Krystyna Habrat

ZWIĄZEK PRZYCZYNOWO-SKUTKOWY

 POMIĘDZY CZAPECZKĄ  A  SKARPETKĄ,

CZYLI

 PEDAGOGIKA WIERSZOWANA

 

  Dziś będzie krócej, bo trzeba wyjść w plener, radować się wiosną.

Już naprawdę wiosna. Dzień długi, pełen słońca. Błękit w górze rozległy. Tylko na horyzoncie gdzieniegdzie białe obłoki. Wierzba płacząca pod moim oknem okryła zwisające witki drobnymi listkami. Dwa grzywacze, jak od lat, krzątają się wokół  niej, pewnie znów budują na  konarze proste gniazdo z patyczków. Trawa się zieleni. Kwitną krokusy na liliowo, żółto, biało.

 

 

 

Andrzej Walter

 

Sztuka agresywnej epilepsji

 

 

Andrzej Walter   To będzie gorzki tekst. W sam raz na Święta. (Ilu ludzi jeszcze dziś wie i rozumie po co są te akurat święta?). To będą lamenty, rozmyślania i rozterki dziecka współczesności. To będzie bolesna lektura. Jednakowoż w roku Pańskim 2018 osiągnęliśmy już, jak się przynajmniej wydaje, stan dojrzałości. Wkraczamy oto w dorosłość, a XXI wiek stał się naszą dojmującą i jakże realną rzeczywistością. To póki co mało poetyczny wiek. Ten wiek jak na razie dotyka nas swoją dosłownością, obejmuje nas swoją nachalnością, obnaża przed nami wszelkie tabu oraz gwałci nas mało subtelną popkulturą podniesioną do rangi świętości.

 

 

Wiesław Łuka

Wiesław Łuka pisze o mankamentach studiów dziennikarskich i o grupie swoich studentów, jakich spotkał po raz pierwszy.

 

luka wieslaw

 

O studiach dziennikarskich i studentach dziennikarstwa można od kilkunastu lat przeczytać i usłyszeć tylko źle – że programy poszczególnych semestrów nakazują przyswajać młodym wiedzę historyczną, socjologiczną, filozoficzną, ekonomiczną, że najmniej w nich nakazów (egzekwowanych egzaminami) uczenia praktyki dziennikarskiej; to po pierwsze. A po drugie – katastrofa, że studenci są odporni na czytanie książek i prasy oraz systematyczne śledzenie radiowych i telewizyjnych programów informacyjno-publicystycznych.

 

 

 

Piotr Wojciechowski

na Biesiadę Literacką 27 marca

 

SZAMANI ZŁYCH PRZECZUĆ

 

wojciechowski      Państwowy Instytut Wydawniczy nie tylko istnieje pod starym adresem, ale także nadal wydaje książki. Właśnie niedawno wznowił powieść austriackiego pisarza i kompozytora Herberta Rosendorfera „Budowniczy ruin” – kiedyś zachwycałem się, teraz wróciłem do lektury i nie bardzo potrafię to czytać. Tak, to nadal jest dobrze napisana i dobrze – przez Edwina Herberta - przetłumaczona powieść. Ja jednak jestem już innym czytelnikiem, mniej potrafię się bawić pomysłami fabularnymi, kunsztowną plecionką wątków, smaczkami erotycznych awantur w krajobrazach Wenecji i Tyrolu, ja teraz szukam schodów do piwnic świadomości autora. A tam mrok. Rosendorfer to jak ja, człowiek wojennego pokolenia – dlatego chciał od pamięci grozy uciec w przestrzeń groteski i metafory, zachciało mu się naśladować Jana Potockiego „Rękopis znaleziony w Sargossie”. Z prawdziwym kunsztem naśladował strukturę szkatułkową arcydzieła – nie potrafił jednak zapalić nad głową czytelnika słońca oświeceniowego porządku. Przeważyły ciężary austriackiego losu – tragedia, w której zwyciężeni stali się współwinni zbrodni i zostali pokonani drugi raz w tej samej wojnie. Ten pokoleniowy ciężar nosił Thomas Bernhard, po nim odchorowali to swoją twórczością Elfriede Jelinek i Michael Haneke - o parę lat młodsi.

 

 

 

Jacek Bocheński - Kwilenie

Jacek BocheńskiJeszcze się spotkamy. Mam na myśli tego licealistę, który kilka lat temu w Serocku zapytał mnie o transhumanizm, a ja zapytałem, co to jest. Mam na myśli studentów doktora Mizery siedzących w Zakopanem z plecakami, notesami i pospolitym uzbrojeniem elektronicznym, niektórych w pozycji lotosu lub kucznej. Wszyscy się jeszcze spotkamy. Przepraszam, że to tak długo trwa i nasza najważniejsza rozmowa o przyszłości świata ciągle się odwleka. Powiem więcej. Znów się odwlecze, i to poważnie, tym razem co najmniej do przyszłego blogu, może Blogu Trzeciego, bo Drugi właśnie się kończy i w nim już spotykać się nie zdążymy. Ale młodzież nie ma na ogół pretensji o takie nieporządki, o dowolność, nieregularność, chaos czasów i sposobów bycia. Liczę na młodzież.

 

 

 

Krystyna Habrat

 TO COŚ, CO UŁATWIA  NAM  ŻYCIE

 

Kiedyś wykwintne maniery miały wskazywać  na  przynależność jakiejś osoby do  wyższej sfery. Wszyscy starali znać się na  niuansach dobrego wychowania i bali się jak ognia popełnić gafy. Od małego wpajano dziecku rozmaite  wyróżniki, mogące świadczyć, że jest kimś lepszym od innych, że pochodzi z...

 Nie szkodzi, że hrabina za nic miała tych niżej urodzonych, co łaskawie odkupywała filantropią, że bywała nieszczera i zakłamana w kontaktach towarzyskich ...  Widać to w opisach gierek salonowych w starych powieściach np. "Lalce", czy "W poszukiwaniu straconego czasu”.  

 

Jerzy Stasiewicz - dwa felietony

 

Nienawykły jestem do czeskiego spokoju

Stasiewicz Jerzy          Nienawykły jestem do czeskiego spokoju. W Broumovie czas płynie wolniej. Spacer z Krinic do drewnianego kościoła tego przykładem. Ludzie idą środkiem ulicy. Samochód potrafi się zatrzymać, poczekać .Nikt nie używa klaksonu. Nie tak jak w Polsce. Mógłbym mieszkać w Czechach.

            Stary przewodnik na cmentarzu, oparty o balustradę wyczekał na ostatniego poetę. Dał czas na skonsolidowanie grupy. I dopiero rozpoczął opowieść o historii miasta , posiłkując się gotyckimi tablicami na drewnianych ścianach świątyni.