Przełożyła Dorota Horodyska
wydawnictwo słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2011
ISBN 978-83-7453-051-4,
EAN 9788374530514
Informacja: seria Europejski Poeta Wolności,
176 stron,
format 160×215 mm,
oprawa miękka
Cena detaliczna: 29 zł
Planowany termin wprowadzenia do dystrybucji: 12 września 2011
Tom Dzieci natury poświęcony jest osobom bliskim poetce – pokoleniu jej rodziców i dziadków, ich hartowi ducha w zmaganiu z brutalną rzeczywistością komunizmu. Przesłaniem zbiorku, wyrażonym w tytule, jest afirmacja wewnętrznej, naturalnej siły człowieka, zdolnego do przeciwstawienia się temu, co nieludzkie. Człowiek odrzucony przez świat i Boga żyje w rzeczywistości, która ogołaca go z każdego marzenia, troski i tajemnicy – i która jednocześnie staje się surowym testem charakteru. Jedyną siłą, która motywuje pokolenie żyjące w skrajnej nędzy i w politycznym strachu, jest wyzwanie rzucone samemu sobie: przeżyć fizycznie, a przede wszystkim moralnie. To właśnie godność nadaje sens ich egzystencji, a ów sens odnajduje się w zwykłym życiu – w narodzinach, miłości i śmierci. W Dzieciach natury wolność znaczy tożsamość. Poszukiwanie, kształtowanie i obrona siebie, własnego „ja” przed kolektywistyczną filozofią komunizmu czyni człowieka wolnym.
Biogram:
Luljeta Lleshanaku – poetka, dziennikarka, autorka scenariuszy. Urodziła się w roku 1968 w rodzinie prześladowanej politycznie. Dzieciństwo i wczesną młodość spędziła na zesłaniu w zapadłej wsi. Dopiero po upadku komunizmu, w roku 1992, mogła podjąć naukę w szkole wyższej. Ukończyła studia z zakresu języka i literatury albańskiej na Uniwersytecie Tirańskim. Opublikowała kilka zbiorów poezji: Sytë e somnabulës (Oczy lunatyka, 1993), Këmbanat e së dielës (Niedzielne dzwony, 1994), Antipastorale (1999), Fëmijët e natyrës (Dzieci natury, 2006). Za tomik Palca e verdhë (Żółty szpik, 2000) otrzymała w 2001 roku najważniejsze albańskie wyróżnienie literackie – „Srebrne Pióro”. Mieszka w Tiranie.
Spis treści:
Medytacja przy goleniu 9
Ptaki i węgiel 13
Autoportret w krzemie 15
Tajemnica modlitw 19
Poniedziałek w siedmiu dniach 23
Zapach mleka 43
To nie jest czas… 47
Dzieci natury 49
Zwłaszcza rankiem 53
Czekam na wiersz 55
Opowieść w trzeciej osobie 57
Peregrynacje wolności 61
Rozkwitła gałązka migdałowca 65
O dalekowzroczności 69
Para nowych butów 73
Cienie na śniegu 75
Kino 77
Sens tej podróży 81
Żółte książki 85
Kiedy miłość daje znak… 87
Berlin. Hotel Citadine 91
Para sandałów pod drzewem 93
Przy wieczornym filmie 97
Jak, do diabła, wkładać tę koszulę? 101
Ogród pomidorów 105
Pompeje 109
Skrzypce 111
Droga powrotu 113
Szachy 115
Mama, ja i instrukcja bezpieczeństwa 119
Lista spraw do załatwienia 123
Co teraz…?! 127
Trochę do naprawy 131
Zapomniani 135
Z braku wody 137
Tranzyt 139
Śpieszą umierać 141
Flashback 1 143
Flashback 2 147
Flashback 3 151
Kolejny świadek 153
Jesteś jedną z nas 155
Kilka skurczów przepony 159
W bezimiennym miejscu 163
Aby przyciągnąć uwagę 167
Fragment:
Autoportret w krzemie
Mój portret aż tak się nie zmienił.
Głowa nadal lekko spuszczona,
jakby prosiła o przebaczenie.
Przebaczenie? Dlaczego? Za co?
Że znalazłam się w złym miejscu we właściwym czasie,
albo we właściwym miejscu w złym czasie
albo za jedno i drugie? Za to, że byłam,
choć zmuszano mnie do niewidzialności?
Nie stukaj łyżką przy jedzeniu, nie snuj marzeń na głos,
ukrywaj dym, kiedy płoniesz, i pianę, kiedy się myjesz,
kiedy się łamiesz, kości zabieraj ze sobą,
kiedy pęka dusza i spada ci pod nogi, porzuć ją, nie bierz jej w obronę.
Uwierz, życie niewidzialnych jest łatwiejsze.
I szłam drogą, którą mi wytyczono.
Szkło. Wpierw byłam szybą w szkolnym oknie pokrytą wyzwiskami
widocznymi jedynie w kurzu.
Później szkłem w monoklu – gdy jedno oko patrzyło ufnie,
drugie podawało to w wątpliwość.
Potem zaczęłam pisać… i stałam się grubym szkłem
teleskopu,
który gwiazdy przynosi na dłoni.
To samo zmęczone ludzkie oko
i te same gwiazdy – odległe o miliony lat świetlnych.
Jestem przedwczesną, ale nie fałszywą wiadomością,
moim oszustwem jest jedynie dystans.
Autoportret në silic
Portreti im nuk ka ndryshuar edhe aq,
me kokën pak të anuar sikur kërkon ndjesë.
Ndjesë për se? Ndjesë për çfarë
ndjesë se ndodhesha në vendin e gabuar, në kohën e duhur
apo në vendin e duhur, në kohën e gabuar
apo të dyja bashkë? Ndjesë se isha prani atëherë
kur më ishte kërkuar të isha e padukshme?
Mos e kërcit lugën kur ha, mos ëndërro me zë,
atje ku digjesh – mos bëj tym, atje ku lahesh – mos bëj shkumë,
atje ku shkërmoqesh – pendët merri me vete,
atje ku shpirti rrëzohet me lastik të këputur nëpër këmbë, ik e mos i dil
për zot,
dhe, besomë, jeta është më e lehtë
nëse je i padukshëm.
Dhe unë ndoqa atë rrugë që mu tha.
Qelq. Fillimisht isha xhami plot sharje i dritareve të shkollës fi llore,
që lexohej veç në ditë pluhuri.
Më pas një monokël – ajo ç’ka besonte njëri sy, tjetri e vinte në dyshim.
Dhe vonë fi llova të shkruaj… Isha xhami i trashë
i një teleskopi,
që yjet t’i jep në pëllëmbë të dorës.
Syri i njeriut po ai – i lodhur,
dhe yjet po ato – miliona vite dritë larg
gjithsesi unë nuk jam një lajm i rremë, por, veç i parakohshëm,
mashtrimi im është vetëm distancë.













