Marek Wawrzkiewicz
(ur. 21 lutego 1937 w Warszawie), polski poeta, dziennikarz, tłumacz.
Debiutował w 1960 roku zbiorem wierszy Malowanie na piasku. W swoim dorobku twórczym ma ponad 30 książek. Są wśród nich tomy wierszy, powieść, szkice teatralne, antologie i książki przekładowe. Do ważnych tomów wierszy należy zaliczyć m.in. Późne popołudnie, Każda rzeka nazywa się Styks, Eliada i inne wiersze, Smutna pogoda, Coraz cieńsza nić, oraz Dwanaście listów - tom apokryficznych tekstów o miłości, śmierci i przemijaniu.
Absolwent Wydziału Historii Uniwersytetu Łódzkiego, tłumacz władający kilkoma językami, wydał m.in. antologię poezji rosyjskiej Pamięć.Poeci St. Petesburga. Wiersze Marka Wawrzkiewicza przełożone zostały na kilka języków. Jego opowiadania, wiersze, reportaże i przekłady znaleźć można w kilkudziesięciu antologiach polskich i zagranicznych. Ponad trzydzieści lat pracował jako dziennikarz radiowy i prasowy. Był redaktorem naczelnym pism literackich Nowy Wyraz, Poezja, oraz tygodnika Kobieta i życie. Uhonorowany wieloma nagrodami literackimi - ostatnio srebrnym medalem Gloria Artis (2006). Członek PZPR od 1972 r. Od 2000 roku prezes Oddziału Warszawskiego Związku Literatów Polskich, od 2003 roku prezes Zarządu Głównego ZLP.
|
Marek Wawrzkiewicz -- Marek Wawrzkiewicz Podróż, która mi się opłaciła Adamowi Marszałkowi Przybądź tu, na górę Huangshan W prowincji Anhui. Wjedź szklaną klatką niemal pod sam szczyt Nad limbami, sosnami i bambusowym lasem. Potem wspinaj się po stromych schodach i ścieżkach W wilgotnej, zimnej chmurze. Niech kłębki mgły Zmyją z ciebie wczorajszy sen i zwyczajną tęsknotę. Zerwij liść z nieznajomego drzewa. Posmakuj, Przypomnij sobie najodleglejszą gorycz, Wróć do siebie, tam, skąd się wygnałeś I wreszcie zrozum: nie dojdziesz na szczyt, Nawet nie wiesz, czy jest, choć inni tam byli. Niech twoja rezygnacja będzie pogodna. Tu, na górze Huangsan, Dwieście kilometrów od Hefei Znajdziesz starość i pogodzisz się z nią. Gdzie indziej nie jest to tak łatwe. Listopad, 2008 r
Zagłada |
Marek Wawrzkiewicz -- Marek Wawrzkiewicz
Jest i nie ma
Wszystko jest i wszystkiego nie ma – Powiedział starożytny mędrzec ze Wschodu.
Ale: Ubywa tego, co jest, Przybywa tego, czego nie ma. Więcej minionego, Coraz krótsza teraźniejszość, Horyzont zaprzecza własnej naturze – Można go dotknąć ręką.
Zieleń więdnie, Deszcz pochmurnieje, Zmierzchają wschody słońca i pocałunki.
Tam, za tym wzgórzem, Majaczy już w sinej mgiełce Furta niebiańskiej autostrady.
Chińska dziewczyna śpiewa jeszcze raz Rzewną piosenkę o ukochanym, co odszedł, Lecz przecież kiedyś powróci.
Niech wierzy. To takie piękne dla kogoś, Kto też kiedyś wierzył.
Xining, sierpień 2007
-- Marek Wawrzkiewicz -- Jest noc
Jest noc. Spisz jak gałązka w wąskiej strudze wiatru. A sen jest białym obłokiem popiołu Nad pochyłością wzgórza, stromą ścianą lasu.
Jest noc. Jezioro - niby gniazdo pełne młodych gwiazd. Ucichły już jaskółki w piaszczystym urwisku, Rosa jak szary żagiel płynie na wikliny.
Jest noc. Jak głęboki oddech. Jak milczenie ptaków. Jak świt, który przecież wstanie z cichej wody I obudzi gałązkę śpiącą w strudze wiatru.
Jest noc. I krew śpiewa cicho swą ciemną piosenkę.
Sierpień, 1973 r.
Ocalenie
Kochana, zbudź mnie po północy I w głuche ucho powiedz szeptem, Że nieuchronnie ku nam kroczy Morze przejrzyste jak powietrze – Błękitna fala prześwietlona Słonym promieniem. Ja uwierzę I zasnę znowu w twych ramionach.
Kochana, ale zanim zasnę, Powiedz mi jeszcze, że znów szumi Sosna samotna pośród lasu W innych samotnych sosen tłumie.
Kochana moja, którakolwiek Z moich kochanych, z minionego, Ocal mnie, uchroń cichym słowem Od marnej jawy i snu złego.
Ale to mów mi ty – jedyna, Któraś przetrwała w moim świecie. W tobie kochałem wszystkie inne, Bo w każdej innej byłaś przecież.
Niepowtarzalna, jednokrotna, Nieosiągalna, moja cała, Ta, której nigdy już nie spotkam, Bo raz spotkana – pozostałaś.
Najodleglejsza i najbliższa, Mów nocą o przejrzystej fali, Powiedz, że morze tu się zbliża, Z którego nic nas nie ocali.
Gwiazda
Mgła wczesnej nocy łączy się z dymem, Spełniła się niska gwiazda. Niespodziana Jak podróż w mrok, jak spotkanie dłoni, Które się dawno nie widziały.
Podróżowaliśmy razem – ja do ciebie, A ty do mnie. Mieliśmy ten sam cel, Ale widzieliśmy go inaczej. Twój – jawa ważki, Mój – jak sen kamienia.
A mimo to byłem szczęśliwy. Jak chyba każdy, kto docenia chwilę, Wiedząc, że zaraz minie, Że nie będzie innej, Choć odrobinę podobnej.
Miasto już było senne, na wąskie uliczki Spadały strzępki czasu. Odwróciłem głowę I spojrzałem w stronę, gdzie była ta gwiazda.
Ale ona już spadła pomiędzy wulkany I blask w niej wszelki mętniał i umierał. |













