|
Jesień
Oni też przekraczają miarę, burmistrz i elita, przysyłając listy pełne świetnych ofert życia tak zawrotnego, że blask na peronach gra jak pozytywka i ktoś parska śmiechem kiedy wiatr podrzuca liście i odsłania krew którą skryło złoto jesieni. I chce się płakać, bo cierpimy oszczędnie pośród znacznych ofiar. Ale ktoś komuś tłumaczy, że żyje zachłannie przeskakując z nocy w pospieszne poranki, a ktoś tłumi skowyt wkładając wieczorem ironiczny uśmiech jak dwurzędowy garnitur. I tylko jesienią zdołasz poznać ideoplastykę snu, co wyrasta na zboczach powietrza: in girum imus nocte et consumimur igni (w koło idziemy nocą i trawi nas ogień).
Wiersz dla czytelnika
Zamglone jezioro. W drodze nad zatokę mieliśmy deszcz na twarzach i poziomki w ustach. Nic nie chciało się przetrzeć. Rzęsiste horyzonty. Zapadał wieczór, zrywając czarny brezent.
Z czasem księżyc. Obok szkielet ryby, czyli chmura, ale promienna jak ażurowy abażur. A potem arkosolium w ścianie leśnego bunkra, do którego prowadził nasz poziomkowy okop... nie, to zbyt piękne. Inscenizowane w chińskich półcieniach specjalnie dla ciebie. Nie przygryzaj warg. Masz już krew na ustach. To od tych poziomek. Chodźmy, nic tu nie ma.
Zorzynku. Co miałoby być, prócz tego, że nic? Pamiętam deszcz kodów kreskowych w oczach, kiedy zmieniłem cię w ćmę. Żegnaj. Jak kokardka dymu wiążesz mi światło latarki, miotasz się jak szalona i wpadasz w moje włosy. W moich włosach nie ma schronienia dla ciem, ćmo, moje włosy to piekło, ryzykowna przystań, czarna matnia, Meduza, hańczańska rosiczka. Teraz patrz. To hienady. Miej ostatnie słowo.
|
Blik
Że niewesoło a może wprost przeciwnie, może wręcz przeciwnie, cokolwiek bądź układa się przeciwnie? Deklarować wino, czyli odmładzać, tak jak w wyrażeniach pan był zdeklarowany i szalał do rana, zdeklarowana pani musi się wyszumieć.
Lecz Stefan, który mówi "zdeklaruję wino" nie ma na myśli powrotu do wyjściowej brei, tylko żart z dobrego gustu i kolegów, którzy przyszli na wino con paluszki. Co począć? Cóż, nie da się począć, bo cząć nie istnieje, przynajmniej w moim słowniku. (Zdezintegrowany w trakcie teleportacji nigdy nie pojawiam się po drugiej stronie.)
Teraz odpadam. Chciałbym cząć, tonować, klarować, ale tonę i deklaruję bezustannie. Co chyba znaczy, że tylko bez ust Annie można będzie jakoś to zakomunikować. Anno, komunikuję, komunikuję i komunikuję. Albowiem używałeś licznych fraz wymiennie dotykając niesłowności, które dyktuje życie. Lecz kiedy mówiłeś życie, nie miałeś sukcesu. Próbowałeś śmierci, lecz z podobnym skutkiem. Musi być fifty-fifty. Gdyż nieprzerwanie mieszać trzeba ten legendarny koktail, aż wreszcie wypali i spłynie gorzką lawą w głąb stęsknionych gardeł elektryzując wnętrza, które wiele znaczą w sensie moralnym. To jest czarnoksięstwo. Ale pani pięknie się myli, schlebiając konstrukcjom, twierdząc, że tak nas mało do zniszczenia chleba. A ja? Najskromniejszy karawan jedenastej klasy. A pani? A pani jest moja filozofia życia.

|