Marian Grześczak
(ur. 22 marca 1934 roku w Nochowie koło Śremu, zmarł w Warszawie 27 stycznia 2010 roku.), poeta, prozaik, dramaturg, eseista, tłumacz, krytyk literacki, redaktor. W latach 1952-1956 studiował polonistykę i bohemistykę na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Był współzałożycielem i kierownikiem artystycznym Klubu Studenckiego Odnowa oraz współtwórcą grupy poetyckiej Wierzbak. Współredagował kilka czasopism, między innymi „Poezję”, „Scenę”, „Tygodnik Kulturalny” i „Twórczość” - z tym miesięcznikiem był związany do końca życia. W latach 1990 - 1996 był konsulem w Czechosłowacji i radcą ambasady w Republice Słowackiej oraz dyrektorem Instytutu Polskiego w Bratysławie. W latach 1996 - 1999 pełnił funkcję prezesa Zarządu Głównego Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.
Więcej na www.grzesczak.art.pl
|
Wiersz nieskończony
Najcudowniejsze widoki pojawiają się zawsze o zmierzchu kiedy oczy miast rozkwitają fioletem czystszym niż zmatowiała od żaru przestrzeń
Wydeptując z uporem płaty chodnika przed domem towarowym niecierpliwię się zanim przyjdziesz upraszczając krajobraz
Podbiegasz w pewnej minucie i oczy moje łagodnieją na twój uśmiech
Miasto podnosi śpiew wyższy o nasz szept na najbliższym przystanku linii pośpiesznej
W poszczerbionym otworze okna przez mgłę nasze coraz zmieniające się krajobrazy
Teraz przychodzi niecierpliwość którą noszę w sobie ilekroć wiem że to przyjdzie
W tym milczeniu zgrzyt zamka jest serdeczny objawia nagłą bliskość której nie przeczuwasz
Tu jest twoje krzesło a tu moje Drobne kwiaty rozwijają się w twoje piersi które znam Idziemy do siebie powoli i stanowczo
Stwarzamy ład najcudowniej objawiający się o zmierzchu kiedy płyty chodnika niecierpliwią mnie zanim przyjdziesz
|
Apteka
Gdzie jest apteka na jakiej ulicy Skulona idzie miastem młodziutka umarła Staje za mną i chusteczką wypędza wiatr z oczu Jak żal im siebie kiedy z pustych ust Wysypują ciepłe pierze życzliwości Z nadzieją na ramionach ktoś wyfruwa Jakieś obce choroby jednoczą się I mówią wieloma głosami Mijam puste serce co zwiera Powoli dwa zmęczone trwania Przechodzą niewidzialni cicheńcy i krusi Gdzie jest apteka na jakiej ulicy Jeżeli tam nie byłeś musisz wejść I stanąć w ciepłym oddechu młodziutkiej umarłej A jeżeli tam byłeś nie zadawaj pytań Jak ci dwaj staruszkowie co stoją przed tobą Wsparci o jedną laskę
Tu nie ma żadnej apteki Tu nie ma nawet ulicy Tu jest miejsce do stania Chwila do umierania Ziemia do zasypania Pamięć do pamiętania
(Z tomu Kwartał wierszy)

|