Wacław Holewiński

 

Mebluję głowę książkami

 

mebluje-glowe

 

 

Utkać opowieść ze słuchu

CzeresnieMariola Kruszewska nie należy do pisarzy znanych. Nawet w internecie trudno o niej znaleźć informacje. Ale to przecież nie znaczy, że jest autorką niedojrzałą, nieciekawą, banalną. Wręcz odwrotnie! To pisarka pełną gębą, wyrazista, odważna, jednoznaczna w sądach. I nagradzana! Więc jednak ktoś ją zauważył. A jeżeli tym kimś był Tomasz Burek nagradzający Kruszewską Orfeuszem Mazurskim za tomik poetycki „Wczoraj czyli dziś”, to… a cóż ja będę gadał. Tomek, jak mało kto, potrafił wyłuskiwać talenty, mówić o nich, także promować. A „Czereśnie” dostały Nagrodę Literacką Miasta Gdańska imienia Bolesława Faca.

 

„Czereśnie będą dziczeć” to debiut prozatorski Kruszewskiej. Daj Boże polskiej literaturze takich debiutantów. Warsztatowo większość młodych gwiazd (młodych niezależnie od wieku) mogłaby jej buty czyścić, tematycznie… Aż chciałoby się powiedzieć: ta kobieta ma odwagę większą niż dziewięćdziesiąt procent polskich literatów...

No dobrze, koniec peanów. Czereśnie będą dziczeć – bez cudzysłowu – te zostawione przez repatriantów z Wołynia na pewno. A te pozostawione przez Niemców gdzieś na Śląsku? One też zdziczeją jeśli stan tymczasowości zostanie utrwalony choćby na rok, dwa, nawet jeśli jest on tylko w głowie przesiedleńców…

Wołyń jako trauma tysięcy, dziesiątków tysięcy Polaków. Temat zamilczany przez lata. W PRL to naturalne, a w III RP?

Bohaterowie opowiadań Kruszewskiej przeżyli. Nie zapomnieli, tego z całą pewnością nie dało się zapomnieć. Ojciec był Ukraińcem, matka Polką, ojcu kazali zabić matkę, rzucił się na oprawców z siekierą… Jakieś dziecko wbite na sztachetę… Odcięte głowy, zmasakrowane ciała. Ale przecież ta książka jest i nie jest o Wołyniu. Bo Wołyń jest w pamięci, tak samo jak transport, często wielotygodniowy, do miejsca osiedlenia. A rzeczywistość, dzień dzisiejszy jest już przecież inny: niemieckie domy, w których przysłowiowa zupa jest jeszcze ciepła.

Wstrząsające historie tych, którzy odkładają na kupkę rzeczy Niemców, bo przecież kiedy wrócą trzeba im oddać i tych którzy chodzą na szaber. Sabiny, ulubionej bohaterki, która nie chciała, nie to złe słowo, nie zauważała Witka, a ten zabił jej męża, a potem… a potem wziął z nią ślub. I przed śmiercią przepraszał. Albo braci, którzy się rozpoznają, gdy jeden trzyma lufę karabinu przy skroni tego drugiego. Albo dziewczynki, która zagubiła się w transporcie i wlazła pod plandekę drugiego. I grajka z wiejskiego wesela. Przyszli Niemcy, kazali kopać dół, zastrzelili wszystkich, a on cudem przeżył.

Zapytałem autorkę „Czereśni…”, kim byli jej dziadkowie, skąd pochodzili. Nie chciało mi się wierzyć, że nie były to historie rodzinne, zakodowane w pokoleniowej pamięci. Ale nie, dziadkowie mieszkali w wiosce pod Mińskiem Mazowieckim. Zapytałem, skąd więc ten temat i usłyszałem, że ze spotkania z Ewą Siemaszko, badaczką wołyńskiego ludobójstwa. A potem z rozmów z tymi, którzy przeżyli. Wciąż się boją, wciąż ukrywają prawdę, niechętnie mówią. Ale przecież siedzi to w nich jak cierń, jak drzazga nie do wydłubania.

Więc ze słuchania, z przetworzenia cudzych losów, z napisania ich historii, czasami dosłownie, a czasami zupełnie od nowa, z zapętlenia ich, pokrzyżowania.

Bo, jak mówi Kruszewska, przenieśli swe miłości, animozje, konflikty, urazy, jechali z nimi setki kilometrów, ale to przecież były ich spory, ich przyjaźnie, ich pomoc i nierzadko zbrodnia. Więc oswojone, łatwiejsze do zaakceptowania.

Bohaterowie „Czereśni…” nie osiedlili się w wielkich miastach, pewnie dlatego, że tam byłoby jeszcze trudniej. A może dlatego, że to nowa władza „dała” chałupę, w której miało być wszystko, tak, jakby tam, na Wschodzie, nie było nic, czarna dziura. Małe miasteczko, wieś, to był ich świat. I takim pozostał.

Zastanawiałem się, gdzie, z kim szukać paraleli, nie tylko tematycznej, tych opowiadań. Przychodzi mi do głowy tylko Stanisław Srokowski. Ale to też mylny trop. Bo Kruszewska, nie tylko dlatego, że jest kobietą, jest znacznie delikatniejsza, że cyzeluje zdania, że świadomie niedopowiada. Jest inna. Samoswoja. I ma słuch. Wyczulony na drobiazg, wokół którego tka swoją opowieść.

Bardzo, bardzo jestem ciekaw jej kolejnych książek.

 

Mariola Kruszewska – Czereśnie będą dziczeć, Wydawnictwo w Podwórku, Gdańsk 2017, str. 147.

 

Pin It