Pisarze.pl

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

Jan Stanisław Kiczor

O sobie: Jeśli powiem, że jestem późnowiosennym Bykiem, to mówiąc mało, powiem jednocześnie zbyt wiele. Ale tak było i na to wpływ mój był żaden.
Później bywało już różnie.

Nie uchwyciłem tego momentu, kiedy zacząłem pisać, więc trudno mi do tego faktu jakąś szczególną ideologię dorabiać. Po prostu, zacząłem i już. Piszę na przekór wszelkim stylom współczesnym, sięgając do nurtu, zdawałoby się wyczerpanego, a przecież ciągle pełnego nowych możliwości. Wbrew pozorom, nie ma we mnie pesymizmu, więc nawet rzeczy poważniejszej natury, staram się okrasić optymizmem i pewną radością wynikającą z faktu samego życia. Zresztą, cóż się rozpisywać. Puszczam zatem w świat myśl moją, postrzeganie, a reszta to już tylko w rękach i umyśle czytającego.
Carl Sandburg powiedział kiedyś: „Poeta to zwierzę morskie, które żyje na lądzie, marząc równocześnie o tym, by móc latać”. I tego się trzymam.



Nie śpi spokojnie duch przeklęty


Zamknięty w klatce niedosłyszeń
Buduję własną wersję zdarzeń
I na szkieletach białych myszek,
O promień kłócę się z witrażem.


Z jakiejś potrzeby potwierdzenia,
Wyciągam chciwie rdzawe palce,
Sznurując okrzyk w światłocieniach,
Trzymam odpowiedź – chleb z zakalcem.


Nie było nocy, nie ma świtu,
Ból ulokował się w pościeli
A nowe wersje starych mitów
Każą zdjąć z siebie płaszcz nadziei.


Niedoświetlone fotografie
Ułomnie kreślą linię dachów,
Zabrakło kiedyś celnych trafień,
Usypiam w łóżku pełnym strachu.



Na poczekaniu


"Są ludzie całkiem mi obojętni, nieznani
mijani w pośpiechu i są tacy przy których
zatrzymać się pragnę i pomóc, nawet wtedy
gdy o tę pomoc nie proszą..."


Zacznijmy wszystko od początku;
Niech będzie wieczór, noc i rano.
Trzeba prześledzić wiele wątków
I zabezpieczyć myśl utkaną.


Jeszcze się krzew nie ukorzenił
A zobacz – kwitnie, choć nieśmiało,
Pod winoroślą, tuż przy sieni,
Rozszyfrujemy pozostałość.


Pachnie śliwami gdzieś w ogrodzie,
Zmęczone liście – obojętne,
A nam wciąż mija dzień, jak co dzień,
Lecz jakby cieplej, jakby chętniej.


W szklankach się mieni bursztynowo,
Coraz mniej obcych jest zakątków;
Zacznijmy wszystko więc „ab ovo”,
Lub jak ktoś woli – od początku.


Przestrzeń


Nie zobaczysz ogniska wśród falban i loków,
Nie zobaczysz milczenia ukrytego we mnie;
Z widm utkana granica przetrwała na progu
I jeden kąt jest jasny, w drugim nieco ciemniej.


Splecione zaufanie - z trzciny wiotkiej, prostej,
Wiąże razem tę lekkość od brzegu do brzegu,
Wciąż tylko iść potrzeba wymyślonym mostem,
Ku rozdrożom otwartym, jak północny biegun.


Słowo czasem nie kłamie przechwycone w locie,
Choć sens traci gdy nadto wyzbyte przestrzeni,
I można godzinami słuchać marnych pociech,
Że los się znów uśmiechnie. Lecz uśmiech się zmienił.


Różnorakie talenty nie są zbyt nachalne,
Leżą cicho, przy łóżku, czekając na chwile.
Brak róży. Ogród pełny roślinności marnej
Zielenieje z uporem. I tak jest najmilej.


 


W polach


Świątkowi nie jest wszystko jedno,
Gdy tkwi w kapliczce, na rozstaju,
Gdzie kwiaty wcale nie chcą więdnąć,
A ludzie szczerzej - przeżegnają.


Brak tam kadzidła i i ornatu,
Nie brzmi pochwała w wielu pieśniach,
Lecz bliżej stąd do ludzkich światów
I piękniej o nim pisze Leśmian.


W archikatedrze łąk i lasów
Częściej się ludzie w modłach gubią
Jakby też mieli więcej czasu;
Tak dużo mówią – nic nie mówiąc.

 

 

 

Coraz bliżej zmierzchu


Z nadmiaru własnych rzeczy wyszukuje wszystkich
Którzy nie chcą powietrza. Wystarczy im kamień.
Rozpoznane są straty, podliczone zyski,
Tylko czasem chłód jakiś szarpie moje ramię.


Mijam się sam ze sobą, potykam o siebie,
Zatrzymuję na kształtach które nic nie znaczą,
Lub od słowa do słowa usiłuję przebiec
A one drżą po kątach, bojąc się i płacząc.


Oprowadzam wspomnienia po własnej pamięci,
Zapomniane zaułki porośnięte kurzem,
Jeden strzęp się ożywił, lecz inny uśmiercił,
I tylko wciąż wędrówka jakby trwała dłużej.


Powiększam pod soczewką co jest i co było;
Pęka mur i z dnia na dzień, coraz większy wyłom.



Wędrówka


W nierozpoznane wciąż podchodzę,
Po kamiennym szlaku znaczeń.
Wśród mgieł się czai jakaś przynęta;
Mówili o niej, lecz nie pamiętam.
A pełno we mnie uszkodzeń,
I wciąż ze wzrokiem wbitym w ziemię,
Dlaczego? Nie wiem,
Pewnie nie można inaczej.


Kiedy się wszystko rozkołysze,
Myśl wskroś spojrzenie rozchmurzy.
Chaos wyrwany z myśli początku,
Sam szereg nowych ułoży wątków,
Ze wspomnień różnych, zasłyszeń.
Złoży autograf pod obrazem
Pamięć. Tym razem.
Sam siebie nie mogę zburzyć.


Ostatnia przełęcz już przed szczytem,
Kosodrzewina się płoży.
Wiatr zagubiony jęczy w urwiskach,
Odchodzi, wraca, wszystko uciska,
Znaczenia wszelkie zakryte.
Gdzieś przestrzeń nowego poznania
Po cóż się wzbraniać?
Wystarczy ciało ułożyć.



Zależności


"...wiersz wychodzi z domu i nigdy nie wraca,
wiersz nie pamięta domu którego nie było..." (A.Sosnowski)


Zastygła w niedopląsie tanecznej igraszki
Strofa zniecierpliwiona piórem Sosnowskiego,
Wcześniej, sama na siebie napisawszy paszkwil
Zniknęła. Został autor. A z nim alter ego.


Wyprawiona za własną granicę języka,
Gdzie sam mistrz Maliszewski błądzi na kolanach,
Samplowanym fragmentem wije się w przesmykach
Zagęszczonej konstrukcji z utworów Celana.


Destylowane słowa okrężnie i cicho
Tańczą razem, choć każde woli inną stronę,
Rozłazi się już dawno znoszony uniform,
Laboratoria tworzą nowych słów komponent.


A strofa błądzi sama wśród prześwitów, sklepień;.
Szuka na peryferiach - zagubionej siebie.



Pierwszy raz


Nie mogliśmy się sobie wzajemnie nadziwić;
Wszystko pierwsze w igraszkach, dotykach i pąsach
Nieśmiałość zabłąkana w myślach pożądliwych,
Jeszcze walczy z pragnieniem, wstydliwością kąsa.


Niezbadany czas złudzeń, obaw i ufności,
Przytulony wzajemnie do własnego ciepła,
W nierozpoznanej głębi uśmiech już zagościł,
Obszar nocy we własnych zatrzymany piekłach.


W powściągliwości gestów, wśród zauroczenia,
Podążając przez ciało niewyzbyte dreszczy,
Zdumieni urodzajem utkwionym w spełnieniach,
Obejmujemy ciemność, aby trwała jeszcze.


Dojrzeliśmy w zachwycie spełnionego rytu,
Tyle zmierzchów przed nami i krawędzi świtów.


list żałosny


nie zamieszkałem w żadnej twojej części
rozpoznawalnej - dobrej czy najgorszej
strach mnie obleciał bałem się sam siebie
bardziej niż wspólnych zakurzonych cieni


zbędne marzenia gdy już jest za późno
albo za wcześnie i ginie apetyt
na pomarańcze szaleństwa i spazmy
jak może tulić poranione drzewo


którego blizny tkwią na naszym ciele
a żaden dotyk pęknięć nie oswoi
zimnem się moim żadna nie rozgrzeje
wypukłość ciała czekająca grzechu


i nic ponad to - omijam cię tylko
by słowom nie dać niepotrzebnych znaczeń
milczę przezornie choć kiedy się potkniesz
w innym odcieniu przybiegnę podtrzymać


Widnokół - tryptyk


***

nie rozkwitam
rozbolała mnie zima
uwiera opatrunek
z poszarzałej bieli


zabrakło granicy
nadzieja zlewa się z codziennością


w zatartych słowach
sens znalazł własną przestrzeń
której nie sięgam
wchłaniam dalekie kontury
i jedno jest pewne
one wchłaniają mnie


szarość przechodzi w szarość.


***


dojrzewam po zmroku
przeglądając listy
te nieotrzymane są najciekawsze
nienapisane
napawają optymizmem


usiłuję zaprzyjaźnić się z myślami
ale od kiedy powędrowały za tobą
zerwały wzajemność


oswajam się sam ze sobą
aby pokochać samotność
osłupiałej pościeli


prześcieradło jak pusta kartka
wciąż białe



***


skazałem się na wygnanie
nocą


pusty peron
ironicznie milczy
odchodząc w ciemność


wagon nie ma dla mnie miejsca
jakby nie wierzył w
szlachetność zamiarów


jak wjechać w tę przestrzeń
która choć mami
nie chce grać w zielone


tylko zimno otula łagodnie
a złe powietrze
niesie gniew


choć i on zblednie
poszarzeje.


Bogumiła Wrocławska

 

Pisarze.pl
E-tygodnik literacko-artystyczny
Numer 21/12 (92)
ISSN: 2084-6983



Dziś René Magritte

 Zdradliwość Obrazów, Zagubiony Dżokej oraz Terapeuta to najbardziej znane obrazy René Magritte’a.

więcej>>

Coraz więcej listów do Państwa, coraz więcej wierszy, mało prozy, widać, że nie cieszy się ona specjalnymi względami, albo może prozaicy są bardziej skryci, bardziej tajemniczy.




Strona oparta na Joomli