Zdzisław Antolski

 

CZŁOWIEK ZE SŁÓW. AUTOPORTRET STANISŁAWA STANIKA

 

Mały pisarczyk   Opasłą księgę, zawierającą wywiad-rzekę ze Stanisławem Stanikiem (394 strony), jaki przeprowadziła poetka Izabela Zubko, przeczytałem jednym tchem, jakby to był jakiś kryminał, trzymający w nieustannym napięciu. Tak się bowiem zdarzyło, że bohatera książki „Mały pisarczyk z Małoszyc” znam od 1974 roku, kiedy to spotkaliśmy się na uroczystym wieczorku w kieleckim Klubie Dziennikarza, z okazji wydania almanachu „Bazar poetycki”. Nasza przyjaźń trwa, z przerwami, aż do dzisiaj.

 

   Wówczas, w 1974 r. Stanisław Stanik był młodym dziennikarzem, poetą i krytykiem literacki, pracującym w kieleckiej popołudniówce „Echo Dnia”. Za kilka dni po prezentacji almanachu, ukazała się recenzja jego pióra, bardzo przychylna, wymienił także moje nazwisko, co sprawiło, że go polubiłem za fachowość. Pojawiał się jeszcze później w teatralnej kawiarence „Dziurka” i uczestniczył jako autor w plakatach poetyckich, kolejnej inicjatywie kieleckiego pisarza Ryszarda Miernika, który był także decydentem od kultury w Magistracie. Wspólnym naszym kolegą był Józef Andrzej Grochowina, którego poznałem studiując filologię polską na kieleckiej Wyższej Szkole Pedagogicznej. Józek był najbardziej zaawansowanym w rozwoju, jeśli można tak powiedzieć młodym poetą kieleckim. Miał już swój debiutancki zbiór wierszy pt. „Do końca bieg” i wiele publikacji swoich utworów w prasie regionalnej, a także krajowej.

   Co mnie dziwiło, Józek nie pił prawie alkoholu, a na biesiadzie z udziałem warszawskiego krytyka, Piotra Kuncewicza, zasnął po kilku kieliszkach wódki. Wkrótce wydalono nas ze studiów za hippisowski styl życia. Wówczas Staszek Stanik i wylądowali w Warszawie. Staszek wcześniej pracował w Radomiu. Zazdrościłem im wówczas, że awansowali do wielkiego świata. Nie wiedziałem, że ich życie w stolicy wcale nie było usłane różami. Józek popadł w alkoholizm, a Staszek nie miał łatwego życia w redakcji, choć odznaczył się przyczyniając się do  przyznania nagrody pisma Jerzemu Pietrkiewiczowi.

   Józek skoczył Uniwersytet Warszawski i niestety popadł w alkoholizm. Staszek pracował w tygodniku „Kierunki”, ale to zajęcie, jak teraz czytam w jego wspomnieniach, nie przynosiło mu satysfakcji.

   Zbigniew Jerzyna w zbiorku „Zatacza się krąg” (Adam Marszałek, 2007 r.) poświęcił Grochowinie wiersz pt. „Jeszcze jedna śmierć”:

 

Umarł
Józef Grochowina
dobry poeta.

Pamiętam
w jakiejś knajpie
był
bardzo młody
i płakał
że nie może
uwierzyć w Boga

Już później
w jednym z wierszy
napisał:
“kosmos jest kiczem”

Zabijała go
płeć,
która nie mogła
się określić.

Skomlało
w nim
istnienie

I formy
nie znalazł ból

Nawet intelekt
był mu
utrapieniem

Nikt
nie mógł mu pomóc.
Bo sam
nie odnalazł miłości.

W końcu
targnął się
na swoje
niemożliwe do przeżycia
życie.

2006

   Staszek Stanik, to człowiek całkowicie oddany literaturze. Mimo trudności i borykań się z przeciwnościami losu, nigdy nie przestał tworzyć. To po prostu nie wchodzi to w rachubę, literatura jest jego przeznaczeniem, powołaniem i  piętnem. Wiersze pisał od zawsze, ale książkę wydał debiutancką wydał  dopiero w 1991 r. Był to zbiór poezji  pt.  „Objęcie”. Jego wiersze wynikają wprost z jego doświadczeń życiowych i sa według mnie spokrewnione z twórczością autentystów; Stefana Czernika i Jana Bolesława Ożoga. Wiele w nich prawdy życiowej i metaforycznych odniesień do historii kraju.

   Staszek nie miał wsparcia wśród bliskich sobie osób, mówi o tym wprost w wywiadzie-rzece: ”Nikt w rodzinie nie cenił mojego pisarstwa, ani żona, ani syn, ani ojciec. Wypędzono mnie z Warszawy jak zbitego psa, wykorzystując do tego celu każdą możliwość prawną. Cóż, prawo jest nade mną, choć gwiazdy na niebie – trawestuję Kanta – są nad prawem.”

   Dzięki temu, że prowadził świetnie przygotowane wywiady z pisarzami, poznał wiele znakomitości. Zaczął od samej góry, bo jeszcze pracując w gazecie w Kielcach, dostał zlecenie na wywiad z Jarosławem Iwaszkiewiczem, który wakacje spędzał w ulubionym Sandomierzu. Staszek wywiązał się z zadania, choć jedno z pytań, na temat stosunku ówczesnego prezesa ZLP do kolegów Skamandrytów, co wywołało u indagowanego sporą konsternację. Po Iwaszkiewiczu przeprowadził bardo dużo wywiadów m.in. z Wojciechem Żukrowskim, Ludmiłą Marjańską, Lesławem Bartelskim. Nawiązał tez kontakt listowy z Czesławem Miłoszem, ale nie udało mu się z nim porozmawiać, po powrocie noblisty do kraju. Osobiście poznał niemal wszystkich literatów w Polsce, co opisał w książce „Spotkania”. Bo Staszek jest osobą bardzo otwartą, ciekawą problemów ludzi piszących i łatwo nawiązującą kontakty.

   Tak się złożyło, że często poruszałem się jakby śladami Staszka. Na przykład pod koniec lat 70. zaproszono mnie na imprezę literacką do Radomia, gdzie już Staszka nie było, ale wszyscy go ciepło wspominali.  Na tej imprezie każdy pisarz miał rano spotkanie autorskie, a po południu mieliśmy się spotkać na obiedzie. Kiedy w szatni restauracji kupowałem papierosy, zagadnął mnie nie kto inny, jak Janusz Głowacki. Usiedliśmy potem przy jednym stoliku, a po obiedzie prowadziliśmy rozmowę przy czarnej kawie i kieliszku koniaku. Jak na drapieżnego i szyderczego felietonistę warszawskiego tygodnika „Kultura”, Głowacki wydał mi się bardzo łagodnym i przyjacielskim człowiekiem.

   W 1989 roku odbywał się w Warszawie kolejny Zjazd Związku Literatów Polskich. Byłem na nim, jako jeden z przedstawicieli kieleckiego środowiska. Mieszkałem w Novotelu we wspólnym pokoju z nieżyjącym już Stasiem Golą z Bielska. Wiele czasu spędzaliśmy w warszawskim Domu Literatury na rozlicznych imprezach. I właśnie tam po długiej przerwie odnalazł mnie Staszek Stanik, który w tym lokalu czuł się jak u siebie. Odwiedziłem go także w jego pełnym antyków mieszkaniu, poznałem jego żonę Marię Magdalenę. Po okrągłym stole w wyniku tzw. transformacji zamknięto wiele czasopism i pamiętam jak Staszek, który miał tam zamówione artykuły wiersze, narzekał na pustynię kulturalną w Polsce. Ja również miałem przyjętych do druku kilka książek, które teraz, ze względów finansowych wydawnictw, nie mogły się ukazać. Pan Balcerowicz potraktował kulturę w taki sam sposób jak PGR-y.

   W latach 90., również śladami Staszka Stanika, wszedłem w orbitę działań legendarnego poety z Rawki, Wiesława Sokołowskiego, który później wydał w moim małym wydawnictwie najważniejsze według mnie książki Stowarzyszenia: „Trwanie pomimo” i „Obumarli”. O Stowarzyszeniu napisałem swego czasu dość obszerny szkic. Stowarzyszenie ZA ma swoje miejsce w historii literatury i sztuki w naszym kraju, choć nadal nie jest docenione tak, jak na to zasługuje. W latach 90. Wiesław zorganizował rodzaj seminarium literackiego, na którym poznałem poetę, Krzysztofa Gąsiorowskiego. Mieszkaliśmy w jednym domku kempingowym, ja z żoną, a Krzysztof z dziewczyną. Całą noc przegadaliśmy przy wódce (jakżeby inaczej!) o polityce i ideologii oraz aktualnej sytuacji w Polsce. Krzysztof uwielbiał dysputy ideowe, zwłaszcza jeśli ktoś się z nim nie zgadzał, jak było w moim przypadku.

   Popadłem trochę w dygresje, ale to za sprawą wywiadu-rzeki Staszka Stanika, który jest jakby nie było jedną wielką dygresją. Mamy tu nieprzebraną ilość wątków, ludzi i zdarzeń. A wszystko osadzone w realiach życiorysu autora wspomnień. Warto tu zaznaczyć, że pytania Staszkowi zadawała z wielkim wyczuciem, poetka, Izabela Zubko. Całość ilustrują fotografie z archiwum Stanisława Stanika.

   Stanisław Stanik duchowo ukształtował się w swojej rodzinnej wsi, Małoszyce. Już wtedy pisał pamiętnik, który zatytułował „Mały pisarczyk z Małoszyc”, na wzór Amicisa i oto po kilku dekadach, ukazuje się opasła książka pod tym samym tytułem podsumowująca bogate życie i twórczość autora. Zatoczył się krąg – jak pisał Zbigniew Jerzyna.

   Witold Gombrowicz powiedział, że pisarstwo to nic innego, jak „walka o swoją wybitność”. Wydaje mi się, że Stanisław Stanik, osiągnąwszy dojrzałość, zaczyna wygrywać bitwę o swoją wybitność. Oprócz omawianego wywiadu, w postaci książkowej ukazały się jego „Wiersze wybrane”, wiersze w przekładzie na język rosyjski, a także eseje „Żywoty psycholi”. Zapowiadana jest powieść, opowiadania, sztuki teatralne. Imponująca płodność.

   Jest Staszek niewątpliwie świadkiem dwóch epok: PRL-u i czasów transformacji i w swoim wywiadzie, który jest rodzajem spowiedzi z całego życia, wystawia im świadectwo. Sam stronił od polityki, choć bliska mu jest tradycja narodowa w myśli polskiej, a jej twórcom poświęcił osobne studium. Interesowało go też polskie harcerstwo (zwane niegdyś skautingiem) i jego historii poświęcił też wiele czasu i energii. W swoim życiu uważał, aby nie ubrudzić się moralnie w kontaktach z komunizmem, nie zbrukać się agenturą, stąd pewnym szokiem stała się dla niego agenturalna przeszłość wielu znajomych pisarzy.

   Wypominał mi swego czasu nagrodę Czerwonej Róży, którą otrzymałem w 1982, kiedy obowiązywał bojkot, o czym ja nawet nie wiedziałem, bo moi znajomi z kieleckiej Solidarności siedzieli internowani w więzieniu na Piaskach i nie miałem z nimi kontaktu. Wydawało mi się, że wierszami protestuję przeciwko komunizmowi, ale rzeczywistość czasem nas przerasta. W swoich literackich przyjaźniach i kontaktach Staszek Stanik nie kierował się przekonaniami ideowymi, ale artystycznymi: interesowali go wszyscy piszący, niezależnie od przekonań, co uważam za pozytywną cechę.

   Z tej książki, która jest swoistym swoistym silva rerum, a może i polską repliką „Wyznań” Rousseau, wyłania się bogaty obraz środowiska literackiego Polski na przełomie epok, z wszystkimi jego zaletami, przywarami i śmiesznostkami. A wśród nich przewija się Staszek Stanik, którego duchowo ukształtowała polska wieś Małoszyce, a intelektualnie Katolicki Uniwersytet Lubelski. Wielki miłośnik literatury, o którym na wzór tytułów filmów Wajdy „Człowiek z marmuru” i „Człowiek z żelaza” mogę powiedzieć: „Człowiek ze słów”.

……………………………………………

Stanisław Stanik, Izabela Zubko, Mały pisarczyk z Małoszyc, Warszawa 2017, stron 394,

Zdzisław Antolski

Pin It