Zdzisław Antolski - Dziennik recenzenta (4)

 

OGRÓD UCZUĆ

obok okladkaTwórczość poetycka Janusza Cygana wyrasta z cierpienia, ale jego wiersze pokazują heroiczną postawę człowieka, który mimo inwalidztwa i związanych z nim ograniczeń, nie utracił nadziei. Nie poddał się zniechęceniu i depresji, ale wszystkimi zmysłami chłonie świat przyrody, zachwyca się jego pięknem i stara się oddać je w swojej twórczości poetyckiej. Te światy, własnych przeżyć, doznań przyrody, w przedziwny sposób się splatają się  w jego wierszach, dlatego poeta ma pełne prawo napisać w utworze „do weny”: „poezji przygarbioną łodygą – jestem”. Ten piękny wers dobrze oddaje charakter jego twórczości.

 

Utożsamia się w nim z poezją i przyrodą oraz oddaje stan swojego ducha: jako człowieka doświadczonego, który wiele przeżył i przemyślał, a mimo to nie poddaje się duchowo. Zresztą takich porównań poety do roślin znajdziemy w tym zbiorku więcej. Ot choć by w wierszu zatytułowanym: „ja – słonecznik”:

 

wzrastam pośród innych -

na sztywnej łodydze

zaglądam niebu w oczy.

Poeta pisze tym wprost w wierszu „zespolony z naturą”

jednoczę się  - z drzewa czerpię siłę

wrastam myśli korzeniami

 

blizn śladami

oznaczam przeszłość - coraz

bardziej odległą (…)

 

Poeta czerpie siłę, duchową a zarazem fizyczną, z otaczającego świata przyrody. Czuje się częścią świata roślin, który zachwyca swoim pięknem. Chociaż uwięzienie w domu również boli:

do słońca kieruję twarz

 

to takie trudne - promienie

nie chcą muskać przez

zamkniętą

 

wspomnień żaluzję (…)

Poeta dokonuje rozrachunku z samym sobą. Przypominając sobie dawne wędrówki w krajobrazie pisze:

szukam kapliczek - przydrożnych

gdzie Chrystus i Maryja

milczą

 

pod naporem

kolejnych spowiedzi (…)

frasobliwe figurki

nie patrząc widzą

zdają się płakać nade mną

(sam z siebie)

 

Cóż więc pozostaje? Poeta odwołuje się do poezji i miłości. Do poezji zwraca się w ten sposób

 

kiedy już przejdę na snów jaśniejszą stronę

wiatr pokryje ślady liśćmi zeschniętymi

myśli się staną słowami dobranymi

a wieczność ukaże kolejną odsłonę

 

ty poezjo zdejmij z mych wersów zasłonę

niech będą wtedy stronami czytanymi

i choć są strofami przeważnie białymi

wspomnieniem przymocuj pod drzewa koronę (…)

 

Wiersz ten, pisany w klasycznej formie, porusza wszystkie wrażliwe struny poetyckiej lutni Janusza Cygana. Mamy tu więc przemijanie, zamianę myśli w słowa poetyckie, a także łączność człowieka ze światem przyrody.

O swojej sytuacji fizycznej i losowej, poeta pisze gorzko w wierszu „bez biletu”

 

dano mi w posiadanie siebie -

zmarnowałem dar losu

nie potrafiłem zadbać (…)

 

Jednocześnie dusza poety jest nadal harda, kpiarska i buntuje się na swój sposób.

 

dusza wciąż walczy -

nie chce się ugiąć

patrzy prosto w oczy

 

z kpiną

 

na jednym kolanie

zbyt mało pokory - kiedy

 

upadam

 

Na szczęście nie opuszcza go nadzieja na miłość. Wydaje się, że poezja jest tym magicznym sposobem, dzięki któremu Janusz Cygan w swojej poezji odzyskuje wiarę w sens życia:

 

tylko wspomnień wiatr

muska delikatnie kolejną nadzieją

że kiedyś - że być może

 

ust smak nastąpi

wśród zbliżenia dłoni

(oczekiwań skurcze)

 

Walka o szczęście trwa w duszy narratora, który stwierdza w wierszu „pod promieniami”:

 

wciąż się nie poddaję

na nowo wzrastam (…)

próbuję

 

oddychać tam gdzie

słońce uczuć jest jeszcze

 

wschodem

 

Poezja ma magiczną moc, dodaje sił, pozwala ciągle wzrastać duchowo, a także staje się powierniczką uczuć, tajemnych dążeń, niewypowiedzianych pragnień, ważnych dla poety, a dla otoczenia często niezrozumiałych. W wierszu „zbędność” czytamy:

 

ukrywam myśli - zawsze

samotne

 

w wersach poezji

 

Chyba swoją postawę najlepiej oddal sam poeta pisząc w wierszu  „uśpienie”, wstrząsającymi słowami:

 

zostawiam ślady

bez nóg chodzę

 

Istotnie, kiedy nie można chodzić fizycznie, jest to chodzenie za pomocą poetyckiej wyobraźni oraz słów. A pozostawiane ślady, to są po prostu napisane słowa, układające się w wiersze. Dzięki nieposkromionej wyobraźni oraz dzięki napisanym utworom poetyckim, przebywamy wraz z poetą w czarodziejskim ogrodzie uczuć, gdzie słowa i kwiaty śpiewają hymn o miłości, zarówno uduchowionej, jak i zmysłowej. Wiersze Janusza Cygana to istna feeria obrazów, zapachów kolorów przyrody, gdzie kwiaty mieszają się z pocałunkami kochanków, „w rajskim ogrodzie uczuć” – jak pisze sam poeta w wierszu „zawładnięcie”. W tym bajkowym,  surrealistycznym świecie, ogrodzie miłości i piękna, słowa poprzez metafory zamieniają się w kwiaty i pocałunki a ich rosa gasi nocną namiętność. Charakteryzuje ten świat delikatność, czułość uczuć i wyszukana metafora, pachnąca pięknem.

 

codziennie

modlę się o twoją nagość

zamkniętą w muszli

- pisze poeta w wierszu „napływ”.

 

I tak właśnie jest, wiersze są metaforami miłości i erotycznego pożądania. Tym żyje cały otaczający nas świat, tęsknotą za zespoleniem w miłosnym akcie. Bzy pachną nadzieją. Z nieba spadają gwiazdy uniesień. Jesteśmy w poetyckiej Arkadii, która nas pochłania. Poruszające to zaiste wiersze o życiu i cierpieniu, ale dające także nadzieję na odrodzenie w miłości. Dopóki jesteśmy wrażliwi na piękno natury, możemy snuć  fantastyczne marzenia.

W wierszu „oczekiwanie”, który zamyka cały tomik, poeta zwraca się ze wzruszającą prośbą do kobiety, a może do Poezji słowami:

 

usiądź przy mnie - tak

blisko jak nigdy jeszcze

pozwól poczuć zapach

 

jaśminu

bzu

i wiosennej konwalii

(…)

 

Wiersze Janusza Cygana pozwalają nam właśnie poczuć ten zapach, przenoszą nas w czarowną krainę piękna natury, cieszą i wzruszają. Nie jest to łatwa twórczość, w tym sensie, ze porusza bolesna problemy nieszczęścia, przemijania i braku miłości. Ale pozwala dostrzec nadzieję i uczy, jak zmagać się z losem, zachowując wolę życia i pragnienie miłości.

Okładkę projektował w charakterystyczny dla siebie sposób, znany pisarz, Jan Stępień.

 

(Cygan Janusz, „Obok”, Kielce 2018)

 

--

SOCREALIZM WIECZNIE ŻYWY?

dziennik zenonaKomunizm miał dwie twarze: jedna okrutna, przerażająca i druga: groteskowa, śmieszna, nonsensowna. Dotyczyło to zwłaszcza propagandy oraz tzw. „kultury socjalistycznej”. Komuniści bardzo chcieli stworzyć zupełnie nową kulturę robotniczo-chłopską, dla prostych ludzi, zrozumiałą i zaangażowaną. Zupełnie niechcący tworzyli swoją własną parodię, jak w słynnym wierszu, w którym „towarzysz Stalin usta słodsze miał od malin”.

Radosław Wiśniewski w zbiorze wierszy „Dzienniki Zenona Kałuży”, z całą premedytacją i świadomie posłużył się schematami socrealizmu tworząc postać zaangażowanego literata o socrealistycznym nazwisku. Osobnik to myślący prostolinijnie o sprawach skomplikowanych, czasami dramatycznych, przez co jego teksty osiągają szczyty socrealistycznego humoru. Jeśli jednak literatura socrealistyczna swoje gafy popełniała w dobrej wierze i nieświadomie, to Wiśniewski czyni to celowo, osiągając niezłe literackie efekty. Przy okazji Zenona Kałuży, wyłazi cham i prostak, który jednak odzwierciedla pewien typ myślenia tzw. „prostych ludzi”, jak na przykład w tekście „Ile uzbierał”:

 

A Góral odszedł. Pochowaliśmy go. Góry zachowały się
wedle słów pieśni. Kiedy trumna zjeżdżała do dołu,
zaczął padać deszcz, zagrzmiało. Umarł tak, żeby nie robić
nikomu kłopotu, na dzień przed długim weekendem. Ponoć
cała wieś ciekawa, ile uzbierał, bo mało chorował. On
i Gaździna. Odeszli szybko, płynnie, jedno po drugim
w pół roku. I cała wieś ciekawa, ile to uzbierali, no,
ile z tej renty

 

Widzimy, jak z hagiograficznego tekstu mającego być epitafium żałobnym wyłazi ludzka zawiść, podłość i egoizm.

Wiśniewski nie obawia się używać słów uznanych za obsceniczne, wulgarne czy nieprzyzwoite. Tak jest na przykład w wierszu pod tytułem „żeby starsi pomagali młodszym”:

 

Wagonem zakołysało i pociąg stanął trzy kilometry przed stacją.
Mówią, że nie było co zbierać. Głowa osobno, nogi osobno.
Mówią: pijak, a nie żaden tam samobójca. Zwykły żul, ciul,
chuj pijany i tyle, do rzeki by skoczył, szmata jebana. Już lepiej
jak ta dziewczyna, niechby się powiesił na uboczu. Mówie pani,
żul erka, margines i patologia, za przeproszeniem.

 

I tak, za pomocą poetyki socrealizmu poznajemy prawdziwą naturę ludzką, która niechcący się odsłania w całej swojej obrzydliwości. Co ciekawe, Zenon Kałuża korzysta z Internetu, gdzie świetnie się odnajduje – pomimo, że epoka już nie ta. Ale bo też zabawy słowne są wiecznie żywe, jak na przykład w wierszu o barokowym tytule” Zenon Kałuża czyta w pracy ze znudzeniem nagłówki  / portali internetowych i trafia na lid w brzmieniu: / „Zawładnęły Internetem i kuszą. Na was też to działa?”, / którego w pierwszej chwili nie rozumie, a kiedy zaczyna / rozumieć, zaczyna także żałować, że zaczyna rozumieć, / i postanawia wrócić do pierwotnego stanu, zanim zaczął rozumieć”. A pod tym gigantycznym tytułem, mamy taki skromny wierszyk::

 

Nie działa, tak długo
jak nie jestem
na celowniku
jednej z tych

 

kusz

 

W tekstach tych, oprócz klasyków socrealizmu można dostrzec wpływy Gombrowicza, Mrożka i Janusza Głowackiego. Nie będę tu opisywał wszystkich teksto-wierszy, niech każdy ma tę przyjemność podczas samodzielnej lektury książeczki. Ciekaw tylko jestem, jak tę poetykę odbierać będą czytelnicy starsi, którzy jak ja, pamiętają doskonale socrealistyczne popisy w literaturze, a jak ci, którzy już wyrośli w czasach innej propagandy, reprezentującej  odmienne siły polityczny i kontrastowe ideologie.

Chciałbym jeszcze zauważyć, że autor bardzo zadbał o dokładne przedstawienie swojego bohatera, dając nawet jego fotografię oraz dokładny życiorys. Nie mogę się oprzeć, żeby nie zacytować bogatej w wydarzenia sylwetki, spisanej przez Radosława Wiśniewskiego.:

Zenon Kałuża, ur. 1973 w Lutyni. Obserwator, dziejopis, poeta pogranicza, bywalec imprez Dolnego Śląska i okolic, weteran lokalnych inicjatyw literackich, obserwator życia społecznego w niewielkich ośrodkach miejskich. Absolwent Zawodowej Szkoły Kroju i Szycia w Bolesławcu. Posiada wszechstronne zainteresowania, m.in. gra na kobzie, dudach i cymbałach, jest znawcą malarstwa barokowego i historii rzemiosła oraz metalurgii w czasach wieków średnich na ziemiach polskich, inwestuje na giełdzie, jest miłośnikiem borsuków i innych zwierząt futerkowych. Jest także autorem wielu alterglobalistycznych patentów, w tym m.in. roweru wodnego na biomasę. Mieszka na Psim Polu, pograniczu gminy Długołęka. (…)”

Mam pytanie do czytelników: Jak myślicie, czy Zenon Kałuża zdobędzie popularność we współczesnej literaturze polskiej? Według mnie wszystko jest możliwe, bo na przykład osobnik typu Nikodema Dyzmy równie dobrze mógł robić karierę w sanacyjnej Polsce, co w PRL-u.

……………………………………………………………….

Wiśniewski Radosław, „Dzienniki Zenona Kałuży”, Wydawnictwo „Biblioteka Arterii”, Łódź 2017

 

---

POETA NATURALNY

 

alta vista

 

Oto wiersz Grzegorza Ostrowskiego pt „Poezja”

poezja to nie beton
skrobany maszynowo
to nie asfalt
wylewany w trawniki
poezja musi w sobie
mieć prawdę
trzeć słowo
musi boleć
śmiertelnym zanosić się
krzykiem

Widać z tego utworu, że Ostrowski jest poetą naturalnym, czy jak to się potocznie mówi „urodzonym”. Pisze tak swobodnie jak się oddycha. Jego debiutancki tomik może się podobać. Wiersze są pełne uroku. Jednakże przed Ostrowskim jeszcze długa droga. Dojrzały poeta ma swoje obszary zainteresowań i wrażliwości, nie jest tak chwiejny i chimeryczny. Wiersze dojrzałego poety łatwo poznać i odróżnić w tłumie innych. Ma swoje rewiry, zna dyscyplinę słowa i za byle uczuciem nie pobiegnie bez zastanowienia. Znany poeta i krytyk, redakto „Twórczości”, napisał o nim:

„Grzegorz Janusz Ostrowski jako poeta nie jest ani z linii Miłosza, ani z linii Przybosia, nie należy ani do klasycystów ani do barbarzyńców – gdyby posłużyć się popularnymi formułami krytycznoliterackimi, a przecież jako poeta jest, i to w sposób niezaprzeczalny jest; co dobitnie i przekonująco udowadnia każdy jego wiersz.

Ten poeta – o takich jak on zwykło się mówić : spóźniony debiutant – nie wziął się jednak znikąd, lecz z samego środka poezji polskiej. To jej – poezji polskiej, cokolwiek to znaczy – zawdzięcza każdy swój wiersz, każdą linijkę wiersza. Ale nie tylko bo przecież także swojej wyobraźni i wrażliwości, wreszcie swojemu talentowi zawdzięcza to, że pisze, jak pisze, a pisze: brawurowo, z fantazją i polotem, a nawet z nonszalancją, wreszcie ze swobodą, jakby nie było dla niego w poezji rzeczy niemożliwych, jakby w poezji możliwe było wszystko.

Kiedy po raz pierwszy przeczytałem jego wiersze – a stało się to raptem trzy, cztery lata temu za sprawą naszego wspólnego znajomego, profesora Ryszarda Przybylskiego, wybitnego humanisty i literaturoznawcy – nie miałem wątpliwości, że poezja jest jego powołaniem, także poezja.”

Bardzo to piękna wizytówka, a kto jak kto, ale Janusz Drzewucki zna się na poezji i ma intuicję.

Sam poeta pisze o sobie:

„Maluje, rzeźbi, fotografuje, kręci filmy, komponuje muzykę, śpiewa, wreszcie – pisze. Nigdy, przez wiele lat, poważnie nie myślałem więc o tym, że „takie moje notatki z wysoka” mogą kogoś zainteresować. Mam 49 lat, jestem od ponad dwudziestu praktykującym lekarzem, nefrologiem, wykładowcą na uczelniach (Warszawski Uniwersytet Medyczny, Centrum Medyczne Kształcenia Podyplomowego w Warszawie). Leczę ludzi i uczę studentów lub młodych lekarzy, jak leczyć. Pisanie wierszy, które towarzyszyło mi od liceum, było pisaniem do szuflady (czy raczej w moim przypadku torby lekarskiej). Pierwszymi czytelnikami moich wierszy było, jak to zwykle bywa, kilkoro przyjaciół, a ich zachęty skłoniły mnie, by pójść krok dalej.”

Wielu krytyków twierdzi, ze dopiero druga książka daje pewien obraz, z jakim poetą mamy do czynienia. Bo pierwszy zbiór wierszy to często owoc wielu lat dojrzewania, ale następne książki to budowanie swojego odrębnego świata poetyckiego. Czekając więc na kolejne dokonania Grzegorza Janusza Ostrowskiego polecam jeszcze jeden wiersz:

 

ebonitowa kulka
została mi
po babci
od czajnika
w którym grzała wodę
właściwie
kulki też już nie mam
zgubiłem
ale nadal pamiętam
jedyny smak
jej herbaty

 

z cukrem (2 czubate łyżki)
i cytryną
w szklance
na spoczynku

2012, („rocznica”)

 

 

--

Ostrowski J. G., „Alta vista”, Anagram, Warszawa 2016

 

Zdzisław Antolski

 

 

-

Pin It