Pisarze.pl

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

Wiersze Tygodnia - Anna Musz


Bogumiła Wrocławska


Egzamin z antropologii

zastanawiamy się właśnie którędy tu przyszliśmy
testujemy jak daleko potrafimy sięgnąć
wracając do przeszłych i zaprzeszłych spraw
wśród przodków szukamy wymówek
dla rozkojarzenia uporu płonnych marzeń o sztuce

liczy się każdy szczegół
kolor włosów kształt oczu mrużonych w uśmiechu
skłonność do bólów głowy i miłość do książek

już wkrótce życiorysy z dwóch poprzednich wieków
przestaną nam wystarczać
od jutra zaczniemy się uczyć zaniedbanych języków
o składni wygłuszonej lecz spragnionej dźwięku

pojutrze znajdziemy miasta pełne ciekawych ruin
bo każda katastrofa po tylu stuleciach
staje się gładkim słowem i garścią popiołu
pod którym być może coś dla nas przetrwało

nasza wspólna historia poznaje kolejne przypadki
ale nie uczy się na nich
a każde z nas oddzielnie
wyciąga z niej niczym losy z kapelusza
zupełnie inne wnioski



Powrót

bardzo wcześnie trzeba w sobie zasiać
grozę wielkich zmian
i utraty oswojonych światów

spójrz jak do domów powracają żołnierze
po którejkolwiek z antycznych walk
niedobici lecz nie ocaleni

codziennością trudniej zasłużyć na sławę
i pełne czci milczenie pochylonych głów

oto wielki bohater nie radzi sobie w potyczce
z nieuczciwym poborcą
daje się zakrzyczeć na areopagu
a uliczni handlarze oszukują go
mową gładką i celną jak sztylet

ludzie którzy byli jedynie wspomnieniem
odzyskują swe role
są przyjaciele nieobcy chociaż spokojniejsi
i żony
do tej pory heroiczne w czekaniu
teraz silne zbyt silne
z nieznośną łatwością dźwigające
dziesiątki równoczesnych kłopotów

tamtych osób już nie ma
świat się przeobraził
a na domiar złego
otworzyła się w nim nowa
stale obecna przestrzeń
horyzontów krzyków pięknych i strasznych twarzy
zdrady i przebaczenia bitew i oblężeń

w tę właśnie przestrzeń wnika
kiedy patrzy przed siebie
jest w niej zawsze sam

oddzielony warstewką obrazów
od znanego na wylot powietrza


Palimpsest


studiujemy z pietyzmem przekładaniec epok
wcale nie musimy wyjeżdżać do Troi
aby odkrywać kolejne warstwy miast
osad
chwilowych postojów

spotykamy się nagle na osi czasu
nasze miejsca stają się także ich miejscami
nasze domy rozpierają się butnie na resztkach ich domów
ważymy sobie lekce wielkie wynalazki
ocembrowane studnie sale tortur i tajemne przejścia

urządzamy się na stałe w skorupce naszych czasów
wydajemy sądy o przeszłości
odkopujemy zamierzchłe gruzy wznosimy osiedla

w tych samych miejscach
z tych samych motywów
piszą się nasze życia

Barbarzyńcy odchodzą


możesz odrzucić lęk
nic cię gorszego nie spotka

wybrałeś najlepiej
bez cienia grymasu patrzyłeś jak niszczą twój świat
odarłeś z grozy tłum bezrozumnych dzikusów

zemsta miała być boleśnie prosta
aby ośmieszyć wrogów
daj im to czego pragną

fakt że obrócisz się w pył nawet legniesz w gruzach
ale przynajmniej spokojnie przyjrzysz się sytuacji

kurtyna kurzu opada barbarzyńcy odchodzą powoli
teraz właśnie teraz
nie spuszczaj ich z oka
bo ten który niepewnie obraca głowę ku miastu
ma szanse na ocalenie
jeszcze nie jest stracony

współczuj mu
ty przynajmniej umiesz nazwać swój strach


Tren dla antycznej bogini


dlaczego wyobrażam sobie że był sam w tej chwili
nawet jeżeli wpadł z hordą aby zniszczyć miasto
przed nią stanął samotny
i nikt więcej
nie istniał przez moment na świecie

jakim prawem nie zadrżała na widok zdobywcy
cóż to za świat godzien jedynie zagłady
jeśli kamień też chce się równać
z człowiekiem
aż przewyższa człowieka

co ona tam dostrzegła
w zadymionej pustce

patrzy przecież dalej
niż na miasto na wzgórza na niebo
po którym dzień rozwiewa wersy nowych trenów
sami je kiedyś wymyślili

dlaczego jestem pewna że nigdy nie wrócił do swoich towarzyszy
a przy każdym postoju zwracał ciężką głowę
ku znienawidzonym zgliszczom
dlaczego myślę że był od nich lepszy
o tę sekundę zawahania
zawieszenia broni
nad
niepojętym

dlaczego wierzę że umierając
miał przed oczami tylko tamtą twarz
i szedł by odkryć
nareszcie
tajemnicę spojrzenia


Parę słów o milczeniu


gdy wyjeżdżał naprędce z tej swojej Arkadii
otaczała go zewsząd
była zbyt wielka by ją pojąć objąć
obronić
przed wszelkimi wrogami
choć jej to przyrzekał

rósł tu pod czułym spojrzeniem
w świecie miękkim i tkliwym
białym jak wnętrze małży

dach zamykał się nad nim przed katastrofą
w samą porę w ostatniej chwili o włos od
i mówiło się potem że uczciwych ludzi
żadne zło nie spotka

czy mógł zatem rozmawiać
o niektórych zdarzeniach
gdy powrócił
gdy przeminął święty dzień powrotu

siedział z nimi jak dawniej
patrzył ludziom w oczy
zagadując milczenie banalną historią

są takie sytuacje o których nie powie
nigdy nie zdradzi jak niewiele trzeba
aby usprawiedliwić zdradę i okrucieństwo
udział w tajnych konszachtach
jawne kłamstwa
lepiej by nie wiedzieli że zbyt wiele
potrafił sobie wybaczyć

Arkadia dziwnym trafem skurczyła się w muszlę małży
tkwi w niej wiecznie zamknięta
żałośnie naiwna
nad jej bezbronnością należy teraz nisko pochylać głowę

z uśmiechem politowania chociaż bez szacunku
ona musi już taka pozostać
nieświadoma świata


A MOJE 88 URODZINY

Miasto gęste od krytych pasaży, wąskich
placyków, arkad,
schodzące tarasami ku morskiej zatoce.

I ja, zapatrzony w młode piękno,
cielesne i nietrwałe,
jego ruch taneczny wśród starych kamieni.

Kolory sukien według letniej mody,
stuk pantofelka na dallach sprzed stuleci,
cieszą mnie swoim obrzędem powrotu.

Dawno zostawiłem za sobą
zwiedzania katedr i wież warownych.
Jestem jak ten, kto widzi, a jednak sam nie przemija,
duch lotny mimo siwizny i chorób starości.

Ocalony, bo z nim wieczne i boskie zdziwienie.



POD KONIEC DWUDZIESTEGO WIEKU

Pod koniec dwudziestego wieku, urodzony na jego początku,
po napisaniu książek, złych czy dobrych, ale pracowitych,
po zdobywaniu, traceniu i odzyskiwaniu,

Jestem tutaj z nadzieją, że można zaczynać na nowo
i własne życie uleczyć myśląc mocno o rzeczach poznanych,
tak mocno, że miejsc i ludzi nie odejmie czas
i wszystko będzie trwało prawdziwiej niż było.

Nie rozumiejąc skąd lata ekstazy i razem udręki,
przyjmując swój los i błagając o inny,
nie pobłażałem sobie, zaciskałem usta.

Dumny z jednej tylko, mnie wiadomej, cnoty:
smagania się wieloramienną dyscypliną.

Ciągle zaczynam na nowo, ponieważ co złożę w opowieść
okazuje się fikcją, dla innych, nie dla mnie, czytelną,
i oplątuje mnie, i zakrywa mnie,
i z pożądania prawdy jestem nieuczciwy.

Wtedy myślę o prawidłach wysokiego stylu
i o ludziach, którym nigdy nie były potrzebne.
Jak i o tym, że całe życie zwodzi mnie nadzieja.



W WARSZAWIE

Co czynisz na gruzach katedry
Świętego Jana, poeto,
W ten ciepły, wiosenny dzień?

Co myślisz tutaj, gdzie wiatr
Od Wisły wiejąc rozwiewa
Czerwony pył rumowiska?

Przysięgałeś, że nigdy nie będziesz
Płaczką żałobną.
Przysięgałeś, że nigdy nie dotkniesz
Ran wielkich swego narodu,
Aby nie zmienić ich w świętość,
Przeklętą świętość, co ściga
Przez dalsze wieki potomnych.

Ale ten płacz Antygony,
Co szuka swojego brata,
To jest zaiste nad miarę
Wytrzymałości. A serce
To kamień, w którym jak owad
Zamknięta jest ciemna miłość
Najnieszczęśliwszej ziemi.

Nie chciałem kochać tak,
Nie było to moim zamiarem.
Nie chciałem litować się tak,
Nie było to moim zamiarem.
Moje pióro jest lżejsze
Niż pióro kolibra. To brzemię
Nie jest na moje siły.
Jakże mam mieszkać w tym kraju,

Gdzie noga potrąca o kości
Nie pogrzebane najbliższych?
Słyszę głosy, widzę uśmiechy. Nie mogę
Nic napisać, bo pięcioro rąk
Chwyta mi moje pióro
I każe pisać ich dzieje,
Dzieje ich życia i śmierci.
Czyż na to jestem stworzony,
By zostać płaczką żałobną?
Ja chcę opiewać festyny,
Radosne gaje, do których
Wprowadzał mnie Szekspir. Zostawcie
Poetom chwilę radości,
Bo zginie wasz świat.

Szaleństwo tak żyć bez uśmiechu
I dwa powtarzać wyrazy
Zwrócone do was, umarli,
Do was, których udziałem
Miało być wesele
Czynów myśli i ciała, pieśni, uczt.
Dwa ocalone wyrazy:
Prawda i sprawiedliwość.



ARS POETICA?

Zawsze tęskniłem do formy bardziej pojemnej,
która nie byłaby zanadto poezją ani zanadto prozą
i pozwoliłaby się porozumieć nie narażając nikogo,
autora ni czytelnika, na męki wyższego rzędu.

W samej istocie poezji jest coś nieprzystojnego:
powstaje z nas rzecz, o której nie wiedzieliśmy,

/ że w nas jest,

więc mrugamy oczami, jakby wyskoczył z nas tygrys
i stał w świetle, ogonem bijąc się po bokach.

Dlatego słusznie się mówi, że dyktuje poezję dajmonion,
choć przesadza się utrzymując, że jest na pewno aniołem.
Trudno pojąć skąd się bierze ta duma poetów
jeżeli wstyd im nieraz, że widać ich słabość.

Jaki rozumny człowiek zechce być państwem demonów,
które rządzą się w nim jak u siebie, przemawiają mnóstwem

/ języków,

a jakby nie dosyć im było skraść jego usta i rękę
próbują dla swojej wygody zmieniać jego los?

Ponieważ co chorobliwe jest dzisiaj cenione,
ktoś może myśleć, że tylko żartuję
albo że wynalazłem jeszcze jeden sposób
żeby wychwalać Sztukę z pomocą ironii.

Był czas, kiedy czytano tylko mądre książki
pomagające znosić ból oraz nieszczęście.
To jednak nie to samo co zaglądać w tysiąc
dzieł pochodzących prosto z psychiatrycznej kliniki.

A przecie świat jest inny niż się nam wydaje
i my jesteśmy inni niż w naszym bredzeniu.
Ludzie więc zachowują milczącą uczciwość,
tak zyskując szacunek krewnych i sąsiadów.

Ten pożytek z poezji, że nam przypomina
jak trudno jest pozostać tą samą osobą,
bo dom nasz jest otwarty, we drzwiach nie ma klucza
a niewidzialni goście wchodzą i wychodzą.

Co tutaj opowiadam, poezją, zgoda, nie jest.
Bo wiersze wolno pisać rzadko i niechętnie,
pod nieznośnym przymusem i tylko z nadzieją,
że dobre, nie złe duchy, mają w nas instrument.

Berkeley, 1968

 

Anna Maria Musz (ur. 1988) – debiutowała w 1999 roku na łamach młodzieżowego czasopisma „Nowe Twarze”, teksty publikowała także na łamach prasy lokalnej i w „Gazecie Kulturalnej”. Laureatka kilku konkursów poetyckich. W 2010 roku nakładem Wydawnictwa Nowy Świat ukazał się jej debiutancki tomik „Errata do trzech wymiarów” z posłowiem Leszka Żulińskiego.

Absolwentka Zarządzania i Marketingu (specjalność: Komunikacja w biznesie), studiuje Nowe technologie w edytorstwie na Uniwersytecie Wrocławskim. Zawodowo związana z reklamą (w szczególności z copywritingiem i zagadnieniami promocji w Internecie). Od 2011 roku prowadzi własną agencję reklamową.

Obecnie przygotowuje do wydania drugą książkę poetycką pt. „Odrastamy z kamienia”.

 

 

Pisarze.pl
E-tygodnik literacko-artystyczny
Numer 21/12 (92)
ISSN: 2084-6983



Dziś René Magritte

 Zdradliwość Obrazów, Zagubiony Dżokej oraz Terapeuta to najbardziej znane obrazy René Magritte’a.

więcej>>

Coraz więcej listów do Państwa, coraz więcej wierszy, mało prozy, widać, że nie cieszy się ona specjalnymi względami, albo może prozaicy są bardziej skryci, bardziej tajemniczy.




Strona oparta na Joomli