Pisarze.pl

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki


Wiersze Tygodnia - Sergiusz Sterna-Wachowiak

 

Bogumiła Wrocławska




Widzenie

W świetle rzuconym przez sen, pozbawiony ciężaru, jedyna
plamka ciemności. Nagi, na widoku. Bez domu, kalendarza
i drogi. Nawet najokrutniejsze zwierzęta, domniemane bestie,
pasą się ciche i święte. Także miasta wszeteczne, w słońcu
nieznanym skąpane, świecą anielskim blaskiem. A więc
nie dość jasny. Sprzeczny. Tam nie swój, lecz i tu obcy. Mały,
niekształtny cień, doprawdy, nic ważnego. Widocznie i tamten świat
potrzebuje ziarenka gorczycy. Szczypta ciemności, bez której światło
bywa mdłe
i bez smaku


Rzeczywiste

Tak długo się tłumaczyłem, nie dość zrozumiały. Ogród
osobliwości pomiędzy rozchylonymi możliwościami substancji
i ducha. Róża, odnalezione Rzeczywiste. Przemiany
chwil, krążenie wieczności. Być tylko w pomiędzy. Nakładam
swój cień na krajobraz i zapalam lampę. Mówię do ciebie
lampo, która zaprawdę, zaprawdę jesteś
jedyną
Osobą


Ślady

Pomiędzy horyzontem a lustrem. Tyle tylko, ile zdoła unieść
maleńka piąstka dziecka. Wstążka. Siedem ziarnek piasku. Zasuszone
skrzydełko owadu. Niewiele więcej. Czarna aksamitka, pamiątka
niedojrzałej miłości. Siedem wzgórz nigdy nie poznanego miasta. I
martwe ciałko jelonka, znalezione w trawie – pierwsze widzenie
rzeczy ostatecznej. Bo nie przemija pobłysk rzeki dalekiej w dolinie
i zmarszczka na skórze kamienia. I nie minęło
minione



Dolina, kolebka

dla Reni

Głos od kamienia twardszy a czuły szeptem
znak widzialny daje. Niedaremna jawa. Daleki na wzgórzach
płomyczek i pomruk. Perła flagę światła jak spokojny
ocean rozwija, skrzydło świtu. W dolinie
pasterz przy owcach ramię nad oczy podnosi. W głębi
lśnienie. Drzewa bez cienia. Biały arkusz, prześwit
nieboskłonu w wylocie alei. Ukryty w świetle dom. Podwórze,
poranne drżenie powietrza. Sprzęty przezroczyste jak powidok
po deszczu, wstrzymanym nagle niewidzialną dłonią. Wychylone
z kosza złote kolby kukurydzy, zieleń murawy, wóz
drabiniasty jak wyhaftowany. Dziewczyna przy oknie czyta
książkę. Cisza i cichość. W głębi smugi cieniste na sprzętach.
Na stole serweta, dzbanek, talerz z morelami.

Wtem
otwierają się drzwi,
dziewczyna odwraca głowę,
wchodzi Gospodarz



Las Świętego Krzysztofa

Co zostało z Christophwalde koło Krajeńskich Strzelc?
Z Holland-Pasłęka, Olędrów Borujskich, Terespotockich
czy Nowosileńskich? Chłopi spod Lejdy, z Fryzji, znad
Zuider Zee osuszali tam bagna. Stawiacze grobli i śluz,
nomadowie Północy w drodze po tolerancję, świętego
Graala i miseczkę fasoli. Rok 1567, 1296 albo 1765.
Christophwalde. Guszt-Hollander. Skorupka fajansowej
wazy z Delft? Drewniany sabot w mule? Zasuszony płatek
tulipanu?

Nadchodzi jesień i czerwienią się buki. Spójrz, liliowe plamy
wrzosowisk na wzgórzach. Ciemnozielone, grube sukna traw. I jeż,
ze złotym jabłkiem na kolcu. Szydło światła nad wodami czystymi
jak słoneczniki porzucone w trawie. Odległe dachy miasta, woń
torfowisk i turzyc. Frans Hals? Łukasz z Lejdy?

Dzieło nieśmiertelnego pędzla skończone i odchodzi
plejstocen, mistrz. Jeszcze krząta się czeladź. Nic
nie mów

Pieśń o róży
do Królowej Śniegu Hansa Christiana Andersena


Słoneczko róża złota, skrzydło światła i dzwon –
róża śnieg, róża obłok, róża anioł i tron.

Człowiek róża czerwona, serce listeczek krwi –
róża łza, róża jawa, róża kamień co śni.

Dzieciątko biała róża, perełka, cicho sza –
obłok, krew, anioł, kamień, wędrująca dusza.

Róże rosną w ogrodzie wiosną, latem, zimą –
słońce wschodzi, zachodzi, dziecko idzie doliną.


W pracowni

Sam, nad pulpitem, w trójkącie światła, na brzegu
pergaminów, suchy i oschły, strączek palca, łakome
oczy. Ostateczny, nieporuszone fałdy sukni, krótkie
dni, sam, przęsło niewidzialnego mostu, dobrze, źle,
nad pulpitem. Bez cyrkla, klepsydry, czaszki Yoricka,
upiorów w komnacie, nad pulpitem, cel, praprzyczyna,
sam. – Ty śpiewasz, Skowronku, czy mi się tak widzi?
– A śpij, śpij, bałamuńcie, a ze mnie nie szydzi!


Piękno

z Anioła Ślązaka

Piękno wielbię bardzo; lecz pięknem nazywam je rzadko,
Gdy pozbawione cierni wygląda mi za gładko.


Nie nic, coś

Nie nic Coś Wypukać coś z nicości Wybrzuszyć
cokolwiek Nie nie  Nareszcie tak Poruszyć
pustać Pierwsze się Fałda rzeczywistego Nie
nic Tylko nie to Jest Tu zmieniam formę przydawce,
tam przesuwa się łańcuch górski Oddychaj
głęboko



Milczeć, pragnąc

Czym jesteś, zamyślenie? Jesień na dworze i w domu Nieba ciemny woal
i rysunek twej twarzy niepewny, niejasny Przy stole, we dwoje
Sącząc młode wino, smakując chleb, rybę, oliwki Pora umarłych
i liści, szemrzących za oknem Nie dzień i nie noc Nie piękno, groza,
raczej nic, nicość Jesienią, o zmierzchu Wtedy
zapala światło na cynowym dzbanie Umiljenije
Milczeć, pragnąc We troje



Hymn do Apollona

z Kallimacha z Cyreny


Patrzcie, jak drży święta latorośl, wawrzyn Apollona!
Jak chwieje się świątynia Feba! Uciekajcie, uciekajcie,
Nieuwieńczeni! Próg skrzypi już pod stopą boga,
Który się zjawi; palma z Delos skłania się jemu przymilnie
I na powietrzu śpiewa mu słodkim głosem łabędź!
Rygle i zamki nie trzymają już wrót; odskakują
Z głośnym łoskotem. Febus Apollon nadchodzi!

Nuże! przyjmijcie go tańcem i śpiewem, zakwitający młodzieńcy!
Żadne nie widzą go oczy, ukazuje go jedynie skutek.
O, szczęśliwy, kto go dostrzeże! kogo pobłogosławi los!
Ach, pozwól nam, Febusie, być szczęśliwymi i oglądać ciebie!
Żadnej zamilkłej liry i żadnej zacichłej pary nóg!

Wielbię was, tańczący młodzieńcy, i was, śpiewacy,
Jego chwałę tańczycie i śpiewacie ze mną! Morskie fale
Pląsają, gdy z ust poety wznosi się hymn,
Kiedy opiewa on łuk i dźwięczną lirę boga.



Zapamiętaj, serce

Reni


Po drugiej stronie, ach Miasto nad rzeką, góry, lasy,
chmury i dukty bite, jak w dzieciństwie, z klocków
Gdy podajesz mi rękę, miłości I byty bezkresne, ach,
wiją gniazdeczko swe w dłoniach Maska słońca odkryta
Czułość, która patrzy

Nieskończone barki
na nieobjętej rzece Ratusz różowy i we wnętrzu
róży Senne uliczki dawnej Drogi Mlecznej, anioły
przechodniów Któż, gdybym krzyknął, usłyszałby mnie
z zastępów anielskich? Krzyczę, słyszą

Po drugiej
stronie Gdy w tutaj, w teraz, idziemy na spacer,
ach Trzymając się za ręce, gryząc pieczone kasztany

Zapamiętaj to,
serce

Bazylea, 10 XI 2000

 

Filip Wrocławski


A MOJE 88 URODZINY

Miasto gęste od krytych pasaży, wąskich
placyków, arkad,
schodzące tarasami ku morskiej zatoce.

I ja, zapatrzony w młode piękno,
cielesne i nietrwałe,
jego ruch taneczny wśród starych kamieni.

Kolory sukien według letniej mody,
stuk pantofelka na dallach sprzed stuleci,
cieszą mnie swoim obrzędem powrotu.

Dawno zostawiłem za sobą
zwiedzania katedr i wież warownych.
Jestem jak ten, kto widzi, a jednak sam nie przemija,
duch lotny mimo siwizny i chorób starości.

Ocalony, bo z nim wieczne i boskie zdziwienie.



POD KONIEC DWUDZIESTEGO WIEKU

Pod koniec dwudziestego wieku, urodzony na jego początku,
po napisaniu książek, złych czy dobrych, ale pracowitych,
po zdobywaniu, traceniu i odzyskiwaniu,

Jestem tutaj z nadzieją, że można zaczynać na nowo
i własne życie uleczyć myśląc mocno o rzeczach poznanych,
tak mocno, że miejsc i ludzi nie odejmie czas
i wszystko będzie trwało prawdziwiej niż było.

Nie rozumiejąc skąd lata ekstazy i razem udręki,
przyjmując swój los i błagając o inny,
nie pobłażałem sobie, zaciskałem usta.

Dumny z jednej tylko, mnie wiadomej, cnoty:
smagania się wieloramienną dyscypliną.

Ciągle zaczynam na nowo, ponieważ co złożę w opowieść
okazuje się fikcją, dla innych, nie dla mnie, czytelną,
i oplątuje mnie, i zakrywa mnie,
i z pożądania prawdy jestem nieuczciwy.

Wtedy myślę o prawidłach wysokiego stylu
i o ludziach, którym nigdy nie były potrzebne.
Jak i o tym, że całe życie zwodzi mnie nadzieja.



W WARSZAWIE

Co czynisz na gruzach katedry
Świętego Jana, poeto,
W ten ciepły, wiosenny dzień?

Co myślisz tutaj, gdzie wiatr
Od Wisły wiejąc rozwiewa
Czerwony pył rumowiska?

Przysięgałeś, że nigdy nie będziesz
Płaczką żałobną.
Przysięgałeś, że nigdy nie dotkniesz
Ran wielkich swego narodu,
Aby nie zmienić ich w świętość,
Przeklętą świętość, co ściga
Przez dalsze wieki potomnych.

Ale ten płacz Antygony,
Co szuka swojego brata,
To jest zaiste nad miarę
Wytrzymałości. A serce
To kamień, w którym jak owad
Zamknięta jest ciemna miłość
Najnieszczęśliwszej ziemi.

Nie chciałem kochać tak,
Nie było to moim zamiarem.
Nie chciałem litować się tak,
Nie było to moim zamiarem.
Moje pióro jest lżejsze
Niż pióro kolibra. To brzemię
Nie jest na moje siły.
Jakże mam mieszkać w tym kraju,

Gdzie noga potrąca o kości
Nie pogrzebane najbliższych?
Słyszę głosy, widzę uśmiechy. Nie mogę
Nic napisać, bo pięcioro rąk
Chwyta mi moje pióro
I każe pisać ich dzieje,
Dzieje ich życia i śmierci.
Czyż na to jestem stworzony,
By zostać płaczką żałobną?
Ja chcę opiewać festyny,
Radosne gaje, do których
Wprowadzał mnie Szekspir. Zostawcie
Poetom chwilę radości,
Bo zginie wasz świat.

Szaleństwo tak żyć bez uśmiechu
I dwa powtarzać wyrazy
Zwrócone do was, umarli,
Do was, których udziałem
Miało być wesele
Czynów myśli i ciała, pieśni, uczt.
Dwa ocalone wyrazy:
Prawda i sprawiedliwość.



ARS POETICA?

Zawsze tęskniłem do formy bardziej pojemnej,
która nie byłaby zanadto poezją ani zanadto prozą
i pozwoliłaby się porozumieć nie narażając nikogo,
autora ni czytelnika, na męki wyższego rzędu.

W samej istocie poezji jest coś nieprzystojnego:
powstaje z nas rzecz, o której nie wiedzieliśmy,

/ że w nas jest,

więc mrugamy oczami, jakby wyskoczył z nas tygrys
i stał w świetle, ogonem bijąc się po bokach.

Dlatego słusznie się mówi, że dyktuje poezję dajmonion,
choć przesadza się utrzymując, że jest na pewno aniołem.
Trudno pojąć skąd się bierze ta duma poetów
jeżeli wstyd im nieraz, że widać ich słabość.

Jaki rozumny człowiek zechce być państwem demonów,
które rządzą się w nim jak u siebie, przemawiają mnóstwem

/ języków,

a jakby nie dosyć im było skraść jego usta i rękę
próbują dla swojej wygody zmieniać jego los?

Ponieważ co chorobliwe jest dzisiaj cenione,
ktoś może myśleć, że tylko żartuję
albo że wynalazłem jeszcze jeden sposób
żeby wychwalać Sztukę z pomocą ironii.

Był czas, kiedy czytano tylko mądre książki
pomagające znosić ból oraz nieszczęście.
To jednak nie to samo co zaglądać w tysiąc
dzieł pochodzących prosto z psychiatrycznej kliniki.

A przecie świat jest inny niż się nam wydaje
i my jesteśmy inni niż w naszym bredzeniu.
Ludzie więc zachowują milczącą uczciwość,
tak zyskując szacunek krewnych i sąsiadów.

Ten pożytek z poezji, że nam przypomina
jak trudno jest pozostać tą samą osobą,
bo dom nasz jest otwarty, we drzwiach nie ma klucza
a niewidzialni goście wchodzą i wychodzą.

Co tutaj opowiadam, poezją, zgoda, nie jest.
Bo wiersze wolno pisać rzadko i niechętnie,
pod nieznośnym przymusem i tylko z nadzieją,
że dobre, nie złe duchy, mają w nas instrument.

Berkeley, 1968

 


 

SERGIUSZ STERNA-WACHOWIAK


Fot. Janusz GliszczyńskiPseudonim literacki: SSW, Konrad Surgeński, Paweł Hetmański, ur. 18 lipca 1953 roku w Lesznie

Biografia i dorobek artystyczny:
Sergiusz Sterna-Wachowiak (pseudonimy SSW, Konrad Surgeński, Paweł Hetmański, ur. 18 lipca 1953 roku w Lesznie) - polski poeta, prozaik, eseista, krytyk literacki, tłumacz,edyteor, autor scenariuszy teatralnych, radiowych i telewizyjnych. Od czerwca 2008 roku prezes Stowarzyszenia Pisarzy polskich.

O swych korzeniach powiedział w jednym z licznych wywiadów: Urodziłem się i wychowałem na pograniczu Wielkopolski i Dolnego Śląska, w rodzinie, która według ksiąg parafialnych sięgających XVIII wieku była w połowie protestancka i katolicka i której część uważała się za Niemców, chociaż większość za tutejszych Polaków. Moi przodkowie ze strony ojca w okolice Krzywina, Leszna i Wschowy przybyli podobno z Normandii i rzeczywiście w XV wieku poświadczony jest Cristiernus de opido Vrow, z miasta Wschowy, Fraustadt, który udał się na studia do Rostocku, gdzie rektor zapisał go w księdze przyjęć. Od tego rycerza herbu Gwiazda Krzyż wywodzi się normański ród Stjärna, Wikingowie spolonizowani do dzisiejszego Sterna. A znowu babcia ze strony matki pisała się Ziebeil, a po polsku Ziebal. W Lesznie mieszkaliśmy przy ulicy Słowiańskiej, ale do zabaw chodziłem z mamą do „parku sztywnych”, na pobliski splantowany cmentarz luterański. Cóż, kiedyś, w debiutanckich latach pasjonowała mnie literacka nowoczesność, poetycka awangarda, co zmieszało się później z inspiracjami idącymi od pogranicza właśnie. Nazywam je polskimi historycznymi „kresami zachodnimi”, trochę prowokacyjnie, bo stykają się tu tradycje polskie, niemieckie, czeskie i żydowskie, a w sensie konfesyjnym katolickie, husyckie, luterańskie, kalwińskie, judaistyczne i ariańskie.

Debiutował w roku 1971 na łamach „Nadodrza” i „Życia Literackiego”. Stały współpracownik „Twórczości” (1974–1981), członek kolegium redakcyjnego „Integracji” (Warszawa 1980–1981). Recenzent warszawskich „Nowych Książek”, współzałożyciel i redaktor „Gazety Malarzy i Poetów” w Poznaniu, członek rady redakcyjnej „Przeglądu Powszechnego” w Warszawie, stały współpracownik „Akcentu” w Lublinie. Współpracownik stowarzyszenia Stuttgarter Schriftstellerhaus w Badenii-Wirtembergii, Guardini Forum w Berlinie, członek Else-Lasker-Schüler-Gesellschaft w Wuppertalu. Juror Fundacji Nelly i Władysława Turzańskich w Toronto, współpracownik Polskiego Funduszu Wydawniczego w Kanadzie. Członek Rady Programowej Telewizji Polskiej w Poznaniu i Rady Programowej poznańskiej Biblioteki Raczyńskich. Inicjator, współautor, redaktor i wydawca serii eseistycznych „Tropami pisarzy na Kresach zachodnich", „Wielkopolski Parnas literacki" oraz „Pasaże i palisady", kieruje wydawnictwem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich w Poznaniu, redagując m.in. renomowaną serię książek poetyckich (Else Lasker-Schüler, Johannes Poethen, Anna Kwietniewska, Mariusz Rosiak, Roman Chojnacki, Mateusz Marczewski, Andrzej Ogrodowczyk, Emilia Waśniowska, Tadeusz Żukowski, Christoph Lippelt, Wojciech Gawłowski, Maciej Rembarz, Teresa Tomsia, Jerzy Grupiński, Roman Bąk, Jan Kasper). Opublikował wiele wierszy, fragmentów prozy, esejów, szkiców, rozpraw, recenzji, przekładów i studiów historyczno- i krytycznoliterackich na łamach między innymi „Nadodrza”, „Twórczości”, „Odry”, „Akcentu”, „Poezji”, „Nurtu”, „Miesięcznika Literackiego”, „Życia Literackiego”, „Faktów”, „Liter”, „Integracji”, „Podpunktu”, „Zza kulis”, „Obecności”, „Czasu Kultury”, „Nowego Życia”, „Ruchu Literackiego”, „Gazety Malarzy i Poetów”, „Arkusza”, „Kresów”, „Tygla Kultury”, „Pro Libris”, „Tytułu”, „Pogranicz”, „Przeglądu Powszechnego”, „Nowych Książek”, „Toposu”, "Stron", w czasopismach „Trigon” (Berlin), „Wiecker Bote” (Greifswald), „Slovo” (Sarajewo), „Hitel” (Budapeszt), „Staroje Literaturnoje Obozrenije” (Moskwa), „Dokořán” (Praga), „Literaturen Wiestnik” (Sofia) oraz w krajowych i zagranicznych antologiach, tomach zbiorowych i programach teatralnych. Jego twórczość była przekładana na język niemiecki, angielski, francuski, rosyjski, węgierski, serbsko-chorwacki, czeski i bułgarski. Autor programów telewizyjnych (m.in. cyklicznych programów Telewizji Polskiej w Poznaniu „Słowa i sensy” oraz „Światło z popiołu” i telewizyjnych reportaży literackich „Opowieść o cynowym raju. Leonie Ossowski w Osowej Sieni” oraz „Ach, ty stara ziemio. Johannes Poethen, poeta niemiecko-greckiego pogranicza kultur”). Autor sztuk teatralnych „Opłatki polskie” (we współautorstwie z Milanem Kwiatkowskim, reżyseria Jan Skotnicki, prapremiera 23 grudnia 1988 w Teatrze Nowym w Poznaniu) oraz „I to mi zostało...” (monodram Krystyny Feldman, reżyseria Robert Gliński, prapremiera 16 grudnia 2006 w Teatrze Nowym im. Tadeusza Łomnickiego w Poznaniu). Współpracownik, recenzent wewnętrzny i autor esejówprogramowych poznańskiego Teatru Nowego (1980 – 1999), w roku 1999 objął fotel kierownika literackiego i dramaturga Teatru Nowego im. Tadeusza Łomnickiego w Poznaniu, gdzie pracował do 2009 roku. Od roku 2010 związany z Teatrem 6 Piętro w Warszawie. Od roku 1991 gospodarz (do roku 1999 z Milanem Kwiatkowskim) wieczorów dyskusyjnych „Scena Verbum” Teatru Nowego i Stowarzyszenia Pisarzy Polskich w Poznaniu, podczas których przeprowadził dotąd siedemdziesiąt jeden publicznych dysput m.in. z Janem Józefem Szczepańskim, o. Wacławem Oszajcą SJ, Zofią Kucówną, Agnieszką Osiecką, Hanną Krall, Andrzejem Szczypiorskim, ks. prof. Józefem Tischnerem, Jackiem Kuroniem, Jackiem Kaczmarskim, Andrzejem Drawiczem, Krystyną Miłobędzką, Andrzejem Falkiewiczem,Jerzym Ficowskim, Sergiejem Awierincewem, Józefem Szajną, Bogusławą Latawiec, Edwardem Balcerzanem, Czesławem Miłoszem, Władysławem Bartoszewskim, Joshuą Sobolem,Markiem Edelmanem, Ernestem Bryllem, Stefanem Bratkowskim, Zbigniewem Zapasiewiczem, Egonem Naganowskim, Mario Vargasem Llosą, Izabellą Cywińską, Erwinem Axerem,Janem Nowakiem-Jeziorańskim, Szewachem Weissem, ks. abp Stanisławem Gądeckim, Michaelem Schudrichem, Krystyną Jandą, ks. prof. Tomaszem Węcławskim, prof. Jackiem Łuczakiem, ks. abp. Henrykiem Muszyńskim, Jánosem Tischlerem, Joanną Szczepkowską, Stefanem Stuligroszem, Ryszardem Perytem, Martą Mészáros i Janem Nowickim, Joanną iKrzysztofem Krauze, ks. prof. Janem Kantym Pytlem, Agnieszką Kuciak, Pawłem Lisickim, Jackiem Kowalskim, Krzysztofem Koehlerem, Michaelem Handelzaltsem, Omri Nitzanem,Manfredem Beilharzem, Julią Hartwig, Ryszardem Krynickim. Członek dawnego Związku Literatów Polskich (1979 – 1983), od roku 1989 członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich (prezes Oddziału w Poznaniu, członek Zarządu Głównego w Warszawie, od czerwca 2008 roku prezes Zarządu Głównego). Członek PEN Clubu. Po Sierpniu 1980 publikował w obiegu niezależnym, po 13 grudnia 1981 w obiegu podziemnym. Delegat podziemnych struktur polskiego życia literackiego na ogólnopolskie spotkania wTyńcu (1985) i Poznaniu (1985), członek Ogólnopolskiej Komisji Krytycznoliterackiej Towarzystwa im. Adama Mickiewicza w Warszawie, w latach 1986–1991 uczestnik poznańskiej literackiej, wolnej gazety mówionej „Struktury III”. Uczestnik na zaproszenie Lecha Wałęsy Forum Kultury (Warszawa 1989). Laureat m.in. Nagrody Niezależnych im. 3 Maja (1985), prywatnej nagrody-stypendium Romana Brandstaettera (1987), Nagrody „Pióra” za całokształt twórczości (1989), Nagrody Artystycznej Marszałka Wielkopolski (2001) i Nagrody Kulturalnej Miasta Leszna (2009). Odznaczony brązowym medalem Zasłużony Kulturze „Gloria Artis” (2007) i odznaką „Za Zasługi dla Województwa Wielkopolskiego” (2008).



Poezja:

„Na odlot” (Wschowa 1972)


„Mój surrealizm” (Poznań 1974)


„Śpiewające rynny” (Warszawa 1977)


„Może usłyszysz” (Poznań 1977)


„Wieża ciemności” (Poznań 1986)


„Papierowy lampion” (Poznań 2000)


Współautor poetyckiej „antologii pięciu” (inni autorzy: Roman Bąk, Jan Kasper, Andrzej Ogrodowczyk, Tadeusz Żukowski) „Rzeczywiste” (Poznań 2003)

Powieści:

„Kopiejeczka” (Poznań 1979)


„Iskra lejdejska” (Poznań 1982)

Eseistyka:

„Fizjologia słowa” (Bydgoszcz 1979)


„Głowa Orfeusza” (Warszawa 1984)


„Miąższ zakazanych owoców” (Bydgoszcz 1985)


„Szyfr i konwencja” (Poznań 1986)


Autor antologii dwudziestowiecznej poezji polskiej „Polnische Lyrik aus hundert Jahren” (Hamburg 1997).
 

Komentowanie tego artykułu jest zamknięte

Pisarze.pl
E-tygodnik literacko-artystyczny
Numer 21/12 (92)
ISSN: 2084-6983



Dziś René Magritte

 Zdradliwość Obrazów, Zagubiony Dżokej oraz Terapeuta to najbardziej znane obrazy René Magritte’a.

więcej>>

Coraz więcej listów do Państwa, coraz więcej wierszy, mało prozy, widać, że nie cieszy się ona specjalnymi względami, albo może prozaicy są bardziej skryci, bardziej tajemniczy.




Strona oparta na Joomli