Pisarze.pl

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
POEZJA


Wiersze tygodnia – Cezary Sikorski


Bogumiła Wrocławska



 

 Jeden dzień z życia Klitajmestry

 

1.

W dzień dodatkowy trzynastego miesiąca lub

W nocy między miesiącem trzynastym i pierwszym,

Gdy słońce dojrzewa i zrównuje się z nocą

Lub księżyc się przesila i zbliża się burza –

Stoję przed oknem i nasłuchuję. Mój okres

Się spóźnia. Już powinnam mieć w sobie tę siłę,

Lecz nie mam. A tu wszyscy się cieszą: stary król

Żyje i właśnie wrócił do mnie. Mąż zbrojny i

Słaby, co z przyszłości przybył i wziął mnie siłą,

A po drodze ranił bliskich, obcych mordował.

Teraz tuż za mną brud z siebie zmywa, gwiżdże

Pod nosem i wola, bym podała mu ręcznik.

Więc idę w jego stronę. Gdy w oddali już grzmi.

Wiatr się nasila i wciska mi pod powieki

Suche łzy piasku. Wiem – ten trzynasty miesiąc jest

Straszny. Lecz przecież już się kończy. Zatem pora

Królom odchodzić, już pora znów ich zabijać.

 

2.

Wielki jest dom Atrydów. Drzwi w nim ślepych wiele

I nadto okien z widokiem martwym. Zbyt dużo

Ma komnat pustych i mrocznych, które na próżno

Łączą ze sobą zbyt liczne korytarze. Tu

Łatwo się zgubić i nie sposób się odnaleźć.

Córki w nim ciągle szukam. I syna, bo jego

Też dom ten zgubił, jak armie całe pod Troją.

– Lecz króla znalazłam bez trudu. Nagi był, więc

Okryłam go szczelnie koszulą. A teraz

Nadal leży w wannie, choć woda już wystygła.

Nie mówi nic. Za oknem chyba się zmierzcha. Lub

Burza jest blisko i staje się mętną ciszą.

Rzeczy coraz słabiej wiążą się między sobą.

Z szarych kątów chłód ku mnie wypełza, lecz lęk nie

Nadchodzi. Przytulam się czule do swych dłoni

I żądza mnie ogrzewa. Nabrzmiewam cała i

Ręce mam lepkie od krwi – mojej i jego.

Stary król chyba nie żyje, a ja znów krwawię.

 

3.

Stoję przed domem Atrydów. Cień jego nadal

Mnie trzyma, nogi grzęzną w błocie, a ulewa

Zamyka mi oczy. Kontur rzeczy jest trochę

Rozmyty. Pierwszy plan niezbyt wyraźny. Więc nie

wiem, czy pies tędy właśnie przebiegł, czy może ptak przeleciał.

Lecz poza mną pejzaż się ożywia.

W tle kształty nawet zaostrzają się. Już prawie

Widzę dokąd odejdę, gdy dom mnie wypuści.

– Postrzegam zarys drzew. I drogę między nimi.

I poetę, co przywędrował z daleka i śpiewa stare

Historie. I handlarzy, co liche towary

Ciągną na targ na osiołkach. Tak oto świat się

Rozpadł i znów poukładał na moich oczach.

Pora odejść, póki mogę. Zrobiłam wszystko,

Co miałam zrobić. Muskam jeszcze wzrokiem dzieło

Mego stworzenia. Chyba jest, jak być powinno.

Ludzie krzątają się cicho, a przyroda im

Raczej sprzyja. Niepokoi tylko sylwetka na

Odległym zakręcie drogi. Przy wielkim dębie,

Gdzie słońce wciąż mocno świeci, a świat wolny jest

Od Erynii. Poznaję go – po tym, jak na boki

Się kiwa i włosy odrzuca z czoła. I już

Pewna jestem. To mój Orestes wraca po mnie.

 

(z książki Droga z Daulis do Delf, Szczecin 2009)

 

 

(Anaksymander też miał lustro…)

 

Anaksymander też miał lustro.

Kiedyś klarowne i czytelne

Dawało obraz prapoczątku.

Lecz wnet zmętniało i poblakło.

 

Aby odzyskać szklistość oka,

Musiał się zbliżać do odbicia,

W spękanym srebrze odkryć starość,

Rysunek rzek i brzegów morskich.

 

Codziennie jakiś nowy szczegół:

Gnomon, planety, kontynenty

I obrys twarzy mniej wyraźny,

Jak oddech ojca tuż przed śmiercią.

 

W odbiciach martwych wracał ojciec,

Kolejny raz umierał Tales.

Jak ślepy patrzył w czarne lustro.

Widział swój kres i świata bezkres.

 

(z książki Droga z Daulis do Delf, Szczecin 2009)

 

 

Platon i cieśla Józef

 

Już zmierzcha, lecz pracuje cieśla Józef.

W półmroku stoi stół. Jest prawie gotów.

Wciąż gładzi jego blat i szepce czule:

Jest piękny i prawdziwy jak idea.

 

Filozof drąży w skale korytarze.

Poeta błąka się w ciemności po nich.

Zmęczony cieśla ma w warsztacie okno,

Za którym dobrze widać nawet w mroku.

 

Na szarość poza domem patrzy Józef.

Zasypia tam powoli świat idei.

To stamtąd właśnie przyszła jego żona.

Z pojęciem syna stoją razem w progu.

 

Nie radzi sobie Józef z esencjami.

Przerasta jego życie ta historia.

Gdy żona uspokaja dziecko, mówi:

Mnie lepiej wyszedł stół niż nasz syn Bogu.

 

(z książki Droga z Daulis do Delf, Szczecin 2009)

 

 

Sen Dürera (z siódmego na ósmy czerwca 1525)

 

Zazwyczaj śni dokładnie

niczym cyrulik rozdziela

gęstą sierść zająca

i zmarszczki matki

 

Rzeczy i ludzie bez ruchu

precyzja utrwala spokój

 

Lecz cienka kreska służy

szaleństwu wyobraźni

Rycerz zmierza przed siebie

niespiesznie mija śmierć diabła

trafna diagnoza sprawia

że zaraz ruszą za nim

Jeźdźcy apokalipsy

formują szyki i cwałują

przez majaki

nad ranem

 

Arytmia nocnych koszmarów

podważa statykę jawy

i czyni dwuznacznym

każdy solidny pejzaż

Michał jeszcze nie przybył

i śpi nadal senne miasteczko

lecz nad nim jak winogrono

zwisa już skrzydło smoka

 

Nadchodzi burza czerwcowa

nie budzi lęku stęchłe powietrze

poukładany warsztat senny

przerabia abstrakcje w zmysłowe dane

 

Zatem szybko pisać szybko malować

i śnić jak najdłużej by nie zapomnieć

kilometrowych kolumn zrazu błękitnej

akwareli niebiańskich atramentów

i nawałnicy ultramaryny

która jak morze wielką falą

już się przelewa przez odległy horyzont

na zgubę klarownej sieny

i płowych żółci

zmienianych w zgniłe zielenie

 

Więc zamknąć oczy

i spojrzeć jak najgłębiej

wszystko co widać już jest

lub zaraz będzie

 

Trudno jest tylko zasnąć

obudzić żadna sztuka

 

(z książki Monadologia stosowana, Szczecin 2011)

 

 

O pożytku z nicości i nieskończoności

 

                   …i zawieszony między dwiema otchłaniami,

                        Nieskończonością i Nicością, zadrży

                        na widok cudów;

                                               Blaise Pascal, Myśli, 1657 (?)

 

Krąży w labiryntach monosylab oddech.

Słodki szyfr języka. Wonny szept wilgoci.

Skóra traci szorstkość i w krzywiznach ciała

łączy krople potu. Tutaj tłumią myśli

 

archetypy brzucha, rozpulchnione słowem

przyległości bioder. Ślepych losów zawsze

więcej niż zamiarów. Bo krew znaczy cele

w dystrykcie szaleństwa. I sen spaja racje,

 

aby trwała cisza. Puste nic na przedzie

i nic później prawie. Kurz jak ołów ciężki.

Pomarszczona woda po wielkich przypływach.

 

By się nie rozproszył gwiazdy pierwszej pomruk,

szum odległych światów, nieskończoność wzoru,

jaki pozostawia w nas zbyt duża przestrzeń.

 

(z książki Monadologia stosowana, Szczecin 2011)

 

 

Cieśla Józef i syn

 

On nie jest z mojego świata.

 

Przeszkadza, gdy drążę przejścia

w zmartwiałych klocach materii,

gdy zmierzam na drugą stronę

i przestrzeń dzielę i spajam.

 

Nie widzi tego wysiłku.

 

Tych starań, by każda z części

zamarła w wiecznej całości

i stała się wreszcie czymś innym

niż pustą nazwą rzeczy.

 

Widzę w nim więcej niż jestem.

 

Podobny do matki, odkrywa magię

i wierzy w światło. Nie na mnie

spogląda, lecz w ciemność.

Na przekór, by ją rozproszyć.

 

(z książki Monadologia stosowana, Szczecin 2011)

 

 

Lalki

 

                            Dla Joanny Łuki

 

Wydają się martwe, gdy ubiór nie kryje

niczego i łatwo jest śpiewać. Znudzone

piosenką stawiają swe suknie jak żagle

i nikną daleko w języku ukrytym

 

w podbrzuszu. Tam żyją i tam rozwijają

mowę skojarzeń. Tam się starzeją w szybkim

życiu lalek i zmysły ostrzą wciąż płynąc.

Prawie dorosłe potrafią łączyć twarze

 

z fragmentów i dłoniom dać smukły rysunek,

zwilżyć rozwarte nogi i zapleść ręce.

Gdy słów przybywa, bawią się w ontologię:

 

jak się w pałubie łączą uda z biodrami?

Jak w ich zwieńczeniu lęgną się pokolenia?

Kiedy z nich płyną soki? Kiedy pojęcia?

 

(z książki Pięćdziesiąt cztery sonety w opracowaniu graficznym)

 

 

Śmierć poety

 

                            Dla Kasi Żabińskiej

 

 

Poeta umiera zbyt szybko. Jak wszystko –

zamyka oczy i tak się kończy spektakl.

Przestaje falować draperia; w powietrzu

ustaje ślad ruchu; znowu ciężki jest kurz.

 

O chwilę dłużej trwają przedmioty. Jeszcze

by chciały gorliwie służyć, lecz przecież już

opuszcza je piękno codziennych wydarzeń,

już tkwią w melancholii i gasną jak cienie

 

słów. Wtedy się z boku na bok przewracają

kochanki o pełnych brzuchach, dla których lód

przynosił z krainy zwątpienia; budzą się

 

nagle dziewczyny o zbyt mocnych marzeniach,

bo znów śnią różę. Ona, jak sprzeczność czysta,

jest snem niczyim pod powiekami wielu.

 

(z książki Pięćdziesiąt cztery sonety w opracowaniu graficznym)

 

 

tren na odejście marii

 

jestem już pewien że to była maria

ślady na ciele budziły wątpliwości

sińce na udach i podkrążone oczy

sterylny zapach mylące milczenie

 

lecz w domysłach miłosnej histerii

nie było rzymskich żołnierzy

raczej makutra którą ściskała za mocno

zaduch pralni którym przesiąkła

i przepowiednie po zmroku

od których krwawią oczy

 

z każdą pauzą długą jak miesiąc

rosła biblijna szarada i coraz bardziej

ciążyła niesiona przez nią tajemnica

tedy zamknąłem okna przed żywiołami

i oczyściłem obejście z wszystkiego

co nieszczególne

 

na nic to! wszystko na nic!

chaos wciąż podpowiadał przyszłość

każdy drobiazg tylko potwierdzał

prymat przeznaczenia

i przemoc prawdy ogólnej

 

już wcześniej dostrzegłem

że zbyt rozumnie czeka na rozwiązanie

dlatego była wierna tylko do porodu

sylogizm rozstrzygnął się w drodze

zgodnie z obcą logiką bez bólu

w cieniu rzęs w ciężarze dłoni

w myślniku ukrył się logos

 

nie wiem jak przyszła bo nigdy nie była

widzę jak idzie nie odwracając głowy

zostawia starca co się opiera boleśnie

o pitos pełen wody

przegrał zakład stoi jak posąg

który po latach ożywi obcy symbol

więc nawet jeśli nic się nie zdarzy

utrata sensu jest chwilowa

 

O bogowie!

którzy nie przyszli nie byli nasi

więc nigdy nie odchodzą

 

(z książki Według Józefa, w opracowaniu redakcyjnym)

 

 

zazdrość w józefie cieśli

 

ten który bywa wszędzie

musiał być także w tobie

zasiał ziarno czułości

i niecierpliwość czekania

 

zmył moją sól ze skóry

dziś pływasz w innym morzu

czuję jak obcy wiatr prowadzi twoje włosy

 

nie mam żadnych dowodów

być może tamtej nocy

schroniłem się w pobliżu

lecz ten co bywa wszędzie

potrafi być najbliżej

kieruje oczy w cudzą stronę

usztywnia dłoń zawiesza słowa

 

pewnie i mnie odwiedził.

obkurczył myśli w słońcu

i zbliżył grzbiet do ziemi

pokarał czkawką podejrzeń

 

który jest wszędzie nie daje nic

lecz pozostawia przy nadziei

 

(z książki Według Józefa, w opracowaniu redakcyjnym)


 


Wiersze tygodnia – Izabela Fietkiewicz-Paszek


Bogumiła Wrocławska




Szkic topograficzny [z pamięci]

 

Księga Koheleta

 „Nie ma pamięci o tych, co dawniej żyli, ani też o tych, co będą kiedyś żyli, nie  będzie     wspomnienia u tych, co będą potem”

 

dla Anety & Jacka


ulica kordeckiego. nasze głosy wciąż się tu włóczą.

historia nie skończy się, dopóki kamień w splocie,

dopóki majaczą we mnie słowa: że noc, że zmęczenie, że drzewo.


*

ulica kordeckiego. prywatna misja. bruk milczy, ja pełnię wartę

nad pytaniem: czy ty się naprawdę wydarzyłeś? dowody się wykruszają,

a żadne zaklęcia, genetyczne figle ani sztuczki umysłu

nie chcą przywrócić twojego zachwytu

nad górami. owszem, pojawiasz się: w środku frazy ciechowskiego,

w pocałunkach dzieciaków na naszej ławce,

w pęknięciu na szybie. wtedy próbuję złapać ostrość, zlokalizować

ten ból. świat poradził sobie przecież bez ciebie.

akomodacja nie powinna trwać ćwierć wieku. dlaczego więc dzisiaj,

kiedy asfalt ślinił się od upału i słońce retuszowało mu tatuaże,

nawet one układały się w nasz szyfr?


*

ulica kordeckiego. bolesna pręga na mieście. koślawy krawężnik

urasta do rangi zabytku, okruchy butelki chcą być zielonym światłem

szmaragdu. mój wystudiowany spokój rozbija się tu

o tłum bezokiennych monad. myślę natrętnie o biografii

skróconej do epizodu. o tym, że w dwutysięcznym oboje mieliśmy być

tuż po trzydziestce. futurystyczne rachuby zawiodły, i ciebie, i mnie,

za horyzont – przecięty wieżą kościoła.


*

ulica kordeckiego. wiatr rozbujał gałęzie modrzewia.

wiesz, jest w tym jakaś pieszczota.

rok 2008, sierpniowy wieczór. deszcz, chyba ciepło.

a u ciebie?


------------------------------------------------------------------------------------------------

 

esprit d'escalier


w gazetach znów pieprzą o końcu świata, bardziej się boję

o twój poziom prolaktyny i wrośnięty paznokieć

marcina (osiem szwów!). ale jeśli chcesz, zbudujemy schron

dla naszych słabości. pismami dyżurnych profetów uszczelnię

drzwi. gorzka czekolada i wyliczanki z przedszkola ułatwią


czekanie. skąd spokój? od zawsze noszę w sobie ziemię. zresztą

i ja dałam się kiedyś strącić w nowe milenium. miał być koniec, był

skorpion malowany na skroni i szampan w wannie. na balu

spotkałam czwórkę przyjaciół z dzieciństwa – czy potrzeba

jaśniejszego znaku? ale to śnieg i wódka topniały nam w ustach,


nie świat. została plama na skroni, kieliszek z napisem „2000” i ból.

jakby w głowie kiełkował nowy strach, jakby się skradał niepewnie

po noworocznym śniegu, zaskakujący jak myśl, że już czas


mieć dziecko. i stało się

ważniejsze od końca świata,

którego nie było. którego nie ma. którego nigdy nie będzie.


--------------------------------------------------------------------------------------------


[coraz częściej w snach lód się zamyka]


coraz częściej w snach lód się zamyka

nad nami oszronione gałęzie modrzewia

nikną i matowieją a jednak wciąż są


bardziej realne od twojego śmiechu (konkurs

w pluciu na odległość skórkami z brzoskwini

pod kościołem) od czasu gdy cię inspirował


mój pieprzyk pod lewą łopatką (równoramienny

trójkąt ze sprzączką stanika i ponoć jakimś punktem

którego poza tobą nikt nigdy dostrzegł) wzruszał


pięcioletni plan działań gimnastyczno-zawodowych

który jak każdy z moich planów zgubił się gdzieś

między wierszami monitami rachunkami


popatrz: cóż za ironiczna bliskość

rachunków z rachubami

i z porachunkami


*

to była prosta obietnica:


staniemy kiedy skończy się bieg

a jednak sprawy nie poukładały się tak łatwo


powoli wzrok się przyzwyczaja do innego światła

uspokajasz: wielki wybuch to zawsze początek


dojrzewamy do nowych przeczuć i kłamstw np. życie

na pewno jeszcze zechce być po naszej stronie


nawet pod lodem (dziwne ale ten się zawsze skrapla

akurat na rzęsach) możemy spróbować


ponownie jakoś się urządzić


*

że nie wszystko jest prawdą?


że oliwki nadziane na piercing

wcale nie były wielką poezją? albo

że tak naprawdę w ogóle ich nie było?


dawne historie potrafią mylić

ale my wiemy przecież doskonale:


o prawdę nic się nie rozbija


------------------------------------------------------------------------------------------


Czego nie ma w protokole

 

                        Markowi

 

Na przykład papieros. Może

gdyby zapalił. Na ławce

albo pod drzewem - w letnią noc

przyjemnie pobujać się, tak beztrosko,

na krawężniku. Cykady i późne szepty. Można

jeszcze inaczej - gdyby zgasił w połowie

(chciał przecież rzucić palenie). Mógł

zagasić w połowie. Albo w ogóle

palić wolniej. Albo szybciej. Albo jakoś

inaczej. Gdyby zgubił kluczyki, potknął się

gdzieś na schodach, dostał w mordę, zgłupiał

dla jakiejś dziwki – byłby

22:18 gdzieś indziej.


------------------------------------------------------------------------------------------------


Kochankowie z Marony

nie wiem nic o twojej przeszłości, ale

dobrze znam przyszłość - umrzesz,

nim kolejna zima skuje lodem rzekę.


prawda wchodzi między nas, kiedy

nazywasz mnie imieniem żony,

opowiadasz się w kolejnych wersjach.


pobiegnę jeszcze do płońska po lekarstwa,

wpuszczę tego, który zawsze ma dla ciebie

kieszenie pełne nieba, otulę pierzyną, zrobię


wszystko, żeby nie uszło. później będę

czekać, aż twój syn zechce prześwietlić

korzenie, zapytać - dlaczego


najważniejsze jest niemożliwe.

nie bój się, ja też tylko udaję,

że żyję.


---------------------------------------------------------------------------------------------


[Sonet przez szkło]

 

                        pamięci Kazimierza Sity


W tym szkle jeszcze żyje coś z twojego ciepła.

Może ślad czułości, z jaką je trzymałeś?

Unosząc pod światło da się dostrzec nawet,

że został twój oddech – gdzieś na jego zgięciach.


Już się wydarzyło. Mimo, że ćwiczyła

od wielu miesięcy, nie umie cię oddać

bez buntu, nie umie. W tej historii koda

miała nadejść kiedyś, czas miał się uchylać


powoli, łagodnie. A tu już po wszystkim.

Chciałaby udawać, że wyszedłeś. Bliscy

czasem ot: wychodzą, wracają nad ranem.


Albo wyjechałeś. Będziesz pisał listy.

Będziesz? Pisz. Przechowa – jak szkło, jak relikty

czasów, kiedy wszystko mogło być na zawsze.

 

3/4.03.2011

http://sitaak.wordpress.com/2010/09/10/szklo/

-----------------------------------------------------------------------------------------------


[Skrzypek Chagalla]


Gdzie jest to miasteczko? Gdzie sprzedawca śledzi,

biedny chasyd Zakhar? Gdzie wąskie uliczki,

targi, synagoga, piękne Sary, Ryfki,

kiduszowe święta, gdzie lewici z Bejt Din?


Tutaj Szema Israel budziło ulicę,

a klezmerskie smyki niosły tęskne nuty

aż do późnej nocy. Tu właśnie się zgubił,

nie zdążył na pociąg, zagapił się - skrzypek


i został w miasteczku - bez Talmudu, Tory,

mądrych rad rabina; próbuje diaspory

zasiać choćby w dźwiękach – niech powietrze niesie


to, co pozostało, niech z uporem krąży,

szuka nowych imion, próbuje odtworzyć

pardes. Ktoś usłyszy. Alejhem weał bnejhem.

 

05.02.2010



------------------------------------------------------------------------------------------------


[Łyżka mleka Chagalla]

 

Jak podskórna świętość – codzienna uwaga:

podać łyżkę mleka, okryć kocem plecy,

tak spać, by nie zbudzić, i tak żyć, by rzeczy

zwykłe mu nie kradły miejsca dla rozważań,


dla spraw istotniejszych. Dzisiaj zamknął kramy,

jedzie do Witebska – sam wszystko obgada

z Jehudą, a ona (jak każe Halacha)

ugotuje koszer, sprzątnie, zmyje zanim


on wróci. Rutyna, nic wielkiego. Jednak:

jest w tym jakaś czułość, nieszczególnie rzewna,

jakby stała za nią przenikliwa jasność,


że rozpad wyrasta z codziennych zaniedbań.

Ale jest coś jeszcze: przeczucie, że pęka

ich świat, i że ona usłyszy ten nagłos.

 

10/11.02.2010



----------------------------------------------------------------------------------------


[Samotność Chagalla]

 

Jest trzydziesty trzeci. Trudno żyć zachwytem

nad profilem Belli i paryskim światłem;

w La Ruche przeczuwają nadchodzącą matnię,

choć tu względny spokój, ale ponoć Witebsk


już całkiem w chaosie. Co robić? Okryje

mu plecy tałesem, pozostawi Torę

w rękach, trochę czasu, żeby ze spokojem

doczekał do zmierzchu, by móc jeszcze chwilę


mieć za sobą sztetl, zchut awot i skrzypce,

krowę żywicielkę, kahał i tradycję.

Tylko tyle może. Dramat się dopełni


niebawem - nie będzie już nic poza szkicem

świata; i milczeniem. Pozostaną żywe,

wyraźne kolory; ocali je werniks.


14/16.02.2010



----------------------------------------------------------------------

 

[Beksiński po raz szósty]

 

Wszystko tu czytelne: są śmierci przydrożne

markujące skały, prosta, wąska droga,

przytłumione światło, fragment nieba w brązach,

żadnej bocznej ścieżki – zmysły niezawodnie


rozpoznają teren. Co innego rozum:

waży sylogizmy, szuka zarysowań,

tropiąc nieścisłości – na siłę przeciąga,

tak, by można drogę do wyjścia z wąwozu


bez końca wydłużać, zmieniać w metaforę

wiecznego powrotu. Dla rozumu koniec

jest nie do pojęcia, będzie negocjował,


układał się z wiarą – w niej przemycał ogień,

jedyną materię zdolną unieść gnozę,

dać pewność na szlaku, wyznaczyć pobocza.


28.01/01.02.2010

 


O autorce

Izabela Fietkiewicz-Paszek

www.alternet.webd.pl



 


Wiersze tygodnia – Wojciech Sobecki


Bogumiła Wrocławska


Nowa sukienka Sophie

 

chciałbym zamieszkać pod twoja nową sukienką

gdzie niebo błękitne owoców pełne drzewa

młyn tartak pasieka wszystko w zasięgu ręki

starczy zamknąć oczy frykasów kielich czeka

 

chciałbym zamieszkać pod twoją czarną sukienką

tam ciało bez bielizny balsam i olejki

z czułością przytulać listki jaśminu mięty

gubić się bez pamięci w łona słodkiej głębi


 

chciałbym zamieszkać pod twoją mini sukienką

wśród żaru prerii zdobionej pieprzyków wstęgą

przemierzać wąską kibić atłasową ścieżką


 

bawić w chowanego w zakazanych dolinach

odrzucić przemijanie zegary zatrzymać

wygodnie zasypiać na piersi zeppelinach

 

                            10.04.2007

 


Bezdomni


 

odkurzali swój ulubiony pokój

z widokiem na garaże zieleń parkan

za którym sklep ze świeżymi bułkami

a kilka przecznic dalej miejski basen


 

posiadali ulubiony nóż kubek

krzesło program na dziewiątym kanale

radość gdy słońce przebijało story

psa służącego wiernie i lojalnie


 

teraz z braku alternatywy wszystko

jest ulubione albo unikalne

ocalmy Ich wspomnienia póki trwają

ratujmy marzenia jeśli brak wspomnień


 

wybierają odpady z kontenerów

proszą o pieniądze (tylko niektórzy

kupują za to dostępny alkohol)

lub chociaż zniżkowy kredyt pamięci


 

módlmy się o znośną pogodę by nie

zamarzli nie przemokli nie skonali

módlmy się o wypasione cokolwiek

to taki stwór lepszy od beznadziei


 

o nasze sumienia też się pomódlmy


 

                            12.05.2007

 


Życie po życiu


 

                   Dajcie mi jeszcze jedno życie, a będę śpiewał

                        w kawiarni „Rafaella”

                            Josif Brodski

 


prawdopodobnie zamieszkam na

półce w tekturowej okładce

raz na kwartał kurz ze mnie strząsną

gdy ścierpnę do pionu przywrócą

 


zaryzykuję stwierdzenie że

przeżyję was niechybnie nawet

mój byt może być potem dużo

łatwiejszy i ekscytujący

 


młode kobiety będą przy mnie

bezwstydnie się rozbierały a

potem zabierały do łóżka

pieściły nieznajomym ciałem

 


będę podróżował pociągiem

statkiem samolotem stał obok

znakomitości tego świata

w blasku gwiazd albo kandelabru

 


prawdopodobnie zamieszkam na

półce w kolorowej okładce

niestety z czasem będę płowieć

niestety z czasem będę żółknąć

 


                            7.07.2007

 


Najgorsza cecha

 


najgorszą cechą śmierci jest ostateczność

że już przenigdy nic więcej koniec kropka

więc nie okrutność bolesność gruboskórność

cynizm zgorzknienie oziębłość czy zgrzytliwość

 


najgorszą cechą śmierci jest nieuchronność

że nawet choćby nie wiem kto co – brak zmiany

więc nie krwiożerczość brutalność rozpacz obcość

antypatyczność drastyczność lub bezkarność

 


najgorszą cechą śmierci jest niezbywalność

że za żadne skarby pod żadnym pozorem

więc nie drapieżność ponurość chmurność męka

 aseksualność bezduszność ani tragizm

 


                            22.07.2007


 

W poezji liczą się ludzie nieszczęśliwi


 

                   Widziałem lotne w powietrzu bociany

                        Długim szeregiem…

                               Juliusz Słowacki

 


w poezji liczą się ludzie nieszczęśliwi

im bardziej pogmatwane życie tym lepiej

im więcej kłujących cierni tym korzystniej

trzeba być wdzięcznym taśmowym przeciwnościom


 

w poezji szczególnie liczą się cierpiący

jak Kochanowski któremu współczujemy

straty ukochanej córeczki Urszulki

czy Słowacki co tęsknił za swoim krajem


 

w poezji zachwyt budzą nawet przegrani

pokrzywdzeni zranieni niezrozumiani

podejmujący wciąż z wiatrakami walkę

z góry skazani na smak niepowodzenia


 

 

                            5.08.2007



 

Kiedy zabiorą mnie ostatni raz



 

kiedy wyjdę z pokoju ostatni

raz powinien w nim zostać zgiełk tumult

niepokój złość tęsknota zaduma


 

broń Boże cisza w przeciwnym razie

właśnie umarłem czy to rozumiesz


 

kiedy zabiorą mnie ostatni raz

z pokoju z całą górnolotnością

powagą podniosłością powinno

w nim zostać życie które począłem

słowami w przeciwnym razie jestem

tylko rozkładającym się trupem


 

 

                            23.08.2007



 

***


 

ławice ptaków tańczą w ogryzku słońca

na złość na przekór twojej niemocy

krwawicy gorczycy

ławice ptaków

kto je wykarmi zimą

kto je ogrzeje nocą

kto je napoi wodą miodem winem


 

ławice ptaków tańczą w ogryzku słońca

siadają na dachu wieżowca

to znowu zrywają się do lotu

żegnaj błękicie nieba witaj karminie piekła

precz smutku niewymowny zapraszam

ławice ptaków co tańczą w ogryzku

słońca


 

                            21.12.2007



 

List VIII do Boga z pretensją


 

nie chcę być okropnym starcem cynicznym

złośliwym niesympatycznym polotu

zero fantazji powykręcanym przez

reumatyzm nerwicą rozkołysanym


 

nie chcę być potwornym starcem niezjadłym

marudnym o spojrzeniu bazyliszka

zdrętwiałym toczonym przez Alzheimera

oczekującym na transfuzję zastrzyk


 

nie chcę być bezwolnym starcem zastygłym

jak woskowa figura nie czującym

palcami ni papieru ni kobiety


 

bez przerwy na respiratora łasce

dlatego sorry Boże nie możesz mnie

skazywać na żywot głupiej rośliny


 

 

                            28.04.2007



 

List X do Boga nieokiełznany


 

Boże odkryj przed nami swa tajemnicę

dlaczego świat dziwacznie skonstruowany

tyle niewinnych istot codziennie ginie

niesprawiedliwość wszędzie triumfy świętuje


 

odwiedzasz rzadko próg zarósł pajęczyną

straszysz grzechem karą ostatecznym sądem

królestwo swe wciąż dopieszczać nakazujesz

i widzieć nas chcesz na kolanach proszących


 

Boże odkryj chociaż tajemnicy rąbek

objaw się wytłumacz postaw do raportu

wyrzuć grymas pelerynę kominiarkę

rękawiczki w których planowałeś zbrodnię


 

udajesz głodnego lub niewidomego

poza to przyznaję wygodna nad wyraz

człek zepchnięty w otchłań nie radzi już sobie

to wiek nowego potopu się zbliża


 

 

                            09.05.2007



 

List XI do Boga z prośbą


 

zaproponowałeś w końcu kijki i wózek

inwalidzki a ja wolałbym deskorolkę

zaproponowałeś życie w zwolnionym tempie

zamiast zmieniających się ciągle krajobrazów


 

gdy jestem głodny nie starcza świętego chleba

gdy chcę otworzyć bramę nie posiadam klucza

gdy chcę wypowiedzieć zdanie brak audytorium

gdy jestem senny nie ma wolnego marzenia


 

zaproponowałeś odmienny byt nie sposób

było odmówić wszystko rzekomo od Ciebie

tylko dlaczego tak nierówno wolałbym stać


 

się teraz astronautą lub beztroskim ptakiem

w zaistniałej sytuacji proszę o wsparcie

daj siłę na pokonanie każdej przeszkody

 


 

                            09.06.2007



 

List XII do Boga ze śladem skruchy


 

Boże co krok misterium chwili od

rana Fryderyk (Nietzsche)zwodzi mnie

brawurowymi rozważaniami

zachęca do poznawania tego

czego Ty zabraniasz opisuje

i podziwia człowieka silnego

odważnego umiejącego swą

wolę narzucić innym Fryderyk

przekonuje że taki nadczłowiek

nie boi się nawet Ciebie wybacz

Boże że trochę uległem jego

immoralizmowi w którym nie ma

pojęć takich jak wina kara czy

zbawienie ani kryterium dobra

i zła Fryderyk głosi natomiast

niewinność stawania się inaczej

żywiołowe przemiany wolne od

potępień to dość zachęcające


 

 

                            20.06.2007



 

Węgliszek 2008


 

przybywam z innego świata


 

kto jeszcze pamięta mnie który

biegał po schodach

chodził


 

przybywam doprawdy tylko na

chwilę w

ramach przepustki między

silnymi wybuchami

wystawowych witryn gość honorowy

o których

czytałem

podziwiałem

podpatrywałem

przyjaciół znajomych i

nieznajomych

(ci ostatni niech najważniejsi –

poznajmy się)


 

przybywam z innego świata


 

specjalnie dla was z

naręczem

poezji


 

                            23.01.2008





 

Jerzy Bander 

Ocalony z Holocaustu- surviver, syn Ludwika Bander z Brodów i Rozalii z domu Thun, ślub rabinacki rodziców we Lwowie w 1936r.

 

Stanisław Barańczak
(ur. 13 listopada 1946 w Poznaniu) – polski poeta, krytyk literacki, tłumacz poezji, jeden z najważniejszych twórców Nowej Fali, działacz Komitetu Obrony Robotników. Używał pseudonimów (m.in.) Barbara Stawiczak oraz Szczęsny Dzierżankiewicz i Feliks Trzymałko.

Jest bratem pisarki Małgorzaty Musierowicz.

 

Miron Białoszewski

(ur. 30 czerwca 1922 w Warszawie, zm. 17 czerwca 1983 w Warszawie) – polski poeta, prozaik, dramatopisarz i aktor teatralny. Urodził się w Warszawie. W chwili wybuchu wojny był uczniem III klasy gimnazjum. W okresie okupacji zdał maturę na tajnych kompletach, po czym rozpoczął studia polonistyczne na (również tajnym) Uniwersytecie Warszawskim, których nie mógł ukończyć.

 

Ernest Bryll
urodzony 1 marca 1935Warszawie – pisarz, poeta, autor licznych tekstów piosenek i musicali

Po ukończeniu II Liceum Ogólnokształcącego w Gdyni studiował na wydziale Filologii Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego, który ukończył w 1957. Debiutował tomikiem wierszy  Wigilie wariata, w 1958 r.

 

Bogdan Chorążuk : cv

Ur.w Kostopolu w r.1934
Magister filozofii /UW/, wydał osiem książek poetyckich : /”Dwulwice”, ”Opowiadania” i inne, dramaturg – wystawiany  w Ateneum, Rozmaitościach  Syrenie i in. autor książek dla dzieci/dorosłych /Głowacze/, i in. znaczące wystawy malarskie - /np. Galerie berlińskie,Polski Salon Sztuki ZG.ZPAP, wielkie hity w showbiznesie (m.in.„Zegarmistrz światła”, „Muminki”, „Kubuś Puchatek”, piosenka wiodąca w serialu „Plebania”- Pośrodku świata).

 

Maciej Cisło

ur. w 1947. Poeta, eseista, krytyk. Ostatni wydany tom wierszy: Kochaina, Nowy Świat 2006. Autor wyborów poezji (Horacego, Kochanowskiego, Norwida), również antologii wierszy dla dzieci (Wśród serdecznych przyjaciół). Prowadzi warsztaty w Studium Twórczego Pisania przy IBL PAN. Laureat Nagrody im. Barbary Sadowskiej za całokształt twórczości. Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich i PEN-Clubu. Mieszka w Warszawie. (Prywatnie - mąż poetki Anny Janko.)

 

Przemysław Dakowicz

ur. w 1977 r. w Nowym Sączu. Poeta, krytyk literacki, historyk literatury; doktor nauk humanistycznych; adiunkt w Katedrze Literatury i Tradycji Romantyzmu Uniwersytetu Łódzkiego; stały współpracownik dwumiesięcznika literackiego „Topos” i kwartalnika literacko-artystycznego „Pobocza”. Wydał zbiory wierszySüßmayr, śmierć i miłość (2002) i Albo-Albo(2006), książkę krytycznoliteracką Helikon i okolice.

 

DOROTA PŁOSZCZYŃSKA

 

Literacką przygodę zaczęła od publikacji w Merkuriuszu, potem był Nowy Wyraz, Miesięcznik Literacki i Poezja.

 

Stanisław Esden-Tempski

- ur. 24 lipca 1952 r. w Gdańsku. Prozaik, poeta, publicysta. Studiował psychologię na Uniwersytecie Warszawskim, ukończył polonistykę na Uniwersytecie Gdańskim. W latach 1988-92 przebywał na emigracji w USA, następnie w Wlk. Brytanii, od roku 2000 mieszka w Polsce.

Poezja Stanisława Esden-Tempskiego ma charakter egzystencjalny, z właściwą tej filozofii pesymistyczną wizją świata i człowiekiem skazanym na pośledniość, niedoskonałość, życie bez zadziwienia i przebudzenia, co czyni transcendencję niemożliwą.

 

Jerzy Ficowski
(ur. 4 września 1924 w Warszawie, zm. 9 maja 2006 w Warszawie) – polski poeta, eseista, autor tekstów piosenek, prozaik, tłumacz (z hiszpańskiego, cygańskiego, rosyjskiego, niemieckiego, włoskiego, francuskiego, rumuńskiego), żołnierz Armii Krajowej (ps. Wrak), uczestnik powstania warszawskiego, znawca folkloru żydowskiego i cygańskiego.

 

 

Sylwetki poetyckie pod redakcją Tomasza Sobieraja

 

Józef Baran
- urodzony 17 stycznia 1947 roku w Borzęcinie k. Krakowa. Poeta, prozaik, dziennikarz, krytyk literacki. Ukończył technikum górnicze w Wałbrzychu i polonistykę w WSP w Krakowie.

 

Jolanta Baziak
(ur. 10 kwietnia 1956 w Toruniu) – poetka polska, eseistka, krytyk literacki, plastyk i animator kultury. Jolanta Baziak tworzy poezję mistyczną, której stałym motywem jest poszukiwanie metafizycznych i religijnych sensów codziennego doświadczenia ciała oraz relacji międzyludzkich. Jej − określana jako trudna w odbiorze i wieloznaczna[1][2] − twórczość zdradza silne więzi z malarstwem impresjonistycznym.

 

ALDONA BOROWICZ

Poetka. Krytyk literacki. Eseistka. Debiutowała na łamach Tygodnika Kulturalnego.

Wydała trzy tomiki wierszy: "Monolog przed północą" (1978 r., Wydawnictwo „Pojezierze”, Olsztyn), "A ta radość pierwsza" (1990 r., MAW, Warszawa), "Ogniem otworzę drzwi" (2006 r., Wyd. Arwil, Warszawa). Za ostatni tomik otrzymała nagrodę im.  W. Hulewicza (Książka Roku). Laureatka wielu konkursów literackich. Drukowała swoje wiersze m.in. w "Poezji”, „Regionach, „Akcencie”, „Akancie”, „Autografie”, „Okolicy poetów”, „Nowym Wyrazie”, „Notatniku Satyrycznym”, „Miesięczniku”, Gazecie Kulturalnej” oraz wielu antologiach poetyckich. Wiersze były wielokrotnie prezentowane na antenie radiowej oraz tłumaczone na j. słowacki, rosyjski, litewski i białoruski.

 

Andrzej Bursa
(ur. 21 marca 1932 w Krakowie, zm. 15 listopada 1957 tamże) – polski poeta, prozaik, dramaturg i dziennikarz, należał do tzw. pokolenia "Współczesności", zaliczany do kręgu poetów wyklętych.

 

Wiesław Stanisław Ciesielski

urodził się w 1959 r. w Słupsku. Debiutował w roku 1978. Osiem lat później, za sprawą Wydawnictwa Morskiego w Gdańsku, ukazał się pierwszy tomik wierszy Głód. Poza poezją autor wielu publikacji, przede wszystkim krytyczno-literackich.

 

Mieczysław Czychowski

(ur. 26 maja 1931 w Dzbeninie, zm. 23 stycznia 1996) - polski malarz, rysownik, rzeźbiarz i poeta. Absolwent wydziału malarstwa sztalugowego w pracowni prof. Juliusza Studnickiego i prof. Krystyny Łady-Studnickiej Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Gdańsku (obecnie: Akademia Sztuk Pięknych w Gdańsku), dyplom w 1958 r. Jego debiutem poetyckim była publikacja w 1954 w Głosie Wybrzeża. Publikował także w pismach Kontrasty, Litery, Rejsy. Opublikowano 6 tomików jego poezji, jako pierwszy Miejsca wydrążone w 1960 nakładem Wydawnictwa Morskiego.

 

Andrzej Dębkowski

- urodzony 29 stycznia 1961 roku w Zelowie, gdzie nadal mieszka i pracuje.Poeta, publicysta, krytyk literacki, wydawca. Studiował w Wyższej Szkole Oficerskiej Wojsk Zmechanizowanych we Wrocławiu. Redaktor naczelny „Gazety Kulturalnej”.

 Poezja A. Dębkowskiego to pełna pytań i wątpliwości próba bardzo osobistego rozrachunku ze światem.

 

Leszek Engelking
(ur. 2 lutego 1955 w Bytomiu) – polski poeta, nowelista, tłumacz i krytyk literacki.

Dzieciństwo spędził na Górnym Śląsku (motywy bytomskie są w jego twórczości istotne, choć ich znalezienie nie jest rzeczą oczywistą). Ukończył (1979) filologię polską (specjalizacja filmoznawcza) na Uniwersytecie Warszawskim. Od 1984 do 1995 r. pracował jako redaktor w miesięczniku "Literatura na Świecie". W latach 1997-1998 wykładał historię literatury czeskiej oraz historię filmu czeskiego i słowackiego na Uniwersytecie Warszawskim.

 

Teresa Ferenc

Teresa Ferenc urodziła się w 1934 roku w Ruszowie koło Zamościa. W 1943 roku hitlerowcy spalili jej rodzinną wieś Sochy, mordując prawie wszystkich mieszkańców, w tym także rodziców poetki. Wychowywała się m. in. w domach dziecka w Zamościu i Międzyrzecu Podlaskim.

 

Krzysztof Gąsiorowski

Urodził się w 1935 roku w Warszawie. Studiował na Wydziale Łączności Politechniki Warszawskiej. Współzałożyciel klubu "HYBRYDY". Jako poeta debiutował w 1960 roku na łamach pisma Życie i Myśl. Jedn z założycieli Orientacji Poetyckiej Hybrydy.

 


Strona 1 z 5

Pisarze.pl
E-tygodnik literacko-artystyczny
Numer 21/12 (92)
ISSN: 2084-6983



Dziś René Magritte

 Zdradliwość Obrazów, Zagubiony Dżokej oraz Terapeuta to najbardziej znane obrazy René Magritte’a.

więcej>>

Coraz więcej listów do Państwa, coraz więcej wierszy, mało prozy, widać, że nie cieszy się ona specjalnymi względami, albo może prozaicy są bardziej skryci, bardziej tajemniczy.




Strona oparta na Joomli