|
BRACIE POLAKU
Bracie Polaku przystań, spójrz mi w oczy To ja, Żyd, twój odwieczny towarzysz niedoli Teraz gdy w niedzielne, słoneczne południe Szczęśliwy wyszedłeś z sumy z Bogiem pojednany Pomyśl, że ja także wczoraj się modliłem Do naszego Boga, Boga jedynego
Przed wieloma wiekami twoi szlachetni przodkowie Moim praojcom dali tu schronienie Gdy na zachodzie Europy zapłonęły stosy W Polsce przetrwał duch Aten, tu była Europa Do której nareszcie pełne mamy prawo Dlatego ja, jeden z nielicznych, którzy tu przeżyli Dzisiaj Bogu dziękuję żem dożył tej chwili W naszej wspólnej Ojczyźnie – POLSCE!
Kraków 1997 r.
BECZKA
Trzydzieści koi blisko pieca Rozpalanego kilka razy w roku. To położnicza sztuba w Birkenau. W tym kręgu piekła, w zimnie, w smrodzie, Nieszczęsne, chore, osłabione, Rodziły piękne, zdrowe dzieci. Młode matki o twarzach staruszek, Uśmiechały się do maleństw bezzębnymi wargami, Tuliły je do wyschniętych piersi, bez kropli mleka. Skóra niemowląt stawała się cieńsza, A oczy coraz większe – patrzyły z wyrzutem, Zanim zamknęły się na zawsze. Umierały z głodu!
Był problem. I dlatego, do maja 1943, wszystkie dzieci Mordowano natychmiast po urodzeniu. Topiono je w BECZCE! Schwester Klara, położna, Berufverbreherin, Pozbawiona możliwości wykonywania zawodu, Skazana na obóz za mordowanie noworodków Była osobą jak najbardziej odpowiednią Do wykonywania tej „pracy”. Wraz z Prostituerte- Schwester Pfani Topiły noworodki w beczce. Następnie, Martwe już ciałka wyrzucały przed blok. Zabierało je Asenterin Komando Do krematorium. Krótkie było życie noworodka w Birkenau!
Przyszła wiosna 1943 i nowe rozkazy: Siostry Klara i Pfani musiały teraz Sortować nowonarodzone dzieci. Jak zawsze ślepy los dowcipnie Powierzył rolę przeznaczenia Zbrodniarce i ulicznej dziwce! Niebieskookie, jasnowłose, Odbierały matkom, a następnie Wysyłały transportem do Nakła na zniemczenie. Żydowskie i cygańskie – nadal topiły w beczce! W ciągu dwóch lat pracy na sztubie położniczej Więzień nr 41355, Polka- Stanisława Leszczyńska Odebrała ponad trzy tysiące porodów! Wszystkie dzieci urodziły się żywe W obozie przeżyło-trzydzieści!
Brzezinka 1999 r.
PO BITWIE
Czerwona łuna wciąż nad miastem stoi Wraki kamienic straszą niby duchy Żydy wygrały! Mają to, co chciały O co walczyły – o śmierć pełną chwały
Teraz już wiedzą, że nie wolno czekać Że się nie podda nikt i nie ulęknie Żaden Żyd nigdy i przed żadnym wrogiem Nie okaże trwogi, ani nie uklęknie
Stać będzie dumnie jak jego przodkowie Co śmierć wybrali ponad upodlenie A gdyby kiedyś o tym chciał zapomnieć Przypomną o tym mu powstańców cienie.
Warszawa, kwiecień 2003

|
ROZMOWA Z BOGIEM
Panie mój i tamtych, co ponieśli Śmierć okrutną z rozkazu szaleńca Co uwierzył, że jest Tobą. Powiedz! Czym zawinił Twój naród wybrany Co modlitwy słał do ciebie lat tysiące I zapalał świece na znak wiary i nadziei?
Ja nie modlę się do Ciebie, ja Cię pytam Czym tak zgrzeszył drobny kupiec, jego żona Dzieci, wnuki, bracia, siostry i znajomi Że musieli nagle zginąć bez pochówku?
Czy Ty byłeś tam, czy Ty widziałeś Martwe matki, martwe dzieci ich piersi Nagie ciała w śmiertelnym splecione uścisku? I tych co pomarli z głodu lub od kuli Co w komorze gazowej i co w rowie Cadyków, rabinów i zwyczajnych ludzi?
Ja ocalony zbłąkany wędrowiec Czekam na Twoje przyjście By zadać to jedno pytanie DLACZEGO?
Bielsko – Biała 1994 r.
PRZEBUDZENIE
Mojemu kochanemu ojcu, który milczał do końca
Od dziecka naznaczony piętnem Śmierci, Gdy wśród nocy Przebudzony zaglądasz w puste oczodoły Nie lękaj się! Ona tylko sprawdza Czy czekasz na nią ze strachu spocony I zadowolona mamrocze: On jest mój! Ten mały Żydek już dawno nie żyje Choć jeszcze o tym nie wie
Do świtu daleko, oczy więc zamykam Widzę twarze najbliższych, dalekie miasteczko Mą zastrzeloną matkę, ojca który przeżył I jeszcze pół wieku zrywał się nocami A umierając szeptał – cicho, cicho ...
Bielsko – Biała 1994 r.
CZOŁG
Bohaterom Powstania w Warszawskim Getcie w 60 rocznicę
Znów miałem sen – dlaczego Panie Sny takie piękne zsyłasz z nieba? Nam teraz żadnych snów nie trzeba! Daj Ty nam lepiej Panie garść naboi Bo jak ich braknie biedny Gudłaj stoi I myśli co ma robić, k... Gdy zza zakrętu wyjdą takie syny A on jak głupi rzuci się z bagnetem Lecz nie dobiegnie – oni wcześniej go ustrzelą.
O daj nam Panie tylko dziesięć karabinów By kilku chłopców co rzucają butelkami Mogło nareszcie zagrać marsza Szwabom Horst Wessel Lied zagrają im karabinami
O daj nam Panie czołg! Bo takim czołgiem Wdepczemy w bruk przeklętą bandę drani Armata plunie ogniem w gestapowskie mordy Będziemy jeździć całym gettem, jak pijani
Po co się modlę? Pewnie nic nam nie dasz Trudno! Zginiemy tak, jak zginąć mamy Ale pamiętaj! Tym, co po nas przyjdą Daj wszystko, o co teraz my błagamy Aby gasnące oczy braci – Żydów W ostatnim błysku zobaczyły – RAJU BRAMY!
AMCHU *
Amchu – bracie mój, Amchu – siostro moja, Czemu samotnie tułam się po świecie? Ludzie, tylu was, czy o nich nie wiecie? Gdzie wszyscy zniknęli, gdzie moja rodzina?
Mamo, tato, co z wami, czy jeszcze żyjecie? Z nadzieją patrząc w nieznane mi twarze Cichutko pytam: Amchu? A oni nie wiedzą, Co znaczy to słowo, więc odchodzę milcząc ...
To nic, jeszcze przyjdzie dzień gdy ich odnajdę Nielicznych, co przeżyli, miliony pod głazem. I zaśpiewamy Panu i świat nas usłyszy, Na wieczność szczęśliwi – znów będziemy razem.
Bielsko – Biała 1996 r.
* Amchu – w gwarze żydowskich dzieci „swój”. Tym słowem rozpoznawały się w czasie okupacji i po wyzwoleniu żydowskie dzieci – sieroty.
|