|

dłoń
pojawia się z ciemności palce poruszają się jak żywe linie życia i losu przecinają znużony naskórek przez chwilę widoczna odcieleśniona dłoń swoje splątane wnętrze światłem dokarmia nic nie daje tylko odbiera mnie samemu sobie
Przejrzystość
Przejrzystość lasu do ciemności. W korzeniach lasu ciemne soki, korytarz światła wśród gałęzi, w korzeniach światła ciemność świeci.
W ciemnych korzeniach sarnie skoki, w korytarz światła kruk odleci, zbłąkane ścieżki cię powiodą, do źródeł lasu wśród ciemności.
Źródło ciemności w twoich oczach, w twoich korzeniach jasne ślady, tam sowa w światło się zamienia, ślepa jak matka sowa czysta.
Sowa przeczysta i oślepiona światłem w korzeniach oczu twoich, zaplata lotu węzeł ona. I znów przejrzystość do zwątpienia.
Kaspar Hauser
Zwracam się ku czemuś, a to jest. Nie mówię o sobie, siebie nie spotykam. Jestem tylko wewnątrz, inny niż to, co mnie otacza.
Oprócz mojego życia, nie ma we mnie nic żywego.
Jestem tylko głosem. Chodzę bosą stopą po ostrzach ściernisk i kamieniach rzek. O, wodo! Oślepłem od twego lśnienia.
Spływa krew wiśni po wargach i brodzie. Blade panny na karuzeli, kaszel jesienny. W gorączce odwrotu z dłoni opartej o kamień wyrastają korzenie, wzlatują ptaki zimowe.
Mój pobyt tutaj jest bolesnym upadkiem.
powrót
kończy się lato powróciłem ze snu znalazłem drogę wiem jak będzie się nazywać moja ostatnia miłość każdy dzień jest natchnionym świętem śmiech jest czarny pytania najważniejsze do niczego nie tęsknię niczego mi nie brakuje
|
kolor
na schodach milknące kroki trzask drzwi
deszcz rozmył krew szczekają psy
niebo na zachodzie znów czerwone jak rzeka kiedy myłeś dłonie
wyspa
znalazłem swoją wyspę nikt inny do niej nie ma prawa
prawie okrągła cała ze skały i piasku nie da się na niej żyć
nie ma niej życia widocznego gołym okiem nie ma na niej niczego widocznego gołym okiem
są w niej głębokie wąwozy i płaskowyże strome klify i łagodne plaże
ale to wszystko ale to nie wszystko
odchylenie
pragnę
odchylić się do tyłu i nie patrząc oprzeć się plecami o kogoś bliskiego
bez zadawania pytań i bólu
zima
puszysty rudy kot pod karmnikiem z zadartą głową widzi jasne smugi i krew na skrzydłach wróbla którego dawno temu zastrzeliłem z wiatrówki
zamieć śnieg i ostry ból gardła ciężka zima i minima moralia
w parku obok garści pszenicy na śniegu gołąb z odgryzioną głową
wszystko w porządku nic nie zgrzyta ale jakby za ciasno brak powietrza i światła piękne fragmenty linie papilarne i gesty
na szybie uskrzydlona kropla zatrzymana w jednej długiej chwili w połowie grudnia mróz jest kapryśnym artystą zachwyca i zabija cichym pięknem
resztki liści na gałęziach drżą w zimnym wietrze pada śnieg pod śniegiem suche kwiaty monotonny widok wirujących płatków odliczających czas zimy która nie jest życiem ani śmiercią pobytem ani podróżą

|