Andrzej Walter

 

Sztuka agresywnej epilepsji

 

 

Andrzej Walter   To będzie gorzki tekst. W sam raz na Święta. (Ilu ludzi jeszcze dziś wie i rozumie po co są te akurat święta?). To będą lamenty, rozmyślania i rozterki dziecka współczesności. To będzie bolesna lektura. Jednakowoż w roku Pańskim 2018 osiągnęliśmy już, jak się przynajmniej wydaje, stan dojrzałości. Wkraczamy oto w dorosłość, a XXI wiek stał się naszą dojmującą i jakże realną rzeczywistością. To póki co mało poetyczny wiek. Ten wiek jak na razie dotyka nas swoją dosłownością, obejmuje nas swoją nachalnością, obnaża przed nami wszelkie tabu oraz gwałci nas mało subtelną popkulturą podniesioną do rangi świętości.

 

 

  

   Jaką pozycję w takim świecie zajmuje dziś jeden z najwybitniejszych poetów poprzedniego wieku, a mianowicie Zbigniew Herbert? Czy to, co nam pozostawił, stanowi jeszcze teraz jakąś siłę oddziaływania, zajmuje może kogoś, porywa czy pasjonuje? Odpowiedź jest banalna. Ależ tak. Znajdziemy rachityczną grupkę wyciszonych wrażliwców, nie przystających do tego świata i przez ten świat spychanych na margines egzystencji. Znajdziemy jeszcze kilku – dosłownie kilku – wyznawców ... przesłania Pana Cogito oraz pewnego monumentalizmu w filozoficznej postawie prostoty wierszy Mistrza.

 

   Fakt, że był Mistrzem, i to mistrzem piętnowanym z uwagi na przebiegłą ostrość nazywania rzeczy po imieniu, nawet w zawoalowanej metaforze, mistrzem wyklętym, czy wręcz spychanym w kuluarach poza nurt wypinających piersi ku orderom, otóż ten fakt Jego wielkości oraz mistrzostwa jest faktem niezaprzeczalnym. Cóż z tego?

 

   Mówił nam sam Herbert:

 

„...idź wyprostowany wśród tych co na kolanach, wśród odwróconych plecami i obalonych w proch,

ocalałeś nie po to aby żyć [...] Bądź wierny. Idź.”

czy też:

„Płynie się zawsze do źródeł, pod prąd. Z prądem płyną śmieci...”

albo i:

„[...] bądź odważny

w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy”

No, może jeszcze taki cytat ...

„Podstawowym obowiązkiem intelektualisty jest myśleć i mówić prawdę. (…) Myśleć to znaczy zastanawiać się nad tym, kim jesteśmy i jaka jest otaczająca rzeczywistość. Oznacza to siłą rzeczy odpowiedzialność za słowo.”

 

   Kochany, drogi Panie Cogito. Jaki Pan naiwny. Jaki „niedzisiejszy”, jaki trącący „myszką”, staromodny, starodawny, żenująco dziecinny, ach, jaki słaby, jaki trywialny, jaki kaznodziejski, mało nowoczesny i nie postępowy. I jaki śmieszny. Jaki niedojrzały, niedorosły, niepoważny, nierozsądny, jaki ... idealistyczny, fanatyczny, zaślepiony, jaki nieodpowiedzialny i prostolinijny, i jaki zacofany, zaściankowy czy ... może po prostu zacny?

 

   W ostatecznym rozrachunku mamy przecież postnowoczesność, a w niej liczy się tylko zysk, pragmatyzm, rachunek ekonomiczny, tylko popularność, sukces, obojętnie jakim kosztem, obojętnie czyim kosztem, liczą się słupki oglądalności, wymierne korzyści, merkantylizm, przyjemność, potrzeba i niekiełznana konsumpcja. Płynie się tylko z prądem. I dlaczego Pan nas, do ciężkiej cholery obraża? Jaki wyprostowany? Jaki odważny? Jaki ocalały – tu nie ma z czego nas dziś ocalać. My już jesteśmy ocaleni – higieniczni, sterylni, alergicznie doskonali. Nam tu już nie trzeba żadnych ocaleń, ani wskrzeszeń, ani godności, radości czy prawdy. Prawd jest przecież tak wiele. Właściwie każdy ma swoją.

 

   Słowo? A po co komu słowo? Słowo banałem się stało i basta. Rządzi obraz oraz współczesne rozwinięte dobrodziejskie technologie. Krótki komunikat. Maksymalnie uproszczony. I obecność. Zalogowanie i informacja. I postęp. Jesteśmy w końcu tacy ucywilizowani oraz zewoluowani. Pańskie rady, zacofane wartości, pańska rzekoma odpowiedzialność nikogo dziś nie wzrusza. Nota bene większość ludzi na szczęście nie wie w ogóle kim pan jest, czy też, że Pan w ogóle był...

 

   Podstawowym obowiązkiem intelektualisty XXI wieku jest tak myśleć, aby mówić właściwą prawdę, we właściwym miejscu i o właściwym czasie. Do tego do właściwych ludzi. I z właściwą sobie dozą marginesu jej modyfikacji w ramach humanizmu, tolerancji oraz praw człowieka. Podstawowym obowiązkiem intelektualisty jest rządzić i dzielić. Osiągać to stanowiąc prawa i obowiązki, wyznaczając granice wolności, a samą wolność uwznioślając do rangi fetysza współczesności. Liczą się jedynie rzeczy udowadnialne, dotykalne i naukowo potwierdzone. Całą resztę – w tym tę garstkę, która za nasze podatki marnuje czas na lekturę pańskich Cogitów – uznaje się za jednostki szkodliwe społecznie i jako takie podlegające jakiejś formie ... utylizacji? Może eliminacji, może wysłania na Madagaskar, a może po prostu dopracowania kwestii ostatecznego rozwiązania ... w tej Kwestii.

 

   Panie Cogito. My naprawdę nie żartujemy. Tworzymy nowy wspaniały świat. Proszę się rozejrzeć wokół. Unicestwiliśmy już prawie wszelkie: religie, przesądy i ten żenujący zabobon. Przyszłość w końcu jest sprawą otwartą. Nie zdeterminowaną żadną ideą, żadnym -izmem, żadnym zniewoleniem i żadną opresją. Panie Cogito. Proszę milczeć. Wiara była złudzeniem.

 

   I milczy Pan. Choć może nie do końca ...

 

„Rozpuszczam włosy

i grzeszę w myślach

w ukryciu nocy

w snach”

(...)

„Pocisk który wystrzeliłem/

w czasie wielkiej wojny/

obiegł kulę ziemską/

i trafił mnie w plecy”

(...)

„inżynierowie wizualnej rozpusty

pracują bez wytchnienia

 

zziajani alchemicy halucynacji

produkują

nowe dreszcze

nowe kolory

nowe jęki

 

i rodzi się sztuka

agresywnej epilepsji...

 

   Sztuka... tej pańskiej cogitowskiej agresywnej epilepsji. Współczesny świat ze swoją codziennością, ze swoimi idolami, bohaterami i wodzami. Staliśmy się wulgarnym stadem. Stadem zaganianym na „rzeź”. Stadem płynącym z prądem, kalkującym czerpane medialnie wzorce oraz tak zwane poglądy. Stadem naparzającym się gdzie i kiedy popadnie i z kim popadnie, wreszcie stadem mającym ogromne poczucie ... własnej wartości, wyjątkowości. Człowiek. Brzmi to dumnie ...

 

   Śmierć pana Cogito jest straszna. Głód. Halucynacje. Sztuka szukająca brudu, obnażenia, udziwnień, ucieczki od syndromu „wszystko już było”. Sztuka opluwająca, obrzydzająca, pokazująca wszystko i nawet więcej niż wszystko. Sztuka bez wartości, albo dyskredytująca te wartości, kpiąca z nich, wieszająca je na krzyżu, wrzucająca do śmietniska i stawiająca pod pręgierzem naszej ... emancypacji.

 

   Śmierć pana Cogito nadchodziła powoli, niezauważalnie, stopniowo, niejednokrotnie przemycana podskórnie i dozowana bardzo subtelnie. Eutanazja – tak, może to jest właściwsze określenie – eutanazja pana Cogito ... służy przecież ludzkości. Nie zmusza jej do marnotrawienia czasu na jakieś moralne dyematy.

 

    Wkrótce zapyta ktoś – Miłosz, Szymborska, Sienkiewicz, Reymont, Różewicz, ... Herbert? I zalegnie głucha cisza. (w większości miejsc już zalega). W to miejsce wejdą aktualnie błyszczący na szklanych, plazmowych czy ledowych ekranach lansowani powszechnie: politycy, celbryci, sportowcy, piosenkarze czy nawet czasem „artyści”, ale jedynie tacy, którzy wpiszą się w masowy sukces. Swoją, jakże „wyjątkową” ofertą dla tej niewybrednej masowej postpubliki... Skonsumuje ona wszystko jeśli tylko się ją przekona o „wyjątkowych wartościach” owych „dzieł”. Recepta jest banalna. Wstawia się przed kamerę kilka „autorytetów” pokroju znanego aktora i mam przepis na „dzieło”. Zachwyt musi być ... subtelnie nachalny, lecz dyskretny, a jednocześnie ... bezdyskusyjny.

 

   Płynie się zawsze z prądem. Zapomnijmy o źródłach. Źródła wyschły. Bądź odważny. Wykreśl je z pamięci. Ty przecież nie masz pamięci. Tobie nie potrzeba – pamiętać. Bądź odważny. Nowoczesny. Swoją płeć jeszcze zdążysz określić. Bądź odważny – wybieraj najwłaściwiej. I klikaj - Lubię to...

 

Andrzej Walter

 

 

p.s.:

 

(opublikujesz albo nie...)

 

   Szanowni Państwo, kochani, drodzy Czytelnicy. Smutno publikować taki gorzki tekst przy okazji 400 numeru naszego literackiego czasopisma. My też (Pisarze.pl) jednak wpisujemy się w elementarz ważnych głosów z tych najmniej potrzebnych. Pozornie nie dostrzegają nas ministerstwa, instytucje oraz włodarze groszem publicznym, choć doskonale o nas wiedzą, ba, nawet regularnie nas czytują konkretni decydenci z branży kultury i sztuki. Tyle, że jaka kultura, taka sztuka. Taka jest ta sztuka postrzegania literatury jako podstawy elitarności. I mamy co mamy. Żadnej pomocy, żadnego wsparcia, czasem nawet dobrego słowa. Czy to władza lewa, czy prawa, czy jakakolwiek inna. Nadszedł bowiem czas barbarzyńców. W ich skóry weszli nawet ci, których zadaniem jest wspieranie inicjatyw kulturalnych. I oni również stopniowo dziczeją. Karmią się hipokryzją, wręczają sobie ordery, wyróżnienia, nagrody, robią dobre miny do złej gry, i udają, że nas tu nie ma. Pochowali Pana Cogito i jemu podobnych. Wykarczowali ten las słów i pieką swoje pieczenie na ogniu popularności oraz trendów. Bo to przynosi profity. Nawet okrężnymi drogami. Mam już dosyć tych politycznych cwaniaków, tych ubranych w drogie garnitury złotoustych chamów, na których muszę patrzeć na każdym ekranie. Dlatego je włączam. Ona mają tę funkcję... Wam radzę to samo. Czytajcie nas. Nie marnujcie czasu na plastikową papkę. Wspomagajcie nas. Ostatecznie tylko słowa mogą nas ocalić. Słowa, literatura, sztuka oraz zastępy rachitycznych wrażliwców.

 

 

Wesołych Świąt. Andrzej Walter

 

Pin It