poniedziałek, 23 maja 2011 13:04
Wiersze Stanisława Esden - Tempskiego
|

PASTWISKA OTOCZONE DRUTEM
Moje skarpetki i twój biustonosz wiszą na krześle przed toaletką gdzie co rano czeszesz włosy
Potem zatrzaskujesz drzwi samochodu i nie dopijesz kawy
zawsze to głęboko przeżywasz gdy niesprawny jest twój pc modlisz się wtedy przed naciśnięciem klawisza wołasz – “my gosz” a twój Bóg nie słyszy
Nasze szlafroki wiszą na drzwiach sypialni obojętne i pełne potu jak kochankowie
którzy nie mają siły zrobić to jeszcze raz
Wieczorem będziesz dzwonić z końca świata on jest zmienny zależny od tego - gdzie jest nam daleko ta zatrważająca różnica czasu każe ci zaklęcia liczyć na minuty
nigdy nie mogę zdążyć na twe śniadanie śpię wtedy albo jestem w drodze
w końcu porzucasz swoje nieistnienie jak brudną bieliznę wsuwasz się w łóżko w moją hierarchię godzin
królewski powiat Berkshire skąd niedaleko do Stonehenge jest ospały i niemy
pastwiska otoczone drutem są pełne błota i zimowego wiatru nawet konie wolą stać w stajni
powiedz mi dlaczego jesteśmy tacy łakomi ?
TEN HERKULES I DWÓCH INNYCH POLAKÓW .
Ujrzałem ich rano jak wozem z drabinami na dachu jechali burzyć spalony dom murzyna
wszyscy byli dobrej myśli i wszyscy spod Zamościa (jeden już nie żyje ale może to są po prostu mity) pili piwo i nieśli w kawałkach dom precyzyjnie rozłożony płomieniem rzucali zwęglone konstrukty do kontenera na ulicy “Za nic nie wróciliby do tamtego gnoju” bo tutaj nawet gdyby ich ktoś podsłuchaj niczego nie usłyszy niczego nie zrozumie byli wolni od lęku jaki niosą znaczenia
za jednym z nich po ulicy ciągnęło się długie skrzydło drzwi nadpalone pożarem drugie skrzydło czekało oparte o ścianę i za chwilę wzleciało w górę celnie rzucone do kontenera
Ten drugi muskularny jak Herakles (raptus żarłok opój i dziwkarz) wytrwale wyciągał ze ściany popalone elektryczne druty zasapany jakby walczył z hydrą lernejską trzeci sumiennie lał wodę jakby połączyły się nurty rzek Alfejos i Penejos bo przecież trzeba było oczyścić tę stajnię Augiasza
Martwili się czy uda im się wygrzebać wszystkie węgle przed wieczorem i czy wszystkie zmieszczą się w kontenerze
Lecz przecież zdążyli! Tak tak – zdążyli! i to była owa dwunasta praca o której tak często się zapomina że dokonana została przez tego Herkulesa i dwóch innych Polaków w Colchis (po polsku Kolchida) w amerykańskim stanie Ohio
|
CYFROWA WRÓŻKA
codziennie ją widuję na wielkim tele-bimie to ona woła i ja jej słucham moja digitalno –obrazkowa narzeczona nie muszę myśleć ani przewidywać policzono mnie, zważono i rozdzielono na statystyczne krzyże jądra mi brzmieją krzykliwe są me monitory przy oknie mnie trzyma srogie podglądactwo świata pożar ludnej ulicy mnie zachwyca wzwody cienkich domów w lazur nieba bodą jak w dzieciństwie przez dziurkę od klucza jęki rozkoszy słyszę cyfrowa wróżka przyszłość mą plecie lecz dzisiaj w websieci szamoczę się jak ryba
KUNDEL
O jakoś ty piękna przyjaciółko moja o jakoś ty piękna
szczepki twoje jako owoce drzewa granatowego szyja twoja wdzięczna do piersi lubych się czulę. miłe twe podogonie srogie budzą pożądania
idę twym śladem całe me psie życie sikam i obwąchuję snadnie
mojej żądzy linie coraz ściślejsze kręgi liczą
śnię na jawie prawie wyszczekując tę chwilę gdy na twój zad spadnę
o! twój krok sarni
ja pies Nerona ja stróż faraonów! – mój głos jest dzwonem gdy z pyskiem w górę zastygam w pełni wielebnej poważnej i srebrnej
ja kundel przy waszym stole waham się jeszcze się nużę lecz gdy skoczę wreszcie na nic wam wasze kłamliwe welinowe szaliki wasze złocone sakwojaże
CHICAGOWSKA PIOSENKA.
ganiałem za forsą w trampkach po śniegu dłonie mam czerwone jak róże jakże tak mogłem móc
lodowe ulice Chicago tawerny otwarte do drugiej beczący przy piwie bum kto myślał że on tak będzie mógł
Kanada – tam dopiero jest zimno każdy chce miłość inną stukot kieliszków – senność umysłu Kanada tam dopiero jest zimno
otwarły się powietrza ziemia cała na przestrzał ludziki w lodowej skorupie nie wiem czy jeszcze biec umiem
ale nie nie nie
szmal w głowie liczę wycieram piasek z oczu i cóż
ganiam za forsą w trampkach po śniegu dłonie czerwone mam jak róże w płucach kolczasty drut jutro znów będę mógł mógł i mógł

|
Komentowanie tego artykułu jest zamknięte