Aleksander Nawrocki - wiersze

 

Ryszard Tomczyk
Ryszard Tomczyk

 

 

            Rapsody

            I.

Po festiwalu poezji w Smederewie

Na łóżku norweskiego poety

Zostały książki Ingi:

Wygadywanie się wierszami atrakcyjnej kobiety.

Poeta nie zna tego języka, ale codziennie

Widzi Ingę: aktorkę-ptaka.

– Skoro nie mogę z nią spać,

Niech śpią ze mną jej wiersze – mówi

Poprawiając muszkę, rude włosy

I zakamarkami fiordów w oczach

Pochyla się nad jej słowiańsko wiotkim rumieńcem,

Nad białą farbą jej włosów,

I nie chce wyjeżdżać,

Mimo że jej już dawno tu nie ma.

 

            II.

Jantar. Słychać morze. Godzina 21.00.

Dzwoni do mnie Krzysztof B.

– Zbieram się do umierania – mówi.

– Mam 82 lata i nowotwór.

Już pora, dlatego

Postanowiłem się nie leczyć –

Wyjaśnia na luzie.

– Poczekaj jeszcze,

Co najmniej z 5 lat – namawiam.

– Chyba nie da rady, Aleksandrze.

Tymczasem przekazuję ci

Moje 7 wydanie Eliota.

Zrób z nim co możesz…

            Ja:

A jesień taka pogodna,

Kolejna, nadchodzi,

Choć trawa i drzewa jeszcze zielone…

            Krzysztof:

Ale one się jeszcze obudzą,

Po raz kolejny zaczną żyć,

Tylko my nie usłyszymy,

Nie zobaczymy

Już niczego…

            Resume:

Eliota inni będą czytać,

Ciebie, Krzysztofie, też,

A jednak to dziwne, ten limit każdego z nas

W istnieniu.

 

            III /”Bulwar zachodzącego słońca”/.

Jeszcze nie teraz.

Spojrzenie w przeszłość.

Twoje imię.

Której?

Teraz – zamglony mit,

Wtedy głogi i bicie serca

Z oczami w tęczy.

Komu to wszystko zostawię?

Tango Milonga z pierwszej randki?

Bal maturalny przed drogą

Zapętlonych niespodzianek?

Wykłady o Spinozie?

Uniwersytety w togach?

Rodziców ziemią przerosłych,

Którzy przestali mnie rozumieć,

Ale nie tęsknić.

Patrzę w siebie, tamtego,

Roztrwonionego w pragnieniach spełniania

I nie wierzę, że przede mną

Już tylko ten „bulwar”.

1.I.2018

 

            IV.

Nie mógłbym być wodzem –

Wysyłać ludzi na śmierć,

Nawet podłych i głupich,

Ani lekarzem, by patrzeć na cierpienie dziecka,

Sędzią, z płatną bezstronnością.

Jestem – znakiem dla siebie niepojętym,

Pościgiem słów, nieufnym

Do każdego znalezionego, z trudem.

Nie jestem – zbrodnią polityków

W nicianych rękawiczkach,

Zgrają przyszywanych przyjaciół…

Będę – co słowo powie o mnie,

Pokaleczone, z okruchami drwin

I brzękliwego srebra,

Wmyślone w Boga.

23.II.2015

 

Pin It