Zbigniew Chojnowski

{jcomments off}


Erwin Kruk, czyli stwarzanie Mazur

 


erwin-kruk2

Strony mazurskie praktykowane. A więc stwarzane przez Erwina Kruka trzeba rekonstruować oraz interpretować zgodnie z założeniem, że jego twórczość należy do narracji mniejszościowej, peryferyjnej i jako taka jest miejscem budowania respektu dla inności, sposobem opierania się stereotypom i zawłaszczeniu rozpadającej się ostatecznie tożsamości wspólnoty społeczno-kulturowej, która pod względem etnicznym nie może uczestniczyć w pełni, na zasadach równoprawnych, ani w kontekście niemieckim, ani w polskim. Związek z ziemią rodzinną i jej niknącym dziedzictwem kulturowym, autochtoniczność, świadomość regionalna, zakorzenienie Mazurów ustępują i deformują się pod wpływem hegemonicznych i homogenicznych sił państwowo-narodowych polskich lub niemieckich. Bohaterowie Kruka  doświadczają nieporozumień wynikających z nietrafnej identyfikacji ich tożsamości kulturowej ze strony Polaków i Niemców. Pierwsi uważają ich za Niemców, drudzy za Polaków, ponieważ ci i ci nie uznają „różnorodności form kulturowych”, nie chcą rozumieć, że ona rozwija, podporządkowani są mitowi „homogeniczności kultury”, „do którego odwołują się poszczególne systemy społeczne i instytucje, by osiągnąć autorytarność i władzę”
[1]
.

 Kompleks spraw w mazurskim świecie Kruka nacechowany jest tak dużą złożonością, że formuła Anny Matysiak „regionalizm tragiczny”[2], mimo trafności, jest niewystarczająca. Badaczka uwzględnia specyfikę historyczną mazurskiej krainy, ale poezję Kruka ujmuje przede wszystkim autobiograficznie, toteż interpretacje Matysiak kończą słuszne konstatacje, ośmielające do zniesienia zdecentralizowania refleksji nad tą twórczością jako artystycznie udanego i autentycznie podmiotowego wyrazu kultury mazurskiej:

 

Twórczość Erwina Kruka jest w literaturze polskiej zjawiskiem niezwykłym i wyjątkowym. Jest on niemal jedynym polskojęzycznym poetą o prawdziwie mazurskim rodowodzie, który swym tworzeniem zaświadcza o związku człowieka z ziemią, jedynym, który podjął się ukazania tego brzemienia tragizmu, jakim historia tę krainę obciążyła. Istnieje uzasadniona obawa, że fenomen twórczości Erwina Kruka jest ostatnim w swym rodzaju, gdyż jest on przedstawicielem ludu, który jako społeczność ginie, rozpada się, zatraca świadomość wspólnoty oraz poczucie przynależności do geograficznie i historycznie określonej krainy[3].

  

W konkluzji Matysiak mimochodem ujawnia fakt recepcyjny, a mianowicie to, że tradycja czytania utworów Kruka ze stanowiska polonocentrycznego uchodzi za standard interpretacyjny; należałoby go jednoznacznie przełamać, gdyż zniekształca on sens przekazywanych doświadczeń i służących im rozwiązaniom literacko-artystycznym. Poezja, proza i eseistyka Erwina Kruka jest poddawana zadziwiająco łatwo interpretacjom autobiograficznym, psychologicznym czy socjologicznym. Wprowadzają one w pułapkę redukcjonizmu, bowiem narzucają mazursko-polskiemu pisarzowi rolę wiarygodnego świadka oraz kronikarza nieuchronnych procesów demograficznych, przynoszących społeczną niesprawiedliwość i okresową patologię. Podtrzymywany przez krytykę mit „ostatniego Mazura” (jakby w podtekście chodziło o „ostatniego Mohikanina”) stanowi polonocentryczny instruktaż lekturowy dla czytelników twórczości Kruka jako tej, która jest łabędzim śpiewem wspólnoty Mazurów, mówiącej przez wieki na ziemiach rządzonych przez Niemców po polsku po to, aby podtrzymać historyczne i etniczne prawa Polaków do „ziem pruskich”. Po wypełnieniu misji Mazurzy mogli udać się do Niemiec, „za Odrę”, jak to eufemistycznie stwierdzano. Nieuprawomocnione jest rozumienie Erwina Kruka jako autora, który mimo wahań, rozdarcia, dramatu bycia obcym podwójnie (wśród przybyszów i swoich ziomków), przyjął ostatecznie narrację większościową za swoją. Stronnicze czytanie tekstów mazursko-polskiego pisarza i poety blokuje ich lekturę głęboką, uwzględniającą to, że u ich podstaw znajduje się punkt widzenia kogoś z mniejszości, a dokładniej mniejszości mniejszości (sic!). Persona poetycka, jak również narrator Kruka jest kimś, kto nie poddaje się presji, aby opuścić strony ojczyste, zatracić w sobie świadomość swego kulturowego pochodzenia. Jest konsekwentnie pozostańcem. Imperatyw bycia jak najbliżej krainy urodzenia, mimo że zmieniła ona właściciela, przynależność państwową, ustrojową, wyznaniową, jest wynikiem trudnej do zracjonalizowania i niebywałej wierności, utożsamiającej się z Herbertowskim przesłaniem „Pana Cogito”: „Bądź wierny Idź”. Krukowa wyobraźnia i pamięć przemierza drogi i ścieżki, aby unaocznić i ponowić decyzję o pozostaniu w krajobrazie przeznaczenia swoich przodków. Mazury jawią się więc jako los, rozpraszające się dziedzictwo, wspólnota coraz mniej licznych żywych i coraz bardziej licznych umarłych, a wreszcie jako krajobraz niejako poręczający istnienie podmiotu mówiącego. Utrata domu (wspólnoty rodzinnej) jest znakiem trudności z odnalezieniem trwałego odniesienia (np. topograficznego) dla egzystencji, toteż bohater Kruka jako byt „pomiędzy” pyta obsesyjnie: „skąd wróciłem i dokąd idę”?[4]

Zauważmy pomijaną oczywistość, że nikt do tej pory nie podjął się próby prześledzenia wierszy, powieści, eseistyki Kruka w relacji do ujęć germanocentrycznych; choć to dopiero zamysł badawczy, można przyjąć, że mazurskie losy mitologizowane literacko przez Erwina Kruka w stosunku do niemieckich są usytuowane bardziej peryferyjnie niż wobec polskich. Twórczość ta, jak żadna inna w okresie powojennym, jest rezultatem praktykowania krainy mazurskiej ze świadomością, że jej tutejsi mieszkańcy o polskich korzeniach etnicznych zostali postawieni przed fałszywymi wyborami (Polak albo Niemiec, pozostać w Polsce albo wyjechać do Niemiec itp.), które niezależnie od decyzji prowadziły do wydziedziczenia z mazurskości. W Narodowym Spisie Powszechnym w 2011 roku mazurską identyfikację narodowo-etniczną zadeklarowało 1376 osób, w tym tylko 149 jako jedyną[5].  Na kolejnych etapach swej twórczości Kruk konstatował literacko, że „obcy świat” układał Mazurom „karty losu”[6], co czyniło ich przedmiotem biegu wydarzeń i ustanawiało źródło zbiorowego poniżenia.

W odróżnieniu od pozostałych twórców mazurski pisarz kreował krainę urodzenia jako tę, w której nastąpiło tragiczne zerwanie ciągłości kulturowej, maskowanej po 1945 roku propagandowym mitem „powrotu do Macierzy” i upowszechnianiem nie-pamięci o historycznych i współczesnych dziejach Mazurów. Jednym z kluczowych motywów, symbolizujących zatratę dziedzictwa w twórczości Kruka, są losy Nowo wydanego kancjonału pruskiego; śpiewnik ów był w powszechnym użyciu w mazurskich domach przez ok. dwieście lat. Bohater Łaknienia, powieści Kruka pisanej w 1978 roku, Adam Kalwa rozważa:

 

Zamykany na mosiężną klamrę Nowo wydany kancjonał pruski, dzieło opracowane w 1741 roku przez Jerzego Wasiańskiego z Nidzicy, był egzemplarzem z końca wieku, jednym z kilkudziesięciu, jakie ukazały się w ogóle. Do ilu rąk trafił kancjonał, do ilu trumien go włożono, wsuwając księgę do martwych rąk, na wieczną drogę! Jeśli wierzyć profesorowi, który sporządził bibliografię druków zwartych, jednorazowy nakład wynosił niekiedy ponad pięćdziesięciu tysięcy egzemplarzy, a w każdym kancjonale – kilkanaście utworów z Psałterza Dawidowego. Zamyśliłem się, jakbym usłyszał pogłos wieków, który przeszedł nad ziemią i dopiero po ostatniej wojnie rozprysł się i zamilkł. Widziałem wówczas kancjonały: walały się po strychach, tonęły w składach makulatury, umierały w opustoszałych domach. Sam miałem za złe Fryderykowi Witramowi, który w Szczytnie książki te zbierał. Jaki to druk, przecież to pismo niemieckie – krzyczałem pełen butady i pasji budowania po wojnie nowego sprawiedliwego świata. Czasopisma i książki drukowane frakturą należały do złej, antypolskiej historii i z tego powodu nie powinny nikomu kojarzyć się z historią drukarstwa polskiego. Może byłem w ferowaniu wyroków niesprawiedliwy, ale tak uważała większość, która gorliwie jak ja tępiła wszystko, co złe i obce[7]   

 

Erwin Kruk nie opuścił swej krainy; podobnie uczynili jego mentor z czasów młodości, Karol Małłek, nieliczni starsi koledzy i rówieśnicy mazurscy, jak np. Gerard Skok, Tadeusz Zygfryd Willan, Janusz Małłek (wymienieni i niewymienieni pisarze są twórcami mazursko-polskiej literatury powojennej, która nie jest wyodrębniana jako element procesu literackiego, toteż nie ma swojej monografii). Bycie u siebie, a jednocześnie nie u siebie, pozostawanie w kraju rodzinnym w roli „wygnańca”, niezgodności autochtonicznej i nowoosiedleńczej wyobraźni przestrzennej i kulturowej pociągają za sobą dalsze konsekwencje, stan napięcia wywołanego byciem „pomiędzy”, które charakteryzuje mazurskich bohaterów prozy, jak również poetycką osobowość Erwina Kruka.

Mimo że realne umiejscowienie pisarza w wielu płaszczyznach życia i biografii jest źródłem jego odróżniania się od pochodzących z Prus Wschodnich pisarzy niemieckich: Ernsta Wiecherta, Johannesa Bobrowskiego, Siegfrieda Lenza, Arno Surminskiego, Herbert Somplaztkyego i innych, to podobnie jak oni, występuje w roli spadkobiercy (a nie pioniera, zdobywcy, letnika, migranta) mazurskiego krajobrazu. Stosunek wskazanej grupy poetów i pisarzy do prowincji ojczystej, rodzinnej streszcza się w formule pruskowschodniej i niemieckiej dziennikarki i pisarki, Marion Dönhoff, mówiącej o kochaniu ziemi swych przodków bez jej posiadania. W Przedmowie do książki Nazwy, których nikt już nie wymienia autorka stwierdziła:

 

[…] za każdym razem, gdy ponownie widziałam te aleje, samotne jeziora i ciche lasy, czułam, że przyjechałam do domu. Krajobraz jest bowiem ważniejszy niż wszystko inne. W ostatecznym i istotniejszym rozumieniu nie jest on zresztą niczyją własnością, a jeśli już należy, to do tego, kto potrafi kochać, nie posiadając[8].

 

Erwin Kruk nie opuścił krainy swego pochodzenia, a mimo to jego relacje z nią są bardziej zawiłe niż u wymienionych twórców niemieckich, choć również opierają się na miłości do niej i duchowej odpowiedzialności za nią. Mazurski poeta i pisarz bardziej dramatycznie rysuje tożsamość własną i przechodzącej do historii społeczności Mazurów (np. gdy Siegfried Lenz rozbraja nostalgię za Mazurami humoreskami zebranymi w tomiku So zärtlich war Suleyken (1955), autor z Dobrzynia pod Nidzicą w debiucie poetyckim Rysowane z pamięci (1963) szyfruje tragedie rodzinne roku 1945. Kruka bardziej niż pruskowschodnich autorów z Niemiec zajmuje rekonstrukcja i podtrzymanie pamięci[9], kultury przodków i znajdowanie dla niej uznania społecznego, zwłaszcza wśród współczesnej ludności zamieszkującej Warmię i Mazury.

W wierszu Lekcja poglądowa poeta zdobył się na wyjątkowy wysiłek, aby ironicznie i gorzko unaocznić postrzeganie Mazur przez powojennych przybyszów, planowo wyjałowione z pamięci o dziedzictwie kulturowym autochtonów i nauczone nieczułości na rozmiar i treść wyrządzonych im krzywd:

 

To, co widzisz wokół, jest teraz nasze.

Popatrz, ile musieliśmy zrobić,

By usunąć przeszkody i wyrzucić to, co niepotrzebne.

Mieliśmy wiele cierpliwości. Także do ciebie.

Sądziliśmy, że też będziesz nasz.

Czyż to, co się dokonało,

Nie jest piękne albo godne chwały?

Popatrz na domy nad jeziorami:

Obce zapachy dawno z nich wywietrzały.

Spójrz na pola, które obsieliśmy żytem i gryką.

Bezużyteczne cmentarze oddaliśmy lasom.

Nad śmiercią szumi teraz życie. A nad ziemią niebo,

Ku któremu się wznoszą

Nasze pieśni i dziękczynne modły.

Jest całkiem inaczej, swojsko i domowo.

Gdzie lasy ciemne i przejrzyste wody,

Wszędzie płynie nasza jasna mowa.

A ty milczysz, jakbyś nie rozumiał,

Ze to piękno, z którego korzystasz,

Nie zanurza się w głąb, nie szuka przeszłości.

Niepotrzebne mu wymarłe narzecza, ani obce imiona.

Popatrz, jak pięknie zielenią się nowe pędy.

Śpiewaj tak samo jak my

Nie śnij o tych śladach, które są zatarte.

Bo kto je przypomina, ten zakreśla granicę

I oddziela się nią od nas, i rzuca cień

Na urodę naszych krajobrazów[10].

 

Bohaterzy powieści Kruka niekiedy parają się historią zawodowo, jak Bruno Ledok w prozie Rondo; temu potomkowi francuskich hugenotów, przybyłych na Mazury w XVIII wieku z powodu prześladowań na tle wyznaniowym, doskwiera zasadne przeświadczenie, że oparta na źródłach narracja historyczna o losach mazurskich po 1945 roku rozmija się z oficjalną wykładnią dziejów[11]. Upominanie się o prawdziwe głosy autochtoniczne Warmii i Mazur na temat ojczystego regionu, mimo dominacji narracji obcych i narzuconych, stanowi jedno z zasadniczych powinności pisarskich przyjętych przez Erwina Kruka.

erwin-kruk3Jako rodowity Warmiak podobną rolę zaczął odgrywać po 2000 roku wybitny germanista ze środowiska poznańskiego, Hubert Orłowski, publikując książkę Warmia z oddali. Odpominania (2000) i esej Rzecz o dobrach symbolicznych. Gietrzwałd 1877 (2005). Warmiński ogląd kultury i historii regionu w zbliżonym czasie uwidocznił też po powrocie z Niemiec w 1992 roku inny Warmiak, Edward Cyfus, w Warmińskiej sadze. „A życie toczy się dalej...” (najnowsze wydanie w 2014). Znakiem zmiany statusu Warmii po 1989 roku z ziemi peryferyjnej na obszar etycznego centrum w świadomości niemieckiego Warmiaka  dokonujących się po 1989 roku jest autotopograficzny esej Winfrieda Lipschera pt. Barczewo w Europie czyli Ojczyzną człowieka jest drugi człowiek (Olsztyn 2005). Etycznie waloryzowany obszar, miasto, miejsce z racji zawiązanej w nim wspólnoty duchowej osób czyni z punktu geograficznego centrum, w którym ustaje napięcie pomiędzy dominacją i marginalizacją (u podstaw znajdują się tu przekonania chrześcijańskie).     

Krukowi od początku lat sześćdziesiątych XX wieku towarzyszy świadomość, że z perspektywy etniczno-kulturowej większości wypowiada się na peryferiach, podlegających wciąż geograficzno-administracyjnym i demograficznym zmianom.  Peryferyjność rozumiana terytorialnie jest znakiem wykluczenia; w wierszach i prozie przyjmuje ona postać „cmentarza”, wyludnionego miejsca, odartego ze znamion cywilizacyjnych i bezbronnego krajobrazu. Ale przecież racje moralne, a przede wszystkim bycie po stronie słabszych, empatia wobec wydziedziczonych, sytuuje twórcę w centrum człowieczeństwa, które umiejscawia się tam, gdzie chce.

Pisarz, poeta, eseista, działacz społeczny, miłośnik i popularyzator historii Mazur, jak również Warmii, swoje teksty i realizowane inicjatywy umieszcza w perspektywie odchodzącej/odeszłej do historii kultury mazurskiej. Jak pokazują to badania, jej reprezentacje nie mają nic wspólnego z folkloryzmem i horyzontem doraźnych oczekiwań. Kruk przedstawia Mazurów jako wspólnotę w trakcie rozłożonego na powojenne lata procesu wydziedziczania i znikania. Twórca z jednej strony podnosi konkretne przejawy, ukształtowanej przez wieki, duchowej i materialnej kultury mazurskiej, z drugiej zaświadcza o jej rozpadzie i zmniejszaniu się liczby ludzi, którzy żyją nią, chcą lub mogliby nią żyć. Mazurskie realia kulturowe i społeczne w prozie, wierszach, esejach są obecne nie tyle jako ekspozycja w „muzeum ziemi ojczystej”, ile jako rozpraszające się świadectwa i efekty pracy, wiary, wyobrażeń, klęsk znanych i nieznanych z nazwiska osób, rodzin, czyli pokoleń tutejszych mieszkańców. Ten sposób myślenia o regionie urodzenia dyktuje Erwinowi Krukowi marzenie o zachowywaniu ciągłości, która w jego mniemaniu gwarantuje trwanie i rozwój kultury jako takiej (bezprzymiotnikowej).

Mimo że geograficzna przestrzeń, sytuacja demograficzna, miejscowości i krajobrazy w utworach Kruka pozwalają się zlokalizować,  nie chodzi w nich tylko i wyłącznie o Mazury, które Oskar Kolberg w XIX wieku w celu odróżnienia od Mazowsza, innych Mazur, „Mazurami Pruskimi”. Kultywowanie ciągłości jest  przedsięwzięciem dużo bardziej trudnym i złożonym niż pamiętanie, wymaga bowiem zaangażowania, wyborów aksjologicznych i życiowych, należy do porządku stylu bycia w codzienności, a nie fasadowych manifestacji. Toteż mazurski twórca podejmuje jeden z fundamentalnych tematów literatury, jakim jest kulturowa komunikacja między osobami, grupami, społecznościami, mniejszością a większością, przekazywanie i przyjmowanie doświadczeń, ich deformowanie i przemilczanie. Jednakże to, co jest przekazywane, spoiwo ciągłości, musi być w umocowane w przestrzeni geograficznej. Przekaz, jak wskazuje na to uniwersalna sytuacja komunikowania się, wymaga umiejscowienia oraz informacji, a przynajmniej podpowiedzi co do punktu przecięcia się centrum i peryferii – punktu, z którego jest on emitowany.

Kruk bez względu na rodzaj i gatunek wypowiedzi jest czujny i dbały w sygnalizowaniu terytorium, do którego przynależy narracja, monolog liryczny, postać, wydarzenie lub eseistyczny wywód. Sytuowanie akcji, wspomnień, wizji, rozmów, rekonstrukcji losów w realnych miejscach jest strategią uwiarygodniania werbalizowanych treści, jak również fizycznego potwierdzenia tego, kto się wypowiada. Co więcej, eksponowanie więzi mówiącego ze zdefiniowanym geograficznie skrawkiem ziemi jest gestem wprowadzającym rodzaj uchwytnego porządku, a jednocześnie przynajmniej chwilowo zakotwicza podmiot, boleśnie przeżywający swoje niepewne zakorzenienie, w czymś, co wydaje się stałe. Zauważmy, że mapa geograficzna, jaką kreśli w swoich tekstach Erwin Kruk, jest konstrukcją autobiogeograficzną, a znajdujące się na niej toponimy odnoszą się do prawdziwych miejscowości z Warmii i Mazur. Już podpisując swój poetycki debiut prasowy geonimem „Marek Doski”, młody autor zamanifestował autobiogeografizm; utworzył bowiem swój pierwszy pseudonim od nazwy rodzinnej wsi, czyli Dobrzynia („Doski” powstał z pominięcia środkowej części nazwiska „Dobrzyński”, które wpisywało nastoletniego poetę w romantyczną tradycję „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza). Przeważają toponimy autentyczne (np. Olsztynek, Ostróda, Morąg, Giżycko, Ełk, Olsztyn), podmienione lub nieznacznie zmienione (np. Grabik w powieści Rondo to rodzinna wieś Dobrzyń, Osowin z powieści Drogami o świcie to Ostrowin). Rzadkością bywają toponimy zmyślone. We wzmiankowanej prozie Drogami o świcie występuje nazwa „Bortąg”, za którą ukrywa się Morąg; w tym powiatowym mieście znajduje się Dom Dziecka, którego wychowankiem był Erwin Kruk; pisarz jest absolwentem tutejszego liceum. „Bortąg” jest wynikiem kontaminacji dwóch nazw miejscowych, które ani historycznie, ani geograficznie do Mazur nigdy nie należały, jakkolwiek oba toponimy są pochodzenia pruskiego, o czym świadczy sufiks „-ąg”. Bortąg jest warmińską wsią parafialną pod Olsztynem, zaś Morąg wchodzi w obręb obszaru, zwanego przez Niemców Oberlandem (Prusami Górnymi). Ten szczegół toponimii literackiej z debiutanckiej powieści Kruka sygnalizuje ideę, rozwijaną w dojrzałej twórczości Kruka, a podzielaną z Johannesem Bobrowskim, że Mazury i Mazurów trzeba opisywać i literacko mityzować z koniecznym uwzględnieniem przeszłości plemion pruskich, które zamieszkiwały te ziemie w wiekach średnich przed ekspansją Zakonu Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie  w XIII wieku oraz ludności polskiej od XV stulecia.        

W narracjach, liryce i eseistyce Erwin Kruk dąży do mitograficznej, a jednocześnie związanej ściśle z autobiografią i historiografią, literackiej restytucji Mazur, które nie byłyby imitacją istniejących już wyobrażeń kraju mazurskiego. Mazury, jak również każdy inny region, są tym, co jest w stanie zrobić z nim dany człowiek lub grupa ludzi dzięki swemu rozumowi, wyobraźni i pamięci, władzom sądzenia, pracy. Tworzyć miejsce, obszar lokalny, region znaczy wydobywać go z peryferyjności i nadawać mu status centralności w sensie duchowo-etycznym.

Ziemia mazurska według Kruka staje się tym, co ludzie czynią z jej historią, krajobrazem, geografią, przyrodą, pamięcią o losach mieszkańców. Prawu do tworzenia Mazur towarzyszy uniwersalny sceptycyzm: „Każdy nosi w sobie swój świat, który sam tworzy i sam doprowadza do zniszczenia”[12]. Stwarzaniu regionów nie ma końca.

Zbigniew Chojnowski

 



[1] J. Hańderek, Nauka krytycznego myślenia herezji, czyli o pożytkach ukrytych w heretyckich poglądach, „Humanistyka i PrzyrodoznawstwoO nr 20 (2014), s. 60-61

[2] A. Matysiak, Między regionalizmem a uniwersalizmem. O poezji Erwina Kruka, Warszawa 1995, s. 14-19.

[3] Tamże, s. 62.

[4] E. Kruk, Rondo, Warszawa 1971, s. 135.

[5] Ludność. Stan i struktura demograficzno-społeczna. Narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań 2011, Główny Urząd Statystyczny, Warszawa 2013, s. 261.

[6] E. Kruk,  Z oddalenia, w: tegoż, Znikanie, Olsztyn 2005, s. 65.

[7] E. Kruk, Łaknienie, Warszawa 1980, s. 213-214.

[8] M. Dönhoff, Nazwy, których nikt już nie wymienia,  przeł. G. Supady, Olsztyn 2001, s. 6.

[9] Zob. książki E. Konończuk: Mazurska obecność Erwina Kruka (Białystok 1993) oraz Literatura i pamięć na pograniczu kultur (Erwin Kruk - Ernst Wiechert - Johannes  Bobrowski) (Białystok 2000).

[10] E. Kruk, Lekcja poglądowa, w: tegoż, Znikanie, s. 53.

[11] E. Kruk, Rondo, s. 147 i in.

[12] E. Kruk, Rondo, s. 129. 

Pin It