Pisarze.pl

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

Roman Śliwonik - nowe wiersze

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

JASKRAWOŚĆ


Wysoki upalny dzień
Jakby zrodzony z błyskawic
od którego bieleją kościoły i kości
nic się nie ukryje
Pożarty został cień
i gdzie my teraz zapłaczemy nad sobą
a nawet zasnujemy smutkiem
potrzebnym kwiatom i nam
Dzień się nadaje na erotyk
Na żegnanie I ukrywanie
pamięci o zmarłych
bogactwo dane nam za nic
I po nic
może żebyśmy oszaleli szybciej
próbując ocalić to co dane
zwariować
Skręcić się w niemocy
Udławić
i umrzeć ze zrozumienia I dumy
że to wszystko jest w nas





Człowiek

Są chwile które uznać powinniśmy za święte
jednym zdarza się to po raz pierwszy
inni potrafili się już przygotować

moim pierwszym doznaniem Świętości
było ujrzenie twarzy pośród murów Watykamu
ten moment trwa tam wiecznie Mój moment
nie opiszę tego nie chcę nie umiem
w oknie pokazał się Człowiek
dla mnie była to chwila oświecająca jak opłatek
starczyło jej na całe życie

 

Wiersz na modłę lat pięćdziesiątych

W gęstej ciżbie w gęstym powietrzu
jak w skrzykniętym przez Majakowskiego ludzie
w gęstwie ale nie poetyckiej
stoją również poeci
raczej okładki ich książek
jest gęsto od ładu smrodu i głodu

nie lubię ciżby nie wiadomo skąd padnie cios
nie wiadomo komu oddać
w tłumie okładek niektórych rozpoznaje
nie widzę Jesienina On gdzieś słucha ziemi
poznaje wysokie czoło Grochowiaka
Białoszewskiego typowego mieszkańca ulicy Poznańskiej
Cygana Bursę a raczej włosy ładne miękkie
i szlachetny owal Czycza
piękna i chyba do wzięcia śliczność Ośniałowskiego
nie widzę Broniewskiego stoi wyżej
w przeznaczonej dla niego chmurze

Na prowincji walą w bębny
i dmą w trąby poeci zaplecza
w nim zza okładek dźwięczą zdania mądre
okładki deformuje niechętny odruch ludu
a ja i ktoś tam w kolejnym pokoleniu
oczekiwałem że wstrząśnie ogrom
jak u filomatów i filaretów

 

 

* * *

Barbara i Marta wypychają mnie w żywą zieleń
której nie ma
to jest to miasto
ale błękit z chmurami z dzieciństwa
zdejmuje ze mnie powoli naskórek
delikatnie miękko jak to Błękit
ale nie wszystko da się zgarnąć
to co chore zostało
ale owa niebieska miękkość jest
może jak obietnica Ocalenia
której ledwo dotknęliśmy
jest jeszcze na opuszkach palców
niechby to był osad czegoś
choćby nieba

 

 

Impresja

Przez zygzaki zielonych trzcin
przedzieram się do błękitu morza tyrreńskiego
to była niebieskość
od której zwariowałem
i o której zapomniałem
to co zostało na przydrożnym kiju figowym
było zalążkiem przyszłych liści na drzewie
drzewa nie zobaczę
nie zobaczę wyrosłych liści
pozostało przedzieranie się
przez zygzaki trzcin

 

Krystyna Karpowicz


 

Pisarze.pl
E-tygodnik literacko-artystyczny
Numer 21/12 (92)
ISSN: 2084-6983



Dziś René Magritte

 Zdradliwość Obrazów, Zagubiony Dżokej oraz Terapeuta to najbardziej znane obrazy René Magritte’a.

więcej>>

Coraz więcej listów do Państwa, coraz więcej wierszy, mało prozy, widać, że nie cieszy się ona specjalnymi względami, albo może prozaicy są bardziej skryci, bardziej tajemniczy.




Strona oparta na Joomli