|

Roman Śliwonik
* * *
I są wigilie jak opłatek suche nikt się nie rodzi Przez drzwi uchylone nadejdzie tylko wiatr a to jest podróż po morzu zbyt czarnym moja wędrówka do ciebie zawsze krótsza niż oddech to pamięć kołująca w szczatkach rozbitych ścian to twoja podróż do mnie I są wigilie jak oplatek suche Marie łagodne nie przyjdą do opuszczonych rzek dzień osypuje się w niskość w pejzażu topnieje słońce po wszystkich drogach Mario niesiemy kruchość swoją

Aleksander Nawrocki
Do Jezusa – zaproszenie na wieś
I
W miastach tyle reklam, a żadna o Tobie. Każdy czeka na prezent, a mało na Ciebie. U nas pola szerokie i serca głębokie, a gwiazdy na sosnach szepcą: On jeszcze jest w niebie.
W miastach pełno Judaszy, Herodów i Piłat, tu śnieżny obrus, dusze jak z opłatka wierzą, że jesteś, na pewno i modlą się: przybądź; już dzieci ci zawieszają na choince jabłka…
II
Nie idź, Dziecię, do miasta, tam tyle Herodów, fałszywych proroków i dresiarzy sumień, tam Cię wyśmieją, zadepczą, zapomną, albo przypną do klapy jak wygodny gadżet.
Niektórzy Cię do swoich drużyn będą wciągać, a kiedy nie zechcesz, odrzucą z niesmakiem, albo nawet oskarżą, zaszczują na amen, postraszą życiorysem z nieprawego łoża.
Nie idź, Dziecię, do miasta, tam mają swe racje, a Twoje, na opłatku, za kruche, nie dla nich, oni nigdy nie mieli Biblii w lepkich łapach, dlatego tacy pewni, z belką w chytrych oczach.
III
Nie idź, Dziecię, do miasta, zaduszą Cię w tłoku, omamią reklamą i świętem dla siebie, nie będziesz celebrytą na modnych salonach i internet nie wspomni o przyszłym proroku. dzieci ci nie pozwolą tknąć swoich zabawek, w parlamentu poprawkach nie zagościsz wcale, może tylko żebrak pozna Cię o zmroku, kiedy w swoim barłogu spojrzy w oczy gwieździe i westchnie z głębi serca: Ty też jesteś biedny i bezradny jak wszyscy, którzy dobra pragną, takie w aureoli na pokaz dziwadło.

Andrzej Wołosewicz
A przy żłobku taka cisza – kolęda XXI wieku
Gwarno w mieście, gwarno w pracy Przy śledziku, na zakupach Albośmy to jacy tacy Nam to już nie wolno w trupa?
a przy żłobku taka cisza której nikt już nie usłyszał
Nie masz czasu na zadumę Raban, pośpiech, pęd, gorączka Bo inaczej już nie umiesz Więcej, prędzej, tłuściej, mądrzej?
a przy żłobku taka cisza której nikt już nie usłyszał
Tak balują wszyscy wszędzie Jazgot mediów, wrzask reklamy W naszym domu po kolędzie Ken i Barbi i tam-tamy
a przy żłobku taka cisza której nikt już nie usłyszał
Nie pędź dalej, stań na chwilę Spójrz na Gwiazdę, ręce żony Niech wystarczy tylko tyle Zwykłe – z Bogiem, pochwalony
bo przy żłobku po to cisza żebyś serce swe usłyszał

Stanisław Esden - Tempski
A UDERZAJĄC W ZIEMIĘ ŚNIEG
Dzieci kroczą wokół choinki Ojciec się chwieje Matka próbuje chwycić się ust Które bełkocą
Choinka gubi resztę Igły wychodzą na zwiady Z fałd prześcieradła Wstaje duszny kłujący świt
Piosenka błąka się po katach Pustych bo niezbadanych Chłopiec ogląda ręce Na rękach pisze „nie kocham”
Dlatego patrzy w oczy ścian I myśli jak tu zacząć Pisze list do innej części kraju Gdzie święta także są zimne A sanki stukają o bruk Dzieciom topnieją ręce Marzą o sieniach Mocnym zapachu stęchlizny Czerwonych ustach pieca Liżących stopy
Nagle zapada kurtyna i oddziela Uderzając o ziemie śnieg przypomina sobie wszystkie ponure Gwiazdki smak pogrzebanych żywcem świąt z wyszarpanym językiem kolędy

Bogdan Justynowicz
PROZA JASEŁEK
Cała światłość świata na Dziecko i Matkę.
Już są: telewizja wieczysta i pastuchy i okoliczni i przybieżeli trzej królowie we czterech.
(Czwarty: kupiec zbłąkany tej dziwnej nocy, współczujący, ciekaw planów familii i dróg do Egiptu – tych nie strzeżonych bezpiecznych od zbirów Heroda; och, jakże pachnie, jak pachnie na trzy stadia drogim olejkiem - jak dwór tetrarchy…)
Jest i cieśla – wiek podeszły, fach nie medialny – (pięć sekund na wizji - ośli ogon, pięć sekund - starzec) w tej gorączce z 24-go na 25-ty dzień miesiąca Kislew ani go pozdrawiano, ani reflektor odprowadzał kiedy skrywał się za kulisą żeby czasu nie trwonić.
Takie tam drobne sprawy; z off’u…
- Ośle, bydlątko boże, przeżułeś co nieco widzę, naści podpłomyk na deser. Chwila i w drogę, zgoda? -Ty będziesz dźwigał Matkę i Dziecko, ja moją skrzynkę z żelastwem, bo musisz wiedzieć cieśla przyda się nawet na końcu świata, czyż nie? - O, i w sakiewce coś brzęczy: jeden denar, dwie drachmy A to znaczy: dano nam dzisiaj chleb i mleko i siano, może owies… jeśli kurs nad Nilem korzystny. - I jest Dłużnik… Czuwa nad nami!- o, ponagla nas supergwiazda – hojny Dłużnik, ale zmilczmy kto z nas winien, kto ma…
Majster pochyla się, odgarnia ze ścieżki dwie skrzyżowane belki, trzy ćwieki. Twarz kupca w głębokim śnie, w drgawkach – sprzeniewierzył się służbie. Światła górne i dolne gasną. Cicha noc; Józef prowadzi rodzinę w egipskie ciemności.

|
Ernest Bryll
Przytul je
Przytul to dziecko- mówi – podając nam syna
Przytul, kiedy nie umiesz nawet się pomodlić
Dotknij tłuściutkich nóżek, spojrzyj w oczy modre
Bo niemowlęta najpierw modre oczka mają
Przytul serce do serca; Tam gdzie się zaczyna
Źródełko miłosierdzia. Słyszysz – oddychają
Listeczki płuc. No przytul Je. Czego się boisz?
Zmień mu pieluszki. Czemu życie twoje
Takie przeciwne tobie? Pomóż, posiedź nocą
Przy Dziecku gdy ma kolkę. Pobujaj kołyską
Prosi Maria. – Bądź blisko Dziecka. To jest wszystko
To zawsze się udaje. I trwaj przytulony
Bądź teraz silny, Tyś Dziecka obroną
Nawet gdy w życiu twoim wszystko zagubione
Przytul je…

Ernest Bryll
KOLĘDA O GWIEŹDZIE
Każdy z nas w brzuchu kobiety jest gwiazdą Najpierw okrągłą, gładko utoczoną, Tą ulgą po miłości, tą miękkości miazgą Jeszcze w ból nie obrosłą cierniową koroną
A potem gwiazda rośnie. Kolczaste promienie Rozpierają przeponę. Potem imię kruche Między uda rozdarte, napięte golenie Ze światłem krzyku wschodzi nad kopułę brzucha.
No cóż... Ciało się sklęśnie. Zapomną się rany, Obrosną ciemnym włosem na radość dla chłopów,
Bo po cóż mają baby patrzeć ze łzą w oku W te gwiazdy niedowzeszłe, w życiu utytłane.

Ernest Bryll
Zejdźmy się jak na wilię…
Zejdźmy się jak na wilię. Razem podzielimy
Nasz strach, strapienie, niejasność, zwątpienie
Może ten chleb kamienny dotknięty przez innych
Stanie się miękkim chlebem naszej ziemi
Zaśpiewajmy, co jeszcze przez łzy można nucić
I postawmy talerze dla tych co wędrują
Może się który zdrowo do nas wróci
I wyciągnijmy ręce...
Niech wszyscy poczują
Że to co we mnie umiera to w innym
Być może jeszcze żyje. A co w nim umiera
To we mnie jak w Betlejem zrodziło się teraz
I na świat patrzy gwiazdy spojrzeniem dziecinnym
Nie trzeba życzeń bo i co tu życzyć
Wystarczy kącik, chwilka żeby się przełamać
Tym co najbardziej boli. I razem policzyć
Bliskich którzy przegrali ale nie chcą kłamać
Zejdźmy się jak na wilię. Razem podzielimy
Co boli ciebie. A co boli innych

Stefan Jurkowski
Gwiazda – Betlejem
światło rozdarte na dwie drzazgi światła a w tej szczelinie słowo się nie mieści
tam go nie szukaj nie mów nic: milczenie także choruje na zbyt wielki wymiar
bo w tej szczelinie odblask tylko który bywa milczeniem słowem i ciemnością – –

Stefan Jurkowski
* * *
hej kolęda kolęda prawdą się bawimy anioł w masce heroda herod w masce anioła
zapatrzeni w gwiazdę która już nie płonie ślepo za nią idziemy śmieją się trzej królowie
hej kolęda kolęda a chleb w niepamięci złota i mirry nie ma kadzidło w nadmiarze
hej kolęda kolęda ma przyszłość nadzieja (dziecko chociaż głodna może się wychowa)

Tadeusz Urgacz
Napisz mi gwiazdę
– Napisz mi gwiazdę – – Piszę – Gwiazda mruga. – Czym gwiazda mruga? – Siwymi rzęsami. – A czy ta gwiazda jest krótka czy długa? – Krótka jest bardzo i kończy się łzami.
– Kto płacze, komu zrobiło się smutno w blasku choinki, w Boże Narodzenie? Czy gwiazda świecić już nie będzie jutro?
– Jutro, dzieciny, to dla mnie marzenie –
Rozmowę taką mogłem mieć z Michałem, rozmowę taką mogłem mieć z Kamilą, ale jej nigdy – jak dotąd – nie miałem. Dzieci jak gwiazdy podobne motylom.
Są. I już nie ma ich. Nim zaistniały w mrok odlatują, w dorosłość, w mijanie. Za Narodzenie Boże, za śnieg biały śmigły renifer przeciąga ich sanie
lub delfin jakiś potworny cudownie z łbem przytroczonym do ich kalendarza jakby ktoś ciskał weń ogniste głownie pędzi z ich łódką po śliskich wirażach.
– Napisz mi gwiazdę.
– Już jej nie napiszę, zgasła, w kamienne wkopciła się ściany, gdy usłyszała jak płacze wśród ciszy ledwie Dzieciątko, już Ukrzyżowany.

Alicja Patey-Grabowska
Wigilijny wieczór
Już i ziemia pod śnieżnym obrusem.
Na choinkach migocą gwiazdy.
Jaka cisza w Wigilijny wieczór.
Przyłóż ucho do serca drzewa. A usłyszysz: Wiatr w gałęziach kolędy śpiewa
I podzielić się chce z Tobą opłatkiem.

Irena Kaczmarczyk
Wigilia w Krakowie
Mróz wspina się po szybach haftem wigilijnym Biały wieczór nad miastem niby bajka staje Puls ulic coraz słabszy, migocą latarnie Przyprószone srebrzystym, mariackim hejnałem.
Pod Ratuszem świat czarów. Choinki. Światełka. W śnieżną Rynku podłogę świąteczny świerk wpięty Na kamiennym obrusie jemioła dla Piotra Z opłatkiem dla artystów i samotnych wierszy.
Bracka, Szewska, Floriańska w puszystych zasłonach Blady księżyc rozświetla cień gotyckich sieni Planty w białych koronkach wypatrują gwiazdy Z której strony Krakowa na wieczerzę sfrunie ?
Ja, dziecięcą Wigilię do dziś w sobie noszę Pachnie złotem pszenicy i prawdziwą jodłą Gdy Kraków wpina gwiazdy w wigilijne niebo Słyszę, jak się nad sadem płatki śniegu modlą.
Kraków, 1972
|