Ernest Bryll
urodzony 1 marca 1935 w Warszawie – pisarz, poeta, autor licznych tekstów piosenek i musicali
Po ukończeniu II Liceum Ogólnokształcącego w Gdyni studiował na wydziale Filologii Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego, który ukończył w 1957. Debiutował tomikiem wierszy Wigilie wariata, w 1958 r. Oprócz działalności na niwie literatury i mediów, w latach 1991-1995 Bryll był ambasadorem Rzeczypospolitej w Republice Irlandii. 1974-1978 był dyrektorem Instytutu Kultury Polskiej w Londynie. Także członek redakcji pism społeczno-kulturalnych (m.in. 1959-1960 w Współczesności). Jest członkiemStowarzyszenia Pisarzy Polskich.
W 2006 roku prezydent Lech Kaczyński odznaczył Ernesta Brylla Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski[1].
W 2009 w uznaniu zasług dla Stolicy Rzeczypospolitej Polskiej uhonorowany został Nagrodą Miasta Stołecznego Warszawy
Bibliografia
Proza
- Studium, Czytelnik Warszawa 1963
- Ciotka, Czytelnik Warszawa 1964
- Gorzko, Gorzko, Czytelnik Warszawa 1965
- Jałowiec, LSW Warszawa 1965
- Drugi niedzielny autobus, LSW Warszawa 1969
- Betlejem, Pelikan Warszawa 1987
- O trzeciej nad ranem, Edycja Świętego Pawła, Częstochowa 2009
Poezja
- Wigilie wariata, Iskry Warszawa 1958
- Autoportret z bykiem, Iskry Warszawa 1960
- Twarz nie odsłonięta, Czytelnik Warszawa 1963
- Sztuka stosowana, Czytelnik Warszawa 1963
- Mazowsze, Czytelnik Warszawa 1967
- Muszla, Czytelnik Warszawa 1968
- Fraszka na dzień dobry, Czytelnik Warszawa 1969
- Poezje wybrane, PIW Warszawa 1970
- Zapiski, PIW Warszawa 1970
- Piołunie piołunowy, LSW Warszawa 1973
- Dramaty i wiersze, PAX Warszawa 1973
- Zwierzątko, Czytelnik Warszawa 1975
- Ta rzeka, Czytelnik Warszawa 1977
- Rok Polski, PAX Warszawa 1978
- Wiersze Wybrane, WL Kraków 1978
- A kto się odda w radość, PAX Warszawa 1980
- Czasem spotykam siebie, WL Kraków 1981
- Sadza, Czytelnik Warszawa 1982
- Wiersze, Biblioteka Tygodnika Stanu Wojennego Warszawa 1983
- Pusta Noc, PAX Warszawa 1983
- List, Nowa Warszawa 1985
- Gołąb pocztowy, Pokolenie Warszawa 1986
- Boże uchroń nas od nienawiści, CDN Warszawa 1985
- Adwent, Aneks Londyn 1986
- Wiersze, Solidarność Walcząca Łódź 1987
- Kropla w wodospadzie, Interart Warszawa 1995
- Kto chce znać wiatr, PAX Warszawa 1996
- Widziałem jak odchodzą z nas ci ludzie dobrzy, W Drodze Poznań 1996
- Rok Polski 2000, edycja w drzeworytach Marka Jaromskiego BŚ Katowice 2000
- Kubek tajemny, PAX Warszawa 2000
- Golgota Jasnogórska, nakład numerowany 500 egzemplarzy, Paulinianum, Jasna Góra, Częstochowa, 2001, wyd. I bibliofilskie.
- Golgota Jasnogórska, Paulinianum, Jasna Góra, Częstochowa, 2001, wyd II albumowe.
- Nie proszę o wielkie znaki, PAX Warszawa 2002
- Jezioro Kałuża, Adam Marszałek Toruń 2003
- Na ganeczku snu, GAUDIUM Toruń 2004
- W ciepłym wnętrzu kolędy, Zysk i s-ka Poznań 2007
Dramaty, oratoria, musicale, sztuki telewizyjne (daty wystawień lub publikacji)
- Ballady lipieckie, 1967
- Żołnierze, 1968
- Rzecz Listopadowa, 1968
- Kurdesz, 1968
- Po górach po chmurach, 1969
- Na szkle malowane, 1970
- Kto ty jesteś, 1971
- Wołaniem wołam cię, 1972
- Zagrajcie nam dzisiaj... , 1973
- Doświadczyński, 1978
- Słowik, 1978
- Ballada Łomżyńska, 1978
- Kolęda- Nocka (musical, złota płyta), 1980
- Wieczernik, 1984
- Wieczernik, Krąg Warszawa 1988
- Dybuk, KOS Warszawa 1988
- Wieczernik, PAX Warszawa 1990
- Tristan, 1996
- Cyrano, 1997
- A kto się odda w radość, 1998
- Wołał nas Pan, 1999
Tłumaczenia
- Miodopój (VI-XII.) wraz z Małgorzatą Goraj, PAX Warszawa 1978
- Irlandzki Tancerz (XII-XIX) wraz z Małgorzatą Goraj, PAX Warszawa 1981
- Tain, LSW Warszawa 1983
- Historia Irlandii wraz z Małgorzatą Goraj, Zysk i ska Poznań 1998
- Doire Aniołów Pełne wraz z Małgorzatą Goraj, W drodze Poznań 1998
- Anthony Cronin, Koniec współczesnego świata wraz z Małgorzatą Goraj, Motivex i Wydawnictwo Nakom, Poznań 2003
- Eire, wiersze irlandzkie VI-XIX wiek wraz z Małgorzatą Goraj, ISC Sc & Biblioteka Telgte, Warszawa-Poznań 2004
- Al Pacino, Rozmawia Lawrence Grobel wraz z Magdaleną Bryll, Wydawnictwo Axis Mundi, Warszawa 2007
Nagrania dźwiękowe
- Na szkle malowane, muz. Katarzyna Gaertner
- Irlandzki Tancerz, muz. Janusz Kruk (2+1)
- Kolęda Nocka muz. Wojciech Trzciński, wyk. Krystyna Prońko (złota płyta)
- Bo ma duszę nasz dom, muz. S. Fijałkowski
- 1987 O głupim Tomku, wilku i niedźwiedziu (słuchowisko, LP, Muza SX-2486)
Najważniejsze piosenki
- Góry, chmury, doliny
- Hej, baby, baby
- Hej, kurniawa, kolęda
- Kolinajka
- Kołysanka matki
- Miłości mojej mówię do widzenia
- Na sianie
- Nie zmogła go kula
- Pieśń Kronika
- Po górach, po chmurach
- Psalm stojących w kolejce
- Wołaniem wołam cię
- Peggy Brown
- Wszystkie koty w nocy czarne
- A te skrzydła połamane
|
* * * (Przyjdą do nas...] Przyjdź do nas Panie jak ktoś niewiadomy Nieważny - byśmy ciebie nawet nie poznali Wtedy mniej może będziemy kłamali Kiedy będziesz pełganiem - blaskiem świeczki skromnej Bo dla nas światło spojone ciemnością
Z duchotą, sadzą co płomyk oblepia
Niewiele zobaczymy kiedy nas oślepiasz
Więc nam twoje wesele pomieszaj z żałością
Przyjdź do nas Panie jak ktoś niewiadomy
Będź dla nas z krwi i potu, strachu i kłopotów
Choć świta kogut pieje znów nie jestem gotów
Ciemne są moje strony...
*** Podaj mi rękę. Tylko tyle mamy
Ciepła co w sobie jak kubek podamy
Z wrzącą herbatą. Zapal jakieś słowo
A ja zapalę inne jak lampę naftową
Może ten mróz podniebny jakoś przeczekamy
Podniosę lampę, zobaczę - a może
Ktoś jeszcze obok czuwa choć go nie widzimy
Może ten blask mu usta zamknięte otworzy
I powie: Obok nas czuwają inni.
Zaszeptaj. Niech odszepcą. Krzyknij. Niech odkrzykną.
Popatrzmy dobrze w tę noc trzaskającą
Podnieśmy płomyk niech wszyscy przeliczą
Ilu nas jest...
A MA DUSZĘ NASZ DOM
A ma duszę nasz dom ma duszę Tylko my jej nie rozumiemy Bo zamknięte są drzwi dom jest niemy A co szepce można tylko przypuszczać Stąd mieszkamy jakby bezdomnie Przez prawdziwe drzwi niedopuszczeni Dom się broni Nic się nie dowiemy O czym ważnym skrzypi podłoga Na czym trzyma się tak prosto ściana Może wiedza ta będzie nam dana Jak nowa Ojczysta Mowa 2003 PIOSENKA (Pójdziemy nóżka w nóżkę) Pójdziemy nóżka w nóżkę Przez wąziusieńką dróżkę A nad nami paprocie. Nad paprocią bór Jako gardło pieśni na jesienny chór Przymrozek a my boso. Niech nóżki wyczują Gdzie tam strumienie ciepłe w nowy rok wędrują Gdzie dom, łóżeczko, które czeka na nas Jak białe powitanie i przytulność sama Położymy się w łóżku, bliziutko, bliziutko Pod zaspami pościeli. Wcale nie na krótko Zaśniemy łapką w łapkę. Obłapka w obłapkę Wpadniemy w sen miodowy. Kosmatą pułapkę Ach, zimo. Dobra zimo. Kołdrę naszą trzymaj 2003
Wielkie słowa Czy pieśń ujdzie dziś cało? Czy złapana Jako ptactwo będzie hodowana Dziób jej przytną, a też pazury Żeby w tłoku nie darła skóry Wypasą ją na siłę - by gotowa była Do święta - gdzie się pieśni jak brojlery zżera Przyprawy dadzą piękne. A więc się zaciera Że w klatce się utuczyła Inaczej być nie może. Do stołów ojczystych Tylu się pcha. Wielkie słowa Hoduje się w przemysłowych Kurnikach To oczywiste 2005 Pani Dobrego Zmierzchu... Pani Dobrego Zmierzchu, stań nad moim zmierzchem I daj mi w nim zamieszkać Bez wielkiego bólu ciała i myślenia Niechaj serce nie zapomni imienia Duszy. Aby bez osamotnienia Żyła we mnie. Jednakim wspomnieniem Pieśnią... Aby nie został zburzony Dom pamięci. Był przyjaznym domem Dla rodziny, przyjaciół, znajomych Dla najbardziej kochanych z kochanych Dla Anioła Stróża co wygnany Tyle razy był a wiernie stoi Przy niewiernym bardzo życiu moim Pani Dobrego Zmierzchu, proszę Cię o jedno Obroń od złego we mnie - serca duszy jedność 2007 Uśmiechają się ludzie Uśmiechają się ludzie Zima szła jak po grudzie Ale sypnął śnieg pierwszy
I niebo oddychało
I miasto wypiękniało
Jakbyś je okrył wierszem
Naiwnie niepowstałym Jeszcze nie napisanym
Jak białe kartki białe
W niebiosach przeczuwane
2009
Moja stara twarzy O czym tobie marzyć Czego ci nie dość smakować
O tym co miałem Duszą i ciałem A nie umiałem szanować
Za szybko się jadło Wszystko co popadło I z byle kałuży piło
Więc jakby mnie nie było I to widać w lustrze Miało odbijać Moją twarz – a mija Cóż, tak się żyje W pustce
/wedle „Mądrości kłamstwa” Sulchana Saby Orbelianiego/
TWARZ
Twarz w błysku – Manopello. Między zmartwychwstaniem A stężeniem śmierci. Oczy rozszerzone Jakby nie wiedział co się stało, stanie Gdy wieczność jest wrócona
Wciąż nie rozumiem tego. Był doczesny A co wiedział odwiecznie? Ale jest bolesna Skrzywienie ust. Spuchnięcie Sińce , świeże rany Jest też zgrubienie. Nos jego złamany Uderzeniem pięści Nic nie jest wrócone Do twarzy przed męką Nie ustawiono Nosa – by było piękniej
A jednak inaczej Widzimy twarz Jego, Tak, boli, bolało Poraniona, pobita
Ale nie zostało Kropli krwi. Więc obmyta Gdy zmartwychwstała?
Ale trwa opuchlizna. I też nie zamknięta Jest ani jedna blizna. Czy tak się pokazał Magdalenie, tak w Emaus
Jak ujrzymy Jego?
Wierzę w błysk z Manopello. Chyba zrozumiałem Że w tej mgle światła nie ma kamiennego Dotknięcia śmierci. Ani zmarszczki gniewnej Czy grymasu konania. Patrzę, jestem pewny Wrócił Mu uśmiech cały
Kiedyś
Pocieszają: Kiedyś się wyjaśni Ale w kraju „ kiedyś” Idziesz nocą Może gdzieś, ktoś zapałką trzaśnie Może świeczkę innym ku pomocy Zapali naiwny. Przedziwne Pokażą się na ścianach Drogi zamazane
A to ślady tych, co po omacku Odklejając się z niewidzenia Wędrowali myśląc: - Niełatwo Ale musi być wyjście z cienia
Jakieś drzwi Czy da się po cichu Wytrychem? Czy hucznie – łomem Włamać się w niewiadome
Tam się wyjaśni. Kiedyś. No właśnie Na tę chwilę świeczkę mam schowaną Więc gdy będą drzwi otwierane Zobaczę za nimi ścianę
I zanim płomyk zgaśnie Chyba złapiemy ślad. Wędrowania Na parę lat
Przed zamknięciem dnia
Nasze twarze przed zamknięciem dnia Nie takie są, nie takie jakich byśmy chcieli I dlatego zostawia strach Ślady na spoconej pościeli
Brało się, brało prysznice Po sto razy. I znowu z niczym Wchodzimy w noce – pocąc się wszystkim Co za dnia jest tak oczywiste
Teraz nie. Szafa nocy ze skrzypieniem Zamyka swoje drzwi I nie ma już półcieni I nie ma snu dobrego – chociaż niby śpisz
Ale kobieta śpi na twym ramieniu To jest zbawienie. Nocy przemienienie Bo kobieta przy tobie łagodne ma sny Jak łąka. Więc cichutko pójdziesz za nią ty Tak, by się nie zbudziła i doprowadziła Drogą lepszych poranków Tam bramka zamknięta. Kobieta ma klucze A że jest dzieckiem marzeń – znów się nie nauczy Zamykać twardo furtkę. A więc niedomkniętą Prześlizgniemy się wierząc: Wreszcie dla nas święto
I szafa nocy znów jest odemkniętą. Listy nie odpisane
Listy nie odpisane, słowa źle powiedziane Przypomną się nad ranem. Nawet we śnie najgłębszym Właśnie z jeziora nocy jest wyciągane Wszystko co utopiłeś w nim. Albo i więcej
Śmierdzi na brzegu.- Nie moje.- A czyje? Wszystko tak przerośnięte ze sobą Jakbyś inną był – niż myślisz - osobą Z tego brudu jak się domyjesz?
A śmieciarze, co czyszczą jeziora Mówią: - Teraz człowieku nie pora Po tobie, czyścić. Jak myślisz Kto to zrobi? Rób to sam, segreguj Albo zapłać. Znajdź sobie takiego Niech wygrzebie co po tobie gnije
Nie lamentuj. Jak nie twoje to czyje?
I nad jeziorem nocy nie wołaj wciąż pomocy Sprzątaj ten szlam. Póki żyjesz
Kiedyś ponoć czuliśmy wszystkich
Słońce świeci. Znowu idą dzieci
Drży połknięta ławica…
Drży połknięta ławica sardynek W zamknięciu i ściśnięciu Kiedyś
|
Malowanie żony Takie są właśnie, co wołamy: żony; konstrukcja szczygła — a ten nie uniesie jesieni. Więcej liścia niż kwiatu — kwiat już znaczy owoc więcej wiatru niż rzeki... Gładzimy co rano uda, chcemy tak tkliwie jakby porcelany dźwięku jej ledwo dotknąć nim od tętna pryśnie. U palców lotki i tak jakby kowal walił Mozarta... Bo takie są właśnie małe jak ziarno, brak im tego ugru którym ciężarne kwitną. Ramiączko koszuli odsłania piersi (w renesansie duchy bywały tęższe, gotowe, by w biodra przyjąć błogosławieństwo)... A one bezbożne nie chcą przymierza, nieprzydatne garnkom znienawidzone przez kuchnię. I jeśli trzeba rodzinę równać do ogniska nie znicz to będzie, nie dostojny płomień lecz suchość dymu, ognik papierosa który osłaniasz w dłoniach przeciw wiatrom. Trzeba wymyślić mowę... Może, może po radosnej stronie
Da się jeszcze dobre słowa obronić Język szczerym smakiem poruszyć I przepłukać się nalewką po uszy Może gadać tylko wierszem? Bo wiersz Jest uparty jak zimą świerszcz Zaćwierkać mową świerszczową Od komina zacząć na nowo 2010 Pijemy u świętych strumieni Pijemy u świętych strumieni niziutko pochyleni Bo tak się dzisiaj spija te przeczyste wody Pokornie. Bez żadnej wygody Z powiekami zaciśniętymi A dlaczego? Bo jak prawdę pijesz To strach patrzeć. Nagle się odbije W gładkiej wodzie nasza straszna twarz I dlatego, bratku, tym co masz Choć patykiem, choć językiem przymącamy Świętą wodę kiedy ją pijamy Najsprytniejsi przez filtry cieniste Cedzą. Będzie bliska choć zaiste Już nie taka gorzko oczywista Tak być musi. U samego źródła Strasznie pali. Aż spijać trudno 2010 Na betonie dorośli bawią się Na betonie dorośli bawią się jak dzieci W grę " piekło niebo". Czas tak miło leci Gdy z kwadracika na drugi kwadracik Dziewczyny skaczą zwinnie. Mężczyźni z tupotem Stąd, gdy trafią w kałużę, gęsto pryska błotem Ale twarz ocieramy. Gramy wśród przyjaciół Piekło i niebo jest tylko umową Nakreśloną kredą. A życie przed tobą Prawdziwe. A że jesteś bardzo nieprawdziwy Nikt się nawet nie dziwi Z boku ktoś sędziuje Ale kto? Każdy milczy. Wszyscy podskakują Ma być wesoło dokoła Kapujesz 2010 No, podnieś się który - w ten poranek bury Pieśń zawsze Znów ćwierka za kominem. To świerszczyk Uchował się - choć życie węższe zamiast szersze Stało się. Już nikt nie ma za swoim kominem Uczciwej szczeliny. Ale nie zaginie Póki my żyjemy Świerszczyk pieśni biedny Tak zapomniany aż niepotrzebny A jednak wytrwał. Ciężka teraz bitwa O komin, o powałę. Niewiele zostało Chyba mniej niźli mało
Ale żyje świerszcz Więc nie zginęła poezja. Bo wiesz Pieśń zawsze ujdzie cało Kiedy się zmieniają Kiedy się zmieniają w nieprzyjaciół Przyjaciele – nie wolno utracić W naszej pamięci jak to szliśmy objęci I miało być inaczej
Niestety tam noc. Jej wrota bardzo twarde My pchamy z jednej strony a wy pchacie z drugiej Dlatego przyjaciele nie będzie otwarte Światło, lecz światła smugi
One niby prześwietlają noc Ale widzisz nieskładny kawałek A więc wszyscy z obcej strony są Nic nie jest jak trzeba całe
Wstydem spłoną nagle wyświetlone Nasze twarze jak złe demony Czy na dłoniach kiedyś tak bliskich Pazur mroku tylko nienawistny?
Kiedy się zmieniają w nieprzyjaciół Przyjaciele – staraj się dopatrzyć Co prawdziwe w świetle nieprawdziwym Bo drzwi w nocy pękną
Jak się zdziwisz Klękniesz Prosząc o przebaczenie
Kiedyś musi znów na naszej ziemi Wykiełkować ździebełko sumienia
Pociąg co wywoził Pociąg co wywoził stąd całe narody Niby jest odstawiony. Ale tuż za domem Żyje bocznica gdzie eszelony Czekają nowej swobody
Na razie to muzeum. Akta zakurzone Albo zgnojone. Więc braknie dowodów Ale jak czas wróci będzie napalone W kotłach. I ruszą do przodu Za wagonami wagony
Póki co drzewa rosną – jest gęsta zasłona Wiosną, latem, pod jesień. Kiedy mróz przyniesie Nagie widoki możesz gołym okiem Zobaczyć Co to znaczy?
A my? Okulary Poprawiamy na nosie. To jest dziejów staroć Sen mara, Bóg wiara Koszmary Z naszych twarzy Z naszych twarzy nasze demony Niezadowolone: - Co to za oblicze Oczy nie tęsknią za niczem Rumieńce wstydu jak przyklejone Niedbałym mordobiciem
- Taka praca – warczą – z wami niełatwa Odwracać się trzeba od światła Żeby nikt nawet nie śmiał wiedzieć W jakiej nudzie my, w jakim wstydzie
I nie ma na to sposobu Wciąż musimy wasze nic pilnować Właśnie tak: Czyhać, dopadać Na grzechu. Jaka to zdrada Jakie zbrodnie? Bardzo niegodnie Bylejakość taka że swych szponów Brzydzą się użyć demony
Z naszą twarzą, naszym życiem, pełne wstydu Bo niczego ważnego nie widać Ani złe to ani te dobre Z naszą twarzą demony obłe. Urywek z raportu
….dzieje ich nie do uwierzenia Okrutne, bałamutne. A ziemia? Zlepiona z kawałków. Zawsze, nie całkiem Bezgranicznie kochana no bo granic nie ma Przepraszam, jest granica między nimi a resztą Świata. Bo muszą tak mieszkać
I na tym koniec. Odważni ogromnie Jak to w bajkach. Niewinni. Bo inaczej baśnie Jak opowiadać dzieciom? No właśnie Gdyby żyli jako krasnoludki Los ich byłby nawet całkiem milutki Na miejscu swoim w dziecinnym pokoju Gdzieś za szafą, gdzie ciemniej Dzieci potajemnie Urządziłyby im kraj jak okruszek Ale oni nie chcą. Oni muszą Być więksi niż są sami. I nie chcą żyć z nami Wedle swego znaczenia. To lud utrapienia Wylecą więc i z bajek. Przecież zakończenia Szczęśliwego dla nich i tam nie ma.
Trzeba Trzeba wymyśleć mowę radosną Może wtedy posłuchamy siebie Bo na razie uszy nam zarosły I po polsku mówisz a nic nie wiesz Strach. Bo ponoć już pracują lingwiści Nic nie wiemy o nich, lecz oni Wiedzą jak trzeba wyczyścić Nasze myśli. Jesteśmy bezbronni? Może, może po radosnej stronie Da się jeszcze przed głuchotą obronić Język dobrym obiadem poruszyć I przepłukać się nalewką po uszy Żeby gadać tylko wierszem, bo wiersz Jest uparty jak zimą świerszcz Trzeba wymyśleć mowę świerszczową I zacząć chyba na nowo Coraz więcej Coraz więcej rodaków w trawie się ukrywa Albo, jak ja, pod krzakiem. Leżą ledwo żywi Bo tam gdzie kwitły pola dawnych marzeń Jest teraz kraj wydarzeń Maleńkich raczej – nie ma na co patrzeć Ale najważniejsze których nie zmierzycie Nie złapiesz ich, nie zdusisz. Jak pchły skaczą Każdy się drapie, łapie je. Widzicie A na marzeń polach trwa walka olbrzymów Strasznie skarlałych. Lecz trudno wytrzymać Ich smród. Z wielkości tyle pozostało: Ogromne, wielce nadzwyczajne łajno Jak górotwór. Lecz tego im mało
Tratują resztki trawy, ocalałe krzaki Znów się nam dają we znaki Ani się ukryć. Ani przywyknąć Nie da się też zniknąć Ktoś potargał korale Pani Częstochowskiej Ktoś potargał korale Pani Częstochowskiej Ktoś chciał ukraść co świętej, bo jest odemknięte Dalej śpiewamy siewnie, żniwnie i naiwnie Wierzymy szczerze, że kilkoro z nas Tak już było nie jeden raz
Ta kraina nad nami się trzyma Ale gdzie są te niby olbrzymy Się rozpada co było związane I nagle człowieczku żyjesz Serce też nie podpowie Więc Matko pomocy – powiedz Bardzo wielu czeka, bardzo wielu
Musimy dochować Jak to ukrywać. Nie wiedzieć On żyje Najlepiej ukryjesz Jest pielgrzymowanie
Nasze bloki zapuszczają korzenie Tam A ta nigdy nie minie To czego już nie wiedziano Nasze bloki zapuszczają korzenie |













