Trans-Polonia. Z Gdyni w świat. Jubileuszowa Sesja Naukowa w Teatrze Miejskim im. Witolda Gombrowicza w Gdyni
pod redakcją Agnieszki Osiwalskiej
wydawnictwo słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2012
ISBN 978-83-7453-673-8, EAN 9788374536738
Informacja: 186 stron, format 140×205 mm, oprawa broszurowa
Cena detaliczna: 34 zł
Nota:
Patron Teatru Miejskiego w Gdyni, Witold Gombrowicz, jest jednym z najbardziej trans-offych twórców w kulturze polskiej, nie tylko jako autor powieści Trans-Atlantyk, ale także jako pisarz wybitnie transkulturowy, który w swoim dziele stale kwestionuje zastany horyzont. Jest to również autor suwerennie transgenderowy, pisarz, który zakwestionował zarówno patriarchat, jak i matriarchat, destabilizując kulturowe stereotypy płci. Z kolei Gdynia w definiowaniu ducha miejsca chętnie odwołuje się do formuły polskiego „okna na świat”. Gombrowicz i Gdynia to otwarcie polskiego doświadczenia na spotkanie z tym, co odmienne, co wykracza poza uświęconą tradycję, oswojone myśli, uznany styl. Trans-Polonia. Z Gdyni w świat to zbiór tekstów poświęconych rozmaitym fenomenom transkulturowym w dramacie i teatrze, od Gombrowicza przez Różewicza, Pankowskiego, Białoszewskiego, Augustynowicz i Witkowskiego po dramatopisarzy współczesnych.
Agnieszka Osiwalska
Studentka Filologicznych Studiów Doktoranckich na Uniwersytecie Gdańskim. Jako pracownik Działu Literackiego Teatru Miejskiego im. Witolda Gombrowicza w Gdyni w sezonie 2009/2010 współorganizowała w teatrze Jubileuszową Sesję Naukową „Trans-Polonia”.
Fragment: Trans-Polonia Zbigniewa Majchrowskiego
Trans-Polonia to słowotwórcza prowokacja, formacja utworzona na podobieństwo Gombrowiczowskiego Trans-Atlantyku, który nie jest po prostu transatlantyckim statkiem, tak jak Nie-Boska komedia Zygmunta Krasińskiego (jakże często pisana błędnie i dodatkowo przypisywana Krasickiemu) nie jest zwyczajną nieboską komedią. Rzecz jasna, „trans-” nie musi być odczytywany jedynie w funkcji modyfikującej znaczenie wyrazu podstawowego, równie dobrze może być bowiem rozumiany samoistnie, rzeczownikowo, jako trans właśnie – stan zachwianej, szczególnie pobudzonej (czy przeciwnie: uśpionej) niekontrolowanej świadomości w odurzeniu, oszołomieniu, zamroczeniu, upojeniu, uniesieniu, zachwyceniu… Trans to pojęcie cokolwiek niebezpieczne, niewątpliwie nadużywane na gruncie dwudziestowiecznego teatru, zwłaszcza w opisach kondycji aktora. Notabene nie znajdziemy tego słowa w Słowniku terminów teatralnych Patrice’a Pavisa. Mnie jednak nie interesuje w tej chwili ów trans artystyczny (o ile trans może w ogóle być artystyczny i o ile nie stanowi zaprzeczenia artyzmu), mam bowiem na uwadze trans patriotyczny, którego niedawnym przejawem była Polska w transie żałobnym.
„Trans-Polonia” niech przyniesie refleksję nad Polską w transie. Nasuwa się od razu kilka możliwych wykładni Trans-Polonii. Można zatem, po pierwsze, przyjąć rozumienie transgraniczne. Trans-Polonia to Polska bez granic bądź Polska poza granicami czy ponad granicami, Polska nie substancjalnie terytorialna, ale Polska emocjonalna, Polska duchowa, Polska fantazmatyczna. Na dobrą sprawę przez lat dwieście, z małą przerwą na dwudziestolecie międzywojenne, żyliśmy jako społeczeństwo polskie w mniej czy bardziej niesuwerennych strukturach państwowych, przenosząc Polskę w aktach symbolicznych, z serca do serca (jak w tej słynnej scenie pomiędzy Panną Młodą a Poetą w Weselu Wyspiańskiego: „o, niech tak Jagusia przymknie / rękę pod pierś”), i tak z pokolenia na pokolenie.
Jednocześnie nie można zapominać o transgraniczności polskiego interioru, co podkreślał chociażby Andrzej Kijowski, najbardziej obrazowo w filmowym Weselu Andrzeja Wajdy (1973), którego był scenarzystą; myślę o słynnej scenie z Jaśkiem, miotającym się na koniu pomiędzy granicznymi patrolami. A w jednym ze swoich esejów, Niemcy, Polacy i inni (1978), zauważał:
„Podróżny przejeżdżający przez Polskę po dziś dzień widzi ślady przecinających się dawniej granic: zmieniający się styl budownictwa i plan zabudowy osiedli i inne jeszcze różnice – nawet w zachowaniu ludzkim i języku, ale nade wszystko spostrzec musi rozciągnięte wzdłuż owych granic garnizonowe miasteczka, obudowane ceglanymi blokami rosyjskich, niemieckich i austriackich koszar”.
Sam pamiętam z okresu dzieciństwa i młodości jeszcze inny stały element nadmorskiego pejzażu, który socjalistyczna ojczyzna dodała do tych śladów – co krok tablica „Strefa przygraniczna”, co dwa kroki: „Teren wojskowy. Wstęp surowo wzbroniony”. Zresztą już płot oddzielający kąpielisko strzeżone od „dzikiej” plaży to były nieomal wojskowe zasieki, które siłą rzeczy wywoływały skojarzenia z drutami obozów koncentracyjnych na tylu zdjęciach i filmach, których nam, dzieciom, nie szczędzono od początku szkoły podstawowej. W ogóle z tego okresu życia najlepiej to właśnie pamiętam: wszędzie wokół dużo drutu kolczastego. Otoczone nim były nie tylko tereny wojskowe i strategiczne zakłady pracy, nie tylko port czy składy opałowe, ale także pracownicze ogródki działkowe, a nawet ogródki jordanowskie.
Wewnętrzna granica uobecnia się również w powieści Michała Witkowskiego Lubiewo, gdzie w jednym z epizodów emerytowane polskie cioty opowiadają, jak to w młodości przebrane za dziewczyny przedzierały się na seksualne spotkania z radzieckimi żołnierzami stacjonującymi w koszarach we Wrocławiu na Krzykach:
„[…] wysoki mur, cały popisany tak w porządne napisy w czterech językach, że zabronione zbliżanie się na odległość strzału. Na jego szczycie zardzewiałe druty kolczaste. I co kilkanaście metrów stróżówka z wartą. […] Wdrapywałyśmy się na mur, tak jakoś około pierwszej w nocy, jedna drugą podtrzymywała i za chwilę ukazywała się głowa w czapce wojskowej, w takiej wieży strażniczej w murze, no i się pytał ten wojskowy szeptem:
– «Czto?» – To my mu zawsze na to:
– «Eta my, diewoćki!».
Przekraczanie muru koszar Armii Czerwonej było nie tyle naruszaniem „bratniej” granicy polsko-radzieckiej, ile złamaniem patriotycznego zakazu kolaboracji z okupantem, co gorsza, kolaboracji seksualnej, a nawet jeszcze gorzej – nieheteronormatywnej.
Trans-Polonia prawdziwie nie zna granic. Oto jesienią 2010 roku w warszawskim Muzeum Techniki została otwarta wystawa PRL. Eksport architektury i urbanistyki z Polski Ludowej. W prospekcie ekspozycji można było przeczytać: „PRL była cenioną marką w okresie zimnej wojny […]. Dotyczyło to zwłaszcza pracy architektów, urbanistów i inżynierów, której ważnymi odbiorcami były kraje postkolonialnego Południa. Wystawa prezentuje wybrane projekty polskich specjalistów pracujących na kontraktach central handlu zagranicznego w Iraku, Syrii, Libii, Algierii, Ghanie i Nigerii […]. Architekci, urbaniści i inżynierowie przywozili ze sobą zarówno tradycję polskiej architektury międzywojennej, jak i doświadczenie wielkich socjalistycznych placów budowy […]”. Zatem, jak widać, można mówić nie tylko o Trans-Polonii, ale i o Trans-PRL-u! Ten skrótowiec to dobry sposób na wyłączenie okresu Polski Ludowej z Polski mitycznej. Polska Rzeczpospolita Ludowa pisana literowym skrótem przechodzi z żeńskiej do męski kategorii gramatycznej, a zmaskulinizowany PRL, „ten” PRL, traci kobiece piękno Polonii, staje się ciałem obcym na alegorycznym wizerunku Ojczyzny. Polonia przybiera tymczasem postać „sentymentalnej panny S.”, opiewanej w 1982 roku przez Jana Krzysztofa Kelusa, a kilka lat później przez Jacka Kaczmarskiego.
Trans-Polonię można zatem pojmować transfiguracyjnie, zarówno jako konstytucyjne, jak i niekonstytucyjne przewcielenia ojczyzny. Jednym z takich przewcieleń była z pewnością Solidarność jako metonimia wolnej Polski.
Trans-Polonia to również projekt indywidualny, efekt osobistych aktów transgresyjnych. Najczęściej wyrażają się one w sekwencji pytań. Jak przekroczyć Polskę jako polskość? Czy i jak być/żyć poza Polską? Jak wracać do Polski? „Granica zawsze była naszym wyzwaniem i zadaniem” – pisał Marek Bieńczyk w dniu wejścia Polski do Unii Europejskiej w felietonie na łamach „Tygodnika Powszechnego”.
Spis treści:
Zbigniew Majchrowski, Trans-Polonia 5
Małgorzata Dziewulska, Ślub na granicy historii 17
Grzegorz Niziołek, Resentyment i charyzma. Figura papieża w polskim teatrze lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych 33
Jacek Kopciński, Człowiek transu. Magnetofonowe sesje Mirona Białoszewskiego 55
Agata Chałupnik, Ciało poety. Pankowski i Różewicz wobec tradycji romantycznej 75
Monika Żółkoś, Gombrowicz w świecie zwierząt 93
Robert Cieślak, Trans-misyjność teatru Anny Augustynowicz 105
Stefan Ingvarsson, Correct i futti frutti. O przekładaniu Witolda Gombrowicza i Michała Witkowskiego 123
Krystyna Duniec, Joanna Krakowska, TRANS-SFER. Dyskurs intymny w sferze publicznej 131
Agnieszka Osiwalska, Żywot transseksualny po polsku (kalendarium) 149
Przypisy 165
Biogramy 179













