Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

 

 

 

Retrotopia, czyli globalna epidemia nostalgii

jak rzadzi namiW pewnym fragmencie studium Zygmunta Baumana pojawia się uwaga o tym, że tak jak w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku świat ogarnęła gorączka postępu i lewicowości, tak dziś żyjemy w czasach podobnej gorączki, tyle że z przeciwnym znakiem – gorączki konserwatyzmu i prób cofania się w przeszłość. Tak jakby ludzkość, utraciwszy wiarę w skuteczność lewicowych, socjalistycznych i komunistycznych, ale i liberalnych recept, postanowiła sięgnąć do tego, co już było, pod pretekstem, że to co było, tak naprawdę było lepsze niż to, co jest dziś.

 

„Oto i my, mieszkańcy ery zamętu i rozdźwięku - pisze Bauman - ery, w której wszystko - lub prawie wszystko - może się zdarzyć, a przy tym nic – lub prawie nic – nie daje się przedsięwziąć z przekonaniem i pewnością, że uda się doprowadzić to do końca ery, w której skutki gonią za przyczynami, przyczyny starają się tropić swe skutki, a ich sukces jest pod tym względem minimalny i kurczy się coraz bardziej (…)”

Retrotopia jest rezultatem nostalgii, w ujęciu cytowanej przez Baumana profesorki literatury Swietłany Boym będącej „poczuciem straty miejsca i poczuciem przemieszczenia się, ale również „romantyczną relacją z własną fantazją”. Nostalgia, którą kiedyś uważano za rodzaj schorzenia psychicznego, nerwowego i stosowano na nią nawet określone leki, w XX wieku stała się „nieuleczalną kondycją związaną ze nowoczesnością”. Boym określa obecny stan cywilizacji światowej jako „globalną epidemię nostalgii, afektywną tęsknotę za wspólnotą o zbiorowej pamięci, pragnienie ciągłości w pofragmentowanym świecie”. Obecna globalna epidemia nostalgii zastąpiła dawną, sięgającą od Oświecenia po lata siedemdziesiąte, „epidemię gorączki postępu”. Retrotopia jest też tęsknotą za światem, który tak naprawdę nie istniał, ponieważ wyobrażenie przeszłości przetworzone przez nasze wyobrażenia („dawne, dobre czasy”), mity, jest rozbieżne z jej rzeczywistym kształtem. Bauman pisze: „Taki obrót spraw spowodował, że wahadło nastrojów społecznych wychyliło się w dokładnie przeciwną stronę: (…) nadziei na poprawę warunków bytowych w niepewną i aż nazbyt wyraźnie wątpliwą przeszłość, cenioną za domniemaną stabilność (…)”. Bauman nie dotyka w swoich wywodach żadnej szczegółowej kwestii politycznej, nie odnosi się do procesów zachodzących w Europie i świecie, do radykalnego wzrostu popularności politycznego populizmu (przykłady powszechnie znane), ale zapewne przy lekturze tego studium nie sposób od tego abstrahować, choć retrotopia objawia się nie tylko w polityce, ale także kulturze, obyczajowości, oglądzie świata.

Autor „Retrotopii” rozpisał opisywane zjawisko na cztery aspekty ujęte w czterech częściach: „Powrót do Hobbesa?”, „Powrót do plemion”, „Powrót do nierówności” i „Powrót do łona”. Przy okazji lektury szkicu Baumana warto uwzględnić aspekt języka w jaki ujmuje on swoje analizy, tezy i spostrzeżenia. To rodzaj języka znanego z lektur wielu autorów z dziedziny najszerzej pojętej humanistyki, język na wysokim poziomie abstrakcji filozoficznej, fragmentami enigmatyczny, sprawiający czasem wrażenie, jakby dążenie do finezji i pomysłowości frazy było silniejsze niż dążenie do klarowności, jasności wywodu. To język czytelniczo atrakcyjny, ale warto czytać to studium konfrontując jego język z zasobem własnych obserwacji i przemyśleń. Pożytek z tej lektury ogromny.

Zygmunt Bauman – „Retrotopia. Jak rządzi nami przeszłość”, przekł. Karolina Lebek Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 2018, str. 301, ISBN 978-83-19855-8

--

 

Francuska lekkość bytu i literatury

rozmowy dziecieciaFrederic Beigbeder, rocznik 1965, jest dziś, obok Michela Houellebecqa jednym z dwóch najbardziej znanych w świecie pisarzy francuskich, jednym z dwóch którzy wydobyli się z dość hermetycznej dla świata zewnętrznego krainy współczesnej literatury francuskiej. Beigbeder porusza się na granicy literatury wysokiej i popularnej, co lekturę jego prozy (n.p. „29,99”, „Windows of the Word” czy „Francuska opowieść”) czyni atrakcyjną zarówno z artystycznego, jak i ludycznego punktu widzenia. Beigbeder ma jako pisarz w ogólności i francuski w szczególności, tę sympatyczną cechę, że nie jest narcystycznym, egotycznym, wsobnym solipsystą skupionym na własnym ego osobistym i literackim, ale autorem zainteresowanym światem zewnętrznym, w tym światem literatury, co u pisarzy, zazdrosnych o cudzą sławę, jest szczególnie rzadkie. Beigbeder wydał już dwa tomy błyskotliwych esejów literackich podsumowujących dorobek minionych wieków, w szczególności wieku XIX i XX, w tym „Pierwszego bilansu po Apokalipsie”. Tym razem otrzymujemy kolejny tom świadczący o braku u Beigbedera narcyzmu. Tom „Rozmowy dziecięcia wielu” zawiera 27 rozmów z pisarzami, głównie francuskimi, jak Bernard Frank, którego określa jako „stachanowca prasy, biednego wyrobnika, przepracowanego lenia i przy okazji największego żyjącego pisarza francuskiego od czasu śmierci Blondina” (tego rodzaju fajerwerkowych zdań jest w tym zbiorze mnóstwo – to tradycja francuskiej rozmowy literackiej i frazy krytycznej), Philippe Sollers, Jean Jacques Schuhl, Guillaume Dustan, Jean D’Ormesson czy filozofowie Bernard Henry-Levy i Alain Finkelkraut. Są także rozmowy z pisarzami niefrancuskimi, jak Jay McInverney, Antonio Tabucchi, Umberto Eco, ale też wyimaginowane rozmowy z „duchami” pisarzy nieżyjących, Francisem Scottem Fitzgeraldem, Charlesem Bukowskim, a także rodzaj tuż-pośmiertnego portretu Francoise Sagan zamiast rozmowy, „której nie było”, o której napisał czule, że sędziwa pisarka zatrzymała się duchowo i uczuciowo w roku 1954, gdy ukazała się jej słynna powieść „Witaj smutku”. Upodobanie do formy wywiadu u Beigbedera jest tak duże a determinacja w uprawianiu tej formy tak silna, że przeprowadził nawet ze sobą samym autoironicznie pyszny „Autowywiad”. Jednak tylko jeden pisarz jest w tym zbiorze uprzywilejowany dwoma wywiadami. To Michel Houellebecq, do tego chyba w sumie na największej liczbie stron, co zdaje się wskazywać, że albo Beigbeder uważa go jednak za najważniejszego pisarza współczesnej Francji, albo najbardziej go lubi albo też uważa go za swoistego literackiego brata bliźniaka, najbliższego mu sposobem patrzenia na współczesny świat i współczesną Francję (choć spojrzenie Beigbedera jest nieco pogodniejsze, co pewnie uwarunkowane jest chemią mózgu).

Tym, którzy nie przepadają za formą wywiadu, zwłaszcza literackiego, spieszę uspokoić, że nie są to tradycyjne, „nudne”, hermetyczne rozważania o literaturze, na które można natrafić w literackich periodykach. Beigbeder stawia się bowiem w roli swoiście wesołego, „swawolnego Dyzia”, który przeprowadza swoje rozmowy w trybie luzu, często w „pięknych okolicznościach przyrody” i w urodzie okoliczności, co zarysowuje w krótko a dowcipnie we wprowadzeniach, a przeprowadza je bez cienia artystowskiego zadęcia, w konwencji charakterystycznej, kawiarnianej francuskiej dyskusji literackiej, której tradycja kształtowała się od XVII wieku, poprzez wiek XVIII (Oświecenie), wiek XIX aż po lata sześćdziesiąte XX wieku i kawiarnie bulwaru Saint-Germain, a której podstawowym atrybutem, poza walorami intelektualnymi, jest lekkość i dowcip. W ten klimat wprowadza czytelników Beigbeder w dowcipnym wstępie zatytułowanym „Przed rozmowami”. Na koniec pisze tak: „Zadawałem pytania (…) autorom tej książki, tak jak praktykant w warsztacie samochodowym pyta majstra, jak się zmienia uszczelkę głowy cylindra”. I na koniec wstępu daje czytelnikom następującą radę: „Nie czytajcie tych wywiadów ciurkiem, staną się równie niestrawne jak obiad po dwudziestu daniach. Proponuję skosztować jednego czy dwóch naraz, potem odłożyć książkę, wyjść z domu i zrobić to samo w barze. Chyba znacie jakiegoś pisarza; książek czytuje się coraz mniej, ale autorów przybywa; na pewno zauważycie któregoś w swoim otoczeniu, na ogół jest to sfrustrowany i nieuczesany ponurak. Pisarze są bardzo samotnymi ludźmi, nie wahajcie się postawić im jednego i uprzejmie ich wysłuchać, potakując od czasu do czasu. Zobaczycie, to lepsze niż pójść na jogę – nie do wiary jak człowiek dobrze się czuje, słuchając ostatnich inteligentnych ludzi na świecie”.

A że to porada nadająca się głównie dla mieszkańców centrum Paryża? To nic, ale jak to się czyta!

Frederic Beigbeder – Rozmowy dziecięcia wieku”, przekł. Anna Michalska, wyd. Noir Sur Blanc, Warszawa 2018, str.281, ISBN 978-83-65613-56-1

--

 

Wyborowa mieszanka Jarzębskiego

gry poetyckieProfesor Jerzy Jarzębski (m.in. „Powieść jako autokreacja”, „Apetyt na przemianę. Notatki o prozie współczesnej”), profesor na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, jest znany przede wszystkim jako najwybitniejszy chyba dziś w Polsce znawca twórczości Witolda Gombrowicza, autor między innymi klasycznej już, choć przecież debiutanckiej książki „Gra w Gombrowicza” (1982). Jednak ten zbiór rozpoczyna szkic „Wygnaniec XX wieku”, napisany przez Jarzębskiego po śmierci Czesława Miłosza i składa się z tekstów rozmaitego gatunku, tematów i przeznaczenia. Pewną niespodzianką związaną ze zbiorem jest fakt, że Jarzębski nigdy w sposób systematyczny nie zajmował się ani poezją ani teatrem, lecz prozą. Przecież jednak wybitnie, rozlegle oczytany humanista, a to warunek sine qua non bycia erudytą, a takim jest Jerzy Jarzębski, nieuchronnie styka się także z dziedzinami, w których nie jest specjalistą, ani w które się nie zagłębia. I właśnie profesor zebrał spory pakiet tekstów o tematyce odbiegającej od głównego nurtu jego zainteresowań. Teksty o wspomnianym Miłoszu zajmują większą część zbioru poświęconego poetom, ale można znaleźć w nim także szkice o Krzysztofie Kamilu Baczyńskim, Wisławie Szymborskiej, Julii Hartwig, Marcinowi Świetlickiemu czy Tomaszowi Różyckiemu, jako głośnemu autorowi nagrody im. Kościelskich w roku 2004 za poemat „Dwanaście stacji”, osobliwe i ciekawe artystycznie nawiązanie do mickiewiczowskiego „Pana Tadeusza”. W zbiorze tekstów o teatrze znajdujemy szkic o dramatach Witkacego, o teatralnych schulzianach i o Jerzym Grzegorzewskim jako dramatopisarzu. Najważniejszemu obiektowi badań i analiz Jarzębskiego, czyli Gombrowiczowi poświęcone zostało w zbiorze miejsce na trzy szkice: o paralelach między nim a Szekspirem, sztukom Gombrowicza w inscenizacjach Jerzego Jarockiego oraz kontrowersyjnej, wrocławskiej realizacji scenicznej „Kronosa” w wykonaniu Krzysztofa Garbaczewskiego. Jeśli czegoś mi w tym zbiorze zabrakło, to jednego choćby tekstu o Stanisławie Lemie, którego twórczości także jest Jarzębski znawcą („Wszechświat Lema”, 2002). Bo co do mnie, to chętnie przeczytałbym jakieś mądre uwagi Jarzębskiego o wielkim pisarzu i „gwiezdnym” mędrcu krakowskim.

W stylu pisania Jerzego Jarzębskiego warto docenić jego rzetelność i powagę, brak jakiegokolwiek efekciarstwa i mętniactwa, od którego nie zawsze wolni są wybitni skądinąd eseiści, poruszający się w sferze myśli i sztuki z półek najwyższych, elitarnych, skierowanych do koneserów. Profesor Jarzębski podaje swoją ogromną wiedzę i ciekawe przemyślenia z prawdziwie krakowską powagą oraz szlachetną prostotą. Polecam lekturę z pełnym przekonaniem.

Jerzy Jarzębski – „Gry poetyckie i teatralne”, Wydawnictwo Literackie Kraków, 2018, str.392, ISBN 978-83-08-06496-2

 

Pin It