Nowe Wiersze Stefana Jurkowskiego
|
Spotkaliśmy się na chwilę zaledwie trzy godziny budowaliśmy nasze miasto ze słów z gestów z każdego drgnienia twarzy miasto wokół i w nas: zaułki ulice arterie : miejsce naszego urodzenia miasto kilkusetletnie a jednocześnie tak bardzo własne – choć nie wiedzieliśmy nic o sobie aż wiedzieliśmy wszystko – czas istnieć przestaje wypełnia się nami przestrzeń nawet niebo – też nasze – nad tym starym miastem które wznosimy jakby mimochodem i poczynamy z zupełnego przypadku tylko kto w nim zamieszka zaludni ulice naszej wyobraźni będzie patrzył milczał lub mówił o nadziei jakie targowiska jeszcze zbudujemy jakie piękne ruiny po nas pozostaną kiedy pójdziemy daleko-osobno lecz razem poprzez miasto błękitne jak niebo i jak ono spustoszone
Rada
pytasz mnie czy to co widzisz istnieje naprawdę i czy gdy czytasz wchodzisz w świat dosłowny odpowiem: zrządzeniem bogów jest abyś patrzył czytał i po wszystkich stopniach schodził w głąb zanurzał się w niebo i w ziemię widział jak sypie się piasek i wibruje powietrze we wnętrzu każdego atomu abyś dojrzał kosmos w wirującym pyle poczuł dramat boga któremu odebrano moce stwarzania – i bezsilny może tylko niszczyć albo wyobraźnią dźwigać przeczute światy ale nie z niczego bo wszystko co wokół od dawna istnieje i wszystko co cię otacza jest ci nieposłuszne i twoim nazwom umyka chwieje się i drży a ty okryj się milczeniem i odwagą idź idź dalej gdzie nie sięga słowo i blednie całe dostojeństwo mitu
Prywatna zagłada nasz dom stoi choć już nie istnieje można przez nie go patrzeć niczym przez lornetkę
– z obu stron – z jednej w przeszłość z drugiej… lepiej tam nie zaglądać – przyszłość nie jest przychylna – tam wiele takich domów przejrzystych jak pragnienie zabłąkanego na pustyni – miasto fatamorgana poruszające się na wietrze a ludzie nieruchomi chociaż pewnie żyją najgłośniej krzyczą reklamy a pomniki łażą ciągną za sobą odwłoki cokołów śmiesznie podskakujące na bruku
jakże tu pusto i przytulnie cisza z każdą chwilą ciemnieje kontury nierealnych domów zanikają jakby rozpuszczały się w wiekuiście realnym spirytusie
|
Pętla zawijam w małą chwilę wszystko to co słyszałem czytałem widziałem – tysiące lat które stworzyły mnie na jeden moment bym płacił haracz miłości nienawiści bólu i rozkoszy mimo że tej chwili nie przywoływałem świadomie dopadła mnie niczym gaz na polu walki bym nigdy nie był sam bym nigdy nie był z innymi od początków do końca świata
* * * ciemne miasto bez latarni jeszcze bardziej ciemne niebo jakby w wielkim brzuchu świata
ale przecież nie ma świata jeszcze tylko pamięć żyje dogorywa wyobraźnia pamięć nasza – oddzielona od nas samych – nic nie wiemy skąd i dokąd te ciemności
nasze ślady nasze kroki ciemne miasto ciągle zżera aż ostatni czas upadnie
Na śmierć artystki szkielet piosenkarki znaleziony o północy pusta czaszka i bardzo długie włosy uśmiech bez warg głos jak trupi odór idzie poprzez powietrze szalonego i wrogiego miasta w którym kolejno umierają światła i estrady
umiera miasto poczęte śmiertelną ręką już idzie las już jest już wygląda przez okna domów niczym przez oczodoły kruszy się cegła jak krew rozrasta się las jak piosenka * * *
Pamięci Krzysztofa Gąsiorowskiego
trafiony kulą ziemską rozstrzelany popiołem anonimowy – jak niepodpisany wiersz – posiadacz wielkiego nazwiska i starej nagiej maszyny do pisania który wiedział co nie jest poezją więc miał tak niewiele a może właśnie wszystko czego nie mogło unieść schorowane ciało ukryte w białych dorzeczach rzadkiego szczęścia i częstej krzywdy teraz już wsłuchany w rytm ziemi wszechobecny i wszystkowiedzący pije ogień zniczy i z przekonaniem twierdzi:
powtarzalność nie istnieje
powtarzalność nie istnieje
Być może nie napiszę już wiersza o miłości czas był zbyt szybki a ona nie mogła mnie dogonić
spóźniona o lat czterdzieści chciałbym na nią poczekać ale sam bym się spóźnił o śmierć
czas – złudne poczucie nieuchwytnej zmiany i pragnień których już nie chcemy więc na przekór nam rosną i rosną
i nie wsiąkają w impregnowane słowo które zwykle umiera wcześniej niż ten kto je chce utrzymać przy życiu |













