Tadeusz Kubiak
(ur. 16 maja w Warszawie 1924, zm. 3 czerwca 1979 w Topoli pod Belgradem) – polski poeta, satyryk, autor utworów dla dzieci i słuchowisk radiowych.
Był absolwentem Gimnazjum im. Joachima Chreptowicza w Ostrowcu Świętokrzyskim.
Debiutował w 1943 na łamach konspiracyjnego pisma Jutro Poezji. W czasie wojny należał do AK. Studiował filologię polską w Warszawie i Krakowie. Pracował w redakcjach Pokolenia i Po prostu, a od 1948 w Polskim Radiu. Wydawał zbiory wierszy, tworzył poematy. W 1949 zdobył dwa wyróżnienia za teksty pieśni masowych w konkursie Ministerstwa Kultury i Sztuki. Po 1955 tworzył wiersze liryczne, żartobliwe i satyryczne. Pisał książki i piosenki dla dzieci. Autor tekstów pieśni masowych, piosenek żołnierskich i rozrywkowych.
| Tylko ze strachu Kochają się przytulają się Tylko ze strachu Boją się samotności Drżą jedno o drugie Tylko ze strachu Boją się śmiertelnie Czarnych cmentarzy uczuć Nie kłamią tylko wtedy gdy opowiadają sny Bo snów nie trzeba wybaczać Między obłudą kobiet a zazdrością mężczyzn Szukają czego nie ma: miłości Tylko ze strachu Tylko ze strachu przed samotnością Przepędzają od siebie jak psa Obojętność Która by ich uleczyła jak sen Oto jest cała miłość naszego pięknego wieku Po śmierci Tristana i Izoldy Romea i Julii Laury i Petrarki Beatrycze i Danta I tych wszystkich nudnych kochanków I nadzianych uczuciem gołębic Bez których bardzo często jest źle na świecie Poetom I niepoetom także Tylko ze strachu przed samotnością Ta dziewczyna słodka w szorstkiej łupinie Pomarańczowego swetra Leci ku miłości jak ćma do świecy Zdmuchnij chłopcze ten obłudny płomyk Nie funduj jej karuzeli lodów kina Mając zamknięte serce nie otwieraj jej ciała Jak różowego owocu: tylko ze strachu Tylko ze strachu przed samotnością Która przyjdzie i tak do ciebie Zagubionego w tłumie jak ziarnko maku ślepe Nauczmy się samotności Aby siebie nawzajem nie krzywdzić Nasza czułość zabija nas Nasz cynizm zabija innych Nie wypełniajmy sobą pustki Którą przeczuwamy w rzece Nie zastępujmy liścia na gałęzi Który rośnie bez nas Nauczmy się samotności Nie bójmy się samotności Nauczmy się samotności |
AKT Taka, jak jest. Nieprawdziwa jeszcze. Futra odarte z przytulnych bydląt. Suknie papuzim odjęte skrzydłom. Koronki — szrony przeszyte dreszczem.
Więc właśnie — tak? Zrzucająca bucik ze skóry drewnem głuszonych cieląt. Ciało, o którym śnią przed niedzielą nad ogryzioną kością — rekruci.
Rozpinająca obcisły stanik. Tak coraz więc doskonalej naga jak złota ryba na srebrnych wagach deszczowych portów zmyślonej Danii.
Jest więc! Od źrenic po stopę wąską. Abstrakcja w lustrze nad parną wanną, gdy wznosząc białe ramiona — czarną leniwe włosy związuje wstążką.
Noc Ile ci gwiazd ofiarować za tę noc, za tę noc. A może pełny księżyc za tę noc, za tę noc. Wiem, że jesteś godna słońca. Ale nie chcę cię obdarować słońcem. Bo wtedy skończy się noc, skończy się noc.
Piosenka o miłości Sto wiatrów uderza w żagiel, sto rąk zaś w tę samą lutnię, na szalach kładzie się wagi zarówno radość i smutek — więc nie podziwiaj odwagi, nie dziw się trwodze okrutnej.
Jesteś jak sarna w gęstwinie, i bór, co sarnę otoczył, jak ptak lękliwy w dębinie, i dąb, co ptaka uroczył, jak motyl trwożny w leszczynie, gąszcz leszczyn, co go zamroczył.
Takie jest prawo i mądrość serc opętanych kochaniem — piękna, nieszczęsna Izoldo, mężny, lękliwy Tristanie. |













