Stanisław Grabowski

 

O NAJWIĘKSZYM Z PAMFLECISTÓW

 

opowiesc o starym ursynie            Powrót do lektur dzieciństwa nie zawsze jest udany. Przeczytany ponownie po dziesiątkach lat Samotny biały żagiel nie zachwycił mnie tak jak pierwotnie, nie wzbudził ówczesnych emocji, jakoś nie mogłem się poddać urokowi prozy Katajewa, urokowi niewątpliwemu, który uwiódł nastolatka i wiódł zaułkami Odessy, czy wybrzeżem Morza Czarnego. Nie, nie jest to wina autora, to wina czytelnika, który stracił dawną świeżość, ostygł w nim czytelniczy zapał, czy przytępił się umysł.

 

            Dlatego ostrożnie podszedłem do ponownej, po latach, lektury Opowieści o starym Ursynie Leona Przemskiego (1901–1976). W swoim czasie był to znany autor książek biograficznych przeznaczonych dla młodzieży. Pisał m.in. o Beniowskim, księciu Poniatowskim, Lelewelu, Henryku Kamieńskim i innych. Były one dobrze oceniane przez krytykę. Co prawda, talentem nie dorównywał Katajewowi, jednak pamiętam, że jako nastolatek pochłonąłem bez wybrzydzania jego Opowieść…, dziwując się autorskiej wiedzy na temat Niemcewicza. Po latach, po dość dogłębnym zapoznaniu się z biografią Juliana Ursyna, minął dawny podziw, mam nawet uwagi do stylu Przemskiego, można z nim także polemizować, jeśli chodzi o fakty dotyczące poety. W sumie jest to jednak udana pozycja książkowa, która wzbogaca Kolekcję Niemcewiczowską wydawaną przez Ursynowską Bibliotekę Publiczną imienia Poety, daje przykład rosnącego zainteresowania Niemcewiczem nie od dziś. To ósmy tytuł w Kolekcji, sądzę, że znajdzie, podobnie jak wcześniejsze, grono zaprzysięgłych czytelników.

            Autor Śpiewów historycznych jakoś ciągle przykuwa uwagę i krytyków, i historyków literatury. A to się mówi, iż od niego zaczął się u nas romantyzm, a to Miłosz o nim napisze, to znowu znalazł się uczony, który zajął się ostatnio pełnią jego dorobku poetyckiego… Niemcewicz jest wciąż autorem szykującym chętnym niejedną niespodziankę, nadto nadzwyczaj płodnym. Kraszewski swojej epoki; taki, który pióra z ręki nie wypuszczał. A przecież inkaust brudzi! Czyżby mistrz o tym nie wiedział? Na dodatek w czasach, kiedy nawet bibuły nie było, i zapisany tekst trzeba było zasypywać piaseczkiem. To jednak nie przeszkadzało poecie. A długi żywot, niegasnąca ciekawość świata, nadto znajomość języków dała to, co dała. Studiujmy zatem Niemcewicza, czytajmy Niemcewicza. I czytajmy o Niemcewiczu. Sporo w ostatnich czasach było próbujących opisać jego żywot. Leon Przemski ma tę przewagę, iż należał do najpierwszych. Zatem dużo można mu wybaczyć.

            Z czego autor korzystał przy pisaniu swej opowieści. Przede wszystkim z Pamiętników czasów moich Niemcewicza. Wydane były w 1868 roku, aleć kto chciał mógł się bez trudu z nimi zapoznać. To podstawowe źródło. Sięgał też do biografii Niemcewicza autorstwa Czartoryskiego( Żywot Juliana Ursyna Niemcewicza), zapewne też do zasobów archiwalnych, zbiorów dokumentów i opracowań, dzięki którym mógł „podmalować” epokę, dorobić tło. To naturalne. Przecież tak czynił i Sienkiewicz, i setki pomniejszych dziejopisów, mających fabularne ambicje.

            Jako że książka przeznaczona jest w zasadzie dla młodego czytelnika trochę dziwi, iż autor jakoś tak prześlizguje się przez dzieciństwo i młodość poety, bo przecież można byłoby więcej o tym napisać, pogłębić temat. Także pobyt w szkole kadetów należałoby zarysować obszerniej. Nie wiem dlaczego nie ma w tej części jego powieści biograficznej ani słowa o Kościuszce, był jednym z przełożonych Niemcewicza, jakoś tam z nim spowinowaconym. W Szkole Rycerskiej spotkali się przecież po raz pierwszy. Opis meandrów ich wzajemnych relacji, to temat na osobne dzieło.

            Tablica w Pałacu Kazimierzowskim głosi, iż jej wychowankami byli m.in.: Fiszer, Jasiński, Kniaziewicz, Hauke, Kościuszko, Niemcewicz… Nie jestże to fenomen mimo wszelakich niedociągnięć, błędów różnych związanych z wyszkoleniem i wychowaniem. Była to szkoła patriotów, co gros wychowanków udowodniło swoim życiem i swoją postawą. „Pamiętaj, żeś miał honor być kadetem”. Tej maksymie nie tylko Niemcewicz pozostał wierny.

            Przedstawiając nam biografię poety jakoś rzadko Przemski wiążą ją z utworami, które ten napisał. Gdyż, jak wspomniałem, podczas podróży, podobnie jak i przy innych okazjach, Niemcewicz zawsze miał pod ręką notatnik, zapisując np. wiersze czy też pomysły do nich, regularnie opisywał to, co przeżył, z kim się spotykał, co też zobaczył, zauważył, i to w iście reporterskim stylu.

           A skąd tytuł tej recenzji? To Adam Mickiewicz, wielce przychylny Niemcewiczowi, nazwał go największym pamflecistą. Jestże to powód do dumy? Naturalnie. Już w czasach Sejmu Wielkiego Niemcewicz bezpardonowo obnażając postępki, czy raczej występki parunastu magnatów, ich sprzedajność carowej i innym panującym, udowodnił, że w sztuce pamfletu nie ma sobie równych. Choć przecież było pamflecistów wielu…

___________________________

Leon Przemski, Opowieść o starym Ursynie, Oficyna Wydawnicza ASPRA-JR, Warszawa 2017

 

Pin It