Wiersze tygodnia - Ewa Klajman-Gomolińska

 

Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska

 

 

 

 

Moja przygoda z Merlin

 

Brawo

Narysowałam statek

Brawo 

Narysowałaś statek

Jest w kolorach twoich Pani Jeziora

Ale nie przesadziłam z różem

Dość wolno lekko płaci mi

Bezpośrednim zwrotem do adresata

Obok małych szczęść przejeżdża kryształowa grota

Na drugim planie niezrozumiały ziemniak

A nie kamień

Trochę dziwny ten twój statek i to wkoło

Komunikuję się z nią linijkami

Zabiera blok kredki wzrusza nie wiadomo czym kogo

Znam co najmniej kilka powodów 

Dla których przestaje się egzaltować

Na wysokości wzroku szybuje różowy statek

Widzisz to

Jej statek wydostał się z kartki i leci

Jej tu nigdy nie było

Opowiedziałem ci tylko jej niespełnioną historię

Z czasów gdy ciebie poznałem a jej się zawalił świat

Wielki czarodziej Merlin 

Nie To ona miała na imię Merlin

Witamy państwa na pokładzie samolotu Merlin

Obok mnie siedzi staruszka z siwymi włosami do ramion

I małą owieczką na rękach.

 

 

Moja podróż z Merlin

 

Merlin mówi że świat jest dziki

Dziki albo dziwny

Na czubek butów wychodzi

Płaski glob planeta z emocjami

Nie radzi sobie w tym Merlin

Okopcone brzegi ust

Wypalone słowa ścięte drzewa 

Drogowskaz ścieżki po której

Merlin ma priorytetem dojść do końca

Żując przestrzeń ciągnącą się jak guma

Mózg odbiera kolejne kłamstwa

Kolejny raz wierzy Planeta drętwieje.

 

 

Merlin przechodzi na światłach

 

Czerwone to rubin

Zielone szmaragd

Merlin widzi w światłach kamienie

Kamienie są światłem

Merlin aż i tylko Gubi się

Magia w rzeczywistości

Rzeczywistość zaklęta w przyziemność

Wielki Mag nie umie poradzić sobie

Na zwyczajnym skrzyżowaniu

W teorii tak zwanego przypadku

Merlin może przejść Merlin może się zatrzymać

Merlin nic nie może Merlin musi.

 

 

Dzień Matki

 

Moja matka miała oczy rozcinające

Bure i szare dźwięki na miejsce i czas

Których nie chwytał słuch absolutny

Moja matka miała ręce które umiały się modlić

Gdy z zaćmą cerowała mój płaszcz i gotowała kartoflankę

Moja matka miała serce które straciło serce 

Podczas okupacji z dziecięcego strachu

Moja matka oszukuje mnie odkąd umarła

Że przechodzi z tłumem starych kobiet na światłach

Moja matka cieszyła się z zapasu mąki w szafie

I z mojego kolczyka w nosie

Moja matka nie umiała ze mną rozmawiać więc

Piła ze mną kawę

Tak naprawdę zawróciła stamtąd tylko raz 

Po mojego brata bo charczał i dusił się

A lekarze mówili o śmierci mózgu

Opowieści mojej matki są przydługie ale 

Brat je jeszcze rozciągał potem grali wspólnie z matką

Porozumiewali się nutami których ja nie chciałam odkryć

Moja matka gdyby żyła czekałaby na mnie dzisiaj w oknie

Zaglądałam do okien zapłakanych deszczem

Z tą nieumiejętnością radzenia sobie w beznadziejnych sytuacjach

Z tym brakiem akceptacji bez pogodzenia z pogodą też.

 

 

Ułamki

 

Popatrz

Powiedziała 

Popatrz teraz

Rozsunęła zamek w torebce

Wyjęła lusterko tusz do rzęs i dwanaście kolorów szminek

Po co ci tyle tego

Zapytałam oglądając z ciekawości numerki na spodzie i firmę

Popatrz

Ponowiła kładąc notes i długopis Parkera

Po co mi to tu kładziesz

Popatrz

Nie spojrzałam znudzona

A ona przestała oddychać.

 

 

Życie i trwanie

 

Koło wokół nad obok za

Dawanie siebie bez kości i mięsa

Samej melodii z płuc

Malujących oddechów na szybie

Kiedy słychać toczącą krew by żyć i trwać

Kiedy można brzmi jak nie można

Ciągnie się jak fiolety pasmanterii

I dużo i nic Wielkie maleństwa

Po prostu odejdź W ciemnościach 

Widać twój mrok

Ten ciemniejszy niż węgiel

Ten mocniejszy niż diament

Pochłonie go płomień przy pierwszej próbie

Nie zblaknie zamigocze zamruga

Tylko zniknie zamilknie ucichnie

Na każdej drodze przezornie usłanej znakami

Ucałowanej przez wzruszony los 

Z tą wielką resztą W białych włosach

Z kijem w ręku Szatą zgrzebną

Zniknie twardszy niż diament

Czarniejszy niż węgiel

Przestanie być a za tym życie i trwanie

Tą resztą się stanie.

 

 

Ból. Walcz

 

Tu wróciłam

W pół miasta Na ogonie

Zburzone sny w których się nie śnisz

To przejdzie Mostem z kolorowymi kłódkami

I ja tam wbiję w niebo ostatnie usta

Mogłabym chociaż szeptać

Prymitywna forma wydobywania z człowieka

Czegoś co już dawno sam sobie wybaczył.

 

 

O mój wymarzony

 

Jeden wyraz banalny 

By nie było niecodziennie

By knot nie stał się ważniejszy od świecy

Moje dworce świata

Moje nienarysowane mapy

Globusy które mi się nie przyśniły

Nieistniejące autobusy w które nie wsiadałam

Moje wszystkie ukochane nieodbyte podróże

Takie całe moje niezaśpiewanie przy ognisku

Nigdy nierozpalonym którego nie omijałam nawet

By poczuć czy się boję ognia

Nie moje że aż moje ze złotym piachem

Z plaży bez zasięgu i poza

Bo była częścią nienarysowanej mapy

Żeglarza który raz mi się przyśnił

I raz mnie zostawił.

 

 

Napisz kartkę

 

Wlewam wodę życia

Głuche dno

Puste drewno

Bohaterowie zostawiają słabe ślady

Idę dalej.

 

 

Gusła

 

Otworzył drzwi i uwolnił kobietę

Ognie miłości

Okazały się sztuczne

A temat chtoniczny

Wolność więcej niż słowem

W pewnym sensie spełnił funkcję sakralną

W jakimś znaczeniu ona wypełniła kult religijny

Oboje do dzisiaj spotykają na ulicach kobiety

Z włosami białymi jak mleko 

Z niewidzącymi jej i jego oczami.

 

 

Gotyk. Goście

 

Gotyckie Osadzone na czerwonej glinie

Z lampką czerwonego wina Bardzo

Styl w architekturze Domy mające kilkaset lat

Jęczą jak wiatr schwytany za gardło

Nie mieszkasz tu To mój dom

Podnoszę do ust i czuwam Starzeje się lustro

W którym obca twarz Zimny brzeg Ziemia nieznajoma Pamięć czarno-biała

Przez atom drzwi marsz pokoleń

Odbiera zamarznięte dzieci z balkonu

Przyjdą rodziny pojedyncze osoby

Zapisy miejscowo ograniczone

Specjalne godziny Nie można czerpać energii ze Słońca

Ranek nadłamał się kawałkiem herbatnika

Kiedy miałam siedem lat gotyk dotknął nieba

Na ślubnym kobiercu malowanej łąki tej jedynej planety

Rysowanej czterema połamanymi kredkami bez pierwszego planu

Ponoć na rachunku był spory napiwek ale zagłuszyła go muzyka

Prokuratura wyjaśniła że barwa czerwonej gliny zależy

Od stopnia utlenienia tlenków żelaza Sztuka sepulkralna

Zjedz trochę razem z nami.

 

 

Kwesta

 

Kto ty jesteś?

Tupet

Co tu robisz?

Kwestę

Co to jest?

Koszmarnie dobra oferta

Dla kogo?

Dla nich

Co masz na sobie?

Czarną suknię

Po co ci ona?

Potrzebna do wiersza

Napiszesz wiersz?

Pomyślę o tym

Gdzie?

Na cmentarzu

Wiersz będzie o grobach?

O bezpieczeństwie i higienie kwesty.

 

 

Ewa Klajman-Gomolińska (1966) pisarka, poetka, publicystka, eseistka, krytyczka literacka, blogerka. W literaturze funkcjonuje od lat osiemdziesiątych XX wieku. Laureatka wielu konkursów i turniejów literackich. Autorka 5 tomów poetyckich („Miejsce na ziemi”, Olsztyn, 2003 r.; „Sługa, niewolnik i błazen”, Bydgoszcz, 2006 r.; „W samym miąższu pomarańczy”, Lublin, 2007 r.; „Eloi”, Lublin, 2008 r.; „Milczenia z Bogiem”, Lublin, 2010 r.) oraz 4 książek prozatorskich („Pędzące noce w wagonach”, Bydgoszcz, 2007 r.; „Rzeź komunistów”, Bydgoszcz, 2009 r.; „Babel”, Warszawa, 2013 r.; „Iluzja”, Zelów, 2014 r.). Współautorka licznych antologii i almanachów literackich. Od kilku lat prezentuje swoją twórczość w blogosferze – rubinoweokno.blogspot.com (Baribum).

Pin It