Mikołaj Melanowicz,

 

HOKUSAI. Największe zwycięstwo japońskiego artysty

 

Mikołaj Melanowicz   Hokusai to imię artystyczne japońskiego malarza o nazwisku Katsushika, które jest pseudonimem identycznym z nazwą powiatu, w którym w 1760 roku urodził się artysta jako syn ubogiego chłopa Kawamury. W ciągu 90-letniego życia Hokusai 30 razy zmieniał pseudonimy, Hokusaiem zaczął być od 1795, a Katsushiką Hokusaiem - od 1803 roku, to znaczy „Hokusaiem z Katsushiki”, czyli z obecnej dzielnicy Tokio o nazwie Katsushika-ku, tzn. części dawnej prowincji o tej nazwie.

Michał Piętniewicz

 

Gitara z rajskiej czereśni a Widnokrąg.  Juliana Kawalca doznawanie metafory a Wiesława Myśliwskiego myślenie metaforą.

 

Pietniewicz Michal n            Gitara z rajskiej czereśni: sam tytuł wskazuje po pierwsze na poetyckość a po drugie na arkadyjskość. Narrator Kawalca podróżuje do miejsca sprzed nastania czasu, miejsca niewinnego, in illo tempore.

 

Dwa wektory: Myśliwski podróżuje w głąb dzieciństwa. Kawalec w Gitarze z rajskiej czereśni tropi świat na powierzchni, jest sensualistą, upaja się jego smakiem, fakturą, zapachem, łowi poetyckie tropy jak wędkarz na wędkę.

 

Myśliwski jest przede wszystkim filozofem. Interesuje go znaczenie, to, istotne, esencja. Kawalca interesuje świat jako gra znaczeń, słowa między sobą rozmawiają w poetyckim tańcu i transie pisma. Myśliwski mówi, Kawalec pisze. Jeden jest po stronie mowy, mocnego archetypu, drugi po stronie pisma i rozpraszania, podróżuje do niewiadomego, poddaje się rytmowi języka nie wiedząc dokładnie, gdzie go zaprowadzi, nie znając celu tej podróży.

 

Barbara Dohnalik

 

WARIACJE NA TEMAT „MISTRZA I MAŁGORZATY”

Michaiła Afanasjewicza Bułgakowa

czyli BASSO OSTINATO

 

Ryszard Tomczyk

 

            Jeżeli chodzi o translatorskie peregrynacje, to na początku było tak: znakomity poeta, krytyk literacki, specjalista od rosyjskiej literatury, autor tekstów piosenek dla Studenckiego Teatru Satyry, można powiedzieć – artystyczny translator i humorysta – Witold Dąbrowski – odkrył i przywiózł do Polski „Mistrza i Małgorzatę”. Powieść została, opublikowana po raz pierwszy w periodyku „Moskwa”. Był rok 1966. Wydawnictwo „Chudożiestwiennaja Litieratura” zapłaciło trzeciej żonie Bułgakowa Jelenie Siergiejewnej (po drugim mężu Szyłowska) za sprzedanie praw autorskich gigantyczne honorarium. Nikt na świecie nie miał o tym pojęcia. Wszyscy płacili Jelenie Sergiejewnej, jej synowi, jej wnukowi itd. Wszystko podała do publicznej wiadomości w roku 2005 „Litieraturnaja Gazieta” nr 18. w artykule pt.: „Nowe przygody Mistrza i Małgorzaty”. Aby podkreślić wagę sprawy artykuł umieszczono w rubryce „Skandale”.

 

Michał Piętniewicz


Krasnoludki idą do nieba. Moje spotkanie z Kazimierzem Wiśniakiem.


Wisniak plakat
     Pana Kazimierza Wiśniaka poznałem w Lanckoronie. Z początku niczego o nim nie wiedziałem. Powiedziałem mojemu tacie, że taki miły Pan, przebrany za krasnoludka, witał się ze mną, kiedy odwiedziłem Lanckoronę i że nazywa się Kazimierz Wiśniak. Ojciec uświadomił mi, że to wybitny scenograf, artysta-malarz, współtwórca legendarnej i wielkiej Piwnicy pod Baranami. Niedługo później obejrzałem w domu, w Tarnowie, mieście skąd pochodzę, film o Kazimierzu Wiśniaku, w którym o artyście mówili m.in. Andrzej Wajda, Gustaw Holoubek czy Wojciech Pszoniak.
     Niekiedy skromność, otwartość oraz wewnętrzne ciepło nie idą w parze z wybitną pozycją społeczną. U Kazimierza Wiśniaka, z tego, co do tej pory zaobserwowałem, jest zupełnie odwrotnie. Otwartość na ludzi wydaje się u niego bezwarunkowa – każdy zasługuje na uwagę i każdy de facto może dostąpić zaszczytu wzięcia udziału w pochodzie krasnali, odbywającym się dorocznie w Lanckoronie, albo przebrać się za anioła i towarzyszyć grupie podążającej za artystą po Lanckorońskich uliczkach.

 

Janusz Termer

Remanenty pamięci

 

Z Kuśniewiczem przez Paryż (z Okudżawą w tle)

 

termer new18       Gdy w 1964 roku odwiedziłem redakcję „Nowych Książek” a trafiłem tam trochę przypadkowo, a może i nie przypadkowo, bo z polecenia Michała Głowińskiego (jednego z recenzentów mojej pracy magisterskiej - po niespodziewanej śmierci jej promotora profesora Kazimierza Budzyka), przyjęła mnie w redakcji „NK” Anna Szaniawska - zastępczyni redaktor naczelnej, Zenony Macużanki, wręczając mi dopiero co wydaną przez PIW powieść Andrzeja Kuśniewicza W drodze do Koryntu. Proszę przeczytać, powiedziała, a jeśli uzna pan za stosowane, to proszę też napisać recenzję, bo nie za bardzo jeszcze znamy tego nowego autora. Ten „nowy autor” miał wówczas lat sześćdziesiąt oraz pięć książek w dorobku (trzy tomy wierszy i dwie powieści)! Oczywiście przeczytałem jednym tchem i napisałem - i to entuzjastyczną, na ile mi pozwalała debiutancka powściągliwość i stan świadomości historycznoliterackiej – recenzję, która wkrótce została tam opublikowana, Jako dobry – okazało się – prognostyk moich dalszych i długoletnich kontaktów z tym pismem. Nie przypuszczałem także wtedy, że już wkrótce potem poznam osobiście tego „nowego autora”, że będę miał potem okazję rozmawiać z nim w redakcji "Miesięcznika Literackiego", gdzie pracował, a także nawet kiedyś pospacerować z nim po Paryżu!