Krzysztof Kwasiżur

 

Uprawa, czyli Donkiszoteria Stosowana – cz. 8

 

don kichot kwasizur black white Wiedzieliście, że słynny obraz "Dama z gronostajem" osiągnął wartość 300 mln euro? Może i obiło się to temu, czy owemu o uszy jako ciekawostka.
A wiecie co ją różni od "Damy z łasiczką"? Zwierzę na ramieniu?


No właśnie. Jest w dobrym tonie wiedzieć to i owo o sztuce, po to na przykład żeby nie zrobić z siebie kompletnego głupca w towarzystwie, ale nie wymaga się dziś od statystycznego Kowalskiego wiedzy dogłębnej. Inaczej niż sto lat temu, kiedy przedstawiciele inteligencji wiedzieli z jakiego utworu pochodzi cytat: "Achilla śpiewaj, Muzo, gniew obfity w szkody...", kto wykuł Dyskobola, czy  napisał "Damę Kameliową".
Można by się pokusić o analizę tematu: Jak taka powierzchowna wiedzą ma się do obniżenia poziomu poezji, ale nie trzeba wykonać wielkiej pracy umysłowej żeby stwierdzić/ że istnieje zależność. Artysta elokwentny, oczytany będzie potrafił stworzyć dzieła wielowymiarowe, trafiające do odbiorcy na kilku płaszczyznach  i poruszające kilka wątków. Nie sprawi mu to większego trudu, bo porusza się  w obrębie kilku sztuk i jest z nimi za pan brat. Nie mam tu na myśli jedynie kolaży, a wszelkie twory artystyczne, łączące wiele zdobyczy kultury wysokiej. Niech tu za przykład posłuży poeta z Drezdenka - ks. Jerzy Hajduga, który przy prezentacji swej twórczości wspomagał się fotografią Marii Kuczary. Ta współpraca obojgu wyszła na dobre. Podobnie funkcjonują dobre (zaznaczam – dobre!) montaże słowno-muzyczne. Na własnej skórze sprawdziłem; dobra muzyka nie wadzi wierszowi, nie przeszkadza w jego odbiorze, wręcz przeciwnie.

     Wróćmy jednak do inteligencji i elokwencji; nie jest to dla nikogo odkrycie, że dziś pisać, malować, rzeźbić może każdy. Wystarczy zamówić przez Internet materiały, narzędzia i można już na wizytówce machnąć obok nazwiska funkcję domniemaną: „Jan Kowalski, pisarz, publicysta”. To nic, że napisał tylko jedną powieść, której nigdzie nie chcą przyjąć do druku. To nic, że publikuje jedynie na własnym Facebooku i to z błędami. Publicysta i koniec!

Onegdaj, by posłużyć się takowym tytułem trzeba było najpierw wniknąć w środowisko (przypominało to trochę terminowanie u mistrzów). Wtedy dopiero nabywaliśmy wiedzę gdzie kupować farby, dłuta, tanie ryzy papieru…

Dziś wszystko to podsuwają nam pod nos i jeszcze pobieżną wiedzę – jak dziedzinę uprawiać.

Dlaczego pobieżną?! – żachnie się jeden z drugim.

Ano dlatego, że taka wystarczy, by błysnąć wśród dyletantów, a między fachowców przezornie nie będziemy się pchali! Zresztą; jeśliby nawet przypadkiem trafił się jakiś znawca, który zacznie dowodzić, iż tworzymy kicze – zawsze możemy powiedzieć, że granice sztuki są redefiniowane w sposób ciągły i w każdej chwili może pojawić się dzieło, które w arbitralnie przyjętej, domkniętej definicji się nie mieści[1].

Miło by było być takim prekursorem, czyż nie?

Zapewne odrobinę zepsuję państwu humor, drodzy erudyci przypominając fakt, że nie może być odkrywcą nowego stylu walki ten, kto nie posiadł całej wiedzy w już istniejących stylach walki. Było by to nielogiczne: skąd miałby wiedzieć, że cios, który właśnie obmyślił, już nie został wcześniej obmyślony?

Ekstrapolując – okazuje się, że nie można być mistrzem w jednej dziedzinie sztuki, a nie być erudytą w innych. Domyślacie się chyba, drodzy czytelnicy, pisarze, malarze i inni „arze”, że nie przyszło mi do głowy, by was zmuszać do bycia specjalistą w każdej dziedzinie artystycznej, ale do liźnięcia tematu już tak!

Dawno skończyły się czasy, w których prawdy nabierały słowa: „Im mniej wiesz, tym krócej posiedzisz!”

Artyście wiedza dobrze robi! Artysta powinien być erudytą i omnibusem. Rozszerza to jego horyzonty i pomaga w kompilacji wiedzy już posiadanej. Daje jasność widzenia, a tym samym dziedzina kultury czy sztuki, którą  uprawia nie daje się tak łatwo wypaczyć przez ideologie (jakiekolwiek).

            „Uprawiać” – jakże lubię to słowo! Czy wiecie Państwo, że samo pojęcie Kultury bierze się z łacińskiego „cultus agri” – uprawa roli? Colere to dbać, pielęgnować, kształtować. Kulturze – współcześnie rozumianej, niedaleko jest do uprawy roli; albowiem uprawa roli to nie tylko sadzenie ziemniaków, a również zespół znacznie szerzej zakrojonych czynności ( ostatnio nawet ingerencja w pogodę), by cieszyć się jak najlepszym plonem.

Dlaczego więc nie miały by się zazębiać działania kulturotwórcze w obrębie jednego globu, kraju, czy miasta? Sam by się upośledzał ten, który chciałby się mienić twórcą kultury, a nie chciał znać trendów, kierunków, czy zapatrywań innych twórców.

Czy chcę was zawstydzać? Broń Boże! Nie jestem ani lepszy, ani gorszy od Ciebie, drogi Czytelniku. Zadaj sobie tylko pytanie w duchu, czy śledzisz trendy w poezji – skoro twierdzisz żeś poeta?

Czy ostatnia sztuka teatralna, na której byłeś to fakt sprzed trzech dni, trzech lat, czy trzydziestu?

            Jeśli jesteś świadomym i dobrze naoliwionym trybikiem w machinie kultury – drogi czytelniku – to nie zaskoczy cię informacja, że  

„Dama z łasiczką” i „Dama z gronostajem” to dwa tytuły tego samego obrazu, który Leonardo di ser Piero da Vinci namalował tak, że nie da się stwierdzić stuprocentowo – czy dama trzyma łasicę, czy gronostaja.

 

jeśli natomiast zaskoczył, zdziwił, lub rozzłościł (żeś się na przykład dał tak podejść), to myślę, że powinieneś częściej i dłużej pozostawać na kanałach typu „TV Kultura”, a krócej na „TVP Seriale”.

Czy to złośliwość z mojej strony? Nie, bo mam przeświadczenie, graniczące z pewnością, że współczesne teksty natury publicystycznej, artystycznej, rozrywkowej stawiają przed czytelnikami coraz mniejsze wymagania (dlaczego boję się wprost napisać, że coraz bardziej płytkie? Chyba dlatego, by nie obrazić autorów). Domyślam się, że to nie do końca wina naszego autora, jakich bym nie miał do niego pretensji o małe zaangażowanie w dokształcanie, czy śledzenie trendów kultury – do pisania swego tekstu (zwłaszcza prozatorskiego) w jakiś sposób się przygotowywał.

Ale ma ten autor też na uwadze, że jeśli stworzy ZBYT trudny tekst, ZBYTNIO zawiły, choć pod każdym względem poprawny i logiczny… czytelnik odejdzie bez chęci zapoznania się z nim! I nie mam tu na myśli bynajmniej rozpraw naukowych.

Statystyczny czytelnik zniechęca się długością, zawiłością tekstu, użytym słownictwem, jest leniwy, szybko się zniechęca i woli informację podaną
w sposób treściwy, zwięzły i komiksowo frapujący. Czyż to nie cecha, którą powyżej omawiałem u autorów?

Zatem całe społeczeństwo takie właśnie się staje. Socjologia zjawisko to nazywa „makdonaldyzacją” – nastawienie na szybkie i jak najtańsze zaspokajanie potrzeb. A przecież potrzeba kultury jest potrzebą jak każda inna, choć umieszcza się ją na szczytowych piętrach piramidy Maslowa[2]. Więc – skoro i czytelnicy i autorzy tekstów (jakichkolwiek) ewoluują w tym właśnie kierunku – obraz całej ludzkości w tym kierunku ewoluuje? Tak było by, gdyby to była ewolucja „dzika” niczym nie skrępowana i niczym nie zaburzana.

Ale na szczęście możemy mieć na ową ewolucję wpływ, jak na ewolucję języka.

 

I to właśnie jest zadanie dla twórców kultury wszelakiej maści i to jest właśnie ta rola do waszej uprawy…

 

[1] Ernst Gombrich wygłosił nawet tezę, że w ogóle nie ma czegoś takiego jak „sztuka” – są tylko dzieła i artyści, a reszta to nasza konstrukcja, wynik potrzeby porządkowania i wyszukiwania punktów orientacyjnych.

[2] Hierarchia potrzeb – sekwencja potrzeb od najbardziej podstawowych (wynikających z funkcji życiowych), do potrzeb wyższego poziomu, które aktywizują się dopiero po zaspokojeniu niższych. Zwykle przedstawiana na rysunkach jako piramida.

 

 

Pin It