ojcu, żeby wykręcił się z tego przyrzeczenia. Marianna i Walery kochają się…Ja kocham siostrę Walerego…I gdyby trzeba było…
DORYNA
Idzie.
/ Marianna i Damis wychodzą. Wpada Orgon. /
SCENA CZWARTA ---------------
ORGON
O ! mój szwagierek, witaj.
KLEANT
Właśnie wychodzę. Cieszę się z twojego powrotu. Wieś o tej porze roku nie wygląda zachęcająco.
ORGON
Doryno…Mój szwagierku, zaczekaj, proszę…Pozwól, że wypytam, co się tutaj
działo przez ostatnie dwa dni. / do Doryny / Zdrowi wszyscy ?
DORYNA
Panią przedwczoraj męczyła wysoka gorączka. Z dziwnym bólem głowy…
ORGON
A Tartuffe ?
DORYNA
A Tartuffe ? Ten ma końskie zdrowie ! Jeśli go coś zaboli, to brzuch z przejedzenia i jakieś zaparcie…
ORGON
Biedaczek !
DORYNA
Pani wieczorem była ledwie żywa. To przez ten okropny ból głowy. Nie tknęła niczego przy kolacji.
ORGON
A Tartuffe ?
DORYNA
Tartuffe ? Zjadł trzy talerze zupy, gapiąc się na panią, a potem z nabożnym skupieniem zżarł dwie kuropatwy i udziec barani…
ORGON
Biedaczek !
DORYNA
W nocy przyszły silne poty i pani nie mogła zasnąć. Czuwaliśmy przy niej aż do świtu…
ORGON
A Tartuffe ?
DORYNA
Tartuffe ? Z obżarstwa zaczął drzemać nad talerzem. Potem charknął, smarknął i pijackim krokiem ruszył do swego pokoju, zwalił się w pościel i spał aż do południa. Pani…
ORGON
Biedaczek !
DORYNA
Pani w końcu dała się namówić…
ORGON
A Tartuffe ?
DORYNA
Kto ? Tartuffe ! Dla spotęgowania swojej duchowości urżnął się dokumentnie winem przy śniadaniu…
ORGON
Biedaczek !
DORYNA
Oboje czują się już znacznie lepiej. Teraz idę do pani, żeby jej opowiedzieć, z jaką troską i niepokojem pytał pan wiele razy o jej zdrowie ! / wychodzi /
SCENA PIĄTA ---------------
KLEANT
Śmieje ci się w nos. I słusznie. Co cię opętało ? Niczego nie widzisz poza tym przybłędą…Do diabła ! rzucił na ciebie urok, czy co ? Z nędzarza zrobiłeś pana domu…Dokąd to wszystko zmierza ?
ORGON
Hola ! mój szwagierku, nie masz pojęcia, o czym mówisz.
KLEANT
Nie mam, ponieważ jest ci to na rękę. Ale ten człowiek być może…
ORGON
Ręczę, że znajomość z nim sprawi ci przyjemność. Twój zachwyt nie będzie miał końca. To taki człowiek…że…ha !...taki człowiek…no, po prostu człowiek !
Dzięki jego naukom patrzysz obojętnie na zgniliznę i łajno tego świata. Nie jesteś do nikogo i niczego przywiązany…Zanurzasz się w błogim spokoju ! Czuję się jak nowonarodzony… Moja dusza uwalnia się od wszelkich uczuć i mógłbym patrzeć bez wrażenia nawet na śmierć brata, dzieci, matki, żony… I wtedy nie dbam o nic.
KLEANT
Rzeczywiście, to bardzo ludzkie uczucia !
ORGON
Co tam ! Gdybyś wiedział, jak go poznałem…To graniczy z cudem ! Każdego dnia w kościele modlił się obok mnie z taką pokorą i żarem, że przyciągał wzrok wszystkich obecnych. To kładł się krzyżem, to wzdychał głęboko, ale jak ! to znowu całował brudną posadzkę…A jak śpiewał za księdzem !...Gdy wychodziłem, ani się spostrzegłem, a on już….już wyciągał do mnie rękę ze święconą wodą…Biedaczek ! Chciałem go wspomóc, ale on połowę pieniędzy, na moich oczach, oddał żebrakom zaraz przy kościele. On jest szczęśliwym darem Bożej Opatrzności ! Wniósł do mojego domu pomyślność i spokój. Nawet o moją żonę troszczy się i pędzi od niej amantów, dbając o mój honor…Sam dla siebie – nic! Tylko domaga się, w swojej surowości, pokuty i kary choćby za drobiazg…Przy rannej modlitwie pchłę ukatrupił i nazwał to grzechem…
KLEANT
Zwariowałeś czy kpisz ze mnie ? Uważasz mnie za durnia ?
ORGON
Mój bracie, mówisz bezbożnie ! Ateizm cię zgubi…
KLEANT
Ale nie oślepi ! Cwanego świętoszka zawsze rozpoznam, choćby krzyżem leżał na ruszcie i klepał pacierz…. Do diabła, szwagrze ! Nawet byle dureń może odróżnić szczerze wierzącego od tego hipokryty, co zgrywa świętego i kombinuje, jak się tym sposobem obłowić…Bierzesz za prawdę coś, co jest krzykliwym pozorem. Są jakieś granice rozsądku i szaleństwa…
ORGON
Tak, ty jesteś bez wątpienia doktor nad doktory…Sam jesteś alfą…tego…i omegą. Każdy przy tobie to kiep niedouczony. Zjadłeś wszystkie rozumy świata…
KLEANT
Co bym tam nie zjadł, potrafię odróżnić bez doktoratu prawdę od fałszu. Ścierpieć nie mogę pobożnych błaznów w dewocyjnych pozach, traktujących religię jak dobry interes. Nie widzisz, jak się bogacą , klepiąc „zdrowaśki”, jak wyrywają ostatni grosz starym ludziom, i jak się tym bogactwem pysznią ? Swoją nienawiść, intrygi i potwarz łatwo osłonią boskim majestatem, dobrem ojczyzny, miłością bliźniego i czym tam jeszcze…Gdy jesteś przeciw nim – godzisz w Matkę Boską ! Ludzi prawdziwie wierzących, można policzyć wokół siebie na palcach. Wystarczy patrzeć uważnie, co robią i jak żyją. Ten twój pupilek do nich nie należy. Oślepłeś.
ORGON
Czy mój szwagierek powiedział, co wiedział ?
KLEANT
Tak.
ORGON
Nisko się kłaniam. / chce wyjść /
KLEANT
Wybacz, jeszcze tylko słówko…Nic więcej. Dałeś słowo Waleremu…
ORGON
Tak.
KLEANT
Wyznaczony dzień ślubu…
ORGON
To prawda.
KLEANT
Po co z tym zwlekać ?
ORGON
Nie mam pojęcia.
KLEANT
Już ci nie pasuje…
ORGON
Być może.
KLEANT
Nie dotrzymasz danego słowa ?
ORGON
Tego nie mówię.
KLEANT
Skoro nie ma przeszkód, to ich ożeń !
ORGON
To zależy.
KLEANT
Same zagadki ! Walery prosił mnie, żebym z tobą…
ORGON
Niech go Bóg ma w opiece !
KLEANT
Co Bóg ma z tym wspólnego ?
ORGON
Bogu niech będzie chwała !
KLEANT
Co mam mu powiedzieć ?
ORGON
Co tam chcesz, mój bracie.
KLEANT
Co chcę ? Chcę wiedzieć, co planujesz. Więc, co to ma być ?
ORGON
Niech się dzieje wola Nieba.
KLEANT
Czekasz na znaki, czy chcesz się wykręcić ?
ORGON
Z Bogiem, szwagierku ! / odchodzi /
KLEANT
Obawiam się, że ktoś tutaj miesza…Trzeba ostrzec Walerego.
AKT DRUGI
SCENA PIERWSZA ----------------
ORGON
Marianno !
MARIANNA
Tak, tato.
ORGON
Podejdź bliżej. Chcę ci coś powiedzieć w sekrecie.
MARIANNA
Szukasz czegoś ?
ORGON
Tu podsłuchują…No ! teraz bezpiecznie. Jesteś posłuszna i taką cię kocham.
MARIANNA
Jestem ci wdzięczna…
ORGON
I dziś to okażesz.
MARIANNA
Jestem posłuszna i taką mnie kochasz.
ORGON
Pięknie ! Powiedz mi, jak ci się podoba nasz znakomity gość, Tartuffe ?
MARIANNA
Komu, mnie ?
ORGON
Tobie. Zastanów się, zanim odpowiesz.
MARIANNA
Powiem, co myślę.
ORGON
To jest rozsądne. Więc powiedz , moja córko, że twoje myśli krążą nieustannie wokół mężczyzny pełnego zalet i że jest on godny, za moim przyzwoleniem, twojej ślicznej rączki. I już się widzisz szczęśliwą…No ?
MARIANNA
No ?
ORGON
Czy tak ?
MARIANNA
Proszę ?
ORGON
Co ?
MARIANNA
Ja chyba źle słyszę ?
ORGON
Jak to ?
MARIANNA
Z kim ten ślub ?
ORGON
Z Tartuffem.
MARIANNA
Nie będę kłamać w tak poważnej sprawie…
ORGON
Prawdą się stanie to z ojcowskiej woli ! A więc ?
MARIANNA
Ty chcesz…
ORGON
Tak. Uważam że twój związek z Tartuffem wzmocni nasze rodzinne więzy…Że…powiem krótko. Bez dyskusji !
SCENA DRUGA
ORGON
/ widząc Dorynę / A ty tu czego ? Ciekawość cię zżera…
DORYNA
To żaden sekret. Ten pana plan, to jakiś koszmarny żart…
ORGON
Trudno w to uwierzyć ?
DORYNA
Tak szczerze mówiąc, nie wierzę, że pana stać na coś takiego.
ORGON
Mam prosty sposób, żebyś uwierzyła.
DORYNA
Tak, tak, baju, baju…
ORGON
Wszyscy zobaczą to na własne oczy.
DORYNA
Bajeczki – piosneczki !
ORGON
To prawda, córko.
DORYNA
I tak nie wierzymy w to, co pan mówi. / do Marianny / On żartuje.
ORGON
Mówię ci…
DORYNA
Co za upór ! Kto w to uwierzy ?
ORGON
Nie przeciągaj struny.
DORYNA
Dobra ! Wierzymy, ale tym gorzej dla pana. Jak to możliwe, żeby tak mądry człowiek wpadł na taki głupi pomysł ?
ORGON
Uważaj, bo…!
DORYNA
Spokojnie. O co tyle hałasu ? Wezmą na języki…I po co panu bigot bez grosza, który zgarnie lekką rączką pański majątek. Może potem da panu kopa. Jaka w tym korzyść ? Też mi zięć !
ORGON
Zamknij się ! To przez ubóstwo jest mi bardziej drogi. Jego dusza…
Nie interesują go dobra doczesne. Był kiedyś bogaty…
DORYNA
Bo sam to rozgłasza ? Akurat. Ale co z córką ? Nie ma pan litości ? Wlec do ołtarza to po chrześcijańsku ? Weźmie pan ten grzech na swoje sumienie ?
ORGON
Masz czelność mnie pouczać ?
DORYNA
Nic dodać, nic ująć.
ORGON
Marianno, nie słuchaj tych bredni. Ojciec wie, co robi. Że dałem słowo ? Walery to karciarz, pewnie libertyn…Czy ktoś z nas widział go na mszy w kościele ?
DORYNA
Msza to nie pokaz mody, żeby oglądać każdego, kto pcha się do ołtarza, bo chce się pokazać. Ma krzyżem leżeć, wtedy pan uwierzy…
ORGON
Pytał cię ktoś o zdanie ? A Tartuffe leżał i Bóg go nagrodził. / do Marianny / Zaufaj mi. Będziesz kochana i szczęśliwa. Zrobisz z nim, co zechcesz.
DORYNA
Ona ? Przyprawi mu rogi, jak tylko ksiądz pokropi.
ORGON
Hola ! co za plugastwo !
DORYNA
Taki rogi mieć musi. Choćby Marianna zaparła się w cnocie…
ORGON
Nie wtrącaj się !
DORYNA
To dla pana dobra.
ORGON
Nie życzę sobie !
DORYNA
To z czystej miłości.
ORGON
Nie potrzebuję…
DORYNA
Ja, tak ! Na przekór sobie, bo…
ORGON
Ach !
DORYNA
…pański honor jest mi drogi i nie chcę dopuścić, żeby się pan ośmieszył.
ORGON
Milczeć ! Boże…
DORYNA
Moim świętym obowiązkiem jest przekonać pana, że to małżeństwo…
ORGON
Przestań, żmijo, bo wezmę cię na sznur…
DORYNA
Szczery katolik unika wściekłości.
ORGON
Krew się gotuje z takiego bredzenia. / żegna się / Bądź cicho, proszę.
DORYNA
Cicho, nie cicho, i tak swoje myślę.
ORGON
Myśl, co chcesz ! Cicho. / do Marianny / Jak powiedziałem, wszystko rozważyłem…
DORYNA
/ na stronie / Można oszaleć z takiego gadania.
ORGON
Tartuffe, bez wątpienia, jest pełen uroku…
DORYNA
Zwłaszcza z tym ryjem.
ORGON
Słowem, gdyby przypadkiem, czego nie dopuszczam, jego zalety nie dość…
DORYNA
Co za perfidia ! / Orgon odwraca się do Doryny / Mnie nikt nie zmusiłby do małżeństwa. A gdyby nawet – dostałby za swoje !
ORGON
Co nakazałem ?
DORYNA
Co zawiniłam ? Nic nie mówię.
ORGON
A co to było ?
DORYNA
Mówiłam do siebie.
ORGON
No tak ! Słówko, a trzasnę w papę. / stoi w gotowości do uderzenia / Córeczko,
wierzę, że zaakceptujesz mój plan…że taki mąż…że wybrałem starannie…że to dla twojego dobra…/ do Doryny / Nic nie mówisz ?
DORYNA
Nie mam sobie nic do powiedzenia.
ORGON
Chociaż słóweczko.
DORYNA
Ktoś tu mnie podpuszcza.
ORGON
No ! Jestem gotowy.
DORYNA
Nie dam się nabrać.
ORGON
Tak więc, Marianno, musisz być posłuszna i uszanować mój wybór.
DORYNA
Już lepiej paść trupem.
ORGON
/ po nieudanej próbie spoliczkowania Doryny / Widzisz, z jaką zadajesz się zarazą ! Z taką nie da się żyć bez grzechu. Jej bezczelność doprowadzi mnie do szaleństwa. Po co ją tu trzymam ? Wyjdę na powietrze, inaczej zawał mnie powali… / wybiega /.
SCENA TRZECIA ---------------
DORYNA
Zgubiłaś język ? Mam grać twoją rolę, znosić obłąkane pomysły, gdy ty nie potrafisz wydobyć nawet jednego słowa w swojej obronie !
MARIANNA
Co miałam powiedzieć ?
DORYNA
Cokolwiek…przeciw !
MARIANNA
Ale co ?
DORYNA
Że serce nie sługa…że wiesz najlepiej, z kim będziesz szczęśliwa…że jak go kręci Tartuffe, niech się z nim ożeni !
MARIANNA
Dobrze ci mówić. Boję się – i tyle. Głos staje mi w gardle.
DORYNA
Głos jej staje w gardle ! Walery cię kocha, a ty ? Rusz głową !
MARIANNA
Jesteś niesprawiedliwa. Jak możesz o to pytać ? Chyba ze sto razy mówiłam ci, co do niego czuję…Było tak ?
DORYNA
I wpadłaś po uszy ?
MARIANNA
Jeszcze jak !
DORYNA
Dobra. On też wpadł po uszy ?
MARIANNA
Myślę… - po uszy !
DORYNA
I chcecie się złączyć na wieki ?
MARIANNA
Na mur !
DORYNA
Teraz, co z tym drugim ? Co zrobisz jak…?
MARIANNA
Jeśli zostanę zmuszona, zabiję się.
DORYNA
Wspaniale ! Wystarczy umrzeć i po kłopocie.
MARIANNA
Mój Boże ! Jesteś bez serca !
DORYNA
Głupota mnie znieczula. Tchórzostwo także.
MARIANNA
To moja wina ?
DORYNA
Miłość jest silna…
MARIANNA
Czy nie dochowuję wierności Waleremu ? Czy nie powinien pozyskać ojca ?
DORYNA
Jak to ? Jeśli twój uparty ojciec, tak rozkochany w swoim Tartuffe-ie, zrywa umowę, to z winy twojego narzeczonego ?
MARIANNA
Mam wyrzec się ojca ? Stracić opinię…Tego chcesz ?
DORYNA
Nie, nie, ja nic nie chcę. Tylko widzę, że ty chcesz zostać żonką Tartuffe`a. Nie będę odradzać. Z jakiego powodu, skoro tego pragniesz ? To partia nad partiami ! Ho, ho, ho…bogobojny…ho, ho, ho…brzuchaty…ho, ho, ho…kłapouchy…ho, ho, ho…hrabia z rynsztoka…ho, ho, ho…gigant gigantyczny…Veni, vidi, vici !
MARIANNA
Boże mój, Boże !...
DORYNA
Będzie wam jak w niebie !
MARIANNA
Przestań ! Ratuj mnie…Zrobię wszystko.
DORYNA
Wszystko ? Po co ? Świetny los cię czeka.
MARIANNA
Doryno, błagam !
DORYNA
Zasłużyłaś na to.
MARIANNA
Co za nieszczęście !
DORYNA
Nie.
MARIANNA
Jeśli przyrzeknę…
DORYNA
Kropka. Tartuffe to twoje przeznaczenie.
MARIANNA
Więc tak ! Zostaw mnie. Wiem, co zrobię / chce wyjść /
DORYNA
Zaraz no, zaraz ! Opanuj się. Coś wymyślimy, żeby wyjść z pułapki.
MARIANNA
Zobaczysz, jeśli…Skończę ze sobą !
DORYNA
Nie desperuj. Trzeba sprytnie powstrzymać…Ale oto Walery, twój kochanek.
SCENA CZWARTA ----------------
WALERY
Co za piękna wiadomość !
MARIANNA
Słucham ?
WALERY
Poślubisz Tartuffe`a.
MARIANNA
Tak chce ojciec.
WALERY
Pani ojciec…
MARIANNA
Zmienił zdanie.
WALERY
Serio ?
MARIANNA
Tak. Serio. Jasno dał do zrozumienia.
WALERY
Co pani zrobi ?
MARIANNA
Nie wiem.
WALERY
Przyzwoita odpowiedź. Nie wiesz ?
MARIANNA
Nie.
WALERY
Nie ?
MARIANNA
Co pan radzi ?
WALERY
Ja radzę wziąć tego…małżonka.
MARIANNA
Pan mi to radzi ?
WALERY
Tak.
MARIANNA
Szczerze ?
WALERY
Bez wątpienia. Świetny wybór.
MARIANNA
Skoro tak ! Posłucham pańskiej rady.
WALERY
Przyjdzie to pani łatwo.
MARIANNA
Tak jak panu ta rada.
WALERY
Daję to, czego pani ode mnie oczekuje.
MARIANNA
Skorzystam, żeby zrobić panu przyjemność.
DORYNA
/ na stronie / Zobaczymy, co z tego wyjdzie.
WALERY
Taka to miłość ? To oszustwo, kiedy…
MARIANNA
Proszę tak nie mówić, skoro przed chwilą zaakceptował pan mój wybór. Oświadczam, że skorzystam z tak cennej rady.
WALERY
Z mojej rady ? Decyzja dawno została podjęta. To tylko pretekst, żeby ze mną zerwać.
MARIANNA
Dokładnie tak.
WALERY
Nie byłem adresatem pani namiętności.
MARIANNA
Dalej ! Proszę się nie krępować…
WALERY
A tak ! Kobiet nie brakuje.
MARIANNA
Oooo ! Nie wątpię, że pańska namiętność nie zmarnuje się. I te zalety…
WALERY
Mój Boże, zostawmy zalety. Niewiele ich, jak widać. Ale wierzę, że co straciłem tutaj, znajdę gdzie indziej.
MARIANNA
Strata nieduża. Łatwo się pan pocieszy.
WALERY
Dam sobie radę. Trzeba zapomnieć i trzeba pogodzić się z tchórzostwem.
MARIANNA
Po męsku i wzniośle.
WALERY
Właśnie tak ! Każdy to przyzna…Nigdy mnie nie kochałaś. I gdy teraz, na moich oczach, leziesz jak pijana w łapska innego, mnie chcesz tego zabronić ?
MARIANNA
Ani mi to w głowie. Niech to się stanie jak najszybciej.
WALERY
Chce pani tego ?
MARIANNA
Tak.
WALERY
Życzenie jest dla mnie rozkazem.
MARIANNA
Bardzo dobrze.
WALERY
Proszę pamiętać, kto mnie do tego zmusił.
MARIANNA
Tak.
WALERY
Robię to, co pani.
MARIANNA
To, co ja.
WALERY
Będzie pani usatysfakcjonowana.
MARIANNA
Tym lepiej.
WALERY
Nie zobaczymy się nigdy w życiu.
MARIANNA
I bardzo dobrze.
WALERY
/ odwraca się przy drzwiach / Eee…?
MARIANNA
Co ?
WALERY
Nie wołała pani ?
MARIANNA
Ja ? Pan śni.
WALERY
W porządku ! Żegnam panią.
MARIANNA
Żegnam pana.
DORYNA
To jakieś wariactwo. Hola ! panie Walery.
WALERY
Czego chcesz ?
DORYNA
Wracaj pan.
WALERY
To nie ma sensu.
DORYNA
Czekaj !
WALERY
To koniec.
DORYNA
Ach !
MARIANNA
Nie może na mnie patrzeć. Lepiej wyjdę. / chce wyjść /
DORYNA
Teraz ta. Gdzie lecisz ?
MARIANNA
Zostaw.
DORYNA
Wracaj.
MARIANNA
Ani myślę. To nic nie da.
WALERY
Nie może na mnie patrzeć. Oszczędzę jej tego.
DORYNA
/ puszcza Mariannę i biegnie za Walerym / Znowu ? Chodźcie tu oboje. Koniec żartów !
WALERY
O co chodzi ?
MARIANNA
Co chcesz zrobić ?
DORYNA
Żadnej kapitulacji. Odbiło wam ?
WALERY
Nie słyszałaś, co powiedziała ?
DORYNA
Czy to nie szaleństwo, tak się zachowywać ?
MARIANNA
Nie widziałaś, jak mnie potraktował ?
DORYNA
Kretynizm obustronny. / do Walerego / Zależy jej na tobie, jestem świadkiem…/do Marianny /On tylko ciebie kocha i jest zazdrosny. Chce się z tobą ożenić…Niech mnie szlag trafi, jeśli tak nie jest !
MARIANNA
To dlaczego radził mi…?
WALERY
Dlaczego chciała rady…?
DORYNA
Paranoja. Do mnie tutaj !
WALERY
/ dając rękę Dorynie / Co z ręką ?
DORYNA
Ach ! / do Marianny / Teraz twoja.
MARIANNA
Po co ?
DORYNA
Boże ! ruszcie się. Kochacie się bardziej, niż wam się zdaje.
WALERY
/ do Marianny / To może zgoda…
DORYNA
No ! To lubię. Prawdę mówią, że zakochani są lekko stuknięci…Teraz czas pomyśleć, jak przeciwstawić się temu okropnemu małżeństwu i pozbyć się Tartuffe`a.
MARIANNA
Znasz jakiś sposób ?
DORYNA
Nie będzie to łatwe. Ale trzeba zrobić wszystko, żeby odwlec twój ślub…Musimy zyskać na czasie. Jakieś wykręty…o!...jakaś choroba, nieboszczyk we śnie, rozbite lustro, czarny kot w wannie…W końcu to kupi i powie wam „tak”. Wołami cię do ołtarza nie zawlecze…Trzeba także wciągnąć w to Damisa i macochę…To nie będzie trudne. / do Walerego / Zmykaj.
WALERY
/ do Marianny / Zrobię wszystko. Ale cała nadzieja w tobie.
MARIANNA
Nie ustąpię. W moim sercu nie ma miejsca dla innego niż… Walery.
WALERY
W moim – także !
DORYNA
Dosyć ćwierkania !
WALERY
Ale…
DORYNA
Uparty jak osioł ! Kończ pan. / do Marianny / I ty to samo.
AKT TRZECI
SCENA PIERWSZA ----------------
DAMIS
Do pioruna ! Niech się dzieje, co chce. Nawet, gdybym oberwał, dobiorę się do futerka tego farbowanego lisa…
DORYNA
O, rany ! Po co się tak nakręcać ? Na razie ojciec tylko tak gada. Od gadania do wykonania długa droga. Już nasza w tym głowa, żeby była dłuższa.
DAMIS
Wygarnę tłuściochowi… Dwa słowa.
DORYNA
Ejże ! Dwa słowa ! Pani Emira lepiej to załatwi. Ma na niego duży wpływ.
Pożera ją wzrokiem…Może za tym kryje się coś więcej, co ? Chcemy to wykorzystać…Umówiłam randkę. Zaraz nasz apostoł skończy pacierz i…
DAMIS
W takim razie zostanę.
DORYNA
Jeszcze czego. Muszą być sami.
DAMIS
Nie odezwę się.
DORYNA
Bez żartów. Wyjdź.
DAMIS
Nie. Chcę to zobaczyć.
DORYNA
Jaki pan upierdliwy ! Idzie. Wynocha.
/ Damis chowa się w sąsiednim pokoju /
SCENA DRUGA ---------------
TARTUFFE
/ widząc Dorynę, mówi głośno do Laurentego za sceną / Laurenty, gdy skończysz modlitwę, złóż moją włosiennicę razem z dyscypliną pod krucyfiksem. Dziś nie ma mnie dla nikogo. Idę z jałmużną do więzienia, aby rozdzielić pieniądze pomiędzy skazańców. Z Bogiem, bracie.
DORYNA
Ileż błazenady i pychy !
TARTUFFE
/ do Doryny / Czego ?
DORYNA
Mam dla pana…
TARTUFFE
/ wyjmuje z kieszeni chustkę do nosa / Ach, mój Boże, błagam…Zanim cokolwiek powiesz, weź tę chustkę…
DORYNA
Po co ?
TARTUFFE
Przykryj sterczące piersi. Przywodzą grzeszne myśli…
DORYNA
„ I nie wódź nas na pokuszenie...” Jest pan jednak wrażliwy na pokusy ! Napalił się pan na mnie, co ? Proszę zgasić ten ogarek. Źle pan trafił. Nawet gdyby pan teraz stanął na golasa z gęsią skórką…Nic z tego.
TARTUFFE
Powściągnij język, albo wyjdę.
DORYNA
Nie, nie, to ja ustąpię miejsca. I tylko dwa słowa: pani prosi…o rozmowę i zaraz tu będzie.
TARTUFFE
Z przyjemnością ! Zaraz ?
DORYNA
Wydaje mi się, że właśnie nadchodzi. Znikam, żeby nie siać zgorszenia.
SCENA TRZECIA ---------------
TARTUFFE
/ na widok Elmiry / Niebo niech darzy panią zdrowiem duszy i ciała. I błogosławi
twoje dni tyle razy, ile razy pragnie tego dla ciebie pokorny sługa boży…
ELMIRA
Wdzięczna jestem za wyrazy oddania. Zajmę tylko chwilę…
TARTUFFE
Jak się pani czuje po chorobie ?
ELMIRA
Bardzo dobrze. Gorączka ustąpiła.
TARTUFFE
Modlitwy moje pewnie nie potrafią uzdrawiać, ale wznoszą się ku Niebu i coś
tam uproszą…
ELMIRA
Przyznam się, że jestem trochę zaniepokojona pańską gorliwością…
TARTUFFE
Troszczyć się o pani zdrowie, to zbyt mało. Oddałbym za nie swoje, gdyby było trzeba…
ELMIRA
To miłość chrześcijańska tak pana ponosi. Ten nadmiar życzliwości dla mnie…
TARTUFFE
Zasługuje pani na znacznie więcej. I gdyby było trzeba…
ELMIRA
Cieszę się, że jesteśmy sami, bo sprawa jest delikatna i poufna.
TARTUFFE
Ja też się cieszę. Prosiłem Boga o to nasze sam na sam. I udało się.
ELMIRA
Jeśli o mnie chodzi, liczę na pańską szczerość.
TARTUFFE
Z radością odsłonię przed panią duszę. Przysięgam, że moja niechęć do wizyt
obcych w naszym domu nie ma nic wspólnego z moim uczuciem do pani. Z tym czystym porywem…
ELMIRA
Jestem przekonana, że wynika to z pańskiej troski o zbawienie mojej duszy.
TARTUFFE
/ ściskając jej dłoń / Tak, pani, bez wątpienia, i moja gorliwość w tym względzie.
ELMIRA
Aj ! Za mocno pan ściska !
TARTUFFE
Z nadmiaru uczuć. Nie jest moim zamiarem sprawianie pani bólu. Już raczej chciałbym…/ kładzie dłoń na kolanie Elmiry /
ELMIRA
Co tutaj robi pana ręka ?
TARTUFFE
Dotykam sukni. Materiał jest tak…miękki.
ELMIRA
Wystarczy. Proszę mnie zostawić. Mam łaskotki.
TARTUFFE
Świetnie uszyta i znakomicie leży.
ELMIRA
Porozmawiajmy o naszej sprawie. Mówi się, że mój mąż chce cofnąć swoją obietnicę i oddać panu córkę. Czy to możliwe ?
TARTUFFE
Rzucił dwa słowa. Ale, prawdę mówiąc, nie jest to szczęście, do którego wzdycham.
ELMIRA
Nie szuka pan ziemskiego szczęścia…
TARTUFFE
Ale też moje serce nie jest z kamienia.
ELMIRA
Wierzę, że pańskie westchnienia wędrują prosto do Boga i że nic ziemskiego nie jest w stanie ich zatrzymać.
TARTUFFE
Miłość ogarnia zarówno piękno wieczyste, jak i ziemskie. Skoro Bóg stworzył tyle cudownych rzeczy na ziemi i obdarzył nas zmysłami, to mój podziw dla pani urody nie może być grzechem. Czy ten niebiański blask w pani oczach i ta doskonałość formy nie świadczy, że jesteś najpiękniejszym obrazem naszego Stwórcy ? Z początku wydałaś mi się szatańską pokusą i przeszkodą na drodze do zbawienia duszy. Teraz wiem, że moja słabość nie jest zbrodnią, ale głosem spragnionego serca…To twoja dobroć dla mnie dodała mi odwagi. Możesz mnie uszczęśliwić lub pogrążyć w rozpaczy. Proszę o jedno słowo…
ELMIRA
Co do pańskich kwiecistych oświadczyn, jako mężatka bez szatańskich pokus, oświadczam w dwóch słowach : jestem zdumiona. Dodam jeszcze parę. Co panu przyszło do głowy ? Skąd ten „akt strzelisty” ? Człowiek tak pobożny, jak pan, który wszędzie obnosi swoje powołanie…
TARTUFFE
Czy ten, kto jest pobożny, przestaje być człowiekiem ? Nie dziwię się, że pani
jest zaskoczona. Dałem się ponieść uczuciu. Nie jestem aniołem. Jeżeli zachowałem się niegodnie, to wina pani nieodpartego uroku. I pani spojrzeń, które uczyniły mnie bezbronnym i leniwym w modlitwie i w postach…Czekam na wyrok uniewinniający i na to, że twoje dumne serce zechce zniżyć się do takiego nędzarza jak ja. Nie martw się o swój honor. Nie jestem taki, jak ci podrywacze, którzy chełpią się każdą swoją zdobyczą. Mężczyzna, który potrafi chronić swoją miłość, nie narazi kobiety na kompromitację. Jemu samemu zależy na dobrej opinii. Zapewnia to kochanej kobiecie bezpieczeństwo, nie naraża na publiczne zgorszenie, daje rozkosz bez lęku…
ELMIRA
Słucham tego, co pan wygaduje. Tej pańskiej pokrętnej, kaznodziejskiej retoryki. Skąd pewność, że nie powtórzę tego mężowi ? Co wtedy ?
TARTUFFE
Liczę na pani wyrozumiałość. Postąpiłem nierozważnie. Jeśli moje wyznanie było zbyt…gwałtowne, to wyraz ludzkiej słabości. Tłumaczy mnie tylko pani zniewalający…
ELMIRA
Zostanie to między nami, jeżeli pan mi coś przyrzeknie. Zrobi pan ze swojej strony wszystko, żeby ślub Marianny i Walerego odbył się jak najszybciej. Proszę zrezygnować ze swoich zamiarów wobec…
SCENA CZWARTA ----------------
DAMIS
/ wbiega / Zaraz ! Nie ujdzie mu to na sucho. Wszystko słyszałem. Teraz mam go w garści i nie wypuszczę. Ojcu otworzą się oczy, kiedy mu opowiem o miłosnych wyznaniach, jakimi ten hipokryta i niedzielny podrywacz molestował jego żonę…
ELMIRA
Nie, Damisie, wystarczy, że będzie rozsądny i dotrzyma naszej umowy. Nic się takiego nie stało. Próbował mnie poderwać…Kobietę bawi taka adoracja i nie zawraca mężowi głowy byle głupstwem…
DAMIS
Ja nie uważam tego za głupstwo. Można to obrócić w żart, ale ten spryciarz nie odpuści. Zbyt długo już manipuluje ojcem i nastawia go przeciwko mnie i Waleremu. Trzeba wykorzystać szansę i zdemaskować go…
ELMIRA
Damisie…
DAMIS
Nie, nie proś mnie. Wasza umowa mnie nie dotyczy. Nie zrezygnuję z przyjemności odpłacenia mu pięknym za nadobne. Nie będzie gry na zwłokę…
/ wchodzi Orgon /
SCENA PIĄTA ----------------
DAMIS
Mamy dla ciebie, ojcze, super-niespodziankę. Zostałeś pięknie wynagrodzony za swoje bezgraniczne przywiązanie do tego pana. Gorliwego w miłosnych deklaracjach nie tylko w stosunku do ciebie. Przed chwilą w obelżywy sposób narzucał się ze swoim samczym popędem twojej żonie. Jestem przekonany, że nie puścisz płazem takiej zniewagi.
ELMIRA
Kobieta nigdy nie powinna zakłócać mężowi spokoju pustym gadaniem.
Wystarczy, że wie, jak się bronić. Byłam pewna, Damisie, że masz do mnie większe zaufanie i będziesz dyskretny.
SCENA SZÓSTA ---------------
ORGON
Co ja słyszę, na Boga ! I mam w to uwierzyć ?
TARTUFFE
Tak, mój bracie, jestem zły, zły, zły…winny…grzesznik pełen brudu i niegodziwości. Każda sekunda mojego życia jest jak brzemię zbrodni i plugastwa, które dźwigam. Teraz widzę, że Bóg pragnie mnie ukarać, rzucając na żer nieprzyzwoitych pokus i okoliczności. To ciężka próba. Nie ma we mnie pychy, skłaniającej mnie do zażartej obrony. Niech twój słuszny gniew przepędzi mnie z tego domu. To i tak nie będzie największa kara, na jaką zasłużyłem całym swoim nędznym życiem.
ORGONA Zdrajco, odważyłeś się posłużyć kłamstwem, aby rzucić cień podejrzenia na jego czyste intencje ?
DAMIS
Co ? Ten podstępny hipokryta potrafił ci wmówić, że…
ORGON
Milcz, zarazo przeklęta !
TARTUFFE
Cóż ! Niech mówi. Oskarżasz go niesłusznie. Należałoby uwierzyć w to, co tutaj opowiada. Dlaczego po czymś takim masz być dla mnie nadal tak życzliwy ? Czy, mimo wszystko, nie jestem zdolny do takiego postępku ? Czy twoje zaufanie, mój bracie, stawia mnie poza wszelkim podejrzeniem ? Nie, nie…Dajesz się uwieść pozorom. Może jestem gorszy, niż się im wydaje ? Co z tego, że dla świata jestem wzorem pobożności, skoro we własnym mniemaniu jestem niewiele wart ? / do Damisa / Tak, mój drogi synu, obchodź się ze mną jak z wiarołomcą, zboczeńcem, oszustem, przestępcą…Zwal na mnie górę bardziej nienawistnych wyzwisk. Przyjmę je z pokorą. / klęka / Chcę cierpieć na kolanach za tę hańbę i wszystkie zbrodnie mojego nikczemnego życia…
ORGON
Mój bracie, to za wiele ! / do syna / Serce ci nie pęknie, intrygancie ?
DAMIS
Co takiego ? Dałeś się nabrać na jego…kazanie ?
ORGON
Milcz, niedowiarku ! / do Tartuffe`a / Mój bracie, powstań, proszę ! /do syna/ Nikczemnik !
DAMIS
Może…
ORGON
Stul pysk !
DAMIS
Jestem wściekły ! Mam znosić…
ORGON
Jeśli powiesz choć jedno słowo, połamię ci gnaty.
TARTUFFE
Mój bracie, w imię Boże, nie unoś się gniewem. Wolałbym znosić najsroższe męki, byleby uniknął nawet małego draśnięcia.
ORGON
/ do syna / Niewdzięcznik !
TARTUFFE
Daj mu spokój. Jeśli trzeba, na oba kolana padnę przed tobą i będę prosił…
ORGON
O ! Czyżbyś drwił ze mnie ? / do syna / Łajdak ! Patrz, ile dobroci…
DAMIS
Więc…
ORGON
Ciszej, na Boga !
DAMIS
Co ? Ja…
ORGON
Cisza ! powiedziałem. Wiem dobrze, jakimi kierujesz się motywami, atakując tego zacnego człowieka. Wszyscy go nienawidzicie. Dzisiaj zobaczyłem to na własne oczy. Żona, dzieci i służba – wszyscy przeciwko niemu. Wykorzystujecie bezwstydnie najmniejszą okazję, żeby usunąć go z domu. Ale wasze knowania tylko przyśpieszą to, co od dawna jest moim zamiarem. Żeby umocnić w wierze całą naszą rodzinę, oddam mu moją córkę…
DAMIS
Zmusisz ją ?
ORGON
Owszem, łajdaku, dziś wieczorem, żeby szlag was trafił ! Przypomnę wam, kto tu rządzi. / do syna / Na kolana, oszczerco ! Proś o przebaczenie.
DAMIS
Tę oszukańczą gnidę ?
ORGON
Jeszcze rzucasz obelgi ? Kija, kija mi tutaj ! / do Tartuffa / Nie powstrzymuj mnie. / do syna / Nie chcę cię widzieć w tym domu. Precz !
DAMIS
Odchodzę, ale…
ORGON
Prędzej ! Wynoś się stąd. Wydziedziczam cię i daję ojcowskie przekleństwo na drogę. / Damis wybiega, Elmira za nim /
SCENA SIÓDMA --------------
ORGON
Znieważać w taki sposób świętą osobę !
TARTUFFE
Bóg niech mu wybaczy ból, który mi zadał ! / do Orgona / Gdybyś mógł wiedzieć, jakie to bolesne, że na oczach mojego brata odważono się tak mnie oczernić…
ORGON
Ooo !...
TARTUFFE
Samo myślenie o tym staje się ciężką torturą dla mojej zranionej duszy…Budzi tak niewyobrażalne przerażenie…I czuję ucisk w sercu…Umieram, mój bracie ?
ORGON
/ biegnie cały we łzach do drzwi, za którymi zniknął syn / Łotrze ! Żałuję, że wypuściłem cię cało z rąk…że nie ubiłem na miejscu…/ do Tartuffa / Odpocznij, mój bracie, i już się nie gniewaj.
TARTUFFE
Przerwijmy, przerwijmy łańcuch tej gorzkiej rozmowy. Widzę, jak dużo zamieszania wniosłem w ten spokojny dom. Myślę, mój bracie, że czas, abym odszedł.
ORGON
Dlaczego ? Żartujesz ?
TARTUFFE
Nienawidzą mnie. Obserwuję, jak szukają sposobu, żeby podkopać twoją wiarę
we mnie…
ORGON
Co to ma za znaczenie ? Czy moje serce ich słucha ?
TARTUFFE
To pewne, że nie przestaną mnie prześladować. I te same donosy, które dziś odrzucasz, jutro mogą być wysłuchane.
ORGON
Nie, nigdy !
TARTUFFE
Ach, mój bracie, żona łatwo może męża przekabacić.
ORGON
Nie, nie.
TARTUFFE
Zostaw mnie. Gdy się usunę, przestanę być celem ich napaści.
ORGON
Zostaniesz ! Tu chodzi o moje życie.
TARTUFFE
Cóż, dobrze ! Poświęcę się. Jednak, gdybyś chciał…
ORGON
Ach !
TARTUFFE
Zgoda. Niech się stanie. Nie mówmy o tym więcej. Znam swoją powinność. Honor to delikatna materia. Przyjaźń zobowiązuje do unikania plotek na nasz temat. Będę unikał twojej żony i nie zobaczysz mnie…
ORGON
O, nie, wbrew wszystkim, będziesz stale przy niej. Całe godziny i krok za krokiem. Z radością rozjuszę tym ten plotkarski świat. To nie wszystko. Wbiję im nóż w serce, ustanawiając cię moim jedynym spadkobiercą. Podejmę prawne kroki, żeby akt darowizny sporządzono jeszcze dzisiaj. Wszelkie dobro i szczera przyjaźń warte są mojego zięcia. Bardziej niż żony i dzieci. Mam nadzieję, że nie odmówisz ?
TARTUFFE
Niech będzie wola Twoja teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen.
ORGON
Biedaczek ! Chodźmy szybko sporządzić pismo. Zdechną z zawiści patrząc na to wszystko.
AKT CZWARTY
SCENA PIERWSZA ------------------
KLEANT
Niech mi pan wierzy, cała ta przykra sprawa nabrała rozgłosu i nie przynosi panu zaszczytu. Postanowiłem otwarcie porozmawiać z panem i, nie wdając się w szczegóły, dorzucić parę moich przyjaznych sugestii. Przypuśćmy, że Damis nie zachował się jak należy, skrzywdził niesłusznym oskarżeniem, poniosło go…Czy tak gorliwy katolik nie powinien wybaczyć, zamiast brać odwet za tak błahy zatarg ? Czy może wziąć na swoje sumienie to, że przyczynił się do wypędzenia z domu syna przez zbyt temperamentnego ojca ? Radzę załagodzić cały ten konflikt. Chęć odwetu ofiarować Bogu i pojednać po chrześcijańsku ojca z synem.
TARTUFFE
Niestety ! Jeśli chodzi o mnie, pragnąłbym, Bóg mi świadkiem, okazać serce. Nie mam do niego krzty urazy. Wszystko wybaczam. Ale mając na względzie zbawienie mojej duszy, nie mogę sprzeciwić się boskim nakazom. Jego powrót to tylko dalsze obelgi i napaści. Zgorszenie w domu. Nie ma tutaj miejsca dla nas obu. Albo on, albo ja. Boleję nad tym…Poza tym, zaczęto by mnie podejrzewać, że pod maską miłosierdzia ukrywam jakiś niecny zamiar…Że ze strachu próbuję kupić jego milczenie.
KLEANT
Racje rozliczne, ale miałkie. Dlaczego bierzesz na siebie obronę interesów Nieba ? Ono samo da sobie radę. Czy jesteś potrzebny Panu Bogu, jeśli zechce ukarać winowajcę ? Wystrzegaj się pychy. Myśl raczej o chrześcijańskim nakazie przebaczania. „ I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy.” I odkąd tak bardzo jesteś wrażliwy na cudze opinie ? Nie, nie…postępujmy zgodnie z naszą wiarą i nie zamartwiajmy się o resztę.
TARTUFFE
Już mówiłem : w sercu mu wybaczam. I to jest to, czego mój Bóg ode mnie oczekuje. Ale po tej dzisiejszej bezbożnej napaści Bóg nie oczekuje, żebym żył razem z nim pod jednym dachem.
KLEANT
Czy twój Bóg oczekuje, żebyś wykorzystał kaprys ojca i bezprawnie zagarnął darowiznę ?
TARTUFFE
Ci, co mnie znają, nie posadzą mnie o chciwość. Nie dam się uwieść błyskotkom tego świata. I jeśli postanowiłem przyjąć darowiznę, to dlatego, żeby nie została roztrwoniona na bezbożne wybryki. Moim zamiarem jest spożytkowanie tego majątku na chwałę Niebios i na naszych bliźnich w potrzebie.
KLEANT
Mój panie, nie na miejscu są pańskie subtelne obawy. Pozwólmy prawnemu
dziedzicowi decydować, co zrobi z własnym majątkiem. Roztrwoni go, czy odda biednym – to już nie pańska sprawa. I nie chrześcijańska.
TARTUFFE
Mój panie…
KLEANT
Podziwiam pański tupet i bezwstyd. Jakież to boskie przykazanie nakazuje obdzierać bliźniego swego z majątku ? A jeśli twoje moralne zasady nie pozwalają ci przebywać z Damisem pod jednym dachem, to wynieś się stąd. Tak postąpiłby uczciwy człowiek i katolik. Wierz mi, nie mogę zrozumieć, jak człowiek tak zapiekły w sprawach wiary może…
TARTUFFE
W pół do czwartej. Spóźnię się z religijną posługą. Muszę pana pożegnać.
/ wychodzi /
KLEANT
A ! / wchodzą: Elmira, Marianna, Doryna /
SCENA DRUGA ---------------
DORYNA
/ do Kleanta / Może pan jej pomoże. Bidula ledwie żyje, tak cierpi. Jeżeli jej
ojciec dziś wieczorem narzuci jej to małżeństwo, dziewczyna z rozpaczy zrobi sobie krzywdę. O ! idzie. Połączmy nasze siły i zróbmy wszystko, żeby odwieźć go od tego nieszczęsnego planu…
SCENA TRZECIA --------------
ORGON
/ wchodzi / Cieszę się, że was widzę razem. / do Marianny / Przyniosłem kontrakt, który panience wybije żarty z głowy. Oto dowód, że nie rzucam słów na wiatr.
MARIANNA
/ na kolanach / Ojcze, na Boga, który zna moje cierpienie. I na wszystko, co może poruszyć twoje serce…Zwolnij mnie od posłuszeństwa i nie upieraj się przy swoim ojcowskim prawie. Nie zamieniaj mojego życia w piekło. Jeżeli nie mogę połączyć się z człowiekiem, którego kocham, oszczędź mi przynajmniej bólu w znienawidzonym przeze mnie związku.
ORGON
/ na stronie / Odwagi, serce moje, nie ma miejsca na ludzką słabość.
MARIANNA
Wasza zażyłość nie sprawia mi przykrości. Oddaj mu także moją część majątku, jeśli nie ma dosyć…Pójdę do klasztoru.
ORGON
No, proszę ! Zaraz klasztor, gdy ojciec zabroni amorów ! Wstań. Im więcej czujesz do niego odrazy, tym więcej masz okazji do moralnego doskonalenia. Nie zawracaj mi głowy…
DORYNA
Ale…
ORGON
Milczeć ! Uważaj, do kogo mówisz. A najlepiej, trzymaj język za zębami.
KLEANT
Jeśli mógłbym radzić…
ORGON
Twoje rady są najlepsze na świecie. Ale pozwolisz, że nie skorzystam.
ELMIRA
Patrząc na to wszystko, brakuje słów. Podziwiam cię za twoje zaślepienie.
ORGON
Kłaniam uniżenie. Znam twoją słabość do Damisa. Podejrzewam, że mój łajdacki synalek posłużył się podstępem, żeby…Gdyby to była prawda, nie przyjęłabyś tego z takim spokojem…
ELMIRA
Miałam bić na alarm ? Wystarczy wyśmiać taki…taniec godowy. Mam bronić
cnoty jak niepodległości ? Nie należę do kobiet, które na męski dotyk reagują, jakby szły na wojnę. Wystarczy rozsądek i stanowcza, chłodna reakcja.
ORGON
Wiem swoje.
ELMIRA
Dziwię się twojej naiwności. Chcesz poznać prawdę; zobaczyć to na własne oczy ?
ORGON
Zobaczyć ?
ELMIRA
Na własne oczy.
ORGON
Bzdury !
ELMIRA
Gdybyś to zobaczył w pełnym świetle, co wtedy ?
ORGON
Gadka-szmatka.
ELMIRA
Co za człowiek ! Skoro nie wierzysz w to, co mówię, to może uwierzysz w to,
co zobaczysz i usłyszysz z ukrycia. Chcesz się dowiedzieć, co jest wart twój pupilek ?
ORGON
Cóż, powiem…Nic nie powiem ! Bo to nie ma sensu.
ELMIRA
To oszukaństwo trwa zbyt długo. Zrobię ci tę przyjemność i posunę się dalej. Będziesz świadkiem.
ORGON
Niech będzie ! Trzymam cię za słowo. Zobaczymy ile w tobie przebiegłości i babskiego sprytu.
ELMIRA
/ do Doryny / Niech tutaj przyjdzie.
DORYNA
To chytra sztuka. Trudno będzie go zdemaskować.
ELMIRA
Nie tak trudno. Gdy się mocno czegoś pragnie i grają zmysły, łatwo wpaść
w pułapkę własnej naiwności i odkryć się. Niech zejdzie. /do Kleanta i Marianny/ A wy, usuńcie się. / wychodzą /
SCENA CZWARTA ----------------
ELMIRA
Przysuń ten stół i schowaj się pod spodem.
ORGON
Co ?
ELMIRA
Konieczna jest dobra kryjówka.
ORGON
Dlaczego pod stołem ?
ELMIRA
O, Boże, przestań ! Właź tutaj, mówię, a kiedy przyjdzie, siedź cicho.
ORGON
To już nadmiar uprzejmości z mojej strony. Ale dam ci szansę.
ELMIRA
I wykorzystam ją, żebyś przejrzał na oczy. Sytuacja jest dosyć drażliwa…Moje zachowanie może wydać się skandaliczne i gorszące. Rozumiem, że cokolwiek powiem, mam twoje zezwolenie. Żeby zerwać maskę temu hipokrycie, może będę zmuszona ulegać jego bezwstydnym zachciankom. Od ciebie zależy, jak daleko posunę się w tej ryzykownej grze. I…Idzie. Słuchaj uważnie.
SCENA PIĄTA --------------
TARTUFFE
/ wchodzi / Powiedziano mi, że chce pani ze mną porozmawiać.
ELMIRA
Tak. Pragnę wyjawić panu moją tajemnicę. Ale proszę najpierw zamknąć drzwi i rozejrzeć się, czy nas ktoś nie podsłuchuje. / Tartuffe zamyka drzwi i wraca / Nie chcę, żeby Damis znowu nas przyłapał…Tak bardzo bałam się o pana. Robiłam wszystko, żeby go powstrzymać. Mam nadzieję, że pan rozumie, w jak niezręcznej znalazłam się sytuacji. Ale, dzięki Bogu, wszystko dobrze się skończyło. Nic panu nie grozi. Tym bardziej, że mój mąż, chcąc przekonać wszystkich jak bardzo gardzi wszelkimi podejrzeniami, nakazał żebyśmy zbliżyli się do siebie… Będziemy sam na sam. To pozwoli mi otworzyć przed tobą serce, które nie jest ani głuche, ani ślepe na twoje gorące wyznania…
TARTUFFE
Nie bardzo rozumiem. Jeszcze niedawno mówiłaś co innego.
ELMIRA
Jeśli rozgniewała cię moja odmowa, to tylko świadczy, jak mało znasz kobietę !
Nie zawsze „nie” znaczy „nie”. Najmocniej się broni, gdy jest gotowa się poddać. Często nie ma odwagi ujawnić, co czuje. Może jestem zbyt otwarta i sprawiam wrażenie, że się narzucam…Czy miałabym inne powody, żeby bronić pana przed tak gwałtownym atakiem Damisa ? Czy słuchałabym tak długo i cierpliwie pańskiego żarliwego wyznania i potraktowała je z tolerancją i zrozumieniem, gdybym nic do…ciebie nie czuła ? A kiedy zażądałam, żebyś zrezygnował z małżeństwa, czy nie znaczy to, że nie mogłabym znieść innej kobiety przy tobie ?
TARTUFFE
Bez wątpienia, to bardzo miłe i słodkie wyznanie z pani ust, i ta słodycz robi wrażenie. Nigdy nie czułem więcej niż teraz. I nigdy nie pragnąłem tak bardzo, żeby podobać się kobiecie. Właśnie pani. Jest to tak mocne, że trudno mi w to uwierzyć !... I dlatego wątpię w to, co powiedziałaś. Może to tylko podstęp…
I chociaż pragnę cię…tak ! nie uwierzę w to, co mówisz, dopóki nie dasz mi wyraźnego dowodu…/ gest /
ELMIRA
/ kaszle, żeby zwrócić uwagę Orgona / A to co ? Tak szybko zmierzasz do ostatecznego celu ? Wszystko albo nic. Nie dość panu jawnych dowodów zaufania i sympatii ?
TARTUFFE
Coś za coś. Same słowa, to żaden dowód. Wiem, kim jestem. To szczęście mnie przerasta…Nie mam na razie nic poza złudną nadzieją. Zrób coś, co nie będzie tylko romantycznym zaklęciem.
ELMIRA
Mój Boże, pańska miłość zwala z nóg ! Jest despotyczna i zachłanna. Boję się jej. I co ? Ani gdzie uciec, ani odetchnąć. Jak można tak wiele żądać od kogoś, kto i tak nie jest w stanie się bronić ?
TARTUFFE
W takim razie, po co się bronić ?
ELMIRA
Czy to nie grzech ?
TARTUFFE
Drobnostka.
ELMIRA
A kara boska, którą pan tak straszy ?
TARTUFFE
Pozwoli pani, że rozproszę te śmieszne obawy. Znam sztukę pozbywania się
podobnych skrupułów. Z karą boską też sobie poradzimy. Sumienie jest elastyczne i zależnie od naszych czystych intencji zmniejsza albo powiększa rozmiar naszych przewinień. Zdradzę pani, jak to się robi, w swoim czasie. Proszę tylko zdać się na mnie… Zaspokój moje pragnienia i nie obawiaj się niczego. Ręczę za wszystko i biorę to zło na siebie. / Elmira kaszle / Mocny kaszel.
ELMIRA
Bardzo mnie męczy.
TARTUFFE
/ wyciąga buteleczkę / Ten wywar pomoże.
ELMIRA
Uparte przeziębienie, i jestem pewna, że wszystkie wywary świata niewiele mi pomogą.
TARTUFFE
To przykre.
ELMIRA
Szkoda słów.
TARTUFFE
Słowem, pani skrupuły łatwo obalić. To zepsucie świata czyni nas podatnymi na grzech. Zło pojawia się wraz z rozgłosem i plotką, a my utrzymamy wszystko w tajemnicy. Możemy grzeszyć sekretnie, bo nie gorszymy innych.
ELMIRA
/ kaszle / Widzę, że będę musiała ulec. Nie mam już siły walczyć z panem. To ciężka próba dla każdej przyzwoitej kobiety.
TARTUFFE
Biorę ją na siebie…
ELMIRA
Nie cofniesz się nawet przed gwałtem ? Będziesz miał swój dowód. Tym gorzej dla tego, kto wymusił na mnie taką sytuację…/ kaszle / Nie czuję się winna. On jest winien…
TARTUFFE
Biorę winę na siebie…Daj mi…
ELMIRA
Proszę uchylić drzwi i sprawdzić, czy nie ma męża w pobliżu.
TARTUFFE
To panią niepokoi ? Ten człowiek nadaje się jak nikt do wodzenia za nos. Bardzo mu zależy na naszych bliskich stosunkach. Cokolwiek zobaczy, i tak nie uwierzy ! Nooo…
ELMIRA
Mimo to, wyjdź, proszę, na chwilę i zobacz, czy nas ktoś nie podgląda. Proszę !
/ Tartuffe wychodzi /
SCENA SZÓSTA ---------------
ORGON
/ wychodząc spod stołu / To kawał sukinsyna ! Jakbym dostał obuchem…
ELMIRA
Chcesz już wyjść ? Żartujesz. Wracaj pod stół. Najciekawiej będzie na końcu. Nie ufaj byle pozorom.
ORGON
Wystarczy, nic gorszego piekło nie wydało !
ELMIRA
Mój Boże, nie wyciągaj zbyt pochopnych wniosków.Zaczekaj na pewne dowody
Pośpiech jest złym doradcą…/ ukrywa męża za sobą /
SCENA SIÓDMA ----------------
TARTUFFE
Wszystko sprzyja mojemu pragnieniu. Obejrzałem całe mieszkanie. Nikt nas tu nie znajdzie. Moja dusza rwie się…
ORGON
Powoli ! Powściągnij miłosną gorączkę. No, no ! święty braciszku, chciałeś mi przyprawić rogi. Do tego stopnia wyrzekłeś się ziemskich pokus, że pokusiłeś się na moją córkę i żonę ! Nie wierzyłem własnym uszom…Myślałem, że zmieni się ton tej rozmowy…Teraz mam dowód i to mi wystarczy.
TARTUFFE
Co ? Wierzysz…?
ORGON
Dalej, bez hałasu, pakuj się i wynocha !
TARTUFFE
Zamierzam…Zdrowaś Mario łaskiś pełna…
ORGON
Nie pora na pacierze. Natychmiast wynoś się z domu.
TARTUFFE
To ty się wynoś ! Dom jest mój i rzeczywiście nie pora na pacierze. Uciekasz się do tchórzliwych insynuacji, żeby mnie znieważać. Oszczerstwem ze mną nie wygrasz. Wiem, jak rozprawić się z takimi jak ty i pomścić znieważone Niebo. Ja tu zostaję, mój bracie. / wychodzi /
SCENA ÓSMA ---------------
ELMIRA
Śmiać się czy płakać ? O co tu chodzi ?
ORGON
Obym się mylił, bo to wcale nie jest do śmiechu.
ELMIRA
Dlaczego ?
ORGON
Popełniłem niewybaczalny błąd. Kretyński prezent z darowizny…
ELMIRA
Darowizna…
ORGON
Przepadła. Ale jest jeszcze coś bardziej niebezpiecznego.
ELMIRA
Co jeszcze ?
ORGON
Powiem za chwilę. Muszę natychmiast sprawdzić, czy ważna kasetka jest jeszcze na górze. / wybiega /
AKT PIĄTY
SCENA PIERWSZA -----------------
KLEANT
Dokąd tak pędzisz ?
ORGON
Niestety ! żebym to wiedział.
KLEANT
Wydaje mi się, że trzeba się naradzić. Sprawa jest wyjątkowa.
ORGON
Chyba zwariuję przez tę kasetkę…Bardziej niż cała reszta doprowadzi mnie do rozpaczy.
KLEANT
Jakieś ważne dokumenty ?
ORGON
Depozyt, który Argas, nasz przyjaciel, oddał mi na przechowanie w wielkiej
tajemnicy, kiedy musiał uciekać z kraju. Są to papiery, jak twierdził, od których zależy jego życie i majątek.
KLEANT
Nie upilnowałeś jej ?
ORGON
Dręczyło mnie sumienie, czy słusznie postąpiłem. Zwierzyłem się temu zdrajcy…Przekonał mnie, że będzie lepiej, jeżeli on przechowa kasetkę. Gdyby ktoś mnie przypadkiem o nią zapytał, mógłbym z czystym sumieniem nawet przysiąc, że jej nie mam.
KLEANT
Źle to wygląda. Ta darowizna, to zwierzenie…te wszystkie lekkomyślne kroki…
Przy takich środkach, jakie zdobył, może zajść daleko. Powinieneś obejść się
z nim nieco delikatniej. Bezmyślnością jest traktować tak ostro kogoś, kto ma cię w ręku…
ORGON
Ileż pod tym uwodzicielskim i żarliwym pozorem podłości ! Ukrywać serce tak podwójne, duszę tak złą…A cóż ja – wobec tej świni ? Skończone. Mam dosyć ludzi; zwłaszcza tych nabożnych. Będę ich unikał jak diabeł święconej wody.
KLEANT
Dobre sobie ! Wpadasz z jednej skrajności w drugą. Popełniłeś błąd i musisz zapłacić stosowną cenę. Nie potrafiłeś odróżnić świętoszka od człowieka prawdziwie wierzącego. Wystarczy, że jeden bandzior przybierze maskę gorliwego katolika i pcha się do ołtarza – już nie ma na świecie żadnego godnego szacunku człowieka ? Naucz się odróżniać szczerość od obłudy. Nie bądź naiwny i nie egzaltuj się manifestacyjnymi przejawami taniej religijności. A tak naprawdę – trzeba w końcu komuś wierzyć !
SCENA DRUGA --------------
DAMIS
/ wchodzi / Ojcze, czy to prawda, że ten łajdak groził ci ? Zapomniał, ile ci zawdzięcza ?
ORGON
Tak, mój synu, i bardzo mnie to boli.
DAMIS
Zobaczycie, obetnę mu uszy ! Dostanie za swoje. Jeżeli nie zostawi nas w spokoju – zabiję.
KLEANT
Nie zachowuj się jak narwaniec i daruj sobie te genialne pomysły. Nie żyjemy
w czasach bezprawia. Nikt bezkarnie nie wzbogacił się na cudzej krzywdzie. No, prawie nikt.
SCENA TRZECIA --------------
PANI PERNELLE
/ wpada; za nią Flipota i Doryna / Co się dzieje ? Na mieście aż huczy !
ORGON
U mnie także huczy ! To zapłata za moje dobre serce. Podniosłem człowieka z rynsztoka, umieściłem w swoim domu, traktowałem jak członka rodziny, jak brata…Dałem mu swoją córkę i cały majątek…A tymczasem ten perfidny włóczęga uwodzi mi żonę i gdy go na tym łapię, grozi mi eksmisją…Ma mnie w garści i zwali do rynsztoka, z którego sam go kiedyś wyciągnąłem.
DORYNA
Biedaczek !
PANI PERNELLE
Synu, nie wierzę, żeby on popełnił coś tak ohydnego !
ORGON
Nie ?
PANI PERNELLE
Ludzie godni szacunku zawsze budzą zawiść.
ORGON
O czym ty mówisz ?
PANI PERNELLE
Że stał się ofiarą nienawiści, jaka opanowała twój dom.
ORGON
Co ma nienawiść do tego, o czym mówię ?
PANI PERNELLE
Od dziecka ci powtarzam, że cnota budzi w świecie nienawiść. Zawistnicy wymierają, ale zawiść zostaje.
ORGON
Co mi dzisiaj z takiego kazania ?
PANI PERNELLE
W tak nieprzyjaznej atmosferze można wymyślić setkę bzdur na jego temat.
ORGON
Powiedziałem ci już, że widziałem wszystko na własne oczy !
PANI PERNELLE
Oszczercy w swej złośliwości nie znają miary…
ELMIRA
Ale…
ORGON
Doprowadzisz mnie do obłędu ! Powtarzam, że widziałem na własne oczy to
bezwstydne zachowanie…
PANI PERNELLE
Ludzkie języki zawsze są pełne jadu. I na tym ziemskim padole nic przed nimi nie uchroni.
ORGON
Widziałem, mówię, widziałem, na własne oczy widziałem…Czy mam matce sto razy wrzeszczeć do ucha za czterech ?
PANI PERNELLE
Mój Boże, często pozory mylą. Nie zawsze to, co się widzi, jest prawdą.
ORGON
Wścieknę się !
PANI PERNELLE
Można pomylić dobro ze złem.
ORGON
Mam tłumaczyć obmacywanie mojej żony jego chrześcijańską tkliwością i troską ?
PANI PERNELLE
Żeby kogoś oskarżyć, trzeba mieć niezbity dowód. Musisz upewnić się…
ORGON
Jasny gwint ! Czego jeszcze trzeba ? Miałem więc, matko, czekać, aż na własne oczy zobaczę, jak mi ujeżdża żonę ? Tfu ! Co ja plotę !
PANI PERNELLE
W końcu, ten człowiek, jeżeli zgrzeszył, to tylko nadmiarem temperamentu i może nadmiernym umiłowaniem zasad moralnych…Nie mieści mi się w głowie, że dopuścił się tego, o czym tutaj się mówi.
ORGON
Gdybym tego nie słyszał od mojej matki, szlag by mnie trafił.
DORYNA
Wet za wet. Nie chciał pan wierzyć i teraz panu nie wierzą.
KLEANT
Tracimy czas na drobiazgi, kiedy powinniśmy użyć wszelkich środków przeciw niebezpiecznemu oszustowi. Grzęźniemy w gadaninie.
DAMIS
Co, on się odważy…?
ELMIRA
Nie sądzę, żeby te jego zabiegi przyniosły korzystny dla niego skutek. Jego niewdzięczność i podstęp widać jak na dłoni.
KLEANT
Nie ufaj mu. Poruszy wszystkie sprężyny, żeby znaleźć argumenty na to, co uknuł. Intrygę można zbudować nawet na słabszych dowodach. Powtarzam : ma silną broń i dlatego nie prowokuj go.
ORGON
To prawda, ale co robić ? Bezwzględność tego niewdzięcznika powoduje, że tracę głowę.
KLEANT
Zastanawiam się, jak was pogodzić.
ELMIRA
Gdybym wiedziała, że może być tak groźny, nie dałabym powodu do takiej awantury. I moje…
ORGON
/ pojawia się pan Loyal / Czego chce ten człowiek ? / do Doryny / Idź i zapytaj. Nie mam nastroju do odwiedzin !
SCENA CZWARTA ----------------
PAN LOYAL
/ do Doryny / Dzień dobry, kochaneczko, zrób co konieczne, żebym mówił z panem tego domu.
DORYNA
Ma gości. I wątpię, żeby mógł przyjąć kogokolwiek.
PAN LOYAL
Jestem w samą porę. Wierzę, że moje przybycie nie zakłóci spokojnej atmosfery i twój pan będzie zadowolony.
DORYNA
Pańskie nazwisko ?
PAN LOYAL
Proszę powiedzieć, że reprezentuję pana Tartuffe.
DORYNA
/ wraca do Orgona / Dosyć kulturalny. Reprezentuje pana Tartuffe. Mówi, że
będzie pan zadowolony.
KLEANT
Przyjmij go. Wreszcie dowiemy się na czym stoimy.
ORGON
Może wyciąga rękę do zgody. W takim razie, jak mam się zachować ?
KLEANT
Nie musisz okazywać żadnych uczuć. A jeśli zaproponuje ugodę, przyjmij ją.
PAN LOYAL
/ podchodzi / Witaj, panie. Niebo niech ci pomoże zniszczyć twoich wrogów i będzie ci przychylne tak jak ja !
ORGON
Spodziewam się, że ten miły początek zapowiada porozumienie.
PAN LOYAL
Cały pański dom jest mi drogi. Służyłem u pańskiego ojca.
ORGON
Niech pan wybaczy, wstyd mi, ale nie znam pańskiego nazwiska.
PAN LOYAL Nazywam się Loyal, pochodzę z Normandii. Jestem, dzięki Bogu, od lat czterdziestu komornikiem przy trybunale. To dla mnie szczęście i wielki honor. Jeżeli przychodzę do pana, to znaczy, że z urzędowym wezwaniem….
ORGON
Co ? Jest pan tutaj…?!
PAN LOYAL
Niech pan się nie unosi. To tylko wezwanie. Nakaz, żebyś razem z rodziną opuścił ten dom. Wyniósł meble i zrobił miejsce dla nowego właściciela. Bez zwłoki, bo koniecznie…
ORGON
Ja mam opuścić to miejsce ?
PAN LOYAL
Tak, proszę pana, jeśli można prosić. Dom i cały majątek należą teraz do kogo innego i to nie podlega dyskusji. Kontrakt, który mam przy sobie, jest w sensie formalnym nie do podważenia. To wszystko.
DAMIS
Co za bezczelność !
PAN LOYAL
Nie mam panu nic do powiedzenia. / do Orgona / Co do pana, cenię pański
rozsądek i umiarkowanie. Porządny człowiek zdaje sobie sprawę co to urzędowy obowiązek i nie zrobi niczego wbrew prawu.
ORGON
Ale…
PAN LOYAL
Wiem, że nawet dla miliona nie wystąpi pan przeciw sprawiedliwości i pozwoli mi wykonać moje obowiązki służbowe.
DAMIS
A gdyby tak panu sprawiedliwemu dobrze przetrzepać skórę ?
PAN LOYAL
Proszę nakazać synowi, żeby milczał albo wyszedł. Musiałbym go umieścić w moim sprawozdaniu.
DORYNA
Ten pan lojalny wygląda raczej na nielojalnego.
PAN LOYAL
Mam dla wszystkich tu obecnych wiele sympatii. Podjąłem się tej przykrej misji przez wzgląd na dawną znajomość i żeby ktoś inny, przez zbytnią gorliwość, nie naraził was na większe nieprzyjemności.
ORGON
Co może być bardziej nieprzyjemne od wyrzucenia rodziny z domu ?
PAN LOYAL
Dam panu więcej czasu. Zawieszam egzekucję do rana. Przyjdę tutaj w nocy z dziesięcioma ludźmi dla porządku. Rano bez hałasu, dyskretnie opróżnimy mieszkanie. W zamian proszę, żeby nie robić kłopotu i żeby nic nie stanęło na przeszkodzie w realizacji prawa.
ORGON
Dałbym ostatnie pieniądze, żeby sobie zrobić przyjemność i trzasnąć go w pysk.
KLEANT
Przestań, nie pogarszaj sytuacji.
DAMIS
Też bym go palnął. Aż mnie swędzi ręka.
DORYNA
Gdy patrzę na pański grzbiet, niech mi pan wierzy, panie Loyal, to mam okrutną ochotą potraktować pana nielojalnie kijem…
PAN LOYAL
Możesz być ukarana za te bezwstydne impertynencje, złociutka. Prawo obowiązuje także kobiety.
KLEANT
Skończmy z tym, proszę pana. Tego aż nadto. Dawaj szybko te papiery i, jeśli łaska, zostaw nas.
PAN LOYAL
Do zobaczenia. Niechaj Niebo darzy was nieustannie radością !
ORGON
Skręć kark razem z tym, który cię tu przysłał !
SCENA PIĄTA ---------------
ORGON
No, proszę ! Tak to wygląda, moja matko. Coś dodać, coś ująć ?
PANI PERNELLE
Dech mi zaparło, jakbym spadla z chmury !
DORYNA
Skarży się pan niesłusznie i niesłusznie go potępia. Jego postępowanie zgodne jest z jego religijnym planem. Zabrał panu wszystko w imię miłości bliźniego, chcąc aby bogactwo nie zepsuło pańskiej rodziny. Jego miłosierdzie ma pana przez cnotę ubóstwa podnieść moralnie i usunąć wszelkie przeszkody na drodze do zbawienia wiecznego…Pamięta pan ? „Prędzej słoń przejdzie przez ucho igielne, niźli bogacz wnijdzie do królestwa niebieskiego…” On w to wierzy.
Pan już nie ?
ORGON
Nic nie mów. Ile razy mam to powtarzać ?
KLEANT
Chodźmy się naradzić, co z tym zrobić.
ELMIRA
Trzeba wszystkim o tym opowiedzieć. To podważy jego wiarygodność.
SCENA SZÓSTA ---------------
WALERY
/ wchodzi / Nie przynoszę dobrej wiadomości. Przyjaciel, wiedząc o naszych bliskich stosunkach, wyjawił mi, że znalazł się pan w wielkim niebezpieczeństwie. Oszust, którego pan przygarnął, doniósł na pana do władz i przekazał jakieś dokumenty. Może pan być oskarżony o współpracę ze zdrajcą stanu. Grozi panu aresztowanie…
KLEANT
Ma przeciw tobie prawo. Załatwi cię na amen.
ORGON
Człowiek człowiekowi wilkiem !
WALERY
Nie traćmy czasu. Zatrzymałem się tuż przy bramie. Mam pieniądze. Jeśli się pośpieszymy, nie dopadną nas. Zawiozę pana w bezpieczne miejsce…
ORGON
Cóż robić ! Jestem twoim dłużnikiem. Spłacę ten dług w swoim czasie.
Żegnajcie. Dopilnujcie całej reszty.
KLEANT
Ruszajcie. Zrobimy, co trzeba.
SCENA OSTATNIA ---------------
TARTUFFE
/ wchodzi z oficerem policji / Świetnie, szanowny panie, świetnie ! Gdzie pędzisz tak żwawo ? Nie musisz biec daleko, żeby znaleźć stosowną kryjówkę. Jesteś aresztowany w imieniu prawa.
ORGON
Zdrajco, ostatni strzał zostawiłeś na koniec. I tak oto twoje intrygi zostały nagrodzone.
TARTUFFE
Nic sobie nie robię z twoich obelg. Jeśli Bóg zsyła cierpienie, przyjmuję je z pokorą.
KLEANT
Godne podziwu.
DAMIS
On drwi z tego, co święte !
TARTUFFE
Wasze hormony nie robią na mnie wrażenia. Nie marzę o niczym innym, prócz wypełnienia mojego obowiązku.
MARIANNA
Uważa pan za bardzo chwalebne i uczciwe to, co pan robi.
TARTUFFE
To władza, którą reprezentuję, czyni to, co robię chwalebnym i uczciwym.
ORGON
Nie pamiętasz, niewdzięczniku, że to moja miłosierna ręka podniosła cię
z nędzy i poniżenia ? Że gdyby nie ja…
TARTUFFE
To się zgadza, ale interes władzy i szacunek wobec prawa stawiam wyżej niż
prywatne zobowiązania. Więcej – w imię tego poświęcę przyjaciela, żonę, dzieci, a nawet samego siebie.
ELMIRA
Obłudnik !
DORYNA
Krętacz, który zawsze znajdzie sposób, żeby spaść na cztery łapy !
KLEANT
Dziwne, że twoja szlachetna powinność wobec władzy i prawa obudziła się z letargu dopiero wtedy, kiedy przyłapano cię na napastowaniu cudzej żony. Jeszcze dziwniejsze jest to, że doniosłeś władzom o jego rzekomej zbrodni, kiedy słusznie wyrzucił cię z domu. Nie mówiąc już o majątku wyłudzonym między jednym a drugim pacierzem. I zgodziłeś się przyjąć taki prezent od człowieka, którego od początku uważałeś za przestępcę ?
TARTUFFE
/ do oficera policji / To trwa zbyt długo. Proszę wykonać swój obowiązek.
OFICER POLICJI
To prawda. Powiedziałeś w samą porę, co mam robić. Zabieram cię do więzienia, gdzie powinieneś otrzymać godne ciebie zakwaterowanie.
TARTUFFE
Ja ?
OFICER POLICJI
Ty.
TARTUFFE
Do więzienia ?
OFICER POLICJI
/ do Orgona / Nic już panu nie grozi. Pańskie zasługi i uczciwość przeważyły nad incydentem z przeszłości. Żyjemy w innych czasach. Władza, którą mam zaszczyt reprezentować, kieruje się nade wszystko dbałością o dobro i bezpieczeństwo nas wszystkich. A ten pański lokator okazał się od dawna poszukiwanym przestępcą. Nie był pan jego pierwszą ofiarą, ale miejmy nadzieję, że ostatnią. Odzyska pan majątek i dobre imię. Żegnam. / wyprowadza Tartuffa /
DORYNA
Udało się !
PANI PERNELLE
Bogu niech będą dzięki !
ELMIRA
Co za pomyślny obrót !
MARIANNA
Chyba śnię ?
KLEANT
Miałeś szczęście !
WALERY
Po wszystkim !
ORGON
Tak. /do Walerego / Byłeś z nami w najcięższych chwilach. Dotrzymam obietnicy. Chodźmy świętować przy dobrej kolacji ! / wychodzą ożywieni /
----------------------------------------













