Pisarze.pl

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

 Libor Martinek 

De profundis


                                                                                  Pamięci Václava Havla

 

 

na początku dwudziestego pierwszego wieku

patrzę w przepaść przyszłości

 

nie przestaje się wydzierać śmiertelny krzyk z gardeł dorosłych i dzieci

mordowanych bez powodu w tej godzinie w tej minucie

 

nie przyjdzie Godot nie przyjdzie Zbawiciel

człowiek na krzyżu unosi się w przestrzeni międzygwiezdnej

 

tysiące meteorytów będą przelatywały przez atmosferę jeszcze niebieskiej planety

tak jak wpadały kiedyś do jej rzadkiej atmosfery i może przyniosły na nią życie

 

większość jednak spłonie tak jak spłonęła Columbia

spopielił się obrazek żydowskiego chłopca z Terezina

 

ten który był więźniem sumienia

wraca z powrotem między obywateli

 

i oddaje władzę z uczuciem ulgi podobnej do tej

którą czuł mały hobbit Frodo kiedy się w końcu pozbył pierścienia mocy

 

oko Władcy pierścieni jednak śledzi wszystkie nasze uczynki

jak Wielki Brat tysiącami obiektywów kamer telewizji przemysłowej

 

w odzyskanej wolności nagle czujesz że nie jesteś wolny

że jesteś tylko trybikiem w machinie konsumpcji rynkowej

 

że jesteś tylko konsumentem który jest kontrolowany

wszystkowidzącym okiem i jest nieustannie dostępny przez telefon przez pager

 

i tak jak generalissimus Valdsztejn na szczycie swych dążeń

zatęsknisz za spokojem na łonie przyrody za regularnym stukotem młyńskiego koła

 

za zapachem świeżo skoszonej łąki i na oścież otwartym niebem nad tobą

usianym nocą tysiącem gwiazd które nas być może zrodziły.

 

 

To było wtedy kiedy Jacek grał polskie piosenki na obitej gitarze

i potem się rozpłakał a ja mu powiedziałem:

 

koleś, „jeszcze Polska nie zginęła” – „a zginęła, zginęła”

odpowiedział i skrajem rękawa otarł łzy z twarzy

 

już go potem nigdy nie spotkałem i do Polski także nie mogłem jeździć

dopiero po rewolucji której tutaj mówią aksamitna

 

a przecież do Polski było blisko na rzut kamieniem

przecież zaraz za osoblażskim dworcem była granica i szlaban

 

wieczorem z polskiej strony słychać było ryk krowy z jakiegoś gospodarstwa

a kiedy zawiał zimny północny wiatr babcia mówiła: „to dmucha Polak...”

 

tak więc z przygranicznej mieściny wyniosłem wspomnienie

o polskim wietrze i dzwonieniu na Anioł Pański które niosło się z Polski aż do nas

 

wtedy wierzyliśmy że tylko Polacy zwyciężą czerwoną zarazę

która doskonale rozłożyła wartości moralne obywateli naszych krajów

 

i razem z braćmi w krwi możemy sobie dziś powiedzieć

że „prawda i miłość zwyciężyła kłamstwo i nienawiść”

 

 

Tłumaczył Franciszek Nastulczyk

 

 

Komentowanie tego artykułu jest zamknięte

Pisarze.pl
E-tygodnik literacko-artystyczny
Numer 21/12 (92)
ISSN: 2084-6983



Dziś René Magritte

 Zdradliwość Obrazów, Zagubiony Dżokej oraz Terapeuta to najbardziej znane obrazy René Magritte’a.

więcej>>

Coraz więcej listów do Państwa, coraz więcej wierszy, mało prozy, widać, że nie cieszy się ona specjalnymi względami, albo może prozaicy są bardziej skryci, bardziej tajemniczy.




Strona oparta na Joomli