Pisarze.pl

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

Serhij Żadan Etiopia | Ефіопія

Przełożyli Ola Hnatiuk i Adam Pomorski

wydawnictwo słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2011

ISBN 978-83-7453-046-0

Informacja: seria Europejski Poeta Wolności,

148 stron, format 157×215 mm,

oprawa broszurowa

Cena detaliczna: 34 zł

 

Nota:

Żadan jest znawcą i kontynuatorem bogatej spuścizny ukraińskiej awangardy pierwszych dekad XX wieku. W tonacji kpiarsko-buntowniczej podejmuje też zapomnianą tradycję rodzimego anarchizmu – wyróżniającego się zasięgiem, siłą i rangą w międzynarodowych dziejach tego nurtu. Te tradycje ideowe i artystyczne stanowią odtrutkę i dla trupich jadów upadłego sowieckiego etatyzmu, i dla uroszczeń nacjonalistycznych. Łączą się też ze zdrowym sceptycyzmem wobec realiów współczesnej cywilizacji i kruszącego się tradycjonalizmu. Bunt i kontestację spowija aura humoru i liryzmu, ciekawie godząc się z offową poetyką wielkomiejskich subkultur, stylów i zjawisk kultury pop. Ostatni tom wierszy Żadana, Etiopia, wiele motywów i tytuł zawdzięcza mitotwórczej utopii rastafariańskiej. Na jego integralną konstrukcję składają się dwa cykle: lapidarnych, na wpół łotrzykowskich ballad, na prawach pastiszu, a nieraz parodii respektujących reguły metrum i rymu, oraz sowizdrzalskich „romansów” – których sprozaizowany vers libre buduje niemal satyryczny komentarz do groteskowych przejawów życia społecznego dzisiejszej Ukrainy.

Biogram:

Serhij Żadan – poeta i prozaik, performer i reżyser. Urodził się w roku 1974 w Starobielsku. Na Ukrainie uwielbiany głównie przez młodsze, posowieckie pokolenia czytelników. Cieszy się również popularnością poza granicami swojego kraju. Jurij Andruchowycz wymownie skwitował jedno z jego dzieł: „Cóż, znowu napisał swoją najlepszą książkę”. Po polsku ukazały się dotychczas: zbiór wierszy Historia kultury początku stulecia (2004) oraz tomy prozy Big Mac (2005), Depeche Mode (2006), Anarchy in the UKR (2007), Hymn demokratycznej młodzieży (2008) i Odsetek samobójstw wśród klaunów (2009). Mieszka w Charkowie.

Spis treści:

Palacze

* * * („Był listonoszem w Amsterdamie…”) 7

* * * („Od trzech dni coraz gęstsza pomroka…”) 13

* * * („Śmierć marynarza rzecznej flotylli…”) 19

* * * („Wspominam głosy, co w natłoku…”) 23

* * * („Mgła / dowódcom polowym / serce w piersi zasnuwa…”) 27

* * * („Radość jest walką, a nie nawykiem…”) 31

* * * („Morze jak asfalt nagrzane w skwarze…”) 35

* * * („Długo naszego trzymałeś się brzegu…”) 39

* * * („Zawsze żywiłem szacunek dla zawodowego sportu…”) 43

* * * („Ucieka ciepło z mieszkalnych kwartałów…”) 47

* * * („Słońce się chowa pod topolami…”) 51

* * * („Czarna gwiazda aresztu uwiesiła się na pułapie…”) 53

* * * („Łatwo dogadałem się z konduktorem…”) 57

* * * („Ten pierwszy pracował na odlewni…”) 61

* * * („Kielnią na murze dzwonią murarze…”) 65

* * * („Wszystko to się wydarzyło raz z chińskimi imigrantami…”) 67

* * * („Starzy gadają, że śmierć, że czas…”) 73

* * * („Ani najmniejsza dziewczynka z Chinatown…”) 79

* * * („Fabryki w deszczu jak w ciężkiej żałobie…”) 83

* * * („Czas działa dla mnie – czas mnie zabija…”) 85

Poeci

Świetni młodzi poeci 91

Zagłada eskadry 97

Jewtuszenko 101

Ochrona zdrowia 107

Trzydzieści dwa dni bez alkoholu 113

Życie w biegu 117

Komenda wojskowa 123

Pinokio 127

Tak hartowała się stal 131

Ruchome święto 137

Fragment:

Był listonoszem w Amsterdamie,

jechał na prochach, miał abbę w programie,

oglądał porno w dni wolne od pracy.

Kumple, pijacy-radykałowie:

– Marycha – mówią – zawróciła nam w głowie,

kanał, rozumiesz, leżymy na cacy.

W kraju stagnacja i buractwo,

aferałowie, sprzedajne lewactwo,

w ogóle dno. A tam – też wesoło:

widziałeś tych gównokratów z Brukseli?

Wolność i wolność, niech szlag ich strzeli,

a spróbuj dostać normalne zioło!

Ale na Wschodzie jest jeszcze kraina,

może ostatnia dziś, jedna jedyna,

w której nie zgasła jutrzenka swobody!

Tam lud okowy zrzuca: bez kitu!

Spróbuj zbudować kanały zbytu,

zawieź im dłoń wyciągniętą do zgody.

Tam sama radość i życia uroki,

Cerkiew Moskiewska odczynia uroki

i cześć oddaje Jah. Pod kontrolą

związków tam branża tekstylna rozkwita

i reszta usług, porządek i kwita!

Piosnki w kołchozie na miedzy świergolą.

Tam piołunówkę się pije na katar.

Demonów kobiecokształtny awatar,

noc kryjąc czarną w głębokim gardle,

każdą tam spełni twoją zachciankę.

Miej, bracie, rozum: przywieź afgankę! –

przekonywali go kumple zajadle.

Wyruszył zatem na szlak bez hałasu.

Na skrzydłach linii lotniczych Donbasu,

co na śniadanie serwują pół wora,

wyzbywszy się całego majątku,

marząc o innym, obłędnym porządku,

ze strefy Schengen znikł jak kamfora.

Zstąpił na ziemię w mieście Doniecku,

z języków obcych mówiąc tylko po grecku,

którą to mową ponoć każdy tu włada.

Tubylcy dwaj powitali go w raju:

kierowca forda wraz z kumplem na haju.

Na niebie gwiazd odchodziła parada.

Kierowca rzecze: – Czuj się jak w domu.

Dobrze jest, ziomku. Komu jak komu,

tobie załatwi się skun, nie ma sprawy.

Jedziemy, bracie, do Stachanowa,

tam raj na ziemi: gospodarka planowa,

na cały Amsterdam starczy trawy!

Świat leżał zmierzchem jak lodem skuty.

Była zima. Zaczynał się luty.

Księżyc jak puszczyk dopędzał ich w biegu.

Pełgał żar niespokojnym blaskiem,

ciągnął huragan ku hałdom donbaskim,

dusze w głębokim tonęły śniegu.

Na kilometrze czterdziestym piątym

wicher ogarnął ich kołomątem

i mrok jak torf ze złóż plejstoceńskich.

– Johann, kaput! – kierowca rzecze –

pomódl się lepiej do swoich, człowiecze,

wszystkich świętych amsterdamskich i męskich!

Mróz ściął paliwo i w ustach słowa.

Śmierć od morza szła, od Azowa,

nad nimi krążył zaś demon smutku.

Żeby się rozgrzać, wytrąbił z dziurki

dezodorant, próbował z komórki

gdzieś się dodzwonić, ale bez skutku:

„Abonent czasowo niedostępny.

Życie to proces w ogóle podstępny

jak wir na rzece. Dla nieboszczyka

śmierć to nie strata. Po prostu się zmienia

operatora i ustawienia:

dźwięk połączenia pomału zanika”.

Він був листоношею в Амстердамі,

слухав аббу, сидів на трамі,

дивився порно у вихідні.

Друзі його, пияки-радикали,

говорили: „Ми все провтикали,

ми, можна сказати, по вуха в лайні.

В країні стагнація і мудацтво,

лібералізм і продажне лівацтво,

і неясно, що нас трима на плаву.

Євросоюзом керує сволота.

Вони говорять – „Свобода, свобода”,

а піди-но, купи нормальну траву.

Але на Сході ще є країна,

вона сьогодні, можливо, єдина,

де сонце свободи не встигло зайти.

Де вірять в людину – вільну, розкуту.

Спробуй пробити канали збуту,

давай наведемо культурні мости!

Там втіха сходить на кожну хату.

Церкви московського патріархату

знімають вроки і славлять джа.

Мануфактура та інші крами

там контролюються профспілками,

і співом ясніє колгосна межа!

Там п’ють абсент при застудній хворобі.

Там демони у жіночій подобі,

сховавши в горлі темну пітьму,

сповнять усяку твою забаганку.

Давай, чувак – привези афганку!” –

повторювали вони йому.

І він ступив на цю дивну трасу.

Авіалініями Донбасу,

де на сніданок – лише бухло,

мріючи про країну шалену,

він вилетів за кордони шенгену,

лишивши все, що в нього було.

Ступивши на землю в місті Донецьку,

з усіх іноземних знаючи грецьку,

яку тут нібито знали всі,

він трапив до рук дивовижній парі –

водій на форді й друг на кумарі.

І сяяли зорі у всій красі.

Водій сказав: „Все нормально, зьома,

давай, почувайся у нас, як вдома,

тут друзі навколо, бачиш і сам.

Ти трапив на землю обітовану.

Їдьмо в Стаханов, там стільки плану,

що вистачить на весь Амстердам!”

Був простір вечірньою сутінню скутий.

Стояла зима. Починався лютий.

І місяць за ними гнався, як птах.

Тривожно світилися терикони,

на Україну ішли циклони,

й душі тонули в глибоких снігах.

На сорок п’ятому кілометрі

вони застигли в злій круговерті,

і тьма огорнула їх мулом густим.

Водій промовив: „Йохан, братішка,

по ходу, виходить, усім нам кришка,

молися своїм растаманським святим!”

Замерзло пальне і стихала мова.

Смерть надійшла із портів, з Азова,

і демон смутку над ними літав.

Випивши дезодорант, щоб зігрітись,

він намагався комусь дозвонитись,

але телефон йому відповідав:

„На даний момент абонент недоступний.

Життя – процес взагалі підступний,

так ніби тонеш серед ріки.

Смерть твоя – невелика втрата,

просто змінюється оператор,

й повільно зникають вхідні дзвінки”.

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

POLECAMY NOWOŚCI WYDAWNICZE


Pisarze.pl
E-tygodnik literacko-artystyczny
Numer 21/12 (92)
ISSN: 2084-6983



Dziś René Magritte

 Zdradliwość Obrazów, Zagubiony Dżokej oraz Terapeuta to najbardziej znane obrazy René Magritte’a.

więcej>>

Coraz więcej listów do Państwa, coraz więcej wierszy, mało prozy, widać, że nie cieszy się ona specjalnymi względami, albo może prozaicy są bardziej skryci, bardziej tajemniczy.




Strona oparta na Joomli