ANTOLOGIA POETÓW POLSKICH 2017: 

Sława Kornacka, Ryszard Kornacki, Ewa Kosim,

Andrzej Kosmowski, Agnieszka Kostuch

 

Antologia poetow polskich 2017 OKLADKA

 

 

 

 

Sława Kornacka

 

 

Prawda jest ciekawa

„Uważam, że każdy człowiek nie jest w istocie tym, kim jest,
ale tym, kim chciałby być”

Zbigniew Herbert

 

Podzieliłam siebie między siebie na pół

jedną siebie oskarżałam

żądając kary od pięciu do dziesięciu lat pozbawienia wolności

drugiej broniłam

żądając uniewinnienia

 

Potem podzieliłam się na strofy

reprezentując różne style poetyckie

od Safony poprzez Horacego do Tuwima

i metody pomijając wierszomody

Cyryli jak Cyryl, ale Metody!

 

Dzieliłam się refleksją

nie dla wszystkich zrozumiałą, bo

albo nie było żadnej reakcji,

albo dostawałam z buta

odstawiona w kąt

z godnością kosza na śmieci

 

Najważniejszy okazał się talent

wena przybrała we mnie rozmiary

wulkanu Etna

i zalała moje wnętrze wrażliwością poety

szalały aorty

nieco poszerzona sercowa

dostała zawału

i umarła

 

W źródłach pisanych miejscowi lekarze

podali sprzeczne informacje

na temat okoliczności

mojej śmierci

reporterzy mieli wdzięczny temat iluzji optycznych

i tylko Herbert

napisał balladę o tym

że zginęłam o świcie

zostawiając swój ślad

na fali... płynąc w głąb morza

„osierocając parę książek

pusty kałamarz i białą kartę”

 

02.01.2017 r.

 

 

Ostatni wiersz

 

Mogę pisać wiersze najsmutniejsze tej nocy...

Pablo Neruda

 

Niemy wiatr kołysze me włosy

I rozdarty podaje mi maskę z tlenem

Myśl uwiera, myśl smuci

Krew serce w bólu rozdziera

Niebo zasnute granatem

Inscenizacja skłania do refleksji

Potęguje samotność i tęsknotę

Kochałam go i on też mnie kochał

Obejmował ramieniem

I całował pod nieba sklepieniem

Księżyc i gwiazdy oświetlały

Nam drogę do siebie

Zostało tylko wspomnienie,

Bo jego już nie ma

Już go nie kocham, a może jeszcze kocham

Tak ulotna jest miłość i tak trudne zapominanie

Wyczekuję jego głosu, by słuchem dotknąć

Lecz on wybrał milczenie owiec zabijając miłość

To już mój ostatni wiersz dla niego

I ostatnie pożegnanie konduktu miłości

 

03.03.2017 r.

 

 

Miłość to muzyka

 

Miłość to muzyka

to wschody i zachody

słońca

to poranki bez śniadania

to wieczne oczekiwania

na spełnienie

cygańskiej wróżby

 

miłość i muzyka

są w stanie ciągłego

zakochania

 

8.10.2016 r.

 

 

Upiłam się tobą

 

pijana to była noc

noc lipcowa bez granic

i była to noc wyjątkowa

spragnieni uczuć

pocałunków

pięknych słów

namiętnych gestów

tuląc się w słowa kocham

szeptem wypowiadane

spijaliśmy z ust całe pożądanie

rozbierając siebie nawet z nagości

by poczuć czuły dotyk delikatny

i wyjątkowy

bez względu na skutek, bo przecież

każda noc kończy się wschodem słońca

lecz ta noc była i pozostanie

bez początku i bez końca

i nikt z nas nie wie co będzie kolejnej nocy

i nie wie czy spotkamy się w piekle czy w niebie

 

12.07.2016 r.

 

 

noc i dzień

 

szukam

wyjścia

z labiryntu niemocy

szukam twoich ramion

twoich dłoni

szukam ciebie prawdziwego

byś uniósł mnie wysoko do góry

i pokazał świat bez cienia chmury

byśmy razem stanęli na szczycie marzeń

szukając odpowiedzi na pytania

jak złączyć dwa proste zdania

kocham cię

bezgranicznie

 

2.03.2017 r.

 

 

 

Ryszard Kornacki

 

 

II spotkanie z Panem Cogito

 

Dzisiejszy poeta nie umiera

odchodzi tylko na trochę

na chwilę drobną jak mrówka,

za granicę cudu.

Nie zabiera laski Hermesa –

kaduceusza marzeń sennych

ani kropli mądrości.

 

Tak mówił Pan Cogito

krakowskiej kwiaciarce

pod Sukiennicami

tropiąc sen o Polsce

mistrza Wyspiańskiego.

 

On wrócił by porządkować

aktualność czasu,

pychę wydumaną na wyrost,

zawiłości lęków:

„co się w duszy komu gra,

co kto w swoich widzi snach”

i natrętnych dialogów:

„Co tam Panie w polityce”

Nasi „trzymają się mocno”.

 

Niepokorny poeta

niesie „Złoty Róg” na

zachwaszczone pole prawdy

i nigdy nie wypuszcza go z pieśni.

 

 

Krótki monolog z Panem Cogito

 

Proszę

co za czasy?

Nawet ciebie dopadli

drogi Panie Cogito.

Może książkę o tobie napiszą

(bo teraz wszyscy piszą)

„prawdziwą” jak diabli.

 

Dziś już nie wszystko

pod prąd płynie.

A żeś wyprostowany

to pewnie

po wódce wracasz

nie o tej godzinie

i masz dużego kaca,

bo żonie składałeś

przysięgę

pocąc się na potęgę

że nikt

i nic cię już

nie dosięgnie.

Chyba że Nobel

spóźniony

tłusty i wypasiony.

 

Idź dalej,

zasłużyłeś na mandat

i uśmiech proroczy

świata

bo tu nikt nikim

nie pomiata

bo tu każdego masz

za brata

 

Idź dalej...

Do spełnienia

nim klękniesz ze zdziwienia...

Idź dalej...

 

 

Powroty Kraszewskiego

 

Czasem jeszcze wpada

jak roztrzęsiony wiatr

do pałacu w Romanowie

uchwycić za kołnierz dzieciństwo.

Oblatuje znane na pamięć

pomieszczenia,

otwiera skrzypiące starością

okiennice

sprawdza czy wszystko jest na miejscu

i w należytym porządku:

Czy pianino jeszcze stroi?

Czy „biała prababka”

Konstancja z Morchowskich Nowomiejska

przywdziewa z gustem białe suknie?

Czy babcia „młodsza”,

która „gotowała go do szkół”

dalej czyta książki po francusku

a wujek Wiktor Malski – oficer artylerii,

zapalony myśliwy

przeczesuje okoliczne lasy,

a potem czyta Scotta, Byrona i Szekspira?

Czy jeszcze brat Kajetan?

Czy jeszcze, jeszcze? Tak dużo do zapamiętania

przed uśpieniem pałacowego parku...

 

 

Na chwilę

 

Zaraz na brzegu wiosny

rozkwiliło się ptactwo

rozmarzyło

rozanieliło

a wiatr pachnący

modlitwę uniósł

do nieba

jak monstrancję

zbawienia

 

Mistyczna cisza

otwarła podwoje

na świat,

który zapomniał

na chwilę

o Iraku, Syrii i Afganistanie

 

 

Operacja

Waldkowi M.

 

Ten liryk oddycha już równo

pełną piersią.

 

A oto typowe objawy

wewnętrznej pogody wiersza:

 

Temperatura na razie w normie.

Ciśnienie nie skacze

jak zwariowane

(choć spodziewane zmiany).

Słowom nie migotają

przedsionki

a rym powrócił

zgodnym rytmem

do melodii metafory.

 

Mówią operacja udała się

znakomicie.

Przestrzeń między wersami

tętni czystym życiem

jeszcze nie zapisanym

drugim dnem.

A ono okazuje się być

przystanią wyobraźni

z którą hasa

niezagrożona wolność.

 

 

Ewa Kosim

 

 

To tylko miasteczko

 

No i dotarłem! Mam szczęście, Pasewalk.

Nie płaczę – zakazali. Liczę tylko trzynaście wiosen.

 

Dzisiaj są moje urodziny.

Zamieniłem słomiane buty na takie prawdziwe, polskie.

 

Nie mogłem zdjąć, przywarły do skostniałych nóg Franka.

Leżał tak długo, częściowo przykryty zmarzniętą ziemią.

 

Znalazłem też, w twardej kieszeni, kilka kłosów żyta.

Nie zdążył wszystkich zjeść – wyliczony deser.

 

Wiesz! Hitler boi się dzieci.

 

 

kropka sześć

 

wojna, wojna mruczy Józef, nie pogrzebią

polskości, pojedziemy na wschód

 

szybko, szybko, nic nie zabieraj,

laleczkę i walizki dowiozą

obiecali – litościwi

 

zobacz tatko, pomylili wagony

bydlęce! a rampa przeładowana

 

/nie bój się Heluś/

 

każdego dnia będzie luźniej,

śnieg przykryje zamknięte oczy

 

nasyci

 

później tylko odkryte ciężarówki

zawiozą nas w białą krainę,

nie patrz na zamarznięte ciała

 

tam raj.

 

 

Jestem tylko chwilą

 

Chciałam, by nasze słowa

zatoczyły krąg, wtopiły się w głąb.

 

Cudowny! Pomyślałam, chociaż wcale nie był

to tylko podświadomość, cholerny wymysł

pokręcony świąteczny dzień.

 

Pogoda za oknem jest jakby nieszczera,

otumania, jak rozszyfrujesz,

czemu jest tak brzydka,

co chce przez to (wizualnie) przekazać,

zaciśnie palce na szyi.

 

Ktoś swego czasu powiedział,

nie warto żywić obłudy przed południem,

chcesz zatańczyć ze śmiercią,

wybierz zmierzch.

 

Lub Chopina.

 

 

Zwoje

 

Uciekam. Ciągle chwytam pomarszczonymi dłońmi

księżyc wycięty z kartonu.

 

Zardzewiałe zamki – pozamykaj, pozamykaj

lub uciekaj, słyszysz?

 

Po ścianach spływają przezroczyste krople,

jedna, później druga, ścieram godzinami

– odradzają się.

 

Przykryty kocem liczę palce.

Jeden, dwa – przecież jestem mały, malutki.

 

Nie pamiętasz? Schowałem dla ciebie

papierki po cukierkach.

 

 

Piksele

 

/Szukając prawdy,

zobaczysz wyrzeźbione w marmurze cienie,

nie patrz w tamtą stronę to nie sen,

to szmira tańcząca w amoku/

 

Ponad mgłą ujrzysz całe tabuny autentyczności,

obolałą przestrzeń.

 

Któregoś dnia zedrzesz ze świata skórę —

obnażony pojedna z demonami,

uniesie nas wysoko,

rozszarpując pozostałości człowieczeństwa,

poznamy swoją kruchość.

 

Nie patrz w tamtą stronę

ostatnie tchnienie to koszmar.

 

 

Andrzej Kosmowski

 

 

wulkan albo wizja lokalna

  

doczołgałem się  tutaj nie po to aby sprawdzać

rzetelność bezosobowych policyjnych raportów

ni rozgdakanych dziennikarskich relacji

 

dotarłem tutaj nawet nie po to aby napawać się

słusznością własnych poetyckich wizji

 

przybyłem tutaj by przysiąść

w medytacyjnym bezruchu

na skraju wciąż dymiącej rany

i delikatnie postawić ostatnią kropkę

 

w sumie nieważne

czy to co wyleje się z ognistych  czeluści

przeistoczy się w pył grzebiący pompeje

lub w bazaltowe cuda wysp szczęśliwych

 

czy będzie aktem zagłady 

stworzenia

albo kolejnym fałszywym alarmem

 

to mnie już nie dotyczy

doczołgałem się

zobaczyłem

i chyba już wiem

 

chyba

 


Kąty Rybackie – sztorm i po sztormie
5. niebieskawa butelka po calvadosie

 

niebieskawa butelka po calvadosie

strzelista i nabrzmiała subtelną obietnicą

niczym pilar gotyckiej  katedry

zawadiacko wjechała na oklep

na grzywiastym grzbiecie

sztormowej fali

i łagodnie osiadła na piasku

 

niestety pod zmurszałym korkiem

nie kryła nawet skrawka białej kartki

którą  można by podejrzewać 

o sympatyczne kontakty

z sympatycznym atramentem

 

zniesmaczony ślimak poezji

pospiesznie schował się do muszli

zniesmaczony ślimak egzystencjalista

jeszcze  przez chwilę szamotał się

z teologią  braku wymodlonej odpowiedzi

by w końcu  udać się w objęcia

plażowego baru

w wiatrzystej nawałnicy udającego

samotny biały żagiel

 

wszystko jest grą

wszystko jest poszukiwaniem

 

 

Fundament

 

litera O

nicość obrębiona czarnym kordonkiem

 

litera O

jedyny wspólny element

wszystkich znanych mi

alfabetów

                    języków

                                     narzeczy

 

widać

wszystkie ludy świata

miały

          mają

                     i mieć będą

kłopoty

z sensem istnienia

 

i pomyśleć

że na tak wątłym fundamencie

powstała dumna wspólnota

zwana ludzkością 

 

strach obrębiony czarnym kordonkiem

litera O

 

 

xxx

 

moja poezja nie jest i mam nadzieję nigdy nie była ornamentem

błyskotką wpiętą w bury płaszcz codzienności

czy orderową gwiazdą przyszpiloną do zdradliwego sukna

wizytowego garnituru 

 

moja poezja nie jest szpiclowską kamerą

chyłkiem zainstalowaną w przymierzalni słów

czy pod restauracyjnym stołem przenicowanych idei

 

moja poezja jest tylko skromnym organem percepcji rzeczywistości

jeszcze jednym narządem zmysłów 

banalnym niczym wzrok słuch węch smak czy dotyk

 

tylko w ten sposób jestem w stanie zrozumieć świat

który przepływa przeze mnie

czasami jak ognisty jęzor wulkanicznej lawy

czasami jak  śródpolny strumyk u schyłku bezdeszczowego lata

 

i pozwala łudzić się na zostawienie śladu istotniejszego

od przypadkowo odciśniętego w spopielonym błocie zarysu dłoni

 

 

strzępki

 

ze zwałów starych dokumentów

wyławiam ostatnio skrwawione strzępki wierszy 

 

jakoś trudno im zaufać

w końcu jak ufać czemuś co nie istniało

podejrzewam  sprytną manipulację

i wymuszone kłamstwo

przecież nie tak było

przecież tak nie mogło być

 

ale i tak wiem

że kiedyś pozostaną jedyną prawdą o moim życiu

 

jeśli pozostaną

 

 

Agnieszka Kostuch

 

 

Zagubione wiersze

 

Zgubiłam wiersz

Kolejny w tym roku

Wypadł mi z głowy kiedy biegłam między

Jednym a drugim przystankiem na dom

Pyta pan – Jak wyglądał

 

Miał szarą sierść kuszącą miękkością

Ufne szkliste oczy kilka blizn po walce

O życie swoje i czyjeś

 

Mówi pan – Takiego szaraka trudno będzie odnaleźć

Tyle ich się mnoży Wałęsają się potem bezpańskie

nikomu niepotrzebne Nawet domu nie przypilnują

jak należy

 

Protestuję – A co z ich ciepłem

Bezinteresowną wiernością czułością

Mój dom potrzebuje ich cichej obecności

Zabierają sobą niewiele przestrzeni

 

Nieśmiało wyglądają zza cieniutkich okładek

W ich czarnych oczach odnajduję wiarę

W lepszą siebie

 

09.08.2016 r.

 

 

* * *

 

Kiedy odchodzisz

zima rozgaszcza się w moich trzewiach

Moje osobiste piekło

nie ma nic wspólnego z ogniem

 

Andersen słusznie umieścił w oku Kaja

odłamek lodu

Chłopiec przestał czuć wieź

z tymi których wcześniej kochał

 

Zło zamraża uczucia

zamienia sumienie w bryłę lodu

skazuje na wegetację w kryształowym

pałacu obojętności

 

Cała nadzieja w małej dziewczynce

która tęskni kocha płacze

niesie pospiesznie ogień

 

10.11.2016 r.

 

 

Wiersz bezradny

 

Podeszłam do twojego łóżka szpitalnego

z wierszem

Był sterylnie czysty biały

 

Zrobił okrągłe oczy

Cierpienie nie pasuje do ciebie –

siłaczki pokonującej każdą słabość

 

Chciał przywołać dobre wspomnienia

z podróży z puentą „bez końca”

wywołać uśmiech na twarzy

 

Szepnął mi na ucho

że jednak wyjdzie

Nic tu po gadaniu wierszem

 

Miłość wyznaje się prosto

 

12.08.2016 r.

 

 

Litania do o. Jana Góry

 

Biały bracie o postawie tura

stąpający twardo po ziemi

dotknięty łaską wiary

z głową pełną literatury

 

Dobry pasterzu szukający zagubionych

w miejskim chaosie studentów

rezygnujący z kumplostwa

wybierający duchowe ojcostwo

 

Nauczycielu przekładający wiarę na kulturę

z łobuzerskim uśmiechem obejmujący

młodych Ewangelią Pieśnią nad Pieśniami

wierszami Brandstaettera

 

Duchowy synu Jana Pawła II

przemieniający Jego wizje ewangelizacji w ciało

cieszący się jak dziecko z odlanej ręki Papieża

kolekcjonerze śladów Jego fizycznej obecności

 

Wielki pomysłodawco Bramy-Ryby

głosie wołający na Polach Lednickich –

Wybierzcie Chrystusa!

zawierzający Panu kolejne pokolenia młodych

 

Pragmatyczny uparciuchu

wyciągający rękę po dary dla dobrej sprawy

zarażający innych energią

werbujący wciąż nowych czeladników

 

Wierny żołnierzu zdjęty gwałtownie

ze służby podczas warty

 

                 ­– bądź z nami

 

14.08.2016 r.

 

 

Bez puenty

 

Wojciechowi Bonowiczowi

 

Puenta opancerza wiersz

zamyka usta innym

A przecież wiersz jest mniej lub bardziej świadomym

zaproszeniem do współudziału we własnym losie

ryzykownym wyjściem na przeciw drugiemu

szansą na wszystko – jak twierdził ks. Tischner

 

Powoli uczę się gubić puenty

Rejestruję głosy

 

25.02.2017 r.

 

 

Sława Kornacka

Urodziła się na Podlasiu, mieszka w Warszawie. Z wykształcenia jest prawnikiem. Zadebiutowała wiele lat temu na portalach internetowych, publikując zarówno wiersze, jak i prozę. W latach 2010–2015 była wydawcą i redaktorem naczelnym serwisu kulturalno-informacyjnego TwojeWiadomości.com.pl. Jej wiersze znajdują się w takich antologiach jak: „Zima samba na jednej nucie”, „Bluzeczka z wieżą Eiffla”, „O czym mówią cmentarze” oraz „Peron Literacki” i „Modlitwa o miłość”. Poezja to część jej życia. Pisze, gdy jest smutna i pisze, gdy jest wesoła. I takie są jej wiersze. Jest w nich miłość, ale jest w nich też śmierć. Podejmuje także sprawy społeczne, rzadziej polityczne. Ma grono swoich wielbicieli, którzy dostrzegają piękno w jej wierszach i chętnie po nie sięgają. Jest to poetka kontrowersyjna, która nie boi się sięgać tam, gdzie wzrok nie sięga, a rozum się lęka... 

 

 

Ryszard Kornacki

Urodzony w 1940 r. w Lublinie. Poeta, prozaik, publicysta, animator kultury. Debiut prasowy: „Kultura i Życie”, 1959 r.; książkowy: „Wyjście z ciszy”, Towarzystwo Przyjaciół Nauk w Międzyrzecu Podlaskim, 1973 r. Autor 20 tomów poetyckich i wspomnieniowych, słownika biograficznego: „Międzyrzec w życiorysy wpisany” (3 wyd.) oraz wspólnie z małżonką Krystyną, baśni i legend z Podlasia: „Czarna róża” (2 wyd.). Wiersze i prozę drukował w prasie literackiej, antologiach i almanachach. Autor aforyzmów i wierszy dla dzieci. Laureat wielu konkursów literackich w tym Nagrody im. Józefa Czechowicza. Pomysłodawca i organizator OKL im. Marii Konopnickiej w Międzyrzecu Podl. (20 edycji). Jego utwory były też tworzywem spektakli teatralnych m.in. w Teatrze im. Juliusza Osterwy w Gorzowie Wielkopolskim (1990). Od 1977 r. członek ZLP Oddział w Lublinie.

 

 

Ewa Kosim

Ewa Kosim, pseudonim Zingara – urodzona 19 maja 1965 r. w Warszawie. Wiersze publikuje na Facebooku oraz na licznych portalach poetyckich. Kilka utworów zaprezentowała w 2016 r. w „Antologii wiosennej” Grupy Poetyckiej Ogród Poetów, serii poetyckiej „Z szuflady poety XVI i XVIII”, a także w antologii poetów współczesnych „Wiersze sercem pisane”, 2017 r., „Kobieta zmienna jest”, 2017 r., „Miłość niejedno ma imię”, 2017 r., „Prośba o miłość”, 2017 r.

 

 

Andrzej Kosmowski

Urodzony w 1953 roku w Warszawie. Autor pięciu tomików wierszy: „Poznawanie, zapominanie” (SDK, 1977 r.), „Gdzie jest ta mgła” (Iskry, 1982 r.), „Hotelowy listownik” (Iskry, 1986 r.), „Niepokój i misterium” (MAW, 1988 r.), „Atlantyk jest wszędzie” (SDK, 2016 r.). Jego wiersze były tłumaczone na język japoński i angielski. Przekłady te znalazły się w kilku antologiach poświęconych poezji europejskiej i środkowoeuropejskiej. Zajmuje się też przekładami poezji anglojęzycznej (zwłaszcza brytyjskiej, australijskiej i irlandzkiej), a także działalnością krytyczno-literacką. W 2016 roku wrócił do aktywnej działalności literackiej po blisko 25-letniej przerwie. Chociaż owa przerwa oznaczała jedynie zaniechanie publikacji, a nie pisania. 

 

 

Agnieszka Kostuch

Urodziła się w 1978 r. w Trzemesznie. Mieszka w Trzebini. Jest laureatką wielu ogólnopolskich konkursów literackich. Publikowała w „Radostowej”, „Gazecie Kulturalnej”, Magazynie „CEGŁA”, Magazynie „Szuflada.net”. Wydała dwa tomiki poezji – „Niemocni” (2015) i „Który odchodzisz” (2017) w Wydawnictwie Miniatura. Jest związana z Grupą Literyczną NA KRECHĘ.

 

 

 

 

 

 

Pin It