Julia Hartwig
- urodzona 14 sierpnia 1921 roku w Lublinie poetka, eseistka, tłumaczka, autorka książek dla dzieci. Studiowała polonistykę i romanistykę na Uniwersytecie Warszawskim i Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Siostra fotografika Edwarda Hartwiga, żona poety Artura Międzyrzeckiego.
Twórczość poetycka Julii Hartwig zajmuje osobne miejsce w literaturze polskiej, nie poddaje się modom i konwencjom, nie można jej sprowadzić do jednego programu i dokonać jednoznacznej klasyfikacji; jest przykładem łączenia przeciwieństw, porzucenia jednej tonacji emocjonalnej na rzecz ich wielości. Jej wiersze wyróżnia jasność przekazu, dopracowana forma i intelektualna dojrzałość; pojawiają się w nich oniryczne wizje i ironia, refleksje filozoficzne i radość istnienia, konkret i mistycyzm. J. Hartwig jest również autorką licznych tłumaczeń (m.in. L. Aragona, D. Diderota, G. Apollinaire'a, poezji amerykańskiej, korespondencji F. Chopina z G. Sand), esejów, felietonów i opracowań.
| CZAS TO NIE WIECZNOŚĆ ANI NICOŚĆ Jest w nas i przy nas chociaż nie jest nami a przecież stukot naszego serca to również jego zegar Mierzą go nasze kroki a on jak mityczna wysłanniczka bogów lekkostopa Iris wciąż się od nas oddala z niewiadomym posłaniem Ktoś inny powie może raczej że trwa przy nas jak skrupulatny buchalter śledzący jak ubywa dany kapitał który chcąc nie chcąc musimy zużyć do końca Nic chyba na świecie nie jest tak marnotrawione lub z takim pożytkowane sknerstwem jak on A jednak książęta którzy powinność wobec niego mając za nic każą by zszedł im z drogi Czyż Baudelaire nie powiedział: To wolny czas uczynił mnie wielkim NIEPEWNOŚĆ Jeżeli wiedzieli czego chcą od sztuki wystrzegali się zawsze pozorów piękna a kiedy ich skusiły – kajali się za odstępstwo Ale tyle jest uwodzicielskiej mocy w samej urodzie świata taka nasza niepewność co ułudą a co prawdą że wciąż wpadamy w pułapkę uczuć i doznań i nie chcemy pozbawić się żadnej radości nawet wiedząc jak niewiele są warte i krótkotrwałe RĘKOPIS W domu gdzie urodził się Beethoven można oglądać w szklanej gablocie rękopis kompozytora, z dziesiątkami przekreśleń i poprawek. Jest to list do możnego księcia z prośbą o przyjęcie skomponowanej właśnie symfonii. Żadna z kompozycji tego geniusza nie nosi na papierze śladów takiego wysiłku jak ów list do nieznanego dziś nikomu władcy małego państewka. |
WAHANIE Wchodzę w ciemność nocy gotowa na jej przyjęcie Co mi się przydarzy? Wypalone pola pamięci przepływają jak wyspy pod zamkniętymi powiekami Czy to będzie podróż zaplanowana przez podrzędną agencję która pomyli nazwy znajomych mi miast a może leżeć będę tylko w twoich ramionach i wróci letnie powietrze mórz i krzyk zaglądającej w okna zorzy Nie zapominaj o przyjaciołach przecież kiedyś cię kochali Cicho cicho Spróbuj coś wybrać Ale każdy wybór ma za sobą jakąś historię w której być może nie okażesz się bez winy Wspaniałe winogrona Wspaniałe czereśnie Jakże ucieszyłyby cię gdybyś była jeszcze dzieckiem I jaka piękna miłość i jaki kojący dotyk tej dłoni Powracają obrazy błahe i lekkie jak motyle Jest już tylko powietrze i przestrzeń ciężary opadają na dno i patrzą stamtąd uważnymi i szeroko otwartymi oczami GDY OPATRZY SIĘ ZIELEŃ Jak to się stało, że dopiero teraz, wczoraj wieczorem, w nocy, przeniknęła mnie tak ostro myśl, że to wszystko co się ze mną dzieje jest niepojęte dla mojego umysłu. Nie pojmuję życia, nie pojmuję śmierci, nie panuję nad swoimi snami, nie potrafię powiedzieć co jest mną, a co nie jest i pobudki moich działań są dla mnie tajemnicze. Z przeszłości nie da się ułożyć nic składnego, wybór tylko z pozoru należał do mnie. Rzucona między potrzebę stałości a chęć przekraczania tego co mi znane, na przemian z bólem, to znów z ciekawą ochotą odrywałam się od tego co zastane, raz w gwałtownych smutkach, to znów w przekonaniu, że idę za wyznaczonym mi losem. Samotność tylekroć błogosławiona kiedy zdobywana z trudem, narzucona na zawsze stała się brzemieniem, które gasi nawet radość oczu. Gdzie jest łaska zachwytu? Pełne oddania uniesienie? |













