Pisarze.pl

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

Dariusz Tomasz Lebioda

 


SZALEŃSTWO BALTAZARA

 

"Dolina Issy" u początku XXI wieku

 

 



Lech Abłażej - MiłoszZanim Miłosz otrzymał Nagrodę Nobla, zanim zyskał pewność, że jego dzieła mają wymiar uniwersalny, podchodził do Doliny Issy ze sporą dozą nieufności. Próbował usprawiedliwiać, zarówno formę, jaki i treść utworu – w rozmowie z Aleksandrem Fiutem tak to określił: "Dolina Issy" nie jest autobiografią, wspomnieniami z dzieciństwa, ale czy jest powieścią? Raczej dziwactwem. Jak ktoś powiedział, zamaskowanym traktatem teologicznym. Żeby być powieściopisarzem, trzeba ciągle eksploatować własny życiorys – mnie to razi. Dostojewski był potworem: najbliższe sobie osoby – na przykład pierwszą żonę Maszę – karykaturował... .[1] Wskazana przez Miłosza potworność Dostojewskiego miała wymiar narracyjny, bo jest to pisarz, który potrafi konsekwentnie opowiadać, snując liczne wątki, tworząc wariacje, przeplatając je opisami przestrzennymi. To jest twórca, który z żelazną konsekwencją prowadzi opowieść i umie narzucić czytelnikowi określony rygor poznawczy, skupiając przede wszystkim uwagę na głębiach ludzkich charakterów. Choć Rosja nie jest mniej malownicza od Litwy, choć wiele w niej biotopów równie zamkniętych i odizolowanych od reszty kraju jak dolina Niewiaży, to jednak u Dostojewskiego owa malowniczość i widowiskowość natury schodzi na plan dalszy. Potrafi on rozprawiać w Braciach Karamazow, na ponad stu stronach, o starcach, o zawiłościach ich charakterów i o ich znaczeniu dla świadomości i kultury Rosjan, zgłębia meandry psychiczne Myszkina i Nastazji Filipownej albo Raskolnikowa, a jedynie okazjonalnie komentuje to, co w czasie powieściowym rozgrywa się w naturze. Jednakże Litwini mają silnie zakodowany w świadomości zachwyt nad rzeczywistością, w której przychodzą na świat, dojrzewają i żyją. Jest to rodzaj symbiozy i dumy, że istnieją w przestrzeni, która ma wymiar nieomal mistyczny. Tyle się w niej dzieje, tyle stale się wydarza – prosta droga z kościoła czy cmentarza, nad rzekę, daje tyle wrażeń wizualnych, dźwiękowych, zapachowych, dotykowych, że umysł natychmiast poddaje się czemuś, co przypomina stan hipnozy. Widać to, gdy porównuje się utwór Miłosza z Panem Tadeuszem Mickiewicza[2] – zarówno w dziele dziewiętnastowiecznym, jak i dwudziestowiecznym dostrzegamy ową przemożną chęć odtworzenia wspaniałości zatrzymanej w czasie natury, z całym jej kolorystycznym dostojeństwem, z bogactwem szczegółów ornitologicznych, entomologicznych, dendrologicznych czy geologicznych. W przypadku Miłosza dochodzi jeszcze jakby rodzaj czasoprzestrzennego ukrycia, zatopienia, położenia dolinnego, niższego w stosunku do pagórków nadniemeńskich Mickiewicza. Jak pisze Joanna Zach: czas "Doliny Issy" jest czasem mitycznym, a to, co jest w niej próbą ocalenia metafizycznego porządku świata – na przekór manichejskim skłonnościom autora pochodzi od Mickiewicza (...). Kluczem do tej interpretacji jest idea doliny jako przestrzeni: swoiście wyodrębniona, dolina staje się modelem miejsca, "w którym Natura jest tylko naturą, owad jest owadem, a świat ludzki światem ludzkim", a zatem miejsca, w którym tożsamość rzeczy i osób znajduje swoją niewzruszoną ontologiczną podstawę[3]. Miłosz zdawał sobie sprawę z tego, że owa wzorzystość odtwarzanej przyrody zabija żywioł narracyjny powieści, a nade wszystko przesuwa ją w stronę przypowieści ontologicznej, litewskiej bajdy, "dziwactwa" literackiego, które było rodzajem autoterapii imaginacyjnej, mającej pobudzić umilkłe na moment struny poezji. Ale było w tym też coś głębszego, zgoda na “porażkę” powieściową, by tym wyraźniej ukazać groźny litewski etos, jakby maskującą rolę natury, owo skrywanie mechanizmów nieubłaganego, odwiecznego przemijania. Zauważyła to Lillian Vallee i mądrze powiązała z późniejszym wierszem Miłosza Do Robinsona Jeffersa, który także szukał w naturze ukrytych znaczeń: In his often–cited poem “To Robinson Jeffers” Milosz opposes the gentle pagan vision of the world to that of Jeffers. (…) Better that Nature be humanized than that man be brutalized by identifying her with Necessity, and it is exactly this desire to humanize Nature, to bring her into realm of human understanding and jurisdiction, that allows Milosz to speak of her innocence. If the laws to which Nature is subject are inimical to human essence, they are equally unrelenting and indiffirent to the remainder of living creatures in her domain. In the valley the choruses of birds that greet the spring and constitute a hymn of praise and hope simultaneously camouflage the sounds of pursuit: the agony and death of other creatures[4]. Agonia i śmierć stworzeń, to jeden z podstawowych tematów powieści europejskich dziewiętnastego wieku i powstających w przeciągu dwóch stuleci powieści amerykańskich. Nie bez powodu Miłosz w rozmowie z Renatą Gorczyńską przywołuje Tołstoja i Faulknera:

           

R.G. Pan wspomniał poprzednio, ze "Dolina Issy" jest niby–dziewiętnastowieczną opowieścią, że pan celowo zastosował niemodną stylizację…

C.M. Tak, chyba raczej niemodną. Zapytałem Alberta Camusa, który był wtedy jednym z dyrektorów w wydawnictwie Gallimarda, co mu przypomina sposób narracji. On powiedział: “Rosyjska prozę XIX wieku, powieść Tołstoja o dzieciństwie”. Camusowi bardzo się podobała Dolina Issy, zaraz po przeczytaniu przyjął ją do Gallimarda, który ją wydał, bodaj w 1956 roku. W przekładzie niemieckim książka miała bardzo dużo recenzji, do tego stopnia, że mnie zrobiło się troszkę nieswojo. Pomyślałem sobie: cóż, u licha – to ich ta Natur tak interesuje? W Niemczech doszukiwano się jakichś podobieństw Doliny Issy do powieści Faulknera.[5]

 

Może owo zamknięcie przestrzenne Yoknapatawpha ma coś z izolacji krainy nad Niewiażą, może zatopienie Tołstoja w naturze bliskie jest Miłoszowej próbie wniknięcia w litewską przyrodę i "rozszyfrowania" jej "prawdziwych zamiarów". To tylko dwa wskazania, bo przecież – jak pisze Aleksander Fiut – Dzieło Czesława Miłosza rozbrzmiewa, jak wiadomo, echami wielorakich tradycji, toczy dialogi z pisarzami i myślicielami reprezentującymi przeróżne punkty widzenia i orientacje filozoficzne, a nawet odrębne kręgi kulturowe, wypełnione jest po brzegi chórem i zgiełkiem cudzych głosów. Pojedyncze utwory stanowią swego rodzaju system – rozlicznych oraz prowadzących w wielu kierunkach – cudzosłowowych powtórzeń i nawiązań[6]. To może deprymować, ale też może stać się wyzwaniem dla badacza, który zechce dotrzeć do ukrytych treści i podejmie się wytyczenia kierunków rozwojowych dzieła, jego licznych rozgałęzień i aliansów. Miłosz w Dolinie Issy ukazuje głęboką zależność człowieka od miejsca jego urodzenia i dorastania, a nade wszystko inicjacyjny charakter wchodzenia w czasoprzestrzenną strukturę świata. Jego wizja ma wymiar teologiczny, bo wszędzie czuje się obecność Stwórcy, każdy element rzeczywistości budzi zdumienie i podejrzenie, lokuje się w ciągu ukrytych systemów, ma swoją strukturę energetyczną i kosmogoniczną. Człowiek jest lustrem tego świata, ale zarazem bytem interpretującym, kimś, kto został powołany by podjąć próbę odtworzenia we własnej świadomości kodu istnienia. Warto tutaj ów antropocentryzm powiązać z Ziemią Ulro, w której Miłosz, za Swedenborgiem i Blake'm zawarł wizję świata przenikniętego na wskroś immanentnym złem – jakby ukrytą manichejską prazasadą. Pojawi się ona w Dolinie Issy w opisach niewytłumaczalnego okrucieństwa natury i ludzi, a nade wszystko w rozbudowanej wizji człowieka jako centrum wszechświata – jak pisze Elżbieta Kiślak: Strategia Blake’a, ucznia i polemisty Swedenborga (...) różniła się od taktyki uczonego akademika, bowiem walczyła na innym froncie z Newtonowską wizją świata, zmieniającą człowieka “w rzecz i cyfrę”. (...) Angielski artysta, broniąc wyobraźni przed absolutnymi rządami rozumu, starał się łączyć poezję z religią: “znikają przedziały, sztuka staje sie proroctwem, ale tym też jest religia, dopóki się nie zdegraduje…" (...). Obydwaj, Swedenborg i Blake, wytyczają wąską, trudną ścieżkę prowadzącą z Ulro do zjednoczonego królestwa wyobraźni, religii, nauki, filozofii i sztuki. Zarówno metaestetyka Swedenborga, wykładająca słynną teorię korespondencji, głosząca, że “wszechświat jest człowiekiem”, jak twórczość Blake’a rozwijająca hermetyczną mitologie i kosmogonię, uwikłana w doraźne polityczne spory, próbują przywrócić podważone przez naukę przekonanie o antropocentryczności wszechświata, potwierdzić wyjątkowe miejsce człowieka w całym stworzeniu[7]. Powieść Miłosza – świadomie czy nieświadomie – tworzy ogromną wizję antropocentryczną. Jej najważniejsi bohaterowie: Tomasz, Magdalena i Baltazar stają się rodzajem filarów tej zdumiewającej krainy, to ich postępki i ich wizje są kontrapunktem do stale rozgrywającego się okrucieństwa w naturze i nieustającej agonii stworzeń. Miłosz – pisząc ten utwór – dokumentował zarazem swoje wyobcowanie, ów motyw wykorzenienia, wyrwania z krain dzieciństwa jest jednym z centralnych w tej twórczości. W miejsce doliny Issy z czasem pojawiła się ziemia Ulro, w której istnienie było równie zdumiewające jak pośród przestrzeni litewskich. Tę perspektywę porównawczą znacznie poszerzają uwagi Tadeusza Wojnickiego o ontologii Czesława Miłosza: In his book “Ziemia Ulro” (The Land of Ulro) Czeslaw Milosz analyzes the genesis of his views and puts them within perspective in European thought. “Who was I” and “Who am I now” – are the opening questions of his book. Through long years of reflection upon the decay of Western Civilization, Czeslaw Milosz sought and found the precursors of his own form of “catastrophism”. One of them, the English poet William Blake, whose views were so close to those of Milosz, created the idea for “The Land of Ulro”. I have lived in Ulro long before I learned from Blake its name, but I could not accept it. In other words, in the same way as all the others, I absorbed the set of concepts and ideas of our century, I have even availed myself of them in my writings, and at the same time I saw all of this as a lie presaging a catastrophe. Found in Blake’s later poems, Ulro symbolizes the land of “spiritual sufferings, which a maimed man bears and has to bear”. Ulro is a land of disinheritance (…) where man becomes an exchangeable number. Today’s man is the man of William Blake’s poems; a man who has a “disinherited mind in the ontological sense; man torn apart, and at the same time convinced that since he is nothingness in an hostile universe and that this hurts his human soul, he assigns to himself the highes meaning. Milosz divides the history of European writings after the era of    Enlightenment, after what Brzozowski calls “the romantic turning–point of European culture” into two categories. The first era belongs to the countless architects who designet and built the land of Ulro. The second era belongs to the few “obsessed” who try to bring down the walls of          Ulro – those who swept by the Weltverbesserungswahn, warn of the coming disaster–men like Emmanuel Swedenborg, William Blake, Adam Mickiewicz, Fyodor Dostoyevsky and Oskar Wladyslaw Milosz. Czeslaw Milosz represents the second era, those who carry the warning cry. The works of each of the thinkers system. Each could become the object of unending investigation. Here, we would like to illustrate one aspect of the philosophical system of Czeslaw Milosz, namely, his philosophy of Being. Key importance to Milosz’es ontology lies in his proposals aimed at averting the coming disaster, the coming catastrophe.[8] Tak zbliżająca tragedia i katastrofa zawisa nad Krainą Jezior, ale też stale rozprzestrzenia się w ludziach. Ciąg tajemniczych zdarzeń, takich jak śmierć Magdaleny czy podążające za Pakienasem mgły, jak pojawienie się niemieckich żołnierzy w zielonych mundurach, jak wyrojenie się żmij czy krew chlustająca z dzioba upolowanej sójki, są zwiastunami wielkich nieszczęść. W taki sposób Miłosz zbliża się do nie dającej się osiągnąć syntezy nie poprzez diachronię dziejowych wydarzeń, lecz poprzez przekraczającą granice czasu i przestrzeni synchronię pojedynczych postaci i przedmiotów, które ocala błysk pamięciowej iluminacji[9]. Pamięć dla Miłosza jest przestrzenią, która daje się modyfikować w procesie kreacji i dowolnie kształtować dzięki technikom wyobraźniowym – czytamy o tym w tomie rozmów z Gorczyńską:

 

E.C. Wielu czytelników traktuje "Doline Issy" jako książkę autobiograficzną, identyfikując Tomasza z panem.

 

C.M. Tak, wielu sądzi, że są to wspomnienia z dzieciństwa. Oczywiście, tam jest bardzo dużo elementów, jak powiadają, wziętych z życia. Ale akcja powieści to zupełnie co innego. Ona ma swoja symboliczna strukturę. Postacie i akcja to dwie różne sprawy. Na przykład człowiek, który służył mi za model postaci Baltazara, nazywał się Auskurajtis. Był rzeczywiście leśnikiem. Dowiedziałem się niedawno od mojego brata, co się z nim stało podczas okupacji niemieckiej. On strasznie pił. Potem weszli Rosjanie i Auskurajtis bardzo pomagał partyzantom litewskim. Groziła mu wywózka, więc ożenił się z jakąś Mongołka, bo ten ślub miał go chronić. Potem jego żona umarła, a on coraz więcej pił. Jego chata stała na skraju wielkich lasów, gdzie się ukrywali partyzanci antysowieccy. Na tym go historia żegna. No, Auskurajtis był nacjonalistą litewskim na sto procent.

 

W tej postaci kreacja wyobraźniowa Miłosza jest najpełniejsza, tutaj zbiega się wiele wątków charakterystycznych dla tego pisarstwa. Przede wszystkim jest to próba odpowiedzi na pytanie jak daleko sięga ludzka integralność i w którym miejscu dana osoba ją przekracza. Warto tutaj przywołać zdanie Jana Kotta, które uświadamia wielką rolę mMiłosza w kształtowaniu naszych wyobrażeń, sięgającym nawet ram całego wieku: Czasem budzę się w nocy z wielkim strachem. Jak by wyglądał masz świat, gdyby nie było w nim Czesława Milosza? Nie tylko jako poety, nawet nie tylko jako pisarza, ale kogoś tak rzadkiego wśród nas, kto dawał i daje świadectwo naszemu wiekowi.[10] Historia Baltazara jest opowiastką o przepaściach jakie otwierają się w świadomości istoty nadwrażliwej, obcującej z naturą, z wierzchu malowniczą, a w samym środku skrwawioną jak kozioł ofiarny. Baltazar żyjąc pośród lasów stał się jakby dziedzicem prasłowiańskich, pogańskich bóstw litewskich, diabolicznych i gwałtownych, spokrewnionych ze zjawiskami atmosferycznymi i żywiołami, takich jak Sowi czy Perkunas.[11] Nie wiadomo dlaczego w pewnym momencie pojawiły się u niego rozważania typu ontologicznego, co dla prostego chłopa stało się przekleństwem. Kwestionowanie naturalnego porządku rzeczy może mieć miejsce tylko z zachowaniem reguł dyskursu, tymczasem ów bohater zaczął jakby kwestionować konstrukcję Stworzenia. Nie rozumiał przy tym, że wnosząc pretensję do Boga, czy do stworzonego przez Niego świata, otwierał się na ataki diabła, jakkolwiek byśmy go nie określali i nie personifikowali. Miłosz ukazuje zatem tę postać jakby w autentycznym ludzkim uwikłaniu, pomiędzy niebem a piekłem, ale też ubiera to w komiczny kostium litewskiej baśniowości – jak zauważa Łukasz Tischner: O ile na ogół demonologia Miłosza ma w "Dolinie Issy" charakter ludowo–baśniowy i narrator najczęściej akcentuje swój żartobliwie-pobłażliwy stosunek do diabłów, o tyle opisując wewnętrzne męki Baltazara, narrator usuwa się w cień, nadając diabelskim sprawkom, w które wplątany jest Baltazar, znamiona prawdopodobieństwa. Zanim rozpocznie opowieść o nim, daje jednak sygnały, które mają uśpić czujność czy może uspokoić zdezorientowanego czytelnika. Narrator powiada: "Co do diabłów, to do dręczenia wybrały przede wszystkim Baltazara", co przypomina jedno ze zdań rozpoczynających powieść: "Osobliwością doliny Issy jest większa niż gdzie indziej ilość diabłów", stanowiących komiczną kontaminację kronikarskiej rzeczowości z poetyką baśniowo–fantastyczną[12]. Rzeczywiście połączenie jest nieco błazeńskie, oto mamy do czynienia z prostym chłopem, żyjącym w lesie jak odludek, w którego umyśle pojawiają się refleksje jakby rodem z dzieł filozoficznych Spinozy czy z wierszy i ilustracji Blake'a – to tak jakby Miłosz chciał pokazać wspólny pra-pień każdej myśli, wykraczającej poza możliwości umysłu, każdego podważenia obowiązujących zasad. Baltazar jest burzycielem ładu i sam nie rozumie tego, co się z nim dzieje. Korzysta z "uciech" ludzkiego bytowania, lubi lenić się z baryłką piwa, nie stroni od szpetnej żony w ciemnościach, zachodzi do karczmy i upija się do nieprzytomności, ale nie potrafi sobie poradzić z własnymi myślami, które daleko wykraczają poza ramy chłopskiego bytowania. Być może Baltazar jest ofiarą zderzenia jego świata ze światem dziadka Surkonta, którego lubi i do którego raz po raz zachodzi – może za wiele widział i za wiele spraw musiał analizować swoim – dziwaczejącym z każdym dniem – umysłem. Jeśli tak, byłby rodzajem ateisty totalnego, który nie wytrzymuje, z jednej strony skutków zderzenia ze światem, a ze strony drugiej – ze swoimi, coraz szerszymi, wizjami okrucieństwa natury. Czy w jakiś sposób objawia się tutaj ateistyczny pogląd samego Miłosza? Być może tak było w chwili pisania Doliny Issy, ale późniejsze deklaracje pisarza i jego ostateczne zwrócenie się w stronę katolicyzmu typu rzymskiego, zdają się temu przeczyć. Objaśnia to poniekąd Leszek Kołakowski, gdy mówi, że Miłosz myśli, że prawdziwych, czyli całkiem konsekwentnych ateistów jest niewielu, bo ci, co się do ateizmu przyznają, wierzą na ogół w różne rzeczy, w które wierzyć nie powinni: w jakąś dobroczynność ewolucji, w jakieś prawa postępu, w jakieś reguły moralne. Miłosz nie jest ateistą, ale dotkliwie doświadcza tego rozdarcia duchowego, w jakim cywilizacja nasza żyje, tego zderzenia między tradycją a światem nauki i techniki; zderzenie jest banalne i wszystkim znane, ale nie przestaje być dokuczliwe[13]. Efektem zderzenia cywilizacji i natury mogą być jednostki takie, jak Baltazar, wyobcowane, chodzące własnymi ścieżkami, szukające jakichś złudnych miraży i stale gotowe buntować się przeciwko ludzkiej wyjątkowości. W takim rozumieniu Baltazar ma coś z romantycznego Prometeusza, istoty pragnącej dźwignąć ludzkość na wyższy poziom rozumienia i przeżywania – zapewne ciekawa byłaby tutaj analogia tego bohatera i jego poglądów z biografiami takich myślicieli jak Nietzsche, takich pisarzy jak Hemingway czy Witkacy, a wreszcie artystów jak Van Gogh. Tacy ludzie sięgają bardzo wysoko, ale też ich upadek jest widowiskowy, kończą jako samobójcy, pensjonariusze domów wariatów, osoby wyrzucone poza margines egzystencji. Jan Błoński widzi w tym rodzaj niebezpiecznej samoświadomości, która prędzej czy później doprowadzi człowieka nad skraj urwiska: Jest w "Dolinie Issy" historia Baltazara, chłopa, którego ogarnął obłęd niewystarczalności: "sekretna choroba, drążąca tak wielu z nas, urodzonych nad brzegami Issy". Jaka mianowicie? Bunt, że "ziemia jest ziemia, niebo jest niebo i nic więcej. Przeciwko granicom, jakie zakreśliła nam natura. Przeciwko konieczności, przez którą ja jest zawsze ja". A więc przeciwko temu, że natura nie nosi w sobie żadnego znaczenia i że jedyne, co ofiaruje człowiekowi, to śmierć[14]. To jakby cecha narodowa Litwinów, którzy w kontakcie z przyrodą i jej gwałtownością, zaczynają filozofować, zaczynają roztrząsać każde zdarzenie i szukają ciągu znaczeń, jakiejś pra-zasady. Baltazar rozmyślał, albo słyszał w sobie głosy – czasem bardzo konkretne, jak wtedy, gdy dyskutował z diabłem–Niemczykiem, ale jego tragedia rozgrywała się w momentach utraty kontroli nad sobą. To są chwile, które najbardziej interesują Miłosza, to są te sekundy i minuty, gdy pojawia w człowieku drapieżność zwierzęcia i niewytłumaczalna chęć zabijania. Balatazar z niewyjaśnionych powodów zabija rosyjskiego żołnierza i grzebie go w ziemi. Potem przychodzi w to miejsce i próbuje zrozumieć dlaczego dokonał takiego czynu, ale nie posiada odpowiednich narzędzi interpretacyjnych, nie umie połączyć w jednię pradziejowego atawizmu z myślą o niewystarczalności ludzkiej powłoki i jaźni. Wraca na miejsce zbrodni niczym wilk szukający śladów swojej ofiary i mający w pamięci wspaniałości krwawej uczty – w jakiś podświadomy sposób wyczuwa uzależnienie od tego miejsca i od swego czynu. Chce go zrozumieć i w jakiś niepojęty sposób tylko w miejscu zbrodni czuje się wyzwolony. Nie dostrzega jednak, że powiększa się w nim rozdarcie wewnętrzne, a przepaść w jego świadomości gotowa jest już go pochłonąć. Staje się ślepą siłą natury, która dotąd maskowała swoją krwiożerczość, mamiła obrazami zielonych gajów i błękitnych jezior, barwnych ptaków i przemykających saren – narzucała sielskość przestrzeni, które teraz dla Baltazara stały się ciągiem miejsc kaźni. Wiele w tym z późniejszych wypowiedzi Miłosza,   wiele z jego wierszy i esejów. Tadeusz Wojnicki dostrzegł w tym jakąś ukrytą głęboko zasadę tego pisarstwa: Calls to return to nature appeared very early during the Enlightenment. Milosz seems to be pervaded with this desire to return to the “sources”, to nature. Although continuing this trend, Milosz does it in a specific manner. This return to nature seems to provide the necessary contact with time, an answer to his first question relating to the essence of Being. It is quite characteristic that Milosz’es fascination with the beauty of nature is accompanied by distaste for it. Milosz sees nature’s laws as threatening; the harmony of her elements undefineable in one all–illuminating sentence. Consequeently, although nature is a source of ecstatic loving obsession for Milosz, it is at the same time, repugnant[15]. Tak to wygląda w świadomości Baltazara – natura jest piękna i wstrętna zarazem, jest źródłem ekstazy i nieustającego cierpienia. Konstrukcję psychiczną człowieka łatwo można naruszyć – mogą to uczynić przeżycia inicjacyjne, pierwsze gorące doznania miłosne i zawody, kontakty z ludźmi i ich okrucieństwem, ale też uświadomienie sobie jaki ogrom zbrodni rozgrywa się w naturze. W przypadku tej postaci dochodzi tutaj jeszcze owo filozoficzne, czy ściślej ontologiczne, poczucie wyobcowania we własnym ciele i we własnej świadomości. Opowieść o Baltazarze – noszącym pewne znamiona postaci biblijnej – nie znalazła się w powieści bez powodu, bo pisarz prowadzi tutaj dyskurs z czytelnikiem na temat istoty zła. Pokazuje jak rodzi się ono samoistnie w nadwrażliwym umyśle i jak rozprzestrzenia się w myślach i czynach. Jak to się dzieje, że w świecie ludzkim stale rodzą się mordercy, stale pojawiają się sytuacje, gdy ktoś – zdawać by się mogło normalny – popełnia czyn, którego nie sposób wytłumaczyć. Miłosz wprowadza tutaj charakterystyczny dla jego utworu sztafaż baśniowości czy mitopoezy, ale problem jest znacznie szerszy, powiedzieć można odwieczny. To są podobne rozważania jak w wielu powieściach Isaaca Bashevisa Singera (może warto byłoby porównać postacie Baltazara, Jaszy Mazura i Kalmana Jakobi), jak w powieści Władca Much czy Widzialna ciemność Williama Goldinga. To są zamyślenia nad samą istotą zła. O tę „obsesję” zapytała swego czasu pisarza Renata Gorczyńska:

            

R.G. Tomasz w pewnym momencie zastanawia się zresztą nad naturą zła I zadaje sobie pytanie: “Może każde zło nosi w sobie ukrytą bezbronność”. Czy Dominik jest alter ego Tomasza, czy on jest inicjatorem zła?

 

C.M. To, wydaje mi się, jest podejście zanadto psychologiczne. Ja nie traktuje Doliny Issy jako powieści, gdzie postaci maja być psychologicznie uzasadnione, tylko dla mnie jest to fairy tale, baśń. Oczywiście, jest tam problematyka zła, odkrycie świata morderstw, natury, polowań. Przy okazji: czytała pani powieść Weyssenhoffa Soból I panna?

 

R.G. Czy ona ma jakiś związek z Dolina Issy?

 

C.M. W pewnym sensie tak. Nigdy nie byłem wielkim zwolennikiem Weyssenhoffa, ale, naturalnie, czytałem Sobola i pannę. Jest to powieść, która wzbudziła powszechny zachwyt w Polsce i do dzisiaj ma swoich entuzjastów wśród starego pokolenia. Dla mnie to pewnego rodzaju zagadka literacka: czy moje wrażenie, że to bardzo zła książka, jest poprawne czy mylne? Może tak być, ze cala warstwa bzdury, która tam jest, zniknie, rozpłynie się, nie będzie w ogóle działać, a zostanie pewnego rodzaju materia językowa, chwilami interesująca w opisach przyrody. Licho wie, może taka książka jak Dolina Issy za parę dziesiątków lat tak samo stanie się nieczytelną elukubracją. A może nastąpi zupełnie coś innego, może Dolina Issy będzie jakimś trwałym dziełem w literaturze polskiej, a Soból I panna Weyssenhoffa – nie.

 

(...)

 

R.G. Wróćmy do problematyki zła w pana powieści.

 

C.M. Bodaj że Louis Iribarne, tłumacz Doliny Issy, nazwał ją zamaskowanym traktatem teologicznym. Bo to jest odkrywanie zła w naturze…

 

R.G. … I w naturze ludzkiej.    

 

C.M. Tak, przejście z dzieciństwa i odkrywanie świata dorosłych, który jest światem natury. Tam erotyzm odgrywa bardzo dużą rolę. Właściwie erotyzm jest wkroczeniem najbardziej bezlitosnego elementu. To przecież był zawsze najbardziej drastyczny punkt dla manichejczyków: prokreacja jako kontynuowanie złego świata. Stąd na przykład stosunek Tomasza do dorosłych jest bardzo interesujący. On jednocześnie odkrywa okrucieństwo polowania i okrucieństwo życia dorosłych. W Dolinie Issy jest silnie zaakcentowany dramat życia, dramat okrucieństwa. To świat niewinności i świat doświadczenia, jak w wierszach Blake’a. Ta książka nie włącza się w linie mojej prozy, bo nie ma ani poprzedników, ani dalszego ciągu. Dolina Issy może być interpretowana jako rzecz na marginesie mojej poezji, związana z nią intymnie. Na pewno ma związek z takimi utworami jak Świat. Niektóre stronice są troszkę rozwinięciem tego samego tematu, to znaczy świata, jaki mógłby być, jaki powinien być.[16]

 

Miłosz-mal. Ella HyciekDwa tropy są tutaj istotne – głębinne powinowactwo z myśliwska powieścią Weysenhoffa[17] z 1911 roku i manichejskie przekonanie o obecności zła w świecie, w kontekście odczytań Doliny Issy jako "zamaskowanego traktatu teologicznego". Miłosz uczciwie przyznaje, że takie zderzenie dyskusyjnej narracji Sobola i panny z głębią ludzkich dociekań na temat zła leżało u podłoża jego kreacji powieściowej. Może dlatego ów szalony bohater jest ledwie naszkicowany w powieści i brakuje wielu informacji na jego temat, a opisy wyglądu czy wcześniejszych czynów ograniczają się do zdawkowych określeń. Jest tajemnicą dla czytelnika o wiele większa od Tomasza, ale nawet od pomniejszych bohaterów Jak Romuald Bukowski czy Magdalena, jak ksiądz Monkiewicz czy członkowie klanu rodzinnego. Wkracza na karty powieści i staje się kontrapunktem dla malowniczych opisów natury, staje się wyrzutem na sumieniu autora, który – jak zostało to wcześniej wskazane – skonstruował tę postać z wyobraźniowych abstraktów i szczątków rzeczywistej biografii. Nieco mylące są analizy, w których nacisk kładzie się na obecność diabła przy boku leśnika – Lillian Vallee pisze: In the world is in power of the devil, then man and Nature are defenseless executors of his laws. In The Valley of Issa this kind of Manichean doom, the inability to overcome the evil inherent in existence, to avoid being the instrument of Necessity, is represented by the most compelling figure in the novel, Balthazar, a forester who shoots and kills a man whom he encounters on his preserve. He cannot grasp the reason for the murder any more than he can understand the workings of the alien force which has him in thrall. His actions are external to his sense of himself (“deep inside he was pure joy”) and opposed to it, and he engages in self–destructive rage against the immutable necessity which has dictated these conditions. But he can change nothing, cannot rid himself of the conviction that he is damned, and his struggle ends in death and complete surrender. The words he utters on his deathbed are horrifying in their finality: “He’s here.[18] Z drugiej strony trudno się z taką diagnozą nie zgodzić, tym bardziej, że autor powieści wprowadza wyrazisty dialog bohatera z komicznym czartem. Ale właśnie ów komizm jest tutaj nieco podejrzany, bo wskazuje na dystans twórcy do tego rodzaju opowieści. Istotniejsze jest zapewne owo wskazanie przez badaczkę manichejskiego rodowodu zła Miłosza i poszerzenie rozważań o kontekst ogólnokulturowy. Z kolei Renata Gorczyńska w komentarzu do powieści Miłosza wskazuje, iż wątek Baltazara toczy się niemal równolegle z wątkiem Tomasza. Ich losy nie są ze sobą związane. Baltazar, podobnie jak bohater „Lochów Watykanu” André Gide’a lub „Obcego” Alberta Camusa, popełnia bezsensowną zbrodnię. Zabija rosyjskiego żołnierza, wracającego lasami z niemieckiej niewoli. I choć zbrodnia nie zostaje wykryta, Baltazar jest skazany na męki sumienia. Jego los zostaje zapowiedziany już w początkowej partii książki: “Żadna udałość ani żadna zapobiegliwość nie chronią od choroby duszy – i Tomasz, ile razy o nim pomyślał, niepokoił się o swoje własne przeznaczenie, o wszystko, co jeszcze było przed nim”. Dochodzi tu do głosu fatalizm, silnie zaznaczony w całej powieści: (...) Interesujące, że tej lekcji udziela Baltazarowi diabeł. Innymi słowy, choć losami ludzkimi kieruje Konieczność, człowiek ma pewną szansę. Ruch w gore, po nitce, kieruje go od podłości do wzniosłości. Pod warunkiem, ze tę nić odnajdzie[19]. Człowiek potrzebuje jednakże wsparcia „z góry”, musi zanurzyć się w wierze i chcieć zbliżyć się do Boga, a tymczasem Baltazar – wątpiąc i filozofując – odszedł daleko od sacrum i znalazł się w przestrzeni herezji. Może dlatego złe moce jego uczyniły obiektem swoich działań: Co do diabłów, to do dręczenia wybrały przede wszystkim Baltazara. Trudno byłoby tego się domyślić, bo wyglądał na człowieka stworzonego do radości. Cera cygana, białe zęby, ze dwa metry wzrostu, okrągła twarz, na niej zarost – puch na śliwce.[20] Miłosz wskazuje jak pozory mogą mylić, jak często człowiek wyglądający na stabilnego umysłowo, nosi w sobie prawdziwy dramat nieustających rozważań i wyborów, jak kłębią się w nim atawistyczne siły. To jest walka, przypominająca chwalebne opisy zmagań świętych, bo przecież Baltazar lawiruje na granicy potępienia i świętości. Gdyby jego losy potoczyły się inaczej, może zostałby kimś znaczącym dla Kościoła i ludzi. niestety, niewidoczne siły wyprawiają z nim harce i powoli spychają go w kierunku szaleństwa, ciągłych wątpliwości i zaprzeczeń, ucieczek i prób osiągnięcia stabilności myślowej: Według niektórych diabeł jest niczym więcej niż rodzajem halucynacji, tworem wewnętrznych cierpień. Jeżeli tak wolą, tym bardziej świat musi wydawać się im trudny do pojęcia, bo żadnej innej żywej istocie poza człowiekiem nie zdarzają się takie halucynacje. Powiedzmy, że malutkie stworzonko, które niekiedy spacerowało, podskakując, koło linii rozlanego trunku, rozprowadzanych palcem Baltazara po stole, zawdzięczało swój byt pijaństwu. Nic z tego jednak nie wynika. Bywały dnie, kiedy Baltazarowi wracała radość, pogwizdywał sobie za pługiem – i nagle wewnątrz drgnięcie, które zapowiadało zbliżanie się grozy. Zaledwie kilka kroków poza krąg jemu wyznaczony, a już obca siła zapędzała go z powrotem. Właśnie: obca. Bo swoje cierpienie odczuwał wcale nie jako część samego siebie, sam na pewno, tam w głębi, ciągle pozostawał czystą radością, co go napadało, osaczało go z zewnątrz. Groza dlatego, że takiej subtelności i przenikliwości rozumowań, jakie rozwijał w stanach rozpaczy, nie czerpał przecie z tego, co sam mógł, porażała go nadludzka jasność widzenia. Własna śmieszność – ta też wchodziła w skład tych rozrachunków, na niej grał prześladowca.[21] Ten opis zmagań Baltazara jest niezwykle dynamiczny i zdumiewa rozległością ujęcia i wiedza o ludzkich mrokach. Egzystencja bohatera rozgrywa się między elementami natury, konkretnymi miejscami na mapie, a fatalnymi i chwalebnymi wydarzeniami, które kształtują osobowość opętanego.[22] Zło w powieści Miłosza ma wymiar pogański i teologiczny, bliskie jest herezji manichejskiej i tkwi immanentnie w człowieku, stanowi element jego świadomości, współokreśla psychikę. Według Kościoła jest pustką, brakiem dobra i takie przejmujące odczucie krzewi się w Blatazarze: Zamazane i płaskie, przedmioty zygzakowały przed nim, urągając swoją obcością. I unosił się w środku pustki, gorzej, bo nie miała ona środka, a ziemia stopom nie dostarczała oparcia, umykała sprzed nich, bezsensowna. Szedł i iskry owadów pryskały na obie strony (...).[23] Zło nie jest jednorodne, ma swoje przestrzenie, skale oddziaływania, pojawia się nagle i znika równie szybko, potrafi pozostawać w losach ludzkich od początku do końca. Bardzo szybko człowiek staje z nim oko w oko – już w czasie dzieciństwa może zadawać ból i czasem znajduje w takim zadawaniu przyjemność. Zabijanie zwierząt (por. opowieść o zabiciu wodnego węża), wyrządzanie krzywdy rówieśnikom, a nawet próba narzucania swojej woli osobom dorosłym – wszystko to staje się wstępem do przyszłych zachowań i wyborów. Choć przecież, jeszcze wtedy zło jest potencjalne, starczy przecież jedno zdarzenie, jedno spotkanie, przypadek, akcydens, a już losy biegną w inną stronę. Inna sprawa, że to co wydawać się może prostowaniem drogi, co bywa manifestacyjnym wyborem dobra, może otwierać przed człowiekiem inne zakresy zła. Najgorsze jest zło dla samego zła, świadome odrzucenie dobra i wychodzenie naprzeciw zabójczym popędom, najgroźniejszym sytuacjom, najokrutniejszym wyborom. Taka jednostka – najczęściej owładnięta manią jakiegoś zdarzenia, jakąś ideą, jakimś przekonaniem – mnoży ból w ludziach i przyrodzie w postępie geometrycznym. A przecież – jak podpowiada Czarnecka - Miłosz czyni ból w naturze jednym z najbardziej dramatycznych elementów swojej powieści.[24] Cierpienie jest wszechobecne, pojawia się podczas polowania drapieżnika i podczas uprawy ziemi, jest w trzasku łamiącej się gałęzi i w wystrzale karabinu. Ludzie wprowadzają do swojego życia rodzaj eutanazji, oddalają ból od siebie, nie chcą pamiętać o tym, że kiedyś odejdą z tego świata i że cierpienie stale jest potencjalne, wciąż wisi nad nimi jak Damoklesowy miecz. Ci, którzy zaczynają się buntować, znajdują chwile wytchnienia, ale potem cierpią jeszcze bardziej, męczą się we własnym ciele i zaczynają mieć halucynacje.


Tak też stało się w przypadku Baltazara, który zaczął widzieć realnego przeciwnika, mutującego w jego wyobraźni od sylwetki rycerza do symbolicznej żmii: Postać z drewnianym mieczem czołgała się ku niemu ruchem żmii. Zataczała mieczem młyńce słomianego koloru. Baltazar widział jej błyszczące oczy pionowo ustawione, ciało rozpłaszczające się chytrze. Skoczył i wyrwał gruby koł z płotu, dyszał, i przed nim w trawie nikogo nie było. Nitki babiego lata bujały w powietrzu, lekko wygięte linie blasku.[25] Szaleństwo Baltazara zostało tak ukazane przez Miłosza, że czytelnik rozumie, iż są to zdarzenia prawdopodobne i wielokrotnie zdarzające się w zamkniętych społecznościach całego świata. Litwa nie jest tutaj wyjątkiem, a raczej jest miejscem, gdzie tego typu osobowości znajdowały w naturze element pogańskiego zaczepienia, gdzie miały możliwość hermetycznego odosobnienia i ciągłego kontaktu z wielkościami kosmicznymi. Księżyc i słońce są przecież w interiorze litewskim wyrazistsze niż w wielkich miastach, a nocne niebo staje się prawdziwym fajerwerkiem gwiazd. Taka rzeczywistość kusi, przyciąga ku sobie i każe analizować wszystko w kategoriach kosmogonicznych i eschatologicznych. Każe pytać kim jest człowiek i jakie jest jego miejsce we wszechświecie, po co się urodził i jaka rolę ma pełnić w krwawych rytuałach natury. czasem nie wytrzymuje napięcia i zaczyna postępować jak dzikie zwierzę – zabija człowieka bez powodu i potem dręczy sam siebie myślami o tym, co się stało. Miłosz wskazuje, że pomiędzy jaźnią drapieżnika i człowieka jest tylko niewielka granica, tylko delikatna błona samoświadomości i moralności. Jeśli pojawi się w umyśle przekonanie o mistycznej więzi z naturą, jeśli człowiek zacznie kwestionować realność stworzenia, pojawią się natychmiast przy nim demony i poprowadzą go nad skraj przepaści. Pamiętajmy, że Miłosz opisuje krainy krwawo naznaczone przez historię, gdzie mogiły i krzyże znaczyły zawsze więcej niż na zwykłych cmentarzach i gdzie symbolika walki stawała się rodzajem wykładni egzystencjalnej, a człowiek tylko wtedy miał określoną wartość, gdy mógł pokazać liczne blizny i snuć opowieść o bohaterskich chwilach. Ale pisarz pokazuje też jakby drugą stronę bagnistej doliny – stale szuka odpowiedzi na podstawowe pytania jego życia i wielu ludzkich istnień. Pyta, jaki jest sens wszystkiego, jakie są drogi normalności i szaleństwa, jaka jest różnica pomiędzy umysłem Baltazara myślącego o Bogu i naturze, a filozofa rozstrzygającego podstawowe kwestie tworzonego systemu. Te pytania nie straciły na aktualności u początku nowego stulecia – czuje się to szczególnie, gdy staje się dzisiaj nad brzegiem Niewiaży i patrzy się na jej tak samo mroczne nurty. Pojawiają się w niej czarne powidoki Baltazara i Magdaleny, Tomasza i innych członków rodu, a z mgieł wyłaniają się jakieś dziwaczne twory, ni to ludzie, ni to zwierzęta. Tutaj czuje się, że czas podążył do przodu i niczego nie zmienił, bo przecież jest to kraina, w której stale ma miejsce konflikt dobra i zła, świadomości nadwrażliwej i szaleństwa, świętości i potępienia.      

 



[1] Cz. Miłosz, Wypowiedź [w:] A. Fiut, Autoportret przekorny, Kraków 2003, s. 35.

[2] O nawiązaniach i korespondencjach Miłosza z Panem Tadeuszem por. A. Fiut, “Pan Tadeusz” na nowo odczytany [w:] W stronę Miłosza, Kraków 2003, s.67-80.

[3] J. Zach, Miłosz i poetyka wyznania, Kraków 2002.

[4] L. Vallee, The Valley of Issa: An Interpretation, “World Literature Today” 1978, vol., nr 3, s 405.

[5] R. Gorczyńska, Podróżny świata, Kraków 2002, s. 126–127.

[6] A. Fiut, W stronę Miłosza, s. 5.

[7] E. Kiślak, Walka Jakuba z Aniołem. Czesław Miłosz wobec romantyczności, Warszawa 2000, s. 254.

[8] T. Wojnicki, Ontology of Czeslaw Milosz, "Migrant Echo”, San Francisco, May–August 1980, vol. IX, number 2. Philosophy and Poetry of Czeslaw Milosz, s. 77–78.

[9] A. Fiut, W stronę Miłosza, s. 191. Por też rozważania S. Barańczaka: Wydarzenia i rzeczy składające się na świat, są więc “konieczne” i celowe – choć sceptycyzm poznawczy Miłosza wskazuje jednocześnie, że nie jesteśmy w stanie zgłębić do końca istoty tej konieczności i celowości, esencja rzeczy może nam się objawić tylko w chwilowej iluminacji (por. wiersze “Esse” I “Sroczość”). Stąd już krok tylko do religii. Lecz nie do deizmu bynajmniej, w którym świat objawiałby się jako mechanizm, nakręcony precyzyjnie przez Wielkiego Zegarmistrza. W takiej koncepcji świata nie byłoby miejsca na cierpienie, na nadzieje, na wybór, na odpowiedzialność. Tenże, Kim jest dla nas Milosz, "Migrant Echo" 1980, op. cit., s. 100.

[10] J. Kott, Jego wiek, “Zeszyty Literackie” 2001, nr 75, s. 14.

[11] Por. A. Brückner, Starożytna Litwa. Ludy i bogi. Szkice historyczne i mitologiczne, Olsztyn 1984, s. 72–73.

[12] Ł. Tischner, Sekrety manichejskich trucizn. Miłosz wobec zła, Kraków 2001, s. 96.

[13] L. Kołakowski, Dziewięćdziesiąt lat w poszukiwaniu ojczyzny, “Zeszyty Literackie” 2001, nr 75, s. 17.

[14] J. Błoński, Miłosz jak świat, Kraków 1998, s. 176.

[15] T. Wojnicki, op. cit., s. 78.

[16] R. Gorczyńska, op. cit. s. 128–131.

[17] Por. szczególnie rozdziały pt. Chłopskie polowanie i Na wielkich wodach [w:] J. Weyssenhoff, Soból i panna, Warszawa 2007, s. 113-139.

[18] L. Vallee, op. cit., s. 404.

[19] E. Czarnecka (R. Gorczyńska), “Dolina Issy” – baśn o nieśmiertelności [w:] Podrożny świata, Rozmowy z Czesławem Miłoszem. Komentarze, New York 1983, s. 286.

[20] Cz. Miłosz, Dolina Issy, Kraków 2000, s. 38.

[21] Ibidem, s. 154.

[22] Zauważa to też W. Karpiński: Rozmach pisarski Czesława Miłosza zdumiewa szerokością oddechu, ale też trwaniem w czasie. W. Karpiński, Spotkania, “Zeszyty Literackie” 2001, nr 75, s. 43.

[23] Dolina Issy, s. 247-248.

[24] E. Czarnecka, op. cit., s. 293.

[25] Dolina Issy, s. 249-250.

 

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież


Pisarze.pl
E-tygodnik literacko-artystyczny
Numer 21/12 (92)
ISSN: 2084-6983



Dziś René Magritte

 Zdradliwość Obrazów, Zagubiony Dżokej oraz Terapeuta to najbardziej znane obrazy René Magritte’a.

więcej>>

Coraz więcej listów do Państwa, coraz więcej wierszy, mało prozy, widać, że nie cieszy się ona specjalnymi względami, albo może prozaicy są bardziej skryci, bardziej tajemniczy.




Strona oparta na Joomli