Pisarze.pl

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Spis treści
Dariusz Tomasz Lebioda - RYTY PRZEJŚCIA - Nad „Doliną Issy” Czesława Miłosza
część druga
część trzecia
Wszystkie strony

Dariusz Tomasz Lebioda




RYTY  PRZEJŚCIA


Nad „Doliną Issy” Czesława Miłosza

 

 

1. Initiatio


Jednym z najniebezpieczniejszych okresów w życiu człowieka jest czas dorastania i przechodzenia ze świata dziecka do krain dorosłości. To jest chwila wyboru klanu i moment opowiedzenia się po stronie dobra lub zła. To jest też konieczność uczestnictwa w odwiecznym  r y t u a l e   p r z e j ś c i a; od postrzegania i odtwarzania świata w kategoriach zabawy, do widzenia go jako ciągu zbrodni. Dolina Issy jest powieścią o Tomaszu, który żyjąc przez pierwsze lata beztrosko jak pszczoła, jak żołna, nagle odkrywa, że owad broni się wbijając żądło, a barwny ptak, żeby przeżyć, pożera mniejszego od siebie bezkręgowca.

Tak zaczyna się w powieści ciąg inicjacji, które mierzą głęboko w świadomość głównego bohatera i postaci pojawiających się wokół niego. Tak świadomość chłopca próbuje ogarniać otoczenie i rozlokowywać je w umyśle, w snach, w rozszerzającej się stale imaginacji.[1] To jest chwila centralna dla każdego życiorysu, jakby wzniesienie się świadomości na wyższy poziom i początek autentycznego uczestnictwa w groźnym i nie znającym litości świecie, chwila kończącej się ekstazy i zaczynającej się wędrówki pod prąd, nieodwołalnego przejścia z raju do czyśćca, a potem dalej i dalej, aż na skraj piekła, aż do jego wnętrza. Miłosz snuje swoją opowieść[2], zdejmując w magiczny sposób z kreowanej przestrzeni kolejne, różnokolorowe, błony. Czytelnik podąża za bohaterem krok w krok i uczestniczy w następujących po sobie rytach przejścia, widzi jak zmieniają się krajobrazy, jak przygasa jaskrawe światło, a w jego miejsce napływa szarość, ciemność i czerń. Gdy zaczyna się ta wędrówka, „siły tajemne” już „zlokalizowały” Tomasza i spostrzegły jakie niebezpieczeństwo tkwi w odsłanianiu się w jego świadomości praw natury, jak groźne jest zdziwienie, które nie przechodzi obojętnie nad krwią upolowanej kaczki i śmiercią dziwaka w płonącym domu. W Dolinie Issy mamy jednakże dwie narracje. Patrzymy na świat oczyma bohatera, ale też – z lotu ptaka, z perspektywy narratora unaoczniającego (to znaczy takiego, którego narracja opiera się na praesens historicum). Tak jawi się nam cały świat i sam Tomasz, należący do tego dziwnego biotopu. Jesteśmy w stanie spostrzec nawet towarzyszące mu Siły:

 

 

Rozmaite Siły obserwowały Tomasza w słońcu i zieleni i osądzały go według zakresu swojej wiedzy. Te z nich którym dane jest wyłączyć się poza czas, kiwały melancholijnie przezroczystymi głowami, bo zdolne były ogarnąć skutki ekstazy, w jakiej żył. Siłom tym znane są na przykład kompozycje muzyków, próbujących wyrazić szczęśliwość, ale takie wysiłki okazują się niedołężne, kiedy się przykucnie przy łóżku dziecka, które budzi się w letni ranek, a za oknem słychać gwizd wilgi, chór kwakań, gdakań i gęgań od podwórza, wszystkie głosy w świetle, co nigdy się nie skończy.[3]

 

Tak przynajmniej mogłoby się wydawać dziecku, które rodzi się i uśmiecha się do słońca, do pochylających się nad nim rozpromienionych twarzy, do barw, smaku i dźwięków świata. Dolina Issy jest jednak także opowieścią o zakłóceniu pierwotnej harmonii i wtajemniczeniu Tomasza w różne kręgi, w kolejne sfery otwierające się przed budzącym się i poszerzającym swoje horyzonty umysłem Jest przy tym narracją o tajemnicy świata, rodzącego się w wyobraźni i bytującego w niej niczym mgiełka magnetyczna, chwila potencjalna i jedyna, niczym okruch metafizyczny; rana krwawiącej stale świadomości. To jest powieść poetycka, bo wszystko w niej sprowadza się do lirycznej aury i do wyszukanej metaforyki. Tomasz jest dzieckiem wyjątkowym, obdarzonym wyobraźnią poetycką, jest malcem i młodzieńcem wrażliwym na piękno i dziwność świata, dostrzegającym na każdym kroku jego cudowność i przerażające oblicza istnienia pośród natury. Jego oczy zdają się widzieć więcej, jego słuch jest bardziej wyczulony, a pozostałe zmysły dostosowują się do tych dwóch i przekazują taki ogląd świata, jaki zdarza się niezwykle rzadko, u jednostek w szczególny sposób obdarzonych przez naturę. To, co opisuje Miłosz, co widzi oczyma chłopca jest rodzajem metaforyzacji, tworzenia poezji, inicjowania świata upiększonego i wyposażonego w głębie i symetrie niedostrzegalne dla zwykłego oka. W takim rozumieniu Dolina Issy, w jakiś tajemny sposób, bliska jest Władcy much Williama Goldinga, bo opisuje – choć oczywiście w innych planach – ów wskazany wyżej niebezpieczny moment w życiu młodego człowieka – przechodzenie od dziecinności do dorosłości, drogę od wyobraźni dziecka, do krystalizującego świat, spojrzenia młodzieńca. Ten moment, zarówno w mitach, jak i w wielu powieściach dwudziestego wieku wskazywany jest jako punkt zaczepienia dla przyszłości, dla sformatowanej, w pełni ukształtowanej świadomości.[4] Dorosły pisarz błyskawicznie przebiega tę drogę wstecz, a potem, w swoim dziele, odtwarza ją krok po kroku, wpatruje się w oczy dziecka i sonduje jego umysł, pragnie uchwycić ten punkt, w którym mit i bajka, podanie i baśń stają się okrutną rzeczywistością, a krew potencjalna, krew wyobraźniowa – bliska sokowi rozduszonej jagody czy maliny – staje się juchą, w każdej chwili gotową skazić świat niewinności i naiwnego przekonania, że wszystko jest logiczne i koherentne. To jest właśnie  i n i c j a c j a, w ciągu rozświetleń metaforycznych i w rozumieniu kulturowym, takim jak u Eleazara Mieletinskiego: Jednym z ważniejszych i najbardziej typowym „obrzędem przejścia” jest obrzęd inicjacji, odrywający młodzieńca, który osiągnął dojrzałość płciową, od matki i sióstr, od grupy nie wtajemniczonych kobiet i dzieci, i przenoszący go do grupy mężczyzn dorosłych, myśliwych, z prawem zawarcia małżeństwa itd. Przejście to obejmuje próbę fizycznej odporności, uciążliwą operację wtajemniczania i opanowania podstaw mądrości plemiennych w formie mitów inscenizowanych przed wtajemniczanymi.[5] Taką inscenizacją są w powieści Miłosza kolejne fazy, kolejne deszyfracje natury, ale też są nią pojawienia się członków klanu Tomasza. Przyglądając się przyrodzie, dumając nad dziwnością tego co błyszczy w oku i odbija w tafli jeziora, tego co chwieje się niepokojąco w nurcie rzeki, Tomasz nie zwalnia kroku, odwraca się plecami do natury i szybko zagłębia się w świat osób dorosłych. Kolejne charakterystyki członków klanu są zatem odtworzeniem pisarskim tego, co wydarzało się w jego wyobraźni. Jak pisze Aleksander Fiut: Wejście w dojrzałość stanowi drastyczne zerwanie intymnej i niewinnej, bo nieświadomej, więzi z przyrodą, którą  nieomal spontanicznie identyfikuje się z całym światem. Świadomość burzy iluzję tożsamości z sobą samym i całym bytem, pozbawia kosmicznego współuczestnictwa. Nabyta wiedza z kolei zaprzecza świadectwu zmysłów, w urodzie przyrody odkrywa pułapkę prawa zachowania gatunku, fascynujące swą niepowtarzalnością istnienia poszczególne wpisuje w paradygmat wzoru. Powstaje w ten sposób zasadnicze rozdarcie pomiędzy niesłychanie silnym przywiązaniem do piękna widzialnego świata a poczuciem niemożności jego ogarnięcia, pomiędzy urzeczeniem barwnym widowiskiem natury a niezgodą na okrucieństwo rządzących nią praw, pomiędzy zmienną – w czasie i przestrzeni postacią zjawisk a językiem, który może je uchwycić tylko za cenę schematyzacji. Inicjacja jest zatem – nie tylko dla Miłosza – dramatem poznania i nazywania, który w uproszczeniu da się sprowadzić do ujawnienia sprzeczności pomiędzy świadomością a bytem oraz między językiem a przedmiotem.[6] Te granice w powieści Miłosza są wyraźne, choć między nimi jest też jakaś metafizyczna luka, jakby moment chwilowego wniknięcia w nicość i potem wypłynięcia z niej innego człowieka, odmienionego, patrzącego inaczej na świat i niosącego w sobie skazę chwilowej śmierci. Warto w tym miejscu raz jeszcze przywołać Mieletinskiego, który rozszerza pierwotne pojęcie inicjacji o ów tajemniczy moment zaśnięcia i przebudzenia, nagłej zapaści i równie nagłego olśnienia: Inicjacja obejmuje również symboliczną krótkotrwałą śmierć i kontakt z duchami, otwierającymi drogę ku ożywieniu lub, mówiąc ściślej, ponownych narodzin w innym charakterze. Symbolika okresowej śmierci wyraża się w motywie połykania i wyplucia nowicjusza przez potwora, odwiedzenia królestwa zmarłych lub krainy duchów, walki z duchami, zdobywania od nich przedmiotów rytualnych, tajemnic religijnych itd. Tak więc, inicjacja i przejście z jednego stanu w drugi traktowane są jako zniesienie starego statusu i ustanowienie nowego, jako śmierć i ponowne narodziny, które nieściśle byłoby uważać za „zmartwychwstanie”.[7] W powieści Miłosza umiera dziecko, a rodzi się młodzieniec – umiera chłopczyk, a jego miejsce zajmuje chłopiec; podobnie – wyobraźnię i świadomość infantylną zastępuje otwarta imaginacja i mitologizujące widzenie świata, poszukujące pradawnego kodu, od wieków istniejącego zaklęcia, klucza do natury i żyjącego pośród niej człowieka. Ten mitologizm nie jest wynalazkiem autora Doliny Issy, bo przecież pojawia się w literaturze już w wieku osiemnastym (Podróże Gulliwera, Kandyd, Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki), a potem znajduje swoje rozwinięcie w stuleciu następnym, (powieść gotycka, poematy Słowackiego, Maria Malczewskiego) żeby przejść w fazę rozkwitu w XX wieku.[8] Jak słusznie zauważa Mieletinski: Strukturę powieści XIX w. determinowała w znacznym stopniu metoda społeczno–historyczna, stąd też dążenie do przełamania jej lub wzniesienia się ponad zakreślony poziom nie mogło się obyć bez decydującego dla powieści wstrząsu. Nieunikniony przy tym wzrost żywiołowości, niemożność organizowania materiału empirycznego jako materiału społecznego kompensowano środkami symboliki, w tym także symboliki mitologicznej. Tak więc mitologizm stał się instrumentem kształtowania narracji.[9] Miłosz wpisuje się zatem w tradycję takich powieści, ale też modyfikuje ją na potrzeby kreowanej krainy, na użytek stworzonego bohatera i wszystkich członków magicznej społeczności. Chce pokazać moment stawania się, czas rodzenia się i nieuchronnej metamorfozy. Podąża w kierunku odwrotnym niż Tomasz, idzie po jego śladach, ale przecież też i po swoich, bo wiadomo powszechnie jak wiele tropów biograficznych jest w tym dziele.[10] Próbuje zrozumieć sam siebie i chce wiedzieć, dlaczego tamten chłopiec, a teraz jego bohater, wybierał te, a nie inne ścieżki, szukał takich a nie innych prawd, odkrywał takie właśnie tajemnice. To był rodzaj dochodzenia naukowego, rodzaj studiowania własnej przeszłości i wielu struktur istnienia. Rodzaj badania poprzez metaforę, dociekania, poprzez nieustanną projekcję do świadomości wzorca osobowego, jednolitego kształtu postaci. Trawestując sądy Georges’a Poueleta o krytyce Baudelaire’a, można powiedzieć, że Tomasz w Dolinie Issy, a wraz z nim świadomość samego Miłosza,  pozostaje zawsze tym, kim jest – świadomością, która usiłuje sama siebie poddać interpretacji metaforycznej.[11] To jest nauka o samym sobie i o mechanizmach świata, rodzaj opowieści autobiograficznej z kluczem, który nigdy nie zostanie odnaleziony. Zgubiono go przecież przed wiekami, gdzieś w mrokach niepamięci, gdzieś na rogatkach istnienia. Takie przyglądanie się chłopcu wchodzącemu w świat krwawych rytuałów egzystencji było rodzajem autoterapii, poszukiwania własnych korzeni poetyckich i ratowania poezji w sobie.[12] To swoiste, naukowe dochodzenie prawd, bliskie jest kulturoznawstwu i idei czasu zwrotnego, o których pisze Claude Lévi–Strauss: W ciągu kilku wieków idea czasu zwrotnego, świata trwałego, w którym przeszłość i przyszłość miałyby jednakowe prawa, zdominowała świat nauki. Pozostała już tylko historia, która miała stać się schronieniem dla myśli krytycznej. Tak więc dowiadujemy się, najpierw przez teorię ewolucji, następnie przez nową kosmologię, że wszechświat, życie również, znajdują się w historii, że były początkiem i zostały przeznaczone do stawania się. W tej sytuacji pojawiają się tak wielkie problemy, że owa niepodważalna wiedza nasuwa wątpliwości, czy będziemy mogli kiedykolwiek zrozumieć to, co było przedtem, co będzie potem, czy też to, jak sprawy rzeczywiście przebiegały. Przypuszczenie, że tysiące wydarzeń, każde wysoce nieprawdopodobne, miałyby w ciągu około siedmiu milionów lat zapewnić przejście świata, gdzie nie istniało żadne życie, najpierw do świata RNA, później do świata DNA, wydaje się tak trudne do przyjęcia, że nawet znakomici uczeni są zmuszeni do wykuwania mitów.[13] Podobnie pisarze, a wśród nich także Miłosz, w swojej powieści inicjacyjnej,[14] wykuwają mity, gromadzą atrybuty znane z historii mitycznych rodów, tajemnych kosmogonii, lokowane pośród szamanistycznych wizji świata i kosmosu, a nade wszystko pośród wielu kulturowych rytuałów przejścia.

 

2. Kręgi wtajemniczenia

W Dolinie Issy możemy wskazać co najmniej kilka poziomów wtajemniczenia, kilka kręgów inicjacyjnych. Tomasz poddawany jest stale próbom, sam sobie też liczne zadania narzuca, przechodzi z jednej przestrzeni poznania do innej, czasem też jakby antycypuje swym zachowaniem otwarcie nowej głębi. Przechodzi zatem wtajemniczenie w naturę, wtajemniczenie w prawa rządzące światem, wtajemniczenie w śmierć, w ból, itd. Jest istnieniem nagim, zyskującym coraz to pełniejsze odzienie; jest egzystencją drżącą, która w kolejnych próbach krzepnie, staje się świadoma praw rządzących światem i swego miejsca w nim. W zaskakująco trafny sposób Łukasz Tischner określa stan Tomasza i jego dziwacznego „bycia” w świecie: Chłopiec pozostawał w stanie, jak powiada narrator, „ekstazy”, „niewinności”, która ujawniła się w szczególnej percepcji czasu (a może raczej bez–czasu) i zdolności odmiennego odczuwania przestrzeni.[15] Połączenie ekstazy i niewinności zakłada tutaj związek pomiędzy marzeniem, wizją, a możliwością nieskazitelnego odbioru rzeczywistości. I jedno i drugie poszerza w znaczący sposób percepcję i daje przeżycia z pogranicza jawy i snu. Może dlatego pierwsza z inicjacji jaką należy tutaj wskazać, to wtajemniczenie Tomasza w jego kraj dziecinny, w ojczyznę, w Litwę magiczną i pełną zagadek, działającą na człowieka jak eutanazja, powolne zatracenie. Pierwsze karty powieści są niczym odsunięcie kurtyny i oświetlenie przestrzeni, w jakiej dane mu będzie poznawać kolejne sekrety:

 

Należy zacząć od opisu Kraju Jezior, w którym mieszkał Tomasz. Te okolice Europy długo były pokryte lodowcem i jest w ich krajobrazie surowość północy. Ziemia jest tu na ogół piaszczysta i kamienista, zdatna pod uprawę tylko kartofli, żyta, owsa i lnu. Tym tłumaczy się, że człowiek nie zniszczył tu lasów, które łagodzą nieco klimat i chronią od wiatrów Bałtyckiego Morza. Przeważa w nich sosna i świerk, są również brzozy, dęby i graby, brak całkowicie buków, granica ich zasięgu przebiega o wiele dalej na południe. Można lasami podróżować tu długo, nigdy nie nużąc oczu, bo jak ludzkie miasta, społeczeństwa drzew mają swoje niepowtarzalne właściwości, tworzą wyspy, strefy, archipelagi, znaczone tu i ówdzie jakąś drogą z koleinami w piasku, leśniczówką, starą smolarnią, której rozpadające się piece obrosła roślinność. I zawsze w pewnej chwili jest z pagórka widok na niebieską taflę jeziora z białą, ledwo dostrzegalną plamką perkoza, ze sznurem kaczek ciągnących nad trzcinami. Na bagnach lęgną się tutaj masy błotnego ptactwa, na wiosnę w bladym tutejszym niebie trwa wracający seriami warkot, wa–wa–wa bekasów – taki dźwięk wydaje powietrze w ich sterach z piór, kiedy odprawiają swoje monotonne akrobacje oznaczające miłość. Ten wątły warkot i bełkot cietrzewi, jakby gdzieś daleko gotował się horyzont, i kumkanie tysięcy żab na łąkach (ich liczba decyduje o liczbie bocianów, mających swoje gniazda na dachach chat i stodół) są tutaj glosami tej pory, kiedy po gwałtownym topnieniu śniegów kwitnie kaczeniec i wilcze łyko – drobne różowoliliowe kwiatki na krzakach jeszcze bez liści. [...]


Człowiek do niedawna wyrabiał tutaj w domu wszystko, co było mu potrzebne. Nosił grube płótno, które kobiety rozkładają na trawie i polewają wodą, żeby zbielało na słońcu. W porze bajek i pieśni, późną jesienią, palce wyciągały z motka wełny przędzę, przy miarowym stukaniu pedału kołowrotków. Z tej przędzy gospodynie tkały sukna na domowych warsztatach, zazdrośnie strzegąc sekretów wzoru: w jodełkę, w siatkę, taki kolor na osnowę, taki na odetkę. Łyżki, kadzie i narzędzia gospodarskie strugano własnym przemysłem, tak samo jak chodaki. [...]

 



 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież


Pisarze.pl
E-tygodnik literacko-artystyczny
Numer 21/12 (92)
ISSN: 2084-6983



Dziś René Magritte

 Zdradliwość Obrazów, Zagubiony Dżokej oraz Terapeuta to najbardziej znane obrazy René Magritte’a.

więcej>>

Coraz więcej listów do Państwa, coraz więcej wierszy, mało prozy, widać, że nie cieszy się ona specjalnymi względami, albo może prozaicy są bardziej skryci, bardziej tajemniczy.




Strona oparta na Joomli