
SPOTKANIE
Więc tutaj ich ukryto!
Jak śmieci -
nie dopite butelki, nie doczytane książki
jak konające znicze – prócz światła
wydzielające mrok.
Więc wszyscy, wszyscy, są tutaj -
starzy krewni, którzy kiedyś tam
przestali nas odwiedzać (czy my ich?),
sąsiedzi – lata świetlne temu
dawali nam na schodach kolorowe landrynki ...
Nawet pan zdun, pan dorożkarz
i domokrążca, który w swej walizce
miał skarby z tej i nie z tej ziemi.
Prawda – czasem jak lalki bez rąk czy bez nóg,
twarze pokryte grzybem i rozpaczą
ale są!
Snują się po szpitalnych zaułkach
wspominają dawne dni i rozmowy
aż ślina cieknie im z ust!
Wszyscy, wszyscy są tutaj! - dlatego
nie ma ich w barwnych pejzażach
telewizyjnych reklam
nie spacerują odkurzonymi ulicami
- w białym garniturze, z laseczką -
czasem dyskretnie podpierani przez syna czy wnuka...
Są tutaj! Jak w zakamarku śmietniska
jak na tyłach supermarketu.
Nasz świat jest coraz piękniejszy, coraz młodszy.
12 VII 2011
/ ILLUMINATIO /
Nie widziałem tego człowieka
Nie wychodził z pokoju, nie wstawał
przywiązany do łóżka pasmami cierpliwego bólu
przybity gwoździami dreszczy
Tej nocy jednak
musiało coś się stać
coś mu się nagle objawiło, jakaś prawda
Nie, nie we śnie
dopiero
gdy przestały działać lekarstwa
przesłaniające ból
sennymi bandażami wspomnień
gdy przestały działać wspomnienia -
- Jego krzyk biegł korytarzami
rękami czepiał się bezbarwnych ścian
mażąc na nich to jedno
przerażające słowo:
Boże!
12 VII
WIDOK Z ULICY
Twarze w ramach szpitalnych okien
przynajmniej od ulicy
wyglądają wzniośle jak portrety
mistrzów z całego kraju
Cierpienie w nich – aż piękne
tęsknota - przenikliwa
niczym rentgen czy echo serca
Podobno widzą - nawet w nocy
nawet za horyzontem
swoje domy, wyciągnięte ręce drzew ...
W każdym razie stoją przy oknach.
Ciała przecięte bandażami
jakby wstęgami orderów
Nawet z ulicy widać
medale i medalioniki plastrów
krzyżyki blizn
bolesne i zasłużone
Twarze nie tylko stare
także młode i na poły anielskie
co różni szpitalną galerię
od np. galerii domu starców
Czy za tymi twarzami
jest coś więcej, jakieś głowy, ciała?
czy coś czują ? –
nie wiemy.
Ich sylwetki
jak zresztą wszystkie
we wszystkich galeriach
we wszystkich oknach świata
mają tylko tę jedną stronę
tę z oczyma, które natrętnie
szukają naszych oczu.
13. VII
CHŁOPAK NA PROGU
Rozumiem: my, którzy
przeżyliśmy już tyle lat
przeważnie w biegu
tyle dni, których dzisiaj
nie odróżniamy od snów…
Rozumiem: dano nam czas
by na chwilę przystanąć
na chwilę się obudzić
odpowiedzieć
czy było warto
Dano nam próbkę mroku
i próbkę prawdziwego bólu
jednym słowem – po prostu:
próbkę prawdy.
Ale co robi tutaj
na białym, aż bezbarwnym korytarzu
ten chłopak w sportowej koszuli
Wygląda jak dziennikarz
robiący swój pierwszy wywiad
Zda się, otworzy zaraz usta
i posypią się banalne pytania:
Co pamięta pan/pani z pobytu
w świecie klinicznej śmierci?
Może chociaż anioła?
Może kogokolwiek?
cokolwiek?
światło maleńkie jak kropelka krwi?
Być może zapyta podchwytliwie:
co byście uczynili
gdyby nagle
wskazówki czarnych zegarów
zaczęły wirować wstecz
i powróciła młodość
jak czasami wracają kobiety?
Chłopak zatrzymuje się w drzwiach
nad którymi czuwa drewniany Chrystus
otwiera usta
ale nie sypią się pytania
tylko cichutki szept zmieszany z popiołem…
On mówi w naszym języku!
Jeśli stąd wyjdzie
obcy samemu sobie
zawsze, już zawsze
będzie mówił jak my
Będzie widział wszystko jak my
Tylko dłużej
14 VII
W MŁODOŚCI, NA POCZĄTKU DROGI
To powinno być wcześniej:
ten szpitalny korytarz
okno, przy którym - jak uczniowie przy tablicy
uczymy się pospiesznie
imion drzew, obłoków i ptaków.
Emeryt z sercem na poły oślepłym z bólu
opowiada nam o zapachach
świeżo skoszonych traw, dalekich zbóż -
wyczuwa je nawet przez szybę
jak stary pies.
Nauczyciel po dwóch operacjach
(trzecia będzie albo już nie)
cieszy się niczym uczniak:
pomiędzy liśćmi dębu
wypatrzył
zatrzymane w powolnym spływaniu ku ziemi
czerwone
kropelki jarzębiny.
Na koniec któryś z nas
dostrzegł słońce!
Lecz na jak długo przyda się ta wiedza?
Tak, to wszystko:
ten szpitalny korytarz, to okno, te krople jarzębiny
to powinno być dane nam wcześniej
na początku.
15 VII
„CÓŻ WY MOŻECIE STRACIĆ GOŁODUPCY”
Złoty łańcuch na szyi
sam łańcuch - znak nowej wiary!
Kilka domów
- do mieszkania i na wynajem
kredyty na następne.
Samochody zmieniał często jak kochanki!
A jeszcze ta działka nad morzem
- więc jakby zagranicą -
już w większej połowie spłacona!
Lecz co komu zapisać?
Właściwie nie ma nikogo.
Kilka razy
przymierzał się do testamentu -
- nie zdążył.
Za trumną pójdzie tylko
urzędnik banku w czarnym garniturze
i Anioł Stróż – bo muszą.
Dopilnują by zdjęto łańcuch
i włożono buty z papieru.
Po każdym zostaje to
co zdąży rozdać
- powie anioł
zamiast „do widzenia”...
30 VII
|
OBRY POCZĄTEK DNIA
Zapraszamy na wagę
krzyk szpitalnych sióstr
przerywa sny –
akurat
jesteś w rodzinnym mieście
może w ogrodzie
rozmawiasz na ławce z matką
z przyjacielem ze szkoły
a oni jeszcze żyją
Zaczyna się kolejny ranek
Zaproszeni na wagę
potulnie wypełzamy
z łóżek i snów na korytarz
Kolejka coraz dłuższa
Za każdym chorym jego anioł stróż
niewidzialną stopą
dociska wagę
chociaż te parę deko
na dobry początek dnia
By nie widzieli
jak ich ubywa
Jak zmieniamy się w nicość
16 VII
MORDERSTWA NASZE CODZIENNE
Wiem, zostało nam już niewiele
tych chwil przelatujących przez nas jak ptaki jesienią
zatrzymujących się na coraz krócej -
a jednak
robimy wszystko
by zabić ich jak najwięcej:
Bierzemy proszki, by przespać chociaż kawałek dnia
(sen też trochę jest śmiercią)
upijamy się reklamami w musujących kolorach
albo wbijamy sobie w żyły
coraz większe i większe dawki
odurzających filmów, nawet niemych.
Staramy się też przysnąć gdziekolwiek
na krześle, na parapecie, w ubikacji - -
zrywamy się
przerażeni
słysząc stanowcze pukanie
ale już po chwili tłumaczymy:
nie
uspokój się serce
gdzieżby anioł czy ktoś ważniejszy
pukał do drzwi toalety!
Czasem siadamy na łóżku, jak na skraju przepaści
oczy próbują rysować na przeciwległej ścianie
uliczki z dawnych lat – zawsze w słońcu.
Czasem ściana pozostaje pusta –
jak sen bez snów,
jak starta do krwi tablica
Tak z wolna rozmazujemy sekundę po sekundzie
jak obłażące nasze ciała białe mrówki...
Wiem, to najcenniejsze co mamy:
życie opada z nas liść po liściu
Wiem, mordujemy samych siebie
Ileż jednak
można żyć w poczekalni
z przenikającym każdą tkankę bólem:
Czy za którymiś drzwiami
w ogóle jest cokolwiek?
I gdzie zniknęły te
którymi tu weszliśmy?
17 VII 2011
SIOSTRY
Jest ich tylko kilka
na tyle sal.
Bólu - o wiele więcej.
Przygotowują kroplówki
albo bezpośrednio do żył
wstrzykują
jeszcze parę dni życia
jeszcze parę kropel nadziei
Czyjąś ranę trzeba opatrzyć
w środku nocy krew przebiła bandaż
jak źródełko
Czyjąś rękę chociaż pogładzić
to też leczy, może nawet lepiej
Z podkrążonymi oczyma
na opuchniętych nogach
przebiegają z sali do sali
z piętra na piętro
Czasami przefruwają
nie zdając sobie z tego sprawy
takie zmęczone
24 VII
Siostrom: Honoracie, Ewie, Kasi
i wszystkim, które pomagały mi wyzdrowieć
CHIRURGOWIE
Wychodzą z sali operacyjnej
zrywając przepocone maski
pokrwawione fartuchy
Operacja trwała dziesięć godzin
Nabrać powietrza
choć na chwilę zasnąć
Nie myślą, że raz jeszcze
wygrali ze śmiercią
zdążyli przed panem Bogiem
Nie myślą, że raz jeszcze
ocalili komuś ojca, matkę
dom
Że zawrócili czyjeś dziecko
z drogi
przerażającej nawet dorosłych
nawet Syna Bożego....
Nabrać powietrza
choć na chwilę zasnąć
24 VII
SUKA
Wybucha nagle płaczem
chyba, że jest to śmiech
Tak czy inaczej - przypomina skowyt
Robi godzinną awanturę
o przemycony płomyk papierosa
o kroplę wina dodaną do wody
jak kropla krwi do kroplówki
Już dwa razy miano ją wylać
niczym szpitalne pomyje
raz pomyliła lekarstwa
raz pacjentów
a potem długo wyła
Ktoś nazwał ją suką
tak zostało
Suka mieszka na drugim brzegu Wisły
do najbliższego mostu
stąd będzie ponad dziesięć kilometrów
lecz po dyżurach więcej
Potem jeszcze pięćdziesiąt podmiejskim
Dziecko - małe jak skrywana łza
mąż na bezrobociu
pije, ze wstydu
kto zatrudni pijaka
Więc Suka bierze dodatkowe dyżury
wstaje w nocy
kładzie się w nocy
noc jest w niej
6. VII 2011
NOCĄ, SERDECZNIE
W środku nocy budzą nas głosy
nie, to nie krzyki bólu
ani długo powstrzymywany skowyt
dochodzący z czyjegoś snu
- raczej głośna, dziwnie czuła rozmowa -
Ktoś kogoś pociesza
głosem serdecznym, gorącym
jak krew z aorty.
Tłumaczy niczym dziecku:
wyjdziesz, na pewno wyjdziesz
będziesz tańczyć na weselu córki!
Brunatne plamy same spłyną z twarzy!
Ktoś opowiada nowiny
co w mieście, co u sąsiadów
bratki na balkonie wciąż kwitną
choć to już tyle miesięcy
groszki gorzej zniosły rozłąkę...
Mówiąca zawiesza głos
i nagle wybucha śmiechem
albo wykrzykuje pozdrowienia
od znajomych i nieznajomych
Tak, to stara Lenora
z salki na końcu korytarza
nikt nie chce z nią rozmawiać, ani mieszkać
nikt nie chce słuchać jej skowytów
o lęku przed śmiercią i o Bogu
zwłaszcza że myli jedno z drugim.
- Więc mówi sama do siebie
potem zapada cisza,
przeraźliwa cisza...
Kwadrans albo dwa później
z izolatki Lenory dochodzi
ufna, jakby dziecięca modlitwa
także na kilka głosów
I nawet słychać niewyraźną odpowiedź
28 VII

|