|
Wiersze Tygodnia -
Paradoksy
boże muzyko ponad językiem mowo absolutna mitem nie skażona
wibracje powietrza co w ruch wprawiają niebo złoty deszcz – kamień gdy tylko dotknie ziemi
niewidzialna obecna milcząca pomiędzy dźwiękami zmartwychwstajesz choć nie cichniesz – w ciszy
boże muzyko nie domagasz się wiary ale wierzyć w ciebie to przechodzić granice nieskończonych światów
Jesiennie
„Plejady to gwiazdozbiór już październikowy.” Jarosław Iwaszkiewicz
…miłośnik jesieni która we mnie wzbiera i ciemne światło rodzi bo jeszcze nie ciemność – staję na wierzchołku października jak na kładce a gwiazdy szumią nade mną tyle tych październików a każdy jakby ostatni jakby pierwszy i nigdy nie wiadomo czy można liczyć na listopad i grudzień bo przestrzeń woła tak samo i bawi się ludzką niepewnością zaprasza mleczna droga chwilowo daremnie – noc twierdzą wieczności którą zdobędzie jutrzejszy dzień – a potem cóż potem zapewne plejady
Jeszcze jeden
zdarzył ci się dzień w jego fałdach znowu zgubiłeś okulary ukryłeś ból zapomniałeś nazwiska znajomego
ale się zdarzył jest i trochę będzie niczym tęcza na ciemniejącym niebie
pełen zakamarków tajemnic niedomówień rozjaśniasz go zapamiętanym słońcem które unicestwia gniew i ożywia w tobie zapomniane twarze już rozpoznajesz każdą odrzucasz ból znajdujesz okulary wyciągasz rękę by uchwycić się czegokolwiek jak bariery chroniącej przed ciemnością
* * *
bóg ojciec zgolił brodę chrystus krzyż połamał gołębicę zjedli apostołowie matka była zwyczajna żyła i umarła ziemia wciąż rozciąga orbitę ma dużo miejsca odkąd z mitu na wolność uciekła wszystko krąży wierzy tylko w przestrzeń umyka prostym zależnościom
jest
Symbole
dwie linie dwa drewienka odwrócony cień powietrza jak człowiek w zwierciadle niczym własna śmierć ciemna ściana nieskończoność nic
przekraczanie siebie wyprzedzanie niewypowiedzianych myśli szybszych od krzyku
skrzyżowanie równorzędne krwi płynącej z różnych kierunków poprzez planetę dalej dalej
w ogniu śniegu dwie linie dwa drewienka |
* * *
pozwól uwierzyć że cię spotkam choć w innym czasie przebywamy ale jesteśmy gdzieś tam w tłumie ulicznym autobusie metrze i w odległościach niewymiernych o których ciągle nic nie wiemy
pozwól uwierzyć że istniejesz w świetle w ciemności poza wzrokiem bo widzę ciebie – choć nie widzę – taką jak niegdyś zobaczyłem
pozwól uwierzyć głupią wiarą że znów powróci co nie było i że istniałem w mgnieniu oka aby tę chwilę w wieczność zmienić
Fotografia spojrzałem na swoją fotografię – był to ktoś obcy czy on jeszcze żyje czy go znałem co on właściwie robi
przecież sobą jesteśmy tylko dla siebie a ten daleki facet obojętnie czy s.j. albo nn jest za zewnątrz mnie może to kolega którego nie lubię znajomy z widzenia albo wróg bo uwiódł moja kobietę
zupełnie zapomniałem kim jest – pamięć to tylko ślady świadczące na nasza niekorzyść zdradzają najskrytsze wędrówki do miejsc które chcielibyśmy zachować wyłącznie dla siebie
nie czuję nic wspólnego z tą fotografią ona – bezczelnie chce mnie przeżyć
Blisko coraz dalej
znowu to samo znowu chcesz mi wykrzyczeć że jesteś słyszę – pojawiasz się niczym gwiazda na pobladłym niebie którą widzę tylko ja i rozmyślnie ślepnę
niebo coraz wyżej obracam się w serpentynach powietrza obijam o każdy dźwięk boli mnie każde słowo a bardziej – milczenie
lepiej oddal się coraz ciszej wołaj – albo odważnie daj znać że cię nie ma
* * *
pewnie już nie żyję poszerzają się widnokręgi lęku wyobraźni szklanki piwa siedzę piję i czekam choć nie ma na kogo nie przyjdziesz w porę nie wskrzesisz ani jednej komórki choć może się zbliżasz a ja tego nie wiem pewnie już nie żyję na twoją nieobecność
Przez telefon
po co się spotykać – powiada ona – telefon przy uchu bryłą lodu a ucho czeka na cieplejszy promień
po co – jej głos na moment łagodnieje – telefon się rozgrzewa krążę po mglistych widnokręgach w znowu stygnącej zamieci niczym w kosmicznym pyle słów które spadają w głąb nieskończoności
nie znaczą nic dzień się przechyla jakby miał upaść pogrzebać pod sobą świat słowa – po co się spotykać i nas niedopowiedzianych do końca uboższych o jedno spojrzenie o jedno ocalenie
|













