Krystyna Habrat

 

KARTOFLANE PLACKI W MAŁYM BARZE NAD RZEKĄ

 

  Jak to bywa  pod koniec listopada, z rana sobota zapowiadała się pogodnie. Świeciło słońce, wszystko wokół jaśniało. Jednak koło południa niebo zasnuło się chmurami. Zanim po skończeniu tygodniowych porządków w domu mogliśmy z mężem wyjść, już się ochłodziło. Ale  tak rzadko teraz wychodzimy. Zażyłam nawet tabletkę, żeby ból w plecach mi nie  dokuczał na spacerze.

  W parku jeszcze tu i tam żółciły się pojedyncze drzewa. Niektóre niczym cytryna, inne   jak przyrdzewiała pomarańcza. Tylko  młode sosny i cyprysy trwały niewzruszone w swej ciemnej zieleni.

Piotr Wojciechowski - Linie Wichrowate

Wacław Holewiński - polemika z felietonem Piotra Wojciechowskiego
 

 

wojciechowski holewinski

 

W trakcie ostatniej Biesiady Literackiej wywiązała się dyskusja dotycząca treści felietonu Pana Piotra Wojciechowskiego. Pan Piotr Wojciechowski w swoim liście do redakcji chce wyjaśnienia sprawy, pisząc, że regulamin Biesiady Literackiej nie pozwala na polemiki. Zwróciliśmy się zatem do Pana Wacława Holewińskiego, który był dyskutantem w czasie imprezy, o przedstawienie swojego stanowiska. Dziś prezentujemy naszym Czytelnikom felieton i polemikę z jego treścią pióra Wacława Holewińskiego - redakcja

Jan Stanisław Smalewski

 

Można lżyć, byle nie imiennie

 

Smalewski

 

Przyzwolenie to coś, na co uzyskujemy zgodę w jakiejś określonej, czasami nawet wyjątkowej sytuacji, z czyjegoś poręczenia lub wyboru. To także zgoda na postępowanie, które nie zawsze jest zgodne z naturą, a czasami i z prawem również.

Na przyzwolenie niekiedy trzeba sobie zasłużyć, lub do niego dorosnąć. Wiedzą o tym zwłaszcza rodzice i rozmaici wychowawcy, kiedy nagradzają swoje pociechy (lub wychowanków) zgodą na samodzielny wyjazd lub udział w jakiejś imprezie, na przykład na wakacje pod namiotami, czy tradycyjny młodzieżowy Woodstock.

Krystyna HABRAT

 

PIĘKNA  KOBIETA  I  JEJ  SZALONA  POWIEŚĆ

 

Krystyna HabratOstatnio coraz częściej wracam do starych książek. No, nie tak bardzo starych, bo jeszcze współczesnych, ale często zapomnianych. Wzięłam tak, na czas choroby,  "Statek szaleńców" Katherine Anne Porter. Czytałam ją dość dawno, jak i jej dwa tomy opowiadań,   ale mam je wszystkie na półce, więc powracam.

Cykl: „Piórem przechery”

 

Zbigniew Niedźwiecki Ravicz

WSZYSTKIEMU WINNE TE PIERDOŁY…

 

Filip Wrocławski

 

            Mój sąsiad to niespotykanie grzeczny człowiek. Można odnieść wrażenie, że jego maniery pochodzą z czasów gawota i menueta. Gdy widzi mnie na ulicy, z daleka się uśmiecha, pierwszy do mnie mówi dzień dobry. W zajmujący sposób prowadzi konwersację o pogodzie i świeżym powietrzu. I w ogóle nie można mu niczego zarzucić.

Jan Stanisław Smalewski

 

Pół na pół

 

Jan StępieńMalowałem kiedyś obrazy. Oglądając moje dzieła, ktoś z fachowców powiedział, że jestem pacykarz. Wiedziałem, że nie jestem profesjonalistą, uważałem się za amatora posiadającego takie właśnie hobby. Ale pacykarz? Sprawdziłem w słowniku, by upewnić się, że to określenie mnie obraża.

            Tandeciarz, szmirus, bazgracz… No nie?! – Pseudoartysta… Czy takim chcę pozostać? Nie chciałem. Chociaż przecież dotknięty palcem jakiejś tam muzy miałem swoje wizje artystyczne, chciałem je realizować, żyć w kolorowym świecie baśniowego malarstwa.

Krystyna Habrat

 

TĘSKNOTA  ZA KSIĄŻKAMI  Z  DZIECIŃSTWA

 

Krystyna Habrat  Dziś w TV znowu film o Patagonii. Oglądałam już fragment z flamingami, ale co najważniejsze wraz z nim powróciły mi wspomnienia z ulubionej w dzieciństwie książki Juliusza Verne'a: "Dzieci kapitana Granta", bo właśnie w Patagonii działa się akcja I tomu.

   Jak ja ją lubiłam! Przeżywałam bardzo poszukiwania, zaginionego w katastrofie statku, kapitana, prowadzone wzdłuż 37 równoleżnika, co podpowiadał list znaleziony w butelce, którą połknęła ryba. Szukali najpierw w Ameryce południowej, potem w Australii i wreszcie w Nowej Zelandii. Jakież ci poszukiwacze mieli przygody! To olbrzymi ptak porwał chłopca w górę, to wpadli w  ręce opryszków udających zacnych przewodników, to trafili do ludożerców i byli o krok od śmierci. Zresztą nie raz. I kiedy już ciarki przechodziły mi po plecach z lęku, czy się tym razem wywiną, wydarzało się coś, co wyrywało ich z   opresji. Czasem nawet  wiecznie roztargniony, niepraktyczny,  profesor geografii, Paganel, ratował ich dzięki swojej ogromnej wiedzy z geografii i nauk pokrewnych. A ileż ten  nader poważny uczony wnosił humoru! Właśnie poprzez kontrast jego sztywnej powagi ze śmiesznością wydarzeń, jakie powodował przez  roztargnienie.