Pisarze.pl

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

Bohdan Urbankowski
(ur. 19 maja 1943 w Warszawie) – polski poeta, eseista, dramaturg i filozof.

W 1945 trafił do Bytomia. W Bytomiu rozpoczęła się jego twórczość literacka - już jako uczeń I Liceum Ogólnokształcącego im. Jana Smolenia zorganizował działający w tej szkole Klub Artystów Anarchistów. Po maturze powrócił do Warszawy. Studia polonistyczne i filozoficzne ukończył na Uniwersytecie Warszawskim, jest doktorem nauk humanistycznych. Był twórca i teoretykiem Ruchu Nowego Romantyzmu[1]. Po rozbiciu w 1975 roku Konfederacji Nowego Romantyzmu związał się z nurtem niepodległościowym opozycji, był współredaktorem wielu pism i wydawnictw podziemnych. Stypendysta Instytutu im. Piłsudskiego w Nowym Jorku i Editions Dembinski w Paryżu.

Za działalność wydawniczą i literacką w drugiego obiegu otrzymał Medal Solidarności "Zasłużony w Walce o Niepodległość Polski i Prawa Człowieka", za patriotyczny charakter twórczości Medal Polonia Mater Nostra Est, a także Nagrodę im. J. Słowackiego oraz Laur Posła Prawdy i tytuł Księcia Poetów. Od 16 stycznia 2010 przewodniczący Rady Programowej Związku Piłsudczyków.

Jest autorem ponad 40 książek – dramatów, esejów i zbiorów poezji. Wśród nich znajdują się monografie Polaków – Adama Mickiewicza, Józefa Piłsudskiego, Karola Wojtyły czy Zbigniewa Herberta.

Stworzył też monumentalne dzieło: "Czerwona msza czyli Uśmiech Stalina" - w którym przedstawia życiorysy twórców, którzy odgrywali rolę kapłanów, agentów i okupantów-ochotników w okresie powojennym.


Ryszard Tomczyk












SPOTKANIE

 

Więc tutaj ich ukryto!

Jak śmieci -

nie dopite butelki, nie doczytane książki

jak konające znicze – prócz światła

wydzielające mrok.

 

Więc wszyscy, wszyscy, są tutaj -

starzy krewni, którzy kiedyś tam

przestali nas odwiedzać (czy my ich?),

sąsiedzi – lata świetlne temu

dawali nam na schodach kolorowe landrynki ...

Nawet pan zdun, pan dorożkarz

i domokrążca, który w swej walizce

miał skarby z tej i nie z tej ziemi.

 

Prawda – czasem jak lalki bez rąk czy bez nóg,

twarze pokryte grzybem i rozpaczą

ale są!

Snują się po szpitalnych zaułkach

wspominają dawne dni i rozmowy

aż ślina cieknie im z ust!

 

Wszyscy, wszyscy są tutaj! - dlatego

nie ma ich w barwnych pejzażach

telewizyjnych reklam

nie spacerują odkurzonymi ulicami

- w białym garniturze, z laseczką -

czasem dyskretnie podpierani przez syna czy wnuka...

 

Są tutaj! Jak w zakamarku śmietniska

jak na tyłach supermarketu.

 

Nasz świat jest coraz piękniejszy, coraz młodszy.

 

 

12 VII 2011


/ ILLUMINATIO /

 

Nie widziałem tego człowieka

Nie wychodził z pokoju, nie wstawał

przywiązany do łóżka pasmami cierpliwego bólu

przybity gwoździami dreszczy

 

Tej nocy jednak

musiało coś się stać

coś mu się nagle objawiło, jakaś prawda

 

Nie, nie we śnie

dopiero

gdy przestały działać lekarstwa

przesłaniające ból

sennymi bandażami wspomnień

 

gdy przestały działać wspomnienia -

 

- Jego krzyk biegł korytarzami

rękami czepiał się bezbarwnych ścian

mażąc na nich to jedno

przerażające słowo:

 

Boże!

 

12 VII

 

 

WIDOK Z ULICY

 

Twarze w ramach szpitalnych okien

przynajmniej od ulicy

wyglądają wzniośle jak portrety

mistrzów z całego kraju

 

Cierpienie w nich – aż piękne

tęsknota - przenikliwa

niczym rentgen czy echo serca

 

Podobno widzą - nawet w nocy

nawet za horyzontem

swoje domy, wyciągnięte ręce drzew ...

 

W każdym razie stoją przy oknach.

 

Ciała przecięte bandażami

jakby wstęgami orderów

Nawet z ulicy widać

medale i medalioniki plastrów

krzyżyki blizn

bolesne i zasłużone

 

Twarze nie tylko stare

także młode i na poły anielskie

co różni szpitalną galerię

od np. galerii domu starców

 

Czy za tymi twarzami

jest coś więcej, jakieś głowy, ciała?

czy coś czują ? –

nie wiemy.

 

Ich sylwetki

jak zresztą wszystkie

we wszystkich galeriach

we wszystkich oknach świata

mają tylko tę jedną stronę

tę z oczyma, które natrętnie

szukają naszych oczu.

 

 

 13. VII

 



CHŁOPAK NA PROGU

 

Rozumiem: my, którzy

przeżyliśmy już tyle lat

przeważnie w biegu

tyle dni, których dzisiaj

nie odróżniamy od snów…

 

Rozumiem: dano nam czas

by na chwilę przystanąć

na chwilę się obudzić

odpowiedzieć

czy było warto

 

Dano nam próbkę mroku

i próbkę prawdziwego bólu

jednym słowem – po prostu:

próbkę prawdy.

 

Ale co robi tutaj

na białym, aż bezbarwnym korytarzu

ten chłopak w sportowej koszuli

 

Wygląda jak dziennikarz

robiący swój pierwszy wywiad

 

Zda się, otworzy zaraz usta

i posypią się banalne pytania:

Co pamięta pan/pani z pobytu

w świecie klinicznej śmierci?

Może chociaż anioła?

Może kogokolwiek?

cokolwiek?

światło maleńkie jak kropelka krwi?

 

Być może zapyta podchwytliwie:

co byście uczynili

gdyby nagle

wskazówki czarnych zegarów

zaczęły wirować wstecz

i powróciła młodość

jak czasami wracają kobiety?

 

Chłopak zatrzymuje się w drzwiach

nad którymi czuwa drewniany Chrystus

otwiera usta

ale nie sypią się pytania

tylko cichutki szept zmieszany z popiołem…

 

On mówi w naszym języku!

Jeśli stąd wyjdzie

obcy samemu sobie

zawsze, już zawsze

będzie mówił jak my

 

Będzie widział wszystko jak my

Tylko dłużej

 

 

14 VII

 

 


W MŁODOŚCI, NA POCZĄTKU DROGI

 

To powinno być wcześniej:

ten szpitalny korytarz

okno, przy którym - jak uczniowie przy tablicy

uczymy się pospiesznie

imion drzew, obłoków i ptaków.

 

Emeryt z sercem na poły oślepłym z bólu

opowiada nam o zapachach

świeżo skoszonych traw, dalekich zbóż -

wyczuwa je nawet przez szybę

jak stary pies.

 

Nauczyciel po dwóch operacjach

(trzecia będzie albo już nie)

cieszy się niczym uczniak:

pomiędzy liśćmi dębu

wypatrzył

zatrzymane w powolnym spływaniu ku ziemi

czerwone

kropelki jarzębiny.

 

Na koniec któryś z nas

dostrzegł słońce!

 

Lecz na jak długo przyda się ta wiedza?

 

Tak, to wszystko:

ten szpitalny korytarz, to okno, te krople jarzębiny

to powinno być dane nam wcześniej

 

na początku.

 

                                                                                              15 VII

 „CÓŻ WY MOŻECIE STRACIĆ GOŁODUPCY”

 

Złoty łańcuch na szyi

sam łańcuch - znak nowej wiary!

Kilka domów

- do mieszkania i na wynajem

kredyty na następne.

Samochody zmieniał często jak kochanki!

 

A jeszcze ta działka nad morzem

- więc jakby zagranicą -

już w większej połowie spłacona!

 

Lecz co komu zapisać?

Właściwie nie ma nikogo.

 

Kilka razy

przymierzał się do testamentu -

- nie zdążył.

 

Za trumną pójdzie tylko

urzędnik banku w czarnym garniturze

i Anioł Stróż – bo muszą.

 

Dopilnują by zdjęto łańcuch

i włożono buty z papieru.

 

Po każdym zostaje to

co zdąży rozdać

 

- powie anioł

zamiast „do widzenia”...

 

 

30 VII

OBRY POCZĄTEK DNIA

 

Zapraszamy na wagę

krzyk szpitalnych sióstr

przerywa sny –

akurat

jesteś w rodzinnym mieście

może w ogrodzie

rozmawiasz na ławce z matką

z przyjacielem ze szkoły

a oni jeszcze żyją

 

Zaczyna się kolejny ranek

Zaproszeni na wagę

potulnie wypełzamy

z łóżek i snów na korytarz

Kolejka coraz dłuższa

 

Za każdym chorym jego anioł stróż

niewidzialną stopą

dociska wagę

chociaż te parę deko

na dobry początek dnia

 

By nie widzieli

jak ich ubywa

 

Jak zmieniamy się w nicość

 

 

16 VII

 

 

  

MORDERSTWA NASZE CODZIENNE

 

Wiem, zostało nam już niewiele

tych chwil przelatujących przez nas jak ptaki jesienią

zatrzymujących się na coraz krócej -

a jednak

robimy wszystko

by zabić ich jak najwięcej:

 

Bierzemy proszki, by przespać chociaż kawałek dnia

(sen też trochę jest śmiercią)

upijamy się reklamami w musujących kolorach

albo wbijamy sobie w żyły

coraz większe i większe dawki

odurzających filmów, nawet niemych.

 

Staramy się też przysnąć gdziekolwiek

na krześle, na parapecie, w ubikacji - -

zrywamy się

przerażeni

słysząc stanowcze pukanie

ale już po chwili tłumaczymy:

nie

uspokój się serce

gdzieżby anioł czy ktoś ważniejszy

pukał do drzwi toalety!

 

Czasem siadamy na łóżku, jak na skraju przepaści

oczy próbują rysować na przeciwległej ścianie

uliczki z dawnych lat – zawsze w słońcu.

 

Czasem ściana pozostaje pusta –

jak sen bez snów,

jak starta do krwi tablica

 

Tak z wolna rozmazujemy sekundę po sekundzie

jak obłażące nasze ciała białe mrówki...

 

Wiem, to najcenniejsze co mamy:

życie opada z nas liść po liściu

Wiem, mordujemy samych siebie

 

Ileż jednak

można żyć w poczekalni

z przenikającym każdą tkankę bólem:

 

Czy za którymiś drzwiami

w ogóle jest cokolwiek?

 

I gdzie zniknęły te

którymi tu weszliśmy?

 

 

17 VII 2011

 



SIOSTRY

 

Jest ich tylko kilka

na tyle sal.

Bólu - o wiele więcej.

Przygotowują kroplówki

albo bezpośrednio do żył

wstrzykują

jeszcze parę dni życia

jeszcze parę kropel nadziei

 

Czyjąś ranę trzeba opatrzyć

w środku nocy krew przebiła bandaż

jak źródełko

Czyjąś rękę chociaż pogładzić

to też leczy, może nawet lepiej

 

Z podkrążonymi oczyma

na opuchniętych nogach

przebiegają z sali do sali

z piętra na piętro

 

Czasami przefruwają

nie zdając sobie z tego sprawy

takie zmęczone

                                                  

24 VII 


Siostrom: Honoracie, Ewie, Kasi

i wszystkim, które pomagały mi wyzdrowieć

 

 

 

CHIRURGOWIE

 

Wychodzą z sali operacyjnej

zrywając przepocone maski

pokrwawione fartuchy

Operacja trwała dziesięć godzin

 

Nabrać powietrza

choć na chwilę zasnąć

 

Nie myślą, że raz jeszcze

wygrali ze śmiercią

zdążyli przed panem Bogiem

 

Nie myślą, że raz jeszcze

ocalili komuś ojca, matkę

dom

 

Że zawrócili czyjeś dziecko

z drogi

przerażającej nawet dorosłych

 

nawet Syna Bożego....

 

Nabrać powietrza

choć na chwilę zasnąć

 

24 VII

 

 

 

SUKA

 

Wybucha nagle płaczem

chyba, że jest to śmiech

Tak czy inaczej - przypomina skowyt

 

Robi godzinną awanturę

o przemycony płomyk papierosa

o kroplę wina dodaną do wody

jak kropla krwi do kroplówki

Już dwa razy miano ją wylać

niczym szpitalne pomyje

raz pomyliła lekarstwa

raz pacjentów

a potem długo wyła

 

Ktoś nazwał ją suką

tak zostało

 

Suka mieszka na drugim brzegu Wisły

do najbliższego mostu

stąd będzie ponad dziesięć kilometrów

lecz po dyżurach więcej

Potem jeszcze pięćdziesiąt podmiejskim                                                                               

 

Dziecko - małe jak skrywana łza

mąż na bezrobociu

pije, ze wstydu

kto zatrudni pijaka

 

Więc Suka bierze dodatkowe dyżury

wstaje w nocy

kładzie się w nocy

noc jest w niej

 

 

 6. VII 2011

 


 

NOCĄ, SERDECZNIE

 

W środku nocy budzą nas głosy

nie, to nie krzyki bólu

ani długo powstrzymywany skowyt

dochodzący z czyjegoś snu

 

- raczej głośna, dziwnie czuła rozmowa -

 

Ktoś kogoś pociesza

głosem serdecznym, gorącym

jak krew z aorty.

 

Tłumaczy niczym dziecku:

wyjdziesz, na pewno wyjdziesz

będziesz tańczyć na weselu córki!

Brunatne plamy same spłyną z twarzy!

 

Ktoś opowiada nowiny

co w mieście, co u sąsiadów

bratki na balkonie wciąż kwitną

choć to już tyle miesięcy

groszki gorzej zniosły rozłąkę...

 

Mówiąca zawiesza głos

i nagle wybucha śmiechem

albo wykrzykuje pozdrowienia

od znajomych i nieznajomych

 

Tak, to stara Lenora

z salki na końcu korytarza

nikt nie chce z nią rozmawiać, ani mieszkać

nikt nie chce słuchać jej skowytów

o lęku przed śmiercią i o Bogu

zwłaszcza że myli jedno z drugim.

 

- Więc mówi sama do siebie

potem zapada cisza,

przeraźliwa cisza...

 

Kwadrans albo dwa później

z izolatki Lenory dochodzi

ufna, jakby dziecięca modlitwa

 

także na kilka głosów

 

I nawet słychać niewyraźną odpowiedź

 

 

28 VII



Ryszard Tomczyk

 

Pisarze.pl
E-tygodnik literacko-artystyczny
Numer 21/12 (92)
ISSN: 2084-6983



Dziś René Magritte

 Zdradliwość Obrazów, Zagubiony Dżokej oraz Terapeuta to najbardziej znane obrazy René Magritte’a.

więcej>>

Coraz więcej listów do Państwa, coraz więcej wierszy, mało prozy, widać, że nie cieszy się ona specjalnymi względami, albo może prozaicy są bardziej skryci, bardziej tajemniczy.




Strona oparta na Joomli