Pisarze.pl

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

Andrzej Dębkowski

Literatura piękna źródłem wolności

 

Bogumiła WrocławskaCo stało się z naszą wolnością? Tą, głoszoną przez ludzi światłych i tą naszą zwykłą, pospolitą, sąsiedzką. W dwadzieścia lat od przemian ustrojowych 1989 roku bardzo zmieniła się przede wszystkim ważność wartości. Niestety, na pierwszy plan wysuwają się kariera, seks, pieniądze czyli korzyści materialne, a dopiero na dalszym miejscu znajdujemy miłość, odwagę i wolność. Podobne podziały możemy zastosować w literaturze.

 

Każda epoka literacka charakteryzowała się swoim odrębnym systemem wartości. Od wieków się to zmienia i choć zasady obowiązują mniej więcej te same, prym wiedzie ta najbardziej aktualna, podyktowana czasami, w których się żyje, wydarzeniami, które się wokół dzieją i obowiązującymi nurtami filozoficznymi.

W ostatnim czasie bardzo dużo myślałem na ten temat. Przeglądałem stare czasopisma, zaglądałem do wielu książek moich przyjaciół i nagle olśniło mnie, że może warto napisać kilkadziesiąt akapitów na ten temat, spróbować dokonać małego literackiego reasume dotyczącego tego tematu...

Więc skupiłem się na temacie wolności poprzez pryzmat poetów, pisarzy, krytyków literackich, filozofów i ich twórczości, którzy znaleźli się w mojej książce pt. „Kiedy umiera poeta, umiera świat. Rozmowy z pisarzami”. Dlaczego akurat wybór takich nazwisk, a nie tych „wielkich”, których ciągle możemy spotykać na kolumnach kulturalnych gazet i czasopism ogólnopolskich, zarządzanych przez układowych redaktorów obcych koncernów prasowych, którzy żeby funkcjonować w literaturze, potrzebują ciągłej obecności na stronach kolorowych pisemek dla analfabetów XXI wieku? Czy mam mówić o tych, którzy ciągle uważają, że prawdziwa polska literatura to ta, która jest emitowana w II programie Polskiego Radia, czy układy towarzyskie ludzi skupionych na tzw. „dworze krakowskim”. Gdybyśmy chcieli ocenić naszą literaturę śledząc tylko tych kilka nazwisk, ciągle przewijających się przez wyżej wymienione media, to można by stwierdzić, że współczesna polska literatura, to z górą dziesięć nazwisk, a mówienie o Polsce, jako o mekkce światowej poezji było czymś śmiesznym. Może wreszcie warto zwrócić uwagę na fakt, że tak naprawdę środowiska literackie tworzone są tam, gdzie panuje niczym nieskrępowana wolność intelektualna, gdzie nie ma układów ani zależności, gdzie nikt od nikogo niczego nie oczekuje, gdzie liczy się osobowość.

W dzisiejszym świecie te wielkie wartości zostały zdegradowane poprzez światowy system marketingowy, lansujący w głównej mierze produkty mierne, ale przynoszące duże dochody materialne. Idea wyższej rangi schodzi na plan dalszy i zaczyna pełnić rolę przyjemnej ciekawostki. Najczęściej jednak tak się dzieje, że te wylansowane „dzieła” nie potrafią przetrwać próby czasu, a czas jak wiadomo jest sprzymierzeńcem rzeczy wielkich. Dlatego będę mówił o takich właśnie sprawach.

 

Wiesław Myśliwski, wybitny polski pisarz i dramatopisarz powiedział mi w swoim wywiadzie:

 

Pisarz jest na rozdrożu – między pragnieniem, żeby był czytany, a awersją wobec uzurpacji w stosunku do czytelnika. To jest bardzo niebezpieczne. Za pięknym schlebianiem czytelnikowi kryje się niewola.

 

W przypadku Myśliwskiego ma to znaczenie szczególne, gdyż pisarz ten o chłopskim rodowodzie stara się przestrzegać przed myleniem pojęć: kultura chłopska i kultura narodowa. Pisze o tym również w swoim eseju pt. „Kres kultury chłopskiej”. Mówi, że kultura ludowa jest nie tylko kulturą wsi, ale również miejska i podmiejska, robotnicza i rzemieślnicza. Jednak koniec wsi upatruje w postępie cywilizacyjnym, którego w żaden sposób nie udaje się pogodzić z zachowaniem podstawowych wartości kultury chłopskiej. Na jej rozpad olbrzymi wpływ miało wieloletnie zacofanie, okupacja i zniszczenia wojenne, wreszcie powojenna podbudowana ideologicznie reforma rolna i kolektywizacja, ale także masowa repatriacja. Efektem tego była gremialna ucieczka ze wsi do miasta – w pierwszej kolejności ludzi młodych, którzy stracili wiarę w sens życia na wsi, możliwość samorealizacji. Myślę jednak, że stracili oni coś więcej, stracili możliwość dokonywania swoich wyborów, a to znaczy stali się poniekąd ludźmi bezwolnymi. Takimi są niektórzy bohaterowie jego powieści i dramatów. Zdają oni sobie sprawę, że biegu dziejów nie da się powstrzymać, że ginie świat ich dzieciństwa, odchodzi w niepamięć ich kultura, ale walczą do końca o to, co w ich mniemaniu jest najważniejsze, o możliwość decydowania o swoim losie i aby głośno o tym mówić. Sam pisarz pięknie o tym powiedział:

 

Chłopi we wszystkim byli niewolni, ale w jednym byli wolni – w języku.

 

Podobny nurt w naszej literaturze reprezentuje znany poeta, Józef Baran. Urodzony w rodzinie chłopskiej, przeszedł wszystkie szczeble społecznej drabiny. Jak sam mawia zaczynał od pasania krów na borzęcińskich łąkach, ale widocznie nie to było mu pisane, gdyż od najmłodszych lat tkwiła w nim swoboda ducha poezji. Nie chciał być rolnikiem, rzucił się wir przemysłowych zmagań śląskich kopalń, wreszcie – po latach – osiadł w królewskim Krakowie. Zajął się dziennikarstwem, a przede wszystkim poezją. Zaczął publikować, bywać, został – jak byśmy to powiedzieli – zauważony. Stał się poetą pierwszej wielkości. Ale gdzieś, głęboko w jego duszy, tkwiły geny zaszczepione przez rodziców. W jego twórczości zawsze znajdowały się wątki czasów i miejsc, od których nie mógł uciec, zresztą nigdy nie chciał. Oto przykład:

 

Jodłówka Borek Przyborów

i już Borzęcin

wystrzela zza boru

a dalej Dębno Brzeźnica

Zalasowa i Zaborów (...)

 

i dalej

 

gdy skowronek zachłystuje się pogodą

nakręcona trajkotką przestrzeni

czas zaklęciem wstrzymać przestać rosnąć

pozostać na zawsze majowym dzieckiem ziemi

 

(Majowe zaklęcie, z książki Epitafia słoneczne)

 

Józef Baran wie, że rodzinne strony, to jego azyl, jego wolność. Poeta zdaje sobie sprawę z tego, że w życiu człowieka najważniejszy jest dom – tak często obecny w jego wierszach – zakotwiczony w tradycji i w wieczności. Wie także, że oprócz domu rodzinnego jest również ten ważniejszy dom, dom nazywany ojczyzną, targany przez zawirowania historii i nieudolnym, tępym, zarozumiałym zachowaniem współmieszkańców. Jakże dobitnie widać to w wierszu „Tańcowały dwa Polaki...”:

 

dwa Polaki w jednym tańcowały

jeden Polak Duży drugi mały

jak po niebie Duży zacznie krążyć

to na ziemi mały nie nadąży

szumnie górnie i sarmacko Duży hulał

milczkiem boczkiem z słomą w butach mały kulał

tańcowały w rytmie sprzecznych muzyk

psując wzajem szyki mały z Dużym

bez spoczynku i opamiętania

nie do pary ni do zrymowania

tańcowały od sasa do lasa

dołem górą na zdartych obcasach

Duży Polak nadmuchany romantycznie

bliźnich chciałby zbawiać ustawicznie

mały schował się za czarne okulary

krok za kroczkiem przeliczając na dolary

na odsiebkę i na ksiebkę tańcowały

ręce z stawów sobie powyszarpywaly

chodzi Polak z miną pokwaśniałą

bo co zrobi to za Dużo lub za mało

oto taniec narodowy naszej głowy

wściekła polka od wiek wieków wciąż ta sama

słowa sobie czyny sobie i muzyka sobie sama

oj dyrydy hopsa hopsa danaż moja dana!

 

(Tańcowały dwa Polaki..., z książki Epitafia słoneczne)

 

Nieco inaczej do sprawy wolności podchodzi Andrzej Grabowski, poeta, pisarz dla dzieci, organizator Międzynarodowych Jesieni Literackich na Pogórzu i Podkarpaciu. W jego mądrych balladach i antyfonach możemy znaleźć motywy dotyczące spraw wagi najwyższej. Twierdzi on, że ci który za nas decydują ograniczają nam możliwość dokonywania wyborów, że narzucają nam swoje poglądy i swoje racje. Grabowski nie godzi się na ten sposób postępowania. Wierzy, że powinniśmy wszelką siłę czerpać ze swojej historii. W wierszu „Zabór”, poeta pisze:

 

Caryca noc jak topór ścina

z nóg prawdę światła i potrójny wymiar

zesłany olbrzym na drugiej półkuli

jasny włos czesze na wielki ocean.

A tu się teraz mówi szeptem

snem oszukuje i omamia marą

łysawy karzeł podsłuchuje oknem

i w lunatyczne wciąga nas zabawy.

A dwór stroi się, mizdrzy, wabi

zaocznie sądzi burka w budzie

i straszy pani tępym cieniem

tych którzy uśpić się nie dali.

 

(Zabór, z książki Ballady i antyfony)

 

Jeszcze dalej w swoich rozważaniach historycznych szedł nieżyjący już Tadeusz Chróścielewski. Urodzony w 1920 roku w rodzinie o tradycjach powstańczych i pozytywistycznych poeta, pisarz, tłumacz, krytyk literacki i publicysta, w zasadzie całą swoją twórczość oparł na historycznych koneksjach i powinowactwach. Uważał on bowiem, że źródłem wszelkiego zła jest brak znajomości historii, a co ważniejsze wyciągania z niej właściwych wniosków. Cała twórczość Chróścielewskiego przesiąknięta jest obrazami z życia narodu polskiego w różnych momentach naszej narodowej historii. W wywiadzie ze mną mówił:

 

Od historii wszystko się zaczyna. Lekceważenie historii ma dla narodów fatalne skutki. Byron powiedział, „że walka o wolność – jeśli się zaczyna – przechodzi z ojca na syna”. Pewna opinia o kraju przechodzi z pokolenia na pokolenie. Proszę sobie wyobrazić naszą straszną wpadkę. Chcieliśmy być Europą i sprowadziliśmy króla Henryka Walezego, który to król wobec naszych mężów stanu przedstawiał się w stroju kobiecym. Grał w teatrze, również jako kobieta, bo był zwyczajnym zboczeńcem. Przed tym we Francji była noc św. Bartłomieja. Więc taki ktoś nie może być głową państwa. To Walezy opowiadał później po całej Europie, że był przez dwa miesiące królem wariatów, bo twierdzili, że to jest bardzo nowoczesne brać wzór z Zachodu i przebierać się w babskie fatałaszki. Zresztą, czy dzisiaj jest inaczej. Czy Polacy mają własne zdanie i myślą o historii?...

 

Różne są więc poglądy, różne motywacje i drogi współczesnych (polskich) pisarzy do umiłowanej wolności, bez której trudno było by im funkcjonować w świecie tak bardzo zdominowanym przez elektroniczne środki masowej komunikacji. A jeszcze przecież trzeba dodać, że oprócz twórczości, ludźmi tymi kierują zupełnie inne motywacje. Czasami, kiedy się z nimi rozmawia ma się wrażenie, że sama twórczość nie jest dla nich aż tak ważna, że przed nią – na pierwszym planie – jest zupełnie coś innego, możliwość swobodnego i nieskrępowanego kontestowania świata, świata takiego, jaki oni sami chcą sobie stworzyć, bądź już go stworzyli.

Wolność jako źródło dla literatury pięknej ma swoje różne oblicza. Wielu z nich wybrało nowe miejsce swojego życia.

Adam Szyper, polski poeta żydowskiego pochodzenia, mieszka od ponad 40 lat w Nowym Jorku. Po wielu latach życia za oceanem  marzył o tym, aby wrócić do Polski, tu spotykać się ze swoimi kolegami po piórze, aby tu wydawać. Ażeby znowu być wolnym, wolnym od pędu cywilizacji, która tak naprawdę nie pozwala mu się realizować. Napisałem w jednym ze swoich wierszy – jemu dedykowanemu – że „dobrze że piszesz o murzyńskich gettach na ulicach Manhattanu / i że nie zapominasz o nieznośnym powietrzu na Piotrkowskiej”. W Łodzi, oczywiście... Rzeczywistość okazała się okrutna. Po kilku latach pobytu w Polsce poeta ponownie wyjechał za ocean, tym razem bezpowrotnie.

O powrocie do Polski z przymusowej emigracji marzył mieszkający w Niemczech pisarz Kazimierz Ivosse. Jego wolność stała się swego rodzaju udręką. Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że powrót jest możliwy, ale nie wie, czy ma na tyle siły, by zaczynać wszystko od początku, jak sam mawia: „od łyżki i widelca”. Jego proza mocno przesiąknięta jest tęsknotą za ojczyzną, która choć ułomna, ciągle jest w jego sercu na pierwszym miejscu. I w tym przypadku, sprawy losowe nie pozwoliły pisarzowi, na stałe zagościć w ojczystym kraju...

Podobny typ wolności wybrał Nikos Chadzinikolau, greckiego pochodzenia poeta, tłumacz, naukowiec, który jako ofiara przewrotu „czarnych pułkowników” w Grecji, osiadł w Poznaniu i na dobre zadomowił się w kraju nad Wisłą. Stał się swoistym ambasadorem kultury polskiej w Grecji i greckiej w Polsce. Ale w przeciwieństwie do Kazimierza Ivosse, Chadzinikolau nie zamierzał wracać, on czuł się w nowym miejscu dobrze. I tutaj też zakończył swoje życie.

Polskę jako miejsce swojej nowej wolności wybrali Aarne Puu, estoński poeta, obecnie pracownik naukowy Uniwersytetu Jagiellońskiego czy Hatif Janabi, irakijski poeta, tłumacz i również pracownik naukowy, z tym że Uniwersytetu Warszawskiego.

W zupełnie innej sytuacji znaleźli się polscy pisarze, którzy w pewnym momencie swojego życia znaleźli się – oczywiście bez ich udziału – poza granicami Polski. To Wilhelm Przeczek z Zaolzia (zmarły w 2006 roku) i Romuald Mieczkowski z Wilna. Jednak obydwu poetów charakteryzuje jedna rzecz. Otóż oni zawsze byli gorącymi patriotami. Choć urodzili się w polskich rodzinach, to przyszło im żyć poza granicami macierzy. W ich twórczości ciągle przewijają się motywy tęsknoty, żalu za tym, co bezpowrotnie odeszło. Chociaż żyli w wolnych i demokratycznych przecież krajach, czuli się jakby byli niewolni, odseparowani od tego, co dla nich najważniejsze. Romuald Mieczkowski obecnie więcej mieszka w Warszawie, niż w Wilnie.

Jak widać literatura jest źródłem wolności dla ludzi z nią związanych i wolność ta przejawia się w różnych aspektach. Nie zawsze sam proces tworzenia jest ważnym momentem odniesienia. Zanim nastąpi proces twórczy, artysta, pisarz musi najpierw osiągnąć stan wyższej wolności osobistej, nie może być mu narzucony żaden światopogląd.

Dla profesor Marii Szyszkowskiej, filozofa, autorki wielu książek z dziedziny przez nią stworzonej, tzw. „filozofii codzienności” oraz dla jej męża Jana Stępnia, poety, pisarza, rzeźbiarza i rysownika wolnością jest natura i możliwość obcowania z nią. Najmniejszy listek, szum wiatru, zapach lipowego drewna, świergot ptaków i ranne spacery po rosie są pierwszym odruchem człowieka do zgodnego życia z naturą. To ona determinuje nasze zachowania, nasz stan umysłu czy naszą kondycję: fizyczną i intelektualną. Żyjąc najpierw w zgodzie z naturą, dopiero później możemy realizować się w innych dziedzinach, zdają się mówić małżonkowie.

Tadeusz Kwiatkowski-Cugow, poeta, prozaik, satyryk, inspirator zdarzeń artystycznych, miłośnik kawalerzystów i miłośnik ludzi – jak sam o sobie mówił – należał do ostatnich twórców reprezentujących tzw. dawną bohemę artystyczną. Człowiek o niespotykanej wręcz witalności i pogodzie ducha postanowił, że jego wolnością będzie poezja. Ale on poszedł jeszcze dalej i kiedyś postanowił, że będzie żył zgodnie ze stachurowym powiedzeniem „Wszystko jest poezja”. Uwielbiał uludyczniać każdą sztukę, a w twórczości drażniła go małostkowość i nadęcie, którego nie dość, że nie znosił, to jeszcze zwalczał. Kwiatkowski–Cugow doskonale połączył swoją wolność osobistą z twórczością. To doskonały przykład jak można było być artystą–wagabundą, a jednocześnie poetą i patriotą, gorącym orędownikiem narodowej pamięci i tradycji.

 

W tym nurcie wolnościowym doskonale czuje się wybitny poeta i dramaturg, Ernest Bryll. Jego twórczość, głównie ta wcześniejsza, wyraźnie wskazuje na nadchodzące w Polsce przemiany. W wierszu pt. Taka jest teraz moja Polska latem poeta pisze:

 

Taka jest teraz moja Polska latem

Z powietrzem, które wdychasz niby pył kamienny.

Z łodygami kominów, kolorowym kwiatem

Siarki, żółci, zmęczenia...

Z tym południem ciemnym,

Kiedy brud od koszuli przez skórę przecieka

Aż czujesz, że ci w stawach od tej sadzy skrzypi,

Kiedy słyszymy siebie jak z daleka,

Chociaż każdy do ucha najbliższemu chrypi.

Ten huk, ta maź, ta męka, w której płoną głowy,

I wszyscy pchają się naprzód w gorączce.

I nikt nie wie, czy znowu był to dzień jałowy,

Czy coś zrobiły palce od zmęczenia drżące...

 

(Taka jest teraz moja Polska latem, z książki Kropla w wodospadzie)

 

Jak widać poeta wyraźnie daje nam do zrozumienia, że okres oczekiwania kończy się. Nadchodzi coś, co spowoduje wyraźny zwrot w naszym życiu. Tym zwrotem będzie wolność, ale nie jest powiedziane, że potrafimy sobie z nią poradzić. Zresztą w wywiadzie udzielonym mi w czerwcu 1997 roku Ernest Bryll mówi:

 

Myśmy wyobrazili sobie, że wejście w świat wolnego rynku, wol­ność, demokracja, a przede wszystkim uwolnienie naszych możli­wości działania, odmieni nasze życie. Ale niestety, spowodowało u nas iluzję i wydaje nam się teraz, że myśmy sobie tę wolność wywalczyli. Otóż myśmy wolności sobie nie wywalczyli, tylko wy­walczyliśmy sobie uwolnienie się z niewoli. Bycie w niewoli i uwol­nienie się z niewoli, a wolność, to jest osobna sprawa. Nam się wtedy wydało, że wolność będzie polegać na tym, że każdy z nas sam jakoś wywalczy sobie miejsce w życiu. Bardzo ponętną rzeczą na początku tej drogi było przekonanie, że każdy z nas posiada umiejętności zorganizowania czegoś nowego, a co w Polsce nazywa się teraz biznesem. W samym słownictwie powstało wiele nowych słów. Zaczynamy mówić jakimś specjalnym językiem, niezwykle energicznym, zanglicyzowanym i mam wrażenie, że to wszystko jest jedną wielką skorupą okrywającą jądro, które składa się z bardzo silnego poczucia zwątpienia. Otóż myślę, że na czymś innym będzie polegała nasza wolność. Ja życzę wszystkim tym, którzy wystar­towali do tego wielkiego biegu w nowej Polsce, samych sukcesów, ale tylko kilka procent z tych osób, a może nawet mniej, dobiegnie do mety. Reszta przepadnie, zleje się z szarym tłumem i nic po nich nie zostanie.

 

Zupełnie inne źródło wolności stworzył sobie wspaniały człowiek, poeta – niestety, zmarły w 2005 roku, mój przyjaciel – Henryk Cyganik. A był to świat prawie absolutnej wolności umysłu. Osobiście nie wiem, czy coś takiego istnieje, ale Cyganik stworzył sobie świat, bez których nasze życie byłoby szare, miałkie, nudne i bez wyrazu. To świat tajemnic, świat wolności duchowej, świat cudownego współżycia z naturą, świat magii poezji i magii poetów. Wiem, że on jeszcze istnieje, ale jest go coraz mniej, zabijany przez nieczułych zjadaczy człowieczeństwa spod znaku wolnego rynku.

Twórczość poetycka Henryka Cyganika, choć niezbyt obszerna, osadza się na wielu płaszczyznach, przenika wzajemnie, uzupełnia. Ale w całym tym twórczym dążeniu do doskonałości dla poety najważniejsza była wolność. Jak ważne były dla niego spokój i niezależność, niech świadczy to, że nawet swoją ostatnią książkę poetycką – opublikowaną tuż przed śmiercią – Cyganik zatytułował Święty azyl. Myślę, że teraz już go na pewno ma. Jest znacznie wyżej niż wtedy, kiedy razem włóczyliśmy po Parchowatce w Beskidzie Sądeckim, kiedy chodziliśmy na Halę Łabowską na naleśniki z bitą śmietaną, a w wolnych chwilach – wieczorami – patrzyliśmy w rozgwieżdżone niebo i piliśmy spirytus dobrany miętą... Góry i prawdziwi przyjaciele – jak często powtarzał – były całym jego życiem. Dla nich mógł zrobić wszystko. W wywiadzie, który mi udzielił w 1998 roku, powiedział:

 

(...) Nigdy nie miałem nabożeństwa do swojej twórczości, a więc właściwie nie interesuje mnie czy się spełniłem, czy dopiero się spełnię. Ważne jest w końcu to, że jestem szczęśliwy z tymi, którzy są ze mną – z krajobrazem, z przyjaciółmi, których, mogę na palcach jednej ręki policzyć. Oczywiście, że życie nie jest sielanką. Często bywam wkurzony, wątpiący, mały... jednak wystarczy, że poczuję zapach ogniska pod niebem nad moją górą. Mieć swoją górę – to chyba w życiu najważniejsze.

 

Tą górą była dla Henryka Cyganika wolność, wolność którą sobie wywalczył i której ideałom był wierny do końca swoich dni. Zawsze, na każdym kroku podkreślał, żeby być sobą, nic nie udawać, nie wchodzić w wątpliwe układy i stać na szczycie swojej góry z podniesionym czołem.

Na koniec chcę w całości zacytować wiersz Henryka Cyganika, który niech będzie dla nas swoistym mottem do działania na rzecz wolności, jako źródła wszelkiego rozwoju intelektualnego ludzkości.

 

Hiob

Panie galaktyk drogi mgławic

co siejesz susze i urodzaj

nie wiem dlaczego tak Cię bawi

to że wciąż bierzesz mnie za Hioba

pełne rachunków mam szuflady

niezapłacone grzechy słowa

kiedyś kwiatuszek dzisiaj badyl

bo Ty wciąż bierzesz mnie za Hioba

dogasam w ciszy beznadziejnej

czas mi zapętla sens na drogach

kornik dojada sęki w więźbie

i Ty wciąż bierzesz mnie za Hioba

rak się przyczepił jak brat łata

do siostry biedy – mać skarbowa

z taka rodziną tylko płakać

a Ty wciąż bierzesz mnie za Hioba

miłość pobiegła za tym trzecim

na wódkę wściekła się wątroba

świat na mnie warczy pyszczą dzieci

i Ty co bierzesz mnie za Hioba

bełkot w poezji w sztuce knoty

naród się zbiesił rząd sfiksował

mrozi głupoty śliski dotyk

i Ty co bierzesz mnie za Hioba

ksiądz już mnie przeklął bank wydukał

a perspektywa – czerń i groza

pies zjadł mi dyplom (z byczka skóra)

bo Ty wciąż bierzesz mnie za Hioba

wiem że poczucie masz humoru

mistrzem groteski bies Cię zowie

lecz ze mnie Panie już nie dworuj

– być nie chcę i nie jestem Hiobem

chcesz mi dołożyć to dokładaj

jeśli już musisz – światłem dowal

niech w saldzie będzie równowaga

– gdy Hiob koniecznie...

to pół Hioba

 

(Hiob, z książki Święty azyl)

 

Z polską literaturą piękną chyba nie jest aż tak źle, jak głoszą niektórzy krytycy literaccy, językoznawcy, historycy literatury, zamknięci w gabinetach swoich uczelni. Wiedzą co było w poprzednich epokach, ale ich rozeznanie na temat tego, co tak naprawdę dzieje się w polskiej literaturze, jest mierne. Dlatego osobiście wolę posłuchać, co mają na ten temat do powiedzenia Andrzej Krzysztof Waśkiewicz, Leszek Żuliński czy Marek Wawrzkiewicz.

Polska literatura jest jedna, a jedynym kryterium jej wartości powinien być jej poziom, którego nie będziemy musieli się wstydzić w następnych pokoleniach. Żeby to jednak nastąpiło trzeba wiele zweryfikować. Przede wszystkim należy pozbyć się wszelkich barier, które z taką siłę niszczą w nas – pisarzach, a także i czytelnikach – najważniejszy jej czynnik rozwoju – wolność. To ona jest motorem napędowym do wszelkiego, nieskrępowanego, twórczego działania. Jest i papierkiem lakmusowym, i pieczęcią odbijającą swoje – jakże ważne – piętno.

Rodzaje wolności, są adekwatne do ludzkich zachowań w różnych okresach historycznych. Mamy więc wolność twórczą, nieograniczoną żadnymi zakazami, ani nakazami. Mamy wolność słowa, wolność zachowania, wolność czerpania z nieograniczonych przestrzeni, wolność do nałogów itd. Sztuka jest wolna i twórca jest wolny – bądźcie więc w swojej działalności wolni.

W literaturze współczesnej, przesiąkniętej tak bardzo mocno ideą postmodernizmu, czy jak niektórzy nazywają ideą czasów ponowoczesnych, występuje ucieczka przed określeniem. Postmodernizm wyzwala się z wszelkich sensów i jednoznaczności, i jest przez to anarchiczny z tą całą swoją ideą „rozbioru”. W literaturze tej mamy do czynienia z procesem negowania jednego sensu na rzecz sensów wielu. Nie tworzy się już jednego znaczenia, lecz je mnoży, zwielokrotnia, przez co zarazem rozprasza, a w konsekwencji i po trosze pomniejsza.

Jednak konkluzja z tych moich przemyśleń jest chyba dość optymistyczna. Już Sartre założył, że egzystencja zawsze poprzedza esencję, że negacja wolności, często przekształca się w głęboką obronę. Bo gdybyśmy założyli, że życie nie posiada żadnego sensu, to człowiek stał by się ponownie rodzajem przyszłości, projektem, czyli tym czym może być. A przecież człowiek nie jest niczym innym, jak tylko tym, co z siebie uczyni. Może on przekraczać swoje życie i być czymś więcej niż jesteśmy na co dzień. Najważniejszą wolnością jaką on dysponuje jest możliwość poszukiwania. Ludzie powinni bezustannie poszukiwać, prowadzić peregrynacje w głąb siebie. Niestety, szukajmy coraz częściej nie tego, co chcemy znaleźć, lecz to, co znaleźć możemy. Bo życie to wszak bezustanne szukanie i poznawanie. Ostateczne znalezienie oznaczałoby stagnację, monotonność wszechwiedzy, kres wyobraźni, a przez to także i koniec istnienia. Pamiętajmy jednak, że nadzieja jest oczekiwaniem poszukiwanego, a to właśnie owo poszukiwane determinuje wolność, choć jak powiedział Immanuel Kant „wszędzie mamy do czynienia z ograniczaniem wolności”.

Zdaję sobie sprawę z tego, że przedstawione nazwiska nie w pełni przedstawiają poruszony przeze mnie temat, ale przecież to moja, prywatna, subiektywna opinia, do której przecież mam prawo. Żyjemy przecież w wolnym kraju i taki jest mój wybór, taka jest moja wolność...

 

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież


Pisarze.pl
E-tygodnik literacko-artystyczny
Numer 21/12 (92)
ISSN: 2084-6983



Dziś René Magritte

 Zdradliwość Obrazów, Zagubiony Dżokej oraz Terapeuta to najbardziej znane obrazy René Magritte’a.

więcej>>

Coraz więcej listów do Państwa, coraz więcej wierszy, mało prozy, widać, że nie cieszy się ona specjalnymi względami, albo może prozaicy są bardziej skryci, bardziej tajemniczy.




Strona oparta na Joomli