Pisarze.pl

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

Andrzej Dębkowski

- urodzony 29 stycznia 1961 roku w Zelowie, gdzie nadal mieszka i pracuje.Poeta, publicysta, krytyk literacki, wydawca. Studiował w Wyższej Szkole Oficerskiej Wojsk Zmechanizowanych we Wrocławiu. Redaktor naczelny „Gazety Kulturalnej”.

 Poezja A. Dębkowskiego to pełna pytań i wątpliwości próba bardzo osobistego rozrachunku ze światem. Jego utwory przeważnie mają formę egzystencjalnych rozważań, często nawiązują do historii, dzieciństwa, uczuć i marzeń; opisują życie i otaczający świat w sposób subtelny i poważny językiem sugestywnym i prostym, unikającym nadmiaru metafor. A. Dębkowski jest również autorem prozy poetyckiej oraz licznych felietonów, tekstów krytycznych i wywiadów z poetami.

List do Ojca

Ojcze,
Dobrze, że tego nie widzisz.
Dużo nienawiści.
Nasze głowy – pełne pustki.
Nasze ręce – brudne i chude.
Nasze serca – milczący upadek.
Śniło mi się, że tam gdzie jesteś,
Wiatr budzi w ludziach
Niewidzialną potęgę,
A Twój „dzwon”
Zieje strugą ciepłych oddechów.

Pytasz czy zmieniło się odkąd ostatni raz do mnie mówiłeś?

Tak.
Tłumy odwołują się do wyrwanej ciszy,
Cała ufność to cios zmąconej powagi,
A poniżenie staje pod każdym oknem
I nie chce zawisnąć na krzyżu.

Pozwól, że przerwę na chwilę.
Zgasła świeca, muszę ją zapalić –
Ale za rok przyjdę znowu...



Grzechy

 

jest w naszym wnętrzu

kilka prawd:

jedno znamię tajemnicy

dwa szepty metafizyki

zapach humanizmu

 

ale tak naprawdę

to tylko pozór fałszerstwa

nieoszlifowany diament nienawiści

 

jestem niewolny

albowiem zguba świata

zaczyna się od wschodu słońca

a niesprawiedliwość

szuka pocieszenia

w przelanej krwi

 

 Mijanie

 

czasem myślę –

minął bezpowrotnie czas

kiedy otwierano dusze

strzeżone przez boską fantazję

 

dlaczego nie jesteśmy ptakami

 

one wiernie służą powietrzu

trzepocą skrzydłami

w rytm niegdysiejszych układów

raz w tę

raz w inną stronę

czasami

na oślep

ale mkną

coraz wyżej i wyżej

bez końca

 

 * * *

 

... wyruszyć ku gwiazdom?

Nie, nie zamierzam.

Miałem, co prawda, kilka podobnych pomysłów,

ale nie jestem fantastą.

Interesuje mnie człowiek w realnym świecie.

A ponieważ zostałem pozbawiony prawa do własnego wyboru,

nie ma we mnie już tego żywiołowego zapału,

że można jeszcze zrobić coś, co przetrwa,

co zintegruje ludzi do wspólnego zaangażowania

w sprawy najistotniejsze –

w bezinteresowność.

Pozostało tylko przyzwyczajenie, nawyk, obowiązek.

 

Wszyscy jesteśmy jak mrówki.

Po prostu przyjęto nas do wiadomości.

Ten stan skończy się za chwilę, godzinę lub rok,

kiedy nas zadepczą.

Bo w końcu takie jest życie

mrówki.

 

 

Zelów, grudzień 1997 r



Słowa, które wypowiadamy

 

pastelowy bukiet jesiennych deszczy

z wonią milczenia i z gęstwiną bezradności

dostałaś dzisiaj na kolejną rocznicę

zwierzęcych odruchów

 

w gruncie rzeczy nic się nie stało

 

na wzgórzu z którego wysokości rozłożyły się

jak na dłoni

czarne ulice

po których niesiono nasze tajemnice

przechadzają się słowa

 

nie dojrzeliśmy jeszcze

do milczącej formy spowiedzi

 

z gorzkimi minami

zawieszeni między pustymi proroctwami

(obietnicami) epoki

udajemy półprzytomnych

 

słowa które wypowiadamy

wyśmiewają wewnętrzne wyroki

ostrożnie odbierają

niespełnione nadzieją złe przeczucia

a każdy człowiek chce zostawić ślad

łyk bólu

garbatą gorycz

to wszystko

bo nie potrzeba więcej


Uspokojenia

 

a teraz

nie jestem pewien że

niebo już błękitnieje że

starcy załamują

kościste ręce

szukają jakiegoś wyjścia

czasem umierają

 

kto ich usprawiedliwi

od kłamstw

i oszczerstw

 

przyjaciel obiecał

zastanowić się nad tym

.


Notatka

Moje życie.
Nie potrafię się do niego
przyzwyczaić. Powiedz mi
przyjacielu jakie ono jest.
Każde moje miejsce
jest poza nim.
Często w iluzji odstawia
poezję. Przyciąga głuchych słuchaczy.
Ozdabia wieczory
dla natchnionych tajemnic
i spogląda na zabłąkane zdarzenia,
rozsypane podmuchem Anioła.



Zbigniew T. Szmurło

Sugestie

po rdzawych schodach
pod drżącymi stopami
spływają potoki łez
wydostają się na ulice
i toną za kratami kanalizacji
nie rozkładają się na kwitnących trawnikach
nie roszą uschniętych traw
szukają kamiennego bruku
i odchodą
pogrążając się w cierpieniach



Odchodzenie

 

                       Babci Anastazji

 

Czasem chciałbym spędzić noc

i nie obawiać się jutra.

Nie myśleć, że być może ktoś

ode mnie oczekuje odpowiedzi.

 

Każda rzecz, która istnieje,

ma w sobie jakąś rację bytu.

To już kolejny dzień, kiedy

zmagam się z ogniem

przeszywającym trzewia.

 

A jeszcze niedawno piłem

amerykańską whisky

i karmiłem umysł

czytając Thomasa Mertona.

 

Widziałem wtedy kamienie,

które raniły stopy niewiast.

W oknach starych domów

widziałem ciepłe ogniki świec

rozświetlające drogę,

którą wędrowali pielgrzymi,

aby ucałować święte relikwie.

Kiedy wracali, utrudzeni

wieloletnią tułaczką,

wstępowali do mnie

i wręczali mi fragmenty przeszłości,

a ja trzymałem je w dłoniach

i patrzyłem na nie uważnie.

Każdy był w innym kolorze,

ozdobiony wschodnimi ornamentami

i lekko falował.

Przyglądałem się jego niewinnym ruchom,

a później kładłem obok siebie - na łóżku -

i płakałem, aż do zaśnięcia.

 

Więc moja podróż dobiega końca?

Jesień prosi mnie o chwilę rozmowy?

 

Przytulcie mnie do drzewa,

obmyjcie wodą z górskiego strumienia,

a na grobie złóżcie kawałki nieba,

które wciąż trzymam w kieszeni starego płaszcza.

 

Jak opowiedzieć niewypowiedziane?

Jak zebrać z pól życia resztki ziaren

rozsiewanych sękatymi rękami bólu

i złożyć w mogile nadziei?

 

 

Zelów, 6 października 2010 roku



Odchodzenie II

           Wojciechowi Siemionowi

Pamiętasz bosego chłopca pochylonego nad książką,

gdy podkradał rozwiane Kresami słowa.

To wszystko stało się zanim księżycowy uśmiech

przeżył przypomnianą legendę zmarłych lat.

Od stuleci nadal wszystko dzieje się niby w próżni.

Jakiś dławiący się sobą staruszek o sękatych palcach

i rzadkich, rozrzuconych włosach,

parę razy szamotał się bez próby wypowiedzi –

w milczeniu.

Domki małej wioski,

do której tak chętnie wracałeś

wyglądały nie tylko jak

wygłodniałe ciała przedmieść,

ale i jak łąki pachnące, roszone poranną mgłą,

i te sosny, i brzozy powtykane

później w piaszczyste grunty

mazowieckiej ziemi,

na której stałeś, jak na dziedzińcu brukowanym

z kości swoich przodków.

A przecież jeszcze niedawno spijaliśmy

rozmowy bez słów

i karmiliśmy nasze umysły

wiarą, że sztuka nie umrze.

Więc nie rozumiem dlaczego

robotnicy spieszący na pierwszą zmianę

obiecują zwątpienie

i usprawiedliwiają się tylko przed sobą,

chociaż ty powtarzałeś:

jestem rozgoryczony

gdy widzę jak wszyscy

którzy ujrzeli światło wolności

w dalszym ciągu więzieni są

w wiecznym odradzaniu.

Wszyscy jesteśmy umierającą,

półnagą grudką ziemi –

nikt nie wie, że najpiękniejsze

kształty słowa

szukają ocalenia przed prawdą.

Zelów, kwiecień 2011


Wieczorna podróż do bramy smętnej pieśni

aby pozbierać proch rozsypany przez wiatr

 

idę

próbuję zapamiętać ulicę

po której bose nogi

depczą głęboką noc

 

przez niezasłonięte okna

zaglądam ludziom do ich mieszkań

drażnię ich chociaż oni tego nie czują

przesiąknięty szaleńczym mrokiem

otacza mnie pejzaż spragnionych serc

 

na tej samej ulicy

chora dusza zieje nagością

leży na chodniku

nikt jej nie prosi do środka

pozwala popłakać

zapalić świecę

posadzić dzikie trawy na jej własnym grobie

 

człowieku wybacz samotności że towarzyszy ci w drodze –

a ja to wszystko widziałem

 

 Wolność

 

zatrzymany

w połowie drogi do celu –

geniusz

dusi się swoją słabością

 

w milczeniu

pod ścianą własnego domu

rozkłada kolorowe lampiony

licytuje udziały

zarobione

w wymęczonych nieprawościach

 

jego krótkowzroczność

zabija odwieczne tajemnice

 

na gruzach upartej historii

składa jałmużnę z przegranych dni

i zwyczajnych nadziei


 

Pisarze.pl
E-tygodnik literacko-artystyczny
Numer 21/12 (92)
ISSN: 2084-6983



Dziś René Magritte

 Zdradliwość Obrazów, Zagubiony Dżokej oraz Terapeuta to najbardziej znane obrazy René Magritte’a.

więcej>>

Coraz więcej listów do Państwa, coraz więcej wierszy, mało prozy, widać, że nie cieszy się ona specjalnymi względami, albo może prozaicy są bardziej skryci, bardziej tajemniczy.




Strona oparta na Joomli