Wacław Holewiński

Nomada na bezdrożach

hostel narodowZ tą książką mam wątek osobisty, jakieś półtora roku napisał do mnie zupełnie nieznany mi człowiek, przysłał wydruk książki, prosił o pomoc przy wydaniu. Wydała mi się interesująca na tyle, że napisałem do dużego wydawcy. Bez efektu. Potem była cisza, a potem pani redaktor z Iskier zaczęła opowiadać mi o ciekawej pozycji, którą dostała do roboty. Zaczęła, nie musiała kończyć. Tak, to był „Hostel Nomadów”. Kilka miesięcy później poznałem autora, poetę Toposu, adiunkta na wydziale polonistyki Uniwersytetu Gdańskiego.

Artur Nowaczewski, jest wędrowcem. Co więcej, samotnym wędrowcem. Nie jest w tym odosobniony. Na szlakach całego świata można takich spotkać, ja sam poznałem kiedyś takiego Anglika w górach Taurus.

 

„Hostel Nomadów” to Bułgaria, jej góry, Sofia, ludzie. Nie ta z kurortów, raczej z małych górskich schronisk, to jej historia i współczesność zanotowana, przeżyta ale i przeżuta (także w sensie dosłownym). Wędruje autor swoimi ścieżkami, omijając główne szlaki, a „Jednostajny marsz pozwala ukołysać się własnymi krokami i oddechem. Idąc nie trzeba myśleć. Ale niech tylko pojawi się uczucie bezradności, zagubienia… Zwłaszcza, gdy wędrujesz wiele dni, w upale, z ciężkim plecakiem.”

Zapewnie niewielu powtórzy bułgarskie wyprawy Nowaczewskiego. Jesteśmy na to za wygodni, urok spania w namiocie, a tym bardzie pod gołym niebem, gdzieś poza nawigacją i działaniem komórki może imponować, ale… to dowodzi wyłącznie tego, jak mało chcemy wiedzieć, jak obca jest nam potrzeba wejścia głębiej, dotknięcia, poznania.

Książka Nowaczewskiego to specyficzny, ale jakże ciekawy, wciągający miks reportażu, eseju historycznego, socjologicznej analizy współczesnej Bułgarii. Więc skoro nie na szlaku, nie z plecakiem, to chociaż z cudzej opowieści. Warto, naprawdę warto!

 

Artur Nowaczewski – Hostel Nomadów, Iskry 2017, str. 303.

 

Marek Ławrynowicz

Nowy tom wierszy Adriany Szymańskiej „Z Księgi Przyjścia” jest podzielony na trzy części: „Prowincjałki”, „Treny ballady i madrygały” i „Przypowieści i zadumki”. „Prowincjałki” pokazują jak zmieniła się poezja Szymańskiej od czasu, gdy zamieszkała na obrzeżach Pułtuska. Mnóstwo w tych wierszach przestrzeni, poetyckiego zachwytu nad światem, tęsknoty za epoką, gdy człowiek był wędrowcem, elementem przyrody a nie jej panem i władcą. To, o czym pisze Szymańska ma bardzo głębokie podłoże religijne. Bóg jest obecny w jej świecie jak światło w otaczającym nas pejzażu. Z daleka śledzi los człowieka, pozostając niepojęty. „Zostaliśmy stworzeni, żeby nie wiedzieć” – pisze poetka.

Innym ważnym tematem tomu jest świat bliskich, którzy odeszli, ale wciąż pozostają obok, można powiedzieć na wyciagnięcie ręki. Szymańska rozumie, że umieramy stopniowo, nasze życie kurczy się wraz ze znikaniem spraw i ludzi, którzy stanowili jego esencję. Powiększa się obszar, który równocześnie nie istnieje i istnieje, jego status jest nieokreślony, zależy od naszej pamięci i tego jaką nadamy mu rangę. Bez niego stajemy się kalecy w naszej egzystencji.

Piękny i mądry tom Adriany Szymańskiej. Polecam miłośnikom poezji i nie tylko im.

Marek Ławrynowicz

 

Adriana Szymańska, Z Księgi Przejścia, Biblioteka „Toposu”, Sopot 2017

 

 

Piotr Müldner-Nieckowski

Eda Ostrowska: Poemat filozofujący

Poemat filozofujacyPrzed paru laty pisałem: „Eda Ostrowska od dawna należy do skrycie najpopularniejszych poetek polskich. Skrycie, bo każdy chciałby ją mieć wyłącznie dla siebie. Ona sama trochę na to pozwala, ale daje do dyspozycji tylko duszę, za to w ilościach (pozornie) niekontrolowanych, pod postacią demonstracyjnie nieposkromionej wyobraźni, lecz z jawnie rygorystyczną dyscypliną formy. Jest niepowtarzalna, nie do podrobienia”.

Ani słowa z tamtej wypowiedzi nie zmieniłem, a powtarzam ją między innymi dlatego, że ze zdumieniem stwierdzam istnienie dziwnego wobec poetki oporu literaturoznawców. Nie krytyków (artystów słowa), ale właśnie tak zwanych znawców literatury (naukowców).

Na pewno trzeba będzie ten temat kiedyś podjąć, rozwinąć, bo jest emanacją narastającego antykulturowego zjawiska, które polega na niszczeniu wszystkiego, co wystaje poza krawędź czyjejś wyobraźni, obyczajowości, ideologii, poglądu politycznego, a może po prostu rozumu, inteligencji – i sprowadza się do poprawności politycznej tam, gdzie należy się bać własnych słów, oraz frywolnej niepoprawności tam, gdzie osoby atakowane i brukane nie mogą się bronić. To taki patologiczny postmodernizm, którego kwintesencją w nauce jest łączenie niewspółmiernych obserwacji, opisów i ocen, a narzędziem głównym - deptanie.

Im większą Ostrowska cieszy się estymą wśród poetów, pisarzy i rosnącej rzeszy czytelników (fejsbukowo wypadałoby powiedzieć: wykształconych fanów), tym większą budzi niechęć grupki badaczy literatury, tak jakby ci zaczęli tracić grunt pod nogami, rozmijać się z rzeczywistością, odstawać od tendencji literackich i nie dostrzegać rozwoju sztuki. To wydaje się nie tyle groźne czy zdumiewające, ile śmieszne. Jak to – zapyta ktoś, kto zna poezje Ostrowskiej – właśnie znawcy już jej nie rozumieją?, nie trawią? Miejmy nadzieję, że spotykane tu i ówdzie ataki słabeuszy intelektualnych na poetkę EO, to chwilowa niemoc. Gdyby Eda Ostrowska była garbata, toby z satysfakcją pisali o jej wszechobecnym garbie. Ale Ostrowska jest prosta. Byłoby świetnie, gdyby zajęli się nie osobą autorki i doprawianiem jej życiorysu pieprzem własnej hodowli, lecz twórczością tej osoby i jej wpływem na kulturę, bo na to ich przecież także stać. Szczęśliwie w rekomendowanym tomiku nie ma śladu tych nie do wybaczenia wypaczeń. Przeciwnie, to pod każdym względem piękna książka.

„Poemat filozofujący” został poprzedzony znakomitym erudycyjnym wstępem prof. Jadwigi Mizińskiej. Czasem przedmowa do utworu może być przesadną inicjatywą autora, ale nie tym razem. Poemat jest bowiem trudny w odbiorze, trudniejszy niż inne utwory Edy Ostrowskiej. To poezja najzwięźlejsza ze zwięzłych i zarazem holistyczna, całościowa... Cieszy, że poetka wybrała tę właśnie autorkę. Prof. Mizińska znakomicie naszkicowała tło krótkiego (480 wersów wraz z odstępami) poematu, ale tak dyskretnie, że w żaden sposób nie weszła na pole zajmowane przez sam poemat. Objaśniła przede wszystkim, co znaczy zawarte w tytule słówko „filozofujący” i jak się ono ma do... Nie, nie powiem do czego. Książkę trzeba przeczytać. Pierwsze czytanie zajmie pół godziny. Drugie trzy. Trzecie tydzień.

Czytelnik będzie miał dodatkową satysfakcję, bo książeczka jest znakomicie opracowana plastycznie. Ma zaskakujący układ grafiki względem tekstu. Edytorska perełka.

Piotr Müldner-Nieckowski

 

Eda Ostrowska, „Poemat filozofujący”, s. 38, Lublin 2017, wydawnictwo episteme, projekt: studioformat.pl,  ISBN: 978-83-62495-95-5, oprawa twarda, płótno, format: 10,7 x 19,0 cm. 

 

Pin It