Barbara Maria Sierakowska

 

Co tam, panie w polityce?...

(dramat)

 

 

Pokaz mi swoich wrogów, a powiem ci, kim jesteś”- moim wrogom dedykuję-

                                       autorka

      

 

Filip Wrocławski
Filip Wrocławski
     Rzecz dzieje się "U nas, czyli w świecie " i wcale nie musi być aluzją. Po prostu kiedyś, jak napisał w osiemnastym wieku biskup warmiński, Ignacy Krasicki[1], doszło do walki zakonników, gdy zabrakło im argumentów rozumowych. Można więc zadbać o oświecanie społeczeństwa i pozwolić mu na dyskusję, a można zabronić wymiany poglądów i nakazać sposób myślenia zgodny z polityką władzy. Niektórzy mylnie nazywają to racją stanu. Czasem nawet, paradoksalnie, władza nieźle na tym wychodzi...Bo przecież polityk nigdy nie mówi "nigdy" i nigdy nie traci nadziei, a sprytne posunięcia, w których mistrzem by na przykład Taylerand, niejednemu zapewniły trwałe miejsce w świecie mu współczesnym i w historii.

 

                  Osoby:

 

Prominent[gość w wieku dojrzałym]

Jego żona[]

Jego druga żona, najnowszy model, ze sceny 1 i 9.

Asystent Prominenta

Jego sekretarka

Strażnicy[1,2,3..]

Petenci[pan 1,2,3,4,Pani]

Brygadzista

Elektryk

Przywódca

Konspiratorzy[1,2,3,4,5...]

Policjanci{czterech barczystych mięśniaków, reszta w tle}

Spiker

Statyści: reporter, kobieta polska, mężczyzna w mundurze, chłopiec, staruszka, strażnik w podziemiach etc.

Manekiny

 

                    

            

Scena 1.[2]

     Elegancko, nowocześnie urządzone biuro jakiejś znaczącej firmy. Na scenie część sekretariatu: dwa telefony, faks, stolik z ekspresem do kawy i filiżankami, za biurkiem wymuskana młoda sekretarka[niekoniecznie blondynka],w drugiej połowie część gabinetu szefa, na drzwiach uchylonych napis: Prezes Zarządu, w głębi pod oknem biurko,przez okno widoczna rozległa panorama[wysokie piętro wieżowca]. Przed biurkiem krzesło, z boku stolik, dwa fotele. Prominent w średnim wieku, szpakowaty, przegląda jakieś papiery, jednocześnie rozmawia przez telefon, a raczej słucha, coś podpisuje szuka czegoś w laptopie.

Prominent:

     - Ja, verstehen.

..................................

Prominent:

   -Danke, javohl!

..................

Prominent :

   -Ja, ja, auf viedersehn.

Sekretarka [wchodząc]:

   -Panie prezesie przyszedł asystent posła Łebskiego w sprawie prywatyzacji. Był umówiony na dzisiaj.    

Prominent:

   - Pamiętam, wiem, poproś.

Asystent:

     -Dzień dobry, panie prezesie.

Prominent:

-Witam, witam, co tam w sejmie[uścisk dłoni]?Jak tam nasza podkomisja? Usiądźmy[zajmują miejsca w fotelach przy stoliku]

Asystent:

   -O ile wiem, pan poseł zdołał przekonać kolegów, co do kształtu regulaminu na temat sprywatyzowania przedmiotowych zakładów, w punktach dotyczących sposobu przetargu i terminów płatności.

Sekretarka podaje kawę, jakieś chrupki, sok, wychodzi.

Prominent:

-Proszę się częstować. Widzi pan, dla mnie ważne, żeby mój kontrahent, a przed chwilą rozmawiałem z Bremen, miał szansę, a raczej pewność, na wygranie przetargu[piją kawę, przegryzają]. Wiem, że pan poseł jeździ podniszczonym autem, mój zagraniczny przyjaciel gotów jest ofiarować mu, powiedzmy, wypożyczyć w użytkowanie, mercedesa w celu przetestowania go na naszych, nie zawsze najlepszych, drogach.

Asystent:

   -Przekażę tę informację[dopija kawę].

Sekretarka:

   -Panie prezesie, auto podjechało.

Prominent:

-Miło się gawędziło, ale muszę już pana pożegnać[asystent pospiesznie wstaje, kłania się, wychodzi].

Prominent[chowa do biurka dokumenty],do sekretarki:

     -Jaki kurs mają dziś na giełdzie akcje naszej spółki?

Sekretarka:

   -Hossa! Panie prezesie, dzisiaj sporo pan zarobił.

Prominent:

   -Bardzo dobrze. To i ty dostaniesz podwyżkę. Tylko musisz być nadal lojalna, kompetentna i dyskretna.

Sekretarka:

   -Chyba nie może pan we mnie wątpić?

Prominent:

   -Dziś już nie wracam, jadę na szóstą na bankiet. Ty też masz wolne, możesz iść do domu. Gdyby coś się zdarzyło nadzwyczaj pilnego, dzwoń do mnie na komórkę. Na bankiecie będzie paru ważnych ludzi z branży, pojemy, popijemy, obgadamy interesy, a w programie także loteria fantowa, z której dochód przeznaczymy na rzecz fundacji, zajmującej się ludźmi niepełnosprawnymi. My, prywatni pracodawcy, też mamy serca.

Sekretarka:

   - A i medialnie pan zyska, gazety o tym napiszą. Do widzenia, proszę miło spędzić czas, szefie.

Prominent:

   -Dziękuję. Do widzenia.

 

                

                     Scena 2.

 

   Typowa poczekalnia typowego prominenta w byłych krajach bloku wschodniego. Na wprost -drzwi wejściowe z dużym napisem: "Samodzielne stanowisko do spraw wymiany poglądów". Krzesła w dwu rzędach po obu ścianach biegnących z głębi ku rampie. Na pierwszym krześle z lewej siedzi uzbrojony strażnik. Strażnik powinien sprawiać wrażenie podręcznego magazynka broni: granaty, taśma z nabojami, pistolet etc. Je kanapkę, mlaszcze. Dwaj inni, siedzący obok, również coś żują, są tłuści o dużych twarzach. Czwarty, wyprostowany stoi obok drzwi. Po przeciwnej stronie trzy krzesła zajęte, może być w układzie: Pan- Pani- Pan. Każda z osób trzyma na kolanach aktówkę. Widać napięcie- wyprostowane sylwetki, trochę nieruchome, o zaciśniętych szczękach, twarze.

 

Pani[do Pana z lewej]:

_Trochę długo…

Pan 1:

-Ano, przeciąga się!

Pani[do Pana z prawej]:

-Pan tutaj pierwszy raz?

Pan 2:

-Ale gdzież tam…Jestem, można tak powiedzieć, stałym klientem. Przychodzę, że tak powiem z konstruktywnymi propozycjami…

[tamci dwoje słuchają uważnie, Strażnicy zastygają z półotwartymi ustami, z kęsami kanapek, pierwszy Strażnik przełyka z wysiłkiem i…]:

Strażnik:

-Nie wolno! Obowiązuje ścisła tajemnica służbowa i patentowa!

Pan 1[wyraźnie przestraszony]:

-…tak, co to ja?...Ładną dziś mamy pogodę…

Pan 2:

   -Ano tak, prawdziwa wiosna, nawet deszcz taki więcej majowy...

Pan 1.:

     -A jaki odświeżający![otwierają się drzwi gabinetu, wychodzi tyłem mężczyzna, nieco sflaczały, oklapnięty, w drzwiach kłania się niziutko, z szacunkiem zamyka je za sobą, kłania się strażnikom i nie patrząc na nikogo wychodzi. Pani nieśmiało puka i wchodzi do gabinetu. Pojawia się następny petent dość pewny siebie, rozgląda się wokół].

Strażnik:

     -Tu wasze miejsce[Pan siada na wolnym krześle].

Pan 4 do Pana 3:

     -Pan ostatni?

Pan 3:

     -Tak.

Pani [do Pana 4]:

   -Pan tutaj pierwszy raz?

Pan4:

     -Tak. Przyniosłem...

Strażnik:

     -Cicho! Tu obowiązuje tajemnica patentowa i służbowa!

Pan 4:

     -Ale chyba mnie nie, bo ja przyniosłem prawdę.

Strażnik:

     -Bądźże pan cicho!

Pan4[kontynuuje]:

   -Prawdę o nas samych. Mówię wam, jaka ona śliczna! Już i oswajać się zaczęła, nie ucieka od mas mediów ani od mówców wiecowych[tępe twarze strażników mrocznieją, petenci zaciekawieni].

Pan2:

   -A ćwierka?

Pan 4:

   -Proszę?

Pan 2:

   -No, pytam, czy ćwierka, no, bo jak oswojona...

Pani, Pan 2 i 3[unisono]:

   -Właśnie, no bo jak oswojona, to znaczy, musi znaczyć, że...

Pan4.[ze zdumieniem]:

   -Jak to, to pan, to wy wszyscy nie wiecie, jaka jest prawda? Biedacy! Prawda to jest coś jak muśnięcie wiatru i szklanka chłodnej wody w upalny dzień, jak prosta wygodna droga, która wyłoni się nagle przed zbłąkanym wędrowcem. Coś takiego jak serdeczny uścisk ręki, jak uśmiech przyjaciela, jak dobre oczy matki, jak...

Strażnik[broń odbezpieczona, błysk kajdanków w ręku]:

     -Mówiłem panu. Agitacji prowadzić nie wolno! Jest pan aresztowany.

Pan 4.:

   -Za co? To bezprawie!

Strażnik[do pozostałych]:

   -Obszukać go![obmacują gorliwie]

Pan 4:

   -Bez nakazu prokuratora? Rewizja? Ludzie, gdzie my żyjemy? W buszu czy w państwie europejskim?[pozostali znieruchomieli, boją się spojrzeć, odgłosy szarpaniny, przekleństwa, jakieś szturchańce. Drzwi gabinetu uchylają się. Prominent nienaturalnie wyprostowany, o wyglądzie figury woskowej staje w drzwiach. Strażacy i petenci zastygają w postawie "na baczność", tylko Pan 4, z wyrazem bólu na twarzy, prawdopodobnie uderzony w nerkę ,zgięty, trzyma dłoń na plecach, otwiera usta z wysiłkiem, by coś powiedzieć, ale Strażnik z rozmachem daje mu w twarz i syczy].

Strażnik:

   -Milczeć, ty...

Prominent[rozgląda się]:

   -Co tu się dzieje? Pracować nie można!

Strażnik[w postawie zasadniczej]:

   -Melduję, że prowadził agitację antyrządową, jeszcze trochę i zacząłby godzić w politykę międzynarodową.

Prominent:

   -Ten tu?

Strażnik:

   -Tak jest!

Prominent:

   -A nie wygląda na ekstremistę ani na polityka, raczej inteligencik z niego....No, cóż? Róbcie to, co zwykle. Teczkę, opróżnioną, naturalnie i urnę, wypełnioną, odesłać rodzinie.

Pan 4.[wypluwa dyskretnie ząb, sepleniąc nieco]:

   -Nie mam nikogo, sam jestem.

Prominent:

   -No tak, oni wszyscy tacy, samotni przeważnie, bo to wiecie [próbuje się uśmiechać, wszyscy szczerzą się nieszczerze, aczkolwiek przypochlebnie]rodzina to jest rodzina. Żona, dzieci! Chce się poklepać, przytulić, otulić w futerko[z rozmarzeniem],kupić daczę, lepszy większy samochód, modnego rasowego psa[przypochlebne twierdzące szmery] i wtedy przychodzi się do nas z poglądami, które warto i trzeba upowszechniać dla dobrego przykładu. A my, oczywiście chętnie wysłuchujemy, udzielamy patentu, publikujemy. Tak, samotność to błąd i defekt, prawie ideologiczny. Pan ma rodzinę[do Pana 3]

Pan 3:

   -Tak jest. Żona, stara matka, trzech synów.

Prominent:

   -Zuch z was ,kadry rosną, będą nowi strażnicy! I cóż, chłopaki lubią bawić się bronią?

Pan 3.

   -Oczywiście, wszyscy mają karabinki sportowe.

Prominent:

   -To dobrze, to bardzo dobrze, a stara matka? Matrona, co?

Pan 3:

     -Naturalnie, wychowała mnie w szacunku do władzy.

Prominent:

   -Wspaniale, pięknie, idealnie. A co u pani?

Pani:

-Mąż kapitan, służy w gwardii rządowej.

Prominent:

-Brawo! Muszę pani uścisnąć dłoń.

Pani[wzruszona]:

-Och!

Prominent:

-A jak córki? Ładnie rosną?

Pani:

   -Tak. I garną się do jedynie słusznych prawd płynących z opiniotwórczych publikatorów.

Prominent:

   -Oto przyszłe ideowe działaczki. A co u pana?

Pan 2:

-Starzy rodzice, troje dzieci, żona, teściowa.

Prominent:

-Wzorowa, trzypokoleniowa rodzina. I jak starzy weterani?

Pan 2.

-Mają wspaniałe poglądy. Ojciec to wzór niedościgniony, Katon, jak starzy Rzymianie. Należy od młodości do Towarzystwa Przyjaźni, matka działa w Ruchu Obrońców.

Prominent:

   -Wypróbowana kadra, której nic nie złamie...A tego[wskazuje]wyprowadzić! Zatruje nas, owionie, skazi.

Strażnik:

   -A urna?

Prominent:

   -Co takiego? Aha! Pokryć koszty z trzymiesięcznej odprawy, jaka przysługuje każdemu unicestwionemu[Strażnik i ofiara wychodzą]!

Pan 2:

   -A ja właśnie przyniosłem poglądy rodziców i teściowej do opatentowania.

Prominent:

   -Postudiujemy, zobaczymy. No, miło się gawędziło. Wracam teraz do mojej pracy. A wy[do strażników] bądźcie nadal tak samo czujni!

Strażnicy[wyprostowani]:

   -Tak jest![Drzwi gabinetu zamykają się, rozluźnienie ogólne].

Pani[ do Pana 2]:

-Tak ogólnie to miło tutaj, taka ciepła atmosfera.

Pan 2:

   -O tak. I każdy z nas, petentów, przychodząc tutaj, ma pewność, że jest oczekiwanym miłym gościem, nawet wtedy, gdy przychodzi po raz pierwszy[strażnicy przysłuchują się z zadowoleniem].

Pani:

   -Tu wymagana jest duża specyficzna kultura, ale obecnie, gdy na ulicach króluje rynsztokowe słownictwo, to chyba dobrze.

Pan 3:

   -I stosunek do człowieka jest taki specyficzny.

Strażnik[prawie warcząc]:

   -Coś się nie podobało?

Pan 3:

   -Ależ ja wygłosiłem przed chwilą wielką pochwałę oryginalności.

Strażnik patrzy podejrzliwie, ale nic nie mówi.

Pani[nieco załamującym się głosem]:

   -Podał rękę, pytał o rodzinę, o sprawy osobiste, znaczy prognozy dla nas pomyślne[otwierają się drzwi gabinetu, Pan 1 przechodzi, nie patrząc na nikogo, uszy czerwone, na policzkach dwie purpurowe plamy].

Strażnik:

   -Następny[wskazuje na Pana 2,ten podrywa się nerwowo, przygładza włosy i w pozie typowego wazeliniarza wsuwa się do gabinetu, drzwi zamykają się].

Pani:

   -To teraz moja kolej.

Pan 3.

     -Naturalnie, może już niedługo oni wszyscy...[Urywa]

Pani:

   -Ale tu się przyjemnie czeka. I trzeba chyba być dewiantem czy prostakiem, żeby tak jak on, jak ten...[Długa cisza]

 

                        

                               Kurtyna

 

                              Scena 3.[3]

 

[Gabinet prominenta. On sam na miejscu prezydialnym przed ni karafka z wodą, szklanka, popielniczka, telefony przynajmniej dwa, by podkreślić rangę "bohatera, etc. rekwizyty. Boczne miejsca stojące, zajmują szczelnie manekiny naturalnej wielkości, konieczna mechaniczna żuchwa, aby uplastycznić ryk entuzjazmu, ewentualnie protestujące "nie! Prawe ręce ruchome w stawie barkowym, niezbędne przy ewentualnym głosowaniu. Szef, bez bliższego określenia tytułu, stanowiska, stopnia, kończy]:

Szef:

     -...a więc doszliśmy, już, koledzy, do pewnego pułapu wymienialności. Wskaźnik wymiany poglądów[4],który w ostatnich trzech latach wynosił circa 74 coma 8,wzrósł w ostatnim roku, roku sprawozdawczym, do 93 coma 16,co oznacza w liczbach bezwzględnych wzrost rzędu 19 coma 26[wyciera nos ze wzruszenia].Liczby nie kłamią, moi drodzy, a liczby te dowodzą, że działalność nasza w minionym....leciu ,nie była bezowocna, ale przyniosła wymierne efekty. Daje to obywatelom poczucie większej stabilizacji, pewność bezpieczeństwa. Niestety, życie nie stoi w miejscu, przed nami nowe zadania. Przeciwnicy, a któż ich nie ma? [popija wodą]rzucają nam kłody pod nogi. Musimy wzmóc czujność, czujność, powtarzam, by unieszkodliwić wszelkie zakusy wroga i wredne pomówienia wrogich nam ośrodków. Przed nami wielkie zadania i wiem, że dla ich realizacji nie cofniecie się przed niczym, wy, moja stara wypróbowana gwardia, sprawdzona wielokrotnie awangarda, gotowa dotąd na wszystko. Czy nadal jesteście zdecydowani ścieśnić szeregi w dążeniu do jeszcze większej efektywności?

Manekiny:

       -Tak[kłapnięcie szczęk]

Szef:

     -Dziękuję za jednomyślność. Wiedziałem, że mogę na was liczyć. Pozwólcie, że na zakończenie naszego posiedzenia zaproponuje wam projekt rezolucji, której przyjęcie umożliwi nam sukcesywne dążenie naprzód[czyta]:

  

Uchwała podjęta przez Walne Zgromadzenie Plenarnego Zarządu Samodzielnej Sekcji Odpowiedzialnego Wydziału:

My, zgromadzeni na naradzie w dniu...miesiąca...roku...świadomi odpowiedzialności za przyszły los społeczeństwa przed historią ,która sprawiedliwie osądzi nasze wysiłki, postanawiamy:

1.Przyjmowac do wymiany wszelkie dostarczone poglądy.

2.Poglądy nieco zużyte, zwietrzałe, regenerować pod kątem ich dalszej przydatności w biegu dziejów.

3.Poglądy wyświechtane zwalczać metodą dyskusji na gruncie jedynego uznawanego światopoglądu.

4.Poglądy sprzeczne z nasza racją stanu wymieniać na takie, które będą zgodne z oficjalnie przyjętą linią ideologiczną naszego państwa.

5.Poglądy przeciwne naszym zwalczać bezpardonowo[rozgląda się wokół].

Szef:

   -Czy zgromadzeni przyjmują uchwałę?

Manekiny:

     -Tak!

Szef:

   -Kto jest przeciw? Nie widzę. Kto się wstrzymał? Jeden manekin wahająco unosi rękę w górę, po nim drugi].

   -Szef:

   -Uznaję, że uchwała została przyjęta jednogłośnie, przy dwóch głosach wstrzymujących się. Pozwólcie jednak, że zapytam, tak ze zwykłej ciekawości, poza protokołem, czemu delegaci wahają się?

[Głos zza sceny: -panie przewodniczący, to nie oni, to maszyneria zacięła się].

                      Kurtyna

                       Scena 4.

 

[ciż sami, po zebraniu, szef schodzi z podwyższenia].

Szef:

     -Teraz sami, na luzie, możemy porozmawiać, jak rodak z rodakiem [podchodzi do pierwszego manekina].Pamiętasz, stary, jak my, ja z tobą, zwalczaliśmy wszystko, co hamuje postęp i wolność jednostki. Ech, druhu, łza się kręci w oku, tacy byliśmy wtedy młodzi i tacy pełni zapału[bierze Manekina za rękę],ale ty już nie ten i ta ręka nie taka gorąca...A i błysku w oku zabrakło[milknie ze wzruszenia. Podchodzi do drugiego].A ty, stary, gdzie twoja duchowa niezależność, namiętne pragnienie swobody? Umiesz już tylko głosować "za". Co, co chcesz powiedzieć? Że i ja już tylko? Tak, ale widzisz, stary: żona, dzieci, mała stabilizacja, wyższy etap rozwoju, dialektyka historii. I mam ten gabinet z palmą i służbowy samochód z szoferem i pensyjka niezła leci. I już przestałem wierzyć, że im będzie lepiej, wiesz, tym na dole, toteż przestałem walczyć. Patrzysz z wyrzutem? No już, nie gniewaj się, stary, daj pyska![całuje bezmyślną maskę Manekina], no już, już, może i będzie lepiej?...Podchodzi do trzeciego. Ten ma maskę bezmyślnie rozwartą, widać i jego objęła awaria maszynerii albo niedopatrzenie ekipy technicznej].   Skapcaniałeś, przyjacielu! Ten grymas zastygły na twojej twarzy...Zamknij chociaż usta[na próżno próbuje zatrzasnąć maskę]-Wiesz co, przypominasz mi mojego pierwszego dyrektora, ja byłem wtedy szczeniakiem, świeżo po szkole. Ten też tak zamierał z szeroko otwartymi ustami, aby przypadkiem nic nie uronić z poleceń przełożonego i w odpowiednim momencie przytaknąć. Ależ u niego był porządek! Mówię ci! Tam się nie analizowało dyrektyw, tam się   je wykonywało. I nikt jeszcze nie słyszał o wymianie poglądów...Coś ty? Dać ci w gębę?[bije]O co ci chodzi? Ty tez nic nie powiesz, jeśli uznasz, że góra wydała taki rozkaz, ty każde moje zarządzenie wykonasz. To przez takich konformistów jak ty, my teraz...[prawie płacze. Podchodzi do czwartego, obok niego piąty, to ci dwaj, którzy wstrzymali się od głosu, ich ręce zamarły w górze, widać niedbały maszynista już odszedł].-I wy, reszta starej gwardii! Stać was tylko na wstrzymanie się od głosu. A potrzeba nam ludzi o czystych rękach[ogląda swoje dłonie].Ja?Coż?Brałem,brałem jak wszyscy

z mego otoczenia ,ale tylko dlatego, żeby się nie wyróżnić, nie wybiegać przed szereg. To dlatego jestem w tym gabinecie. I zostanę! Nikt mnie stąd nie ruszy,nawet tamci kontrrewolucjoniści o ekstremalnych poglądach. I nic mi nie zrobią ich doradcy. Że co? Że czasem mają rację? No i co z tego? U nas rację ma zawsze ten, kto ma siłę, kto ma władzę. A władzy się nie oddaje!

   To wyście, moi przyjaciele, mieli kiedyś, dawno swoje zdanie, byliście "za" albo "przeciw". A dzisiaj? Co zostało?[próbuje opuścić wciąż uniesioną rękę jednego] Skrzypiąca maszyneria[zgrzyt], maszyneria, której nawet nie naoliwiono, o właśnie[zgrzyt przy próbie poruszenia ręką drugiego manekina].Cóż, trzeba nam dopływu świeżej krwi, zastrzyku młodości, wam tylko do lamusa historii droga[podchodzi do szóstego].-Ty, ty byłeś moim wiecznym przeciwnikiem, należałeś do Komitetu Ochrony Rozumu i Wolnej Myśli i ty, dawny opozycjonista, też znalazłeś się tutaj? Jakże daleką drogę przeszedłeś! Gdzie zgubiłeś swoje racje? Czemu nie używasz dawnych argumentów? Tylko słuchając opozycji, proponując jej własne rozwiązania, mogliśmy uratować resztki programu, który rozpadł się już dawno, jak domek z kart. Co, co mówisz? Że tacy jak ja zdławili opozycję przy użyciu armii, niektórzy dysydenci wyemigrowali, część zeszła do podziemia i do dziś ukrywa się, a reszta postarzała i poddała rezygnacji. Tacy jak ja? Tak, ale nie ja. Zresztą, może...Przecież nie chcieliśmy narazić się potężnemu sojusznikowi, a zależało nam też na utrzymaniu status quo i odpowiedniego poziomu życia górnym kilkudziesięciu tysiącom obywateli. A Karta Praw Człowieka? Przestrzegamy jej, przestrzegamy skrupulatnie wobec tych, którzy pilnie stosują się do naszych dekretów. A unicestwianie niepokornych? Chyba zaczynasz się czepiać drobiazgów? To zaledwie ułamek, no może promil przypadków, gdy przewinienie jest zbyt spektakularne[zwraca się do pozostałych]:-Ej wy, tam, już jesteście wolni, narada skończona[wszystkie manekiny, oprócz dawnego opozycjonisty, znikają. Do niego]:

         -A ty, ty byłeś mi potrzebny jako partner do dyskusji. Oni się nie liczą, cała reszta, milcząca większość, BMW- bierni, mierni, wierni. Rąbałeś mi prawdę w oczy, byłem zły na ciebie, oj, jak zły, posiedziałeś trochę za kratkami, ale kochałem ciebie. Później stałeś się kolaborantem i już nie byłeś mi taki bliski. Dlaczego pozwoliłeś sobie wymienić poglądy, dlaczego, dlaczego, dlaczego[łkając]?

      

                               Kurtyna

                        

                         Scena 5.

                      

       [Bogate, choć niekoniecznie w dobrym guście urządzone wnętrze pokoju jadalnego. Prominent z żoną przy stole, jakiś posiłek, może być kolacja, włączony wielkoekranowy kolorowy telewizor].

Żona:

     -...więc kiedy zapowiedzieliście całkowitą wymianę poglądów [smaruje grzankę masłem]i zaczęto na masową skalę produkować te nowe, jedynie słuszne ,tak się nazywają, prawda, ,kochanie, przynajmniej po jednym komplecie dla każdego obywatela[gryzie, przeżuwa, popija kawą lub herbatą]pobiegłam do sklepu i za ostatnią porcję dawnych, jeszcze po tatusiu, kupiłam sobie, zgadnij...

Mąż;

     -No nie wiem, ale myślę, ze na pewno jakiś ciuch.

Żona:

   -I to nie byle jaki[prawie rapując]:kurtkę z lisów, sukienkę wizytową, koktajlową, dwa sweterki, modne pantofelki, a i dla ciebie coś mam.

Mąż:

     -Czekaj, nie mów, zgadnę. Krawat?[Odkłada gazetę, smaruje sobie kolejną grzankę].

Żona:

     -Też. Ale i koszulę pod kolor i garnitur, musisz zaraz przymierzyć.   Mąż :

       -Co ty mówisz, to one były tyle warte?

Żona:

-No wiesz, mój ojciec stary partyzant, z rodziny o tradycjach patriotycznych...

Mąż:

     -I stary zaciekły opozycjonista. Oj, mieliśmy z nim kłopotów! Twardy był z niego orzech do zgryzienia.

Żona[odstawia filiżankę, ociera łzy]:

   -Biedny tatuś, już od tylu lat gryzie ziemię. A mógł sobie pożyć!

Mąż:

   -Mógł. Ale zrehabilitowaliśmy go pośmiertnie. Pamiętasz, dostał najwyższe odznaczenie!

Żona:

   -Należało mu się[płacze]! Wy zawsze zwalczaliście takich jak on[płacz], zasłużonych, uczciwych, niemających pleców, nieumiejących pchać się do pierwszych rzędów. A on? A ja? Cóż mi pozostało?

Mąż:

   -Nie płacz. Kupiłaś sobie tyle pięknych rzeczy! I masz świetlane wspomnienia!

Żona[ociera łzy, popija łyk kawy]:

   -A te nowe poglądy, którymi teraz płacicie wszystkim po równo...

Mąż [przerywa]:

   -No, może nie tak całkiem po równo. My dostaniemy więcej!

Żona:

   -Rozumiem, twoje stanowisko, zasługi...Ale jaka będzie ich wartość realna, jaki kurs w stosunku na przykład do dolara amerykańskiego?

Mąż:

   -Tu trzeba by wykładu. Ale posłuchaj z grubsza, jak się to przedstawia. Poglądy składają się z racji, argumentów, uzasadnień, wywodu i przykładów. Otóż racja będzie warta połowę argumentu, argument jedną piąta uzasadnienia i jedną dziesiątą wywodu, a przykład to odpowiednik dziesięciu argumentów i dwudziestu racji. Wypłacać będziemy w asygnatach, z których każda będzie równa dziesiątej części racji, argumentu, uzasadnienia i tak dalej.

Żona:

   -Genialne! A jakie proste! Czyli można zamienić dwie racje na jeden argument, pięć argumentów na jedno uzasadnienie. Ale i odwrotnie, prawda? A i resztę w sklepach będą wydawać?

Mąż:

   -Naturalnie

Żona:

   -Dobrych mamy ekonomistów. Ale powiedz mi, kochanie, jaki przelicznik stosować w odniesieniu do dolara?

Mąż:

   -Ekonomistów mamy dobrych, bo to ludzie przeważnie kształceni za granicą...

Żona:

   -Za którą?

Mąż:

   -A co do drugiego zagadnienia, to już trudniejsze pytanie. Weźmy jeden przykład, ot choćby biografia wybitnego przywódcy wyceniona na pięćdziesiąt centów. Ile racji, argumentów i wywodów trzeba, by za taką cenę poszła także za drugą granicą?

Żona:

   -To przecież niewysoka cena.

Mąż:

   -Właśnie, lecz i to jest już sukces naszych dyplomatów i menadżerów, którzy wynegocjowali taką stawkę przy stole obrad. Początkowo druga strona nie chciała płacić za nasze prawomyślne poglądy, dowodzili bowiem, że poglądy nie mogą być walutą obiegową i środkiem płatniczym. Nasi negocjatorzy nie ulękli się jednak, twardo postawili sprawę, oparła się ona nawet o arbitraż międzynarodowy. Nie mogliśmy pozwolić, by mieszano się w nasze wewnętrzne sprawy. W rezultacie wygraliśmy, a sankcje zostały zniesione.

Żona:

   -Kochanie, to za mądre dla mnie. Chciałabym ci pokazać te nowe ciuszki, a ty przymierzysz garnitur. Aha, wiesz, że za resztę kupiłam sobie zegarek szwajcarski z bransoletką?

Mąż:

     -Za poglądy?

Żona:

   -Tak, tatusia nieboszczyka.

Mąż:

   -Cóż, miałaś szczęście. Ale i nasi przeciwnicy, ideologiczni wrogowie, za tamte przestarzałe, obce nam poglądy też płacą w twardej walucie. Na szczęście dla równowagi walutowej banki mają

w rezerwie trochę tych nieprawomyślnych poglądów. Tak więc w rezultacie działania mojej placówki, gospodarka nasza trochę się podźwignie, weźmie drugi oddech, kryzys nie będzie tak ostro bił w oczy, zmniejszymy zadłużenie i niebawem włączymy się w krwioobieg rynku światowego.

Żona:

   -Tak, tak, naturalnie, ale teraz chodź do drugiego pokoju pooglądamy zakupy[wychodzą].

                      

                           Kurtyna

 

                       Scena 6..

 

[Typowe zaplecze teatralne, rozmaite urządzenia, drzwi do garderób, drabiny etc. Na jednej z drabin okrakiem siedzi Brygadier. Oświetleniowiec gasi kolejne reflektory, pozostawia jeden.

Elektryk;

   -Chodź pan, panie do domu, późno już, porządek zrobi się jutro.

Brygadier:

   -Cholera jasna!

Elektryk:

     -Coś pan, oszalał, klniesz na mnie?

Brygadier:

   -Ja tylko tak. W ogóle. Przeleciała mi dziś koło nosa wspaniała okazja. Mogłem kupić i to bardzo tanio, bo za dwadzieścia dolarów, prawie kompletne poglądy byłego KOR-owca.

Elektryk[zaciekawiony i przejęty]:

   -E, nie mów pan.

Brygadier:

   -Tak było. Przyszła tu do mnie smarkula taka. Płakała i mówiła, że to jedyna pamiątka po jej bracie.

Elektryk:

   -Co z nim?

Brygadier:

   -Nie żyje, podobno był za nadto opozycyjny, umarł w areszcie.

Elektryk:

   -Umarł? Umarł?

Brygadier:

   -No, umarł, to umarł. A nam to po co wiedzieć, jak? A te poglądy były niekompletne, bo najpierw je skonfiskowano, a potem w wyniku pośmiertnego procesu rehabilitacyjnego zwrócono rodzinie.

Elektryk:

   -A jakie były?

Brygadier:

   -No, opozycyjne.

Elektryk:

   -To wiem, ale konkretnie?

Brygadier:

   -Ta mała twierdziła, że jej brat, ona go nie znała prawie, był dużo od niej starszy, uważał na przykład, że u nas nie powinno być ludzi uprzywilejowanych...

Elektryk[z podziwem]:

-A to kontrrewolucjonista!

Brygadier:

   -Powtarzał za takim staroświeckim poetą: "Niech prawo zawsze prawo znaczy, a sprawiedliwość- sprawiedliwość".

Elektryk:

   -Wariat jakiś!

Brygadier[ciszej]:

   -Oni podobno też tak uważali, ci na górze. Leczyli go elektrowstrząsami i od tego umarł.

Elektryk:

   -Zawsze mówiłem, że u nas panuje sprawiedliwość. Był chory, no to go leczyli. Nawet takiego przeciwnika systemu, a leczyli.

Brygadier:

-Elektrowstrząsami?!

Elektryk:

-Lekarze lepiej się znają na leczeniu, niż my obaj, pan i ja, razem. Lepiej chodź pan, panie, do domu, zamkniemy ten teatr .

Brygadier:

-Ten cyrk, panie to można by zamknąć na zawsze. Ale taka szkoda, trafiła mi się okazja.

Elektryk:

   -Aleś pan nie skorzystał i nie kupił. Frajer!

Brygadier:

   -Panie, ja mam tylko dziesięć dolarów, chowam jako posag dla córki, ta nasza waluta jakoś dziwnie jakoś niepewna.

Elektryk:

   -A dokąd ona poszła ta mała? Może ja bym jej coś pomógł, skoro tak bardzo potrzebuje pieniędzy?

Brygadier:

-A na cóż to panu? Zresztą, co mi tam? Ona? Poszła do antykwariatu. Potrzebuje tych zielonych na lekarstwa dla ciężko chorej matki. Po śmierci tego brata tak zaniemogła kobieta.

Elektryk:

   -To pogaś pan wszystkie światła i zamknij budę. Lecę tam, może ją jeszcze dogonię?

 

                 Kurtyna

                                

                                 4[5]

                  Scena 7.

 

   Ogromna hala, niby katakumby wielkiego kościoła, półmrok,

mury z cegły, kamienna podłoga, łuki stropowe, małe okienka etc. W głębi siedzi, przywódca, mężczyzna w średnim wieku w okularach, wąskie wargi, wysokie czoło, typowy intelektualista, kolejno wchodzą lub wbiegają ludzie, atmosfera dość nerwowa, wymieniają informacje, przy wejściu podają hasło: "Prawda " i słyszą odzew: "I nadzieja". Jeden ma jakiś kłopot, strażnicy zatrzymują go, bowiem w odpowiedzi na pytanie o hasło rzuca: "Wolność". Jakaś szarpanina, wzywa ratunku, wreszcie strażnik przypomina: "Wolność"?- to było wczoraj. Siedzący podnosi głowę].

[6]Przywódca:

-Wpuście go, to nasz, tylko nie zna hasła. Zatrzymał się, ustał chwilowo. Ręczę za niego.

Strażnik:

   -Ha, jeśli tak...

Przywódca:

   -Witaj! I pamiętaj: dziś jest tylko "Prawda i Nadzieja". Wolność została za nami.

Pierwszy:[7]

     -Moja wina, stanąłem z boku, ale chce być z wami!

Przywódca:

   -Bądź! Takich jak ty nam potrzeba. Siądź tu przy mnie. A co tam za murami?

Pierwszy:

   -Biją! Używają armatek wodnych i gazów łzawiących.

Przywódca:

   -Jak przeszedłeś?

Pierwszy:

-Z lekarstwami dla chorej matki.

Przywódca:

   -No, popatrz, to ich jeszcze wzrusza! A jak twoja matka?

Pierwszy:

   -Stan bardzo ciężki, chyba już nie wyjdzie z tego.

Przywódca:

   -Nie chcesz przy niej zostać?

Pierwszy:

   -Później zaniosę jej lekarstwa i wrócę. Zrozumcie, ja muszę być z wami! Przyniosłem dwa komplety poglądów.

Przywódca:

   -Dobre?

Pierwszy:

   -Niezależne!

Przywódca:

   -Połóż tu w kącie! Jak przeniosłeś?

Pierwszy:

     -Jakoś się udało. Obława się dopiero zaczyna. Pójdę już.

Przywódca:

     -I wracaj. Każdy uczciwy człowiek jest potrzebny[Głos-Hasło? Pierwszy wychodzi.-I nadzieja].

Drugi[wpada]:

   -Rewidują na ulicach. I biją.

Przywódca:

   -Co z manifestacją?

Drugi:

-Prawie rozpędzona. Na ulicach blokada. Samochody z niebieskimi światełkami na dachach. Czołgi...

Trzeci [wpada z okrzykiem: "Prawda"]:

   -Siły porządkowe wzywają do rozejścia się. Puścili gazy łzawiące

[kaszle].

Czwarty["Prawda!"]:

     -Ledwo się przedarłem. Dostałem pałką po głowie[pokazuje guz na głowie, duży ciemno niebieski siniec].S...syny!

Przywódca:

   -Co macie?

Drugi:

   -Dwa zestawy racji.

Trzeci:

   -Dwa argumenty i trzy przykłady.

Czwarty:

   -Ja mam tylko niekompletny wywód i dwa uzasadnienia.

Przywódca:

   -Dzięki, bracia. Naród wam tego nigdy nie zapomni.

Piąty["Prawda"]:

   -Rewidują skrupulatnie, niektórych biorą na osobistą rewizję. Musiałem wrzucić do kosza na śmieci prawie pełny komplet poglądów. Brakowało chyba tylko wywodu.

Szósty[z trudnością łapie oddech]:

   - Zajechały suki. Ładują ludzi ciasno zbitych jeden obok drugiego.

Siódmy:

-Wywożą!

Przywódca:

   -Kierunek?

Siódmy:

   -Chyba wschodni? Wiadomo, stary szlak narodu.

Szósty:

   -Przy ładowaniu bija, kopią.

Ósmy:

   - Jakiś młody chłopak krzyknął przy wsiadaniu: "Niech żyją niezależne poglądy! I Wypluł kilka zębów. Dostał w twarz, ale chyba była to pięść uzbrojona w kastet.

Przywódca:

   -Tak nas mało!

Drugi :

     -To przemyślany kontratak.

Trzeci:

     -Skąd wiedzieli, że dziś chcemy rozpocząć walkę o wolność słowa, niezależność poglądów, swobodę wypowiedzi?

Przywódca:

   -Nie od nas!

Czwarty:

   -Nie ma wśród nas zdrajcy.

Piąty:

   -To na pewno, bo już by tu byli.

[Plan sceniczny rozszerza się, piwnica przemienia się w ulicę jasno oświetloną, tylko nasza grupa jest poza zasięgiem reflektorów. Duży ruch, w różnych kierunkach przebiegają ludzie. Dwaj policjanci ciągną-wloką chłopca, do nich przypada kobieta, chwyta powietrze otwartymi ustami: -Panowie nie bijcie, puśćcie go! Przechodzi grupa młodzieży skandując: -Daj- cie -lu- dziom- my- śleć -swo-bod-nie! Policja ich rozpędza. Pojawia się drepcąca staruszka, dopadają ją policjanci, odwraca się ku nim, klęka i błaga: -Panowie nie zabierajcie mi moich poglądów, to tradycja rodzinna, chcę je wziąć ze sobą do trumny. Policjant, niby dobrodusznie: -chodź, babciu, maleńkie pranie mózgu jeszcze nikomu nie zaszkodziło! We dwóch wywlekają starowinę. Czterech tęgich policjantów, mają hełmy i osłony, na motocyklach, zajmuje stanowiska od strony lewej kulisy. Pojawiają się kolejno.

Policjant 1[krzyczy przez tubę]:

   -Rozejść się![okrzyk:" Niech żyje wolny naród !]

Policjant2;

-I milczeć!

Policjant 3:

-Bo będziemy strzelać![ Okrzyki: Mordercy! Nie odważą się! Oj! Ktoś woła: Faszyści! I ciska kamień...Włączony ostry sygnał policyjnej. Z tyłu ostrożnie skrada się grupa ludzi. Policjanci są czujni, odwracają się, ostry strumień światła po twarzach i oczach, tamci zamierają, są to bardzo młodzi chłopcy i dziewczęta.

Policjant 1:

   -Łapać ich![Goniący usiłują doścignąć uciekających, pościg kilkakrotnie przebiega przez scenę, policjanci chwytają niektórych, prowadzą ich ze skutymi rękoma, jakiś chłopak ma krew na twarzy, próbuje otrzeć, płacze. Gwar stopniowo cichnie, reflektory wygasają, znika drugi plan. Z cienia wynurza się nasza grupa.

Przywódca:

   -Tak cierpi naród!

Drugi:

   -Ciąg dalszy dopiero nastąpi. Procesy, wyroki...

Trzeci:

-Nie mogą ludziom zabronić myśleć!

Przywódca:

   -Zabronić mogą, bo kto ich powstrzyma? Ale naród będzie myślał. Tylko, że oni przeciw argumentom rozumowym będą mieć broń i pięść, i pałkę, kij owinięty w szmatę...

                 Kurtyna

 

                   Scena 8.

 

   [Prominent z żoną w pokoju na fotelach czy kanapie, duży kolorowy telewizor, na ekranie plansza Wiadomości, twarz spikera, który czyta].

Spiker:

   -Dziś na terenie całego kraju doszło do zamieszek w rezultacie nieprzemyślanego działania grup wyrostków. Nieodpowiedzialne wichrzycielskie elementy chciały zburzyć wypracowana przez trud pokoleń wolność poglądów, a wprowadzić na jej miejsce obcą narodowi różnorodność racji i argumentów, w tym także, o zgrozo, opozycyjnych. Dla ratowania kraju rząd zmuszony był użyć sił porządkowych, które zlikwidowały kilka gniazd anarchii. W rezultacie działań kilka budynków w śródmieściu stolicy legło w gruzach, zniszczeniu uległa część bezcennej wartości zbiorów zgromadzonych dla celów muzealnych w Banku Centralnym. Rzecznik prasowy rządu przekazał naszej redakcji następujące oświadczenie:

     -W naszym wolnym kraju każdy obywatel ma konstytucyjnie zagwarantowaną swobodę myśli i poglądów, może je wymieniać, wspierać argumentami, a nawet dłuższymi wywodami, podawać przykłady. Rząd, w pełni przestrzegając swobód konstytucyjnych nie ingeruje w poglądy obywateli, o ile są one zgodne z linią jego polityki. Wolne państwo i szczęśliwi jego obywatele -oto dewiza, która przyświecała i przyświeca naszemu rządowi w całej jego działalności, a będzie również wytyczną na przyszłość. W celu realizacji powyższego, aby nie zaprzepaścić dorobku pokoleń ,władza wprowadza tymczasowo pewne ograniczenia, które -jesteśmy o tym przekonani-z ulga zostaną przyjęte przez ogół miłujących wolność, mieszkańców kraju:

1.Na czas nieograniczony obowiązuje zakaz zgromadzeń.

2.Na czas nieograniczony wprowadza się godzinę policyjną od 20 do 6 rano.

3.Posiadanie poglądów innych, niż ustalone w naszym wolnym kraju, będzie karane, a poglądy ulegną konfiskacie bez odszkodowania.

4.Wolnośc słowa zostaje utrzymana w całej rozciągłości, nikt bowiem nie ma prawa zabronić obywatelowi głoszenia poglądów ,zgodnych z oficjalną doktryną

,a wolnych od opozycyjnych krzyków.

5.Cenzurze podlegają wypowiedzi prasowe, listy, rozmowy telefoniczne i myśli obywateli.

6.W ośrodkach odosobnienia znalazła się pewna niewielka liczebnie grupa warchołów, którzy złamali zasadę wolności słowa, przemieniając ją w anarchię.

7. Większość internowanych powróci niebawem do swych rodzin lub wyjedzie za granicę, gdy tylko władze przygotują ustawę o amnestii [pod pewnymi warunkami].

         [ Spiker, uśmiechnięty:]

-I jeszcze materiał reporterski z ostatniej chwili -W kraju panuje spokój, ludzie, uśmiechnięci, wymieniają na ulicy poglądy z innymi przechodniami na temat wolności słowa w naszej ojczyźnie[migawka filmowa]:Reporter z mikrofonem do jakiejś jejmości: -Co pani sądzi o ostatnich decyzjach rządu? -My, kobiety polskie, nareszcie wolne...Mężczyzna w mundurze u jej boku: chodźmy już do domu, jestem zmęczony po służbie...W tle dwa czołgi na skwerku...[sygnał zakończenia dziennika],

Prominent[ wyłącza aparat], do żony:

   -I co ty na to?

Żona:

   -Wiesz, byłam już niespokojna o nasz dorobek, o twoje stanowisko, ale to mistrzowskie posunięcie.

Prominent:

   -Ba, sam to doradzałem Pierwszemu. W ten sposób wszystko jest pod kontrolą, a rząd zyskał trochę spokoju i, dzięki konfiskacie poglądów, rezerwy dewizowe.

                  

                                 Kurtyna

 

                           Scena 9

[Sypialnia prominenta, podobnie jak bawialnia urządzona bogato, ale w stylu nuworyszowskim[na przykład łoże wielkie, pewnie wodne, okrągłe, z baldachimem], ogromne lustro nad łóżkiem, wszystko zbyt monumentalne, świadczące o bezguściu,gipsowy amorek u wezgłowia, etc. Prominent przewraca się, pomrukuje, jęczy, krzyczy, budząc się, coś bełkoce. Młodziutka żona, blondynka w powiewnym peniuarku, wnosi na tacy sok pomidorowy, kawę, grzanki.

Żona:

   -Kochanie, wstawaj[całuje go],masz dzisiaj ważne spotkanie w Paryżu z przedstawicielami Banku Światowego. Bardzo źle spałeś, jakiś ty spocony.

Mąż:

   -Żebyś wiedziała, co za koszmary mi się śniły, jakieś niepowiązane ze sobą sceny z okresu sprzed Okrągłego Stołu, zamieszki uliczne, godzina policyjna, wykonywanie dyrektyw z komitetu, poglądy jako waluta wymienialna...

Żona:

   -Teraz też słuchasz dyrektyw, tylko że z Zachodu.

Mąż:

   [pije sok, smaruje masłem grzankę]-Te są łatwiejsze do wykonania, bo korzystniejsze dla nas. Swoją drogą, dobrze, że przekazanie władzy odbyło się droga pokojową. I my, zamiast stracić dawne przywileje, i oni, ci nasi przeciwnicy, zyskaliśmy po sporym kęsie narodowego tortu. I konto nam urosło i władzy trochę zachowaliśmy.

Żona:

   -Widzisz, bo kto ma pieniądze, ten ma władzę, można stworzyć grupę nacisku i lobować, nawet wtedy, gdy najwyższe stanowiska oficjalnie zajmują dawni przeciwnicy.

Mąż:

   -Ależ ty zrobiłaś się mądra! Łatwo się uczysz. Nie jesteś typowa blondynką. A wiesz, jaki to świetny pomysł: gazety w prywatnych rękach, wręcz skarb nieoceniony! Bez dyrektyw, bez cenzury, a przecież można promować swoich, rzucić masom na żer jakąś płotkę, akta dawnych spec służb, niechaj mają swoje igrzyska, a opłacony dziennikarz usłużnie napisze to, czego sobie życzymy. Niech prostaczkowie czytają swoją, nie-swoją, bo naszą gazetę. Jaki dzisiaj dzień?  

Żona:

   -Czwartek.

Mąż:

   -Świetnie, o, i cały weekend spędzimy w Paryżu. Może w Nicei, skoczymy do Monte Carlo, zagramy w ruletkę. Przypomnij mi, żebym zabrał sprzęt do golfa, nasi nowi przyjaciele z Komisji lubią tę grę i ja też ja polubiłem w ciągu kilku minionych lat, a zresztą gra w golfa

nobilituje[Wstaje.].Dziś każdy, kto chce się liczyć w tak zwanym towarzystwie, grywa w golfa. Włącz radio, ciekawe, co dziś na giełdzie, czy zmieniły się notowania indeksów?[Z radia niosą się informacje z giełdy, po nich rozmowa redaktora Walendziaka z Wiktorem Legowiczem]

Żona:

-A czy ja będę miała chwile czasu na wędrówkę po paryskich butikach?

Mąż[wychyla namydloną twarz z łazienki]:

   -Naturalnie. Spotkania nieoficjalne, jak zwykle wieczorem, będziesz więc miała całe dnie na zakupy. Tylko nie przekrocz limitu moich kart kredytowych!

Żona:

   Limit twojej platynowej karty jest nie do przekroczenia. Ale futerko z norek sobie kupię i jakieś pantofle.

Mąż[spod prysznica]:

   -I spraw sobie jakiś komplet biżuterii od Cartiera.

Żona:

   -Kochanie, rozpieszczasz mnie, dziękuję. Idę się ubierać, bo za trzy kwadranse przyjedzie po nas samochód[telefon dzwoni].Halo?...Dzień dobry! Tak, zaraz poproszę[woła]Do ciebie, z firmy!

Mąż[otulony w ręcznik, jeszcze z kropelkami wody na ciele i włosach bierze słuchawkę lub komórkę z ręki Żony:

   -Halo, dzień dobry![w miarę słuchania smutnieje].Dobrze, będę. Do widzenia.[do Żony]:-Dzwoń na linię rządową, odwołaj nasz odlot, nic z naszego wyjazdu do Paryża i na Lazurowe Wybrzeże...

Żona:

-Dlaczego, co się stało? A moje planowane zakupy?

Mąż:

   -Milcz, ty głupia! Przewodniczący Rady Nadzorczej zwołuje nadzwyczajne zebranie Rady i Zarządu, a jeśli wykryli tę podwójną księgowość, z której byliśmy tak dumni, bo żaden z rewidentów dotychczas się nie połapał, co jest grane, to mogę wylecieć, albo i posiedzieć. No już nie becz, dzwoń, dzwoń, może uda mi się jakoś z tego wykaraskać, mam już przecież wprawę w wyślizgiwaniu się z zastawionych sieci[Żona ociera łzy i nos, wykręca numer telefonu...]

 

                     Kurtyna

 

                             Koniec

                 *******

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Bogumil Wtorkiewicz,

plastyk, poeta, krytyk literacki, członek ZPAP

 

„Co tam ,panie ,w polityce?”Barbary M.Sierakowskiej, czyli ciagle to samo.”

 

     „Co tam, panie w polityce” Barbary M. Sierakowskiej to doskonala satyra na nasze życie społeczno- polityczne. W tej sztuce teatralnej widać, że autorka ma rozeznanie co do życia w kraju. Na te zjawiska można spojrzec dwojako. Po pierwsze- wódczany bełkot towarzysko rodzinnych kmiotków, bez pozytywnego końca, Drugi-w tym wypadku sztuka teatralna- opisuje w sposób artystyczny rzaczywistosć i samych kmiotków, dość sprytnych zresztą niezależnie od pełnionych przez nich stanowisk, gdyż te nie maja wplywu na stan ich umysłów .Sierakowska ma umiejętność przyswajania sobie absurdalnych wiadomości i przetwarzania ich w sztukę. Nie każdy potrafi to wychwycić słuchając belkotu telewizyjnego. Autorka ma poczucie humoru ,dostrzega absurdy zycia codziennego. Obdarzona talentem literackim „wsadziła” to do dramatu z pozytywnym skutkiem dla widowni, ewentualnie czytelnika.

     Humor Sierakowskiej jest zbieżny z moim, dlatego jako czytelnik wielokrotnie chlonąłem treść sztuki. Majac wyobraźnię plastyczną, wielokrotnie wyobrażałem sobie, jak dana scenę bym przedstawił.

     Pragnę zwrócic uwage na kilka spośród nich, które niosą wspaniale przesłanie teatralne i literackie. Dobrze, ze autorka zostala „uderzona”rzeczywistością pozateatralna, której przeciętny obywatel otumaniony wlasnym życiem nie jest w stanie dostrzec, ani wysnuć samodzielnie refleksji.

   Już pierwsza scena doskonale pokazuje „rozwoj” kraju. Prominent(to także moje ulubione słowo z obecnej rzeczywistości społecznej)w rozmowie z asystentem posła rozwójkraju widzi poprzez ofiarowanie parlamentarzyście przez zagranicznego kontrahenta -mercedesa, co zapewni oferentowi wygranie przetargu, niszczącego z pewnościa kolejny polski zakład pracy.

                     Doskonała realiami jest scena druga opisująca rodzimy busz cywilizacyjny. Osoby tu występujące starają się zachować swa tożsamość ,ale i zycie w absurdalnej rzeczywistości.Pan2 stojąc pod drzwiami Decydenta stwierdza w samoobłudzie:

‘-O, tak i każdy z nas przychodząc tutaj ma pewność ,ze jest oczekiwanym miłym gościem”

                           Scena trzecia to majstersztyk ukazania obojetnie jakiej dziedziny rozwoju poprzez magie wskaźnikow. Liczby rosną i uciekaja w kosmos ,bo nie ma to żadnego znaczenia dla obywatela kraju. Absurdu dopełniają manekiny, które „myślą” tylko poprzez klapniecie szczek. Problem może być jedynie z maszyneria, która popsuta nie uruchomi „kłapnięcia” w stosownej chwili.

                        

                   Scena siódma przedstawia rzeczywistość typową dla naszej historii na przestrzeni wieków. Walka o prawdę, nadzieję, wolność myśli. Władza kontra manifestanci. Jeden z aktorów mówi:

„-Nie mogą zabronić ludziom myśleć!”

       Przywódca opozycji kontynuuje:

„-Zabronić mogą, bo kto ich powstrzyma, ale naród będzie myślał. Tylko ze oni przeciw argumentom rozumowym będą mieć broń i pięść, i pałkę ,kij owinięty w szmatę..”

      

            Mnie ta scena przywołała refleksje wcześniejszą. Czas skończyć z martyrologia uliczna, a niech władza narodowi zapewni opiekę szpitalną, rozwój gospodarki, kulturę społeczna i wiele innych przedsięwzięć podejmie zapewniających życie godne człowieka nowego tysiąclecia.

      

         Scena ósma pełna jest humoru, znowu zbieżnego z moim odczuciem w podobnej sytuacji. Prezenter telewizyjny bełkotem myślowym przekazuje różne wiadomości. Każdy punkt jego wystąpienia wywołuje zdrowy śmiech. Oto w skrócie trzy tylko przykładowe wiadomości:

       -Posiadanie poglądów innych niż ustalone w naszym wolnym kraju, będzie karane, a poglądy ulegną konfiskacie bez odszkodowania”.

     -Wolność słowa zostaje utrzymana w całej rozciągłości, nikt bowiem nie może zabronić obywatelowi głoszenia poglądów zgodnych z oficjalną doktryną, a wolnych od opozycyjnych krzyków”

     -„Cenzurze podlegają wypowiedzi prasowe, listy, rozmowy telefoniczne i myśli obywateli”.

 

     Scena dziewiąta zwieńczona jest następującą nerwową wypowiedzią Prominenta:

„-…a jeśli wykryli tę podwójną księgowość, z której byliśmy tak dumni, bo żaden z rewidentów dotychczas się nie połapał, co jest grane, to mogę wylecieć, albo i posiedzieć.

Ale jest nadzieja:

„:Może uda mi się z tego jakoś wykaraskać, mam już wprawę w   wyślizgiwaniu się z zastawionych sieci.”

 

     „Co tam panie w polityce”? to doskonała satyra na nasze krajowe życie w różnorodnych jego przejawach. Zmieniają się ustroje, ale ludzie pozostają ze swoimi przywarami i tysiącami słabostek, ot choćby rodzima głupota i chamstwo, które istnieją niezależnie od ekip władzy.

 

           Na początku autorka umieściła uwagi dla realizatora:

„…scena pierwsza i dziewiąta dzieją się współcześnie, a ponieważ ,jak powiedział Heraklit, współczesność jest płynna, dozwolone są pewne zmiany dotyczące realiów, aby bardziej uwiarygodnić sztukę.”

    

         To ważne przesłąnie, by sztukę wzbogacić o rzeczywistość „z ostatniej chwili”, bo tej nawet geniusz nie jest w stanie przewidzieć. Absurdalna współczesność uzupełnia sztukę Sierakowskiej

 

                               Bogumił Wtorkiewicz

 

 

 

 

 



[1] I. Krasicki "Monachomachia"

[2] Uwaga dla realizatora: scena 1 i 9[ostatnia[dzieją się współcześnie, a ponieważ współczesność, jakby powiedział Heraklit ,jest płynna, dozwolone są pewne zmiany dotyczące realiów, aby je bardziej uwiarygodnić. Sztukę, podobnie, jak aktualizacja kupletów w" Betlejem polskim " L.Rydla lub "Krakowiacy i Górale " W.BOGUSŁAWSKIEGO [PRZYPIS AUTORKI].

[3]

Scena świadomie nawiązująca do "Króla Ubu A. Jarry'ego

 

4 Świadome nawiązanie do "Kordiana J. Słowackiego, scena w podziemiach katedry.

[7]

Pin It