Marek Piechota

Panu Andrzejowi Śnioszkowi odpowiedź na pytanie o styczność

z zapomnianym dziś pisarzem Donatem Kirschem –

też tarnogórzaninem i moim niemal rówieśnikiem

Tak, zacznę chyba ot tak: właściwie mógłbym, a nawet powinienem, odpowiedzieć najuprzejmiej, najkrócej i w zgodzie z prawdą (a „Cóż to jest prawda?” [J 18, 28]), że nie mieliśmy chyba żadnej styczności, że nigdy w naszych Tarnowskich Górach nie spotkaliśmy się raczej, zatem nie mam Panu nic do powiedzenia i niczego z naszych ewentualnych spotkań chyba nie pamiętam. To ostatnie pospiesznie poczynione dopowiedzenie zadaje jednak kłam całemu wielokrotnie złożonemu zdaniu, bo coś niecoś poniekąd pamiętam, choć obawiam się, że wygeneruję tu więcej ostrożnych hipotez i nieśmiałych domysłów niż rzetelnych i autentycznych wspomnień. Otworzył Pan puszkę ze wspomnieniami wczesnego dzieciństwa.

Na z góry straconych pozycjach

Wywiad z Donatem Kirschem przeprowadził Andrzej Śnioszek.

 

Donat Kirsch, urodzony w 1953 roku, pisarz, autor dwóch powieści, kilku opowiadań i eseju krytycznoliterackiego. Czy przeszkadza Ci, że trzeba o tym wspominać? Twojego nazwiska nie ma w Wikipedii[1], czyli jakby wcale Cię nie było – nie tylko dla szerokich mas.

Oczywiście, że mnie nie ma. Od samego początku mojego pisarstwa podejrzewałem, że zagubię się w skrajności alternatyw, rozwidlających się ścieżek, bo to, co mnie interesuje, nie będzie specjalnie interesować nikogo poza nieznaczną garstką czytelników. Albo, mówiąc prosto, przyszłość, dla której pisałem, nigdy się nie zdarzyła poza światem modalnych relacji.

Co mnie zawsze interesowało, to jak poprzez formalne i językowe ekstrawagancje, wyrwać się poza ograniczenia dominującej episteme (dla mnie stanowi ona różnicę między nieskończonością tego, co można, a tym, co wolno napisać – tak rozumiem Foucaulta). To prowadzi do następnego poziomu zagubienia, bo przecież przysłowiowe stado małp też może wystukać na komputerze, co zechce. Czyli w moim przypadku całe napięcie tego co pisałem, polega na obyciu się bez szukania usprawiedliwień.

Zdzisław Antolski

 

Podróże w czasie. Zaginiony świat ziemian i Żydów.

(O twórczości Krzysztofa Nurkowskiego)

 

nurkowski krzysztof

 

    Krzysztof Nurkowski urodził się 5 lutego 1960 roku

    Nauczyciel historii i wiedzy o społeczeństwie w Gimnazjum im. AK w Cieszkowach. Ukończył historię w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Kielcach i administracyjne studia podyplomowe na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie.

    W latach 1992-1994, z-ca burmistrza Kazimierzy Wielkiej, pełnił też funkcję radnego I kadencji powiatu kazimierskiego. W latach 1998-2002 pełnił funkcję sekretarza Rady Nadzorczej cukrowni w Ziębicach. Publikował w kieleckim dodatku Gazety Wyborczej, miesięcznikach Radostowa i Teraz oraz w Kurierze Codziennym (Chicago);

Rafał Skąpski

 

                     PILOT, WRÓŻ I JA.

 

Maria Wollenberg-Kluza

 

   Jestem racjonalistą. Realistą. Co najmniej. Nie wierzę w to co niedotykalne, niesprawdzalne, co poza zasięgiem ręki, umysłu i nauki. A jednak...

W drugiej połowie lat 70. pracowałem w centralnym urzędzie. Taka była formalna ranga instytucji. Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Centrala. Gabinet Prezesa. A ja w nim jako naczelnik wydziału prawno- organizacyjnego i skarg. Bardzo realne sprawy, konkretne, sposób urzędowania ocierający się o biurokrację. Ale mój dyrektor, Jerzy Stoberski, zawsze powtarzał „u nas nie ma biurokracji, u nas panują przemyślane zasady urzędowania i dobrej organizacji”. Instytucja była mocno sfeminizowana, choć słowo to nie było jeszcze w tak częstym użyciu.

 

Tomasz Miłkowski

 

Mono-błyski sezonu

 

milkowski tomasz2Tomasz Miłkowski o najlepszych spektaklach jednoosobowych minionego sezonu:

Mogłoby się wydawać, że teatr jednego aktora znalazł się w odwrocie. W minionym sezonie 2017/18 po raz ostatni (51. z kolei) odbył się najstarszy festiwal monodramów w Europie – WROSTJA we Wrocławiu, z kalendarza zniknął też lubiany festiwal monodramu współczesnego w stolicy.

Kiedy jednak samorząd wrocławski dorzynał WROSTJA, rodziły się i ugruntowywały pozycję nowe centra monodramu – jednym z nich stał się gdyński Teatr OKNO przy Teatrze Szekspirowskim, gdzie przeglądy monodramu rozkręcają się – tego lata trwa przegląd monodramów Stanisława Miedziewskiego, jednego z czołowych reżyserów spektakli jednoosobowych w Polsce. Na nowe centrum wyrasta też Dom Kultury Węglin, gdzie bez festiwalowego zadęcia odbywają się wartościowe przeglądy monodramów. Ale przede wszystkim swój udział w pielęgnowaniu monodramów mają teatry (publiczne jak Studio i niepubliczne jak Polonia), gdzie coraz więcej ciekawych, nowych premier teatru jednego aktora. Spośród kilkudziesięciu, które obejrzałem w Polsce i za granicą, polecam uwadze 10, które pozostawiają największe wrażenie. To spektakle klasyków gatunku, ale i nowych przybyszów, których znęciła ryzykowna forma teatru jednoosobowego.