Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska

 

 

 

* * *

 

z perspektywy tych naszych

wieczorów

przy lampie w małym kręgu światła -

tych rozmów o wszystkim

choć połówkami zdań bo tyle wystarczy

aby się zrozumieć -

tych zegarów wiernych jak przygarnięte

zwierzęta które nie odstępują nas

na sekundę -

tego pracowitego milczenia

i równie pracowitych spojrzeń

fastrygujących między nami

przestrzeń -

więc z perspektywy tych naszych

wieczorów

można uznać naprawdę

że świat jest już ukończony

doskonały

syty i pełny jak kula

 

 

***

 

pytanie

czy lubi pan pisać wiersze

właściwie można by zmilczeć

 

a czy pani lubi jak jej serce bije?

dobrze że bije nawet jeśli boli

 

pisze się też

chociaż czasem boli

 

od południa tłucze mi się serce

ale nie wiem dokąd

 

od wczoraj kołacze się wiersz

i uwiera

 

 

Epifania

 

dom harmonijnych oddechów

rosnąca ciemność korytarza

przez który cicho boso

 

w najgłębszą ciemność pokoju

wbiega pamięć rzeczy -

 

szafa stół

 

poduszka

 

stęskniona przymilność ciała

teraz jak biały opłatek

w mszystej smudze światła:

 

do ciebie tak mi jasno

tak mi z tobą blisko

 

 

Sen obywatela

 

pewnej nocy

obywatel śni

że się rozdziela:

 

jeden – wszystkowiedzący –

zostaje tutaj

gdzie dogasają w ziemi

opłacone na zbyt krótko

rodzinne groby

– patrzy na siebie

czeka

 

drugi który nic nie wie

i musi dorosnąć

wędruje daleko długo

na niewidocznej smyczy

 

smycz się skraca

ściąga go z powrotem

(nikt nie umie tu żyć

ale każdy chce wrócić przed śmiercią)

 

obywatel

budzi się ze snu

cały

a podzielony w środku

na kontynent ucieczki

i kontynent powrotu

 

 

***

 

a gdy oswoisz chybotliwe serce

będziesz mieć z wielu rzeczy

                                               - najcenniejszą

czułość

okupioną drogo

 

a gdy pokochasz chybotliwe serce

będziesz mieć z wielu rzeczy

                                               - najdziwniejszą

miłość tak szorstką

że wszystko łagodzi

 

i zawsze – zawsze

będziesz nosić z sobą

przez ciemne doliny i jaskrawe wzgórza

na żal na radość –

 

nabrzmiały balon

wymieszanych łez

 

 

***

 

                        Utworzył tedy Pan Bóg człowieka z mułu ziemi (…)

                                                           [Biblia Jakuba Wujka, Rdz. 2,7]

 

moja ziemia walczy z moim miastem

moje miasto walczy z moją ziemią

 

jestem w połowie z niej

a w połowie z miasta

jak wieczny zdrajca jak podwójny szpieg

sprzymierzając się z jednym sprzeniewierzam drugie

 

moje miasto walczy z moją ziemią

maszynowo chemicznie masowo

 

nielegalne jaskółki lepią się do murów

listki łodygi – pogrobowcy puszczy

rozsadzają nowo ułożony bruk

 

robotnicy sprzątają po skazanym drzewie

 

boję się

widzę skończony arsenał mego miasta

 

nie wiem co jeszcze zrobi moja ziemia

 

 

Latyfundia

 

proszę nie karmić umarłych

czczymi pocieszeniami

późno już – proszę się rozejść

 

u każdego z państwa

dobiega końca

kolejny dzień

w ogromnym folwarku ciała

 

w trybach cierpliwej fabryki

buduje się ciało i niszczy się ciało

ćwiczy się i umartwia

 

pną się po różnych skalach

ciśnienia i saturacje

omiata całość sumienny

dudniący zegar tętna

 

pulsują źrenice rozpędza się krew

miech wciąga zachłannie wielki haust powietrza

rozrastają się skarbce pełne minerałów

a wszelka drobna awaria naprawia się sama

i to wszystko po ciemku bez okien

nie na pokaz takie bogactwa

w latyfundium skóry

 

a wy mówicie tym którzy odeszli

że najcenniejsze zabierali z sobą

 

proszę się rozejść

proszę nie drażnić umarłych

 

 

W szczelinie

 

ludzie w nią nie uwierzą

tak jak się nie wierzy do ostatniej chwili

w prawdziwość lufy przy skroni skazańca

lub we własną śmierć

 

a przecież

są takie rośliny

które kiełkują 

w rozpękłej skale na garsteczce ziemi

– jest taka miłość

która gdy się rodzi

to tylko w szczelinie nad pękniętą ciszą

 

– jest burzą nad błękitnym dorzeczem żył

ludzie w nią nie wierzą

 

niesiemy ją

wiecznie

przez tę ich niewiarę

 

 

Pin It