Stanisław Rogala
Czas, natura i pielgrzymowanie – słowo o poezji
Waldemara Michalskiego
Twórczość poetycka Waldemara Michalskiego stanowi osobne zjawisko w polskiej literaturze w zakresie rozumienia miejsca człowieka w świecie, sposobów jego bytowania i podległości prawom etycznym, korzystania z bogatej tradycji kultury artystycznej (antycznych, renesansowych, romantycznych i współczesnych dokonań wybranych poetów), przebiegu i sensu historii, losu własnego i ojczyzny, łączenia narodów (ukraińskiego i polskiego), a także odwołań do najwyższego Dobra – Boga. Osobny jest również sposób przekazania czytelnikowi tych trudnych treści. Moja wypowiedź będzie się starała, choćby w części zrozumieć i przedstawić te problemy[1].
Słusznie zauważył Bogusław Wróblewski, że „Z tradycją II Awangardy wiąże Michalskiego technika metaforyzowania i bliska katastrofizmowi tonacja niektórych wierszy, wynikająca z podobnego pojmowania relacji poeta – świat. Podobne jest także pojmowanie czasu i przestrzeni, która jak u Czechowicza czy Miłosza, bywa przestrzenią nabrzmiałą, dynamiczną wewnętrznie. Na tle tych związków z tradycją brzmi jednak u Michalskiego ton swoisty, który określić można jako grę łagodnych emocji. Jest to poezja stale przekraczająca swe własne horyzonty, nie atakuje drapieżnie czytelnika, lecz ujmuje mądrą zadumą” („Kalendarz Lubelski” 1981, s.123).
Pielgrzym
Podmiot liryczny wypowiedzi poetyckiej Waldemara Michalskiego jest stosunkowo łatwy do określenia. Jest nim poeta-wędrowiec, pielgrzym (którego często znakiem rozpoznawczym jest kostur). Zwykle wypowiada się w liczbie mnogiej, utożsamiając się z drugim człowiekiem, z ludźmi, a szczególnie z artystami. Zdarza się jednak, że wyznaje tylko w swoim imieniu (w modlitwach, prośbach kierowanych do Boga i utworach autobiograficznych). Pojęcie pielgrzyma w poezji Michalskiego najszerzej i najdokładniej definiuje Urszula Gierszon. Pisze ona: „Poszukiwanie ostatecznej prawdy, […] to wędrówka człowieka, który doświadcza bólu i cierpienia, ale nie traci wiary, to również droga pielgrzyma, jego myśli, odczucia, a także wyprawa w głąb siebie, do źródła swojej wrażliwości oraz wczucie się ze zrozumieniem w drugiego człowieka”[2]. Podobnie wypowiada się Andrij Mokłycia: „Liryczny bohater to wędrowiec, dla którego sens życia stanowi ruch, droga”[3]. Podróżowanie-pielgrzymowanie jest więc jego podstawową cechą. W Tryptyku z pielgrzymki do Asyżu mówi: „Ja pielgrzym w zielonej limuzynie // [..] Droga się wije wśród //wysokich skał […] Drogi jak ścieżki się wiją”. W wierszu W drodze na Wołyń pielgrzymowaniu podmiot przypisuje najwyższą wartość: „podróżować to trochę jakby mniej umierać”. Nieodłącznymi atrybutami pielgrzymowania są sandały, buty, ścieżki, piasek drogi, pozostawiane ślady, ale także łódź, więc pojęcia kojarzące się z Biblią. Ich obrazy są mocno rozbudowane i wielokrotnie przywoływane. Szczególnie często powraca droga. Wiesława Wantuch w symbolice drogi upatruje zasadniczy motyw poezji Michalskiego[4]. Droga – „Droga przed nami daleka” czy „droga przed nami otwarta”. „Drogi nam różne pisane”, jej przebycie, nawet „każda próba jest częścią zwycięstwa” (Ucieczka, która nie była ucieczką). Mokłycia dopowiada: „bo być w ruchu to zgodnie w jego [Michalskiego, S.R] filozofią znaczy żyć. Ważne przy tym nie tylko to, żeby iść, ale żeby obrać właściwą drogę. Tylko wtedy człowiek może znaleźć siebie i swoje miejsce w życiu. Dlatego słowa „droga” autor używa w prostym znaczeniu („wołyńskie drogi”) jak i symbolicznym – droga do Boga, do siebie, do praźródeł”[5]. To na nią jest skazany człowiek w „ziemskim” życiu. Stanowi jego sens i jest odpowiednikiem życia („Ukołysałeś swoją ziemię // w samo południe drogi” – Znowu to pytanie). Nieustanne podróżowanie-pielgrzymowanie nie jest wyrazem zagubienia. Służy poznawaniu ludzi (od postaci biblijnych do żony, dzieci, przyjaciół), odległych i bliskich miejsc (od Sprewy, przez Rzym, Świteź, po Wołyń, Nałęczów, Kazimierz nad Wisłą), wreszcie poznawaniu kultur i dzieł sztuki (od Rembrandta, przez Słowackiego, Mickiewicza, Norwida do Bruno Schultza, K.K. Baczyńskiego, Jana Lechonia, Halinę Poświatowską, Zbigniewa Herberta, Władysława Hasiora, Zbigniewa Pronaszko czy Mirosława Dereckiego). Dlatego „wędrowanie jest piękne”. Pielgrzym-podmiot przebywa drogę najczęściej piechotą (jak Chrystus), ale także współczesnymi środkami, np. konnym wozem (jak czynił to ojciec poety), samochodem czy samolotem.
Atrybuty wędrowca są znakiem wierności samotnemu i nieustannemu wędrowaniu. Wędrowanie to także ślady stóp na piasku, jakie zostawiał Chrystus nad brzegiem jeziora, które człowiek może tylko „przymierzać” do swoich stóp („i oto ślad na piasku spotykam bosy // przymierzam go do swojej stopy” – Pochyleni nad kołyską), czyli próby naśladowania Syna Bożego.
Celem odwiecznego pielgrzymowania człowieka jest nie tylko poznanie świata, lecz przede wszystkim „odnalezienie siebie”. Podmiot wyznaje:
Szukamy się daleko. Tysiące kilometrów
włóczymy swoje garby goryczy. Szukamy
sprawcy szukamy winy. I oto znajdujemy
siebie…
(Tryptyk z pielgrzymki do Asyżu)
Przebywanie drogi, poszukiwanie wzbogaca człowieka. „Pielgrzym jak mysta rozumie, wybacza, idzie dalej bogatszy o zdobytą wiedzę, doświadczenia, napełniony nadzieją i wdzięcznością oraz ufnością w stosunku do praw ludzkich i natury”[6].
W poezji W. Michalskiego podmiot-pielgrzym ma koneksje przede wszystkim chrześcijańskie, ale również romantyczne. Przywołuje je bezpośrednie albo aluzyjnie, sięgając do znanych polskiemu czytelnikowi motywów literackich. Podajmy przykład:
Spoglądamy z wysokiego brzegu
nikt nie woła z dalekiej północy
nie słychać rżenia koni
(Krzyż na Przełęczy Legionów)
Nawiązania do znanego sonetu A. Mickiewicza Stepy Akermańskie czy wiersza K.K. Baczyńskiego Historia są tu oczywiste i nie wymagają komentarza, a wzmacnia je podobna sytuacja liryczna (pielgrzymowanie po Kresach i odwołania patriotyczne). Z naszymi wieszczami (także Norwidem) Michalski wyrusza w poetycką podróż po Europie (Z poetą w Alpach, W Paryżu), by ze wspólnego pielgrzymowania przywieźć nowe wartości i doświadczenia.
Wędrowiec (pielgrzym), poszukujący prawdy, to człowiek bardzo skromny, prostoduszny, często oddający się modlitwie, proszący, doświadczający świata i doświadczany: „są śmiertelne rany // lecz bez nich nie ma nadziei i życia na wieki” (Pochyleni nad kołyską), o głębokiej wierze i potrzebie kontaktu z Bogiem. W boskim Słowie upatruje źródeł poznania i mądrości:
Słowem się karmię:
o mannie i wyjściu z Egiptu
o kamieniu węgielnym odrzuconym
o domu w którym mieszka Bóg
jeżeli drzwi otworem stoją.
(W pielgrzymce)
Czas
Wędrowanie, przebywanie drogi jest w doświadczeniu człowieka odwieczne, a odmierzane „ziarnkami czasu”. Czas jest pojęciem dość rozbudowanym w twórczości W. Michalskiego. W ramach czasu współczesnego, charakterystycznego dla liryki, pojawiają się elementy czasu historycznego, charakterystycznego dla epiki, są to odwołania do konkretnych faktów historycznych, np. w wierszach Na Monte Cassino nocą, Krzyż na Przełęczy Legionów, czy Giordano Bruno i szeregu innych, „wołyńskich” utworów lub nawiązujących do kultury rzymsko-greckiej – Królestwo sprawiedliwych, (szczególnie kosmogonii – Milcząc przed Pergamońską Wenus, Alternatywa starej alei). Wydaje się, że mają one genezę autobiograficzną, a ich źródłem jest mocne przeżycie duchowe (realne w przypadku wierszy „wołyńskich”, u źródeł których stoją tragiczne doświadczenia wojenne na Kresach[7], a czas kojarzony jest z ogniem – Uchanie). Dominuje jednak czas mitologiczny, pojmowany jako coroczna powtarzalność, cykl narodzin i śmierci[8]. Można go też określać czasem duchowym[9]. Obrazem czasu mitologicznego może być życie Chrystusa umownie sprowadzone do jednego roku obrzędowego i dość sztywno powtarzane. Jego znakiem może być przyroda. W Krzyżu z Auschwitz jest definiowany następująco:
…na drodze
porzucony liść dębu jak karta
wyrwana z pergaminowego brewiarza –
znak powtarzalności czasu spraw
i filozofii przypadku
To czas mitologiczny, niemal obrzędowy w swojej powtarzalności. Obejmuje on również odwołania kulturowe i chrześcijańskie poety, które (jak to wskazywałem) ujawniają się w świadomości czytelnika jako wędrowne motywy, element tradycji (śródziemnomorskiej i narodowej).
Powroty
Pielgrzymowanie, wędrówka, „poszukiwanie siebie” zakłada stałe powroty do: miejsc rodzinnych (Włodzimierza Wołyńskiego – miejsca urodzenia i wczesnego dzieciństwa, Uchanie – kilkuletniego pobytu, od 1944 do 1948 roku, Chełma – miejsca zamieszkania, gdzie w 1956 roku poeta ukończył Liceum im. S. Czarnieckiego, Lublina – gdzie studiował na KUL-u, pracował m.in. w Bibliotece Uniwersyteckiej KUL, redakcji „Akcentu” i mieszka do chwili obecnej), źródeł swojego człowieczeństwa, przyjaciół, myśli i dokonań artystycznych swoich i innych. Przeszłość, wspomnienie wołyńskich doświadczeń wojennych są niejednokrotnie budulcem wierszy: „garść ziemi biorę – między wiersze wkładam” (W klasztorze Zimno), w innym miejscu powie poeta: „ziemi tej dotykam ustami // serce czy ziemia drży?” (Na Wołyniu).
Pełny romantycznej szczerości i dobroci, zbliżony do wspomnień dzieciństwa, jest obraz rodzinnego domu we Włodzimierzu Wołyńskim, w którym urodził się poeta – „Miasto z bajki pierwszych liter alfabetu” (Włodzimierz Wołyński). Maluje go ciepłymi kolorami poprzez odwołania do elementów codziennych, powszednich: „pies za bramą waruje”, „drabiniasty wóz // dziadka Zienkiewicza z Owadna”, „lament stada wron”, „drewniana chata”, „chleb na stole”, „dymi barszcz na obrusie lnianym”, „w kącie pokos siana”, „pomyka motyl”, „spod okapu frygają wróble”. Wprowadza ludowy „zaśpiew” (poprzez proste wyobrażenie świata w konwencji baśniowej, powtarzalność melodyki słów, fraz i rymowanie – Matka Boska Wołyńska, Trzy Maryje).
To nie jest obraz współczesnych willi, ale dom chłopski z dalekich Kresów pełen prostoty i szczerości, jaki możemy spotkań tylko na sztychach z Podola i Wołynia lub zachowany we wspomnieniach z dzieciństwa. A. Mokłycia zauważa: „Wołyń to umowny, uniwersalny, idealny świat, którego atrybutami jest wiejska chata i świątynia na tle przepięknej przyrody. […] idealna kraina dzieciństwa zawsze jest obecna w jego wewnętrznym świecie, to stałe źródło natchnienia i życiowej energii”[10]. Rodzinne okolice wspomina poeta następująco: „Wieś moich dziadków w majowe wieczory rozbrzmiewała śpiewem, na przemian, polskim i ukraińskim. Na „wieczorynkach” młodzi wiązali się w pary „na całe życie” i nie stanowiła tu bariery ani odmienna religia, ani różnice językowe. Także w mojej rodzinie były mieszane narodowościowo małżeństwa. Nikogo to nie dziwiło, ani gorszyło”[11]. W tej niemal Arkadii („W ogrodzie kwitnącej jabłoni // śpiew jeszcze odległy zostaje // chleb pachnie z nagrzanego pieca // strumieniem dymu w niebo uchodzi” – Kartka ze starego albumu) pojawia się postać ojca: „Odchodzi o zmierzchu // potyka się o kamienie” (Ojciec), ale obraz jego powraca – „ojciec do wrzosu jak krzyż przypięty” (Exodus na zachód); także postać matki:
Na progu drewnianej chaty
stoi matka – już słychać
jej śpiewne wołanie – chleb
łamie świętym znakiem
i dymi barszczem na obrusie białym.
(Między Turią i Ługiem)
Pojawiają się inni członkowie rodziny: dziadek, ciotka, siostra. Najbliższe dla siebie postaci widzi poeta przez „mgłę”, „zmierzch” czasu, co odpowiada poetyce wspomnienia: „ słyszę głosy // tych którzy odmaszerowali // przez kołyszące się jeszcze drzwi” (Wołyń przez sen). Obok postaci z rodzinnego kręgu, obcujemy głównie z artystami, najczęściej poetami: np. J. Kochanowskim, A. Mickiewiczem, J. Słowackim, C.K. Norwidem, J. Lechoniem, K.K. Baczyńskim, A. Bursą, Haliną Poświatowską, Z. Herbertem; także muzykami – F. Chopinem, K. Szymanowskim. W ich twórczości poszukuje Michalski wartości moralnych ważnych dla współczesnego człowieka (np. Boga, patriotyzmu, współczucia dla cierpiących – poeta przeżył zawał serca, który zapisał w cyklu utworów Na krawędzi – i mordowanych, także gwałconych, poszanowanie drugiego człowieka i tolerancji dla jego odmiennych poglądów). Mówiąc o współczesnych poetach, często odwołuje się do wina i alkoholu (por. Rytm i sacrum, Poetom z ulicy Granicznej). W niektórych tytułach i dedykacjach pojawiają się nazwiska ze świata nauki, np. Mikołaja Kopernika, Alberta Krąpca czy Włodzimierza Sedlaka. To nie tylko próba złożenia hołdu ich myślom, ale przede wszystkim poszukiwanie zrozumienia zawiłości świata.
Przestrzeń geograficzna, inspirująca poetę, jest zakreślona bardzo szeroko. Jej łącznikiem mogą być historyczno-kulturalne odwołania. Są to miejsca odległe od siebie (jak: wielokrotnie przywoływany Rzym – dawny i współczesny, Wenecja, Asyż, Paryż, Lwów), ale także miejsca o charakterze duchowym, motywy i wątki religijne (nierzadko wykorzystywane do ironicznego mówienia o współczesności – kobietach, poetach, politykach, niedowiarkach). Można zaliczyć do nich częste odwołania do Boga (Pana), Chrystusa, Maryi, Józefa, Krzyża, syna marnotrawnego, Judasza, św. Andrzeja Boboli, św. Alberta, ks.Jerzego Popiełuszki i innych sług Bożych. Odwołania te sakralizują przestrzeń geograficzną i duchową. Tadeusz Kłak pisze: „Sakralizacja rzeczywistości i przestrzeni oraz wprowadzenie odniesień do kategorii religijnych stanowi jedną z głównych zasad obrazowania i kształtowania światopoglądu poetyckiego Michalskiego”[12].
Podmiot powraca wielokrotnie do miejsc mu bliskich (nie tylko wołyńskich), do których zalicza m.in.: Kazimierz nad Wisłą, Janów Lubelski, Nałęczów (z Kuncewiczówką), Czarnolas, Zwierzyniec, Lubartów (tradycjom literackim Lubartowa i okolic, jak pamiętamy, poświęcił oddzielne opracowanie), Hrubieszów, Żelazowa Wola, Zakopane, Krzemieniec; i tych najbliższych – z doświadczenia codziennego, zamieszkania, spacerów: Park Saski, ulica Graniczna w Lublinie, Czechów (który krajobrazowo przypomina poecie Wołyń). Wszędzie szuka, oprócz odwołań historycznych, przede wszystkim elementów kultury, emocji, które oddziaływały na twórców w momencie tworzenia dzieł, ale również emocji dla człowieka i siebie jako poety. Stąd jego pielgrzymowanie-poszukiwanie.
Alfred Wierzbicki słusznie zwraca uwagę, że „Michalski […] podejmuje próby ocalenia w poetyckiej pamięci trwałych wartości kulturowych, narażonych na zapomnienie i zatratę”[13].
Przyroda-cywilizacja
Zwróćmy uwagę, jak mało w poezji Michalskiego jest opisów uroków przyrody, nawet tej wołyńskiej (które moglibyśmy potraktować jako naturalne dla wspomnień). A mimo to jest ona wszechobecna, ale nie poprzez opis, raczej przez jej symbiozę z doświadczeniem człowieka, jego codziennym bytowaniem i modlitwą: „Jak przydrożne wierzby stare nasze matki”, „Drogi gładkie jak wyprasowane świąteczne // nogawki” (Włodzimierz Wołyński…), „W lustrze rzeki // twarz ojca czytam”, „Jak wóz na mlecznej drodze wprost do nieba”, „Po wołyńskich drogach duch ognia // się błąka”, „Kobieta – piękna i zagubiona // jak madonna znad źródeł podklasztornej rzeki” (W klasztorze Zimno). Przyroda nosi znamiona nacechowania, metaforycznie towarzyszy idei (wspomnieniu). W debiutanckim tomie Pejzaż rdzawy, którego jedną z płaszczyzn Tadeusz Kłak interpretuje następująco: „Określenie „pejzaż rdzawy” czytelnik może łączyć nie tylko z odpowiednią barwą krajobrazu, ale także i ze rdzą, co da się odnieść do ówczesnej rzeczywistości społecznej i kulturowej, niszczonej na różne sposoby, znajdującej się w stanie rozkładu, działającej destrukcyjnie także na człowieka[14]”, pojawiają się jałowiec i szałwia w kontekście ognia i krwi ze wspomnień wołyńskich. Rośliny te, lub im podobne – pokrzywy, podbiał, głóg, tarnina, sokora w ludowych wyobrażeniach kojarzone z wartościami negatywnymi – powracają wielokrotnie w poezji Michalskiego i zwykle wprowadzają refleksje o charakterze zadumy (por. Spacer Doliną Białego Potoku, Wszystko jest w nas), pogłębiają nastrój powagi, nawet smutku (por. List do matki w czarny piątek, Trzy Maryje).
Bogusław Biela, recenzując Lekcję wspólnego języka, zauważa, że twórczość (różne jej cykle poetyckie) Michalskiego łączy sposób widzenia świata: natury i kultury, taktując je jako przeciwstawne napięcia[15]. Nie dostrzega jednak, że podział ten jest obecny w poezji od jej zarania, a co do jedności stanowi sposób ich przenikania, wzajemnych relacji i wpływów. O specyfice danej poezji może świadczyć ta cieniutka linia zależności, współdziałania, na korzyść jednej czy drugiej. U Michalskiego – zdaje się – jest nią nasiąknięcie Bogiem (które uzyskuje poeta przez sakralizację rzeczywistości i metaforyki), gdyż obydwa światy (natury i kultury) są Jego Dziełem (oczywiście podlegającym przemianom), dążącym – mimo ścierania się manichejskich przeciwieństw: dobra (aniołów) i zła (diabłów) – do jedności. „Bóg jest jeden, tylko ludzie się poróżnili” – wyznaje poeta we wspomnieniu Garść pieczonych kasztanów[16]. Mimo dominacji Boga, zło jest wszędzie dostrzegalne. Szczególną rolę pełni w nim ogień, który jest wszechobecny. Spotykamy w tej poezji: „pożar świata”, „ogień […] w ogrodzie płonie”, „rozkosz ognia”, „śpiew ognia”, „talizman z ognia” i nie jest on symbolem namiętności a raczej zniszczenia, „śmierć w kolejce”, czas „ogniem płonie”, „drzewa krwawią”, „krew na śniegu pulsuje”, do tego dochodzą „noce pełne lęku”, pojawiają się „krwawa struga”, „płonący krzak”. Ale mamy też metaforę „co się spala //ogniem żyje”, wskazująca na funkcje oczyszczające ognia, nie tylko niszczące. Problem ognia w tym szkicu nie może się pomieścić w całości, a to jeden z najciekawszych motywów poezji Michalskiego godny przeanalizowania. Samych metaforycznych odwołań do ognia naliczyłem ponad 40, często przeciwstawiane są mu barwy ciepłe – jednak zdecydowanie rzadziej przywoływane. Na interesująco także obecny w tej poezji motyw „wody” zwraca uwagę Anna Mazurek w tekście pt. Kropla światła, będącym wnikliwym omówieniu tomu pt. Tryptyk z gwiazdą (2006). A. Mazurek pisze m.in. „Wyobraźnia poetycka Waldemara Michalskiego znajduje się pod szczególnym wpływem żywiołu wody. W niektórych utworach motyw ten współtworzy obraz ludzkiego życia (topos żeglugi), bądź też występuje w roli wewnętrznego pejzażu duszy i stanowi obrazowy ekwiwalent egzystencjalnych doznań bohatera tej liryki (…) Wyrażając ambiwalentne doznania, woda staje się zatem granicą, ale jednocześnie ma właściwości mediacyjne; jest bramą i mostem, który łączy dwa brzegi oddzielające ludzką ekumenię od obszaru sacrum” („Twórczość”, 2007 nr 10, ss.119-121). Wobec odchodzenia człowieka od Boga w czasach współczesnych, taka wizja świata jest katastroficzna (elementy autobiograficzne zdecydowanie wzmacniają ją). Zaznaczmy niemal na marginesie, że w poezji Michalskiego możemy odnaleźć wiele elementów katastrofizmu drugiej awangardy, Czechowicza i „spełnionej apokalipsy”, takie jak: symbolika ognia, wody, rozbudowane motywy biblijne[17]. Z Czechowiczem łączą autora Ogrodu nie tylko związki z Lublinem i Wołyniem, ale również „kresowy zaśpiew” i romantyzm z elementami ludowymi, a przede wszystkim katastroficzne widzenie świata. Lecz u poetów kręgu Czechowiczowskiego i żagarystów apokalipsa miała wymiar „proroczy”, Michalski przeżył ją w dzieciństwie (jak pokolenie Baczyńskiego, do którego nasz poeta często się odwołuje), była więc apokalipsą „spełnioną”. Katastrofizm ten pogłębia wizja miasta – „betonowej studni” (Chwila refleksji), w której „pejzaż niedzieli nie sięga dalej ponad drzewa // duszone spalinowym gazem i podmiejskie śmietniki” (Podmiejski pejzaż).Taki jest nawet Rzym: „tysiące limuzyn napiera na Forum // zdeptano kamienne pomniki ruiny. // W spalinach dławią się kapitolińskie konie” (Roma). Dlatego podmiot liryczny, który „opuszcza swój dom // z płucami jak komin i ogniem w skroniach” (Z ulicy Niecałej) jest przekonany, że „proporcje ołowiu we krwi systematycznie muszą wzrastać // […] // Oczekiwany prorok przyjdzie // rzygać będzie spalinami jak manną niebieską”, więc podmiot jednoznacznie zapowiada „Koniec świata // koniec świata” (W oczekiwaniu na proroka). W takim mieście nie ma miejsca dla Maryi i Józefa, nie ma miejsca dla ludzi, na miejskiej „ulicy odbywa się egzekucja” (Przed startem).
Ku uniwersum
Tematyka, którą wprowadza Michalski do swojej poezji – Boga i człowieka (w jego złożonym doświadczeniu nieustannej wędrówki bez odpoczynku, bólu i radości, miłości i nienawiści; uszanowanie wobec takich wartości, jak: patriotyzm, rodzina, moralność, tolerancja, podziw dla dokonań artystycznych i naukowych, kraj rodzinny, wreszcie przyroda i kultura), zdecydowanie sytuują tę poezję w kręgu najwyższych uniwersaliów. Tadeusz Kłak zauważa: „Twórczość Michalskiego odznacza się bowiem zdecydowanym nastawieniem na wartości wyższe, wyróżnia się moralnym uwrażliwieniem oraz wiernością wobec zasad, które decydują o prawdziwym człowieczeństwie bohaterów jego wierszy”[18]. Można by się zastanawiać, jaki wpływ na taką postawę życiową miały doświadczenia poety z dzieciństwa i okresu choroby? Wydaje się, że bardzo duży. Istnieje w poezji Michalskiego wiele odwołań do nich, właściwie każdy wiersz tchnie pokorą wobec Najwyższego, niezbywalną chęcią służenia drugiemu człowiekowi, gotowością poświęcenia wszystkiego dla wartości moralnych i narodowych. Autobiograficzne doświadczenia wojny, pamięć o przeżytej przeszłości u boku matki, ojca, rodziny i powroty do niej, mogą świadczyć o szczerości i prawdzie tej wypowiedzi, jej humanizmie.
Język
Uniwersalnej problematyce wierszy Waldemara Michalskiego podporządkowana została forma utworów. Badacze tej twórczości zwracają uwagę na wiele jej aspektów. Alfred Wierzbicki pisze: „Wiersze Michalskiego zdają się być szalenie proste, często przypominają zapis z dziennika, mówią o wydarzeniach, spotkaniach, wycieczkach i pielgrzymkach […] Są po prostu zapisem indywidualnych przeżyć”[19]. Kłak wysnuwa z tego następujący wniosek: „Stąd widoczna skłonność do wypowiedzi układającej się w aforyzmy czy sentencje, przekazujące odbiorcy jakąś ważną życiową prawdę”[20]. Rozszerzmy ostatnie zdanie. Często zdarza się, że poeta (pod koniec utworu, w jego puencie) aluzyjnie przywołuje aforyzm (motyw) i zdecydowanie go przetwarza, wprowadzając swoje myśli, nadając mu inny wymiar znaczeniowy.
Miałeś bracie tęgi sznur – echo zajęczy –
został jeno kołpak z orlich piór.
(Każdy ma swój ogród)
O czasy gdzie ani spokój ma miejsce
ani ogień się w ciepło zamienia!
(Godziny strzeżone)
Również to samo czyni z odwołaniami biblijnymi, które konfrontuje ze współczesnością:
A ziemia była w on czas piękna i miodna
i szemrano dokoła że sam diabeł przywdział
postać anioła – poeci uderzyli w butelki.
(Szatan i poeci)
Najczęściej czyni to poprzez ironię, która jest ważnym środkiem oceny podjętej idei, zdecydowanie dystansując wypowiadającego wobec wypowiedzi. Autor dość zgrabnie wykorzystuje jej „sprzeczność między dosłownym znaczeniem wypowiedzi a jej znaczeniem właściwym, nie wyrażonym wprost, ale zamierzonym przez autora”[21]. Czyni to jednak łagodnie, bez złośliwości. Podejmowana polemika jest wskazaniem na inną możliwość rozumienia aforyzmu, motywu.
Swoim wierszom Michalski nierzadko nadaję formę ukrytego dialogu, jak to jest, przykładowo, w wierszach Spotkanie z poetą czy W klasztorze Zimno. Podmiot liryczny nie tylko zaprasza wirtualnego odbiorcę do rozmowy, ale nieustannie obcuje z nim, zaprasza także swoich lirycznych „bohaterów” (Słowackiego, Szewczenkę, Herberta, ojca, matkę, osoby duchowne) do wspólnego wędrowania – pielgrzymki śladami Boga i ludzi. Rozmawia z nimi. Nie przeszkadza mu, że interlokutor nie żyje od wielu lat (wieków) lub nie ma z nim żadnej łączności ze względu na odległość. Podmiot ożywia nieżyjącego, przywołuje oddalonego, personifikuje nieożywione i traktując jak przyjaciela, podejmuje dialog – i tak Słowacki staje się współtowarzyszem wędrówki po Alpach czy Italii, a z Tarasem Szewczenko staje podmiot na wysokim brzegu Dniepru i podziwiają „Ukrainę – ból i nadzieję”. Ten ukryty dialog jest potrzebny do nieustannej konfrontacji przeszłości ze współczesnością, gdyż, wydaje się, że tylko ta droga może doprowadzić do prawdy. Nierzadko forma dialogu ukryta jest w innej gatunkowo wypowiedzi – w liście, który pozwala na jeszcze bliższy kontakt z adresatem, np. List do matki w czarny piątek, List do Przyjaciela, List do Brata Alberta i inne. Dialog może być też milczeniem, jak w wierszach-fotografiach (Kartki ze starego albumu, W pracowni Zbigniewa Pronaszki, Hasior), w których emocje poetyckie skupiane są na poszczególnych fragmentach-obrazach, czyli strofach i „oko obserwującego podmiotu” przeskakuje z punktu na punkt, ze zdjęcia na zdjęcie, wtedy podmiot wypowiada się w liczbie mnogiej. Wśród środków wzbogacających język poety należy wymienić kolokwializmy (nieraz graniczące z wulgaryzmami) – „boga nie obrażę w kaszę nie napluję” (Madonna), apostrofy (do Boga, Maryi, Józefa, świętych, nimf, języka, przyjaciół), ale także nieliczne neologizmy – „dołem węży się zieleń // dzikiego wina” (Pejzaż z jaskółkami, podkr. S.R.), obok innych poetyckich środków wyrazu (metafor, porównań, aliteracji itd.). To duże bogactwo językowe.
Waldemar Michalski to poeta, którego refleksje-odniesienia do współczesności sięgają do kultury śródziemnomorskiej z dominującą jej płaszczyzną – chrześcijaństwem. Twórca nieustannie podejmuje dyskusję-rozmowę z przeszłością (jej śladami pozostałymi we współczesności), z degradowaną przyrodą, z dawną i współczesną humanistyką, wreszcie moralistyką i oczekiwaniami. Słowu, nie tylko poetyckiemu, jako daru Boga, z jego wszystkimi biblijnymi skojarzeniami, nadał poeta najwyższą funkcję – „Ktoś wstrzymał serce, aby ruszyć słowo…” (Dokąd idziesz?)
Stanisław Rogala
[1] W. Michalski jest autorem zbiorów wierszy: Pejzaż rdzawy, Lublin 1973; Ogród, Lublin 1977; Głosy na wersety, Lublin 1979; Pod znakiem Wagi, Lublin 1987; Będziesz jak piołun, Lublin 1991; Lekcja wspólnego języka, Lublin 199; Tryptyk z gwiazdą, Lublin 2006, oraz tomu esejów Słowa i twarze, Lublin 2003 i oprac. Tradycje literackie Lubartowa i Ziemi Lubartowskiej 1543-1993, Lubartów 1994.
[2] U. Gierszon, „Ktoś wstrzymał serce, aby ruszyć słowo”, „Głos – The Voice” (Nowy York) 1999, nr 13, s. 15, toż w: Waldemar Michalski Słowa i twarze, 2003.
[3] A. Mokłycia Wołyń jako świat idealny, w: W. Michalski, Słowa i twarze…, s. 233.
[4] Por. W. Wantuch, Zachwyt aż do bólu, „Nowe Książki” 1999, nr 10, s. 60-61.
[5] A. Mokłycia Wołyń jako świat idealny…, s. 233.
[6] U Gierszon, „Ktoś wstrzymał serce, aby ruszyć słowo”, w: W. Michalski, Słowa i twarze…, s. 242.
[7] Por. T. Kłak, „Co moje wierszem tylko stoi”. Szkic do portretu Waldemara Michalskiego, „Akcent” 2009, nr 3, s. 98-108.
[8]Por. W. Iwanow, Kategoria czasu w sztuce i kulturze XX wieku, przekł. W Krzemień, w: Znak, styl, konwencja, opr. M. Głowiński, Warszawa 1977.
[9] Przez pojęcie czasu duchowego rozumiem „czas intelektualnych lub emocjonalnych odwołań do postaci-symboli lub wartości uniwersalnych typu: Romeo, Julia, Ofelia, Hamlet, Karolina de Corday, wyobrażenie śmierci, anioła, diabła itp., które choć mają swoje umiejscowienie historyczne, występują poza czasem konkretnym, właśnie w czasie duchowym”, S. Rogala, Pisarstwo Kazimierza Kowalskiego, Kielce 1996, s. 163.
[10] A. Mokłycia, Wołyń jako świat idealny…, s. 237.
[11] W. Michalski, Garść pieczonych kasztanów…, s. 56.
[12] T. Kłak, „Co moje wierszem tylko stoi”.., s. 104.
[13] A. Wierzbicki, Medycyna i poezja, w: W. Michalski, Słowa i twarze…, s. 249.
[14] T. Kłak, „Co moje wierszem tylko stoi”…, s. 102.
[15] Jedność przyrody i człowieka w poezji Michalskiego zauważył także T. Kłak w szkicu „Co moje wierszem tylko stoi”[15]. Chyba należałoby się zastanowić czy i na ile odpowiada to panteizmowi?
[16] W. Michalski, Garść pieczonych kasztanów, w: tegoż, Będziesz jak piołun…, s. 56.
[17] Por. J. Święch, Wstęp, w: K.K. Baczyński, Wybór poezji, BN, S. I. nr 265, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk-Łódź, 1989.
[18] T. Klak, „Co moje wierszem tylko stoi”…, s. 107.
[19] A. Wierzbicki, Medycyna i poezja, w: W. Michalski, Słowa i twarze…, s. 246.
[20] Tamże.
[21] M. Głowiński i in., Słownik terminów literackich, red. J. Sławiński, Wrocław-Warszawa-Kraków 2002, s. 221, hasło ironia.













