Zdzisław Antolski

 

Podróże w czasie. Zaginiony świat ziemian i Żydów.

(O twórczości Krzysztofa Nurkowskiego)

 

nurkowski krzysztof

 

    Krzysztof Nurkowski urodził się 5 lutego 1960 roku

    Nauczyciel historii i wiedzy o społeczeństwie w Gimnazjum im. AK w Cieszkowach. Ukończył historię w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Kielcach i administracyjne studia podyplomowe na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie.

    W latach 1992-1994, z-ca burmistrza Kazimierzy Wielkiej, pełnił też funkcję radnego I kadencji powiatu kazimierskiego. W latach 1998-2002 pełnił funkcję sekretarza Rady Nadzorczej cukrowni w Ziębicach. Publikował w kieleckim dodatku Gazety Wyborczej, miesięcznikach Radostowa i Teraz oraz w Kurierze Codziennym (Chicago);

    Współzałożyciel i redaktor naczelny „Gazety Kazimierskiej” (1993-1997), nagrodzonej drugim miejscem w ogólnopolskim konkursie dla pism lokalnych(1994);

    Opublikował dwa arkusze poetyckie: „Drobiazgi podróżne” (2009) i „Limeryki Toskańskie” (2010).

    Laureat Nagrody Świętokrzyskiego Kuratora Oświaty (2006) i Ministra Edukacji Narodowej (2009); uhonorowany przez Ministra kultury Honorową Odznaką „Za zasługi dla kultury polskiej” (2011)

www.nurkowski.net

 

    Powołanie nauczycielskie i niebanalne zajęcia pedagogiczne z uczniami to tylko jedna gałąź zainteresowań Krzysztofa Nurkowskiego. Jest on bowiem urodzonym społecznikiem, człowiekiem, który najpełniej wyraża się w działaniach na rzecz swojej małej ojczyzny.

    Pewnie dlatego w latach 1992 - 1994 był zastępcą burmistrza w Kazimierzy Wielkiej, a w latach 1998 - 2002 pełnił funkcję radnego powiatu kazimierskiego. Podczas reformy administracyjnej kraju, zaangażowany był mocno w utworzenie powiatu kazimierskiego. Krzysztof nie zamyka się w opłotkach powiatowych, bez przerwy odwiedza wielkie miasta, np. Kraków i Warszawę w poszukiwaniu ciekawych imprez kulturalnych, przedstawień teatralnych i koncertów muzycznych (jest fanem jazzu), o których może opowiedzieć swoim uczniom. Zwiedził też kilka krajów zachodnich (Włochy, Francja). Jest bywalcem salonów politycznych, zna się lub przyjaźni z wieloma wybitnymi politykami.

    Chociaż Krzysztof jest nauczycielem od 25 lat, nie dorobił się nagród ani medali. Jednak, jak sam mówi : „Największą nagrodą są sami uczniowie, ich wiedza i intelekt. Podczas audycji radiowej prowadzonej na żywo z Cedzyny, w której brałem udział w towarzystwie pań profesorek z Uniwersytetu Warszawskiego, zadzwonił do radia jeden z moich uczniów i wspominał moje lekcje prowadzone w szkole podstawowej w Czarnocinie jako duże przeżycie intelektualne. Pamięć uczniów jest wartością ważniejszą od wszystkich nagród oficjalnych. A przecież mam wśród swoich uczniów uczestników konkursów, olimpiad, parlamentarzystów Sejmu Dzieci i Młodzieży. Ten szmat czasu, jaki spędziłem ze swoimi uczniami uważam za czas dobrze zainwestowany...”

    Nazwałem go kiedyś multiinstrumentalistą, nawiązując do jego fascynacji muzycznych, bowiem oprócz historii, polityki, dziennikarstwa, muzyki, Krzysztof jest utalentowanym fotografikiem, a ostatnio zajął się także poezja, tworząc cykl dowcipnych limeryków.

    Jako nauczyciel historii jeździ ze swoimi uczniami w teren, aby mogli poznać świadków wydarzeń i poczuć się uczestnikami bitew w ich geograficznej przestrzeni, jako historyk zgłębia dzieje swojej najbliższej okolicy. Uczestniczy w rozlicznych komitetach społecznych na rzecz upamiętnienia zagłady Żydów, czy też lotników amerykańskich zestrzelonych w drodze na pomoc Powstaniu Warszawskiemu. Tropi zapomniane ślady, zagubione postaci, rzadko wznawiane książki i publikacje. Często publikuje artykuły o tematyce historycznej i publicystycznej w lokalnej i nie tylko prasie np. „Gazeta Wyborcza”, „Czas”, „Echo Dnia” „Radostowa” i inne. Jest współtwórcą i redaktorem naczelnym pierwszych niezależnych pism lokalnych ukazujących się na terenie ziemi kazimierskiej: „Nidzicy” i „Gazety Kazimierskiej”, laureat drugiego miejsca w ogólnopolskim konkursie dla prasy lokalnej w kategorii miesięczników w 1994 roku. Jego felietony i artykuły publicystyczne pisane na łąmach „Gazety Kazimierskiej” nigdy nie były letnie, Krzysztof zawsze wyśmiewał przywary rządzących i bronił ludzi poszkodowanych. Często pisał z satyrycznym zacięciem, dowcipne felietony, wiersze, ale nie stronił też od poważnej publicystyki. Był doskonałym redaktorem naczelnym, umiał wyważyć akcenty, nigdy nie zapominał, że oprócz aktualnych wydarzeń, w piśmie musi się znaleźć miejsce dla historii, a także gorących polemik politycznych.

    Ukończył studia historyczne w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Kielcach i studia podyplomowe w zakresie Administracji Publicznej na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Członek sekcji historycznej Kieleckiego Towarzystwa Naukowego oraz Towarzystwa im. Stanisława ze Skarbimierza w Warszawie.

    Z jego pasji historycznych zrodziła się jego pierwsza książka „Był dwór”, która powstała na kanwie wielopokoleniowych pamiętników rodziny ziemiańskiej – Bukowskich z Cieszków. Na podstawie rodzinnych zapisów rodziny Bukowskich, Nurkowski usystematyzował naszą wiedzę o ziemiańskim stylu życia i pracy. Książka spotkała się z ciepłym przyjęciem krytyków i czytelników. Niedługo ukaże się jej drugie, poszerzone wydanie.

    Jego ostatnia pasja to limeryki. I na tym polu także odnosi sukcesy, jego utwory były nagradzane, jeden z nich został opublikowany w książce „Smocze jajo”, wydanej z okazji 750-lecia lokacji miasta Krakowa... Były one publikowane także w polonijnej prasie w USA. Myślę, że te krótkie wierszowane utwory satyryczne Krzysztofa Nurkowskiego, powinny ukazać się drukiem w formie książeczki. Ukazują one, często w krzywym zwierciadle, przemiany obyczajowe na Ponidziu. Są zapisem mentalności polskiej z czasów transformacji.

    Autor pochodzi z rodziny od pokoleń zamieszkującej wieś ponidziańską – Czarnocin. Od dzieciństwa obraca się w kręgu mieszkańców wsi współczesnej (z zawodu i powołania jest nauczycielem gimnazjalnym) i w literackiej formie limeryku opisuje i komentuje wydarzenia, których był świadkiem lub uczestnikiem. Nurkowski jest współczesnym Judymem, który walczy o podniesienie poziomu bytowania mieszkańców wsi współczesnej. Satyryczna forma poetycka limeryku pozwala mu na ostre wyrażanie swojej dezaprobaty wobec wszelkiego rodzaju naszych wad narodowych, ale też na pochwałę tego, co jest dobre i wartościowe.

.

Twórczość

1 „Był dwór… Obraz wsi i dworu w świetle pamiętników rodziny Bukowskich z lat 1843-1939”, Kielce 2000.

    Książka popularno naukowa „Był dwór” oparta jest o pamiętniki prowadzone przez wiele pokoleń rodziny Bukowskich zamieszkałych w Cieszkowach w powiecie pińczowskim. Dzięki kontaktom z rodziną Nurkowski miał okazję zapoznać się z wszystkimi pamiętnikami prowadzonymi przez tę rodzinę ziemiańską. Książka jest opisem życia codziennego ziemiańskiego dworu na przestrzeni wielu lat, od XIX wieku aż do 1939 roku. Ostatni przedstawiciel rodziny Bukowskich brał udział w kampanii wrześniowej a po wojnie pracował w państwowym rolnictwie na Ziemiach Odzyskanych. W dwudziestoleciu międzywojennym Tadeusz Bukowski był przodującym rolnikiem, udzielał się społecznie, zakładał straż pożarną i Kółko Rolnicze.

    Książka Nurkowskiego pokazuje rodzinne koligacje, obyczajowość, rolę Żydów w gospodarce dworskiej oraz kulturę w życiu ziemian. Mimo skromnej objętości książka bardzo dobrze oddaje obyczajowość i mentalność rodzin ziemiańskich, ich patriotyzm i oddanie sprawom ojczyzny. Wiem z relacji wielu czytelników, że książka ta odkłamała wiele mitów na temat ziemiaństwa jakie propaganda komunistyczna rozpowszechniała w prasie.

    Trudno tu omawiać poszczególne rozdziały, ale w skrócie książka Nurkowskiego prezentuje wszystkie dziedziny życia ziemiaństwa, pracę na roli, a także atrakcyjnie podane opisy polowań, ślubów, koligacji itp.

2. „Drobiazgi podróżne”, Chroberz 2009.

    Zbiór wierszy „Drobiazgi podróżne” jest poetyckim opisem podróżny Krzysztofa Nurkowskiego do Włoch i do Jerozolimy, ale jest to także podróż w czasie po Ponidziu, bowiem autor zastanawia się nad losem zabytków niszczejących i przez nikogo nie ratowanych, są to „zbór ariański” i „lamus dworski” w Cieszkowach. Wspomina swoją młodość w Bieszczadach podczas lata 1977 r., kiedy do zmarł Elvis Presley, a także kiedy opisuje wojnę i zagładę Żydów. Dlatego tez jeden z wierszy nosi metaforyczny tytuł „W oknie czasu”, w którym widać wieś Czarnocin, stary kościół, szkołę i cmentarz oraz karczmę, jakby czas się zatrzymał. Ponad wszystkim góruje Zawinnica z grodziskiem na szczycie.

W tle Zawinnica
matka łagodna
Gra w szachy z niebem
łanami pól

    Podróż Nurkowskiego do Włoch i do Ziemi Świętej przynosi gorzką refleksję, iż sławne starożytne zabytki są „atakowane codziennie/ przez czas i turystów”. Również Jerozolima upadła pod naporem turystów i handlarzy:

Na via Dolorosa
nie ma już Boga
przegnali go handlarze
kolorów i gadżetów
widziano
szedł
na pustynię
szukać sprzymierzeńców
wśród skorpionów i węży

(Minatury jerozolimskie)

 

Tylko cyprysy i płyty nagrobne zachowują się godnie i poważnie wobec milczenia wieków.  Bo ludzie zatracili się jakby w pogoni za zyskiem:

Tutaj kupisz wszystko
 sprzedadzą ci wieki
idee
religie
chałwę
kipę
śledzie

(Miniatury jerozolimskie)

    Będąc wi Jerozolimie poeta nie może zapomnieć o holokauście Żydów podczas II wojny światowej:

Zagłodzeni
wygnani
uduszeni
żywi
na wyciągnięcie ręki
z chlebem

Widzę ich niewidzialne twarze
spoglądam w niewidoczne oczy

(Miniatury jerozolimskie)

    Prosto z Jerozolimy autor wraca myślą na Ponidzie, gdzie niestety niszczeją zabytki polskiej kultury. Warto tutaj zacytować w całości piękną balladę Nurkowskiego o ginących reliktach przeszłości na Ponidziu.

Zborze ariański
lamusie dworski
niepokonany, drewniany polski
święty Mateusz ci nie pomoże
upadły dworze
upadły zborze

wielka historia
pęta szykuje
a wokół zbóje
a wokół zbóje

zbrojny drzewostan
też nie pomoże
upadły dworze
upadły zborze

szaleństwa wieków
wplątane w ciebie
samotny w śpiewie
samotny w gniewie…

    Nurkowski w swoich wierszach przekonuje czytelników, że Polska należy do kultury śródziemnomorskiej i jest jej nieodłączną częścią. Jednak w XX wieku wydarzyły się na naszych ziemiach wojenne kataklizmy, które przyniosły zniszczenie. Według poety zło mieszka także w nas samych nie jest tylko przyniesione z zewnątrz

Nad grobami domów
Bukowskich
Fryczów
Mieroszewskich
Wiat niesie zło

(Przed burzą na czarnocińskich

łąkach)

    Tym co nas ratuje, co jest naszą kulturową tożsamością są odwieczni świadkowie ludzkiej wiary – kościoły i kamienne świątki, a także ziemia rodzinna i jej historia:

Tylko kamienne świątki
z niezamienna pobłażliwością
spoglądają na słomiaste chochoły
tańczące
jesienne tango
smutku

(Ponidzie)

    Po lekturze wierszy zawartych w zbiorze drobiazgi podróżne czytelnik odczuwa pewien niedosyt. Chciałoby się aby Nurkowski znów wyruszył w podróż poetycką nie tylko po ruinach starej Europy, ale także w krainę historii Ponidzia, wehikułem wyobraźni i fantazji popartej rzetelną wiedzą i warsztatem pisarskim.

    3. Limeryki toskańskie Kielce 2009 U Poety

    Zbiorek „Limeryków toskańskich” budzi wątpliwość u czytelnika już samym tytułem, które autor w ten sposób wyjaśnił: „Dlaczego limeryki toskańskie? A czemu nie. Mamy już w literaturze liryki lozańskie, a bajkowa Toskania, może też z powodzeniem służyć jako źródło inspirujące mniej prestiżowe odmiany poezji. Podróże nie od dzisiaj kształtują świadomość kulturalną ludzi, a w przypadku limeryków eksploracja nieznanych, lądów, ziem jest elementem niezbędnym do ich pisania.

    Za sprawą mojej żony, Grażyny, kilkanaście razy, w latach 2005-2008, przejeździłem wzdłuż i wszerz tę krainę, a jej widoki, kolory, barwy i zapachy sprowokowały mnie do chwycenia za pióro. I kultowy notes moleskina – zakupiony w Lucce (a jakże), powoli, aczkolwiek intensywnie zapełniał się…”

    W swoich limerykach Nurkowski komentuje na wesoło nasze życie społeczne i polityczne, np.:

Pan minister Ziobro,
kiedyś walczył z kobrą.
Tę obleciał strach,
- i zwiała na dach.
Zwyciężyło dobro (?).

    Wiele utworów poświęconych jest podróżom autora po Europie i oparte są o gry słowne. Nurkowski przyjaciół i poświęca im satyryczne portrety:

Znany poeta spod Dalni,
rymu ni rytmu nie marni.
Słowa zaś chowa po katach,
które codzienni posprząta,
Wena, która od lat go karmi.

    Albo inny portret poety ze Złotej:

Świetny poeta ze Złotej,
wiersze odkłada na… potem.
Animując kulturę,
zaprzestał władania piórem.
Adamie, wróć do nas z szybkością Ottey.

    Tomik ten był przychylnie zrecenzowany w internetowym wydaniu „Lampy i Iskry Bożej”, że na szczególną życzliwą uwagę recenzentów zasłużył sobie autor ilustracji – Adam Antolski.

    Krzysztof Nurkowski nie byłby sobą gdyby nie sporządził również poetyckiego autoportretu.

Pewien Krzycho z Czarnocina,
Trochę nadużywa wina.
I pod wpływem tej praktyki,
pisze zwiewne limeryki.
Całej sprawy to przyczyna.

 

Wywiad z Krzysztofem Nurkowskim

 

Czy to, że mieszkasz na Ponidziu ma wpływ na Twoją twórczość, jak to się objawia?

     Ponidzie to ziemia spokojna, tutaj  nawet panuje spokój – święty - (uśmiech), ale przede wszystkim to kraina, na którą stety czy niestety, obecna cywilizacja, ideologie, mają ograniczony wpływ z globalizacją włącznie. Ale to się zmienia, o czym poniżej.

    Tutaj czas płynie powoli, nowinki techniczne, są - a jakże - ale czasami zawodzą - a to komórka nie łączy, z powodu braku zasięgu, a to nie dochodzi internet, drogi też nie najlepsze. Od lat domagam się aby mój ulubiony program drugi, polskiego radia, czyli Dwójka, mogła być słyszana podczas jazdy samochodem. Niestety jej zasięg się kończy za  rogatkami Kielc czy Krakowa.

     Uważam, że tutaj na Ponidziu, jest bardzo żywy archetyp kulturowy polskiego chłopa  -  nie tylko zobrazowany przez największego naszego według mniepolskiego poetę i znawcę polskiej duszy Stanisława Wyspiańskiego –  ukazany w Weselu..

    Gdyby  się  dobrze nam przyjrzeć, to  znajduje  się tutaj  mnóstwo Gospodarzy, Czepców, Gospodyń, Poetów, pijanych Jaśków co to zgubili złoty róg  -  no może z wyjątkiem Żydów - ale tu winny jest Holokaust.  Nolens volens, charaktery szlacheckie odziedziczyło wielu mieszkańców Ponidzia, co jest swoistym symbolem kulturowej ciągłości naszego narodu.

    I ten  kulturowo-polityczny etos - wszak, etnograficznie, tutaj na Ponidziu, jesteśmy uznawani, za Krakowiaków Wschodnich -  bliskość Krakowa, ma istotny wpływ na postawy społeczne tutejszych ludzi. Od czasu do czasu, jak wszyscy w Polsce, tańczymy  narodowy „chocholi taniec”. Ale  walki  uliczne miedzy zwolennikami prawicy i lewicy jakie miały miejsce w stolicy w dniu 11 listopada,  tutaj są nie do pomyślenia. Teraz to już się chyba nawet na zabawach nie bijają....(śmiech)

     Wspominam Wesele Wyspiańskiego, jako wzorzec postaw narodowych z początku XX wieku i myślę, jak niewiele zmieniliśmy się od tamtego czasu, jak małej erozji uległa polska psychika, chociaż przeorały ją dwie wielkie wojny światowe. Do tych kodów kulturowych polskiej prowincji, odwołał się Marek  Nowakowski pisząc w czasach Gierkowszczyzny, „Wesele raz jeszcze”, czy Wojciech Smarzowski, reżyserując już w nowej rzeczywistości Trzeciej Rzeczpospolitej, swój genialny film, nawiązujących tytułem, ale barwą społeczną, analizą obyczajów i postaw ludzkich - do dzieła Mistrza Stanisława.

    Czujesz się bardziej nauczycielem, dziennikarzem, poetą czy naukowcem?

    Powiem - chyba, za Andrzejem Stasiukiem, że czuję się intelektualnym mieszańcem. To są ponoć najlepsze i najwierniejsze psy. Dziedziczą najlepsze cechy swoich przodków. Ja dowiedziałem się, że mój pradziadek Antoni - po mieczu, zmarły w 1919 roku, czyli na progu niepodległości II Rzeczpospolitej, był analfabetą, jak wielu sto procent  chłopów – z nielicznymi wyjątkami - żyjących w Kongresówce.  Dziadek - po kądzieli, należał do  wiejskiej elity, gdyż był kowalem. .Jednocześnie analizując dzieło, prof. Roberta  Bieleckiego, „Somosierra 1808”,spotkałem nazwisko, Sylwestra Nurkowskiego, jednego ze 158  lekkokonnych, spod Somosierry . Pewnikiem to tylko przypadek - gdyż moja tradycja  rodzinna - milczy na ten temat.

     Ty kiedyś słusznie nazwałeś mnie - w wypowiedzi do „Radostowej” - „multiinstrumentalistą”, i niech tak zostanie. Wszak uwielbiam muzykę. Staram się żyć szybko, łapać wiele projektów, nie wszystkie, niestety dokańczam, ale myślę że moja profesja nauczycielska, daje mi okazję do łączenia i artykułowania moich zainteresowań i pasji. I co najważniejsze, do dzielenia się nimi, z moimi uczniami. Odnośnie „naukowości”, to przyznaję, że zaniechałem pracy nad doktoratem, który proponował mi Uniwersytet Śląski, a wcześniej, byłem uczestnikiem seminarium doktoranckiego, prowadzonym prze prof. Jacka Majchrowskiego na UJ. Też odłożyłem ad calendas Graecas... Może czas wrócić do tych projektów….?!

 

    Jesteś nauczycielem nietypowym, stosujesz nowoczesne formy dydaktyki. Opowiedz o swoich doświadczeniach jako pedagog, jakie masz wspomnienia i sukcesy?

    Nauka historii ma być w moim pojęciu nauką totalną. Bo to jest ożywianie czegoś  już - przynajmniej formalnie - martwego. Stawiam pytania, dlaczego jesteśmy - jako naród - w tym miejscu, co to znaczy tradycja pokoleń, dlaczego inaczej/lepiej żyją ludzie na przykład .na Zachodzie Europy? Jaki wpływ na gospodarcze sukcesy, bądź porażki ma religijność - ujęta historycznie - danej narodowości, dlaczego kultura, w tym muzyczna, literacka, jej recepcja społeczna świadczy o cywilizacyjnym stopniu społeczeństwa?

    Konteksty kulturowo-religijno--historyczne są  ważne,  bo służą dopełnieniu treści programowych. Gdy na przykład, mam w programie wojny punickie, to gram uczniom płytę mojego ukochanego  Milesa Daviesa z utworem „Hannibal”, a gdy omawiam wojnę domową w Hiszpanii, to słuchamy muzyki z Katalonii, granej przez nowojorskich jazzmanów.

    Jestem wyznawcą teorii Maksa Webera mówiącej  o dualizmie w rozwoju gospodarczym Europy, podoba mi się historiozoficzna szkoła  francuska Annales, która  opisuje historię nie tylko pod względem politycznym, ale   kulturowym i społecznym. Z czego w swojej dydaktyce, często korzystam.

    Staram się stosować w moim  nauczaniu  wszystkie dostępne intelektualne i techniczne narzędzia dydaktyczne.. Nauczana historia ma być żywa, bo przemawiam do uczniów różnie zainteresowanych przedmiotem, odwołując się do ich - co prawda – niewielkich,  życiowych doświadczeń. Nauczyciel ma zainteresować uczniów - to truizm -  po to aby wzbudzić empatię, intelektualnie pobudzić, a czasami i obudzić uczniów,(śmiech), czasami nawet zdenerwować, aby zmusić do  myślenia. Dlatego oprócz dat, postaci  historycznych, mechanizmów władzy, ważna jest - jak wcześniej wspomniałem - w nauczaniu, historia społeczna ludzkości. Uczniowie są wrażliwi na zło, i - odwołując się do empatii - której spore pokłady tkwią w każdym człowieku - staram się stosować ten mechanizm psychologiczny, jako formę dydaktyczną. Mam na myśli los ludzi wykluczonych przez wieki: niewolników, chłopów czy Żydów.

    Pytasz o sukcesy? Jakieś podsumowanie pracy z uczniami.. hmm.

    Do formalnych sukcesów mógłbym zaliczyć na przykład. uczestnictwo  Damiana Adamczyka z maleńkich  Charzewic w finale wojewódzkim konkursu historycznego przed kilku laty, to wprowadzenie uczniów do Sejmu Dzieci i Młodzieży ,zaczynając od 1997 roku, a byli to: Robert Tuleta(1997), Agnieszka  Nowak(1998), Ewa Luboń(1999) - wszyscy z Czarnocina – jeszcze  w ramach szkoły podstawowej, później - już w gimnazjum - sukces sióstr Małgorzaty i Sylwii Sobieraj z Zagajowa, które jako gimnazjalistki, reprezentowały nasze województwo w tym parlamencie, (Sylwia, dwukrotnie 2007, 2008),Małgosia(2006), to udział uczniów w  prezentacji warszawskiej Literackiego Atlasu Polski (Joanna Nawrot, Kamila Antos, Małgorzata Zbojak, Monika Łyp i Anna Brzeska), sukcesy literackie Anny Lalewicz, w nieistniejącej już Fundacji Knobel, gdzie doceniono jej pracę dotyczącą powstania warszawskiego, list z podziękowaniem od prof. Leszka Balcerowicza dla Wojciecha Chabinki, za pracę na temat  ekonomiki naszej gminy, wspaniała praca/prezentacja a o strąconym liberatorze nad wioską Kocina, autorstwa Angeliki Rutkowskiej i Pauliny  Mysior (trzecie miejsce w wojewódzkim konkursie z okazji Roku Historii Najnowszej) czy praca Sary Mentel i Beaty Sagan o zapomnianym Krzyżu Walecznych dla poległej w Powstaniu Warszawskim, ziemianki z pobliskich Budziszowic, Stanisławy Dobrzańskiej - film pod nazwą: Krzyż dla Walecznej; niezliczona ilość udziału w projektach Centrum Edukacji Obywatelskiej jak Młodzi Głosują czy Fundacji Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego. W przypadku tej ostatniej, prezentowaliśmy w warszawskiej synagodze Nożyków, prace na temat Holokaustu i rodziny Przeniosłów z Cieszków, odznaczonych medalem, Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. To wizyta w naszej szkole, Aleksa Dancyga z jerozolimskiego Instytutu, Yad Vashem, to kilkakrotne, Twoje i Adama Ochwanowskiego, wizyty w naszej szkole, to udział naszej szkoły w Kieleckich Dniach Nauki - buskiej filii, tej imprezy. A sukcesy nieformalne....hmmmm, to na przykład . kartka z Cypru, otrzymana od mojego ucznia, Krzysztofa Wróbla - (śmiech), obecnie jednego z  najlepszych, warszawskich, radców prawnych czy utworzenie przez mojego ucznia,( jeszcze z okresu „podstawówki” w Czarnocinie) - Roberta Muchy z pobliskiego Turnawca, - mojej strony internetowej.

    Dużo podróżujesz, bywasz na koncertach, na spektaklach w teatrach, czy to pomaga Ci w pracy pedagogicznej i w twórczości?

    To jest inteligentne pytanie o rolę, samopoczucie człowieka, czującego się inteligentem, a mieszkającego na wsi.... Przede wszystkim, istotny jest dostęp do szeroko rozumianych dóbr kultury, umiejętność korzystania z nich. Ważny jest kontakt - który każdy nauczyciel powinien posiadać - z najnowszymi wynikami badań naukowych w swojej dyscyplinie, oraz szeroka wiedza humanistyczna, którą gwarantuje kontakt z literaturą, z nowościami kulturalnymi ,czyli książkowymi, muzycznymi etc .etc....ech, pomarzyć można....ja, mimo tego, że mieszkam na głębokiej prowincji, staram się bywać w teatrach, muzeach,  na wystawach, głównie Krakowa czy Kielc, a od czasu do czasu, Warszawy. Obserwuję to  co się dzieje na głównych scenach muzycznych, jeśli już nie bywam, to przynajmniej chcę mieć wiedzę o najnowszych trendach w  szeroko rozumianej kulturze.

    Ostatnio, udało mi się wysłuchać koncertu muzyki polskiej podczas uroczystości 110-lecia Filharmonii Narodowej, i opery, „Czarodziejski flet” Mozarta, którą zaprezentował wrocławski teatr operowy na deskach kieleckiego KCK-u. Regularnie bywam na koncertach Festiwalu Muzycznego im. Krystyny Jamróz w Busku-Zdroju, czy Pińczowskich Zaduszkach Jazzowych, wystawach plastycznych i fotograficznych w galerii buskiej „Zielona”. Ubolewam, że w Kazimierzy Wielkiej - miasteczku z którym czuję się emocjonalnie związany - nie mają miejsca tego typu imprezy, promującej wysoką sztukę.

    Pytasz o podróże zagraniczne.? W tym względzie miałem spore zaległości. Pierwszy mój wyjazd zagraniczny, miał miejsce, późno, bo już po czterdziestce, dlatego starłem się intensywnie nadrobić braki. Wspomniany wyjazd, miał charakter symboliczny, ponieważ była to wyprawa w ramach programu edukacyjnego Sokrates - Comenius, związana z otwarciem Polski na Wspólnotę Europejską, gdzie z dyrektorem Szkoły Podstawowej w Czarnocinie, Janem Fortuną, poleciałem do Finlandii. Po raz pierwszy, i chwilowo ostatni- spacerowałem po zamarzniętej Zatoce Botnickiej. Później, była wyspa grecka Rodos, Bułgaria - Sozopol(kiedyś Apollonia  Pontica, dawna kolonia grecka i rzymska),prywatnie, kilkakrotnie Toskania, Rzym, Monte Cassino, - dwukrotnie Turcja, Izrael, Francja - dwukrotnie Paryż, czeska Praga, Wiedeń, Słowacja - wspólnie z bracią nauczycielską z gminy Czarnocin, podobnie Węgry czy Litwa, niemiecka Hesja, wspólnie z nauczycielską Solidarnością z Kazimierzy Wielkiej, Wielka Brytania, w tym Oxford, też w ramach Comeniusa z uczniami z Czarnocina i Kazimierzy Wielkiej, i kilkakrotnie Ukraina.

    Te podróże z pewnością kształtowały moją świadomość  kulturalną i wrażliwość estetyczną. I dobrze służą mojej dydaktyce historycznej i obywatelskiej, uzupełniając ją o własne, empiryczne doznania i przeżycia.

    Wyraz temu dałem w swoim arkuszu poetyckim „Drobiazgi podróżne”. Z pewnością powstanie drugi tomik „Drobiazgów”, gdy już  poukładam, „poetycko” swoje wspomnienia z wyjazdów  i spostrzeżenia. Dodam, że podczas lat licealnych fascynowałem się antykiem i książkami prof. Krawczuka na temat starożytnej Grecji i Rzymu, który, ponoć tam nigdy nie był.  Dlatego, jako skromny magister, wolałem wpierw zobaczyć, o czym mam pisać. „Drobiazgi” napisałem pod wpływem (śmiech).... naturalnie wpływem,  tych podróży.

    Czy zmiany cywilizacyjne i kulturowe mają wpływ na Polską wieś, na mentalność jej mieszkańców. Jak to się objawia?

    Starsze pokolenie z nieufnością podchodzi do zmian. To oczywistość, dlatego wyjaśnianie konserwatyzmu wiejskiego, mija się z celem. To fakt historyczno-społeczny. Wielu mieszkańców Ponidzia, z nostalgią wspomina dawne czasy, zwłaszcza epokę Gierkowską, i z niechęcią podchodzi do aktualnych zmian i wstrząsów politycznych. Z dużą dozą nieufnością traktowane są modernizacyjne trendy i postawy, które widzimy na własnych oczach. Nikt nie wyjaśnia - poza telewizją - zachodzących procesów. Inna sprawa, że . partie tzw. modernizacyjne, organizacje społeczne, pozarządowe, „odpuściły” sobie nadnidziańskie tereny, nie widząc tutaj, swojego elektoratu. Z przykrością muszę dodać, ze w mojej wiosce, nie ma miejsca, gdzie mógłbym nabyć - poza urzędem poczty, działającym w określonych godzinach - codzienną gazetę. Nie ułatwia to dostępu do nowoczesności....widocznie nie ma powszechnego zapotrzebowania....

     Ja na początku transformacji ustrojowej - w dobie działania Komitetów Obywatelskich „Solidarność” - zapraszałem, znaczące postacie polskiego życia politycznego, a nawet naukowego.  Bywał w Czarnocinie, senator Jerzy Stępień, późniejszy prezes Trybunału  Konstytucyjnego, czy prof. Jerzy Jaruzelski, historyk z Uniwersytetu Warszawskiego, Piotr Szczepański prezes Fundacji Wspomagania Wsi, wielokrotnie bywała Maria Stolzman, jako polityk i prezes Fundacji  Wodnej. Dzisiaj, młodzi ludzie, czasami nazywani w naukowych periodykach, pokoleniem  „Google”, lub „kopiuj-wklej”, buntują się mentalnie przeciwko niektórym  aspektom tradycji.  Przykład, to choćby fakt, że w moim konserwatywnym regionie,  gimnazjaliści w prowadzonych przeze mnie od lat, projekcie, „Młodzi Głosują”, gremialnie poparli, Ruch Janusza Palikota. Inna sprawa, że wielu z nich pytanych dlaczego tak głosowali, za bardzo, nie mogło tego uzasadnić. Poza tym, to była cała ogólnopolska młodzieżowa fala. Coś na kształt zmowy.(śmiech). Ruch Janusza Palikota zwyciężył w każdym regionie, w każdym typie szkół, od gimnazjów wiejskich po licea, usytuowane w największych polskich metropoliach. Z pewnością, aspekty wolnościowe i liberalno-obyczajowe, którym ten polityk, dał duży rozgłos, przyniosły mu spektakularny sukces. Widzimy, że następuje na naszych oczach, proces emancypacji młodzieży. Emancypacji od szkoły, kościoła, państwa....Ale tym bym się nie przejmował. Kiedyś, pod warszawskim klubem „Riwiera-Remont” było takie hasło: „nie wierzcie młodzieży, ona też się zestarzeje”. Dlatego, jako historyk, staram się zrozumieć ciąg procesów dziejowych, - które, aczkolwiek, pełne turbulencji - nie zawsze muszą się kończyć, rewolucjami.

     Wracając do modernizacyjnych procesów, to widać, jak upowszechnienie internetu, rozwój nowoczesnej komunikacji poprzez telefony komórkowe, sprawia ,że młodzi mieszkańcy wsi, już stają się obywatelami globalnego świata ,ich psychika, zainteresowania, pasje i ambicje są inne, niż pokoleniu ich dziadków czy rodziców. Czy stają się przez to lepszymi ludźmi. Pewnie niedługo się o tym przekonamy...?!

    Jak wspominasz redagowanie „Gazety Kazimierskiej”?

    Pełniłem funkcję zastępcy  burmistrza Kazimierzy Wielkiej w pierwszych, pionierskich latach  transformacji ustrojowej. Więc jakiś wkład posiadam w budowanie III Rzeczpospolitej. Był to czas zachłyśnięcia się wolnością. Słowem drukowanym, też. I dlatego wymyśliłem „Gazetę Kazimierską”, której podtytuł brzmiał - Powszechne Pismo Powiatowe(antycypujące w pewnym sensie, przywrócenie powiatów w 1998 roku). Wcześniej uczestniczyłem w redagowaniu pisma Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” Nidzica czy Biuletynu Informacyjnego Urzędu Miasta i Gminy w Kazimierzy Wielkiej. Mój przyjaciel, Adam Bodzioch, długoletni burmistrz tego miasta, zawsze mi powtarzał, abym się określił:. „Zdecyduj się Krzysztof, czy chcesz być politykiem czy dziennikarzem i historykiem?” Przyznaję ,że jest to trudny wybór. Zawsze chciałem trzymać się tzw .prawdy obiektywnej, ale sytuacja redaktora i polityka lokalnego, zmuszała mnie do improwizacji ,przemilczeń  i eufemizmów. Ale jakoś udawało mi się pogodzić te kwestie do tego stopnia ,że wybitny> polski dziennikarz Stefan Bratkowski, uznał, że redagowana przez mnie gazeta, spełnia warunki obiektywizmu i w 1994 roku, otrzymaliśmy drugą nagrodę w konkursie ogólnopolskim dla prasy lokalnej. Odbierałem tą nagrodę w Collegium Historicum na Uniwersytecie im .Adama Mickiewicza w Poznaniu, od nieżyjącego już przewodniczącego Gmin Polskich, Piotra Buczkowskiego. Towarzyszył mi dyrektor Kazimierskiego Ośrodka Kultury, Aleksander Zwolański.  Misja, „Gazety Kazimierskiej”, została zakończona, gdy powstał, a właściwie, został odtworzony przez rząd prof. Jerzego Buzka, powiat kazimierski, i gdy zostałem radnym powiatowym I kadencji. I w pewnym sensie, znudziłem się....(śmiech) . W tym samym czasie za sprawą i poparciem ówczesnego sekretarza  kieleckiej redakcji Gazety Wyborczej, Janusza Kędrackiego, współpracowałem z tym dziennikiem. Mam nadzieję na książkowe wydanie tych tekstów.

 

Zdzisław Antolski

Podróże w czasie. Zaginiony świat ziemian i Żydów.

(O twórczości Krzysztofa Nurkowskiego )

 

 

Krzysztof Nurkowski urodził się 5 lutego 1960 roku

Nauczyciel historii i wiedzy o społeczeństwie w Gimnazjum im. AK w Cieszkowach. Ukończył historię w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Kielcach i administracyjne studia podyplomowe na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie.

W latach 1992-1994, z-ca burmistrza Kazimierzy Wielkiej, pełnił też funkcję radnego I kadencji powiatu kazimierskiego. W latach 1998-2002 pełnił funkcję sekretarza Rady Nadzorczej cukrowni w Ziębicach. Publikował w kieleckim dodatku Gazety Wyborczej, miesięcznikach Radostowa i Teraz oraz w Kurierze Codziennym (Chicago);

Współzałożyciel i redaktor naczelny „Gazety Kazimierskiej” (1993-1997), nagrodzonej drugim miejscem w ogólnopolskim konkursie dla pism lokalnych(1994);

Opublikował dwa arkusze poetyckie: „Drobiazgi podróżne” (2009) i „Limeryki Toskańskie” (2010).

Laureat Nagrody Świętokrzyskiego Kuratora Oświaty (2006) i Ministra Edukacji Narodowej (2009); uhonorowany przez Ministra kultury Honorową Odznaką „Za zasługi dla kultury polskiej” (2011)

www.nurkowski.net

 

Powołanie nauczycielskie i niebanalne zajęcia pedagogiczne z uczniami to tylko jedna gałąź zainteresowań Krzysztofa Nurkowskiego. Jest on bowiem urodzonym społecznikiem, człowiekiem, który najpełniej wyraża się w działaniach na rzecz swojej małej ojczyzny.

Pewnie dlatego w latach 1992 - 1994 był zastępcą burmistrza w Kazimierzy Wielkiej, a w latach 1998 - 2002 pełnił funkcję radnego powiatu kazimierskiego. Podczas reformy administracyjnej kraju, zaangażowany był mocno w utworzenie powiatu kazimierskiego. Krzysztof nie zamyka się w opłotkach powiatowych, bez przerwy odwiedza wielkie miasta, np. Kraków i Warszawę w poszukiwaniu ciekawych imprez kulturalnych, przedstawień teatralnych i koncertów muzycznych (jest fanem jazzu), o których może opowiedzieć swoim uczniom. Zwiedził też kilka krajów zachodnich (Włochy, Francja). Jest bywalcem salonów politycznych, zna się lub przyjaźni z wieloma wybitnymi politykami.

Chociaż Krzysztof jest nauczycielem od 25 lat, nie dorobił się nagród ani medali. Jednak, jak sam mówi : „Największą nagrodą są sami uczniowie, ich wiedza i intelekt. Podczas audycji radiowej prowadzonej na żywo z Cedzyny, w której brałem udział w towarzystwie pań profesorek z Uniwersytetu Warszawskiego, zadzwonił do radia jeden z moich uczniów i wspominał moje lekcje prowadzone w szkole podstawowej w Czarnocinie jako duże przeżycie intelektualne. Pamięć uczniów jest wartością ważniejszą od wszystkich nagród oficjalnych. A przecież mam wśród swoich uczniów uczestników konkursów, olimpiad, parlamentarzystów Sejmu Dzieci i Młodzieży. Ten szmat czasu, jaki spędziłem ze swoimi uczniami uważam za czas dobrze zainwestowany...”

Nazwałem go kiedyś multiinstrumentalistą, nawiązując do jego fascynacji muzycznych, bowiem oprócz historii, polityki, dziennikarstwa, muzyki, Krzysztof jest utalentowanym fotografikiem, a ostatnio zajął się także poezja, tworząc cykl dowcipnych limeryków.

Jako nauczyciel historii jeździ ze swoimi uczniami w teren, aby mogli poznać świadków wydarzeń i poczuć się uczestnikami bitew w ich geograficznej przestrzeni, jako historyk zgłębia dzieje swojej najbliższej okolicy. Uczestniczy w rozlicznych komitetach społecznych na rzecz upamiętnienia zagłady Żydów, czy też lotników amerykańskich zestrzelonych w drodze na pomoc Powstaniu Warszawskiemu. Tropi zapomniane ślady, zagubione postaci, rzadko wznawiane książki i publikacje. Często publikuje artykuły o tematyce historycznej i publicystycznej w lokalnej i nie tylko prasie np. „Gazeta Wyborcza”, „Czas”, „Echo Dnia” „Radostowa” i inne. Jest współtwórcą i redaktorem naczelnym pierwszych niezależnych pism lokalnych ukazujących się na terenie ziemi kazimierskiej: „Nidzicy” i „Gazety Kazimierskiej”, laureat drugiego miejsca w ogólnopolskim konkursie dla prasy lokalnej w kategorii miesięczników w 1994 roku. Jego felietony i artykuły publicystyczne pisane na łąmach „Gazety Kazimierskiej” nigdy nie były letnie, Krzysztof zawsze wyśmiewał przywary rządzących i bronił ludzi poszkodowanych. Często pisał z satyrycznym zacięciem, dowcipne felietony, wiersze, ale nie stronił też od poważnej publicystyki. Był doskonałym redaktorem naczelnym, umiał wyważyć akcenty, nigdy nie zapominał, że oprócz aktualnych wydarzeń, w piśmie musi się znaleźć miejsce dla historii, a także gorących polemik politycznych.

Ukończył studia historyczne w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Kielcach i studia podyplomowe w zakresie Administracji Publicznej na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Członek sekcji historycznej Kieleckiego Towarzystwa Naukowego oraz Towarzystwa im. Stanisława ze Skarbimierza w Warszawie.

Z jego pasji historycznych zrodziła się jego pierwsza książka „Był dwór”, która powstała na kanwie wielopokoleniowych pamiętników rodziny ziemiańskiej – Bukowskich z Cieszków. Na podstawie rodzinnych zapisów rodziny Bukowskich, Nurkowski usystematyzował naszą wiedzę o ziemiańskim stylu życia i pracy. Książka spotkała się z ciepłym przyjęciem krytyków i czytelników. Niedługo ukaże się jej drugie, poszerzone wydanie.

Jego ostatnia pasja to limeryki. I na tym polu także odnosi sukcesy, jego utwory były nagradzane, jeden z nich został opublikowany w książce „Smocze jajo”, wydanej z okazji 750-lecia lokacji miasta Krakowa... Były one publikowane także w polonijnej prasie w USA. Myślę, że te krótkie wierszowane utwory satyryczne Krzysztofa Nurkowskiego, powinny ukazać się drukiem w formie książeczki. Ukazują one, często w krzywym zwierciadle, przemiany obyczajowe na Ponidziu. Są zapisem mentalności polskiej z czasów transformacji.

Autor pochodzi z rodziny od pokoleń zamieszkującej wieś ponidziańską – Czarnocin. Od dzieciństwa obraca się w kręgu mieszkańców wsi współczesnej (z zawodu i powołania jest nauczycielem gimnazjalnym) i w literackiej formie limeryku opisuje i komentuje wydarzenia, których był świadkiem lub uczestnikiem. Nurkowski jest współczesnym Judymem, który walczy o podniesienie poziomu bytowania mieszkańców wsi współczesnej. Satyryczna forma poetycka limeryku pozwala mu na ostre wyrażanie swojej dezaprobaty wobec wszelkiego rodzaju naszych wad narodowych, ale też na pochwałę tego, co jest dobre i wartościowe.

.

Twórczość

1 „Był dwór… Obraz wsi i dworu w świetle pamiętników rodziny Bukowskich z lat 1843-1939”, Kielce 2000.

Książka popularno naukowa „Był dwór” oparta jest o pamiętniki prowadzone przez wiele pokoleń rodziny Bukowskich zamieszkałych w Cieszkowach w powiecie pińczowskim. Dzięki kontaktom z rodziną Nurkowski miał okazję zapoznać się z wszystkimi pamiętnikami prowadzonymi przez tę rodzinę ziemiańską. Książka jest opisem życia codziennego ziemiańskiego dworu na przestrzeni wielu lat, od XIX wieku aż do 1939 roku. Ostatni przedstawiciel rodziny Bukowskich brał udział w kampanii wrześniowej a po wojnie pracował w państwowym rolnictwie na Ziemiach Odzyskanych. W dwudziestoleciu międzywojennym Tadeusz Bukowski był przodującym rolnikiem, udzielał się społecznie, zakładał straż pożarną i Kółko Rolnicze.

Książka Nurkowskiego pokazuje rodzinne koligacje, obyczajowość, rolę Żydów w gospodarce dworskiej oraz kulturę w życiu ziemian. Mimo skromnej objętości książka bardzo dobrze oddaje obyczajowość i mentalność rodzin ziemiańskich, ich patriotyzm i oddanie sprawom ojczyzny. Wiem z relacji wielu czytelników, że książka ta odkłamała wiele mitów na temat ziemiaństwa jakie propaganda komunistyczna rozpowszechniała w prasie.

Trudno tu omawiać poszczególne rozdziały, ale w skrócie książka Nurkowskiego prezentuje wszystkie dziedziny życia ziemiaństwa, pracę na roli, a także atrakcyjnie podane opisy polowań, ślubów, koligacji itp.

2. „Drobiazgi podróżne”, Chroberz 2009.

Zbiór wierszy „Drobiazgi podróżne” jest poetyckim opisem podróżny Krzysztofa Nurkowskiego do Włoch i do Jerozolimy, ale jest to także podróż w czasie po Ponidziu, bowiem autor zastanawia się nad losem zabytków niszczejących i przez nikogo nie ratowanych, są to „zbór ariański” i „lamus dworski” w Cieszkowach. Wspomina swoją młodość w Bieszczadach podczas lata 1977 r., kiedy do zmarł Elvis Presley, a także kiedy opisuje wojnę i zagładę Żydów. Dlatego tez jeden z wierszy nosi metaforyczny tytuł „W oknie czasu”, w którym widać wieś Czarnocin, stary kościół, szkołę i cmentarz oraz karczmę, jakby czas się zatrzymał. Ponad wszystkim góruje Zawinnica z grodziskiem na szczycie.

W tle Zawinnica
matka łagodna
Gra w szachy z niebem
łanami pól

Podróż Nurkowskiego do Włoch i do Ziemi Świętej przynosi gorzką refleksję, iż sławne starożytne zabytki są „atakowane codziennie/ przez czas i turystów”. Również Jerozolima upadła pod naporem turystów i handlarzy:

Na via Dolorosa
nie ma już Boga
przegnali go handlarze
kolorów i gadżetów
widziano
szedł
na pustynię
szukać sprzymierzeńców
wśród skorpionów i węży

(Minatury jerozolimskie)

 

Tylko cyprysy i płyty nagrobne zachowują się godnie i poważnie wobec milczenia wieków.  Bo ludzie zatracili się jakby w pogoni za zyskiem:

Tutaj kupisz wszystko
sprzedadzą ci wieki
idee
religie
chałwę
kipę
śledzie

(Miniatury jerozolimskie)

Będąc wi Jerozolimie poeta nie może zapomnieć o holokauście Żydów podczas II wojny światowej:

Zagłodzeni
wygnani
uduszeni
żywi
na wyciągnięcie ręki
z chlebem

Widzę ich niewidzialne twarze
spoglądam w niewidoczne oczy

(Miniatury jerozolimskie)

Prosto z Jerozolimy autor wraca myślą na Ponidzie, gdzie niestety niszczeją zabytki polskiej kultury. Warto tutaj zacytować w całości piękną balladę Nurkowskiego o ginących reliktach przeszłości na Ponidziu.

Zborze ariański
lamusie dworski
niepokonany, drewniany polski
święty Mateusz ci nie pomoże
upadły dworze
upadły zborze

wielka historia
pęta szykuje
a wokół zbóje
a wokół zbóje

zbrojny drzewostan
też nie pomoże
upadły dworze
upadły zborze

szaleństwa wieków
wplątane w ciebie
samotny w śpiewie
samotny w gniewie…

Nurkowski w swoich wierszach przekonuje czytelników, że Polska należy do kultury śródziemnomorskiej i jest jej nieodłączną częścią. Jednak w XX wieku wydarzyły się na naszych ziemiach wojenne kataklizmy, które przyniosły zniszczenie. Według poety zło mieszka także w nas samych nie jest tylko przyniesione z zewnątrz

Nad grobami domów
Bukowskich
Fryczów
Mieroszewskich
Wiat niesie zło

(Przed burzą na czarnocińskich łąkach)

Tym co nas ratuje, co jest naszą kulturową tożsamością są odwieczni świadkowie ludzkiej wiary – kościoły i kamienne świątki, a także ziemia rodzinna i jej historia:

Tylko kamienne świątki
z niezamienna pobłażliwością
spoglądają na słomiaste chochoły
tańczące
jesienne tango
smutku

(Ponidzie)

Po lekturze wierszy zawartych w zbiorze drobiazgi podróżne czytelnik odczuwa pewien niedosyt. Chciałoby się aby Nurkowski znów wyruszył w podróż poetycką nie tylko po ruinach starej Europy, ale także w krainę historii Ponidzia, wehikułem wyobraźni i fantazji popartej rzetelną wiedzą i warsztatem pisarskim.

3. Limeryki toskańskie Kielce 2009 U Poety

Zbiorek „Limeryków toskańskich” budzi wątpliwość u czytelnika już samym tytułem, które autor w ten sposób wyjaśnił: „Dlaczego limeryki toskańskie? A czemu nie. Mamy już w literaturze liryki lozańskie, a bajkowa Toskania, może też z powodzeniem służyć jako źródło inspirujące mniej prestiżowe odmiany poezji. Podróże nie od dzisiaj kształtują świadomość kulturalną ludzi, a w przypadku limeryków eksploracja nieznanych, lądów, ziem jest elementem niezbędnym do ich pisania.

Za sprawą mojej żony, Grażyny, kilkanaście razy, w latach 2005-2008, przejeździłem wzdłuż i wszerz tę krainę, a jej widoki, kolory, barwy i zapachy sprowokowały mnie do chwycenia za pióro. I kultowy notes moleskina – zakupiony w Lucce (a jakże), powoli, aczkolwiek intensywnie zapełniał się…”

W swoich limerykach Nurkowski komentuje na wesoło nasze życie społeczne i polityczne, np.:

Pan minister Ziobro,
kiedyś walczył z kobrą.
Tę obleciał strach,
- i zwiała na dach.
Zwyciężyło dobro (?).

Wiele utworów poświęconych jest podróżom autora po Europie i oparte są o gry słowne. Nurkowski przyjaciół i poświęca im satyryczne portrety:

Znany poeta spod Dalni,
rymu ni rytmu nie marni.
Słowa zaś chowa po katach,
które codzienni posprząta,
Wena, która od lat go karmi.

Albo inny portret poety ze Złotej:

Świetny poeta ze Złotej,
wiersze odkłada na… potem.
Animując kulturę,
zaprzestał władania piórem.
Adamie, wróć do nas z szybkością Ottey.

Tomik ten był przychylnie zrecenzowany w internetowym wydaniu „Lampy i Iskry Bożej”, że na szczególną życzliwą uwagę recenzentów zasłużył sobie autor ilustracji – Adam Antolski.

Krzysztof Nurkowski nie byłby sobą gdyby nie sporządził również poetyckiego autoportretu.

Pewien Krzycho z Czarnocina,
Trochę nadużywa wina.
I pod wpływem tej praktyki,
pisze zwiewne limeryki.
Całej sprawy to przyczyna.

 

Wywiad z Krzysztofem Nurkowskim

 

Czy to, że mieszkasz na Ponidziu ma wpływ na Twoją twórczość, jak to się objawia?

Ponidzie to ziemia spokojna, tutaj  nawet panuje spokój – święty - (uśmiech), ale przede wszystkim to kraina, na którą stety czy niestety, obecna cywilizacja, ideologie, mają ograniczony wpływ z globalizacją włącznie. Ale to się zmienia, o czym poniżej.

Tutaj czas płynie powoli, nowinki techniczne, są - a jakże - ale czasami zawodzą - a to komórka nie łączy, z powodu braku zasięgu, a to nie dochodzi internet, drogi też nie najlepsze. Od lat domagam się aby mój ulubiony program drugi, polskiego radia, czyli Dwójka, mogła być słyszana podczas jazdy samochodem. Niestety jej zasięg się kończy za  rogatkami Kielc czy Krakowa.

Uważam, że tutaj na Ponidziu, jest bardzo żywy archetyp kulturowy polskiego chłopa  -  nie tylko zobrazowany przez największego naszego według mniepolskiego poetę i znawcę polskiej duszy Stanisława Wyspiańskiego –  ukazany w Weselu..

Gdyby  się  dobrze nam przyjrzeć, to  znajduje  się tutaj  mnóstwo Gospodarzy, Czepców, Gospodyń, Poetów, pijanych Jaśków co to zgubili złoty róg  -  no może z wyjątkiem Żydów - ale tu winny jest Holokaust.  Nolens volens, charaktery szlacheckie odziedziczyło wielu mieszkańców Ponidzia, co jest swoistym symbolem kulturowej ciągłości naszego narodu.

I ten  kulturowo-polityczny etos - wszak, etnograficznie, tutaj na Ponidziu, jesteśmy uznawani, za Krakowiaków Wschodnich -  bliskość Krakowa, ma istotny wpływ na postawy społeczne tutejszych ludzi. Od czasu do czasu, jak wszyscy w Polsce, tańczymy  narodowy „chocholi taniec”. Ale  walki  uliczne miedzy zwolennikami prawicy i lewicy jakie miały miejsce w stolicy w dniu 11 listopada,  tutaj są nie do pomyślenia. Teraz to już się chyba nawet na zabawach nie bijają....(śmiech)

Wspominam Wesele Wyspiańskiego, jako wzorzec postaw narodowych z początku XX wieku i myślę, jak niewiele zmieniliśmy się od tamtego czasu, jak małej erozji uległa polska psychika, chociaż przeorały ją dwie wielkie wojny światowe. Do tych kodów kulturowych polskiej prowincji, odwołał się Marek  Nowakowski pisząc w czasach Gierkowszczyzny, „Wesele raz jeszcze”, czy Wojciech Smarzowski, reżyserując już w nowej rzeczywistości Trzeciej Rzeczpospolitej, swój genialny film, nawiązujących tytułem, ale barwą społeczną, analizą obyczajów i postaw ludzkich - do dzieła Mistrza Stanisława.

Czujesz się bardziej nauczycielem, dziennikarzem, poetą czy naukowcem?

Powiem - chyba, za Andrzejem Stasiukiem, że czuję się intelektualnym mieszańcem. To są ponoć najlepsze i najwierniejsze psy. Dziedziczą najlepsze cechy swoich przodków. Ja dowiedziałem się, że mój pradziadek Antoni - po mieczu, zmarły w 1919 roku, czyli na progu niepodległości II Rzeczpospolitej, był analfabetą, jak wielu sto procent  chłopów – z nielicznymi wyjątkami - żyjących w Kongresówce.  Dziadek - po kądzieli, należał do  wiejskiej elity, gdyż był kowalem. .Jednocześnie analizując dzieło, prof. Roberta  Bieleckiego, „Somosierra 1808”,spotkałem nazwisko, Sylwestra Nurkowskiego, jednego ze 158  lekkokonnych, spod Somosierry . Pewnikiem to tylko przypadek - gdyż moja tradycja  rodzinna - milczy na ten temat.

Ty kiedyś słusznie nazwałeś mnie - w wypowiedzi do „Radostowej” - „multiinstrumentalistą”, i niech tak zostanie. Wszak uwielbiam muzykę. Staram się żyć szybko, łapać wiele projektów, nie wszystkie, niestety dokańczam, ale myślę że moja profesja nauczycielska, daje mi okazję do łączenia i artykułowania moich zainteresowań i pasji. I co najważniejsze, do dzielenia się nimi, z moimi uczniami. Odnośnie „naukowości”, to przyznaję, że zaniechałem pracy nad doktoratem, który proponował mi Uniwersytet Śląski, a wcześniej, byłem uczestnikiem seminarium doktoranckiego, prowadzonym prze prof. Jacka Majchrowskiego na UJ. Też odłożyłem ad calendas Graecas... Może czas wrócić do tych projektów….?!

 

Jesteś nauczycielem nietypowym, stosujesz nowoczesne formy dydaktyki. Opowiedz o swoich doświadczeniach jako pedagog, jakie masz wspomnienia i sukcesy?

Nauka historii ma być w moim pojęciu nauką totalną. Bo to jest ożywianie czegoś  już - przynajmniej formalnie - martwego. Stawiam pytania, dlaczego jesteśmy - jako naród - w tym miejscu, co to znaczy tradycja pokoleń, dlaczego inaczej/lepiej żyją ludzie na przykład .na Zachodzie Europy? Jaki wpływ na gospodarcze sukcesy, bądź porażki ma religijność - ujęta historycznie - danej narodowości, dlaczego kultura, w tym muzyczna, literacka, jej recepcja społeczna świadczy o cywilizacyjnym stopniu społeczeństwa?

Konteksty kulturowo-religijno--historyczne są  ważne,  bo służą dopełnieniu treści programowych. Gdy na przykład, mam w programie wojny punickie, to gram uczniom płytę mojego ukochanego  Milesa Daviesa z utworem „Hannibal”, a gdy omawiam wojnę domową w Hiszpanii, to słuchamy muzyki z Katalonii, granej przez nowojorskich jazzmanów.

Jestem wyznawcą teorii Maksa Webera mówiącej  o dualizmie w rozwoju gospodarczym Europy, podoba mi się historiozoficzna szkoła  francuska Annales, która  opisuje historię nie tylko pod względem politycznym, ale   kulturowym i społecznym. Z czego w swojej dydaktyce, często korzystam.

Staram się stosować w moim  nauczaniu  wszystkie dostępne intelektualne i techniczne narzędzia dydaktyczne.. Nauczana historia ma być żywa, bo przemawiam do uczniów różnie zainteresowanych przedmiotem, odwołując się do ich - co prawda – niewielkich,  życiowych doświadczeń. Nauczyciel ma zainteresować uczniów - to truizm -  po to aby wzbudzić empatię, intelektualnie pobudzić, a czasami i obudzić uczniów,(śmiech), czasami nawet zdenerwować, aby zmusić do  myślenia. Dlatego oprócz dat, postaci  historycznych, mechanizmów władzy, ważna jest - jak wcześniej wspomniałem - w nauczaniu, historia społeczna ludzkości. Uczniowie są wrażliwi na zło, i - odwołując się do empatii - której spore pokłady tkwią w każdym człowieku - staram się stosować ten mechanizm psychologiczny, jako formę dydaktyczną. Mam na myśli los ludzi wykluczonych przez wieki: niewolników, chłopów czy Żydów.

Pytasz o sukcesy? Jakieś podsumowanie pracy z uczniami.. hmm.

Do formalnych sukcesów mógłbym zaliczyć na przykład. uczestnictwo  Damiana Adamczyka z maleńkich  Charzewic w finale wojewódzkim konkursu historycznego przed kilku laty, to wprowadzenie uczniów do Sejmu Dzieci i Młodzieży ,zaczynając od 1997 roku, a byli to: Robert Tuleta(1997), Agnieszka  Nowak(1998), Ewa Luboń(1999) - wszyscy z Czarnocina – jeszcze  w ramach szkoły podstawowej, później - już w gimnazjum - sukces sióstr Małgorzaty i Sylwii Sobieraj z Zagajowa, które jako gimnazjalistki, reprezentowały nasze województwo w tym parlamencie, (Sylwia, dwukrotnie 2007, 2008),Małgosia(2006), to udział uczniów w  prezentacji warszawskiej Literackiego Atlasu Polski (Joanna Nawrot, Kamila Antos, Małgorzata Zbojak, Monika Łyp i Anna Brzeska), sukcesy literackie Anny Lalewicz, w nieistniejącej już Fundacji Knobel, gdzie doceniono jej pracę dotyczącą powstania warszawskiego, list z podziękowaniem od prof. Leszka Balcerowicza dla Wojciecha Chabinki, za pracę na temat  ekonomiki naszej gminy, wspaniała praca/prezentacja a o strąconym liberatorze nad wioską Kocina, autorstwa Angeliki Rutkowskiej i Pauliny  Mysior (trzecie miejsce w wojewódzkim konkursie z okazji Roku Historii Najnowszej) czy praca Sary Mentel i Beaty Sagan o zapomnianym Krzyżu Walecznych dla poległej w Powstaniu Warszawskim, ziemianki z pobliskich Budziszowic, Stanisławy Dobrzańskiej - film pod nazwą: Krzyż dla Walecznej; niezliczona ilość udziału w projektach Centrum Edukacji Obywatelskiej jak Młodzi Głosują czy Fundacji Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego. W przypadku tej ostatniej, prezentowaliśmy w warszawskiej synagodze Nożyków, prace na temat Holokaustu i rodziny Przeniosłów z Cieszków, odznaczonych medalem, Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. To wizyta w naszej szkole, Aleksa Dancyga z jerozolimskiego Instytutu, Yad Vashem, to kilkakrotne, Twoje i Adama Ochwanowskiego, wizyty w naszej szkole, to udział naszej szkoły w Kieleckich Dniach Nauki - buskiej filii, tej imprezy. A sukcesy nieformalne....hmmmm, to na przykład . kartka z Cypru, otrzymana od mojego ucznia, Krzysztofa Wróbla - (śmiech), obecnie jednego z  najlepszych, warszawskich, radców prawnych czy utworzenie przez mojego ucznia,( jeszcze z okresu „podstawówki” w Czarnocinie) - Roberta Muchy z pobliskiego Turnawca, - mojej strony internetowej.

 

Dużo podróżujesz, bywasz na koncertach, na spektaklach w teatrach, czy to pomaga Ci w pracy pedagogicznej i w twórczości?

To jest inteligentne pytanie o rolę, samopoczucie człowieka, czującego się inteligentem, a mieszkającego na wsi.... Przede wszystkim, istotny jest dostęp do szeroko rozumianych dóbr kultury, umiejętność korzystania z nich. Ważny jest kontakt - który każdy nauczyciel powinien posiadać - z najnowszymi wynikami badań naukowych w swojej dyscyplinie, oraz szeroka wiedza humanistyczna, którą gwarantuje kontakt z literaturą, z nowościami kulturalnymi ,czyli książkowymi, muzycznymi etc .etc....ech, pomarzyć można....ja, mimo tego, że mieszkam na głębokiej prowincji, staram się bywać w teatrach, muzeach,  na wystawach, głównie Krakowa czy Kielc, a od czasu do czasu, Warszawy. Obserwuję to  co się dzieje na głównych scenach muzycznych, jeśli już nie bywam, to przynajmniej chcę mieć wiedzę o najnowszych trendach w  szeroko rozumianej kulturze.

Ostatnio, udało mi się wysłuchać koncertu muzyki polskiej podczas uroczystości 110-lecia Filharmonii Narodowej, i opery, „Czarodziejski flet” Mozarta, którą zaprezentował wrocławski teatr operowy na deskach kieleckiego KCK-u. Regularnie bywam na koncertach Festiwalu Muzycznego im. Krystyny Jamróz w Busku-Zdroju, czy Pińczowskich Zaduszkach Jazzowych, wystawach plastycznych i fotograficznych w galerii buskiej „Zielona”. Ubolewam, że w Kazimierzy Wielkiej - miasteczku z którym czuję się emocjonalnie związany - nie mają miejsca tego typu imprezy, promującej wysoką sztukę.

Pytasz o podróże zagraniczne.? W tym względzie miałem spore zaległości. Pierwszy mój wyjazd zagraniczny, miał miejsce, późno, bo już po czterdziestce, dlatego starłem się intensywnie nadrobić braki. Wspomniany wyjazd, miał charakter symboliczny, ponieważ była to wyprawa w ramach programu edukacyjnego Sokrates - Comenius, związana z otwarciem Polski na Wspólnotę Europejską, gdzie z dyrektorem Szkoły Podstawowej w Czarnocinie, Janem Fortuną, poleciałem do Finlandii. Po raz pierwszy, i chwilowo ostatni- spacerowałem po zamarzniętej Zatoce Botnickiej. Później, była wyspa grecka Rodos, Bułgaria - Sozopol(kiedyś Apollonia  Pontica, dawna kolonia grecka i rzymska),prywatnie, kilkakrotnie Toskania, Rzym, Monte Cassino, - dwukrotnie Turcja, Izrael, Francja - dwukrotnie Paryż, czeska Praga, Wiedeń, Słowacja - wspólnie z bracią nauczycielską z gminy Czarnocin, podobnie Węgry czy Litwa, niemiecka Hesja, wspólnie z nauczycielską Solidarnością z Kazimierzy Wielkiej, Wielka Brytania, w tym Oxford, też w ramach Comeniusa z uczniami z Czarnocina i Kazimierzy Wielkiej, i kilkakrotnie Ukraina.

Te podróże z pewnością kształtowały moją świadomość  kulturalną i wrażliwość estetyczną. I dobrze służą mojej dydaktyce historycznej i obywatelskiej, uzupełniając ją o własne, empiryczne doznania i przeżycia.

Wyraz temu dałem w swoim arkuszu poetyckim „Drobiazgi podróżne”. Z pewnością powstanie drugi tomik „Drobiazgów”, gdy już  poukładam, „poetycko” swoje wspomnienia z wyjazdów  i spostrzeżenia. Dodam, że podczas lat licealnych fascynowałem się antykiem i książkami prof. Krawczuka na temat starożytnej Grecji i Rzymu, który, ponoć tam nigdy nie był.  Dlatego, jako skromny magister, wolałem wpierw zobaczyć, o czym mam pisać. „Drobiazgi” napisałem pod wpływem (śmiech).... naturalnie wpływem,  tych podróży.

 

Czy zmiany cywilizacyjne i kulturowe mają wpływ na Polską wieś, na mentalność jej mieszkańców. Jak to się objawia?

 Starsze pokolenie z nieufnością podchodzi do zmian. To oczywistość, dlatego wyjaśnianie konserwatyzmu wiejskiego, mija się z celem. To fakt historyczno-społeczny. Wielu mieszkańców Ponidzia, z nostalgią wspomina dawne czasy, zwłaszcza epokę Gierkowską, i z niechęcią podchodzi do aktualnych zmian i wstrząsów politycznych. Z dużą dozą nieufnością traktowane są modernizacyjne trendy i postawy, które widzimy na własnych oczach. Nikt nie wyjaśnia - poza telewizją - zachodzących procesów. Inna sprawa, że . partie tzw. modernizacyjne, organizacje społeczne, pozarządowe, „odpuściły” sobie nadnidziańskie tereny, nie widząc tutaj, swojego elektoratu. Z przykrością muszę dodać, ze w mojej wiosce, nie ma miejsca, gdzie mógłbym nabyć - poza urzędem poczty, działającym w określonych godzinach - codzienną gazetę. Nie ułatwia to dostępu do nowoczesności....widocznie nie ma powszechnego zapotrzebowania....

 Ja na początku transformacji ustrojowej - w dobie działania Komitetów Obywatelskich „Solidarność” - zapraszałem, znaczące postacie polskiego życia politycznego, a nawet naukowego.  Bywał w Czarnocinie, senator Jerzy Stępień, późniejszy prezes Trybunału  Konstytucyjnego, czy prof. Jerzy Jaruzelski, historyk z Uniwersytetu Warszawskiego, Piotr Szczepański prezes Fundacji Wspomagania Wsi, wielokrotnie bywała Maria Stolzman, jako polityk i prezes Fundacji  Wodnej. Dzisiaj, młodzi ludzie, czasami nazywani w naukowych periodykach, pokoleniem  „Google”, lub „kopiuj-wklej”, buntują się mentalnie przeciwko niektórym  aspektom tradycji.  Przykład, to choćby fakt, że w moim konserwatywnym regionie,  gimnazjaliści w prowadzonych przeze mnie od lat, projekcie, „Młodzi Głosują”, gremialnie poparli, Ruch Janusza Palikota. Inna sprawa, że wielu z nich pytanych dlaczego tak głosowali, za bardzo, nie mogło tego uzasadnić. Poza tym, to była cała ogólnopolska młodzieżowa fala. Coś na kształt zmowy.(śmiech). Ruch Janusza Palikota zwyciężył w każdym regionie, w każdym typie szkół, od gimnazjów wiejskich po licea, usytuowane w największych polskich metropoliach. Z pewnością, aspekty wolnościowe i liberalno-obyczajowe, którym ten polityk, dał duży rozgłos, przyniosły mu spektakularny sukces. Widzimy, że następuje na naszych oczach, proces emancypacji młodzieży. Emancypacji od szkoły, kościoła, państwa....Ale tym bym się nie przejmował. Kiedyś, pod warszawskim klubem „Riwiera-Remont” było takie hasło: „nie wierzcie młodzieży, ona też się zestarzeje”. Dlatego, jako historyk, staram się zrozumieć ciąg procesów dziejowych, - które, aczkolwiek, pełne turbulencji - nie zawsze muszą się kończyć, rewolucjami.

 Wracając do modernizacyjnych procesów, to widać, jak upowszechnienie internetu, rozwój nowoczesnej komunikacji poprzez telefony komórkowe, sprawia ,że młodzi mieszkańcy wsi, już stają się obywatelami globalnego świata ,ich psychika, zainteresowania, pasje i ambicje są inne, niż pokoleniu ich dziadków czy rodziców. Czy stają się przez to lepszymi ludźmi. Pewnie niedługo się o tym przekonamy...?!

 

Jak wspominasz redagowanie „Gazety Kazimierskiej”?

Pełniłem funkcję zastępcy  burmistrza Kazimierzy Wielkiej w pierwszych, pionierskich latach  transformacji ustrojowej. Więc jakiś wkład posiadam w budowanie III Rzeczpospolitej. Był to czas zachłyśnięcia się wolnością. Słowem drukowanym, też. I dlatego wymyśliłem „Gazetę Kazimierską”, której podtytuł brzmiał - Powszechne Pismo Powiatowe(antycypujące w pewnym sensie, przywrócenie powiatów w 1998 roku). Wcześniej uczestniczyłem w redagowaniu pisma Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” Nidzica czy Biuletynu Informacyjnego Urzędu Miasta i Gminy w Kazimierzy Wielkiej. Mój przyjaciel, Adam Bodzioch, długoletni burmistrz tego miasta, zawsze mi powtarzał, abym się określił:. „Zdecyduj się Krzysztof, czy chcesz być politykiem czy dziennikarzem i historykiem?” Przyznaję ,że jest to trudny wybór. Zawsze chciałem trzymać się tzw .prawdy obiektywnej, ale sytuacja redaktora i polityka lokalnego, zmuszała mnie do improwizacji ,przemilczeń  i eufemizmów. Ale jakoś udawało mi się pogodzić te kwestie do tego stopnia ,że wybitny> polski dziennikarz Stefan Bratkowski, uznał, że redagowana przez mnie gazeta, spełnia warunki obiektywizmu i w 1994 roku, otrzymaliśmy drugą nagrodę w konkursie ogólnopolskim dla prasy lokalnej. Odbierałem tą nagrodę w Collegium Historicum na Uniwersytecie im .Adama Mickiewicza w Poznaniu, od nieżyjącego już przewodniczącego Gmin Polskich, Piotra Buczkowskiego. Towarzyszył mi dyrektor Kazimierskiego Ośrodka Kultury, Aleksander Zwolański.  Misja, „Gazety Kazimierskiej”, została zakończona, gdy powstał, a właściwie, został odtworzony przez rząd prof. Jerzego Buzka, powiat kazimierski, i gdy zostałem radnym powiatowym I kadencji. I w pewnym sensie, znudziłem się....(śmiech) . W tym samym czasie za sprawą i poparciem ówczesnego sekretarza  kieleckiej redakcji Gazety Wyborczej, Janusza Kędrackiego, współpracowałem z tym dziennikiem. Mam nadzieję na książkowe wydanie tych tekstów.

Zdzisław Antolski

Pin It